Está en la página 1de 184

Czesław Miłosz

ZDOBYCIE WŁADZY

Większość rzeczywistych

postaci

tej

powieści

jest i

fikcyjna. strzelca

Spośród Bertranda

postaci zostały

postacie

kapitana

Osmana

zaczerpnięte, podobnie jak i kilka innych szczegółów, z kroniki walk na Starym Mieście, “Przemarsz przez piekło”, spisanej przez Stanisława Podlewskiego.1

1 Stanisław Podlewski (1908-1979), eseista, historyk, absolwent polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, oficer Armii Krajowej, uczestnik powstania warszawskiego. Autor m.in. książek “Rapsodia żoliborska”, “Wierni Bogu i ojczyźnie”, “Duchowieństwo katolickie w walce o niepodległość Polski w II wojnie światowej” oraz “Wolność krzyżami się mierzy.” Dwutomową opowieść “Przemarsz przez piekło” opublikował w 1945 roku (Wydawnictwo Fuks, wyd. nast. PAX).

Przypis po latach
W 1952 roku Les Guildes du Livre w Szwajcarii (rodzaj klubów książkowych) ogłosiły konkurs na powieść przedstawioną w jednym z języków zachodnioeuropejskich. Nagroda - Prix Litteraire Europeen (Literacka Nagroda Europejska) zapewniała zwycięzcy znaczną sumę pieniędzy i wydanie powieści przez gildy książkowe. Postanowiłem wziąć udział w konkursie, chociaż nigdy dotychczas powieści nie pisałem. Mogłem powziąć taką decyzję, ponieważ, zgadzając się w tym ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem, nie uważałem powieści za dzieło sztuki, jedynie za “worek”, żeby autor mógł tam umieścić to, co ma na wątrobie. Miałem na wątrobie lata drugiej wojny światowej w Polsce i koniec Polski międzywojennego dwudziestolecia. A czytałem wtedy Tukidydesa w przekładzie francuskim o rewolucji na wyspie Korkyra (dziś Korfu) i jego wstrzemięźliwy a bezstronny opis utwierdził mnie w przekonaniu, że to, co się stało w Polsce w 19448-45 roku, ma w istocie wymiar podobny antycznej tragedii i zasługuje na pokazanie w całej surowości faktów. Moja powieść miała więc możliwie dokładnie opowiedzieć, “jak było”, nie dając się skusić żadnym moralizującym zapędom. Temat mój był więc jasno określony i zależało mi na ujęciu złożoności zjawisk za pośrednictwem możliwie wielu sytuacji i postaci na ograniczonej liczbie stronic. Żadnej takiej powieści politycznej w Polsce ani na emigracji nie było. Wymiar tragiczny przeziera w “Popiele i diamencie” Jerzego Andrzejewskiego, ale znika, poddany ideologicznej przeróbce. Książka powstała w ciągu dwóch miesięcy. Rano pisałem rozdział, po południu otrzymywała go moja tłumaczka na francuski, Jeanne Hersch. Ta szybkość nie powinna mylić badaczy literatury, po prostu dowodzi ona, że to wszystko nosiłem w sobie latami i układałem w głowie, aż nagle trafiło to pod moje pióro poruszające się po papierze. Według regulaminu nagrody pierwszą selekcją maszynopisów zajmowały się jury narodowe kilku krajów, zależnie od języka. Moja powieść nazywała się “La prise du pouvoir”. Nie miała polskiego tytułu, który nadałem później, choć

że to nie powieść. czysto “użytkowa” proza.patrz jego “Dziennik” z 1954 roku. Nagrodę otrzymaliśmy ex aequo. Teraz wziąłem znów do ręki “Zdobycie władzy” i wypowiadam werdykt: dobre rzemiosło. kiedy jury francuskie przedstawiło mój anonimowy maszynopis. Przydała się. moje zastrzeżenia stąd pochodziły. chyba już nikt się nie zdobędzie. Postacie są ledwo naszkicowane. a ja chciałem cały ten labirynt zostawić za sobą i napisałem w tym celu inną powieść. zaopatrzony w adnotację “tłumaczone z polskiego”. Miałem jednak przekonać się. Później w naszych rozmowach Gombrowicz ciągle mnie namawiał do pisania powieści i na moje obiekcje. że na podobne powieściowe studium nikt prócz mnie dotychczas się nie zdobył. czyli podobała mu się moja jak najmniej artystowska. Nie. nie ma jednolitości postaw. Sam przez długi czas miałem do tej książki stosunek niechętny. kiedy tamte wypadki bledną w zbiorowej pamięci. Mozaika jest ułożona z ludzi-znaków. Nie dlatego. odpowiadał. naga. Co prawda każda niemal z nich narzuca naszej wyobraźni obrazy swojej własnej przeszłości. Najtrafniej ocenił ją Witold Gombrowicz . i słusznie. antykomunistycznego i komunistycznego. socjalista. choć i w obrębie dwóch obozów. że nie umiem. są one jednak ledwo napomknięte. Myślę. oto czytadło o wartkiej akcji. wreszcie racjonalista-niedowiarek. jak mylne są wszelkie generalizacje. że jest to powieść polityczna. Byłem bez grosza. ale algebraiczne równanie. że przecież umiem. Jest to uczciwy opis zmiany ustroju siłą i w istocie wojny domowej. A zarzuty? Można ich postawić wiele. Inni (chyba i Stefan Kisielewski) oskarżali autora o olimpijski chłód. Jeżeli główną zaletą beletrystyki jest czytelność. Przy całej nieco . zbliżony do niego poglądami kapelan. Tak na przykład w powstaniu warszawskim spotykają się zdeklarowany zwolennik faszystowskiej dyktatury. O paryskich intelektualistach nie byłem. w której polityka jest niemal nieobecna. że mógłbym jej coś politycznie zarzucić. “Dolinę Issy”. zależnie od ich politycznych wyborów. Moim rywalem był kandydat niemieckiego jury nazwiskiem Warsinsky. wysokiego mniemania. jako swój wybór.nie jest tak dobry jak francuski. i teraz. Czym jest ta książka? Niektórzy czytelnicy mówili. Prix Litteraire Europeen została przyznana w 1953 roku.

Tę drugą warstwę skłonny jestem uznać za jedną z zalet mojej powieści. Postacie mają niekiedy cechy. Po upływie tak wielu dziesięcioleci “algebraiczne równanie” zastanawia nie swoim chłodem. spotkania bez dalszych ciągów. Główni jednak protagoniści stanowią syntezę rysów zaobserwowanych u różnych indywiduów. być może. mimochodem. ale hamowaną pasją. Właściwie najciekawsze w tej książce jest wszystko. Tadeusz to rozstrzelany przez Niemców poeta Tadeusz Holender. Michał to Bolesław Piasecki. co dzieje się pod powierzchnią szczegółów spokojnych.ryzykownej grze ludzkimi typami widać więc dbałość o należyte rozłożenie akcentów. ówczesnej uładzonych zdań. po których można rozpoznać ich pierwowzory. Część pierwsza . które to uczucia autor stara się trzymać na wodzy. Niewątpliwie Baruga to władca prasy Jerzy Borejsza. Są to drobne sceny obserwacje napomknięte chaotycznej rzeczywistości. Rzeczowy opis coraz to zaprawiają litość. niemal wymuszonej przez los. sarkazm. Adolf Rudnicki. Bruno. gniew. co należy do klasycznych uprawnień powieściopiarzy.

Postępując rozważnie w doborze tekstów. aby umarli oni z głodu. że zastanawiać się nad tym nie należy: kartki wiszące na ścianie.Część I Profesor Gil jadł śniadanie złożone z herbaty i chleba. nie znał greki. Na przykład nikt z młodych. koniecznością.ateński polityk i historyk. Wiedział jednak. W oparciu o racjonalistyczne założenia relacjonował przebieg współczesnego mu konfliktu. Profesor Gil myślał o tym. można było zapewnić sobie miejsce użytecznego pracownika. nie był dobrze widziany. chytrości. a Państwo miało swoje powody. autor “Wojny peloponeskiej”. maskowanej jako zapłata za pracę. jaka wyziera ze stronic “Wojny peloponeskiej”? Niebezpieczny obraz historii. dla których wydawało klasyków. jego zdaniem. jakie istniały dotychczas.) . i jakie są szanse na to. Ale Tukidydes? Załóżmy. uważany za najwybitniejszego historyka starożytności. na których wypisał. ochroną. Za oknem hałasowały tramwaje. ich powyginane. kierującą się przede wszystkim własną korzyścią. Wiatr po ulicy niósł czerwony pył rozbitej cegły. nie dążyło do tego. jeżeli nie nadzieją. zaczepieni o tych. Jak zwykle ludzie samotni. to było niepokojące: profesor nie chciałby żyć z dobroczynności Państwa. którym udało się uchwycić za brzeg platformy. 396 p. co do których istniała uzasadniona ideologiczna wątpliwość.e. Młodemu pokoleniu uczonych brak było wielu umiejętności. posiekane kulami karoserie wydawały szczęk starego żelastwa. Jego 2 Tukidydes . Profesor pamiętał twarz dyrektora państwowego domu wydawniczego w chwili zawierania umowy.(albo Tucydydes. które pozbawiło Gila i innych jemu podobnych uniwersyteckiej katedry ze względu na zły wpływ na młodzież. Pierwsze polskie wydanie dzieła Tukidydesa (w przekładzie Kazimierza Kumanieckiego) ukazało się w roku 1953. Rozsądniej było wybrać do tłumaczenia innego greckiego autora. nie pamiętał nigdy o kupieniu odrobiny masła czy marmelady. podstępów i walk. Tukidydes2.ok. ile czasu zajmie mu rozdział. szczycąc się. naturę ludzką. politycznie wiernych. że jest spadkobiercą wszystkich cywilizacji. Jego postać pojawia się też w “Traktacie moralnym”. że w niedużej liczbie egzemplarzy. że jego wysiłek ma jakiś sens. ukazując przy tym niezmienną. ile codziennie musi zrobić. jednak ta gorzka nicość ludzkich morderstw. ok. 460 . Państwowe domy wydawnicze podpisywały kontrakty nawet na przekłady tych dawnych pisarzy. ludzie wisieli na tylnych buforach. Państwo.n. nad którym pracował. . były dyscypliną. co prawda w małych nakładach.

zdejmuje się z siebie piętno “przeżytku liberalizmu XIX stulecia”. Zdrowy rozsądek stał się już tylko objawem zniewieścienia. że zachowując związek ze starym Grekiem . Profesor zaniósł szklankę od herbaty do kuchni. kasztan rozwijał małe wiosenne liście. choć tak różne jest. dając go choć kilku młodym do czytania . Mieszkanie o tej porze było puste. która przyniosła za sobą koniec wojny. zastawiając inne.oczy były spuszczone. Liczni sublokatorzy gnieżdżący się w jego pięciu pokojach wyszli wcześnie do biur położonych w innej. goryczy i ironii. O kimkolwiek. między potrzaskanymi płytami. którą zachował. parowanie zamiarów przeciwnika za dozwolony wybieg w obliczu niebezpieczeństwa. zmieniono zwykły sens słów. tego. do czego potrzebne były nici: powinien pamiętać i zapytać sąsiadkę. “Pragnąc usprawiedliwić czyny uważane dotychczas za niegodne. którego nazywa się pierwszym historykiem. otwierały się one same na miejscu. w pomyślnym wypadku. czy nie zechce wymienić motka nici na zapasową igłę. ostrożna wstrzemięźliwość za maskujące się pięknymi pozorami tchórzostwo. Nie tylko ja. zakryte powiekami. drobnym pismem powoli zaczął dodawać zdanie po zdaniu. kto starał się nie używać tych środków. Zastanowił się przez chwilę nad koniecznością przyszycia brakującego guzika. Gwałtownikowi zawsze wierzono. wielka inteligencja wielką gnuśnością. zapobiegać im. Profesor włożył podarty sweter zapinany na guziki. niemal serdeczny uśmiech miał trudno uchwytny odcień pobłażania. na dnie którego. mówiono. co on widział i co ja widzę. również ten. dowodem większej zręczności. Rozłożył na stole książki. zawsze podejrzewano. który opierał się gwałtowi. dobrotliwy.a nawet. Pomimo wszystko w tym wyborze właśnie Tukidydesa zawarta była pewna wewnętrzna kompensata: coś jak wiara. spojrzał przez okno kuchenne w głąb ciemnego podwórza. Tak wiele wiosen upłynęło od tamtej wiosny. które było mu potrzebne: papier ich nosił ślady jego palców. mniej zniszczonej części miasta. przesiedlania ludności i epidemię tyfusu. Zastawiać z powodzeniem pułapki było dowodem inteligencji. Nierozumna śmiałość uchodziła za odważne oddanie sprawie publicznej. Po czym równym.uzasadnia się siebie. że zdradza swoją partię i boi się swoich . Okrucieństwo posunięte do szału uznano za cechę duszy prawdziwie męskiej.

zyskiwało tysiące pochwał. Stowarzyszając się. który przygotowywał cios. przywieść do złych czynów tego.przeciwników. który o tym nie myślał. nie miano na celu pożytku zgodnego z prawami. Więzy partyjne były potężniejsze niż więzy rodowe. nie uciekając się do żadnych wymówek. ale chciano zaspokoić chciwość w walce przeciwko ustalonym prawom. aby odważać się na wszystko. Wierność zobowiązaniom nie była oparta na szacunku dla boskiego prawa przysięgi. gdyż skuteczniej skłaniały. Jednym słówkiem uprzedzić tego. ale na wspólnictwie w zbrodni.” Lato 1944 roku .

Megafon. leżące długimi warstwami nad niespokojnym . Ruszył dalej aleją w cień starych drzew. roiły się w zagłębieniu między korzeniami. na których stali. Wszedł w drzwi bocznego skrzydła. Pochylił się i obserwował je przez chwilę. Ciężkie czołgi przybrane zielenią gałęzi sunęły stadami. obszedł kuchnie pełne zgiełku. Nieprzerwana kolumna ludzi i pojazdów drgała. oficer polityczno-wychowawczy pierwszej polskiej dywizji szedł aleją. Ciężarowe samochody. Za drzwiami rozległo się 3 Liegenschaft (niem. dźwięki klaksonów. napełniając sobą wszystkie drogi na fałdzistych pagórkach. po jednej i po drugiej stronie rzeki. Zapukał jeszcze raz. nie ukazywała się nigdzie. mruczenie motorów i długie obłoki pyłu. trzeszczał i zgrzytał. leżeli gromadkami wokół tłumaczących im coś instruktorów. Zaśmiecona posadzka korytarza skrzypiała pod stopami. wzbijające krajobrazem. Przestrzeń aż po horyzont pełna była wrzącego ruchu. Dwór w czasie okupacji niemieckiej był administrowany przez Liegenschaft. Czerwone owady z czarnym rysunkiem totemu. wydając urywki melodii. się. tu zapewne: organizacja zarządzająca nieruchomościami zarekwirowanymi polskim właścicielom. podnosząc i opuszczając lufy swoich dział na nierównościach terenu. Inni zajęci byli czyszczeniem broni albo oparci na łokciach. masy sowieckiej piechoty wylewające się z dróg w pola. dźwigających połcie mięsa. Za drzwiami była cisza. trwające. sczepione w miłosnym obrzędzie. dymu i krzątaniny kucharzy wyładowujących z samochodów bochny chleba. siedzieli i leżeli szarzy żołnierze. Piotr Kwinto. machinalnie gładząc drugą ręką rzeźbę w ciemnym dębowym drzewie. ale krewnej właściciela pozwolono zostać. rozwijała się. Potem wyprostował się i spojrzał w dolinę. prędkie biegania jeepów w różnych kierunkach po polnych ścieżkach. Zastukał do drzwi. posiadłość. Zatrzymał się w miejscu. której żwir był pokryty żółtą warstwą opadłych lipowych kwiatów. żując źdźbła trawy.) . widocznie naprawiony.nieruchomość. Piotr Kwinto minął białe kolumny dworu. gdzie urywał się rząd drzew i bujna trawa błyszczała w słońcu.3: właściciele zostali wygnani. krzyki. Na trawniku przed domem żołnierze w koszulach z zawiniętymi rękawami ćwiartowali świnie.I Było to w lipcu 1944 roku. Piotr nie widział jej jeszcze. idące rzędami między płowym kolorem ściernisk i zbóż.

który jednak kontrastował z czerwonymi wypiekami na jej starej twarzy i wyrazem latających niespokojnie oczu. Dotknął ręką oprawnych grzbietów z upodobaniem. znów cisza. ale druga szafa rozwarła się na oścież z piszczeniem. czymś przykrym. Otworzyła drugie drzwi i pokazała mu wielkie szafy w półmroku. chciałbym ją jednak zobaczyć. że tutaj jest biblioteka. Przyszło mu na myśl. wysunięte zamki obnażyły się bezbronnie. Usta jej wykrzywione były w grymas lęku i płaczu. Piotr próbował otworzyć pierwszą z brzegu. proszę bardzo. czy dlatego że odnajdował litość. te uśmiechnęła się sztucznym uśmiechem. jaki należny jest . . w zapach starych mebli i jakby kadzidła. nagłym odtworzeniem więzów z przeszłością. nie ma prawie żadnych polskich . kiedy pociągnął za listwę.twarz jej (siła nałogu .To nic. Pajęczyny i kurz leżały na ich szklanych szybach. czy był to gniew na siebie. Patrzyli na siebie przez chwilę. naturalnie.zawahała się . To. gdzie to jest? To tylko dla mnie. Dama zdobywcom. Czerwona skóra ze złoconymi wytłoczeniami: dzieciństwo.ani rosyjskich książek.to jest biblioteka francuska. że odtąd tutaj. Chciałbym pożyczyć książkę . Dopiero kiedy zastukał po raz trzeci. którą uważał za umarłą.Ach tak. co czuł. że to spotkanie jest na pewno pierwszym z długiej serii spotkań. ułożyły się w uśmiech. nie znanego mu dotychczas ciężaru minionych pięciu lat. Czy nie byłaby pani łaskawa pokazać mi. znów w swoim rodzinnym kraju.i nie wiedział. będzie musiał ciągle popadać w ten stan wewnętrznego rozdrażnienia. wyrwane ze swoich siedzisk. było mieszaniną litości i wstrętu.dodał pośpiesznie. dlatego że odnajdował w sobie wstręt. czego zażąda?” Zanim otworzył usta. . Wszedł za nią do pokoju.pomyślał Piotr) przybrała odcień pobłażliwej wyższości . klucz przekręcił się w zamku i drzwi się uchyliły. . naturalnie. Jej palce zaciskały się kurczowo na rąbku wzorzystego szlafroka w wielkie różowe kwiaty. mówiono mi. Poprosił o klucz.człapanie. zdał sobie sprawę z nowego. wzbudzającym gniew . ale trwało to tylko sekundę. Na ścianach były poczerniałe portrety w staroświeckich mundurach i zbrojach. Klucza nie było. Tylko niestety . “Bolszewik! Jest tu. który podciągała pod szyję.Przepraszam panią. jeżeli można.

Paryż. Świadomość tego wzroku za plecami psuła Piotrowi chwilę powrotu ku dawnym dniom. Rude słońce przesłonięte było chmurami. które dźwigały się z ziemi. Rozpiął mundur. ku czółnu wydrążonemu z pnia. Widział na jej twarzy falę ulgi. kiedy odprowadzała go do drzwi. zanim pójdziemy dalej. midinetki stukające do pokoju studenta. W powietrzu trwała gorączka pochodu. że jestem przysłany. Działo się to na Uralu. Kątem oka śledził przez chwilę czołg. że wezmę to . Rzucił okiem na tom. w jakim stopniu pomagali w tym motorom. wzbijane ruchem kół i marszem tysięcy stóp. gdzie pracowali . wydawał mu się zastygły na wieki w tym kształcie. umieszczony. który miał mocniejszy byt. idąc nad obłokami. . Nigdy nie mógł sprawdzić. kiedy stojąc na krześle. który w obcisłych spodniach i długim żakiecie przeciąga się nad książkami. “Pewnie sądzi. ku rzece. słodkie anioły w krynolinach oddane myślom. ich rysunki. odpływające napięcie trwogi. żeby bibliotekę zarekwirować” pomyślał. . Psucie się czołgów było ulubioną rozrywką żołnierzy.Pozwoli pani. przechylony i niezgrabny. brał do ręki tom za tomem. że jest pirogą. o którym wyobrażał sobie. Samoloty warczały gdzieś w górze.powiedział. Dlatego zapewne Piotr nigdy nie umiał jak należy opowiedzieć o Paryżu Iwanowi. nad którą budował chaty imitujące chaty murzyńskie. na których nadzy Murzyni wiosłowali na małych tratwach z sitowia albo wsparci o włócznie stali dokoła trzcinowych chat podobnych do domków bobrowych. zamknięty w czasie. zdawał się Piotrowi nie istniejący.książki w domu dziadków. który zatrzymał się na zboczu koło chat wsi. nad którymi. w jakim utrwaliła go ręka tych rysowników: malarze w długich bluzach. Siedział na trawie na skraju parku oparty o pień drzewa. jak przyprawić rogi koszmarnym kupcom-małżonkom. Stara dama przyglądała mu się. jeszcze niepewna. który ukazywał się na stronach książki. zlewał się w jedno z Paryżem konnych omnibusów. Lubiał szczególnie opisy podróży po Afryce. Biały popiół osiadał na liściach. w którym mieszkał przed 1939 rokiem. czy nie odwróci się i nie zażąda zegarka albo pieniędzy. żeby odbić się od swojej jednostki i przez jakiś czas oddawać się rozkoszom maruderstwa.Odniosę. Uwijały się koło niego figurki ludzkie. na ceratowej kanapie rozgrzanej jego ciepłem. Ten Paryż. i zeskoczył z nim z krzesła. spędzał długie godziny. który trzymał.

przyjmująca krew. której tylko zewnętrzną powłoką albo raczej koniecznym objawem . gromadzenie szmat. Mściwa sprawiedliwość. Rozumiejąc coś z tej surowej siły. kiedy kładli się na pryczach. której czarne roje wciskają się w oczy. w opłotkach wioski. co mu się zdarzyło. że uciec. Wielkie sosny Uralu walące się z trzaskiem. domagając się dokładnych odpowiedzi. nie mógł zaakceptować go jako części swoich dziejów. I teraz. jeszcze rok i wszystko będzie dokonane. że z Paryża nie zostaje mu nic. jak siła przyrody. zadawał pytania. Ostatecznie nie było nic do powiedzenia. jeżeli myślał o nim. wzruszał ramionami. którymi okręca się nogi. jako karę losu. która spokojnie przygotowywała jad. Nigdy nie znał żadnego większego miasta i wieczorem. które należało zniszczyć . miesiącem. że był obywatelem Herkulanum i Pompei.jeśli nowa faza miała mieć jakąś wartość. ostatni krzyk ludzki i popioły. pochód Czerwonej Armii . On zaciskał usta i uczył się milczeć.znieważona. dłonie starte do krwi od siekiery. że Anglicy. że uśmiechać się. i pewność śmierci: jeszcze rok. pogrodzona drutami koncentracyjnych obozów. modląc się i złorzecząc. w usta.był i terror. aby uchronić od odmrożenia. na którą patrzy się spokojnie. wspominając.obaj jako drwale. Urywane serie z automatów purkały niżej. że zakopać złoto. ciało pokłute przez straszliwą plagę północnej puszczy: mikroskopijną muszkę. Nie trzeba było niszczyć dawnego życia: samo rozsypywało się. . Podniósł dłoń i poruszył palcami w zdumieniu nad rokiem. dniem i godziną. Szczęście bycia wśród żywych. odzywały się oddechy artyleryjskich strzałów. I ziemia . że schować za tapetę dolary. Ale Piotr chciał prawdopodobnie odsunąć cały okres tamtego życia. Piotr przyjmował to. On w tym pochodzie. I miliony ich wszystkich miotających się bezradnie w strachu i nadziei. Z daleka. Iwan był chłopem z gór karpackich i analfabetą. spostrzegał. Było jak było. Wokół niego ludzie dogorywali od niedożywienia i szkorbutu. to było życie nierzeczywiste. i niepokój mrówek. Karę za to. Europa midinetek i opasłych kupców w szlafmycach. słońca na twarzy. co miał ją zabić. w nos. że Amerykanie. Rozumiejąc. Czy wystarcza rozumieć? I ta kobieta.jak lawa. zza linii horyzontu. ukryć nienawiść. groza zimy.

Znalazłszy się w strefie wschodniej w 1939 roku. Myśl o tym. w tej odległej już epoce. Jako jeden z dobrze widzianych. znał na pamięć każde jej wklęśnięcie. gromadząc się wokół małych sadzawek rozlanego płynu i zapuszczając weń swoje wibrujące pyszczki. Wstyd: kim był. siorbiąc. w ten niedzielny ranek miał ją przed sobą. Duża czaszka. co robić. kiedy dywizja Piotra . patrzące bystro spomiędzy fałdów skóry. przygotowywał raporty. obserwując ironicznie świat dążący ku klęsce i ostatecznie zawsze urywając dostateczne stypendia na względnie wygodne życie w Warszawie czy przy ulicy Monsieur-le-Prince? . ale zważywszy po prostu na obserwację socjologiczną. szczęka kwadratowa.zalążek nowej administracji w pierwszym ze zdobywanych krajów . przywołując początek wydarzeń. kiedy armia niemiecka zmiażdżyła polską armię. które towarzyszyły ucieczce dawnego rządu. Muchy spacerowały po dzielącym ich stole. Gdyż on to był wtedy. z lekka przygarbiony nos i czarne punkciki oczu . była dla Piotra tożsama z myślą o końcu wojny. Piotr przyglądał się głowie Wintera. futra. pisząc swoją doktorską tezę o poezji francuskiej.posuwała się na zachód.to jednak Winter niepotrzebnie zamącał pamięć. Na zewnątrz było to tylko rozgoryczenie i wściekłość . że oto wkrótce już zniknie konieczność patrzenia co dzień na Wintera. Tydzień wędrówki po drogach ostrzeliwanych przez messerschmitty był dla Piotra tygodniem obrachunku. Piotr nie bardzo wiedział. każdą zmarszczkę. I teraz. nie zdarza się to nigdy w historii. klejnoty i pekińczyki. gładko ostrzyżona i wskutek wątłości porostu włosów niemal łysa.z wyrazem nieco małpim. Żuchwy Wintera pracowały. nieduży. wąskie wargi. jak się przyjmuje uciążliwe cechy przyrody .II W ciągu ostatnich miesięcy. wysunięta naprzód. gniotąc wielkie glony chleba. nie miało to wielkiego sensu: limuzyny. Zastanawiał się nad ucieczką przez rumuńską granicę. z którego tylko mglisto zdawał sobie sprawę. Choć ta obecność nie była różna od obecności wielu innych rzeczy przyjmowanych przez niego. powrót do władzy tej warstwy był niemożliwy. bezpośrednim powodem aresztowania Piotra i jego podróży na Ural. były symbolem. które zapijał kawą. a oczywiście znał dobrze Piotra.ale w istocie był w tym wstyd wspólnictwa. przesiadywali razem kiedyś w literackich kawiarniach Warszawy.

powietrze pełne było papierosowego dymu. ludzie w niezgrabnych mundurach kończyli śniadanie. co go do tego skłaniało. gdzie myśl jest wolna. spokojne i uważne. jak mu się zdawało. gdzie jest się poza życiem publicznym i gdzie można wszystko zacząć od nowa.To nic. za działalność kontrrewolucyjną. Obok nich. wstał i obciągnął kurtkę. Trzeba. jeszcze nie zarysowanych. przyszło aresztowanie. Te motywy były przesłonięte przez wielkie. zastał tam Wintera. To też była sfera. niosły się krzyki jaskółek. na wysokie słoneczniki przed nimi i malwy. Winter otarł usta. Droga wiodła w dół. gadali. Za oknem stało światło pogodnego ranka. którą należało zbyć wzruszeniem ramion. całkowicie irracjonalna. wyrwane. okupienia win. który stał się podstawą oskarżenia. Batalion wychodził z bramy parku. Winter spędził przed wojną parę lat w więzieniu jako komunista. Piotr rzeczywiście był autorem artykułu. znaleźć się tam. gwizdanie i śmiechy żołnierzy. który złożył denuncjację. poza tym sam bał się Rosjan. Zdecydował się wreszcie przekroczyć granicę dwóch stref i powrócić pod rządy nazich. leżały w pokrzywach. dzielenia losu poniżonego i nieszczęśliwego ludu. Winter. . W artykule tym złośliwie mówił o komunistycznych poetach. żebyśmy pokazali.Idziemy? . Uścisnęli sobie ręce. Wszystko musiało być zapomniane. o kształtach lepszych. że jesteśmy punktualni.Uciekać? Z nimi? Jednak źle znosił atmosferę sowieckiej okupacji. czas. spojrzał na zegarek. . . że z chaosu wyłoni się kiedyś coś nowego. według wszelkich reguł.zapytał Piotra. pyląca buty. miał ostatecznie słuszność. Był fanatyczny i zajadły w poczuciu krzywdy. mieć czas. Czy gdyby nie amnestia. Również nadzieja. . małe oczy Wintera były twarde. bo całkowicie zabroniona. Kiedy Piotr późno przybył z Azji do dywizji. Piotr patrzył na małe chaty kryte słomą. Winter byłby winien jego śmierci? Zapewne. Wie. pragnienie: uporządkować siebie. za stołami.Ksiądz bez nas nie zacznie. egoistyczne. której wrota z giętego żelaza. była to chęć oczyszczenia. bo pracująca całkowicie w podziemiu. o świcie. nie przyznawał się przed sobą wtedy. Po kilku tygodniach dostał wyrok: pięć lat. zarzucając im nieuczciwość intelektualną. W chwili kiedy powziął decyzję. sypka.

sklepik. Żołnierze. Pierwsze rzędy żołnierzy weszły do środka. wsparci plecami o wielkie czołgi. gładko ostrzyżonych głów i wąsate. ta sama piosenka. Dźwięk organów. babina ze swoją krową. widział twarze tych. że uczestniczą w maskaradzie. kwiatów i kadzidła. czerwonych nogach . Piotr myślał o grobach sowieckich żołnierzy. który istniał poza rozumowaniem. masę żołnierskich. karczma. czarne kaszkiety mężczyzn.Moja ojczyzna. festony liści i zwiędłych kwiatów wisiały nad jego otwartymi drzwiami. miedze. obławy. byli znów tutaj. którzy wreszcie widzą czołgi zbudowane za Uralem . wdychali zapach starego drzewa. przyglądali się maszerującym w nowych. wydzierane matkom dzieci o niebieskich oczach i płowych włosach.poza czasem. których ziemię gniotły czołgi zbudowane w Zagłębiu Ruhry. te same. po rozpaczy. jak w dzieciństwie. był zmysłowym. Ludzie w niedzielnych strojach przystawali w ulicy wioski. stare chłopki wodzące palcem po wielkich literach książki do nabożeństwa. uczestniczyli w zbiorowym obrzędzie. sąsiedzi oparci o płoty. Mali chłopcy w komżach potrząsali dzwoneczkami. do obozów na brzegach Lodowatego Oceanu. aby w Rzeszy wzmacniały nordycki biologiczny potencjał. po nieobjętych przestrzeniach kontynentu. gdzieś na nieznanych obszarach czy w umysłach nieznanych ludzi. małe gęsiarki o bosych. zdychający z głodu i szkorbutu. dopust Boży. oni. który ma swoje centrum zawsze poza. skrzydło cyklonu. gapiąc się w zdumieniu: polskie wojsko. W jakim stopniu istniało w nich poczucie. Batalion śpiewał skoczną ludową piosenkę. Wszystko drobne. Co myśleli chłopi. Tak wiele wiedzieli. wyrok. poletka. znów. obejrzawszy się. w wiejskim kościele. dawne mundury. Znaczyły je małe drewniane . Sowieccy żołnierze. Piotr. najsilniejszym potwierdzeniem rodzinnego kraju. Na trawniku przed kościołem kolorowe chustki kobiet. jest zabawą losu? Ale byli szczęśliwi. Po tamtym wszystkim. którzy znali terror. Tysiące tysięcy tych grobów na obszarach od Wołgi aż tu. Tak samo jak on wywiezieni kiedyś na obszary Azji. co zostali u wejścia. Kościół był drewniany.i wszystko przychodzące z zewnątrz. ornat księdza. uczepione skrawków ziemi. który przynosił wojenne maszyny i rodził książki politycznych doktryn. ogródki. po Wisłę. że ich obecność tutaj. nie splamionych mundurach ponuro i z odcieniem ironii. pomarszczone twarze chłopów. chłop ze swoim koniem. z woli rosyjskiego dowództwa.

czemu należało przypisać smutek tego znaku. że doznałem nieszczęścia. że żyję. która przychodzi z milczenia”. nic z nadziei. rodziców Winter nie odnajdzie. formą drzewa. może to był tylko nałóg wyobraźni. która dla indywidualnej śmierci nie zna innego upamiętnienia niż pomniejszona piramida. ale Winter miał przed sobą tylko gruz i popiół krematoriów. Abym odnalazł drogę sprawiedliwości. co godne jest zachowania. co jest użyteczne. nawet złorzeczyć przeciwko Bogu czy Państwu. a może krzyż jest najprostszą formą dwuwymiarowej przestrzeni. Abym odrzucił w sobie i w każdym człowieku to co zbędne i zachował tylko to. Jak ci starzy Turkmeni o żółtych pomiętych twarzach. nie mógł nic. Piotr nauczył się rezygnacji. Piotr miał dla Wintera niechętną przyjaźń. jakiego doznawał. A za sobą śmierć swego dziecka.piramidki z czerwoną gwiazdą. . że religia może być środkiem politycznym jak każdy inny. patrząc na te groby. Nie wiedział. Matka Piotra może też nie żyje. Abym miał w sobie tę siłę. palące słońce i godzić się na malarię. Leżeć pod tym symbolem nowej religii. nagrobki sowieckich żołnierzy naśladowały murowane mauzoleum. traktujący swoją obecność tutaj jako coś.inna może rezygnacja niż Wintera. przyjąć absurd i nie nazwać go nawet absurdem. kim byłem. Za to. byle to nie był znak jego potęgi? Małe słońce monstrancji. a więc racjonalne. jaką spotyka się w naturze: formą człowieka. co oni wszyscy powiedział sobie Piotr. nie pochodziło czasem z pretensji do Państwa. że nie pozwala im na inny. jakikolwiek znak.Za to. .myślał . Abym z mojego gniewu zrobił użytek. deski. a więc konieczne. duchowy potomek namiętnych ateistów. którą wznosi się na chwałę imperiów i królów? Czy ściśnięcie serca. z których były zbite. Winter stał obok niego z pochyloną głową: syn żydowskiego introligatora z warszawskiego getta. na nędzę. że nie jestem. ale była to . na przemoc: konieczne. Za to. podrabiały nieudolnie kamień. “Myślę na pewno to. mógł tylko patrzeć w bezlitosne. bo znał jego zacięte. którzy jeszcze nie zrozumieli. Dziecko umierało mu na glinianym klepisku turkmeńskiej chaty. Abym nie zapomniał o wspólnym losie ludzi i nie żądał dla siebie innego losu. Z urywanych słów rzucanych w ciągu tych miesięcy Piotr odgadnął. skryte cierpienie. że nie zostawia umarłych w spokoju. że rok spędzony przez Wintera w Aszchabadzie nie był dla niego o wiele lżejszy niż dla Piotra pobyt w więzieniach i obozach.

Jednak. Właściwie wszyscy młodzi należeli tu do AK”. usta otwarte w wołaniu. “Diabli nadali te wszystkie historie . Nagle Piotr usłyszał krzyk. usta poważne. wy Polak. kiedy Wintera nie będzie musiał już oglądać. o Jezu. Zarządził zbiórkę. Winter zjawił się przy nich.Raczej ostrożność. zmierzwione włosy. to wojna. Zanim zdał sobie sprawę. Ich oczy były spuszczone. zabrali. skąd pochodzi ten wysoki. wyblakłe błagające oczy. żarty. ratujcie. Czuł ją w sobie jako chwilową falę. “Pomóżcie. Chustka zsunęła się w tył z głowy chłopki. jeżeli w tej okolicy nie było innej partyzantki niż londyńskich faszystów. chichoty dziewczyn. Piotr odsunął jej ręce. to pomagało ono pozbyć się niechęci . To do nas nie należy”. coś gorącego. Ale teraz gotów był prawie wyciągnąć rękę i dotknąć jego dłoni na znak braterstwa i wspólnoty. on nie winien. Sowieccy żołnierze siedzący na murze dokoła kościoła gapili się na nieporównanie egzotyczne dla nich widowisko. sprawdzą i wypuszczą”. linia frontu. “Nie płaczcie. Trudna sprawa. “O Jezu. “Panie. Jeżeli to było tylko złudzenie. jak rozluźnienie mięśni u zwierzęcia rzuconego z wysokości. bracia Polacy. objęło go wpół. syna zabrali”. “Nic nie mogę zrobić. Za co? Za co?” Piotr widział gromadzących się dokoła swoich ludzi. panie. rzuciło mu się pod nogi i sięgając go z dołu. Czepiała się jego munduru. Enkawude syna zabrali. zdawało mu się. ratujcie. instynkt. kłąb ruchu i jęku. kobieto. przenikliwy skowyt.powiedział do Piotra . jak tak może być.do chwili. . on bił się z Niemcami”. Wychodzili na jaskrawe światło. Polscy żołnierze mieszali się z ludnością. Czyszczą teren. kobieto. był od Wintera szczęśliwszy.ale to nieuniknione.

Dla Piotra jego przyjaciel był częścią wielkiego tłumu cieni . Chcę. Dużo słówek i deklinacji poszło do nieba z dymem. o niego. pomimo wszystko. Wstydliwość . Kto uczy się słówek. powoli.nawet łaciny i greki.III . Nie widziałem nigdy ludzi. W 1942 wszystko było jasne. Ale to pomagało tam. w getcie.Tak. Tomasz. francuskiego. . Byłem wtedy w brygadzie.i oto jest tutaj. Wolałem zostać w getcie. zamiast z . W getcie zarabiałem lekcjami. Julian. czyż może przyznać się przed sobą.Chcesz. Jak wtedy. A zresztą ja nie ukrywam mojej nienawiści. kiedy ten plugawiec. Opłaceni. którzy by tak się uczyli: angielskiego. którą co dzień wywożono do pracy na miasto. A jego żona jeszcze więcej się bała. że nie ma nadziei? Julian opierał łokcie o lepiący się blat stolika. jak się boi. Jego czarna marynarka błyszczała od wytarcia i brudu. to słowa. . A. Michał . Ale duszyczka jego jest brudna. jakby wewnętrznych wybuchów złośliwego śmiechu. Ten obowiązek. ten sam mieniący się odblask. A zresztą tak było lepiej. brudna duszyczka.Oczywiście. wygryzł mnie z asystentury i były protesty: wstydliwość sumienia. który by bardziej przylegał do rzeczy. Pod nią miał wojskową sowiecką bluzę. jest w nich. Humanitarna. Michał chciał mnie u siebie umieścić. hebrajskiego .walka między jednym tchórzostwem i drugim tchórzostwem.wiodło mu się dobrze. pozwalało żyć. Wszyscy młodzi się uczyli. zawieźli nas wieczorem po pracy.Powoli. jak mieć przed sobą wskrzeszoną postać ze stronic podręcznika historii. sam wiesz. Nawet opowiedzieć coś jest trudno. Widziałem. Mieć go przed sobą było równie niepojęte. Chudą twarz pokrywał mu ciemny zarost. hiszpańskiego. To zostało przygotowane. Musimy nauczyć się innego języka. Co dla nas jest najbardziej niebezpieczne. . Handlował mąką. że mogłem wyjść wcześniej z getta. jego oczy jak dawniej mrużą się. że wyrzuca się za drzwi Żyda.Jednak chciałem ratować swoją skórę. żeby człowiek nie musiał przezwyciężać tchórzostwa? Aby go w nim nie było? .

balansując tacą. .4 4 Julian Apostata . Kelnerka postawiła przed nimi kawę. żeby potem zawrócić na wschód. elegancka. Uważnie mieszał łyżeczką. . Tylko tam można było znaleźć czerwonych partyzantów. w których niesie wszystko. katolicyzm i tak dalej. tradycja. Wpadliśmy w obławę Narodowych Sił Zbrojnych. gdzie czekali niemieccy żandarmi. To był wrzesień. Szliśmy nocami.odstępca. Julian nie spojrzał na nią.Flavius Claudius Iulianus (332-363). . Trzech mężczyzn i dwie dziewczyny. Ten przypadek jest śmieszny. Powiedziałem im. u autorów chrześcijańskich zdobył sobie przydomek “apostata” (w późnej łacinie . jakie toczyli do późna w nocy w małej kawiarence koło uniwersytetu. jak wiesz. Cztery ciężarowe samochody. co dla nich jest. . kołysząc z lekka biodrami. AK nie przyjmowało Żydów. jeżeli zdoła. Publikował swoje brednie w ich pismach podziemnych.Nie. Więc to w taki sposób dane im było uczyć się rzeczywistości.Teraz oczywiście jestem dobrze notowany. żeby oddychać.powrotem do getta. Zdolny wódz i administrator. Ale dziś przypadki są nieprzypadkowe. Odchodziła. Uśmiechnął się i powiedział: . że jego spojrzenie musi być nieprzyjemne: przyglądał się jej. cesarz rzymski od 361 roku. wyprostowana. Piotr przypomniał sobie dyskusje o fenomenologii. jak wygląda Żyd-niewolnik: dwie torby. walka z Niemcami. na pola. pod wpływem filozofii neoplatońskiej odstąpił od chrześcijaństwa. tym samym. Ale w praktyce działalność ich oddziałów polegała na czyszczeniu kraju z Żydów i komunistów. Wskoczyłem i zanurzony wystawiłem tylko usta między trzciną. Było nas pięć osób. że byłem źle przygotowany do życia w lasach. że chcę uciekać. Zdał sobie sprawę.Nie? . co ma. na sam koniec Alei Niepodległości. Partyzant ludowy. Szliśmy na południe. Zostawiłem rodziców. Ich obława wyganiała nas z lasu na pola. Naród.Julian. Luźne bransolety dzwoniły na jej szczupłych rękach. ty i życie w lasach. jakby była egzotyczną rybą w akwarium. Michał w Warszawie był teoretykiem tego szlachetnego ruchu. To była jedyna szansa.Nazywano ciebie Julian Apostata. Tamta czwórka poszła i zginęła. Uciekający zostawiali na śmierć swoje rodziny. Dobrze. . dążył do duchowej odnowy imperium poprzez wskrzeszenie pogańskich obyczajów i wierzeń. Nie wiesz. niech to będzie przypadek. przywiązuje coś w worku na plecach. Kobiety ze zdeklasowanej przez wojnę inteligencji były dla Piotra nowością. Było małe jeziorko.Naturalnie.

- To nie było bardzo pomocne. Nie wiem, jak to zrobiłem. Ale potem byłem zupełnie sam. Bałem się podejść do wsi. Szedłem nocami, póki miałem siły. Wreszcie położyłem się, żeby umrzeć. Byłem tak głodny i słaby, że to wydawało się najłatwiejsze. Spałem po prostu. Łagodne przejście. Czy naprawdę trzeba było, aby stało się to wszystko? Czy to, co przeżyli, przyniesie jakieś oczyszczenie? Czy przeciwnie? Patrzył na Juliana, jakby starał się odgadnąć siebie samego w tej twarzy. Tamten opowiadał dalej. - Wtedy zdarzyło się coś jak w starych romansach. Uratowali mnie leśni Żydzi. Znaleźli mnie i przynieśli do swego bunkra. Było tam diabelnie ciasno. Cała rodzina: stary z brodą jak u proroków, syn z żoną i troje dzieci - wszystko w jamie wygrzebanej w glinie. To było pokryte dachem z desek, na nim gruba warstwa ziemi, zasadzone krzaki. Nawet ktoś, kto by natknął się na to miejsce, nie mógłby poznać. - A oni, czy się nie bali? Cóż ich akt? - Bali się? To za mało. Tam dla nich ledwo było miejsca. Musiałem słuchać ich kłótni, jakbym był rzeczą. Kobieta skakała im do oczu za to głupstwo, które zrobili. Stary mówił, że tak trzeba. Syn tłumaczył, że lepiej było mnie zabrać, bo znalazłby mnie ktoś w lesie, zaczęliby szukać i byłoby nieszczęście. Ale oni nie ukrywali swego strachu. Nie wstydzili się strachu. Piotr czuł na plecach spojrzenia kobiet i mężczyzn szepcących ze sobą przy sąsiednich stolikach. Wrogość pomiędzy nimi i tymi, którzy nosili sowieckie czy polskie mundury, była niemal dotykalna. - Byli z sąsiedniej wioski - mówił Julian. - Mieli tam przedtem sklepik. Co kilka dni syn szedł o zmierzchu do wioski, do znajomych chłopów, i przynosił od nich żywność. Miał z nimi jakąś ugodę. Najgorzej było w zimie - ślady na śniegu. Bo kiedy tam się znalazłem, mieszkali tak już rok. Starali się zebrać zapasy, żeby zimą wcale nie wychodzić. Jeden człowiek więcej psuł wszystkie rachunki. Zostałem tam przez miesiąc. Później syn dowiedział się od chłopów, że sąsiednimi lasami przechodzi oddział czerwonych partyzantów. Zbiegli jeńcy sowieccy, Żydzi, trochę różnych z miast: zbieranina. Na zasadzie przypadku, oczywiście. Nie wiedziałem, czy to, co mówi, było prawdą, czy po prostu chcieli
renegat).

się mnie pozbyć. Ale poszedłem. Dali mi żywność i pokazali drogę. Znalazłem ten oddział. Bardzo mnie honorowali. Intelektualista. Redagowałem im pismo odbijane na powielaczu. Piotr chciał powiedzieć coś o dawnym Julianie Halpernie, przeciwniku Hegla, ale nim powiedział, wydało mu się to nonsensem. Stwierdził tylko, jak się stwierdza pogodę: - Więc jesteśmy po tej stronie. Wkrótce będziemy w Warszawie. - Oni tam i oni tu - Julian zakreślił krąg ręką. - Czy wiesz, co myślą? Tu, w tym mieście, koło Majdanka, gdzie leżą setki tysięcy okularów, szczotek do zębów i zabawek. Każda zabawka to jedno zabite dziecko. Myślą, że pomimo wszystko jest korzyść. Nie ma Żydów. - Tak. Nie ja ich będę bronić. Jednak musisz wiedzieć, co się zdarzyło na Ukrainie. Tam, na sowieckiej. Kiedy przyszli Niemcy, nie ocalał żaden Żyd. Tam nawet przypadek nie był możliwy. Wydawali wszystkich. To jest zresztą tylko uwaga techniczna. Gdzie nie ma prywatnej własności, człowiek jest na łasce kolektywu. Kolektyw pozbywał się Żydów. - Czy ty właściwie rozumiesz siły? - Rozumiem, że inaczej nie może być. Julian zasyczał. - Te deklamujące psy. Zostaną w Anglii i lata będą szły, i będzie ich zżerać ich własne kłamstwo. Będą wydawać dwa pisma zwalczające się nawzajem: “Pszczółka Londyńska” i “Osa Szkocka”.5? Na tym dokonają żywota. - Wiesz także coś o nowym wspaniałym świecie. - Naturalnie, że wiem. Nikt nie wybiera czasu, w którym się urodził. Ani obyczajów. Ani, choć źle znosi samolot, nie będzie podróżował karetą.

5 “Pszczółka Londyńska”... - na temat życia intelektualnego i duchowego emigracji ironicznie wypowiadał się Tadeusz Juliusz Kroński, twierdząc, iż polscy exulowie będą wydawać dwa skłócone ze sobą pisma - “Pszczółkę Szkocką” i “Osę Londyńską”.

IV

Redakcja “Nowej Epoki” mieściła się w biurze, w którym jeszcze niedawno Niemcy wydawali swoje propagandowe pismo. Podłoga była zaśmiecona słomą; w nocy sypiali na niej wszyscy współpracownicy. W kątach stały worki z żywnością, które udało się Barudze załapać dla ich stołówki. Redaktor Baruga, w rozchełstanej koszuli, w wojskowych spodniach wpuszczonych w ciężkie rosyjskie buty, na próżno walczył z telefonem, ciskając z wściekłością słuchawkę i znów ponawiając wysiłki. Jego powieki były czerwone, twarz spuchnięta od niewyspania. Sypał przekleństwami, którym jego gruchający głos nadawał dziwaczne brzmienie. “Durnie - krzyczał. - Durnie, mówiłem im, że trzeba wysłać samochód. Potrzebujemy tych ludzi. Kurwa ich mać, teraz będą się bawić w aresztowania, kiedy ludzi trzeba do roboty”. Cisnął jeszcze raz słuchawką i wyprostował swoje wielkie cielsko. “Gajewicz, musicie iść zaraz do tego Pękielskiego. Mi-ni-ster, psia jego godność. Idźcie do tego mi-ni-stra, niech to natychmiast załatwi, żeby ich wypuścili”. - Co z tymi ulotkami, do cholery - zagrzmiał na całą salę. - Armia jest już nad Wisłą, Warszawa będzie oswobodzona dziś czy jutro, jak my będziemy wyglądać. Ja im kark skręcę, tym drukarzom, jeżeli nie nauczą się pracować. Kark skręcę, a nauczę. Piotr Kwinto, pocąc się w upale, pośpiesznie pisał artykuł. Przy sąsiednim stole Julian Halpern, ze słuchawkami na uszach, notował komunikaty. Piotr, przydzielony do redakcji, odczuwał to jako wejście w nowy i być może wygodniejszy dla niego w tej chwili świat: gorączka pracy, ryki Barugi, splątane dzień i noc, artykuły, korekty, zapach drukarskiej farby. Poza tym nagle zniknął z jego pola widzenia Winter, który został w armii. Artykuł, który pisał, był komentarzem do Manifestu ogłoszonego przez nowy rząd, dążący na zachód razem z Czerwoną Armią. Powtarzała się sytuacja 1920 roku, kiedy to trzej polscy rewolucjoniści: Dzierżyński, Marchlewski i Kon przygotowywali się do objęcia władzy w Warszawie, kierując odezwy do narodu. “Ale - myślał Piotr - istnieje doskonalenie się rewolucyjnych sytuacji. W ciągu tych paru dziesiątków lat armia, która niosła nowy ład, przestała już być

Aby ci. widzieli. mogli czuć ciepło swojskości.mawiał Baruga. który żył jeszcze tylko odrobiną soków czerpanych z ubiegłego stulecia.myślał Piotr. był dla Piotra szczególnie nieprzyjemny. Nazizm redukował go do absurdu. którym należało przyprawiać każde zdanie. godzina zemsty wybiła” itd. układać na nowo. Ale on za każdym razem musiał je odważać. spróchniał jak próchnieje obumierająca gałąź. aby zdolni byli z czystym sumieniem krzyczeć hurra na widok narodowej flagi. Inna. należało mówić o tym. są wygładzone w użyciu jak kolba karabinu. na Wschodzie. którzy jak żołnierze Piotra kryli w swoich przezornie milczących ustach słowa nienawiści do tego. “Na ile lat rozłożą się etapy?” . wtedy jeden z redaktorów kryptopartyjnego pisma. Świadomość etapu. nie oszczędzać kobiet ni dzieci. nie takie jak w kapitalizmie.armią źle uzbrojonych. co tam. który mógłby się jej przeciwstawić. że nikt nie chce krwawych przewrotów. I w ciągu tych lat nacjonalizm. ukazywały charakter tej konwencji. Piotr zauważał trudność używania tego rodzaju stów. I te wezwania radiowe. Przed wojną tromtadracja patriotycznych krzykaczy była ulubionym przedmiotem kpin wszystkich intelektualistów. Ten nacjonalizm.nie takie jak w Rosji. “Bić Niemca. treningu. chwytajcie za broń. Całe zdania zamiast tych kilku dźwięków. szczególnie używał sobie. Trudność osobistą: u innych być może takie słowa przychodzą od razu w gotowych zlepkach. zarzynać. Były poddane refleksji. kierowane na tamtą stronę Wisły: “Powstańcie. .to powtarzało się bez ustanku. że rewolucja będzie łagodna. Nowe formy społeczne . jaką jest obiegowy język służący ludziom do wzajemnego komunikowania wzruszeń. użyźnić ziemię wrażą posoką. A wreszcie istniało tak wielkie udoskonalenie rewolucyjnej techniki”. dziwiąc się tej pracy i jej wynikowi.Miodu. przede wszystkim miodu . Teraz emocjonalne slogany zyskiwały nowe zastosowanie czy uzasadnienie. niezdyscyplinowanych rebeliantów. Baruga. wyszydzając te frazesy. pisząc o reformie rolnej proklamowanej przez nowy rząd i o poszanowaniu prywatnej chłopskiej własności. walczyć o wielkość i niepodległość narodu” . jakie wystarczały pierwotnemu człowiekowi do wyrażenia . nowo wynaleziona droga do socjalizmu. odcinajcie im drogę odwrotu. strzelajcie do Niemców. Jednakże sos narodowy. Kwestia wychowania. i zapewniał sobie przez to uznanie “myślącej” publiczności. Tak.

. kierowały się prosto ku nim z napięciem i z zainteresowaniem. . Podniósł oczy. Oczy Juliana zmrużyły się i ukazał się w nich znów odblask wewnętrznego wybuchu. Z gardła wydobył mu się głośny pomruk. ogarniał nimi obecnych i zdawał się. Dziewczyny przy maszynach gapiły się z otwartymi ustami. nie bardzo wiedząc. nie były jak zwykle zmrużone. jak mu się zdawało. jak widać. wytarte. Ulicą niosła się pieśń sowieckich żołnierzy. czekać odpowiedzi. co należało manifestować i jak się zachować.sympatii i wrogości. oparł się na łokciu. przez sam fakt. Wtedy to się zdarzyło. Zapalił. Baruga trwał wychylony naprzód.no”.powiedział . tym razem wymyślając komuś za niedokładne korekty. Sięgnął po papierosa. Baruga hałasował za swoim stołem. nieruchomy. odsunął krzesło. zanim powiedział. Ktoś chuchał w okulary. który miał zawsze. przekreślał słowa zbyt. nadawał swoim zdaniom większą niż należało siłę. że pisząc. Piotr ułożył artykuł. przyciskającego dłońmi słuchawki. zagłuszając kłótnie i stukanie maszyn: “Cicho!” Patrzyli na niego. Julian krzyknął. Postawił kropkę i przeciągnął się. przecierał je i przyglądał się im pod światło. Jego twarz przybrała ten wyraz. kiedy milczał i zastanawiał się: smutnego psa. Londyńczycy grają ostatnią kartę. Ale nic nie można było poradzić. Jednak Valery był trochę bardziej precyzyjny. przycisnął go popielniczką i starając się robić jak najwięcej rumoru. Te elementarne dźwięki były częścią rzeczywistości i być może. “No . kręcił go w palcach.W Warszawie wybuchło powstanie.

z jezior Szwecji szły kluczami na południe. nie znajdując miejsca na lądowanie. rozpraszał się wysoko. W dole. rozpuszczając swoje rdzawobiałe obłoki w ospałej dymnej mazi. wielka rzeka. Równina szara . w których igrało słońce: płatki papieru. białe albo zetlałe. srebrne na ciemnym tle. . Jasne punkty palących się domów miasta owinięte były w czarną watę. puste dźwięki artylerii przeciwlotniczej. Kłąb dymu rozwijał się leniwie w tym niebie. Niebo u schyłku lata blade i przezroczyste. niepokój. wyżej.rżyska pól. coraz wyżej. jakie kryła w sobie pozorna cisza widowiska. Z rzadka. warstwy powietrza drgały od pracy ich skrzydeł. Zaczęły się już pierwsze przeloty: z tundr Laponii. Z bliska tylko można było usłyszeć wszystkie dźwięki. z długim biczem. płowość piaszczystej ziemi. Były to także skrzydła gołębi: spłoszone ze swoich domostw zataczały koła. prostą linią stykająca się z niebem. słaba zieleń sosnowych lasków. pojawiał się gdzie indziej. trwały jako obecność. spadały w dół i znów wzbijały się w górę. zgęszczając swój rytm. ponad linią lotu ptaków. W dymie wirowały małe skrawki blasku. przesuwał się. zadzierał głowę. Czerwony odblask pojawiał się na kłębach dymu. Działa czołgów uderzały pracowicie. ale nawet niedosłyszalne. która sączyła się do góry. Szczątki mostów leżały w niej jak wraki okrętów. ich głosy były czasem tylko dosłyszalne na ziemi małemu pastuszkowi. Równo z linią horyzontu. zawracały. przesuwały się szybkie samoloty w różnych kierunkach. była linią różowo zabarwionego metalu. Nisko dym zbierał swoje dopływy. lusterka. Był to stukot olbrzymiej kuźni.V Jest to zupełnie płaska równina. w regularnych odstępach niósł się szerokim echem wystrzał ciężkiej artylerii i przenikliwy zgrzyt miotacza min jakby nakręcanego starego. niknął. Powolny ruch tej ciągliwej materii był zakłócany wrzeniem wybuchów: wytryski pyłu wznosiły się nagle tu i ówdzie. nad którą stało miasto. znów ustępował miejsca czerni. gnane do góry ciepłem ognia. Ich pojawieniu się w okolicy dymów towarzyszyły detonacje. śpiesząc się. u źródeł ognia. Mieszały się z nimi płaskie. nisko. tracąc stopniowo szybkość. jak odkorkowywanie butelek. który boso.

zardzewiałego zegara. detonacje bomb przychodziły seriami . .i znów wraca to tło zgiełku złożone z częstych. których diagram musiałby mieć formę małych łuków. drobnych strzałów. ze zrywających się i gasnących terkotów automatycznej broni.

VI Z południowo-zachodniej strony miasto urywało się nagle. Wielkie nowoczesne bloki graniczyły tutaj z polami owsa i kartofli. Rzadkie mieszkalne domy zaplanowanych, ale jeszcze nie zabudowanych ulic były połączone wiejskimi dróżkami. Kobiety tej dzielnicy korzystały z chwili, kiedy słabł obstrzał, aby wypełzać na pola i przynosić dzieciom wykopane pośpiesznie kartofle i marchew. Tego południa oddziały Dywizji SS Hermann Goring zaczęły podpalać domy. Spokojna, szeroka panorama równiny. Szły nią pośpiesznie gromadki ludzi obładowanych tłumoczkami i węzełkami. Niektórzy pchali przed sobą taczki i ręczne wózki. Na tykach mieli przywiązane białe chustki. Świerszcze grały w owsach czerwonych od odblasku łuny. Oglądali się za siebie ku dobrze widocznym sześcianom budynków, w których oknach buzowały płomienie. Ciekawi byli, czy pożar dosięgnął już okna, które dobrze znali, myśleli o tym, które w tej chwili trawi sprzęty. Blask odbijał się w oczach kota, którego przyciskała kurczowo do piersi kobieta we wzorzystej letniej sukni. Mały chłopczyk przemawiał do kanarka, którego niósł w klatce. Szli dalej, bez zamiaru i bez decyzji, z jednym tylko pragnieniem ucieczki. Na prawo od palącej się dzielnicy stały rzędami niewykończone bloki z czerwonej cegły. Naprzeciwko nich rozwijało się natarcie. Kilka czołgów wlokło się naprzód, wzbijając pył na kartofliskach. Ta-ku-Ta-ku-Ta-ku, echo odpowiadało ich strzałom. Po każdym strzale ze ścian czerwonych bloków wzbijał się kłąb ceglanego pyłu, kiedy rozpraszał się, widać było dziury o dziwacznej formie, psujące symetrię okien. Na gwizdek dowódcy wynurzały się z płaskiej ziemi figurki żołnierzy w zielonkawych mundurach, pochylone, biegły naprzód. Trwało to chwilę, tyraliera nikła w zakurzonej zieleni kartoflanych naci. Z bloków odpowiadały pojedyncze karabinowe strzały. Wzbijające się dymki kurzu na linii tyraliery znaczyły miejsca, gdzie padały kule. Znów zrywali się mali ludzie, znów dymki pykały, było ich coraz więcej. Rozległ się długi gwizdek. Figurki żołnierzy biegły teraz, skacząc, w przeciwnym kierunku. Czołgi zawracały. Natarcie było skończone. Słońce zachodziło i pola były objęte podwójnym światłem - łuny miasta i łuny zachodu. Gromady wróbli ciągnęły nad owsami. Jezdnia szosy

prowadzącej do lotniska mieniła się tęczowo. Słaby wiatr powiewał suknią na trupie kobiety leżącej jak porzucona lalka na brzegu szosy. Chwiejnie poruszali się tam i z powrotem żołnierze rosyjskiej pomocniczej brygady, zygzakując i rozstawiając szeroko kolana: w pustce, na tle teatralnych płomieni miasta, udzielali sobie, nawołując się krzykami, lekcji jazdy na rowerach.

VII Wielkie betonowe słupy i rozpięta na nich sieć drutów znaczyły tor podmiejskiego tramwaju, który idzie równiną na zachód. Co kilka minut przebiegały nim pociągi złożone z trzech wagonów. Na ostatniej platformie stali żandarmi w hełmach; lufy ich automatów ułożono poziomo, sterczały zza krawędzi. Ciasno zgnieciony w przestraszonym, ponurym tłumie, profesor Gil poczuł, że ktoś go ściska za ramię. Patrzyły na niego z szarej twarzy robotnika okrągłe niebieskie oczy. “Profesorze - mówił przez zaciśnięte usta - ja pana znam. Teraz trzeba skakać. Bo zgnoją nas w Oświęcimiu. Teraz jeszcze pora”. Pociąg chylił się na zakrętach, słupy migały. “Potem już nie będzie okazji. Teraz nietrudno. Oni mają dość ludzi, nie bardzo im chce się strzelać. Skakać w przód. Jeżeli skoczymy z dwóch stron, to większe szanse”. Profesor obejmował dłonią dłoń żony, gładząc ją delikatnie. Gdyby nie tłum, który ich ściskał, nie miałaby pewnie siły stać. Widział jej głowę przewiązaną chustką. Nie podnosiła oczu. Starał się ruchem palców wyrazić wszystko - swoją miłość i swoją litość, to że jest, jest z nią, że wszystko, co się zdarzyło od chwili, kiedy otoczyli ich żołnierze rosyjskiej pomocniczej brygady, nie miało znaczenia. “Nie powiedział - mnie jest wszystko jedno. Jestem z żoną”. Mężczyzna odwrócił głowę. Krzyki i przekleństwa rozległy się w ludzkiej masie, rzucanej od ściany do ściany pędem pociągu. Przeciskał się ku platformie. Upłynęło kilka minut. “Więc jednak nie skoczył” - pomyślał profesor i w tej chwili usłyszał wrzaski i trzaskanie strzałów. Pociąg pędził nie zwalniając, głosy ludzkie bulgotały, przenosząc sprzeczne wiadomości, widzieli, żywy, nie, trafili, żywy. Mężczyzna, spadając, miał świadomość, że wszystko już zależało od przeszłości - od siły, z jaką odepchnął się nogami od platformy. “Byle nie w szynę” - i cały pełen błysku szyny, nad którą leciał, dostał uderzenie ziemi w ręce i w twarz. Jego ciało wiedziało, że musi się podnieść, ale przez chwilę leżało bezwładnie w wysiłku i walce. Kiedy podniósł głowę, widział daleko przed sobą znikający tył pociągu. Stoczył się z nasypu. Przetarł twarz; ręce miał pełne krwi. Wycierał je o trawę. Stanął na czworakach i wczołgał się na ściernisko. Pochylony, biegł ku zagonom kartofli. Kiedy dystans od toru zdawał się bezpieczny, zapadł tam w bruzdę.

Niech diabli wezmą ich wszystkich. nic więcej. I jak się stało. Obudził się w środku nocy. Wciągał w nozdrza zapach gleby. to znów biegły równolegle. co się ostatnio zdarzyło. Wysoko nad nim huczały motory samolotów. w niewidocznych maszynach. Ich jasno oświetlone kawiarnie. Wieczorne niebo zachodziło chmurą i wlokły się po nim dymy od miasta. dążyły w górę ukośnie. “Jednakże są. układając się w długie proste sznury. nic nie było wyłożone jasno. Nie będzie już tak jak przed wojną. jeden człowiek na wielkiej. napełniając przestrzeń niepokojem małych wędrownych gwiazd. Ale w ich słowach było zawsze coś fałszywego. toalety ich kobiet .Macał kolana. kim są ludzie przesuwający się tam. W zabarwionej rudo ciemności nad Warszawą sypały się czerwone punkty. że dał się wciągnąć potem. wirowało w nim jak milcząca płyta: jeszcze szybkość. Nie można się było wycofać. Ta ulica. ojczyzna. który odzywał się za każdym poruszeniem.ale nieokreślone. każdy z nich mówił: najpierw pobić Niemców.powiedział do siebie. Wyzwolenie z obowiązku: zrobił. nakładał fartuch i zasiadał nad czcionkami. ale już żadnego dźwięku. ciemnej ziemi. od miasta. starając się oszczędzać bólu. Był wolny. kości były całe. inny świat. tam. i tak szło. Krzyżowały się ze sobą. gestapo. Próbował sobie wyobrazić. Skończone i bez . Czuł się oszukany i zdania. i tacy jak on. które składał. szczęście dla wszystkich . Wsparty na łokciu.pytał siebie leniwie. Nagle oddzielony od życia tych lat. “Co mnie do tego”. Ale zaraz przyszedł wstyd i ze wstydem nienawiść.i on. Reflektory szukały po niebie. Był sam. co do niego należało. z różnych stron. nasłuchiwał ich odgłosów. każdej nocy zakrywał żarówkę papierem. poruszał kiściami dłoni. przetrwać. to ginące miasto łączyły się jakoś w jedno. oddawał się poczuciu bezpieczeństwa. z dnia na dzień. od pierwszego roku okupacji? Walka z Niemcami. zmiana nazwiska. kładł pistolet w zasięgu dłoni. które są celem niemieckiej artylerii. “A niech się pali” . codzienne narażanie się. teraz już mógł patrzeć i nie brać udziału. które przyszło po niego wtedy właśnie. Wszystko. Kto?” . I to on robił całą robotę. zarobić. ich auta. To było dobre. ambicja. wysoko. w którym mieszkał od dzieciństwa. Przewrócił się na wznak. kiedy wyszedł na chwilę z domu po chleb.

To było co innego. Redaktor nie lubił artykułów Gila. w którym huczą odległe motory. że nad nim jest niebo. wyciągając zza cholewy rękopisy. “Wy Martyniak jesteście marzyciel” . Daleko szczekały psy. Ziemia.mawiał. Nazywał je pogardliwie “intelektualne eciepecie”. Można się było od niego czegoś nauczyć. Myślał teraz tylko. Przypomniał Gila. że jest. . Więcej już nie.sensu. Starał się odróżnić lecące ognie od gwiazd. które zresztą zdarzały się rzadko. “Filozof z rewolwerem”. Ale ten Gil nie łgał jak oni.

Załogi składały się z Polaków albo z obywateli Zjednoczonego Królestwa. Przymusowo zmobilizowany do SS. chleb. Ręce na stole.VIII Samoloty zrzucające broń i amunicję nad Warszawą musiały odbywać długą drogę. Za nimi otwarte drzwi. ale bał się tam wrócić. Po wojnie nie wiedział. Widział koniec tego samolotu: trafiony nad miastem. stamtąd jaskrawe światło. szedł nisko. przelatywały nad całym południem europejskiego kontynentu i wchodziły nad Polskę od strony pasma gór. co je i co pije”. Ponieważ Rosjanie odmówili prawa do lądowania na swoich lotniskach. Kiedy jest szczegół. kiedy nie czuć. wlokąc za sobą długi ogon ognia. Szyje. Malarstwo jest złe. Ta włoska rodzina. widać w niej pod światło. ale same szklanki i ręce. jeżeli jest zmieniony tylko na barwę i kształt. “Ma dziewczyna moja przezroczystą szyję. okrągłość mocnego ludzkiego ciała. dotykalność. odbywały tę samą drogę z powrotem. Na stole z wytartego drzewa gliniany dzban. w nim okno. Tasmania. Gęste wino. nagie. te. Jednak szczegół nic nie znaczy. W drodze do Julii. i każda twarz. i miedziane rondle: nieskończoność barwy i kształtu. na dolnym skraju włoskiego półwyspu. Dopiero w roku 1946 czarny notes dotarł do pastora Nathana Hawkesa w Hobart-Town. Startowały w Bari. Zaciągnął się do legionu francuskiego i został wysłany do Indochin. żołnierz Dywizji SS Hermann Goring. że jest tylko szczegółem. znalazł na polach pod Warszawą koło szczątków rozbitego samolotu czarny notes. Lompa był Ślązakiem. . którym udało się przedrzeć przez zapory artylerii i wypełnić zadanie. Edmund Lompa. rodzina przy kolacji. Grube mury. w domu z rodzicami mówił po polsku. od światła rubinowe. trzeba odkryć szczegół szczegółu. Przypomnienie tej piosenki. Nic nie można wyrazić inaczej niż poprzez szczegół. Za nimi na ścianach rondle. W półmroku wino w szklankach. Zachował go sobie na pamiątkę. Ostatnia strona zapisana przez Hawkesa juniora brzmiała: “Szczegół. siwy cień. był na różnych frontach. Rodzice jego zostali na Śląsku. Połysk miedzi. co ze sobą robić.

nie jest dla nikogo z uczniów zrozumiałe.” 6 “An Englishman italianate. Moja zatoka abstrakcyjna. Uważają za symbole. według informacji uzyskanej od Czesława Miłosza. najwięcej szczegółu. stare mury. jeżeli ludzie maja drobne sprzęty.) . To. angielskie przysłowie z XVI wieku. nagromadzone stulecia. Biedna Betsy..6 Być tam. Życie ludzi rozłożone nierówno. odcieni. Wojna jest dobra. Dla jednych ta sama przestrzeń wypełniona tysiącami szczegółów. kolacja i to wszystko. . co w książkach w szkole. gdyby nie to. ziemia. że po wojnie zostanę. Z Julią nad miasteczkiem.. inni mówią: morze. połysków. gdzie jest najmniej abstrakcji.” (ang. “An Englishman italianate is a devil incarnate”. Ale nic by nie mogło być. między oliwkami. jak trzeba patrzeć. przy starych beczkach od wina. Pomimo wszystko.“Anglik zwłoszczony to diabeł wcielony”.Dziś powiedziałem Julii. że można doznać szczęścia. obyczaje. za “tak-wypada-żeby-ładniej”. Nie wiedziałem. Można nauczyć się tylko.

Jak stoicie poza tym? Załapaliście jakieś zrzuty? . piłując metal pilnikiem. Wypróbowane. Nie możemy podołać. Więcej nie możemy. Trzeba zapalać. pod światło idące z wejścia. Za pas miał zatknięty granat. Foka podniósł głowę. Te. Reszta zdobyczne. To nie będą takie jak przedtem. Dwóch rannych. Wczoraj puścili goliata.Więc jakie? . Usta miał przygryzione w wysiłku. . Słychać było szerokie echa wybuchów.Tak. .Mamy. . pilników i stukania.Co z goliatem? . Ale amunicję mają ci od Roga. .Cholera.Choć dwadzieścia. . został raz mistrzem w pływaniu. .Nie jesteście jedni. Ale uprzedzam. stał chłopak w panterce SS. . Targujemy się teraz. nadawał jego długiemu. Na ramieniu miał zmiętą przepaskę Armii Krajowej. Piwnica zadygotała.pokazał mu. Dwa piaty.Mówię. co dostaliśmy. Zatłuszczony. . Cała piwnica pełna była zgrzytu bor-maszyn. . Do pistoletów nie mamy już naboi. że piętnaście. mają zapalniki z taśmy filmowej. robotniczy kombinezon był nieco za obszerny.Jak tam u was? Gorąco? . kołyszącym się ruchom i temu. kiedyś niebieski. w hełmie.Butelki macie? .IX Podchorąży Foka pochylał głowę z uwagą nad warsztatem. że będąc w szkole. mrużył oczy. Foka zawdzięczał swój konspiracyjny pseudonim sennym. Nie ma materiału. Chłopak przyglądał się z niedowierzaniem. ale nie te samowybuchowe. Czy to będzie działać? . Spaliliśmy czołg i wybiliśmy szkopów.Tniemy teraz wodociągowe rury. zgarbionemu ciału wygląd obły i niechlujny. Mieliście już takie? O . Naprzeciwko niego. Chłopak zaklął.Dziś było spokojnie. Ale pięciu chłopców zabitych.Będzie.

że drży. Nagle pochylił się i pobiegł za innymi. .Jutro. Zaczęło się to tak. Zęby mu dygotały. zdołał przejść przez tak różne fazy. Szkoda. szedł ulicą. Powstanie oczywiście nie mogło wybuchnąć. jaką nieśli: dubeltówki. Tyle dynamitu. Nagle spostrzegł. Było źle. Na czele szedł gruby blondyn. Przy nim stał szczupły uczeń. Nie miał prócz tego granatu innej broni. Ale czuł. że przechodnie zaczynają biec. To było najlepsze. Oglądnął się i zobaczył. zawirował w miejscu.. Wyjmował z nich kolejno: mały granat. dysząc. ocenił lufy broni. Mógł mieć siedemnaście lat. że spokojny gniew zmienia się w nim w coś innego.Więc jutro? .Eksplodował. żeby odwiedzić starego socjalistycznego leadera. “Naprzód!”. od bunkrów przy niemieckich budynkach wzniósł się terkot karabinów maszynowych. W tej sytuacji byłoby nonsensem. nie wiedział. wiadomo było. że jest odwołane. co można było robić. który biegł. kiedy kraj miał dwa konkurencyjne rządy.i zdołał złowić spojrzeniem ich trwożliwe ruchy. z jakimi zbijali się w stadko za dowódcą. Foka widział. . co to było. Foka pracował. Piąta po południu. Chciał porozmawiać z Artymem o tym. razem z nimi dopadł klatki schodowej i zatrzymał się tam. Gromada chłopców rozproszyła się. Chłopiec zawahał się. Ciemne włosy spadały mu na czoło. skrawki zmiętego papieru. zaczął znikać w bramach. “Przez podwórza! Wychodzić! Za mną!” krzyczał gruby blondyn-dowódca. co robić teraz. przesuwał po spieczonych wargach językiem.Szkoda. W ciągu paru tygodni. jakie upłynęły od początku. Krzyczał: “Naprzód!”. odpowiadała niepewnie reszta . o źle. zwinął się. Artyma. . Zrobił kilka kroków i zatrzymał się. że chodnikiem za nim postępuje zbita gromada chłopców i coraz to nowi dołączają się do niej z bram domów. kawałek sznurka i brudny grzebień z połamanymi zębami. grzebał nerwowo w kieszeniach. uroczyście dźwigając automat. Od rogu ulicy. Tłum przechodniów. co dalej.

ci. Wie. (“Skąd oni wywlekli dubeltówki”. wytłumaczyć. nie potrafi uznać przegranej. Zdumiony koniecznością. którzy uprawiali zboże i przychylali do ust gliniany dzban w skwarze żniw. miesiąc temu. braku akceptacji. że oddział atakujący od frontu niemieckie bunkry nie ma żadnych szans. nieznani ludzie. Chciałby z płaczem przytulić się do matki. Foka patrzący na niego. którzy rylcem pisali na woskowych tabliczkach. Nie może być od nich gorszy. Ci. choćby miał zginąć: ale zginąć nie przed tym. gdzie została Katarzyna. marzenie o rzekach. czym może się stać. że jego szaleństwo było bezużyteczne.X Nerwowy chłopiec się boi. jakby był tylko płaszczem okrywającym rozdzielonym jej z ciało. Pierwsza sprzeczka od czasu ich małżeństwa. nim rozluźni się w nim napięcie woli przedostania się do Śródmieścia. Upłynie wiele dni. Aż wreszcie. jasna kobieta o różowej twarzy dziecka wypełnia go całego.) Ale w istocie ocena przegranej jest tylko zamaskowaniem jego braku gotowości. którzy polowali na potwory i rysowali ich kształty na ścianach jaskiń. myśli z wściekłością. Nie może nagle. zwinięte jak mała sprężyna wszystko. w których mógłby zachować się ślad jego uśmiechu. tysiące przodków. podróżach. przerwał trzaśnięciem drzwiami. przestrzeń. przechylenie głowy. że to on. że nie dojdzie dalej niż Stare Miasto i że trzeba godzić się tak jak inni. pod ogniem karabinów maszynowych. o świcie. że powinien. któregoś ranka. który nosił marynarskie ubranko i puszczał łódki na stawie. I pokolenia po nim. i jego towarzysze. całować jej nogi. jakby tamto jego życie nigdy nie . która stanie w poprzek jego woli. jego indywidualne pragnienie i los. nieznanych miastach. w której trzeba iść naprzód i wiedzieć. musi ją zobaczyć. Czuje niejasny wstyd. Ale wie. Każde odbicie się stopą od ziemi niesie w powietrzu: olbrzymi lot nad światem. Musi. sen erotyczny. Są w nim setki. Mała. zrozumieć. prosić o przebaczenie. to niemożliwe. Dlaczego ją skrzywdził? Biec do niej. że inaczej być nie może. nieobjęte wieki dziedzictwa. W cieple jego ciała. Ci. z których każdy jest jak rok. którą być Katarzyną rozmowy. szeroka ulica. wolność. pojmie. Teraz jest pusta. W jego świadomości jest jeszcze zadanie z algebry. Jest słaby w tej bezlitosnej chwili. choćby na najkrótszą chwilę. w środku nie. jest celem pocisków.

Skacze nieco teatralnie. pani domu nalewa kawę. Kobieta zagradza im drogę. kobietę i adwokata. Krzyki pod oknami. czuje plecy wystawione na ogniste śmiertelne klaskanie świetlnych biczów. odłożył książkę Huxleya. umierał. obudził się. dosięgało go. Kobieta pali papierosa w długim munsztuku. Leży w kartoflach. że ściga go światło. serie dział czołgu. Przed nim niski mur przegradzający pole. czuje się je jakby suche pękanie powietrza.istniało. tamtędy pan nie przejdzie. które spala wszystko co żywe na ziemi. “Muszę. O . że może zdołałby przejść. wskakuje na mur. “Naprzód!”. loki ufryzowanych włosów. adwokat. Za nim dziewczyna. Podważa kilofem płyty chodników i z rozpaczą myśli o tym. Dawny sen: śniło mu się wtedy. Nowoczesne obrazy. Trzaskanie ekrazytowych kul. “Więc jednak sny niezupełnie się sprawdzają” . tkaniny. Na drugim końcu pola. W rękach butelki i granaty. Później nie ma . żakiet.pierwsza myśl. Stacza się na drugą stronę. filiżanki ze złotym brzegiem dygocące od kanonady. Na placach zamienionych w czasie wojny w ogródki działkowe. tylko nic nie róbcie! Panowie. Chłopak w wysokich butach. ceramika. Siedzi za okrągłym stołem. “Panowie. w której trzyma rewolwer. wysuwając naprzód rękę. Paryż zdobyty. każdy krok zbliża go do Katarzyny.ten niski ton to ich armaty”. “Nie. w bryczesach i w długiej modnej marynarce noszonej przez złotą młodzież. że powinien spróbować z innej strony. Tam są niemieckie pozycje. Drzwi otwarte na oścież. biegną do okna. widzi się ich szybkość. którzy leżą na dywanie. zrywają się dwie postacie. szkło sypie się na tkaniny. bo spalą dom!” Nie widzą jej. Jest zmierzch. wybuchy. w nich tłoczący się młodzi chłopcy w niebieskich kombinezonach i beretach. torba na ramieniu. Jej mąż. biegnie. rzucają. tam gdzie nie ma muru. Uciekał. pociski świetlne idą ku niemu. filiżanki zlatują ze stołu na Fokę. Budują barykadę. Przywiera do ziemi. że każda godzina tutaj oddala go od Katarzyny. Przebiegli. W chwili kiedy będę przełaził. przez inne ulice. Czeka mnie” . Rosjanie przeprawiają się przez rzekę. dostaną mnie. Ale to skończy się lada chwila.nakazuje sobie i krzyczy sam na siebie. terror świetlnych kul.

jakby chrząknięcie. Wstaje i podkrada się pod okno. “Cyk!”. “Dzyń”. Znów. na stole dużą litrową butelkę. w podwórku cicho. Ciężka. jak wykutych z kamienia. słychać tylko trzaskanie płomieni palącego się niedaleko domu. Nagle w ciemnościach niski. czerwone światło miga na murze. że w tym ponurym pijackim rytuale. basowy głos. milczący. dzwonią kieliszki. w twarzach zamkniętych.siły. . jest wiedza i beznadziejność. poryta bruzdami twarz grubego mężczyzny (kupca? lekarza?) i druga chuda (starego majstra murarskiego? tramwajarza?) z wąsami. Śmieje się cicho. mówią obaj i wychylają z bulgotem. Ale uświadamia sobie nagle. żeby myśleć. granatowa. Nieruchomi. Podnoszą ku sobie ręce. Dziwi go intonacja tego dźwięku. z którego głos zdawał się pochodzić. Widzi w odblasku pożaru stół. trwają w mroku. Leży na trawniku. sierpniowa noc.

XI Pułkownik zgarniał dłonią z mapy warstwę drobnego gruzu. Pył, który zakrył wszystko, kiedy bomba rozbiła oficynę domu, opadał. Jego oczy w czerwonych obwódkach mrugały, starając się pozbyć białej mąki pokrywającej mu twarz. Długi nos z fioletowymi, sklerotycznymi żyłkami wysuwał się z tej mąki jak u cyrkowego klowna. Dowódca ugrupowania, krępy, barczysty, trzymał na kolanach swój niemiecki hełm. Palcem narysował automatycznie linię na jego zapylonej powierzchni. Przyzwoitość nakazywała nie wkładać tutaj hełmu w czasie nalotu. Patrzył na pułkownika nieżyczliwie. Nie lubił tych wszystkich oficerów kawalerii. - Sytuacja była już jasna w dniu, w którym Niemcom udało się przebić do rzeki. Wtedy był jeszcze wybór. Teraz mają do zlikwidowania cztery izolowane dzielnice. - Z wyjątkiem południa. Według tego, co wiemy, tam nasi trzymają brzeg. - Dziś już to nie jest pewne. - Musimy wytrwać. Taki jest rozkaz. Przecie nasz rząd... Dowódca ugrupowania wysunął dolną wargę. - Rosjanie nie ruszą się. - Żadne inne rozwiązania nie są już możliwe. - Byłem za tym, żeby przebić się do Kampinosu. Ocalilibyśmy ludzi. Nie mogę patrzeć na śmierć tych dzieci. - Teraz nie przebijemy się. Za późno. Zresztą nie mogliśmy uciekać. Niemcy wymordowaliby cywilną ludność. - Wypełniłem rozkazy. Straciłem już połowę mego stanu. Ludność cywilna i tak ginie. Te stare domy sypią się jak próchno. - Jak morale? - Moi będą bić się do końca. Pułkownik ocierał chustką twarz i sięgając do karku, próbował wydobyć odrobiny gruzu zza kołnierza koszuli. Zapytał: - Co ci z Armii Ludowej? Nie rozumiem. Co oni myślą? Gdzież ich sojusznik? - Stracili prawie całe dowództwo. Teraz nie wiem, zdaje się, że są tam

tendencje do przejścia kanałami na Żoliborz. - Włazy do kanałów są przez nas dobrze strzeżone. Dowódca ugrupowania patrzył na ścianę, na której miejsca, gdzie kiedyś wisiały obrazy, znaczyły się ciemniejszymi plamami. - Stare Miasto jest najgorszą dzielnicą do obrony. Stara architektura. Nic już prawie z niej nie zostało. Brak wody. To kwestia dni. - Więc? - Należy spróbować przebić się do Śródmieścia. Pułkownik rozważał, kiwając powoli głową. - Należy to zbadać. Pozycje niemieckie od strony Ogrodu są mocne. To ostateczność. - Jeżeli może udać się, to tylko przez zaskoczenie. Ludność cywilna nie powinna nic wiedzieć, bo zacznie się popłoch. - Trzeba przedstawić ten plan naczelnemu dowództwu. Pułkownik czuł chęć, żeby zapytać, co człowiek siedzący naprzeciwko sądzi o możliwościach obrony Śródmieścia i czy naprawdę jest przekonany, że nie przyjdzie żadna pomoc. Powiedział tylko: - Nasz czyn jest manifestacją wobec świata. Świat nie będzie patrzeć na to obojętnie. Warszawa zapisuje kartę wiekopomnej chwały. Dowódca ugrupowania spuścił oczy. - Trzeba szukać za wszelką cenę sposobu, żeby ocalić choć część naszych ludzi - powiedział.

XII Nigdy nie zobaczę Katarzyny. Rysy jej twarzy zacierają się, nie umiem już sobie przedstawić jej uśmiechu. Czym jest przywiązanie, jakie ma się do drugiego człowieka, jeżeli niszczy je czas. I czas tak nierówny, nie sam jego bieg, ale natężenie, gęstość. Mam już nie dwadzieścia cztery lata, a trzydzieści pięć chyba. Czy była Katarzyna? Czy dziś jestem inny, niż byłem wtedy, kiedy ją poznałem, czy może nie liczy się to, jak nie liczy się do dystansu, który przebiega pociąg, boczny tor, na którym przez chwilę manewrowała lokomotywa? Tutaj, na tym skrawku ziemi zostanie dla mnie wszystko zakończone. Ze wszystkich miejsc, miast, kontynentów, krajów ten właśnie skrawek. Kamienice z XVI wieku, z których frontów wybuchające żelazo zdarło rzeźby i złocenia. Winiarnie w podziemiach, drukarnie, z których okien usypiska gruzów wylewają się nieruchome jak piargi w górach, zmieszane ze stronicami książek z welinu. Piwnice klasztorów i kościołów, w których kobiety i mężczyźni chórem śpiewają błagalne religijne pieśni i równocześnie odpychają słabszych w głąb, dalej od wejścia: pomóc Bogu, nie zostać zasypanym żywcem, wydobyć się z rumowisk na czworakach, jak ta kobieta niosąca martwe zakrwawione dziecko, rycząca, żeby ratowali, żeby odkopali to, które zostało, nie rozumiejąca, że dziecko, które trzyma, już nie żyje. Otępienie tych, co przeżywają: modlili się, wierzyli, ksiądz w piwnicy celebrował mszę i mówił, że ich sprawa jest sprawą Boga, że Bóg ich nie opuści. Mieli wtedy poczucie bezpieczeństwa, magia słów starej pieśni łączyła się w jedno z instynktem ukrytym w głębi ich ciała, który powiadał: niemożliwe, żeby to, czym jestem, zmieniło się w nic. Ci, z którymi przed sekundą trzymali się za ręce, teraz drgający w agonii; strzęp metalu i tamte dnie, noce, godziny, Janek siedź prosto, Janek nie garb się, ile jest sześć razy siedem, kupię ci scyzoryk, jak będziesz grzeczny, mój Janek jest pierwszym uczniem. Ropiące się kikuty, wielkie muchy brzęczące w podziemiach zmienionych w szpitale, smród, zwierzęce wycia operowanych bez narkozy. I ciągle w oczach, jak stały rytm, rytm świata, wielkie wytryski pyłu, ziemi i cegły. Świat jest wytryskiem, tak poczęły się planety, w międzyplanetarnej przestrzeni wszystko wybucha, tryska przez miliony milionów lat, to, co było na ziemi, nie trwało dłużej niż lot

tak aby nie pozwolić na połączenie się powstańców z tych dwóch dzielnic. którzy przywierając do ziemi. serie z automatycznych pistoletów. Pcha swoje czołgi. na którym. hełmy piechoty niemieckiej i hełmy powstańców pojawiają się w białych kłębach wzlatującego tynku. rzuty granatów. i stamtąd do lasów. za nimi rzekę i tamten brzeg. wiecznego wrzenia materii. zapadając w leje od bomb. który jest w rękach powstańców. wszystko. Stare Miasto jest otoczone. który tonie? Znów teraz mógł na chwilę dotknąć niemal twarzy Katarzyny. W wąskich uliczkach koło katedry Świętego Jana. czołgając się. z powstańczej strony fortepian. Nieprzyjaciel atakuje od południa. myśląc o tym. Chwila oderwania się bomb od kadłubów. jak dokonuje się zagłada.ćmy między ogniem i ogniem. jeszcze dziesięć dni temu można się było przebić na Żoliborz. aby go przeniesiono na linię. Sztukasy nie muszą przylatywać z daleka. Teraz Niemcy podciągnęli tam swój pociąg pancerny i ze stanowisk w ruinach nacierają na domy broniące wejścia w głąb dzielnicy. aby widzieć. przerażenie spotkania. Samoloty sztukasy lecą nisko. pióropusze miotaczy ognia. Zrzucają ładunek. nagłe zdumienie. W chwilach ciszy słyszą siebie nawzajem: z tamtej. teraz powraca stan trwały. położywszy swój pistolet pod krzesłem na podłodze. nie wiadomo dokładnie gdzie. Startują z lotniska po drugiej stronie miasta. podnoszą oczy. aby nie wejść za linię Wisły. Na północ od Starego Miasta przestrzeń getta zburzonego w 1943 roku. równocześnie atakując Śródmieście od północy. Foka poprosił. toczy się bitwa o każdy załom muru. jej jasne rzęsy były . wijąc się. co było. na którym gra Chopina chudy uczeń konserwatorium. Z okien kamienic na szkarpie widać pozycje niemieckich dział. ukazywało się z jasnością: czy tak widzi człowiek. twarze pilotów są widoczne dla tych. niemieckiej strony harmonia i pieśni poczęte w winnicach nad Renem. są Rosjanie. od którego człowiek spala się żywcem. którzy patrzą na to z daleka. zawracają natychmiast. Kiedy skakał z innymi. opuszczony przez swoich towarzyszy. tamtędy jeszcze dwa tygodnie. goliaty i piechotę na pozycje obrońców od zachodu. ile jeszcze mają naboi. tuż nad szczytami dachów. miał poczucie zakończenia. w którą biją pociski dział.

Ale nigdy nie ma definitywnego zakończenia. sypiali na posadzce. nad karuzele. Widział chodzenie luf w czasie strzału. z których wychylała się ręka. W piwnicach dziewczęta gotowały im zupę (jedyna żywność: worki fasoli). indywidualna. który urządził tam swoje gniazda karabinów maszynowych. Pamiętał tygodnie tamtej wiosny. ludzie i zmieniający czas. ruchy starych żołnierzy. uśmiech. to było ważne. rozrasta się. dalej sprawy. że przeżyłem. gwarząc. przerywająca inną miłość. o. “O. i pięciuset tysięcy śmierci . Był to wysoki budynek na granicy zburzonego getta. z których niedzielnie ubrani ludzie wychodzili. Był dobrze uzbrojony. Z okien mieli obrońcy dobry obstrzał i nie podpuszczali Niemców blisko. którzy zostali zluzowani.krzyczał tłum . Tam też ci. Teraz trzeba wykonać dobrze. Dom był mocny. Teraz w jesiennym słońcu chwiały się zielska wczepione korzeniami w tłusty popiół.tam. trafili! . Stał w tłumie na placu Krasińskich. w grudki użyźnione przez krew. którą naprawiał wtedy z rozkazu swojej socjalistycznej grupy. inną nadzieję. na tej przestrzeni. Większość załogi stanowili siedemnastoletni i osiemnastoletni uczniowie: skauting śmiertelny. okna. Tu. co miało być post scriptum. Daleko za tym monotonnym obszarem widać było białą linię północnych dzielnic. Broń. co miałem do przeżycia.opuszczone. o kilkaset metrów. ale dotychczas nie zrobiły mu większej szkody. wisi z okna!” Wiatr niósł dymy z płonącego getta ku kościołom. pamięć stu tysięcy śmierci i dwustu tysięcy śmierci. Ale poza tym był tylko widzem. Z jego okien widać było szaroróżową przestrzeń gruzów. dzieci podbiegały/ przyglądając się niemieckim armatom. Sąsiedni dom. z ich okien strzelali z rewolwerów powstańcy żydowscy do Niemców. hełmy olbrzymie przy cienkości szyi. które zdążyły już porosnąć chwastami. nigdy nie zamyka się życia. wyobraźmy sobie. inną wolę. spokój. o. Artyleryjskie pociski wygryzały jego ściany. Przemykali się wśród nich niemieccy żołnierze przetaczający działka. niósł stena. jak wtedy. rwanie się odłamków muru. rusznikarz zawsze ma stosunki. Stare kobiety mówiły z troską: “Palą Żydów. o. kiedy zasypiała. Byli . był już w rękach nieprzyjaciela. na których łopotały suknie dziewczyn.każda inna. że jestem stary. Jeszcze półtora roku temu stały tu domy. to. szła do getta. teraz na nas przyjdzie kolej”.

jeżeli tak. Stopniowo Foce zaczęły się ukazywać konflikty i starcia.również i starsi. to tylko na chwilę szczególnie intensywnego boju. . Każdy przynosił tutaj całe swoje przeszłe życie. nic nie zacierało się. Jak w łodzi podwodnej w czasie akcji. prywatne dzieje i upodobania zebranych tu ludzi.

Było w nim coś. okrągła. Nie był całkowicie “swój chłop”. Jego żona. dowódca. Danek odnosił się do niego z szacunkiem i udzielał mu swego poparcia przeciwko Bertrandowi. Opublikował ponad 40 książek (m. długie ręce z łopaciastymi dłońmi. sanitariuszka. .N. na uniwersytecie w Pekinie i uniwersytetach amerykańskich. była na Starym Mieście ze swoim szpitalem.XIII Danek. rudawe włosy. wspólnie z A.7 Po wojnie chciał zająć się wyłącznie logiką matematyczną. Głowa owinięta bandażem. Dla Bertranda tragedią była obecność Michała. za okupacji wydawca i redaktor podziemnego pisma. które zaczynały łysieć od czoła. spokojna twarz. podporucznik artylerii. Bertrand: trudno do niego było się przyczepić. Nauczyciel akademicki w Cambridge. Whiteheadem). W trakcie I wojny światowej pacyfista. Kilka dni temu wyniósł spod ognia z narażeniem życia rannego Niemca. Jednakże w oczach Danka miał liczne winy na sumieniu. w której przez pierwsze tygodnie powstania wydawał swoje biuletyny. utrzymywał się w stanie alkoholowego podniecenia. Proklamował swój wstręt do wojska i do wojny. Wysoki. żeby odchodził 7 Bertrand Russell (1872-1970). pił rozważnie. zresztą zaznaczał dystans nagłym milknięciem w połowie zdania i pobłażliwym uśmiechem. blada. Jego głowa wydawała się mała przy kwadratowych ramionach. w którym zalecał krajowi ustrój oparty na katolicyzmie i dyktaturze. ale nigdy nie bywał pijany. Przed wojną zawodowy oficer. logik. matematyk. Kąty ust ściągnięte ku dołowi. laureat literackiej Nagrody Nobla w 1950 roku. Foka wiedział. prosty nos. Zmuszał się do przyjaźni. ale kilka wymienionych słów wystarczało. Miał krótki. że Bertrand przybrał pseudonim na cześć swego ulubionego autora. Michał. rozdawane ludności i żołnierzom. angielski filozof. W czasie II wojny zwolennik bezwzględnej walki z hitleryzmem. Koledzy z batalionu nazywali go nieco pogardliwie pacyfistą. jak w Portugalii Salazara. z których liczne zostały przetłumaczone na język polski. myślał dziwacznie. “Principia mathematica” 1910-1913. Dwudziestodwuletni student Politechniki. Przyszedł tutaj po tym. co nakazywało mieć się na baczności. w latach powojennych nawoływał do rozbrojenia i organizował protesty przeciwko wojnie w Wietnamie. jak bomba rozbiła drukarnię. Bertranda Russella. Znany już przed wojną jako teoretyk narodowej rewolucji. za działalność antywojenną wydalony z Cambridge. Miał zapas wódki. bo był szczególnie dobrym strzelcem. ciemne oczy. jasne. jakby skóra twarzy była za ciasna.in. w 1918 roku spędził sześć miesięcy w więzieniu z powodu artykułu krytykującego politykę rządu Stanów Zjednoczonych (przystąpienie do wojny) i Wielkiej Brytanii.

było to jakby spostrzeżenie nie mające związku z jej osobą. Cała na zewnątrz. nie rozumiejąc. niebieskie oczy. “To jest faszysta . Foka zauważył ją. narzucająca chłopcom posłuch samą siłą swojej wybuchowości. rzucił jedną ze swoich sentencji. Przeplatała głośne modlitwy seriami przekleństw zbudowanych dokoła słów dupa i gówno. czekając na jakiś ruch w oknach domu zajętego przez Niemców. Wypełzał w ruiny getta i stamtąd wybijał nieprzyjacielskie obsady. odsłaniał się i wygrażał im pięścią. Mało ją było słychać. dotyczące kogoś innego. jakby mundur oficera lotnictwa przefarbowany na czarno.powiedział raz do Foki . że nie . wybitą przez artyleryjski pocisk. Ubrany był w ciemny mundur. “Stań tam i pokaż się Niemcom” . nie ukrywała swego strachu. bo ta obecność podważała sens jego decyzji. Bertrand patrzył za nią ze zdumieniem. Sanitariuszka Wila: gruba. Odrzuciła mu inną sentencją jak piłką. Kiedy weszli na najwyższe piętro. Hałaśliwa. o białej skórze i rudawych włosach. niska.ponury. szczupła. Osman pokazał Magdzie wielką dziurę sięgającą od sufitu do podłogi.na własną śmierć. kiedy raz Bertrand. Michał był zaczepny i złośliwie odzywał się o racjonalistach i liberałach. kiedy już sądzono. że zginął. mówiła: “O Matko Boska. któremu nalewała zupę. Na lewym oku nosił czarną przepaskę. nieco bezbarwna. Cierpiał. na głowie czarny beret. Nieraz. odbierała czystość jego ofierze. ta sama co poprzednio. osiemnastoletnia dziewczyna. Patrzyła na niego. zmiętą. ruchliwych. czy nie będzie się bała. Nie. Zapytał ją. Twarz miał żółtą. długie fałdy koło grymaśnych. Bertrandowi nie mógł wybaczyć zamiłowania do niezrozumiałych teorii i książek. i równocześnie nie cofała się nigdy. Znikał nieraz na dwanaście godzin. automatyczna. Sanitariuszka Magda: lekko zadarty nos. zjawiał się i zdawał krótką relację. Zajmował się polowaniem na Niemców czy jak mówili chłopcy . było to zabawne. jak ja się boję”. Na pewno? Na pewno. władcza.rozkazał. Kapitan Osman: nikt nie wiedział nic o jego przeszłości. Przesiadywał z karabinem na schodkach wieżyczki na szczycie ich domu. ona była już daleko. Danek z zadowoleniem przyjmował te drwiny. kiedy do niego strzelali. W istocie jednak Magda stała się postacią od historii z kapitanem Osmanem. szerokich ust.i ja jestem z takimi jak on”. spojrzenie ironiczne. “Mówiłaś. Historia z Magdą tak się odbyła: Magda poprosiła go. aby wziął ją ze sobą na górę.

“Ależ będą strzelali do mnie”. ale było jej wstyd. .i zaraz cofnęłam. robotnika z Berlina czy rolnika z Schwarzwaldu. zwisały ręce i głowa o jasnych włosach. Ręce chwiały się. Magda oczywiście .zegarmistrza z Heidelbergu. wciągali go z tyłu za nogi. którymi założone było okno w nieprzyjacielskim domu. Jak będą strzelali. “Wysunęłam tylko głowę . nie będzie nigdy wiadomo.bała się. W ten sposób linia życia Magdy przecięła się z linią życia nieznanego jej człowieka .będziesz się bać”. ale Niemcy zaczęli strzelać jak szaleni”. jakkolwiek kim był. zobaczę ich i ich sprzątnę”. Osman wezwał Magdę do swego okna i biorąc za rękę.opowiadała później . poprowadził jej palec: na tle szarych koców. “Właśnie o to chodzi.

w którym zjawił się ojciec Ignacy. ciemną twarz z czarnymi oczami i te wąskie usta . że pójdzie zluzować tych na górze. zatrzymał się. śpiesząc się. Na piersi miał przywiązaną puszkę. Dopędził go na schodach górnych pięter. Ojciec Ignacy wyjmował z kieszeni zgniecioną fioletową stułę. zdziwienie. Foka widział. pił wodę z butelki. jabłko Adama poruszało się miarowo w jego przegiętej szyi. łagodnie i usta mu drżały jakby po płaczu. jak brudna. Teraz usta ojca Ignacego były sine. To. Przechylenie głowy. Po całym domu rozeszła się zaraz wiadomość. w niej nosił komunikanty. obserwując przez dziury w murze pozycje . żeby mogli przystąpić do spowiedzi. Bertrand obejrzał się. najwyższego zadowolenia z matematycznej doskonałości. Zrobiło mu się żal. pełna sadzy i tynku na nosie i policzkach. czekając na chwilę. Zachowywać się tutaj inaczej niż wszyscy wydawało się niemożliwe. Wyraz zacięcia ustąpił nagle z jego twarzy. zszargana spódnica. Nie mógł go zostawić samego. Pamiętał tę chudą. Nie. Nie zastanawiał się nad tym. na schody. Spod panterki zwisała sutanna w strzępach. mieli wizytę kapelana.co prawda.XIV Konflikt pomiędzy Dankiem. Foka poznał ojca Ignacego. nie zapomniano o nich. zdejmowali hełmy. jakby chciał na zawsze utrwalić jego obraz w pamięci. Gruz zgrzytał pod jego butami. na chwilę świat odzyskiwał swój ład. pamiętał je układające się w wyraz triumfu. przyglądał mu się z przechyloną głową. twarz pełna znużenia. oczy miał nieruchome. niedowierzanie. klękali. kiedy zacznie spowiadać. Bertrand stał z boku. i ogarniał salę spojrzeniem. Leżeli obok siebie na podłodze. Potem nagle zaofiarował się. Każdemu znany był ten heroiczny jezuita. linia frontu. na której wyprowadził swoje wzory. co zrobi. była to po prostu wojna. kiedy ojciec Ignacy odwracał się od tablicy. Michałem i Bertrandem osiągnął największe napięcie w dniu. W samotnym odejściu Bertranda było bolesne wyzwanie. niosąc swój karabin w opuszczonej bezwładnie ręce. chciwe. wiadome mu było jego prawdziwe imię i nazwisko. zmieniało wszystko: zginęło napięcie samotnej łodzi podwodnej. że przyszedł do nich. Uśmiechał się miękko. szara. pozbawione jakiegokolwiek uzasadnienia. Siedział w dawnej pralni na ławie. jak odchodził. Chłopcy podchodzili do niego.

gdzie odbywał się wykład.Foka. byli ładowani w wagony wiozące ich do komór gazowych. Bertrand pochylił ku niemu głowę. czy ty może czytałeś “Czarodziejską górę” Tomasza Manna? . choć Foka. w którym przy pomocy logiki matematycznej dowodził istnienia Boga. słuchając wykładów popieranych wzorami.w ruinach getta. . kiedy ktoś jest zmuszony iść za cudzym rozumowaniem. nie mogąc wyłowić błędów.To pamiętasz spory jezuity Naphty z Settembrinim. nawoływał do krucjaty w jego imieniu: “Nie cofać się przed radykalnymi środkami! Nie oszczędzać krwi!” Od tego wykładu Foka stracił odżywające w nim sympatie do katolicyzmu i za to.Czy wiesz. ale wiedząc. Trzeci wykład jednak był niemiłym wspomnieniem. Nierówne fale zgiełku bitwy wibrowały w murach domu. jakie powstaje. czynił odpowiedzialnym ojca Ignacego.i własną przykrość. które miewał w jezuickim klasztorze. słabły. Ale dlaczegoż by nie miał przystąpić do . Dlaczego? Foka pamiętał tylko wyzwiska. idealnego społeczeństwa. socjalistów.Wiem.Czytałem. Spotykałem go za okupacji. wstyd. .Czy wiesz. wzmagały się. że nie mogę sobie przypomnieć jego twarzy w czasie trzeciego wykładu. którzy o dwa kilometry od miejsca. Ojciec Ignacy był autorem traktatu. jakie ojciec Ignacy rzucał na kapitalistów. komunistów. .Wiem. Ojciec Ignacy przystąpił w nim do wyłożenia swoich koncepcji politycznych. Bertrand miał słuszność. do czego używa matematycznej logiki? . demokratów . . Ojciec Ignacy. że tamten się poniża: w istocie do kolekcji brakowało tylko Żydów. że nie wszystko jest tam w porządku. opierając ją na dłoni zaciśniętej na zamku karabinu. Ciekawe. kto to jest? . Dwa pierwsze były interesujące. które rzekomo wynikały z jego metafizyki. czystego. Augustyna. W czasie okupacji zapraszał wielu z młodzieży na swoje tajne wykłady. masonów. miał poczucie wewnętrznego protestu. Ojciec Ignacy był Naphtą. Ja zostanę do końca z Settembrinim. Tak. roztoczywszy wizję uporządkowanego. że nie miał już chęci czytać św. Foka był na trzech takich wykładach.

Nie chcą. Albo czarny. potrzebujący pomocy. zanim będzie musiał wstać. Są na górze. spraw. Bertrand istniał obok.widział wtedy. jakby na dnie wielkiej przepaści. konkretny. czy nie. jest wystarczająca miara? równocześnie strach ubezwładniał mu nogi. bitwę. Zapytał Michała: . w słowie “być” i w słowie “nie być”. Słuchał odgłosów kanonady. Zazdrościł Bertrandowi koncentracji. był odpowiedzialny za ich śmierć. tak samo ani na chwilę nie wyrzekał się swoich intelektualnych przywiązań. pochylony w tył na łokciach.spowiedzi? Cóż tu miał do czynienia ojciec Ignacy. Bertrand powiedział. ziemię. siebie samego leżącego z bronią. Tak. poświęceń. albo czerwony. tak jak golił się starannie i w tym skazanym domu utrzymywał wygląd schludny i normalny. Szczupły. że ta chwila była ważna. wydawało mu się czymś nieprawdopodobnym. przymykając oczy. drobny. w absurdalnej nadziei. Te dzieci.Wszyscy. zachęcał Ale czy to ich do tej ofiary. z wyjątkiem dwóch. miasto. aby tamten nie odgadł. co mówić swoje winy wobec gór czy nieba. śledząc uważnie (zbyt uważnie). nie miało to znaczenia. co jest w literaturze.Czy wszyscy przystąpili do spowiedzi? . Dziś jest już tylko jezuita Naphtą. że to był początek przyjaźni. Wyjął brudną chustkę i ocierał z czoła pot przerażenia. miał chwile oderwania się od siebie . Wstać i znów biec w to piekło. uporu decyzji. Ojciec Ignacy siedział w podwórzu na schodkach prowadzących do piwnicy. Ten. Dlatego ja powinienem zginąć. między wybuchami pocisków. że wszystko się skończy. Po wysłuchaniu spowiedzi czuł galopujący w nim rytm cudzych żywotów. że był tu z Bertrandem. czym był i czym był świat.To. żywy. Po ludzku A odpowiedzialny. który czochrał się ramionami o schodki. co się w nim dzieje. stało się lepiej. Przez całą na okupację pewno. równoczesne. czarny przy wielkim Michale. Katarzynę (co robi teraz Katarzyna?). Był winien. że nagle ucichnie. pole przed nimi: . trwał w wewnętrznej walce. wszystko. Kiedy rozmyślał nad tym. matematyczne wzory i strzelanie były dla niego na jednym poziomie. zawierało się skrócone. czasem się spełnia. każda z dziedzin dobrze dostosowana do okoliczności. czy to nie to samo. czy morza? A dlaczegoż by miał koniecznie to robić? Czy tak. i Foka wiedział. .

Górując nad Michałem. toczące swoją rozżarzoną kulę za dymami. nie mogącą się zdarzyć nikomu innemu. Ale dla niektórych jest formą samobójstwa. Domowe tradycje. ale z tej samej bandy. jego tylko własną. Michał prychnął pogardliwie. który czuł w swoim ciele jak obrzydliwą chorobę. Ale upadnie rzymskie imperium tchórzów.Nie. Po odejściu ojca Ignacego Michał zaprzestał prób dyskusji z Bertrandem. kiedy walczył z lichwą. Jakość życia nie wchodzi w rachubę.Dla wielu.Michał.Tyle śmierci. bić się jest tylko obowiązkiem. Wszystkie nasze nadzieje. Ich racjonaliści. .. . Jeden pytał. których spowiadałem. Ci mają siłę. racjonalizm. Zachód. ich opętani reformatorzy. żeby nie widzieć. wyrzucił gwałtownie swój podbródek warszawskiego Savonaroli.Kościół miał rację. nie chcą ginąć. nabił sobie głowę różnymi sofizmatami neopozytywizmu. Ojciec Ignacy wstał nagle. . Wobec Boga i ojczyzny. Ten Zachód będzie musiał zrozumieć. Kim trzeba być. kwiat tego narodu. Ich cywilizacja! Renesans. Życie ponad wszystko. Kiedy napchali kieszenie. a równocześnie jak chorobę najściślej indywidualną. co się tu odbywa. zagładą niewinnych. . oświecenie. Ksiądz zmagał się ze swoim strachem. to. jeżeli odrzuca jedyne źródło siły? Ci młodzi. spokojne słońce klęski. Wezwą do pomocy barbarzyńców ze stepów. choć widział.Komuniści? . Po to tylko. kurczowo będą trzymać się życia. Oszczędzili życie swoich żołnierzy. z czego człowiek może czerpać siłę. jak dla tych chłopców. że strzelał. czy grzech. Zdaje się.Nie. Barbarzyńcy znają cenę swojej krwi. że z socjalistycznej rodziny. I sojusz amerykańskich plutokratów z bolszewikami. Studenci. że Niemiec ranny.Tak dla nich wygodniej. krajami. Dokończył: . . Ich własnej czystości. Ksiądz wystawił twarz na słońce. demokratyczne hasła. . Jeden racjonalista. Płacić im trzeba miastami. żeby znaleźć argumenty do napychania kieszeni. ale poniewczasie. Drugiego widywałem w tych latach. z czego to wszystko. Zachód. Jakież tam grzechy. Michał pogładził zarośnięty szczeciną podbródek.

Złamana została wspólnota duchowa.Wobec niego i Foki zaczął być milcząco uprzejmy. W zachowaniu się ich obu była dezaprobata. Danek patrzył na nich spode łba. . która powinna była łączyć załogę okrętu żeglującego po morzach zniszczenia.

Odczytał głośno prawdziwe imię i nazwisko. sypiąc ziemię zmieszaną z cegłą na czarny mundur. rozrzucone szeroko ręce. hamując płacz. Młoda kobieta. Z portfelu wydobył dokumenty. odprawiali swój niepojęty obrzęd.ktoś powiedział. przesiadywał jak zwykle na swojej wieżyczce. na którym w błyskach krzaki piołunów pojawiały się gęste. twarz miał porysowaną pasmami krwi jak tatuażem. było zawstydzające. aby zakryć czoło rozbite ekrazytową kulą. kiedy czarny beret kapitana Osmana spadł im pod nogi. powiewając zielonymi gałęziami. Danek pochylił się i przeszukał kieszenie jego czarnego frencza. przerwał napięcie. Leżał na wznak. Znieśli go ostrożnie i pochowali w podwórzu obok innych. niektórzy pociągali nosami. Dom ciemny. Teraz widział ich wyraźnie. to znów ukazujący się w czerwieni albo w sinych refleksach pulsującego nieba. To.XV Nikt nie był świadkiem śmierci kapitana Osmana. na głowę. W czasie wizyty ojca Ignacego był na jednej ze swoich wypraw. że ma przywidzenia. co po nim zostało”. w wiankach z zielska na głowach. Wieczorem tego dnia Foka trzymał Magdę za rękę. Czy duchy ludzi tu pomordowanych? Wlepiali oczy w tę zjawę. Niemcy? “Nie strzelać!” . którą trzyma na ręku. Po chwili już spokojnie: “To wariaci od Jana Bożego. Stali nad nim. powstrzymując oddech . że w tym zmiennym świetle zobaczyli grupę białych postaci stojących nieruchomo. Wypadły fotografie. “Więc miał rodzinę. Ale rzecz wymykała się rozumowi. których wyobraźnię podniecały nieznane motywy jego zachowania. . W białych. który obserwuje i coś wie. Szpital rozbity”. Danek zamknął portfel i schował go do kieszeni swojej kurtki. Zaczęło się tak. Foka sądził. że na nogach miał gęsią skórę. nie myśląc o niczym. zwiększone. I ton głosu człowieka. ginący w ciemności. jak spokojne ogrody pod letnią burzą. Był przedmiotem cichego uwielbienia tych chłopców. Podwórzem przechodził właśnie oddział idący na zmianę. To samo myśleli inni. Wróciwszy. zapiął. przed nimi getto. Rzucili się na górę. długich płaszczach. gładko zaczesane włosy. chwiejąc się miarowym ruchem. Trzeba będzie odnaleźć i przekazać. głowa schylona ku małej dziewczynce.aby myśl i oddech nie spłoszyły tej obecności. Postacie zaczęły poruszać się powoli. na którą włożyli jego czarny beret.

Czuł ciepło jej dłoni i nagle nic.Niemcy zajęli dziś dwa domy za nami. uśmiech na jej umorusanej łzami twarzy i zacięcie się jego oddechu. przeszłość. I całkowite bezpieczeństwo. bezbrzeżna tkliwość. Serce pompujące ciepłą krew. Przygotuj się na taniec. Przewracali się. jak miotający się chór bezsensownej tragedii. co go wyróżniało. Milczeli. Jej ramię dotykało jego ramienia. Jesteśmy prawie odcięci. nogi. Osman z rozłożonymi rękami płynący na wznak. zawracali. dłoń zwolniła uścisk strachu i łączyła się z jego dłonią. muskające ciało pióra jej nurtu. ten sam strach. Sekundy. skacząc po stosach gruzów. zadzierająca sukienkę w wodzie. Litość. Bertrand do niego powiedział: . powiew wiatru przynosił ich przeciągłe śpiewy. uczestnicy i świadkowie odkrycia nieprzygotowanego żadną zapowiedzią. słońce. tylko zdumienie. Uszczypnął się w ramię. obrzydliwie teatralni. nic z tego co będzie. Odkrycie drugiego człowieka. Z dołu przyszły Wila i Magda. brodzący ku niej. Na niebie goniły się reflektory. nikło wszystko. czułość . na nich śmieszny warkoczyk. po raz pierwszy od dawna wchodząc w sen pełen barwnego marzenia. Magda schwyciła Fokę za rękę.z nieznanych miast i krajów w nieznane kraje. . twarz tatuowana krwią . ani jednego odruchu. Wtedy właśnie od strony nieprzyjacielskich pozycji seria świetlnych pocisków poszła ku białym postaciom. minuty czy godziny. powiewając szatami. chłopięcej twarzy płacząca rozpaczliwie. nie rozumiejąca. ta sama samotność. okręcik między nimi. Przestawał być czymś osobnym. Inni nie zaprzestali swoich śpiewów.Mijali się. ręce. znów pusta przestrzeń. Tańczyli teraz. że nie wiedział o Magdzie nic i nie potrzebował nic wiedzieć. wspomnienie sadów z odległych lat w świetle dalekich błyskawic. trwanie wiecznej chwili. rozpamiętywał dotknięcie spokojnej i szerokiej rzeki. próbująca dosięgnąć jej oddalający się okręcik.właśnie dlatego. Mała dziewczynka o brzydkiej. że w niej tu obok nie ma ani jednej myśli. które by nie były te same z tym. Pewność. nic z tego co było. mała kępka włosów na częściach rodnych. myśl. On płynący za okręcikiem. jej chude łopatki. wikliny. co istniało w nim. Postacie znikły. bo zasypiał. Kiedy odeszła.

Mieć czas. W jej ustach nie było nic niespodziewanego. triumfalny. że żyjąc. na których mężczyzna i kobieta leżą obok siebie na wznak.XVI Tej nocy. że była osobna. goniąc się gdzieś po ścianach. myśli się. w kątach wilgoć łez.To. Jej włosy były krótko ostrzyżone na karku. nigdy to nie ustanie. niemożliwe do rozdzielenia. Miękko. przechylali się na posadzkę i równocześnie szukali jedną ręką po zimnych płytach. Rzęsy Katarzyny. to samo. poza tym ani kształt. Szczury z piskiem zaszurały. Wyspy szczęśliwe. i słońce będą takie same. własna. kiedy nas już nie będzie. nie ku niemu. Ciemność nieprzenikniona. Może to wszystko jedno. nie ma. gdzie były rozłożone jakieś puste worki. Sarkofagi. poczuł na ramieniu dotknięcie. wykrój ust jak w rzeźbie. kiedy zeszedł na dół. tęczujące koła w oczach. wieczorem. i smak jabłka. stapiały się. do piwnic. krzyk szczytu góry. która go prowadziła. pieśni radości. Prowadził palcami po jej oczach. Stare kobiety przed domami. tożsame. nigdy nie było przegrody między człowiekiem i człowiekiem. Powrót we własne wczesne dzieciństwo. Znów zdumienie. pracowała.Może to wszystko jedno. kiedy w istocie była jednym z nim. ani ruch. że rosła. kwiaty. za rok. rozdzielenie siebie na dwoje ust. . Za godzinę. Potem w ciemności jej spokojny głos. ryt jeden. Miękki mrok. tylko to wiedział. Powieki były zamknięte. Była tym wszystkim. rzecz dziwna. Zawsze. Chce się zrozumieć. chodziła. przebiegło puste echo od niskich pował. Mówiła: . czy to może być. od początku. aż dosięgli miejsca. jutro. w plecach chłód posadzki. równocześnie. na dnie jedwabistej przepaści chroniącej ich od świata. Serce mu biło. niepodzielny. Znów niski głos. Potknął się. ani zapach nie przedostawały się osobno do świadomości. nic im nie grozi. . Ale te dwie były. Zatrzymał się w ciemności. Policzkiem przy jej policzku słyszał jej wewnętrzny krzyk. nagie brunatne plemiona. Wzięła go za rękę. . w przestrzeń. nieznajoma. poddawał się tej ręce. użyczały sobie nawzajem cech. zrozumie się świat. matka i on. czy tylko on. Pod dłonią czuł gładkość jej podbródka. I nigdy nie zrozumie się nic.

ludzie są jednakowi. ogarnia. Sarkofagi i dłoń pojmująca. które nosiła. Nie mogę tego zrozumieć.Katarzyna została w Śródmieściu. kostki wystające. wieczór.patrząc oczami z kamienia w ciemność. Nazywałam się Joanna Gil.szukała słów . Nie trzeba. tysiączny. od dawna. To moja żona. suknie. Tak trudno. ogrody. kształt jej warg.Bo . Rozpaczałem. drzewa. . Zapytał: . przez wieki.Mgnienie. w górze zmienia się księżyc. Czy żyły sine na wierzchu. ulica. dotykające się łokcie. W jednym mgnieniu mieć dom. .To. Obróciła usta ku niemu. Moje prawdziwe imię jest Joanna. nie zobaczył jej dotychczas nigdy. wąska dłoń.Powinieneś wiedzieć.Jesteś z Bertrandem. . Linie ich kolan. co tak musieli. dłoń jak dawno umarłej matki. do czego dążył. kim jestem. którego dotyka zamkniętymi ustami. dziesięciotysięczny raz. dzień. Powiew odległego wstrząsu przetoczył się gdzieś w górze. chce się sprawdzić. dlaczego może. chłód i słońce. W tobie to już się przesiliło. drzwi trzasnęły.Lata albo jedno mgnienie. Przyciągnął jej twarz do swojej. siebie jej oddać całego.Któż nie rozpaczał. pobłażliwa. Pieszczota łagodna. Jeżeli człowiek coś może.Ten chłopak za dużo cierpi. Jej dłoń na policzku. czym ja jestem dla ciebie. dzieci. . . Olbrzymia rzeka toczy się. I po chwili: . kim był. . znajomy. .Dlaczego chciałaś wtedy pójść z Osmanem? . że ty istniejesz. Powiedział: . cisza. To dobrze.Jesteś dla mnie. każdy jej ranek. Nagle ta chęć: ogarnąć jej całe życie. że się uśmiecha. gdzie mieszkała. Wszystko. Poczuł. . lata. osypywanie się tynku. Byli przed nami tacy. znów ciemność. We mnie pewno też.

.

Jak to on. Oczy pokorne. pójdzie do fabryki. niedojadania. to ludzie nie za bardzo wierzą. na automat. Że panowie wrócą. że tak będzie czy tak.A ileż on ma ziemi? To pewnie jemu dobrze było. Monotonny półgłos. Ćma. Ale jak on tak plecie. wznoszące się i opadające brzęczenie. dają nam ziemię. jeżeli trzyma z bogaczami? Tamten skrzywił się pogardliwie. zaśmieje się. judzi.XVII Światło naftowej lampy leżało na papierach. . straszy. nawet nie wiedzą jak. Taki człowiek.. tylko tu rzuci słówko. przyjdą Amerykanie. Sześcioro dzieci. tylko źle. wytarta. do miasta. Chodzi. wlepione w usta Wintera. ale że źle. pełne uszanowania.Iii.. splunie że niby on lepiej wie. . to sądzić będą. Jak kto weźmie. Głupi człowiek. Winter zapytał: . poniżenia. przechylony w krześle. to jeździł pracować do państwowego lasu. I ludzie boją się. tego młynarza. lata nędzy. z rękami zaplecionymi na brzuchu. .A jak za okupacji? Trzymał z leśnymi? . jak to ich. Albo do Joniewicza. trzepotała i od powiewu jej skrzydeł płomień drgał. szukające znaku aprobaty czy niezadowolenia. to słuchają. brudna szyja z siatką zmarszczek nad parcianą koszulą. On chytry. niespokojne. Twarz spalona słońcem. Osiem hektarów. niezdecydowane. . to orać. niby nic nie powie wyraźnie.Cóż on mówi? Oczy tamtego przeskoczyły z ust Wintera na papiery. Ale on to nie. zapiętą pod grdyką na biały guzik. Lichota. mówi: panów to już nie będzie. a z tej reformy żadna pociecha.Ci bogaci to mówią tak: nie brać ziemi. powieszą. Konia ma. kołchozów. Tylko że niby nie cieszcie się. . tam rzuci słówko. bo panowie wrócą. która przedostała się przez zamknięte okiennice. Najgorszy z całej wioski. Mówi: chłopa gnietli i będą gnieść. kto mądry. oddając zmiennym pasmom cienia zamek automatu na skraju stołu. to kosić.Ale najgorszy jest Stasiak. chcą chłopów oszukać. a i to piasku. bo to nie żeby powiadał. To lichota. Winter. słuchał tamtego. Guzik przyszyty czarnymi nićmi. a potem zapędzą do tych.

co odpowie. stanie się najważniejszym człowiekiem wioski. .Nie można powiedzieć. powiadał. On to nie. Tu budzi się ich solidarność przeciwko Żydom. z getta uciekła. Pierzyny porozbierali. I wiedział. Człowiek siedzący przed nim nie miał prawdopodobnie żadnych osobistych porachunków ze Stasiakiem. to dobra okazja). A on taki zawsze. że nic dobrego z tych leśnych nie wyjdzie. że to on posłał swego chłopca po cichu i dał znać Niemcom.urwał i patrzył na ćmę. Żydówkę zastrzelili w lasku za wioską. Stasiak darł koty z sołtysem. . że tak ani że nie. ale nikt nie chciał wziąć na siebie. najstarszy syn dwanaście lat. graty. zatrzymując się przy nieznanych mu. co przez wojnę zbierali.Bulanda. trudnych słowach. Informacje były na ogół zgodne. (Ciekawe. Widzi. sołtys zebrał starszyznę. że złoto im na nic. Ostatni.Byli tacy. Strach Niemców. bo zaraz wiedzieli. radzili i nic nie uradzili. znał miarę. i ta wódka. Biedny owad deptany przez wszystkich wygrzebywał się teraz z kurzu ścieżek.kiedy gestapo wywiozło Żydów.. Winter wiedział. Wstąpi do Partii. Jego dzieci pójdą do szkół. Później żona tego Abramki. Winter wziął ze stołu ołówek i zanotował nazwisko. Jak teraz Ruskie aresztowali Joniewiczów. żeby nie gadać co na nich. że żołnierze prowadzą już do niego Stasiaka. też na nic. co fundowali leśnym. Zyskiwał po raz pierwszy w życiu poczucie własnej ważności. . to prawda. Co prawda. Niemcy przyszli. tu wróciła. która spaliwszy sobie skrzydła. jak trzeba. to on co? Żydowskie rzeczy brał? Szybkie spojrzenie tamtego ogarniające twarz Wintera. co brali. Kiedyś to on będzie przewodniczącym kołchozu. tylko to. co miał tu karczmę. jego gruby paluch będzie przesuwać się powoli po rządkach liter. Ale nikt na pewno nie wie. .Sołtys to kto? . kręciła się w kółko na papierach . Ale jeżeli chce tamtego pogrzebać.A to jeszcze . Oczywiście nie lubi Żydów. Tu lękali się wszyscy leśnych. Po cichu to nawet mówił. do uniwersytetów i przy stole w tej rodzinie padną nigdy dotychczas niesłyszane nazwiska uczonych i pisarzy przeszłości. to też głośno nic. niedowierny. że jestem Żydem. Głośno nie. Dzieci małe.

włosy niestrzyżone opadające na kark. Ja nie. kołyszący w rozmarzeniu głową: “Synku. Ci. Lasy pełne partyzantów.To tak nie jest. Winter wstał. Spod jego wąsów wyszło nieokreślone mruczenie. zawsze w przyszłości.Nie przeczcie. szkodzi. Ziemia chłopom należy się. w popiołach getta po drugiej stronie Wisły. Zza kręgu lampy Winter powiedział ostro: . matki lamentujące po tych aresztowanych i zabitych przez nas. o których losie myślał. kiedy nie ma już ulic.Dajcie go tu.Dziękuję wam. który siedział tu przed chwilą: kratki zmarszczek. Do takich jak wy. . czy nie chcą. My wszystko wiemy. wizja. którą położył na kolanach. przy kolacji. tu. obywatelu kapitanie. Trudny dzień. podsunął mu krzesło. w tym kraju. przychodzą ukradkiem. Teraz tamten powiedział wyraźnie: . między włosami źdźbła słomy. . Ojciec i matka tam. Czysta budowla niedosiężna. na których upłynęło jego dzieciństwo. żony lamentujące po tych zabitych przez leśnych. przyglądając się czapce. Tej władzy. zginie ten świat. krew. O. chłopom. . obywatelu. która wam. krzywdzą ludzi tacy jak my.Tylko że dziś ten Stasiak nam szkodzi. Jego ojciec. Obławy.Prowadzicie w wiosce agitację przeciwko reformie rolnej. w nocy. z opadającymi ciemnymi wąsami. któż znajdzie sprawców. Winter odprawił żołnierzy. daje ziemię. kiedy czytał Lenina? Znużenie. . reforma rolna będzie przeprowadzona. Boją się. Schylony nad papierami rozważał ubiegły dzień. ludzi. Co robił tutaj? Czyż w istocie nie był obcy. krew. Występujecie przeciwko władzy ludowej.. Znów w sąsiednich wioskach dwa wypadki zastrzelenia agitatorów. O. oswajając się ze światłem. Biją nas. niegodny świat. tak samo krzywdzeni”. Władza dziś należy i będzie należeć do ludu. Żołnierz w drzwiach zasalutował. To zły świat. którzy mogliby pomagać. Czy oni chcą. . Jego oczy mrugały. A ciemnotę zwyciężymy. Był to mały człowieczym. Stasiak przysiadł na brzeżku. Przez okno. czają się. Stasiak przygarbił się.Przyprowadziliśmy tego Stasiaka. Ta sama szyja co u tamtego.

co żyli z waszego potu. Winter rzucił niespodziewanie (zobaczymy. . wy będziecie straszyć innych. . Ledwo dostrzegalny rumieniec pod brunatną skórą policzków. z waszej męki. on nie odpowie: myślał. to kto wydał? Czy nie Bulanda? (Jak daleko sięgają te wiejskie nienawiści? Tłumiona uraza zapada wewnątrz. odgrażanie się w myślach: “Poczekaj. Kara za to jest pięć lat więzienia.Komu zależy na tym. że tu będą kołchozy. że ziemi nie trzeba brać. zgubi swego wroga. I jest Żydem.A Żydówkę. Władza ludowa wydobywa was z nędzy. Oczy siwe z czerwonymi żyłkami (naiwne . Nigdy nie mówiłem. policją.Tego to ja nie wiem. jak było dotąd. pomoże sobie. Żeby wasze dzieci zostały ciemne i ubogie jak wy sami. sołtysa? . Stasiak milczał. oczekiwana. tkwi jak drzazga. . Przed sobą ma oficera. Powie słowo. który tu jest wszystkim: władzą. że kołchozy to nic złego.Chodzicie i opowiadacie.Znacie Bulandę. żeby wasze dzieci były szczęśliwe. nie używa chytrości.) . między sobą i inkwizytorem ustali ton zwierzeń. jak zareaguje): . To tak nie jest. takim jak Joniewicz.. I oto chwila przychodzi. . w nocy. żeby wszystko zostało.Jakże to tak. z poniewierki. Czy tak? Głowa tamtego była nieruchoma.W czasie wojny on kumał się z Niemcami. Wy chcecie im pomagać. Ziemia chłopom jest dawana na własność. Żołnierze przyszli. do diabła. żeby chłopi nie brali dworskiej ziemi? Panom. Czy wiecie. co ją Niemcy zabili. Nie. bo jak chłopi nie mają dosyć ziemi. Bogaczom w wiosce. jeszcze ciebie dostanę”. Ale wam nie zależy na tym. muszą iść do nich pracować. sędzią. jeszcze przyjdzie czas. upragniona. Przyglądał się Stasiakowi i ukradkowy .No znam. Teraz strach. Mógłby tak odpowiedzieć. (Dlaczego. Otarł wąsy. wrzask żony i dzieci. który rozpowszechnia fałszywe wiadomości o władzy ludowej? Nazywa się szkodnik. Nie.) Winter podparł podbródek dołem dłoni i w palcach kręcił ołówek. wywlekli go z wyra. jak nazywa się taki. Nigdy w Polsce nie będzie kołchozów. Jego palce otwierały się i zwierały na czapce.określił).

Mogę was odesłać do więzienia. powiedział: . Ludzie będą mówić. nie przyzna się i będą oskarżać fałszywie. które idą. Równocześnie z tym odgłosem słychać wrzask Danka: “Wychodzić wszyscy! Szybko. Bierzcie ziemię. XVIII Jest to długi trzask. po rannych! Michał! Gdzie Michał?!” Brudny . zawsze drżący.Tak jest. Albo sami chcieli sprawdzić. Ale na ten raz daruję. sam mój pysk jest dostatecznie przerażający. Winter wstał i wyciągnął do niego rękę. zawsze nienawidzący. Stasiak nie patrzył teraz na niego. czy Żydów nie zostało. spojrzał na oficera (zawsze poniżeni. zawsze zgnieceni.Sami zobaczycie.Mogę was teraz w nocy odesłać do więzienia. Będą zawsze na siebie skarżyć.) . Ta ziemia wasza. . Władza ludowa wie wszystko. jakby szukając w pamięci.Czapka Stasiaka była ciasno zgnieciona w jego palcach. litowanie się. Nikt jej wam już nie zabierze. pomyślał Winter). ale kto to zrobił. . . będziecie aresztowani. To pocisk artyleryjski wpadł przez okno i wybuchnął wewnątrz. Ludzie jak ludzie. (Co ja mam z nim zrobić? Ta etyka. jak rozdzieranej mocnej jedwabnej materii. My nie panowie i nie Niemcy. Winter wyrzucił ku niemu głowę znad stołu. Zrozumieliście? Stasiakowi zabulgotało w gardle.) . Ale ostatecznie po co mam niszczyć tego nędzarza? Jaki z tego pożytek? Terror? Tylko głuchy ferment.Niemcy przyjechali. Odchylał się powoli w tył. albo kto wydał. My chcemy waszego dobra. Mur pęka i zasypuje schody. (Kiedy tak patrzę. Za wasze szkodnictwo. Ile macie dzieci? .Sześcioro. nie przeszkadzajcie innym brać. że ten albo ten. szepty. Czy tylko solidarność? Źle przygotowany do czasów. Z wysiłkiem. czego my chcemy. jeden punkt dla leśnych. co kto powie w wiosce. Żydówka była w swoim domu. Tylko pamiętajcie: spróbujcie jeszcze gadać.uśmiech przebiegł kątem jego wąskich warg. z noszami. Ze złości. Nie uchowa się. wy.

A ja tam idę. weź ludzi i obsadź parter od niemieckiego domu. O tej godzinie rosa. Michał grupuje koło siebie Fokę. smak cegły w ustach. Danek rzuca mu złe spojrzenie. prucie się muru. Módlcie się do swego świętego Marksa.Dlaczego tak mówicie.Lepiej nie obsadzać góry. Joanna. jeżeli to nieprawda? Twarz Danka robi się purpurowa.Chcę coś zaproponować. W załomach siny cień. palcem prowadzi wzdłuż blizny. Z dołu żadna robota. od getta i od domu. żadnego śladu życia.dodaje pogardliwie. psiamać. A jak chcą nas mieć. na niej ślad zajęczy. pogardzacie tutaj wszystkimi.Mówcie. My mamy ich z góry i tych od pola”. Dom zajęty przez Niemców. Znów wstrząs. “Michał. Górne piętra nie wytrzymają. Bertrand podchodzi do Danka. Trzymajcie. żeby nie wiem co. czego chcesz od niego.Zostaw go. . odsłaniając krwawą bliznę idącą ukośnie przez czoło. Wychodzą na podwórze. radosny. Bertranda i jeszcze dziesięciu. puszczą samoloty. echo niesie dźwięk młotka naprawiającego pług. wyciąga z kieszeni płaską butelkę. . Stamtąd pójdzie natarcie. Tfu! Michał interweniuje: . przed oknami sypie się z góry gruz. Szlachetna ofiara. Wila i kilku chłopców z noszami biegną na górę. Myśli. głowę ma przechyloną. Skrzypią w wioskach żurawie.Defetysta. . milczący. że jemu jednemu nie chce się zdychać. Zatrzymuje się. Znów łomot. żebym ja was jeszcze kiedyś nie dostał. I za odchodzącym posyła: . . Teraz nie pora. Długie echo kładzie się po wystrzałach artylerii. Chłód wczesnego poranka. . wszystkich umieścić na parterze. Danek. gwałtownie szarpie go i zrywa. Danek klnie.Bzdura. Krzyczy: . Gęsi gęgają przy ruczaju. we mgle ich podniesione białe skrzydła. . Bertrand zawraca. popija.Ja was dobrze znam. Różowoperłowe niebo. psujący smak przejrzystej godziny. pierwszy promień słońca na jego płaszczyźnie. nie wy .bandaż na jego głowie rozwinięty spada mu na oczy. ociera rękawem usta.

Ja go rozumiem. Pan z tobą. bo go zgubimy. Łaskiś pełna. . Konieczna operacja. Foka stoi oparty o mur w bramie.mówi bez sensu Foka. Zakrwawione nosze. jeden. Mówi nagle: . Papierowa skóra z niebieskimi żyłkami. przewracające się nosze. ściskają sobie obydwie ręce. Sznur. Ręce Joanny są lepkie od krwi rannego. . Wila na czworakach. Koło nich wytrysk ziemi i bruku. Czuje się poniżony. Najgorsze te dwieście metrów do rogu ulicy. . drugi. . trzeba rannego przywiązać. błogosławiony owoc żywota twego. mgnienie: Joanna padająca naprzód. i równocześnie jakąś częścią samego siebie zdaje sobie sprawę. Skaczą. Tutaj umrze. Lniane włosy w strąkach spadają z zwisającej w tył głowy. woła Fokę po imieniu Joanna. Wypadają z bramy. biegną dalej.mówi Joanna. Stojąc naprzeciwko siebie. “Tylko na chwilę. dziesięć minut. “Czy mogę?”. Foka wbija palce w mur. Nie pojmuje nic. pomóż mi przy rannych”. “Ale wracaj natychmiast”. jest na otwartej przestrzeni. duży dla niej ciężar. Potem głupstwo. jakby podrzuciła go sprężyna.Szkoda czasu na dyskusje z Dankiem. nosze chwieją się. Błogosławionaś pomiędzy niewiastami. ciągnąca nosze w bok.Zdrowaś Mario . najmłodszy z załogi. I już to .mruczy Wila i żegna się. schylona. szczupła.Musimy go odnieść zaraz. karabiny maszynowe zaczynają szczekać. Żebym miała nie takie grube nogi. I nagle gwałtowne pchnięcie. . “Stefan”.I opuszcza ręce. . na nich Jaś. Tamten obejmuje sobie dłonią szyję. omijając leje. Joanna biegnie pierwsza. nogi w skoku i razem z tym ten obraz. Pięć minut. Jej uśmiech. pyta Michała. że bierność jest ulgą. za nimi białe mocne łydki i szeroki tyłek Wili.Pamiętaj.Chcę się z tobą pożegnać .Foka mówi szeptem do Bertranda: .Nie garb się. pęd powietrza. uważaj . zostając tu w bezpiecznym miejscu.

Maź krwi i pyłu. żyć. Bertrand mówi “Mamo” i przewraca się na wznak. że zostawił jeszcze żywego strzelca Gdulę. parter stoi.. dzień. Jasne otwory okien. To strzelec Gdula. tam zapylony trup Joanny. Za chwilę tu. wielki Boże. grana. “Szybko! Szybko”. jak ściana domu pochyla się. jeszcze nie. co dojdą. Bertrand wlecze rannego. . że góry domu i tamtych już nie ma. “Ten. Nikomu nie może powiedzieć. tylko kształt ciała. półotwarte. “Żyję?” Być z nimi. teraz.”. Zrozumienie. Dostaje ataku histerycznego płaczu. Strach. na boki. Tynk rwie się. Warkot ogłusza. “Walcie go w łeb mówi ktoś za nim . szarpie za jej bluzkę i wtedy przewraca się na nią. krzyczy. byle jak najbardziej ukośnie. Brama. potem łoskot i ciemność. Trwa to sekundę. czy to jej krew. bieg. Niemcy. widzi. Foka zarywa się w sypką warstwę na podłodze. pochyla. Wycie powietrza. i wtedy Bertrand puszcza rannego. pochyla się. co się stało. żyć. Foka skacze dwa stopnie. i przez okno wpada czarny przedmiot. jasny świat. wskakuje do leja. Głos Michała.jest blisko. Jakby to on sam zabił Joannę. bezwładne buty bębnią o schody. Foka chwyta rannego pod ramiona. nie pozwól. ruchy rąk rzucających granaty. rysy mu sztywnieją. uderzony podmuchem. ściskając między wargą i nosem kawałek czarnego grzebyka. żeby to było to. przysiada. Nie. Kładzie Gdulę na brzuch. “Ależ on ma całe plecy rozwalone”. Już tu. Bertrand kogoś wlecze. dopędza innych w bramie. “Cofać się . nie jego”. Michał woła: “Uważać. połysk zębów. w oczach zdumienie. krew. podchodzą stamtąd. mając przed sobą wilgotną ziemię.krzyczy Michał . Foka rzuca swój. wybuch. “Nieść?. Ale już pędzą. ten” .to się uspokoi”. żeby mu pomóc. słyszy nawoływanie. W ciemności strzały. ten. z boku.to ci od pola”. Niemiec ześlizguje się w bok. I nagle. kładzie Joannę. co naśladował Hitlera. “Nie podpuszczać! Tych.. poranek. nie. już chwyta na ręce Joannę. twarz staje się biała. kiedy wyciąga po niego rękę. “Tamci”. nie potknąć się. granatami”. Boże. i czuje uderzenie w plecy. nie pozwól. czy rannego. pojmuje. to bomba w podwórze. ociera dół jej twarzy i usta.. nikt nigdy nie będzie wiedział. rozpoznaje Bertranda. nie. Nikt nie dowie się.puszcza serię. o. róg ulicy. że Joanna nie żyje. równocześnie uświadamia sobie.. Od strony słońca Niemcy.

.

Przywitali się.Spalili. Uśmiech Martyniaka był szeroki. Ale na tej linii spotyka się cała Warszawa. to już dwa tygodnie. Skoczyłem z pociągu. Borkowski rechotał: . odwróciła się i zrobiła gest uspokajający. A dom. Machał ręką ku Martyniakowi.No. miednica i . . Wołał: .Myślałem już. gdzie stało metalowe łóżko. oficerskie buty. Ważne sprawy.Ja zobaczę przez szparę. Martyniak wprowadził redaktora przez krzywe drzwi do izby.Już jesień. . Nie wiedziałem. a gorąco. Martyniak. Poznał go już z daleka. A kiedy z Warszawy? . czego ode mnie chce?) . wytarła ręce o fartuch. Jak dam znak. Na osobności. ho. Zaglądnąwszy. Jak zawsze długie. Taki ogród . Patrzył za nią. Ogród warzywny stał cichy w słońcu popołudnia. Borkowski wyjął wielką chustkę.XIX Pociągnięty za drut dzwonek zaklekotał u furtki. za rów. Wreszcie przekręciła klucz. pokrywał nim niepokój. Dom ogrodnika był jednopiętrowy. to chodu przez tamten płot. gdzie drukarnia? . Byłem już w łapance. jak większość domów w tych podmiejskich miejscowościach przy linii zachodniej. Bratowa położyła motykę na ziemi. Tęgi mężczyzna z czerwoną twarzą szedł z nią ścieżką ku domowi. że Niemcy. . pod pachą niósł czarną teczkę. kopę lat. Martyniak. Poszła w stronę płotu. (Więc jest jednak. Wy toście dobrze się urządzili.Ho. gotów do biegu.Ja tak boczkiem. ten Borkowski.ogarnął przestrzeń wzrokiem . ledwo was znalazłem. tu co dzień jest coś takiego. że pan żyje.jest kędy uciekać jakby co. Chciałbym z wami porozmawiać. wyszedł zza grządek pomidorów i spojrzał pytająco na bratową.Piętnastego sierpnia. kędzierzawiące się włosy. panie redaktorze. drewniany. który utykał jeszcze po swoim skoku z transportu. Potem podreptała dalej i przez deski zaczęła rozmowę. boczkiem.

Papieru. Łóżko zadźwięczało.Zapalcie. Siedli naprzeciwko.Trudno. a oni pismo. Inni nie wiadomo. A za nami jest Ameryka. na podłodze rozsypane były na płachtach nasiona. Świństwo te papierosy. Borkowski przeciął: . Nie możemy siedzieć bezczynnie. Polutek tu jest. Martyniak rozważał. Wzrok Borkowskiego był nieobecny. w ogrodzie. Przechylił się ku Martyniakowi. Martyniak myślał: więc to to.No to co? Tu pełno takich. Oni nigdy nie zostawią w spokoju. Same konieczności strategiczne muszą ich pchnąć. to ich nie obchodzi. Ale drukarnia będzie. Za pieniądze wszystko jest.Ale Warszawa. co kupują złoto i chcą uciekać z Niemcami. panie redaktorze. . A umieścić choćby tu w szopie.dzbanek z wodą. na Wiedeń. Tamten uderzył pięścią w kolano. Martyniak. Ale Rosjanie. Kolportażu nie da się zorganizować. Martyniak zapytał: . że tu przyjdą Rosjanie. choćby i nie chcieli pomagać.Więc żyjemy. nie damy się i Rosjanom. ani drukarni. Po co i co tam wewnątrz. I co dzień łapanki. Ofiary muszą być. które zadzwoniło pod jego ciężarem.Głupstwo.Może to i dobrze byłoby. Co to będzie? Miasto nam rozbijają w drobny mak. Teraz nawet Hitlera gotowi dostarczyć. Sami Niemcy wynajdą w Warszawie. Zaczynamy na nowo wydawać pismo. ile chcąc. Podrabiane. . Ktoś musi robić robotę. I gładząc dłonią kolano. Wreszcie odezwał się: . Odbudujemy.Ale do rzeczy. Tylko gdzie tu o tym myśleć? Ani papieru. Dobre miejsce. Pieniądze są. . Trzeba działać. nie mogą tak stać. z której zacząć strony. gość na łóżku. Tu miasto się pali. Choćby na powielaczu. byle im dobrze zapłacić. Jest tak. Miasto. . Poszli do Abrahama na piwo. Martyniak przysunął się do niego z krzesłem. Nie daliśmy się Niemcom. Ale ja zostanę i wy zostaniecie. panie redaktorze. cóż miasto. .Sam pan mówi. powiedział: . Ostrożnie wybadywał tamtego: .

Nie miał już respektu dla jego energii. Wiem. a może gdzie indziej. Przerwała kopanie.Wy Martyniak jesteście potrzebni. Znów powracało wszystko z tych lat.Nie żadne konspiracje. do Teofila. w jednej willi pięćdziesiąt osób. aby adres powtórzył. to jakby ten przyszedł. Że ja pewnie tam pojadę.To ja się rozglądnę. to dam znać. .E. A jak będzie miejsce na drukarnię. Kraj was dziś potrzebuje. że tak długo był w jego mocy. taki z Warszawy.Znowu te wasze konspiracje. Zosia powie. Przyglądał się Borkowskiemu. to nic dobrego tu dla was. . Dziwił się.Jak najprędzej. Widział go teraz inaczej niż wtedy. Kiedy odprowadził go i zamknął za nim furtkę. Szpilki nie wsadzić.Ona nie dopuści. Chciałby wstać i splunąć. panie redaktorze? Już zaraz? . Jak wyjadę. podszedł do bratowej. Bo jak będzie tu przyłaził. Składaliście przysięgę.To kiedy to pismo. że wyszedłem z domu i Niemcy zabrali mnie w łapance. Tam gdzie Polutek. że zgodzicie się. tacy jak on. . Może tu. Zapytał: . Gdzie pana redaktora szukać? Borkowski powiedział mu adres i dawnym zwyczajem zażądał. Mało wam nieszczęścia. Tam gdzie mieszkam.Co to za jeden? Czego chciał? . niemożliwe. Martyniak prowadził wzrokiem po nieheblowanych deskach podłogi. Jak co znajdę. . do Częstochowy. Ale co chciałem Zosi powiedzieć. Byliście dobrym żołnierzem. Eech. . znajdzie się drukarnia. Ale siedział spokojnie i słuchał. .

Foce wrócił nagle automatyzm tamtego jego dążenia. a teraz uciekają!” Ciśnięty kamień rozbił mu usta. podjęta dwa dni temu. Wysiłek jego myśli zmierzał do trzymania się w pobliżu Michała. że próba przebicia się do Śródmieścia. w których mrowiła się masa ludzka zgoniona tutaj przez zaciskający się pierścień boju. jestem zbrodniarzem. z podziemi. nie liczyło się teraz. o nieprzytomnych oczach. wstrząsanej pośpiesznym biciem pulsu w skroniach. rozczochrane. nieszczęścia i chaosu było tak silne. jakby zepsuty zamek znowu wskoczył w swoje łożysko. też dosięgną! ich ten sam tłum. oblizując słony smak. zbierając się nie wiadomo skąd. zarośnięta twarz Michała. przestawała być czymś indywidualnym. nie powiodła się i że otrzymali rozkaz użycia kanałów. “Puśćcie nas. Ale tam. już teraz obojętny na niebezpieczeństwo. co ich dzieliło. kiedy chude kobiety w płasko opadających łachmanach sukien. dosięgnięcie dna. “Zbrodniarze! Mordercy naszych dzieci! Wydali nas na śmierć. Przechodzenie do Śródmieścia kanałami już się rozpoczęło. usunąć z pamięci. Zostali wyznaczeni na barykadę od północy. Trząsł się w gorączce. wszystko było równe w ohydzie. Dowiedzieli się. co się zdarzyło. że czuł je jak mdłości. Nie zasłonił się ręką. ocierał je niezgrabnie. To. po co? Ale stał przy Michale. tylko Katarzyna trwała niezmienna. wlokąc się za Michałem.powtarzał i było w tym coś jak pociecha. Jakby z daleka dochodził go głos Michała: “Cierpliwości. na których się znaleźli. aby zatrzeć to. tym nie dotknięta. Byle nie stracić go z oczu. jestem” . poza tym był tylko lekko ranny: kula zdarła mu płat skóry z ramienia. były rzędami poobtłukiwanych ruin. i tylko ona mogła mu dopomóc. Dlaczego tu musiał być. że odtąd należy robić co można. że to było straszne. przyjdzie na was kolej. podarta bluza były jedynym punktem. wśród detonacji i wzlatujących brył kamienia. pozwólcie przejść do Niemców” - . niosąc dzieci. Wszyscy nie mogą wyjść równocześnie”.XX Foka widział gmatwaninę spiętrzonej urwiskami pustyni. krople potu na jego czole. wygrażały im pięściami. Poczucie bezsensu. Jestem. kiedy drugi kamień przelatywał koło jego głowy. Ulice. wiedział tylko. Nie przedstawiał sobie tego. “Tak. Ciągnąc powiązane sznurami toboły. zmięte gromady powiewały białymi płachtami. którego można było się uczepić.

inni. nie pytać pozwolenia!” Dowódca. Znów upłynęły godziny. Otworzywszy oczy. co robię”. to czy broniąc tamtych. jęki. Słyszał przez sen detonacje. nie było tu już nigdzie wody. spał stojąc. posłuszeństwo matce. mamo”. ręce podnosiły kawały gruzu: “Rozbierać barykadę!” . Już byli przy nich. że Michał trzyma za rękę kobietę w hełmie. należało bronić za wszelką cenę. przestraszeni. obcy przedmiot w ustach. jej wola. sten drgał w jego rękach i razem z tym: “Niech będzie. “Niemcy idą!” . Michał szarpnął go: “Uwaga. jakby pochodził nie z jego ust. stała w . szpakowaty oficer. nas zostawią! Nie słuchać ich. Gniew ich matki. Na stanowiska przychodzili jacyś nowi. powiedział: “Chodź. który pertraktował z dowódcą. głów. że stąd się wydostanę?” Dopiero po wielu godzinach Michał. brudni. “Niemcy wlewają palącą się benzynę do kanałów”. niech się dopełni. odpychali obrońców.wznosiły się głosy. strzelił w powietrze. machał pistoletem. nie mogli przejść”. nasza kolej”. Z pasją zdzierali płyty. krzyk komendy: “Ognia! Po nich!” Michał złożył się. przerzucanych worów. oparł się o mur. niszczycieli! Na nich. Foka usłyszał: “Ognia”. pas dawnej opalenizny. zobaczył. Dajcie wyjść z piekła”. rzucali je daleko. huczenie głosów. Młody chłopak w podartej marynarce ściśniętej skórzanym pasem stał pod barykadą. w którym gromadzili się czekający na przejście. czy własnej nadziei. Więc znalazł żonę. co teraz wychodzą. język Foki był zaschnięty jak sztywny. nawoływanie. milczący. Młodzi żołnierze rozbiegali się na boki. Biegł już za Michałem na barykadę. Teraz może się uda”. Drobna dziewczyna w mokrym kombinezonie. Zagłuszyli go: “Oni uciekną do swoich kanałów. opamiętajcie się. wpuścicie Niemców”. Kobiety. zacisnął cyngiel. cios z ręki matki. furie. Dowódca powiedział: “O Jezu”. Grupka Michała ruszyła. Próbował przemawiać: “Ludzie. zbrodniarz. i zaraz.usłyszał Foka stojący przy Michale i dowódcy. pas białej skóry. która była pokryta warstwą błota. jak oni ponurzy. białych płacht. Na schodach domu. Ktoś mówił przy nim: “Znów nasi wrócili. Tam za nimi były włazy kanałów. przeskakując trzepoczące się ramiona kobiety.krzyknął jakiś męski głos. z twarzą. Strzelał zapamiętale i ta myśl: “Jeżeli teraz zginę. “Dosyć mieliście naszej męki. co robicie. idziemy. kłamców. dźwięk zniknął we wrzasku i zgiełku kanonady. Na szczycie barykady kłębowisko rąk. skądś skowyt małej dziewczynki: “Mamo.

spowoduje swoją śmierć i wszystkich”. Odbywało się to wolno. już dosięgał włazu. To było związane z miejscem. stęknięcia. ale znów musieli ustąpić miejsca innym. chaos rwącego się świata. Rów idący od domu przez ulicę ku włazowi był niegłęboki. Bertranda. ucięcie zgiełku. Rów jest obłożony płytami”. było to jak odkrycie nieznanego wymiaru. zanurzali się w labirynt pod powierzchnią miasta. rzuciła go i przydeptała. zaciągnęła się raz. Kosmyki jej czarnych kręcących się włosów lepiły się do czoła. z dołu Michał wołał: “Nie stawaj na palce”. tam w Śródmieściu był on inny. pozwól nam przejść”. Joannę. “Co? Żadnego gadania. że nie. Pułap był niski. chłodziła ciało. drugi pomagał mu. drugi. i nagle półmrok. jasny krąg włazu malał. milczącej puszczy. . Opuszczał się po klamrach. Michał wypychał żonę. “Ja prowadzę. ktoś modlił się głośno. ciężkie oddechy. jego czyste ubranie zamknięte w szafie. Kto będzie mówił głośno. Daleko w tunelu latarka przewodniczki. Jeden chłopak czołgał się teraz na wznak. Mijali wyloty korytarzy. Stanęli nad Gdulą. wlokąc rannego. Paprał się w żółtej glinie rowu. Słońce. że nie zdobędzie się na to. usłyszał w sobie pytanie Foka i wiedział. Wreszcie zaczął się powolny marsz. jej refleks oświetlał słabo wilgotne ściany i postacie ludzi z pochylonymi głowami. Ciągną rannego. metr za metrem. idąc na czworakach i unosząc rannego za pas. Nie tłoczyć się. że on. Musi być absolutna cisza. Gdula by i tak nie przeżył. “Najświętsza Panno. Nie. które chroniły przechodzących. “Niemcy są przy dalszych włazach. zderzenia się biegły odbite przytłumionym echem. Wychodzić pojedynczo. w bezpieczeństwo. tutaj.wyrwie prowadzącej na ulicę. Na piersi miała elektryczną latarkę. Szybko”. Więc jeszcze dodaję do tego usprawiedliwienie? “Michał” . Powoli oczy oswajały się z ciemnością. Był w tym strach nieznanego. w uszach dzwoniła cisza. jak strach podróżnych w czarnej. dawne życie niesplamione. Ktoś trzymał świecę. zostawił Gdulę. nie można się było wyprostować. bo ucieczka stąd była ucieczką od okropności w nim samym. Michał wysunął naprzód żonę. Chlupotanie. Już przygotowywali się. Kule grzechotały o poszczerbione płyty. trzask.powiedział spieczonymi ustami. Woda pluskająca na dnie przemoczyła nogi. Czołgać się szybko. “Czy nie lepiej wyprostować się tam i żeby wszystko się skończyło?”. w głąb. nie wiedzą. puścili mu serię w te rozorane plecy. Wyjęła papierosa i zapaliwszy.

Ten zapach. potykały o miękkie przedmioty pod powierzchnią strumienia . albo wyłaniali się na ulicy zajętej przez Niemców.trupy tych. nogi ślizgały się. na przodzie. którzy próbowali przedostać się tędy i po dobie błądzenia wracali w to samo miejsce. Podaj dalej”. czy to nie zapach benzyny? Kark zgięty bolał. Stali nieruchomo. czy porzucone pakunki? Wszystko zależało od przewodniczki. Uderzył się gwałtownie o plecy Michała. poruszające się światełko znaczyło tam. Wątłe. jej obecność. z którego wyszli.Wszystkie opowieści o tych. Czekać kolejki. Przebiegać pod włazem po dwóch. . co tu padli. Latarka na przedzie zgasła. Usłyszał szept: “Nad nami Niemcy.

To było co innego.rosyjscy korespondenci wojenni. Teraz słuchali uważnie. Prawie każda twarz przywoływała mu wspomnienia dawnej. Mówił o niezwyciężonej Czerwonej Armii. Zrobiono go teraz ministrem. Tak wiele od niego zależało. że mieli tutaj lód. do jej lewego skrzydła. stał się wojującym ateistą.XXI Karafki z wódką między czerwonymi i białymi kwiatami georginii były pokryte rosą. Ton Pekielskiego był podniosły. Następnie wstał Baruga. w Lublinie. Również wytarte marynarki czy kurtki robotnicze zapięte pod szyją redukowały ich. marszcząc brwi. czujni. ale częściej zatarcie wyróżniających się cech. czym byli: tymi. Baruga nie był Pekielskim. która przyniosła wyzwolenie. przedwojennej epoki. jak należało. należał do partii socjalistycznej. klaskano pobłażliwie. zwracając się ku rosyjskim gościom. kiedyś pielęgnowanych. Jak przedwojenne wiersze i obrazy traciły swój charakter. i o wiecznym odtąd sojuszu dwóch narodów. goście . rzucający niepewne spojrzenia ku miejscu w podkowie stołów. którym udało się przetrwać. zrzucił sutannę. Balansował zręcznie pomiędzy sprzecznymi wymaganiami. gdzie między Barugą i ministrem Pekielskim siedzieli. Wzniósł toast. bruzdy. starając się przyswoić nowe dla nich sformułowania. jakie stawiała . ukazywały. kadencje podkreślone jak w kazaniu. ukazując teraz swoją przynależność do pewnego pokolenia. barczyści w swoich wojskowych bluzach i epoletach. Trzymali się sztywno. że był kiedyś księdzem. tak twarze ludzi nie chronionych już przywilejem pieniędzy ni uznania przynosiły ze sobą anonimat tłumu. którzy znaleźli się po tej stronie. pewnej klasy. Skryty uśmieszek przewijał się po ustach uczestników bankietu. Piotr sprawdzał na rysach zebranych ślady tych lat: ostrzejszy rysunek podbródka. pito. który zdawał się kiedyś indywidualny. dotykał z upodobaniem białego obrusa. gdyż był to gest politycznie wskazany. w swoim mundurze majora. Minister Pekielski zaczął przemowę. do skromniejszej niż niegdyś roli. oczy były utkwione w talerzu. Baruga zmobilizował na przyjęcie kogo mógł z pisarzy i artystów. Piotr Kwinto dziwił się. pewnego okresu. Łowili w tym jego przeszłość: wiedzieli.

Buniewicz. jak się bawi. Wysuwając szeroką szczękę. bo prąd elektrowni był słaby. Wybrał dobrą taktykę . które paliły się jak zawsze tutaj nierówno.abstrakcyjny malarz . Goście odpowiadali według starszeństwa wojskowego stopnia. “Gdyby nienawiść miała czarną barwę .mentalność słabo przygotowanej publiczności i mentalność Rosjan. korespondent moskiewskiego czasopisma. Teraz. Stopniowo zainteresowanie słabło.należał dawniej raczej do prawicy. Dla drugich wspomnienia o bohaterstwie sowieckich żołnierzy. Kelnerzy w . Wszyscy zerwali się. zapijał śmiech małymi haustami wódki. Goście skończyli. wyliczał zwycięstwa Czerwonej Armii i każdy ustęp kończył jak refrenem: “My moguczy”. wznosił się pod żarówki. mówcy teraz długo musieli dzwonić. jąkając się (decyzja musiała go dużo kosztować). opowiadano dowcipy. Ale nie. suwerenności narodu i “łagodnej rewolucji”. Piotr pamiętał. Schwycił rozbawione spojrzenie Juliana Halperna. Zdaje się im. zaczął się gwar rozmów. bijąc pięścią w stół. że mówca . Kto będzie następny? Szukali nawzajem po sobie i każdy nowy. W połowie przemówienia przeszedł na rosyjski. dym papierosów gęstniał.pomyślał klaskając Piotr . który siedział obok Piotra. nikło napięcie.ta sala byłaby zalana nią jak atramentem”. Obracali szyje w tym kierunku.przestrach i troska. że każdy musi powiedzieć coś oryginalnego”. wypowiadający kilka zdań zdławionym głosem budził poruszenie i pomrukiem wygłaszane komentarze.oceniał Piotr. nie będzie mi to poczytane za złe? Piotr starał się zauważyć. “Jeszcze nie mają wprawy. że największy naród słowiański będzie zbawcą świata. klaskali stojąc. Tak się męczą. wyskakujący nad rzędy głów. Zakończył toastem na cześć generalissimusa Stalina. Dla pierwszych miał słowa o demokraci. dzięki któremu sprawdziły się proroctwa. czy Baruga daje poznać po sobie. Pierwszy był pułkownik. Toast. Przypominać o sile jest tu najbardziej skuteczne. Ale już ktoś zadzwonił widelcem w kieliszek. I skutki były widoczne na twarzach słuchaczy . gorliwe oklaski. czekając na ciszę. W każdym z obecnych toczyła się już oczywiście walka: czy powinienem zabrać głos i czy jeżeli tego nie zrobię. rozgrzane alkoholem głowy pochylały się ku sąsiadom. nie było w nim nic prócz dobrotliwej jowialności. zapewniał o oddaniu artystów sprawie reform i rewolucji. Było to coś w rodzaju totalizatora. nazywany popularnie Bunio. czerwieniąc się.

już się odciął. Rozmawiali chwilę po rosyjsku i Korpanow dotknął palcem książki. Fałsz. Siedział ze spuszczoną głową. przygotowywał tekę plansz o okrucieństwach hitlerowskich i robił dla niej szkice na terenie obozu koncentracyjnego w Majdanku. Ten nie był gościem. zamyślony. Pożegnał się zaraz. co malował. której kolor zlewał się z kolorem zarostu nad górną wargą. nasz łaciński alfabet to nic ciekawego dla was. udawał. Nasze wiersze. zawsze z tym samym wyrazem nieobecności. jakby chciał książkę mocniej przycisnąć ramieniem. upiory więźniów w pasiakach. Postępowanie tych ludzi było . w Rosji. które zważywszy na ilość wojska w mieście i trudności aprowizacyjne. krokodyle łzy? Piotr pamiętał Ural. były silne. co myślał. starając się zagłuszyć obrzydzenie. Pił jak inni. Służalczość ich ruchów źle maskowała lekceważenie. miało ostre. Rosjan. że go zranił. jak sądził. Kilka dni temu spotkał Korpanowa na ulicy. Zachował się wobec Korpanowa tak samo jak tamta dama wobec niego. te same reakcje. stosy nagich trupów w sinym. chorobliwe barwy . Widział gorzki i smutny uśmiech tamtego i zrozumiał. Ale zbyt. Zostało to zapłacone. patrząc na niego. czuł się winien. od których.białych kitlach nie pierwszej czystości roznosili mięsne potrawy. że pije. to nic ciekawego. Więzy pomiędzy nim a tymi. od której pożyczył książkę. aby nie odgadywać z malarstwa Korpanowa jego dążeń idących zawiłą drogą. Piotr wiedział. Wojskowa bluza z oznakami lejtnanta Czerwonej Armii nie mogła zmienić jego nieodwołalnie cywilnego wyglądu. Wiersze”. Korpanow otworzył książkę. którą Piotr trzymał pod pachą. “Ładnie wydane”. że to już nie da się naprawić. czy ma do niego prawo. jak mu się zdawało. które było zamącone przez wątpliwość. Przebywał w mieście od kilku tygodni. wstawał. rozumiał mechanizm życia tam. Powiedział: “E. Odchodząc. I zaraz podał tom Korpanowowi. Był to nieduży człowiek o ziemistej twarzy. jaką miał przeszłość? To. “Co to jest? Czy można zobaczyć?” Piotr zrobił ruch. Kompromis między dążnością do ekspresji i fotograficznym stylem sowieckich ilustracji. Piotr. Kim był Korpanow? Któż może wiedzieć. Piotr miał przed sobą Korpanowa. obejrzał z upodobaniem fachowca. Przypomniał sobie pierwsze po latach spotkanie z właścicielką domu. żółtym i zielonym oświetleniu.gestapowcy z pejczami. klaskał. były czymś widywanym tutaj rzadko. nie mieszajcie się do naszych spraw.

jaką czuł w sobie samym. 8 “Nasze miasto” . on wobec Korpanowa. tym więcej nienawidzili. W trakcie pobytu na placówkach dyplomatycznych w Stanach Zjednoczonych Miłosz poznał Wildera osobiście. że im się udało?” “Naturalnie. co się zdarzyło innym. patrząc na wielką pięść pułkownika. we Lwowie.8. w piżamie. a nie zdarzyło się? .. Tu i ówdzie zaczynano opowieści na ulubiony temat .. Karol. że jest Żydówką”.Czy śmiejąc się. przyjęciem. Mogła mieszkać spokojnie. “Za jego zdrowie”. “Zdaje się. papiery miała murowane. z powierzchowności nikt by nie zgadł. Jeżeli tak myślę. że siła jest dla mnie realna? Razem z tym coś jak mdłości od zapachu nieświeżego mięsa. którym mogłoby się zdarzyć to. Jednak czy naprawdę uzasadniona była ta nienawiść. ubrał się i zeszedł na dół. uciekł na strych.. Nagle Piotr zobaczył ją . akurat weszła Czerwona Armia.poniżające. Nie. spotkaniem. że nienawidząc. To rekord olimpijski. zatruł się grzybami. “Czy naprawdę śmiech jest zawsze znakiem triumfu tych. pochwalali. takie lekceważenie historycznych wydarzeń! Cóż za spryt. Umrzeć z zatrucia grzybami! Taka wzniosłość. które pamięć łączyła ze zdarzeniami. ale przede wszystkim dlatego. że to pułapka.o rodzajach śmierci. posłuszny. dyskutując o dawnych. Grała w sztuce “Nasze miasto” Thorntona Wildera. We wrześniu 1939 roku.. Wtórowały tym opowieściom głośne rechoty.pomyślał.sztuka Thorntona Wildera (1897-1975). czy nie dlatego. czy ktoś mógłby go o to posądzić?” Wychwytywał znane mu nazwiska. smakując. “Zawsze był porządny i pilny” . Już ściągnięte emocją rysy rozpływały się w rozmarzeniu sytości. która dosięgła znajomych i przyjaciół. przedwojennych gatunkach mięsiwa i napitków. pierwszą nagrodę powinien dostać Leon . Zarumienione twarze pochylały się nad talerzami. z 1938 roku (polska inscenizacja . wyrażają przez to swoją radość. W Oświęcimiu żył trzy miesiące”. Roman jak stał. amerykańskiego powieściopisarza i dramaturga. z tym a tym dniem. i pochwalając. kiedy opuszczała się na stół przy słowach “My moguczy”? Skąd bierze się ta pogarda wobec Rosjan? Uczucia narodowe? Ufać im? Ulegać siłom tradycji? Dama wobec niego. “kazali wszystkim mężczyznom ubrać się i wyjść. . Schematyzm emocjonalny trafiający w próżnię. uparła się.śmieli się.było to na parę miesięcy przed wybuchem wojny. tłumaczyłem.słyszał koło siebie. jedli żarłocznie.1939). podległość bezsensownym odruchom. “Mówiłem jej. że ostatnim przedstawieniem widzianym przeze mnie i Jankę w Warszawie było “Nasze miasto” . “Za jego zdrowie”.

umarł. Wykończyli ich gdzieś w Niemczech”. Ona. spontaniczność uczty podszyta rozwagą. że to nie jest jego prawdziwe nazwisko. On jest z tych. stukających o siebie kieliszków.wspomina poeta w “Roku myśliwego” (zapis z 22 listopada 1987). którzy mieli mniej szczęścia niż Piotr? Nie. Więc odtąd zawsze przemilczenie. NKWD. to ja zaraz. Trwało to sekundę. elegancka. co Wolin sądzi. które tańczyły przed Piotrem. “Pieniądze jej się skończyły?” . że to śmiertelna nuda”. kiedy sytuacja dostarczała mu złośliwej uciechy mówią. no. Było to spojrzenie szybkie. które zatrzymały się na nim. ale że ma dosyć tego życia. poczuł przykrość. “Nazywa się Wolin . Pokazuje paszport Hondurasu. Czym był dawniej. nagle trzeźwiejąc. naturalnie”. Właśnie wtedy tamten. przyszły od nich kartki. że jest tu wspólnikiem czegoś. nie wiadomo. Wilder uważał. To może dostanę od was.zapytany Bunio przeciągał z lubością półgłosem. przyszła do mnie. że powinienem zostać w Ameryce i obiecywał urządzić nas na farmie. dostają czekoladę . co wyjechali z pierwszą partią.. . a nawet przyjaźń cenionego przeze mnie pisarza miała dla mnie dużą wagę. Przychodzę do niego ktoś obok opowiadał i pokazuję zapotrzebowanie do kasy państwa. Podobno bił się w Hiszpanii. języki rozwiązujące się do ustalonych obawą granic? Wiedzieli wiele i tak wiedząc.trząsł się aktor Karcz. nie trzeba. że Julian jest zajęty rozmową z mężczyzną w kurtce wojskowej bez oznak. że ocenia to jako jedną szansę na sto. Zaraz. nowa torebka. zakażenie krwi”. Pomaga organizować Urząd Bezpieczeństwa. powiada. izolowane od otoczenia. miały w sobie chłód górskiego szczytu. I wyjmuje z kieszeni wypchany Wildera i teraz życzliwość.. Wśród rozciągniętych w śmiechu ust. jakby zgadując. w Vittel. o nich wspominać nie należało. Zgłosiła się. Ale o tych wszystkich. sine oczy. Umówiłem się z nim na wódkę. “Z Oświęcimia zabrali ją do Ravensbruck”. “Nie był wcale w getcie. gdzie mógłbym spokojnie pisać” . bo zaciął się żyletką.Amerykański podlotek z zadartym nosem jedzący lody. przytomne. że rozmawiają o nim. żebym mógł podjąć w kasie? Nie.. buty ze świńskiej skóry. zachowywali się jak uczestnicy spisku. co znikli bez śladu tam.“Bzdura.. są już we Francji. miała pieniądze. że głupia. “. że ci. spojrzał w ich stronę.. podpis. Widział. Nuda. nie ma jeszcze żadnej kasy. utajona cenzura działająca nawet w stanie opilstwa.Ja jej. co będą robić porządek. jak zawsze.cze-ko-la-dę! . że nie. .. gestykulujących rąk. ministrze. “Powiada mi. Tu kasa.

Spostrzegł. co się teraz działo w Warszawie. Bunio garbił się z wyrazem smutku. Tarł twarz pokrytą ciemnymi plamami i pił wódkę ze szklanki od sodowej wody. Wstawali od stołu. Wolin przebiegł oczami po nich i już znów tłumaczył coś Julianowi. . Jedyna rzecz. gapił . za to. Teraz to się powtarza. Śmiech Bunia z absurdu świata miał w sobie odcień zadowolenia z potwierdzanej ciągle na nowo tezy. ktoś kłócił się z kelnerem. Rozmawiano o wróżbach. ale czasem na odwrót. Kogoś wyprowadzano. jak świat światem. siedział teraz milczący.Powiedziała tylko jedno zdanie: “Do osiemdziesiątego roku życia będzie pan jadał w dobrych restauracjach”. Na przykład Tadeusz. Dokoła chwalono nawzajem swoje wiersze i książki. ważąc w dłoni zapalniczkę. “Józiu. Korpanow. I będę pisać dla każdego. kto zapłaci. gadając. że przez cały czas przyjęcia myślał o tym. Będą wić się i grać grę. Na zaplamionych kawą obrusach wokoło przepełnionych popielniczek walały się niedopałki. Przysunął się do Piotra i powiedział niespodziewanie: “Ty widziałeś już to wszystko. ja jestem uczciwy. Tak było zawsze. to on w kółko to samo . Ja nie kłamię. oddawali się hałaśliwej wesołości.nie boi się gestapo. Rozwalili dokładnie trzydziestego. w pustej ulicy. i że gniotące go obrzydliwe niedomówienie z tym właśnie było związane. Pijaństwo wchodziło w fazę uścisków i serdeczności. “Mnie wróżka nic nie chciała powiedzieć.portfel. melancholijny. Wróżka pomyliła linie miłości i śmierci”. wróżka przepowiedziała trzydziestego maja jego ślub. Wierzaj mi. “Ależ to jest najlepsza powieść ostatnich dwudziestu lat!” “Zawsze mówiłem. Grupki wychodzących nikły. Uświadomił sobie. stąpając niepewnie. że obok niego Korpanow sam. to zabawnie pisać. prosit”. Ha! Ha!” Przechylając się w tył. Reszta to załganie”. Aresztowali go trzynastego maja. “To się sprawdza. Ostrzegaliśmy go. z rękami w kieszeniach. chwiejąc się na nogach. jego styl to próchno”.” Gajewicz kiwał głową z aprobatą. “Piję zdrowie najwybitniejszego poety naszych czasów”. żądając jeszcze alkoholu. żeśmy przeżyli. oparł się o framugę. Kasa państwa w portfelu. którą umiem. że poza nami kilkoma literatura nie istnieje!” “Jak możesz porównywać siebie z Tomaszem. Powietrze przejrzystej nocy odurzyło Piotra. który poprzednio rozmawiał z sąsiadem o Goi. z pisarzami.

Powiedział do niego: .odpowiedział Korpanow.Człowiek na nich zapomina o tym.się na gwiazdy. I stosując wyuczony sposób ograniczonej prawdomówności. . uzupełnił wytłumaczeniem: .Nie lubię bankietów. . że ciągle jeszcze jest wojna.Uhu .

dostali się na dach. praca. Obiektywnie? Dał jej. i dla takich jak ona uniwersytety. wszelkie rodzaje śmierci stawały się ich udziałem i zginęli. przynajmniej gdy chodzi o obecną wojnę. słuchając opowieści o greckich herosach i . mała. Tak oto. na jego kolanach. wieszając się przy pomocy rzemieni od łóżek. Wszystkie kobiety. jak mogli. czym miało być ich życie. niepokoju wymykającej się prawdy.” Profesor Gil odłożył pióro i siedział nieruchomo. ich myśl. bądź od ciosów. podcinając sobie gardło strzałami. które ku nim padały. jak dziś się mówi. Ale nigdy nie pozna tego. Obiektywnie. jakie mogli znaleźć. którzy schronili się w góry. przez większą część nocy. dyscyplina. Wszyscy oni: referaty. córki dozorcy. czerwony krawat. jedna z tysięcy chłopców i dziewcząt. co znaczy słowo “stoicki”. pochody ze sztandarami i z portretami wodzów. która jest jak dotyk nieprzetłumaczalny na słowo. Taki był los. ale widywał ją rzadko. kiedy decydował się kształt tego. ale w istocie broniąc tej dziewczynie dostępu do uniwersytetu: gdyby nie nowy system. albo przy pomocy sznurów sporządzonych z ich ubrania. przez który obrzucili tych we wnętrzu strzałami i pociskami. Mieszkała z koleżanką przez ścianę. przyszłość. która okryła tę straszliwą scenę. Potrzebne jej to było do referatu. Nieszczęśliwi chronili się. W mechanizmie społecznym za wszystko się płaci: dla niej. które schwytano w twierdzy. Z nadejściem dnia Korkirejczycy załadowali ich trupy na wozy i wywieźli je poza miasto. wiele lat. których dzieciństwo upłynęło w latach wojny. broniła. Przyszła. kiedy siedziała. Lata minęły.Część II “Korkirejczycy wyrzekli się zamiaru wyważenia drzwi. poważna. Ta godna uwagi rewolucja dobiegła końca. Ta dziewczyna. że Joanna nie chciała bronić złego porządku. wycięli w stropie otwór. córce dozorcy byłoby może równie trudno wydostać się na powierzchnię jak kiedyś jemu. ona. żeby zapytać. oddano w niewolę. Jej biała bluzka. co on sam znał kiedyś w młodości. I nic nie znaczy. zgotowany przez partię ludową Korkirejczykom. wielu z nich zadało sobie śmierć własną ręką. walcząc przeciwko hitlerowcom. co mógł dać. zebrania. bądź z własnej ręki. ale nie zniknęła pamięć jej ręki oplatającej mu szyję. Joanna umarła. które na nich padały z góry.

półbogach. że w jego imię pokolenia będą maszerować w karnych kohortach. mały. Nie zrozumiałaby go. Za czterysta. Ale temu dziewczątku nie umiałby już nic wytłumaczyć. I teraz. zmienił je bieg Heraklitowej rzeki. ale ostrożnie. Wychował ją do nieustającego zainteresowania sprawami ludzi i tą nieznaną przyszłością. o wiedzy. jej studia. Dana mu była nagroda szczęścia miłości między ojcem i córką. za pięćset lat uśmiech politowania będzie pojawiał się na twarzach tych. niech sobie żyje. brodaty obrazoburca. nieszkodliwy. która odkrywa prawdę absolutną historii. w nocy. nie będzie znana litość. To. że według tej wiedzy siła jest potwierdzeniem najwyższym. Pojęcia umierają. drobny szkielet oddalający się w minione wieki ludzkości. niewzruszalna. którzy będą wymawiali słowo: Weltgeist. iż brak mu szacunku wobec złożoności człowieka. w który wierzyła. gdyby jej mówił. Tak. Miary. przypomniane. jak chciał. Marks. jak ona patrzy na niego: śmieszny. codziennych wzajemnych zwierzeń o pracach i nadziejach. “Ta godna uwagi rewolucja dobiegła końca”. Tukidydes. która nareszcie stała się udziałem ludzkiego gatunku? Wiedza. Nie zrozumiałaby też. który być może winien nazywać się pobożność. tyle razy. co posiedli siłę. na pograniczu snu i jawy. Gdyby wtedy. przekonywane przez tych. jest dlatego światem okrutnym. wiedział. czyż mógł przypuścić. Dał jej poczucie tajemniczości świata i tajemniczości historii. tym razem . wysłał ją. jak kiedyś w zmierzchającej Grecji. dlatego że wsparta siłą. odsunięty profesor. reakcjonista. jego intencja. widział. na długo. co stanowiło teraz podstawę wychowania: wiarę w naukę. w obliczu których jedynie ważny jest akt. niszczyciel absolutnych prawd. jak rozpada się w ziemi materia ciała Joanny. szacunku. Uczył ją chwiejności i zmienności ludzkich miar. że nowy świat. wróci nieprędko. wielbiciel Ajschylosa. rzucana na nieprzewidziany osąd potomnych. można z niej korzystać. nie rozumie nic z wielkości nowej epoki. do Szwajcarii. jej pomoc w jego zatrudnieniach. ale zanim to nastąpi. żadnej innej drogi dokonania niż poprzez ślepą wiarę. której nie zdobywa się inaczej niż poprzez decyzję każdej chwili. Burżuazyjna mądrość. gdyby podał w wątpliwość to. w Joannie. a kiedy są na nowo podjęte. nie są już tym samym. nie zdarzyłoby się to. Ale łączyło ich zbyt wiele. co było w nim. koło bez wyjścia genialnego Hegla. już inne. Mając przed sobą dziewczynę w białej bluzce i czerwonym krawacie. przed wojną.

W pierwszych latach po wojnie. Jego koledzy z uniwersytetu jeden po drugim proklamowali swój akces do zasad marksizmu-leninizmu-stalinizmu. dobre czasy i czekali przyjścia Amerykanów. kiedyś. ułatwiając stopniowe. Żałosna głupota tych ludzi. gdzie wydziedziczeni wspominali dawne. Skłaniała ich do tego nie tylko troska o utrzymanie katedr. w ich sercach . Jego i tych. którzy byli odpowiedzialni za porządek rzeczy w kraju przed wojną. co począć z rękami. narzucony przez tych. bezbolesne przejście.we własnych oczach spadnięcia w otchłań. jeżeli byli oporni. Zresztą pomagano im w tym. Przestał utrzymywać stosunki. Później był ich: profesor. A teraz w dodatku jeden z opornych. nie wiedzący. można było tylko w jeden sposób . byli szczęśliwi? Odbierać im pewność. . Nie mogli znieść pogardy. jego użyteczność. których nigdy się nie zapomina: syn galicyjskiego chłopa. Nad ciastkami i filiżankami kawy szeptano z gorączkowymi wypiekami ostatnie wiadomości z zagranicznego radia i opowiadano o bolszewickim rządzie złośliwe dowcipy. Nie liczyły się niuanse. skąd wygnano niemiecką ludność. Dziewczyna w białej bluzce i czerwonym krawacie była mu bliższa niż ci. które śpią.przybraną w naukowe ozdoby. zaczynali ją okazywać sobie samym. przepychający się przez uniwersytet mocą swego zdrowia i uporu. nie umiejący się zachować. nie bywał nigdzie. byli zdeterminowani klasowo? Uniknąć hańbiącego . Nie tylko to: termin “mentalność drobnomieszczańska” obejmował przecie wszystkich. Ale związek z nimi trwał. Stowarzyszyć się z nimi znaczyło podtrzymywać fikcję przynależności do tego środowiska. co rządzili: można było być tylko za albo przeciwko. co było dla niego wstrętne. nieświadome siebie samych. to czy nie dlatego że nie wyznając sobie. za wszystko. Jeżeli ci wszyscy młodzi. Od podobnych im. kiedy nie umiał jeszcze znieść samotności. była dla niego wyrzutem sumienia: oto ci. Wracająca potrzeba fanatyzmu. którzy jak on zamieszkali w tym zrujnowanym mieście.jakież prawo? Trudna do zniesienia była pogarda. odwiedzał znajomych. tacy jak ta dziewczyna. tej warstwy skazanej na zagładę. w młodości. Pogardzano takimi jak on i musiał to akceptować. doznał upokorzeń. którzy nie okazywali całkowitej aprobaty. których uważał za swoich wrogów. budzić burze.przyjmując całkowicie ortodoksję.

Za oknem zegar na poszczerbionej gotyckiej wieży wybijał godzinę. zadawał sobie pytanie: czy była w tym jego decyzja i czy naprawdę liczył się z odebraniem mu katedry czy też zapomniał o takiej możliwości. którą wciąż gasi wiatr. według niego. jak nikłe jest i zarazem jak wspaniałe jej światełko. Umotywowano to nie tyle wiekiem . to było poza tym. Jeżeli. był słaby i myślał. że dla niego również to było kwestią dni. . za co płaci się najwyższą cenę. Ale nie można było jej znaleźć. Później stąd wyruszył na poszukiwanie Joanny i wrócił w te zrujnowane ulice. zmienia się bez ustanku i że przeszłość. stawiając wielkie kroki. Przeszłość Grecji była wskrzeszana wciąż inaczej i za każdym razem służyła do wsparcia tez dyktowanych przez namiętność historyków. Ale tyfus go oszczędził. która tu oblegała Niemców. na ile niebezpieczeństw jest narażone poszukiwanie prawdy. która zawsze tutaj.ile przejściem przez obóz koncentracyjny i potrzebą odpoczynku. Decyzje? Rozwinęło się to przecie automatycznie. to czyż kiedy powstanie nowe społeczeństwo i zniknie potrzeba walki. rozsypującej się cegły. nie bardzo wiedząc czemu. nie musi ukazać się oczom ludzkim nie przeczuwany jeszcze obraz zjawisk? Usunięcie go z katedry odbyło się grzecznie. prawda jest narzędziem klasowej walki. o czym był przekonany: że perspektywa. których skręcone końce wyłaniały się z ziemi. mówił. Dlatego że trzeba było dokądś wrócić. Nie cofał się przed mówieniem o Marksie. do którego wywieźli ich z Warszawy. koło tego miasta umarła mu żona. Cały jego środek był dotychczas plątawiskiem ruin. jak biedne upiory Hadesu. Tu. Przyjął to wtedy prawie obojętnie. zardzewiałych żelaznych sztang. Chodził na spacery nad brzeg kanałów. miała te same barwy: chorowitej trawy. zaraz po wyjściu z obozu. biorąc zbyt poważnie okres przejściowego liberalizmu? Znaleźć odpowiedź było ważne.z którymi przed wojną wymieniał uprzejmości i uściski rąk. w pustce. Nie lubił tego miasta. płomień świecy. Starał się przekazać studentom. na wiosnę czy jesienią. A jednak nie. w jakiej widzi się wypadki historyczne. jak ciągle od tamtej chwili. spalone zostało w 1945 roku przez Czerwoną Armię. Oto marzenie spełnione: uniwersytety otwarte dla chłopskiej i robotniczej młodzieży. odżywa na chwilę. Wykładając.pięćdziesiąt osiem lat to było za mało . tylko kiedy jest karmiona krwią współczesnych. Teraz znów.

starali się zniszczyć jak najwięcej fałszu stojącego na drodze do poznania . zatruwały wewnętrznie. mniejsza o to. I oni. ciągłe spędzanie myślowego płodu. cofał się. które się nie rodziły. Ale on. próbując zostać. ale życia. którzy. pierwotnemu celowi ich wyprawy. czy nie chciał. kto chciał iść naprzód. Nie idzie się bezkarnie przeciwko rytmowi otoczenia. mieli rację: kto był przeciwko nim.” Aż do Elby . wiosny tych lat były leniwe i bezsłoneczne. Czy pozostał przez to wierny Joannie? Jej śmierć była fizyczna. Było to zatrzymanie w punkcie czasu. przez swój wybór. i tymi. Granice pomiędzy zwolennikami względności moralnych i intelektualnych ocen. aby mieć rację. Obciągnął swój sweter i spostrzegł. których uważał za hańbę dwudziestego wieku. Izolacja. że znów zapomniał poprosić o nici i przyszyć guzik. kim był.były przez rządzących celowo zatarte. słowa. wiedział to. że kiedyś spotka go taka porażka. zniszczona. Taka.“Podrywanie wiary w zdolność poznawczą rozumu ludzkiego. Być oddzielonym od tych dziewcząt i chłopców w czerwonych krawatach znaczyło być oddzielonym od życia. jak on. była diagnoza jego choroby. rzec to można. Wziął pióro: “Partia arystokratyczna została. stworzywszy takie warunki. musiał ich religię przyjąć. Szerzenie burżuazyjnego agnostycyzmu i obiektywizmu”. nie spodziewał się. już go kształtowała. nie zostawał. czy chciał. pełen woli walczenia o postęp. Ale własna szlachetność była wątpliwa. jakiego. Wtedy kiedy wyszedł z rodzinnej wioski do miasta. Ateńczycy zwrócili żagle ku Sycylii. Poczuł chłód. kim był.

wódkę. Przedmieście Praga było takie. jakim je znał przed wojną. która poruszała się powoli. jeepy. w narciarskich butach. Piotr zabawiał się obserwowaniem tego. Brudne czynszowe domy. cywilni obdarci mężczyźni z workami. ręczne wózki. znów przystawała. wykrzywione ze starości baraki. riksze. w wypchanych obfitymi piersiami bluzach. samochodowe opony.I Dopiero w kwietniu Piotr Kwinto przyjechał jeepem do Warszawy. znów ruszała tylko na chwilę. Rybitwy ze skwirem krążyły nad mokrymi . konserwy. Dosięgli teraz rzeki. popalone książki . opona toczyła się na niego: grał z wysiłkiem woli cyrkową groteskę nieudanej kradzieży. wiatr swobodnej przestrzeni. kalesony. filary zwalonych mostów. Żołnierz sowiecki gramolił się na platformę. co działo się przed nimi: widział tył ciężarowej platformy. na której leżało kilkanaście opon. Jej główna ulica zmieniła się w bazar i koczowisko. przewracał się na oponę. wojskowe ciężarówki. pordzewiałe samochody służące dawniej za taksówki. Ciężarówki zatrzymywały się przy chodnikach i gromady chłopców. Ulica wiodąca ku miastu była zapchana kolumną pojazdów. zdawało się. Tylko przełamane wieże kościoła św. radia. wiatr (zawsze tu wiatr) wzbijający wiry piasku i śmiecia. tylko dwadzieścia od łebka”. wrzaskiem zachęcały przechodniów: “Już odjeżdżamy. ruchy jego były niezgrabne jak na zwolnionym filmie. sprzedawało i kupowało koszule. Przy bramach niektórych domów stały warty: nowy rząd przeniósł swoją siedzibę do stolicy i umieścił swoje dopiero tworzone urzędy w ciasnych mieszkaniach robotniczego przedmieścia. strzępiaste obłoki. tłum: sowieccy piechurzy. między nimi drewniane. Ulica dygotała od wrzawy. spadał. tankiści. kobiety w chustkach. Wiosenne. polscy żołnierze . służąc szoferom za zapowiadaczy. regulowały ruch. był jednak zbyt pijany. enkawude. już odjeżdżamy. z plecakami. Szofer Piotra klął. długie proste ulice zabrukowano niechlujnie okrągłymi kamieniami. ręczne harmonie. że będą musieli czekać długie godziny. Ale Praga była inna. Floriana i bryzgi pocisków na niektórych murach przypominały o działaniach wojennych. Sowieckie dziewczyny. Wreszcie znalazł się na górze i próbował stoczyć jedną z opon. Warszawa.wszystko to kłębiło się.bogactwa zebrane z ruin po drugiej stronie rzeki i zagrabione w Niemczech. sztuki materiału.

Ale te też zaledwie istniały. nieudolnie namalowane na płaszczyznach z desek. Piotr mrużył oczy i próbował rozpoznać znane mu dawniej gmachy.łachami. obładowani tobołkami i walizkami na rzemieniach. Długie bruzdy na twarzy kobiety. W piasku stały naprędce sklecone drewniane krzyże. Ich kolor. wypełnione zbitą masą stojących kobiet i mężczyzn. żeby nie upaść . zakręcały. Po drugiej stronie. Słodki zapach trupów. ślizgając się po osypiskach. natrafili na nie rozebrane jeszcze barykady. zaglądając do środka. olbrzymie. zbudowali go sowieccy saperzy.nic. to znów wspinał się na wysokość dawnego drugiego piętra. Ciężarówki. telefonów . bo w istocie odcień był jaśniejszy. wyglądał jak poobgryzany kaczan kukurydzy. Piotr nie bardzo wiedział.skojarzenie bezsensowne. Piesi. stracił dawną swoją wysmukłość. . łzy spadające powoli. Pył cegły zgrzytał w ustach. pracowicie darli się pod górę wśród pojazdów po pochyłej jezdni.wyglądało to na serdeczny uścisk skakały. Ale nie mógł ich odróżnić. przy której Piotr mieszkał przed wojną. chaos ostro osypanych ścian. Ułożą tę wiązkę kości na płachcie. zygzakowata linia ruin. Zostawił jeep i poszedł dalej pieszo. Na miejscu dawnych jezdni wąska ścieżka. płowe włosy nietknięte przez zniszczenie. Przejechali przez drewniany most. Kostka bruku była zerwana. chodził na boki. nie było twarzy. dziur. Usta i nosy mieli przewiązane chustkami. nikły wśród dekoracji rumowisk. Zatrzymał się nad jednym z tych dołów. plam. meblami. Antygona zawsze szuka swego Polinika. gdzie się skierować. nie wiadomo dlaczego. Końskie mięso . trzymając za krawędzie. Kobiety przyklękały na brzegu dołów. którą wydeptali wracający do swoich dawnych siedzib ludzie i ubiły wojskowe samochody. Wiązka szarych szmat. Przez wieki szuka Polinika. Nie było adresów. Przy wyjeździe z mostu z wysokich słupów patrzyły ku nim twarze członków nowego rządu. Tylko czternastopiętrowy budynek przy placu Napoleona wznosił się nad tym pasmem. Zbliżając się do ulicy. ukośnych pęknięć. przypominał mięso. skręcony zarys ciała roztapiającego się w brudną maź i tylko jasne. poniosą. leżał strefami. Parę grupek ludzi zajętych było kopaniem. którzy obejmowali się wzajemnie. nadmiernie obciążony jedyna teraz arteria przez rzekę. chwiał się. rozgrzanych ciepłem wiosny. w zimnym słońcu. Jeep spadał w dół. tylko ulice.

A Gontar? . zaciągał się papierosem. Stojąc pośrodku. W Dachau. “Co oni wszyscy mają? Jakby sami byli spalonymi szkieletami domów”.zapytał Piotr. . Już znów mieszkali tu ludzie. muskularne ręce dotykające desek ze znawstwem i upodobaniem.Ja spod dziesiątego. Spojrzał na Piotra obojętnie.Krajewski? . Podwórze poryte lejami od bomb. . Szedł z blaszanej rury sterczącej nisko ze ściany.Tego drukarza? Wyprowadził się. co tu mieszkali? Czy pan stąd? . Stanął przed swoim domem: zachował się prawie cały.Czy pani wie może.szukała w pamięci. Hełm na jednym z nich.zauważył. ale zabiło. Moja żona lepiej wie. Wiedział. z zapadłych leśnych okolic na pograniczu Prus Wschodnich. Miarowy rytm hebla. co im się przydarzyło. dyskutował to z Piotrem. śliniąc gruby stolarski ołówek i stawiając na papierze tłuste. chodziła tu na posługi. . Heblując. Stary mężczyzna z dużymi wąsami wynurzył się z piwnicy.Co stało się z tymi. Żona jego miała . piłując.A co się stało z Urbańskimi? Piotr lubił przesiadywać w pracowni Urbańskiego.Ja znałam. żeby zagłuszyć uporczywy odór. Mówili. proste krechy. Nie znałem tu. był tylko spalony. jakby był przedmiotem. zwietrzałych skałach błękitne niebo.Idąc. .Znała pani Martyniaka? . Stara patrzyła na Piotra. Gestapo szukało. gadał bez przerwy. ku pustym oknom. Żona i córki tu mieszkały. gapił się w górę. . był taki. śledził ich codzienne sprawy.A. Cisza. wlokąc za sobą jakieś pogięte żelastwo. były to opowieści i bajki z jego rodzinnych stron. że matka jego żyje i jest w jednej z podmiejskich miejscowości. interesował się tym. Spokój zniszczenia. . co się zdarzyło z Krajewskim? Na pierwszym piętrze. że w Anglii. Nie ma ptaków . . Ale nie wrócił po trzydziestym dziewiątym. Wtedy zauważył dym. Ale znał tu wielu. na miejscu dawnego trawnika groby. Kiedy dostał nowy rysunek stołu czy tapczanu. Przez niekształtne otwory w tych podartych. . zapach drzewa. Nie wiadomo. Urbański kochał swoją pracę. która mieściła się w podwórzu na parterze.

na ulicy. Kto to potrafi rozkopać. No i padła tam ciężka bomba.Mówili. rozumiejące. samym krajem rodzinnym? A jednak powinien był przyjechać do Warszawy. stawiała przed nim herbatę. . że przychodził do nich wieczorem. . że słucha i że ma o wszystkim swoje zdanie. Idąc środkiem ulicy. po dniu pracy. To już dawno. Stąd prawie wszyscy uciekli pod szesnasty. myśląc o cierpieniu ludzi konających. Piotr rozpoznał z daleka miejsce. że ten dom niebezpieczny. Na miesiące pracy. Wysokie rumowisko złożone z płatów muru. żywcem zasypało. bystre. świadczące. . siedziała szydełkując. trzy małe córeczki były do niej zupełnie podobne. nie wytrzyma bomby. Wszystko.Co jak wszyscy? Stara pokazała palcem ziemię. Zdjął wojskową czapkę i stał. że oczy Urbańskiej pojawiały mu się nieraz w jego wędrówce. Wieczór w pogodnej rodzinie.włosy koloru lnu i czarne oczy. Kiedy zdarzało się. .Urbański. co jest niszczone. do piwnicy w tym wielkim domu. Ten spokojny blask lampy i ukradkowe spojrzenie milczącej kobiety. i czasem tylko na moment podnosiła oczy. Leżą tam dotychczas. Uświadomił sobie. Umarł w Oświęcimiu. Żona i córki to jak prawie wszyscy tutaj. Wzięli go w czterdziestym w łapance. Słaby. Czy oczy Urbańskiej nie były czasem dla niego znakiem z odległej ojczyzny.

których wydobywał ze zdziczenia wojennych lat i którzy traktowali go jak wielkiego człowieka. wyemigrował. Trzaskały drzwi. jak wszystkim żołnierzom z AK. do Wenezueli? Chwila błędnej decyzji zdolna jest wtrącić w nieszczęście na całe życie. wziął go na rozmowy. że stchórzył. w które obfitowała jego codzienna praca organizatora wydawnictw. nie czekał długo. O kilka metrów za nim stąpał wysoki chłopak w wojskowej automatem przewieszonym przez pierś. Poza tym ci ludzie. Kilka miesięcy temu. A gdyby wtedy przed wojną. Olbrzymiość wydarzeń i fakt. Schody w gmachu. w chwili zwątpienia. echo niosło gwar głosów. były brudne. Trudno było sobie wyobrazić lepszą niż on ochronę. Tacy jak on byli dla Barugi powodem do dumy. Stopniowo. Ustąpił naleganiom przyjaciółki. były upajające. stanowili tak mocne potwierdzenie jego ambicji. ten dzieciak powinien był być przede wszystkim zostawiony w spokoju. kiedy zdawało mu się. ulicą tego miasta. gdzie mieścił się Komitet Centralny. do nowej ludzkości. że się pomylił. tym mniej przyznawać się wobec innych. zniszczonego. Nastroszony i nieufny wobec strasznych bolszewików. Przydał mu się ten chłopiec. Ten sposób był najlepszy. Sekretarz generalny podniósł się zza biurka i zrobił ku niemu parę . Mały przywiązał się do niego wierną. Wciągał w płuca wiosenne powietrze. jeszcze w Lublinie. pokornie skamląc. Umiejętności wychowawcze uważał za niezbędną cechę dobrego komunisty.II Major Baruga pelerynie. które mu groziło. kiedy tamten zaczął zadawać nieśmiałe pytania. Dał mu miejsce do spania w ich domu i pozwolił mu przysłuchiwać się do woli dyskusjom i utarczkom. że idzie tu. że dba o swoje bezpieczeństwo. pokryte plwocinami i resztkami zdeptanych niedopałków. Gdyby tylko starczyło życia na tę nieskończoną niemal ilość zadań. jak chciał. Kim byłby dzisiaj? Wracałby tu. Kiedy powiedział swoje nazwisko osobnikowi. Ale wynajdą coś. ale już odtąd należącego do jutra. że faszyzm zwycięży. którego muskulatura rozsadzała za ciasną czarną marynarką. ocalił go od aresztowania. niemal psią miłością. z szedł ulicą przedmieścia Praga w stronę Baruga Komitetu nie lubił Centralnego Partii. żeby życie ludzkie przedłużyć. przyznawać się przed sobą.

Tak. .mówił Baruga. patrzące intensywnie.Hm. . powiedzmy. Kiwnął głową. sam wyjął papierosa i zamknął ją z trzaskiem. ja dzisiaj przychodzę do was w konkretnej sprawie. przechodzimy namiastkę rosyjskiego 1917 roku. w kraju. . Wy to rozumiecie. Baruga rozpiął kołnierz munduru.Ja zrobiłem wam prasę . Mówiliśmy o sytuacji. nie wymawiając “r”.Co tu gadać. Miał pionową zmarszczkę między brwiami. Ale kiedy ma się przeciwko sobie czołgi. To nonsens. Opierał o kołnierz munduru pofałdowane wole z blizną po operacji tarczycy. jest przeciwny w ogóle jakiejkolwiek taktyce. Jego proletariacka twarz miała na sobie piętno wielkiego zmęczenia. Sapał. bo to partia pa-trio-tycz-na i równocześnie legalna. co mogę. Przed wojną uciekał z więzienia i dosięgły go w nogi kule więziennych strażników. Teraz cała swołocz rzuciła się już do nich. od partii chłopskiej. Oni nie chcą zdać sobie sprawy z układu sił za okupacji. I muszę zwracać się do was i do towarzyszy. dopóki tak chce Partia. Bardzo dobrze. W sklepiku . W tej robocie potrzebuję pomocy. Ja gotów byłbym tablicę przygotować i zawiesić: kto jest przeciwny taktyce rozładowania. co myśli i pisze. .powiedział sekretarz. Sekretarz generalny palił nerwowo. użyczały jej blasku. . . Bo byliście tu. To się łączy. Gnom za biurkiem machnął pogardliwie ręką. albo uciekli. przywódcy ich prawicy albo nie żyją. robię. w skrócie. łyse okrągłe czoło i usta między bruzdami nadawały jej wygląd twarzy gnoma. nie wykopać rowów i nie zbudować zapadni to nie odwaga. że jesteście niezastąpieni . który go uwierał. z którego poręczy wyłaziły paprochy. Trudno. .I będę robił prasę. w najcięższym okresie. Baruga wychylił się z fotela. Sekretarz generalny wyciągnął do niego papierośnicę.Baruga sapał ze śmiechem . proszę was. Baruga zapadł się ciężko w fotel. I proszę was. To też dobrze.kuśtykających kroków. To narzuca środki. Tymczasem będę miał problem izolowania wszystkiego. gryząc munsztuk papierosa.Kucharkę z mojej stołówki zapisali do PPS. No.w sklepikach werbują członków. ciemne. Tylko oczy.Wiecie sami. Ja. Żółty odcień skóry.

W ciągu najbliższych lat w tym kierunku wszędzie pójdzie taktyka. było zbytkiem ostrożności.Rozumiecie chyba konieczności chwili? Przypominam wam. świadomości To jest cel przez byt będą niemal nieograniczone. Sekretarz generalny bawił się popielniczką. proszę was.przeciwko nam potężny. to nie jest ustępowanie przed wrogiem klasowym. wybaczcie mój terroru. Sekretarz generalny. My mamy kraj trudny. odparł: . mogę się mylić . zapytał: . że jestem konsekwentny.muszą być przerzucone kładki w tych punktach.Ale wydaje się. W danej chwili konkretna sprawa.Dla mnie. imputując mi fantazje”.Pomiędzy koniecznym zastraszeniem i chwilowymi koncesjami musi być zachowana proporcja. Ze strachu muszą wejść na te kładki.). Jest cały ciężar przeszłości. Baruga poczerwieniał.Ja. Jeżeli nie ma wyjścia. Samo to rozbite miasto . wybijają nam ludzi. pomyślał Baruga. Takie odgradzanie się ze strony tego zwolennika “narodowego frontu”.. i to wobec niego. Jedyne narzędzie. Mnie interesują kładki.powiedział Baruga. Sekretarz generalny powiedział. patrząc w okno. wspaniała. Wstępy Barugi były zwykle .Stanowisko Politbiura nie ulega wątpliwości.pokazał okno . proszę was. Bojąc się. żeby nie spłoszyć (Rozpacz z tymi czystymi. cóż. że wojna trwa. jeśli chodzi o program towarzysza Lampego.Środki en masse są niezbędnym tłem. że piorunochronów jest za mało. No. Dzięki nim stwarza się strach. Decyzja umieszczenia rządu choćby tu. jestem tylko propagandzistą. Moja rzecz to dbać o psychologiczne warunki. . a zrobiliśmy za mało. w których to dla nas wygodne. idą do lasu. Chodzi o to. na Pradze. Przez przepaść dziennikarski styl . “Znów ten sam chwyt. Zawsze zapóźnieni. Ani religii. . Gnom obrócił przenikliwe oczy ku niemu. Ale to podziała później. to lewica. Zachrypiał: .to czynnik psychologiczny . jakie znają. Powiedział leniwie: . Ja. zasłania się. Nauczyliśmy się nie lekceważyć nacjonalizmu. nie podnosząc oczu: . Nasze środki kształtowania Nieograniczone.Ale nie o to chodzi.

rzucił gwałtownie: . .Ja wam proponuję. czekając na powrót lepszej koniunktury? Baruga zaśmiał się gardłowo. Najpierw oszukują nas. Usta sekretarza ułożyły się w wyraz goryczy. . co może być wart.możemy nie skorzystać. Front katolicki i nacjonalistyczny jest zaniedbany. Naturalnie . który mu robił ubrania przed wojną. Naturalnie. siadając. jeżeli zechcecie.Żeby jeszcze jeden praktykował makiawelizm. Znacie to nazwisko. Możemy go mieć. Przekształcenia psychiczne są nieuniknione. Jeżeli uważacie to za dobre. I walczył w powstaniu na Starym Mieście. Gdyby nie. może nam być użyteczny.Nie wiem. Bardzo dobrze. Nasi przyjaciele poznali się na tym. Ja was przepraszam.podobne.Ten ideolog faszyzmu i antysemityzmu? Najczarniejsza reakcja. takich jak on sam. . Przypominał Barudze krawca.Baruga wzruszył ramionami . Mucha siada na lepie tylko na chwilę.Konkretnie. Dałoby się. . że ptaszek. które by pomogło atmosferę rozładować. My mamy klucz. . jaka jest w tym kraju? To po to robi się obławy na głupich szczeniaków z AK. Przyciągnie innych. żeby jego wypuszczać? Do czego my dochodzimy! Baruga powiedział flegmatycznie: . to musi być uzgodnione. Są zdania. Wsadził ręce w kieszenie i obszedł pokój swoim uginającym się krokiem kaleki. który miał w dzieciństwie połamane nogi w jakimś wypadku. nie. którego mają. zżółkłego za warsztatem biedaka. ale lep ją już ma. Sekretarz generalny zerwał się zza biurka.zapytał sekretarz generalny. potem siebie. czy was poinformowano. nie zaprzątaliby sobie nim głowy. Michał Kamieński.Ma nazwisko. jacy ludzie? . Dać ujście ich sentymentom i stworzyć ich ugrupowanie w naszych rękach. Przedstawię to towarzyszom.No. potem gubią się w podwójnej grze. zmontować specjalne pismo. Obrazowość to moja choroba. Sekretarz. Radzieckie bezpieczeństwo zwróciło się do nas z propozycją. na waszym poparciu. . To się liczy. Zależy mi na waszej opinii.

gdyby nie rozmowa z Tuchanowym.. W Eichenbergu.Co za naród! Gdziekolwiek tknąć. jeżeli przechodził w szlachetny ból. Wszystko było jasne. musi mieć przyczyny. co się boją. Zgadzam się. pięćdziesiąt lat. My musimy lepić gmachy z gówna. Baruga był zadowolony. Znosząc ciężkie ciało po schodach. Baruga robił przegląd spraw. Zaraz kogoś wynajdę i do was przyślę. jakim jest przejście od prehistorii do świadomej historii kształtowanej rozumem? Jałowość starości? Nieprawdopodobne. Jeszcze jeden wewnętrzny konflikt czystego rewolucjonisty.Oczywiście. że należy wyłuskiwać grupki i izolować. Niedostateczność intelektualnego treningu. Trzeba ją uratować. Ale jeżeli nauka będzie opóźniona w stosunku do tego przełomu. Jakie było przeciętne trwanie życia ludzkiego na przykład w Średniowieczu? Pewnie czterdzieści. To jednak prawda. Zazdroszczę Jugosłowianom.sekretarz przewracał kartki notatnika leżącego na stole. tam faszyści. Prawdopodobnie identyfikacja z własnymi sloganami. Meldunki o papierni na ziemiach zachodnich. Obawiam się tylko. co o tym myślą inni towarzysze. Zastyganie w pewnej postawie. Chciałbym usłyszeć. Tylko szybko. Czy macie kogoś pewnego? Wydzieranie maszyn z gardła Rosjanom.Miałem coś do was . gracze. że ten człowiek adaptuje się do rządzenia za powoli stwierdził Baruga.Aha.Partyjny i energiczny. Sekretarz musiał się z nim liczyć. To szczęście mieć miliony oddanych i wypróbowanych ludzi. dziękuję wam za wiadomość. nacjonaliści. Sekretarz powiedział boleściwie: . to było dostateczne. . .Naturalnie. czterysta lat. Żeby nie żaden z tych. to. rewolucjonisty. Dokąd go to wreszcie zaprowadzi? Odpowiedział: . Zresztą nie robiłby żadnych posunięć. To samo powinno było być robione wcześniej czy później we wszystkich krajach odebranych. . jakie miał jeszcze do załatwienia tego dnia. Człowiek powinien żyć trzysta. religianci. że to broń obosieczna. Śmieszne. . Poza tym miał już poparcie ważniejszych niż sekretarz osobistości. uznaję potrzebę dywersji.

jest drobne i nikt by z jego wyglądu drzewa nie odgadnął. . Ziarno. z którego wyrasta drzewo.Ty pamiętaj.Przystanął i poczekał. aż zrówna się z nim chłopak w wojskowej pelerynie. . O roku 1945 będziesz opowiadał wnukom.

kiedy Piotr miał sześć lat.Wyciągnęła ku niemu filiżankę. Jej gardło pracowało. . Ręce matki były pokryte reumatycznymi gruzłami. Nie wiedział.III Kiedy znika potrzeba obronności. jeżeli nie cudem. mięła się. traciła elastyczność. zostało jej wrócone. znajdując w niej te same cechy fizyczne i tę samą. ciepłego. jakby przełykała niewymówione słowa. Ojca pamiętał tylko jako coś dużego. była to wyrwa w linii upływającego czasu. Odnalezienie się ich dwojga czym innym być mogło. Teraz nie miała innej: wyjechała w niej tu z Warszawy na parę dni i wybuchło powstanie. Jej płacz. Opowiedzieli sobie nawzajem. Dałabym ci aspiryny. co się z nimi działo w ciągu tych lat. . Takie straszne czasy. nie zyskując żadnego nowego rytmu. to pomoże. zawsze wyglądająca na młodszą. a właściwie wstydził się siebie samego.Wypij. ale nie ma.te wystające kości policzkowe po niej odziedziczył.jej twarz. Już doktorowa robiła mi przytyki z powodu twego munduru. patrzył na matkę przez półprzymknięte oczy. Jak w dzieciństwie. Albo zdarzyło się to tylko jemu z jego matką. Być może zawsze rodzice ukazują się dzieciom jako karykatura pewnych przekazywanych nowemu pokoleniu rysów i skłonności. że twój ojciec by ciebie nie potępił. emanację radosnej siły. Siedziała teraz przy jego łóżku. którą postawiła na stoliku. . Dorzuciłam suszonych malin. koło niego. Piotr zaplótł ręce pod głową. Ale ja wiem. znów powracał wstecz. Jedyne jej dziecko żyło. . Pił i myślał o nieosiągalnej tęsknocie swego życia. jaka była w nim. Ciemna suknia była pocerowana. Tę suknię pamiętał. niż wypadało z wieku. po prostu istniała. Starzała się źle . kiedy miał grypę. kiedy jej się wstydził. jak mu się zdawało. Kości policzkowe wystawały bardziej niż dawniej . Sama chwila spotkania była dla niego żenująca. czy taki wstyd jest właściwy wszelkim stosunkom dzieci z rodzicami. Ojciec zginął na wojnie. egzaltację. wielkie chropawe drzewo.Ludzie są źli. jakiż spokój. jej niepowściągana uczuciowość przypominały mu te dawne okresy. Ale kiedy tu. obejmujące go gałęziami. mieszała mu herbatę. w bezpieczeństwo. w błogość.

Choć kto wie. siedząc w kucki. inne koleje ludzkich losów.nowa okupacja. Ubrany był w wyszarzałą kapotkę. Malec. Dzisiaj jego przegrana była zupełna. które są antemurale christianitatis. ale zatrzymani zostali w bitwie pod Warszawą. dziecinny płacz z powodu jakiegoś braku. Zrobią nas którąś tam ich republiką. Inne chemiczne związki. Mały chłopczyk. nie było sensu paradować tutaj w mundurze i ściągać niechętne spojrzenia. Niebrukowana ulica tego letniskowego miasteczka była pusta. o krajach. pokazał domek z czerwonej cegły wyrastający z nagiej .jak inni jemu podobni . Piotr odstawił filiżankę i podciągając kołdrę pod brodę. kiedy był dyktatorem. A jednak ten czas. matką i kręgiem lampy trwał w nim obraz tego. Naród ich tak strasznie nienawidzi. który kupił.Piotrusiu. Nie wiadomo. Miał wtedy tyle samo mniej więcej lat.że Piotr chodził do szkoły. jego gołe kolana były sine od chłodu. Dwadzieścia cztery lata upłynęły od chwili. jakoś się liczy. pozostawił mu ślepe dążenie. Sprawił również . gdzie łacinę uważano za jeden z ważniejszych przedmiotów. Antemurale christianitatis stawało się antemurale nowej wiary. mawiał o sobie. Nie znałby także wielu innych rzeczy. przesuwał drewniany samochód. co było za oknami domu. Podobnie jak tragiczny Piłsudski. Władzy bolszewików obalić nie umiała. gdzie mieszka. . Po surowym niebie wlokły się obłoki. inny ogólny rachunek. aby go określić. Krzywe sosny stały nad wydmami sypkiego piasku. złych i dobrych.Burżuazyjna Europa próbowała wtedy coś zrobić na miarę swoich możliwości. Ojciec. co to będzie. co teraz Piotr. powiedz mi. Piotr byłby inaczej wychowany i nie znałby wielu konfliktów. w której mówiło się dużo o cywilizacji zachodniej. który później. Piotr przykucnął przy nim i zapytał. kiedy szrapnel sowiecki zabił ojca. czy ojciec zakosztował już dzisiejszych konfliktów. smakował ciepło rozchodzące się po całym ciele. Gdyby nie to. mrucząc do siebie. Włożył wiatrówkę. że zatrzymał na krótko koło historii. Wtedy był dopiero ich początek. nieulękły rewolucjonista w młodości. Był mizerny. Udawało się jej wtedy co nieco. Po południu wyszedł na chwilę. którą kupił na Pradze. odgadując w rosyjskiej rewolucji zagrożenie. Ale równocześnie z tym ciepłem. osierocając go. a spośród obcych języków wyłączano rosyjski. nie podnosząc głowy. Modliliśmy się o wyzwolenie i przyszło wyzwolenie . Choć może tak. który jest zbyt nierealny.

mówiła matka. zapomnieć. “Czy nie masz taty?” “Mój tata musi się ukrywać. rewolucji? Czy należy własne życie planować . bo będzie za późno. Szedł dalej z rękami w kieszeniach. Kiedy jedli śniadanie. z mamą”. . Ja czuję wiele rzeczy. Wszędzie to samo. . Ale wypuszczono go za późno. Piotr wyglądał przecież jak ojciec i mówił po polsku. zniszczenia. Nie oglądaj się na mnie. miałam taki sen. do Australii. ze spuszczoną głową. . ja czuję. on przed wyjściem do szkoły. przeszedłeś przez to wszystko szczęśliwie i jesteś tu. Uciekać. Oczywiście poszedłby do londyńskiej armii.Ja wiem . co jej się śniło. Czyż należy ustępować emocjom powstającym w chwili chaosu. bez zatrzymania. wydostać się. Teraz rozwieszają te narodowe sztandary. Teraz byłby na Bliskim Wschodzie albo w Italii. Zawiść rosyjskich współtowarzyszy wobec nich. Sny i przeczucia matki były dla Piotra zawsze powodem do refleksji. ona przed wyjściem do biura . kiedy przyszła amnestia. w obozie. I zarazem dziecko nie bardzo pojmuje. To będzie przepaść.obliczając. którzy są jak on.Piotrusiu. najdalej. Piotr pogładził go po płowych włosach. Teraz tutaj. Jeżeli jest choćby jakakolwiek słaba nadzieja. Jeżeli tu ma powtórzyć się wszystko. który wiózł go na Ural. Tam.Wierzaj mi.ale jeżeli w nim samym była jakaś intuicja. Mamienie ludzi. za wszelką cenę. które tu wszystkim. Czerwona Armia jest drogą na zachód. I cały spryt. nawet dzieciom. w nocy”. I te lata. To nie może dobrze się skończyć. W bydlęcym wagonie. w rodzinnym kraju. ja dam sobie radę. śledził w sobie tak sprzeczne odruchy. że tu powstanie coś innego? Będą etapy i wysiłek milionów ludzi. balansowanie na linie z myślą. że on mógłby być też niebezpieczeństwem. Przychodzi czasem. “Tam mieszkam. Uciekaj.wydmy. armia była już w Persji. która pomagała mu wydobywać się z niebezpiecznych sytuacji to różniąc się w gatunku. co ustaliło się tam? Uciec byle gdzie. odważanie szeptem możliwości: żadnych szans. Nigdy już nie mieć z Rosją nic wspólnego. robić byle co. narzuciły pojęcie “ukrywać się” jako coś naturalnego. Wstręt i gniew. nie różniła się w istocie od wierzeń matki. . Ale tu był przecie jego kraj. Może to były przesądy.opowiadała mu i interpretowała. Sama odnosiła się do tego tylko na pół poważnie . Mnie nic nie potrzeba. co się stanie za pięć. Nie trzeba. że nowa. żebyś tu zaczynał na nowo życie. marzenie jego i wszystkich współwięźniów. I teraz mogę ci powiedzieć jedno: uciekaj.

ukazywała mu jego własne tchórzostwo.Co się zaczyna kłamstwem. Szukał określenia. Nie mogą nas tak łatwo strawić. co było przed wojną. dużo się zmieni. wydaje mi się niepoważne. co gorsze . Ale teraz jest cała Europa. czy ta żelazna filozofia komunistów. W takich warunkach. nie był jeszcze w tym stadium. Bo jednak ci tutaj lepiej niż tam.na publicznie wypowiadane słowa i jasno pracującą . które było jak skomplikowany mechanizm. ucisku. ale równocześnie wiedział. tęsknili do gemutlich firanek i kwiatów. Na Zachód nie ma co liczyć. kiedy wybuchła tam rewolucja.Ale co zrobić. Przeklinali kraj morderstw i okrucieństw. mamo.czy tamto. Kto mówi. funkcjonujących. Nie. otwarta dla nich. w jakich się da. I rozdwojenie . Jakbyś mówił inaczej. patrząc w deski sufitu. Człowiek myśli miejscem. że nie należy przeciwko niemu się buntować: w tym. w Rosji. że kiedyś zdoła rozwikłać rolę poszczególnych jego części.Nie wiem. poniżenia i jeżeli tylko dosięgając takiego dna. Tylko że te morderstwa i okrucieństwa sami popełniali. Miejsce za to musiało być odpowiedzialne. . Piotrusiu? Ja jestem głupia. Tam zrobili ohydną parodię. Ale ty chcesz siebie przekonać. jeżeli jest jakieś dno . Carat obalony. Może uda się stworzyć jakiś socjalizm. nie wydostałbyś się stamtąd. fałszywe. Twój ojciec cieszył się. Ten mechanizm odczuwał jako coś obcego. jak mu potrzeba. mamo. . . nie będzie to samo. Ale nawet wobec matki nie odsłaniał dziwacznego toku swego rozumowania. nie znam się na tych filozofiach. Musi z tego kiedyś wyjść coś nowego. To zależy od nas. będzie kłamstwem. zdawało mu się.ubóstwa. Teraz jest stan przejściowy. Nie wiem. motylkowate. Tu nasze tajne organizacje czytały listy niemieckich żołnierzy ze wschodniego frontu do rodzin. ludzie zmieniają świat? To. . Mówisz tak tylko.Czyż ciebie nie rozumiem. że co jest to samo. Tylko że nie zmieni się tak. co to jest. tutaj. Uśmiechnęła się z politowaniem. zaczyna myśleć. I robiąc to. zawarta była jego nadzieja. pełen wzajemnie zazębionych kółek. jak wielu tu myśli. niezależnie od niego. Ty dobrze wiesz sam. Usta matki zacisnęły się surowo. Próbuję pojąć i nie mogę.dziesięć lat? Matka wypowiadała jego najbardziej ukrytą myśl.

Jesteś ten sam. mamo” . Było to ciągłe zyskiwanie sobie czasu. “Dobranoc.otulała go kołdrą. mój syn . przejdzie ci ten katar.odpowiedział już przez sen. . .zapytała. niż jesteś. która je odmierzała jako część. Słyszał.Nie próbuj być inny.myśl. jak krząta się. tylko część prawdy .było możliwe dzięki tej nadziei. . “Czy zgasić światło?” .Modlitwa matki wiele może. Teraz powinieneś się spocić. ścieląc swoje łóżko. Próbował dosięgnąć wymykające się jak zawsze sformułowanie.

. ginąłbym ze wstrętem do siebie. co się stało. . Wszystko. A kto się uratował? Trochę tych. Ale nie byłem tu. już prawie aryjskich.To się nazywa zrównać z ziemią. Naród Żydów polskich. pisarze.Powinieneś zrozumieć. łańcuchem nie urodzonych pokoleń: wielcy uczeni. Stało się to. przeżył jak ja. Za to się nigdy im tutaj nie zapłaci. Za cenę złamania solidarności. Wiatr rozwiewał czarne włosy Bruna. Piotr milczał. Obrzydliwość spustoszenia. całkowita. swojej żydowskości. co pisał. artyści. . Masz obowiązek. moi rodzice. Bruno spojrzał na niego zza okularów. . co było nieskończoną zapowiedzią. Było ich trzy miliony. Nie podkreślał ani w rozmowach. co są za blisko. a nie będą. I kto przeżył. To niewielu rozumie. Małe trąby ceglanego proszku zrywały się tu i ówdzie z nagich wypukłości między ławicami zeschłych chwastów. . ani kiedy oni bronili się w tym rozpaczliwym powstaniu. Ginęli jak ci tu albo jak tam.Tam. Żyję. . nawet akceptacji wspólnego losu. Przechodziły po niej cienie podartych chmur. Ani kiedy ich wywozili. Olbrzymia przestrzeń płaskich rumowisk leżała w zimnym świetle ranka. po aryjskiej stronie. którzy mogliby być. możesz zapłacić. ani w tym. I wierzaj mi. zdychałem co dzień ze strachu. I moje miejsce było tu. Nie wyobrażał sobie tak ruin getta. bo wielkie katastrofy są słabo widoczne dla ludzi. Nigdy dawniej podobne słowa nie mogłyby paść z ust Bruna. co najlepsze. Nic.Bruno. Piotr wziął go za rękę. co mieli pieniądze. Otarł chustką czerwony nos i czyścił uważnie okulary. Jakby mnie wzięli. Za cenę złamania solidarności. zasymilowanych. Trzeba czasu.Mój naród nie istnieje. już swoich.Widzisz . systematyczna. Żeby nie zostało śladu. ja wiem. . w galicyjskim miasteczku. nie wolno ci tak mówić.IV Nie było tu nic. Piotr wstrząsnął jego ręką. Nie ma ludzkiego sposobu. Trochę takich jak ja. Wszystko.powiedział do Piotra. że mój naród nie istnieje.

a Świątynia Salomona zniszczona w roku 70.Józef Flawiusz9. Pamiętasz Tadeusza? Kiedy go aresztowali. Tytus. “Dziejów wojny żydowskiej przeciwko Rzymianom” i “Dawnych dziejów Izraela”. zrozumiałem.żydowski historyk. Czego? Mitologii greckiej. Ale nie wypuszczą mnie. przekreślałem równocześnie wartość tego. było słomą. Bruno zatrzymał się. . gdy po dwóch latach przepowiednia się spełniła. Jerozolima została zdobyta. . w trakcie powstania przeciwko Rzymianom przywódca powstańców w Galilei. Bo jeżeli moje książki były złe.Szukają złota. Ja też. Żydzi jednak uznali go za zdrajcę. Józef przyjął nazwisko Flawiuszów (cesarze z tego rodu Wespazjan. 103) . I tak go wzięli na rozwałkę. Rozstrzelali go w 9 Józef Flawiusz . Domicjan . . Nie potrafię pisać w żadnym innym języku. jej nędzarzach żywiących się śledziami. Język polski to moja ojczyzna.in.uwolniony. O jej codziennym życiu.Jak tak możesz. Bruno pokazał go: . Wzięty do niewoli przez Wespazjana. Podwójnie. wiecznej tragedii narodu. zachowywał się dzielnie. Każdy. Bruno. że nie jestem. 37 . że było słomą. Umarłych. że zostanie cesarzem . . Szli brzegiem usypisk. że udawałem w nich.Będziesz pisać i przekażesz światu. ja jestem winien. z opowiadania o Andromedzie czy Minosie. Zobaczyli daleko dwóch mężczyzn kopiących zawzięcie. Patrz: tam była ulica Nalewki. I słuchając co noc podkutych butów na ulicy. Mówisz: światu. z ich powstania. Wielki budynek stał samotny. Nie mogę tu myśleć. chcąc mieć czas. Josef Ben Matatia (ok.władali w latach 69-96) i osiadł w Rzymie. o tragedii. więzienie ocalało. A emigrować nie chcę. co pisałem przed wojną. faryzeusz. za blisko. W celi zorganizował wykłady.właśc. Zawsze jest potrzebne.ok. Ale chcąc żyć. Każdy. To. byle dzieciom dać wykształcenie. po zburzeniu Jerozolimy? Kto odważy się na to? Wyjechałbym stąd. kim jestem. twierdza wśród fal zniszczenia. co mógłbym zrobić. kto teraz tu żyje. . Bruno zrobił przeczący ruch głową.Nie. . Więzienie było potrzebne. O niej powinienem był pisać. przepowiedział mu. zostawić ślad. Autor m.Jesteś świadkiem. W trakcie oblężenia Jerozolimy przez Tytusa próbował pełnić rolę mediatora. jeszcze naprawić. To przerażenie: jeszcze mieć czas. Stworzyć coś wartościowego..Widzisz. żyje za cenę jakiegoś tchórzostwa. to dlatego. Albo może odkopują swoich.

. to źle. każdy nosi w sobie jakąś odrazę do samego siebie. Czyż miał prawo podawać w wątpliwość tę filozofię. Bruno kiwał się. idąc z rękami założonymi w tył.Dla mnie to wszystko razem jest za wiele. z kaczym nosem. wyemigrują. czy to panika towarzysząca zawsze pochodowi tej wschodniej siły. że są jak Julian Halpern powiedział. . w tym kraju. żywi we wspomnieniu.uśmiechnął się Bruno. marsze Falangi. Żeby zatrzeć. Dewiacja. prawdziwi. będzie ci trudno. Tylko nie będąc Żydami.I co zostaje dla mnie . spotka się z gniewem. zapominał. Piotr zapalał papierosa. Albo teraz przybierają nowe. Ja będę próbować. Także ukryty wstyd. A przecie był człowiekiem nie najgorszej woli. Ci.ruinach getta. . O tych tutaj można będzie mówić i pisać jako o ofiarach faszyzmu. bojownikach. . kiedy ten. co przeżyli. Przyjdzie chwila.powracał do wątku Bruno . Ale to nie jest cała prawda. A ci co zostali Żydami. Co za przekleństwo. Był antysemityzm. Powinieneś wyjechać. Człowiek jest igraszką społecznych sił. co ocaleli. mały. czarnym kosmykiem opadającym na czoło. Czy jest coś zaraźliwego w powietrzu.to telepanie się przez jakiś czas. Nie tylko to. żeby się nie odróżniać. Czy robił coś. czy przeciwdziałał dostatecznie otwarcie? Nie. rozbijanie żydowskich sklepów. kto będzie ich wskrzeszał. Ale jak ciebie znam. przybrali inne.Lepiej? Może. mogą dalej żyć.Wszyscy zmieniliśmy się. Przynajmniej na jakiś czas. czuł się winien. To będzie nazwane: żydowski nacjonalizm. Swojej chęci życia nadawali wobec samych siebie różne nazwy. Kwestia żydowska to był epizod w walce z faszyzmem. osłaniając płomień zapałki dłońmi. poeta satyryczny. która uczy o tajemniczych wpływach środowiska rozkładających niepostrzeżenie? . Jeżeli będą istnieć. której jednostki poddają się na zasadzie prawa społecznej osmozy? Budziły tę panikę w nim słowa Bruna. .Zmieniłeś się . któremu wróżka pomyliła linie dłoni i trzydziestego maja spotkał śmierć zamiast miłości. przed wojną. patrząc na Bruna. Ten. On był igraszką. Wtedy. Tutaj.To może lepiej dla tych. zbiorowa. Tak mu się zdawało. . Zawsze był filosemitą. Tadeusz. Piotr. słowiańskie nazwiska.

niebieskie i różowe. Historia.Berlin pada . Spróbuj porozmawiać z Barugą. wychodziłem rzadko. jakby widział tam łańcuchy górskie. stały w blasku. Bruno. czy bieg przyszłej historii nie byłby zmieniony. Zapomnieć o smrodzie więzienia. czyste. wielka ziemia. . co widział tam.Ty mógłbyś to załatwić . czarny.Żyłem w czterech ścianach. Bruno stał z zadartą głową na tle pustyni rumowisk. nad przekleństwami strażników. bo mój wygląd jest niepewny. o spleśniały suchar. . chudy. przestał dla nas być realny..Bruno oglądał chmury nad pustynią getta. o tym. w czym znaleźliśmy się. nad drutami kolczastymi obozu. jakby odczytywał z nieba. Wielka ziemia? . .Wiesz. . góry Uralu. torturując siebie moimi myślami. . o Warszawie.powiedział Bruno. o getcie. gdyby wolno było narodzić się jakimś ludziom. Od dawna Piotr nosił w sobie to słowo: zapomnieć. I nie mają. Ale kto może powiedzieć. Jeziora przezroczyste.Już zaczynają szukać ludzi do pracy za granicą.mówił. na Wschodzie. W górze samolot błyszczał w słońcu. idąc na zachód. nad nędzarzami bijącymi się o kość. Cała ta dawna inteligencja nie nadaje się do użytku.Są gdzieś Alpy . że świat poza tym. których już nigdy nie będzie. Ale czy jest zapomnienie? Tam.

żołnierze okryci derkami drzemali. obrabiarki . wioząc ze sobą to. w furażerce. w cywilne ubrania za obszerne albo za ciasne. Żołnierze jadący na zachód rzucali zawistne uwagi ku innym. Konie były zaprzężone na sposób rosyjski. Wzywały ludzi. nad brzegi Donu i Wołgi. włoskie. szpargały .) . Na niektórych z tych wózków. siedząc na lawetach dział. lejce trzymał zwykle stary wąsaty mężczyzna. Piesi szli grupkami. Ubrani byli w pasiaki. radia. z wymionami opuchłymi od niedojonego mleka. zwoje kabli. w stare podarte mundury różnych armii. ramiona okrywał kocem albo wojskową peleryną.starzyzna. kuśtykali w obozowych drewniakach albo starych buciorach. miednice. Na wózkach piętrzyły się łóżka. przenikliwym deszczu. na tych stosach siedziały opatulone chustkami kobiety. powracali teraz na wschód. które przyplątały się na brzeg szosy. co wracali na ciężarówkach wyładowanych łupem wojennym. Błąkały się. Deportowani na roboty do Niemiec. miesiące podróży. tym. do nikogo już nie należące. Przed nimi były tygodnie. pokrywał bric-a-brac10: przedmiotów codziennego użytku pochodzących z niemieckich domostw. ich podwórza zasypywał śnieg rozprutych pierzyn. dwa tysiące. Czasem zganiał do stada bezpańskie krowy. Żydzi. rupiecie. trzy tysiące kilometrów. Stada bydła szły zmęczone.wszystko. tysiąc. maszyny do szycia. Sowiecka piechota kołysała się w drobnym. Wojska szły na zachód.V Z lasów i zarośli koło szosy słychać było rozpaczliwe ryczenie krów. na tykach. Metalowe rury. węgierskie. mokły w deszczu niezgrabnie uszyte chorągiewki francuskie. Ale ludzi nie było. leżeli gęsto ściśnięci na ciężarowych samochodach z amerykańską gwiazdą. Były to długie rzędy jednokonnych wózków wlokących się krok za krokiem. podobni do widm. co można było naładować z ocalałych fabryk. dynama. ich ogolone. co udało się zagarnąć. Patrzyli apatycznie na masę poruszającą się w przeciwnym kierunku. spiczaste głowy na chudych szyjach rzadko były okryte więzienną 10 Bric-a-brac (franc. materace. części kotłów. Poganiał je rosyjski chłop w watowanych sowieckich spodniach. Białe domki niemieckich bauerów stały puste. Otaczali ręczne wózki wypchane walizkami i węzełkami. ciężko stawiając poobijane racice. w owijaczach.

mycką. Stefan Cisowski. Doszły ich już wieści o aresztowaniach. Cywilnymi płaszczami odróżniali się od nich żołnierze AK wzięci w Warszawie po upadku powstania. że jego myśli krążą w kole bez wyjścia. że zagłębiają się tam. Ale zdarzyło się to wszystko tak szybko. że ci. zatrzymywał się często przed cukiernią i z nosem przylepionym do szyby oddawał się rozmyślaniom o smaku niedostępnych ciastek. i o tym. a konieczność ruchu sprawiała. Wywieziono ich do różnych obozów na obszarze Reichu. Te nie odważały się wychodzić na szosy. którzy przebywali w niewoli od 1939 roku. każdy z nich z poczuciem. że pieniądze są dla młodszego rodzeństwa. którzy wyruszyli na zachód w ostatnich dniach rozprzężenia. I ten problem przesłaniał wszystko. Ale równocześnie. zamykały usta. mógł kupić dość . co ma wojsko. Dawało to im nieco poczucia bezpieczeństwa. obojętny na słyszane rozmowy. Obojętni na pogodę. kiedy zarabiał. po raz pierwszy od wielu miesięcy. zbyt luźnego buta. kiedy w latach wojny studiował na podziemnym uniwersytecie. z której wybawiło ich nagłe załamanie się frontu. miał obtarte nogi. jak powinno zachowywać się dziecko tramwajarza-proletariusza. Nie wiedzieli. a każdy kilometr staje się problemem woli. Przed nimi był ich kraj i nadzieja zobaczenia rodzin. na linii frontu. zachowując coś w rodzaju porządku i komendy. połatane i pocerowane. Jeńcy maszerowali ponurzy. którym się ufało. Kiedy był mały. W tłumie pieszych nie było kobiet. Później. choć już przezorność i obawa. Jakakolwiek nadzieja wydawała mu się sprzeczna z samą zasadą świata. zwany Foką. Większość z nich miała na sobie przedwojenne mundury. Nie pozwalali sobie zgadywać. Bał się poprosić ojca o pieniądze. będzie sprawował władzę. później trwa i zwiększa się ból. Byli to ci. Zaczyna się to od dziury w skarpetce i źle dopasowanego. Były to też rozmowy o matkach i żonach. Polscy jeńcy trzymali się razem. Ten zrobiłby mu wykład o tym. Tam. zdobytych teraz przez Czerwoną Armię. czy tym z ich kolegów. Te obracały się dokoła niepewnej przyszłości. rozumieli. gdzie ten. aż zagarnia całą świadomość. co ich czekało. mogą jutro okazać się niebezpieczni. że był. była jeszcze możliwość ucieczki. który ściga zemstą ludzkie pragnienia. On już niczego nie czekał. o niecierpliwości i oczekiwaniu. jak najdalej od miejsc kaźni. udało się dotrzeć do Amerykanów. mijając nieskończone kolumny wojska. dążyli przed siebie. znaczna ich ilość znalazła się na terenie wschodnich Niemiec.

nie zginął. I aby stało się jak trzeba. aby dotrzeć do niej. że zakończył sen pełen koszmarów i nigdy już nie będzie wracał ku niemu wstecz. Troszczył się o to. nim zdarzyło się to z Joanną. Zdawało mu się. żaden wyrzut sumienia nie manifestował się nawet w jego ciele. Kiedy wyszedł z kanału i leżał na płytach chodnika w Śródmieściu. Każde uczepienie się czegoś na ziemi jest nietrwałe. zostawiając go na wykończenie. którą spędził z Joanną.czemu nie czuł. Były tam zielone drzewa. Aby pełne było jego poczucie winy. Miasta ludzkie są nietrwałe. A przecież wtedy . zdawało mu się. Nie było Warszawy. nie wiadomo. Nigdy w życiu nie przeżył równie nagłego odczucia niebywałego piękna. gotowość złamania wierności. poczuł strach. kiedy już zostało pozbawione wartości. jakie miało w sobie normalne miasto. znajdował potwierdzenie swojej ufności. nie ją. może w Anglii czy na Bliskim Wschodzie. może są w Rosji. Katarzyna zginęła. na opak. W ten podstępny sposób pozbywał się niepokoju o nią. wykroczenie przeciwko zasadzie świata.zdradził Gdulę. Czy brat jego i siostra żyją? Wymiotło ich w początku wojny gdzieś do strefy rosyjskiej.ciastek. żeby wszystko przychodziło za późno. ale trzeba było. W obozie miał czas torturować siebie do woli. zdradził. Joanna. Zadzwonił i kiedy spojrzał w twarz jej matki. zatarci przez radosne życie. rozpływali się. Na pierwszym piętrze usiadł i próbował uspokoić bijące serce. W obozie wszyscy od niego stronili. łączył śmierć żony z nocą. Zdradził Katarzynę. przenosząc rannych dzień przedtem. Teraz kończyła się wojna i przed nim nie było nic. że ona trwa i czeka. Nie. Zdumiewał się. w którym mieszkali z jej matką. Porównywał daty. podobno dzielnie. Joannę . zrozumiał. Ale być może liczy się intencja.ale czy mógł jej nie wypuścić? .i w tym był błąd. że mógł o tym nie pomyśleć: że przez zdradę wzywał kary losu. I tylko kiedy zbliżał się do domu. Nie było Katarzyny. dziewczęta szły pod rękę z żołnierzami Armii Krajowej. że robi coś złego. Walczył. że przeznaczenie jego tylko może ścigać. słychać było na ulicach radio nadające piosenki i komunikaty. Bertrand i Gdula bledli. kłócili się .ich słowa pełne były goryczy i bólu. A przecież wierzył mocno . Ze Śródmieściem stało się w kilka tygodni to samo co ze Starym Miastem. wypuszczając ją. Sami zachowywali się podobnie jak on .

Zbliżali się do dawnej polskiej granicy.choć żaden z nich nie przyznawał się do niej głośno. kiedy coś powiedział o Polsce i powstaniu. Miał w sobie obraz własnych odparzonych nóg i chwila przekłucia bąbli z ropą przedstawiała się jako chwila szczęścia. że wszystko zostało zabrane. Wśród jeńców tworzyły się konfraternie tych. że Niemcy musieli bronić się zawsze w śródmieściu. Szosa wiodła przez okolice pagórków. który zginał się pod jego ciężarem. na które można się było dostać za cenę wódki. Spotykani miejscowi używali tutaj obu języków. że widać w tym było planową akcję. Niektórzy byli zdania. skwapliwie pokazujące. Dokoła czerwonych ścian gotyckiego tumu. jego sarkazmy były wściekłe i celne. Wynikła z tego sprawa honorowa. Piekli na ogniskach krowie mięso. załatwiana zawile i długo przez sąd kolegów. Wieczorem schodzili na boczne drogi. stały już tylko szkielety domów z pokręconymi w ogniu blachami dawnych szyldów. Mieli już zaraz rozdzielić się i wmieszać się w podróżującą masę ludzką.i żarli. których celem były te same miasta i te same części kraju. Dziewczęta były zmęczone. obojętne. jezior. gdzieniegdzie natykali się na przerażone rodziny. Od pierwszych domów miasteczek ciągnął zapach spalenizny. Inni. z kijami. przedostając się dalej własnym przemysłem. których właściciele uciekli. Wypalony był zawsze środek miasta. w braku broni. . polodowcowych kamieni. jak to sobie w zamknięciu roili. Milczał. jego sąsiad uderzył go w twarz. Ale nie było w tym żadnego smaku zwycięstwa. Już budziło się coś w rodzaju litości . ale jeżeli odzywał się. Raz. przy rynku. Próbowali znaleźć wytłumaczenie tej powtarzalności. gotowe kłaść się na skinienie. Foka opierał się na leszczynowym kiju. Noce spędzali w farmach. że nic już nie zostało. Podobno już chodziły pociągi złożone z towarowych platform. Z tej nagłej pokory Herrenvolku można było czerpać satysfakcję. nocą ustawiali warty.

No. . Bawiły go pantofle. żeby mu otworzyć.Wolin wrócił do przedpokoju. realizm. . po tych latach.Cóż chcesz . Coś mam ze sobą. Julian zgasił radio i poszedł. A swoją drogą. .ma energię. . Julian nalewał koniak i kawę. trzymając wielki album na kolanach. Rzeczy zmieniają właścicieli. wszystko w najlepszym porządku. I tu prowadził palcem .ta konsystencja ciała. Kinder .Portret Fuhrera zdjąłem . . Jeszcze się z tym nie oswoił. Takich potrzeba.Kirche. W dole chodnikiem szedł Wolin.Baruga.VI Julian Halpern oparty o parapet okna widział prostą. Spójrz. być u siebie.Już robi album Korpanowa. Chodzenie po miękkim dywanie sprawiało mu dziecinną przyjemność.powiedział. jest i landszafcik . .Przyrządzę ci kawy. Ekstrakt ich śmierdzącego gustu. Wolin powiesił w przedpokoju swój wojskowy płaszcz i rozglądał się. tylko sto pięćdziesiąt kilometrów od Warszawy. . Pokazywał Julianowi stronę z rysunkiem Durera. Sypiać w czystym łóżku. które niemiecka Frau . Kuche.Zapomniałem.śmiał się Julian.Talent dowódcy partyzantów jest potrzebny. W szafach znalazł piżamy i ubrania. . koło których należało się trzymać blisko.ozdobiła wyszyciem dla swego małżonka. Żadnej tendencji do ładności. było sukcesem. Był punktualny.Baruga odgraża się. Uciekali w popłochu. że udało mu się dostać z przydziału poniemieckie mieszkanie w nie zniszczonej Łodzi. To.Julian nie chciał się angażować . . . Teraz zaczyna się dopływ z Berlina. . Dziś. Życie. Siedział w fotelu. Nawet mundur SA. bezbarwną ulicę. Wolin podnosił do ust kieliszek.Ta twarz chłopki. . tu i tam było centrum spraw. .Zrób kawę.dotykał obrazu przedstawiającego zachód słońca.Wstrząsy są bardzo pożyteczne. ci Niemcy pięknie robili reprodukcje. Wszyscy się o to teraz starali. Tu w Łodzi można już wszystko dostać. A. że za parę lat jego drukarnie będą wypuszczać najlepsze wydawnictwa artystyczne w tej części Europy . tylko kiedy prowadzi się .

. Zdolności taktyczne.Zgubi go jego indywidualizm. Chce lepiej wiedzieć i zgadywać. .Uznać czyjąś potrzebność nie znaczy zapominać o przyszłości.Sztein. parafraza odnoszącego się do Platona . Zmieni się! Weźmiemy ich w ręce. Trzymają go w mamrze Rosjanie. do siebie. ciepełko ich betów. . co to za człowiek? . Szlacheckiej megalomanii. . Syn kupca drzewnego. Ten koniak jest całkiem niezły.Handel. inwestycje.Indywidualnie. Czy wiesz.Znałeś go? . żeby była zrobiona za ich plecami. . zapatrzeni w niebo. Chrześcijański obowiązek.11 Myśli zamkniętymi kategoriami. Za okupacji proponował nawet. Kompensata.wojnę partyzancką . To może być użyteczne.Siła woli. .dusza z natury endecka. Nie pojmuje ruchu zjawisk. Sklepiki. Ostatni paroksyzm ich parszywej pasji. Miliony rzuciły się do handlu.Dzisiaj wszystko jest improwizacją. Zdarzyło się.Zarobić. Czy dużo jest innych niż on? Jest nas ostatecznie garstka. jak pójdzie linia. co robiły ich oddziały. Nigdy od tego się nie uwolni.Naturalnie. termin ukuty. Polscy faszyści to. Prowadziłem z nim dyskusje o filozofii. Dałem za niego dwie butelki czystej. Może wróci dawne. że ma rację. szczególna odmiana. jak wiesz.spojrzał z zaciekawieniem Wolin. Teraz każdy dzień to w nim pogłębia. Tylko że ten obowiązek nie rozciągał się na to. Oczytany. Baruga ma ten styl. . Tymczasem są koleiny dawnego stylu.Jakie jest właściwie jego prawdziwe nazwisko? . Zabiega teraz o szefa ideologii bojówek Michała Kamieńskiego. przetrwać.Muzykę na nacjonalistycznej i katolickiej klawiaturze. Być może w tym trzeba szukać jego oficerskich i dyktatorskich fasonów. . ale anima naturaliter endeciana. czyści. wyjaśnia Miłosz. .Wolin modelował słowa zaciśniętymi ustami.zapytał Julian.Żołnierze wymieniają wszystko za wódkę. . Starają się. “w moim Wilnie uniwersyteckim” (“Rok myśliwego”). Wzniośli. brudna robota to nie dla nich. . dobre życie: ich wolność. co montuje teraz Baruga? Julian nie wiedział.ton Wolina był ostry. . Julian gwizdnął. że mnie ukryje. . Może coś się zmieni. garnięcie do siebie. 11 anima naturaliter endeciana .

przy okazji może uda się Watykanowi ułamać jeden ząbek. pochodzącego z “Apologetyku” Tertuliana. Nie wiem.To razem jest długa sprawa i niech ich biorą diabli.mówił z namysłem Wolin .Tych naszych tak zwanych lewicowych katolików nie przyciągną. Nie cyniczny. Wolin uwielbiał literaturę kryminalną.Wolin gładził sobie policzek. Na ogół to gra z takimi jak ten Michał jest wygodniejsza niż ten małpi bal z socjalistami.Z socjalistami będą kłopoty . Niektórzy szybko ewoluują do marksizmu. w jakim łacińskiego sformułowania anima naturaliter Christiana (dusza z natury chrześcijańska). ale już Maritain był dla nich żydokomuną. . Pamiętam.nowego chowu. Czy pamiętasz. obojętne. Naturalnie. Ale nie w tym rzecz.Jak tam u was na uniwersytecie? . To przepowiadam.Co ważne. Rzewne tony. I to takich jak ja . . na swój ruch brał pieniądze od przemysłowców.Jeżeli zrobi się tę grupę . .powiedział nagle Wolin. że nie ma nic dającego równy odpoczynek w tych czasach. .Pracuję. . Trzeba tej całej inteligenci dać trochę ideowego komfortu.można przewidzieć mniej więcej. .Chaos i początki. . No. to młodzież.Fałszywy wobec siebie. jestem przygotowany na to. Inni są nieprzejednani. Mawiał. . Ci intelektualnie są zupełnie rozbrojeni. W Partii z tego powodu spadnie niejedna głowa. że przez wiele lat będę musiał oglądać gęby tych.Niby konieczność. ale nie mogłem jeszcze znaleźć. o co ciebie prosiłem? . Przed wojną francuskich katolików uważali za zgniliznę.Cóż chcesz . Nie mają nic do ofiarowania. . . Nam teraz potrzeba tylko czasu. a równocześnie zaraza. Najlepsza przyjdzie do nas i to szybko. .Te detektywne powieści. . .Powinieneś pracować nad tą książką o dialektyce.A . czy spośród wszystkich profesorów w kraju dałoby się zebrać trzech marksistów.Kościół jest siłą. jakich użyją sposobów.przypomniał sobie Julian. Teraz z kolei będą jechać na katolickim humanitaryzmie i personalizmie. I cóż. Mam teraz dobre warunki. co się adaptują. Wyławiał ją zawzięcie. Na zasadzie wstrętu do głupoty naszych wrogów. Uspokoić rozdarte sumienia. bo byli silni. .Julian założył ręce za głowę i prostował nogi. Podpierali się czasem Tomaszem z Akwinu. jak to musi wynikać z jego światopoglądu.

Nie. Śmieszność stała się jeszcze dotkliwsza. Prawdziwe życie było tam. ale Wolin zakrył go dłonią. Nigdy nie troszczył się zanadto o pieniądze. To dobry chłopak.Szukam także dzieł Labiche'a. Wolin musiał znać oczywiście historię Piotra.Zajmował się Pawłem Valery. nie będą wiedzieli. . Przegrywając. uciekł z domu. Wolin przymykał oczy. Już gnębiła go śmieszność otoczenia.Nazwisko włoskie. po co Wolinowi ta informacja. . Zasadniczo mówiło się. był jak całe to nasze środowisko: zawieszone w próżni. Co ten Kwinto pisał przed . Julian nalał mu kieliszek. Zdaje się. . Podobno mają wystawić “Słomkowy kapelusz”. nie przebierajmy miary. To bardzo ciekawe.Artykuły. zdobycie świadomości. nie wiedząc. Sam wiesz. Powinieneś napisać analizę przegrywającego reakcjonisty. Jednym słowem. po ścieżkach wysypanych żwirem. wojną? Julian zastanowił się. nieprędko ktoś Niemal fizyczne ssanie w dołku.Po przeciwnej stronie jest zgrzytanie zębami i z każdym rokiem. które pisze.Nie. znów Francja. że on sam jest z proletariackiej rodziny. . . powinno się pisać przez Q. Jego francuskie guwernantki zabraniały mu paprać się w wodzie. z chłopcami z wioski. Wiele zawdzięczał intelektualnie więzieniu. Ale dzieciństwo jego upłynęło w wielkim białym domu. brał łódkę i znikał na całe dnie. dokąd to prowadzi.Ci. którzy znaleźli się z nami. Odtąd się potoczyło.powiedział. . Quinto. są całkiem niezłe. Feudalne pochodzenie. No. To rozkoszny autor. praca fizyczna. Później nauczył się uciekać. Rosja. A swoją drogą. . mają dużo szczęścia . pierwszy pobyt w więzieniu. ci włoscy architekci i dworacy tu się osiedlali. Kiedy miał piętnaście lat. z każdym miesiącem większa rozpacz. co się z nimi dzieje. kiedy szedł na spacer brzegiem.języku. Hiszpania. . kiedy codziennie rano wysyłano go powozem do gimnazjum w miasteczku odległym o sześć kilometrów. Potem przyszła Francja.Julian był lekko zażenowany. Nędza. Feudalne pochodzenie jest lepsze niż drobnomieszczańskie obciążenia. że przyjaźnisz się z Piotrem Kwinto? Kwinto. co to za nazwisko? Przybrane? . który stał w parku nad jeziorem.

które by mogły stanąć na drodze jego ambicji. . . . Na to jest rewolucja.Les Precieuses ridicules (“Pocieszne wykwintnisie”). . Każdy dwór ma swoje precieuses ridicules. jak artysta upadającej klasy kupuje spoistość języka za cenę ucieczki od rzeczywistości. Co mnie bawi. 12 precieuses ridicules (franc. to jasne.Tak. Problem. Tendencji do przekreślania wobec siebie samego trudności.12 Już paplają nowymi terminami. Proces dzisiaj we wszystkich jest powolny.) . jaką zauważył w Julianie. Był specjalistą pantomimy. . A Julian zawsze wiedział. Dzięki ideologii każdy powinien otrzymać zadośćuczynienie. Większość z nich ucieka od rzeczywistości poprzez rozpad języka. I dlaczego tak się zdarza. Julian imitował Manię wchodzącą na polityczne zebranie. Czy widujesz Rudą Manię? Wolin śmiał się.Wolin myślał o pewnej tendencji. które połapały z powietrza. tytuł komedii Moliera z 1659 roku.To zupełnie normalne.pokusi się oświetlić Pawła Valery z marksistowskiego punktu widzenia. to te kobiety tutaj w Łodzi. Ten ma na pewno wewnętrzne trudności. że należy mu się ta uniwersytecka katedra.Tak. Kwinto.

idzie do socjalistów. bracie. I określał sytuację: “Te Ruskie to czorty. A zapomniał. Fabryki nasze. Jeżeli nawaliło pięćdziesiąt kilometrów od Warszawy. jeszcze nie.mówił Teofil. Nie potraficie trudno”. Przynajmniej wiadomo. Nocował na Pradze. Dobrze mówi”. tylko obsrywać wszystko. potraficie puścić w ruch . Borkowski siedzi teraz w mamrze. żeby wyjechać wcześnie rano. Karwowski. Szosa była pusta. Ale niedoczekanie ich. Jakby wyszły w karnym ordynku z palących się domów i skupiły się wszystkie na ocalałej przestrzeni miasta. to co? Było źle. żebyśmy się im dali. Nie tylko. Zaczynało się niedobrze. On jest wicedyrektorem fabryki. robotnikom. Ten sekretarz Partii to swój chłop. szofer. bez Partii nic . może być tylko lepiej”. konkretna robota. Martyniak czytał mowy sekretarza i odnajdywał w nich odpowiedzi na pytania. że namówił go do wstąpienia do Partii. Kilka dni temu dowiedział się o jego aresztowaniu. co i jak.dobrze. Pozostałe dokumenty. które go dręczyły w ciągu lat wojny. Powoli. kto głupi. pełnomocnictwa wypisane po polsku i po rosyjsku miał przy sobie. jak głupi.Kto mądry. Ale była szansa. gorzej nie będzie. Poza tym nie mógł sobie wybaczyć: zapominać czegoś zdarzało mu się rzadko. również przed wojną. Patrzył na płaskie pola pokryte zieloną runią i ziewał. Wdzięczny powinien być Teofilowi za to. koperty. jak by wyglądał wobec towarzyszy podróży. że będzie komuna. “Teraz. Ale wtedy nie ciągnęło go do . kraść i niszczyć. listy.VII Drukarz Martyniak siedział na stopniu starego forda. Tu wiadomo. nie oni. Zrobić to. Mgła poranna opadała. zrobić owo. zapisze się teraz. Wstydził się do tego przyznać. Powiedziano mu wyraźnie: “Potraficie ochronić papiernię. i pogryzły go pluskwy. A nam. jak nas będzie dużo partyjnych. Barbaria. to my będziemy mieli do gadania. Jak szybko zmienia się wszystko. w której akurat był bilet partyjny. socjały nas dość bujali i nie nabujają. było chłodno. Były ich wszędzie roje. Ci komuniści to jednak nie najgorsi ludzie. . z rzadka tylko przebiegła koło nich ciężarówka sowiecka. dłubał w motorze cierpliwie i w milczeniu. to co będzie dalej? Martyniak był zły. żeby maszyn nie zabrali. koleje nasze.

Czy to słyszane dawniej rzeczy. Repko był towarzyszem z Partii. . tylko drukarz. jak doradzał Teofil. . Co prawda. który sam skądś wydostał. to czystych nie znajdą”. Potem będziemy się martwić.Gdzie inżynier? .zapytał Repko.Grat. Dużo wrzeszczeli i tylko to było widać. którą kupił od lotnika. chować się przed gestapo. “Nie przyznasz się. że nie należy nic ukrywać. Ubrany był w skórzaną kurtkę. że są za Rosją. Odsunął w tył czapkę i ocierał rękawem czoło. nie krucho. podobał mu się. Musi pójść. Ale to nie to co jakiś Borkowski czy inni tacy durnie. . Martyniak ją podziwiał. . który mu sam podpisał pełnomocnictwa. Z zawodu Repko był robotnikiem w fabryce żyletek. Jakby chcieli przebierać. żeby z tego został smród i ślad w papierach. był za mało ciepły jak na tę porę roku. czy umieścić w kwestionariuszach. Spotykał się z nim ostatnio często i zaprzyjaźnił się. żeby wielki dygnitarz był zwyczajny człowiek. ich pismo nazywało się pismem koalicji stronnictw. A powiesz otwarcie: ja nie byłem tam niczym. . Wyciągnął pakiet owinięty w gazetę. tam z żywnością będzie krucho. ten był fanaberyjny. w przyszłości? Kto to może przewidzieć? Och. Bo nuż kiedy. Teofil był zdania. więc pracowałem. Teraz to wyglądało jakoś inaczej. Cała ta konspiracja. przydało mu się bać. Głodny jestem. Była to solidna kurtka. nic? Karwowski spojrzał znad maski samochodu. było nieprzyjemne. co robił w czasie okupacji. to że wiedzieli. Mówi. to i tak prędzej czy później wywąchają. Repko wylazł na szosę i prostował kości. I sekretarz. Jego okrągła twarz z zadartym nosem była zaspana.No co. Scyzorykiem podzielił kiełbasę na . To była paskudna sprawa. I to wcale mu nie zaszkodziło. była londyńska. Świętych nie ma. każdy do czegoś należał. Co można z takim zrobić? Próbuję. Długo naradzał się z Teofilem. Płaszcz. Postąpił. to było przeciwko Niemcom. Repko trącił go drzwiczkami i wystawił głowę.Krucho.komunistów. po to tylko. kazali. do której należał.Poszedł do wioski coś kupić. nie żaden pan z ich fałszywym zachowaniem się wobec podwładnych? Baruga. że trzeba spróbować zabrać jakieś zapasy.

trzeba kombinować. .Karwowski miał pełne usta. Martyniak wiedział. Prawda. Karwowski zaśmiał się. Niby nie ma innego sposobu. żeby ludzie rozłazili się wewnętrznie. że tam będzie Polska? Czy kto u nas ufa Rosjanom? Dziś mówią tak. ale już w Moskwie. A kto to wierzy. że nie trzeba pozwalać.Tam pustynia i szaber. ta Polska?” Znów poszedł dłubać do motoru. Nie myśli. Karwowski machnął ręką.trzy części.Moja żona sama piecze .Bo tam przecie pustynia. Martyniak był zamyślony. to przemówić im do rozumu. Repko.pochwalił się Repko. to dojedziemy za rok. Gratów mogą naokoło naszabrować. chleb. Będzie trudno. Przeżyliśmy Niemców. . .zapytał Repko. . . ten czym prędzej chce do rodziny.Drużynę skleimy. Ale świetnie teraz chodzi.Smaczny chleb. . Ale nie będzie prawić kazań swojakom. będą mieli pracę. Jedli. Nie mają żarcia. Fabryka będzie. Wytłumaczyć. potrzeba im naszych. powiedzą inaczej. to maszyny powinni choć mieć. co potem. kolegom. Myśleć . Koło nich przejechała pędem wojskowa ciężarówka. .Sowieccy żołnierze mówią: gdzie zaczyna się biały chleb i kiełbasa. Martyniak wyjął papierosy. ile zechcą.Kto idzie z Niemiec. Ziemia tam niemiecka. jutro spodoba się im. Nie. Ten fordziak. Repko nie zgadzał się. jakoś dojedziemy. tam zaczyna się Polsza.Ja myślę tak. . .Co te dziady mają. .Czy tylko uda się tam drużynę zorganizować? . Fabrykę puszczą. Repko splunął. “Polska? albo to nasza dzisiaj.Ee. Sposób.Jak tak będziemy stać ciągle. . Karwowski mlaskał. .Czuł się w obowiązku uspokajać obawy. ale zawsze nijako tak na niepewne. . . nie. Ale tamtędy wracają ludzie z Niemiec. siedząc w rowie. mieszkań tam pod dostatkiem.

Już idzie . . Człowiek powinien żyć jak człowiek. to grunt. przydziały. Wiem. . Stołówka. A reszta wszystko na naszej . Tylko że teraz jeszcze za wcześnie. gdzie siedzieli. Tam mieszkanie uda się załapać. Tam nie tak prędko się uspokoi. że powinien się ożenić.No tak. że głupi jestem. Karwowski krzyknął triumfalnie: . Ludzie to wiedzą. żeby nie wiem co.nie pomoże. żeby nie było na mnie. w pumpach i w narciarskich butach ukazał się na szosie między domami wioski. Słabe słońce świeciło przez mgłę. Za młody . fabryka chroni. Takich mało. Gdyby nie owdowiał przed wojną. O kilkaset metrów od miejsca. A teraz tyle. no nie? Bogactw po Niemcach też coś zostało. Całą wojnę tylko handel i szmugiel.Co to znaczy nakarmić własną maszynę! Od razu inny pomyślunek! Teraz jak będziem czekać na inżyniera. Ja swoje dzieci poślę do szkół.Co jemu. Choćby nie było z początku pieniędzy. Motor zahuczał. Co byli w Rosji. Ja mam dość tego psiego życia. ale zawsze raźniej. pójdzie w górę szybko powiedział Martyniak. Ja też tak myślę.Mówią. czy mieszałby się w konspiracyjne awantury? Jako tako trzeba było teraz życie urządzić.Inteligencja. też doradzają: iść do fabryki.Przed wojną to on by nie mógł zostać dyrektorem. jak umie. Na kursa jakieś powinienem się zapisać.zauważył Repko. że dobry fachowiec. . inaczej by człowiek zdechł. . jakby łapanka czy wywózka. Żonę i dzieci teraz można tam tylko zmarnować. Gdzie będzie najlepiej? W fabryce.To prawda. co żona uhandluje.Miejsca dosyć. inżynier Wolski z plecakiem.powiedział Martyniak. póki pora. Bez fachu nic. Dziki Zachód. Repko rozpiął kurtkę i gładził jej flanelowe podbicie. Czy wszyscy już nie kombinują? Kombinują. . . Kto dobrze zacznie teraz. żeby zarobić. . Mieli pieniądze na nauki. on będzie miał swoje kotły. . Martyniak pomyślał. Robić. każdy kręci się. . Oni to nie muszą zapisywać się do Partii.Teraz jest moment. Rozglądnę się.

panie Zielonka! . nie święci garnki lepią. Jadziem.Z papierem to ja ni ni. Karwowski siedział za kierownicą. Wołał ku zbliżającemu się inżynierowi: . zobaczymy. Trzymajmy się.głowie.Nasza limuzyna pracuje. . No. Hałasował klaksonem. Repko nacisnął czapkę i wstał.

Pióro chodziło łatwo. mówił sobie Piotr. czym jest szkoła i czego od niego żądają. jaki w tym był trick. wtedy kiedy siebie kontrolował. które nic wspólnego nie miały z jego osobistymi. Cały sekret polegał na miękkim poddaniu się społecznemu ciśnieniu. Dotychczas pamiętał swoje wtedy zdziwienie.a kiedy zastosował tę metodę do całego swego zachowania się. to mówiąc coś. co było zalecone. nic mu nie przychodziło mądrego do głowy. uchwycili znacznie wcześniej od niego istotę mechanizmu. Ich zadaniem było stworzenie społecznego rytuału i wdrożenie młodych w ten rytuał. zresztą niedołężnymi. Nie chodziło bynajmniej o to. Godzina. w rozpiętej koszuli. A przecież nauczyciele nie wymagali bynajmniej od pupilów jakiejś niemożliwej szczerości. Jego niepowodzenia miały prostą przyczynę: próbował mówić to. . System nie był niczym innym niż wielką szkołą i miliony ludzi złowiły. żeby szczerze akceptować. Ławki szkolne i wycięcia. miało swoją własną konsystencję. bo znów powodowałoby wewnętrzny skurcz) w to. jego koledzy. I cóż innego robił od chwili wyjścia z obozu? Powtarzał dawny szkolny nałóg. drapał się we włochatą pierś. sterując rozmowę ku zagadnieniu polskich robotników we Francji. co gorsza. Styl telegraficzny”. jakie w nich żłobił scyzorykiem. wkrótce stał się jednym z pierwszych uczniów w klasie. Dostał dobry stopień . w której napisał dwie strony wypracowania z literatury tak. Przez szereg lat był w szkole złym uczniem i miał złe stopnie ze sprawowania. dopóki któregoś dnia nie zrozumiał. cierpiał z powodu ubóstwa swoich idei i dostawał adnotację: “Temat nierozwinięty. to sobie uświadomił. I. tak aby ani wierzyć zanadto (to byłoby złe. Baruga. Co było konieczne. co ważniejsze. Teraz przeciwnie. Choćby najbardziej się starał. rozmawiając z Barugą. nic z tego nie wychodziło. i. które trwało niezależnie od prawdy czy nieprawdy. była przełomowa. w swoich ćwiczeniach wstydził się pisać zdania. W rezultacie był sam przeciwko otoczeniu i przez zwyczajną naiwność grał rolę dzikiego anarchisty. sądami. co myślał. aby się to spodobało. pomysły nadbiegały same. pozwalał się prowadzić logice rozumowania. ani nie wierzyć. zgarniał je z wielką łatwością. nawet ci najgłupsi. Wynikały z tego bez ustanku skandale. choć dopiero w tej chwili.VIII “Zaraz będzie moment”. przypomniały się Piotrowi.

Hm.powiedział. I dusić go będzie bezsens życia. Kto raz zakosztuje tego gorzkiego smaku. A kto.urządzić się wewnętrznie. że każdego potrafi zażyć psychologicznie. nędzę. to pamiętajcie o mnie. że tamto kiedyś było znośne.Nie bardzo mogę sobie wyobrazić. Baruga ziewnął. Jak tam zacznie się organizować nasza prasa. na zachodniość. jak wam nadarzy się jakaś okazja. Afryce. chodzi po świecie jakby nic. Zmiany rytmu otoczenia są potrzebne dla zdrowia. . tu i po całej Europie . będzie wył i skręcał się. Ale to kiedyś. chłopak jest chory. Mógłbym się wam przydać. tak jakby się wierzyło. że zwracali się do niego. przez te lata mogło nazbierać się w człowieku dość klaustrofobii. W pięć minut potem można już było każde wypowiedziane (jak w klasie przy tablicy) zdanie podać wobec siebie w wątpliwość. nie ma jednak znaczenia. popełniałby oczywiście błąd. Sam nie wie. . zachwytu. Każdemu trzeba dawać według jego miary. Ale to. Wtedy działać. może im dać chwilę rozkoszy. działać za wszelką cenę. są nasi. będzie tęsknił do ogródków. jeżeli nie my. Myśli Piotra pracowały w harmonii ze słowami. No. . żeby to nie zostawiło pożytecznych śladów. aby nie wypadały z toru.Mnie Francja interesuje . jak wszyscy. . Gdyby wobec Barugi grał makiawelską komedię. małego szczególiku już w nim brakuje. Kiedy czują bezsens życia. Ale wrzućcie go w Gemutlichkeit. tylko tak można ludzi przywiązać i sprawić. Dajcie mu ruiny.stało się tak miłym podarkiem dla jego dumy złożonym przez wypadki. który sprawiał. Baruga szczycił się. Czy chce uciekać. francuski znacie biegle. Dostał za mocno w skórę. że są demiurgami? . dublował je tylko aparat kontroli. ale we środku ma wszystko przestawione. w przyszłości. strach. czy nie chce.Ja traktowałbym to jako zabieg higieniczny. Sami rozumiecie. jeszcze i ten. jak trudno jest zdecydować się na jakąś Wenezuelę. Nie jestem już ten sam i widziałbym w niej inne rzeczy niż dawniej. Ba. Ameryce . domków z zielonymi żaluzjami i spokoju. Jakieś pół roku tam dobrze by mi zrobiło. Tu ich mamy. który przestrzegał. jak wygląda po wojnie.może także Azji. że w jego mocy będzie wkrótce przestawiać ludzi jak szachy na wielkiej szachownicy.

Jeżeli chytrością był ten plan .żeby wiernie służyli. z zupełną zgodą na wieczną przegraną? To znaczyłoby pogrążyć się w jakiś czysty animalizm. Nie był tak fałszywy wobec Barugi. Tego wam zmarnować nie wolno. w istocie udawał tylko wobec siebie chytrość. Jaka jest miara tego Kwinto? Niewątpliwie.na skoki. Kwinto.Mnie się zdaje. to bawił się nim tylko. co było? Powrót w czasie. żadnego punktu zaczepienia. mógłby w tym zamęcie. Był za słaby . na to się nie zdobędzie. od was zależy. Powiedział łagodnie: . bo intelektualnie nie dawało się to ogarnąć. do dawnego siebie? Niemożliwe i wstrętne. jak w tym straszliwym powstaniu. nic.Dziękuję wam. Niejasna wizja zerwania z tym wszystkim. żeby zrobić z was naszego korespondenta za granicą. że powinniście się trochę po świecie przewietrzyć. jakiejś nieokreślonej wolności nawiedziła Piotra. tak zwana przyzwoitość. Zyskiwać na czasie. W każdym ich geście. gest. Zwierzę oblicza jednym spojrzeniem . Ja byłbym za tym. Przecie ostatecznie przychodzi z tym do mnie. nie bardzo sam wierząc w jego realność.rzucenie w porę ziarna. Poza tym feudalne pochodzenie. wygórowana ambicja. to dwa. które należało odtąd pielęgnować . w każdej myśli. całkowicie wbrew oczywistości klęski. jak trochę ułoży się ten bałagan. Tam. w tym szerokim świecie. że praca jest dla mnie ważna i że co mi się w niej uda. to raz. Pomyślimy o tym. po amnestii. że na zawsze. Talent urodzonego reportażysty. A co gdyby mu rozluźnić pęta i postawić na tę ambicję i przyzwoitość? Te pęta są dobre. nie był dwulicowy raczej wobec siebie? Jeżeli miał chwilami ten zamiar ucieczki. A czy pozornie dwulicowy wobec Barugi. Mieć ją znaczyłoby zwyczajnie kłamać Barudze i demaskować się w ten sposób. Zdezerterować. . Jak kiedyś marzenie o skończeniu szkoły. Nie zdarzyło się. umiejętność czujnego organizmu. Stawać się dzisiaj emigrantem. ale nie. w każdej decyzji klęska.to być może była to chytrość głębsza niż myślenie. wyszedłby z polską armią do Persji. Mogło się zdarzyć. która właściwa jest dzisiaj klasie schodzącej z historycznej areny. Natychmiast jej sobie zabronił. jak by się zdawało. Stąpać miękko.jeszcze za słaby . Wiecie. Nie. tak po prostu. które są niewidzialne. Macie zacięcie w wielkim dziennikarskim stylu. że wtedy. z pełną wiedzą.

szerokość przepaści i wie. hipokrytą wobec samego siebie. których rolę nauczyli się grać. szuka zejścia po stoku. protektora. Może znika w nich zupełnie rozdwojenie i są tylko postaciami. aby nie przypuszczać. Czy kiedy jest sam. I kiedy manewrował tymi twórcami rzekomo wiekopomnych dzieł. Piotr poznał takiego łowcę dusz. Każde zdanie Barugi miało wyraźny cel taktyczny. czy jego mięśnie przeniosą je na drugi brzeg. Czy tylko wiara w historyczną konieczność jako forma jego woli? Piotr dużo dałby. Trzeba by było dać mu po gębie. Nie lubił tych rzadkich wieczorów. A gdyby osądzać Barugę według jakichś wzorów prawdy i nieprawdy? Powtórzyć anarchizm chłopięcych lat. magnetyzującym spojrzeniem. Baruga był w Rosji. “Od was zależy”. Przynajmniej u tych. mógł tylko śmiać się z naiwnych złudzeń. ale tylko przez sztukę działania. Bańki mydlane na historycznej fali. kręcił się w tym ukropie i szukał potwierdzenia. . . żeby móc porozmawiać z Barugą zupełnie szczerze. To zniewalało ale równocześnie Piotr podejrzewał księdza. Co było w nim prawdziwego? Doktryna? Przecież nie jej oficjalna strona. Baruga. Ode mnie dla nich zależy. ale te także urywały się zbyt nagle. Jeżeli wie. widząc ich płaszczenie się. ich tchórzostwo. Kiedy był w szkole. że Baruga traktuje je również tylko jako środek. mówi ten chłopak. że naprawdę coś znaczy. siedział przed nim jak spowiednik. zdawało mu się. które odbywał w godzinach nocnych. że jest hipokrytą . co są dostosowani do tego systemu. W przeciwieństwie do ich surowego. nigdy nie był naturalny. mecenasa. Ale nauczył się. robienia użytku z innych ludzi. kiedy miał lukę między zamętem dnia i konferencjami. Nic od niego nie zależało. były wymuszone. fanatycznego prefekta.i co gorsza. tamten ksiądz brał rękę młodego buntownika w swoje dłonie i patrzył w oczy ciepłym. Jednak to się nie utrwala. że nic podobnego nie istnieje. Wszystkie jego fasony: łowcy dusz. Nonsens. też myśli tylko taktyką? Nie jest nieprawdopodobne. Baruga też. Wtedy dopadała go obsesja starości i śmierci. Z wyjątkiem wybuchów straszliwego gniewu. Człowiek może być wielki. ale to było niemożliwe. które człowiekowi przypisują jakieś wieczne i trwałe dary.powiedział Baruga. Kiedyś marzył o utrwaleniu siebie na zawsze przez jakieś wiekopomne dzieło sztuki. kordialny. że nie zdoła. temu styl sam przychodzi .Kto rozumie historię. że szukanie jakiegoś sedna w człowieku jest złudzeniem.

Pracujcie. A kiedyś. . żebyście napisali o przygotowywanych planach odbudowy Warszawy. Chciałbym. która obudzi prawdziwy entuzjazm i pomoże uleczyć rozdarcie narodu. . To jest dziedzina.Proszek. tak. kiedy się to wszystko przemiele? Wstał.Tak. za setki lat.

w jaki sposób. kto nią przechodził: leśni.IX Wioski mokły w ciepłych wiosennych deszczach. o gruncie leżącym odłogiem. że idą daleko. czy nie zostawić swoich chudych morgów i nie ruszyć tam szukać szczęścia. Chłopi nauczyli się w czasie niemieckiej okupacji. Przestrzegali w tamtych latach ściśle tego obyczaju: nie należało nic mówić o tym. że tak przecie nie mogło być. Wywieziono ich do Rosji. Wszystko było niepewne. od początku wojny. Brak było koni. Rosyjski generał słowem honoru ręczył za ich bezpieczeństwo.stare kobiety żegnały się ze zgrozą. Kiedy weszli Rosjanie. kto ma siłę na świecie. Młodzież pochowała broń i udawała. pełne szeptów. Trzymano złote monety i dolary. wszystko to. na samej zasadzie. że kto chce przeżyć. Młodzi bali się dotykać dziewczyn. Żydzi. dla zabawy. Mówiono. nie ten rosyjski. czekając jakiejś zmiany. Kiedy się zjawili. a kto się boi. aż do Francji i Atlantyckiego morza: “Europa nasza”. Szerzyły się dziwne. że ten nowy rząd w strachu. robiło rewizje. Opowiadali o ziemiach na zachodzie. nie wiadomo. bez ładu i składu. że dają tylko tak. zostali aresztowani. . jakby się paliło.tyle dobra zniszczyła przechodząca krajem szarańcza wojsk. zbiegli jeńcy. że nic nie warto. Ten i ów z uboższych zastanawiał się już. Ziemię dworów kazano chłopom dzielić pośpiesznie. żeby nie dostać jakiego podarunku. Była to cała góra podziemnego państwa. jak i wtedy. Ten i ów z sąsiadów opowiadał. byle tylko zdekonspirowali się i przybyli do niego na konferencję. bo będzie zaraz nowa wojna. Najważniejsze było nic po sobie nie okazywać. co się zdarzyło w wiosce w nocy. Doktor w miasteczku przestrzegał przed azjatyckim syfilisem. a już gdzieniegdzie wpadało UB. co słyszał od księdza o szesnastu. inni. zabijało ludzi. nieznane choroby. byle jak. Albo że nastanie nowy rząd. Niełatwo było zrozumieć. Oficerowie przechodzącej armii chwalili się. których wywieźli Niemcy. Teraz. musi umieć milczeć. że zrobią kołchozy. Wracali niektórzy z tych. bydła. świń . stąd jedni wyciągali wniosek. ale wielu pobrali Rosjanie. czorty gorsze od gestapo . Dekret odbierający z dnia na dzień wartość będącym dotychczas w obiegu banknotom dopomógł chłopskiej nieufności do pieniędzy. że nigdy w niczym nie brała udziału. było niebezpiecznie. plotek i trwożnych a sprzecznych wieści. z donosów. tylko brać. ukrywali się pod Warszawą.

“Kord” wybrał się raz do miasta. a potem wywieziono na wschód. nowa władza siedziała głównie w miastach. że policja . były “kotły”.było spełnieniem przepowiedni o panowaniu Antychrysta. To okazało się rozsądne. terror stawał się czymś tajemniczym i nieokreślonym. “Kotły” polegały na tym. Następnie wpędzono ich w zagrody z kolczastych drutów. krzepki. Kiedy weszli Rosjanie. potem znów chowali broń w dziuplach drzew i wracali do swoich zajęć. wylizał się z ran i przez kilka lat buszował w lasach. niski. nie usłuchał rozkazu swoich zwierzchników i nie pozwolił się rozbroić. . Nową metodą. którzy poddali się Rosjanom jak barany. mieścił się punkt podziemnej prasy. żeby wpadł haniebnie. zostali przyjęci grzecznie i z honorem: sojusznicy w walce z Hitlerem. Metoda ta była zgodna z rosyjskim zamiłowaniem do dyskrecji i załatwiania wszelkich spraw po cichu. Liczył trzydziestu kilku ludzi. Oddział “Korda” trzymał się z daleka od miast.enkawude albo UB . wskazywali niebezpieczne punkty. Większa część młodych żołnierzy rozproszyła się. trzy tygodnie i w mieszkaniu gromadziło się kilkadziesiąt osób. kto dzwonił do drzwi . Jednak gdy stał już w bramie domu. ale tam ten był lepszy. Ci. które zaopatrywano w żywność i na miejscu poddawano inwestygacji. Ale w zamian dołączali się ciągle nowi. maszynka zwinnych mięśni i czujności. próbując zacząć cywilne życie. tydzień.robiła zasadzkę w jakimś mieszkaniu. gdzie. był ranny w kampanii 1939 roku.zostawał uprzejmie zapraszany do środka. Niewiele brakowało. napadając na ich punkty zaopatrzenia i transporty. gdzie. przyszło mu na myśl posłać najpierw na górę swego pomocnika. jak wiedział. próbując tam złapać kontakty z rozpełzającą się konspiracyjną siecią. “Kord” miał zapewnioną wszędzie pomoc chłopów. Jego dowódca. Olbrzymiał przez niepewność. instrukcje nie przychodziły. którym UB następowało na pięty. Na wieś urządzała zbrojne wyprawy. Tak jak było. której w tych rozmiarach nie używało gestapo. Czekano instrukcji z Londynu. a wielu z nich brało udział w jego operacjach prowadzonych w ich okolicy. Uniknął niewoli. dwa. Oddział “Korda” uniknął tego losu. Ostrzegali. co i jak. “Kord” lekceważył opowiadania o “kotłach”. Każdy. kto znał teren. co robić.choćby to był sprzedawca czy funkcjonariusz elektrowni . ale sytuacja była bez wyjścia. Toczył ze zmiennym powodzeniem bitwy z Niemcami.

i zalecił surowo. niż znaleźć się w więzieniu. jakich nam brak lekarstw. rok 1939. “że ten młody bandyta jest jedynym. Ludność powinna wiedzieć. co się stało. opromieniony sławą obrońcy Starówki. którzy zdolni byliby zapomnieć pakt z Hitlerem. Ta popularność jednak okazała wkrótce swoje złe strony. Dyplomatyczne rozmowy oczywiście musiały być tylko chwilowym wybiegiem z ich strony. nie wiedział. który powiedział. Co do nowego koalicyjnego rządu z udziałem części londyńskich polityków .groziła kara śmierci. za łajdaków: nieudzielenie pomocy Warszawie. Lepiej było tak żyć. pochylał się nad nim biały czepek zakonnicy. kiedy widział wpadający przez okno granat. z ich barykady”.rozmawiał z nami po francusku.na takie pytanie ani “Kord”. Przywiózł go niemiecki lekarz. Z relacji sióstr próbował zrekonstruować. ani nikt z jego oddziału nie umiał znaleźć odpowiedzi. Pamiętał tylko swój strach.dom został obstawiony i . co żyje. jeżeli zacznie przychodzić do zdrowia. pozwalać Rosjanom rozłazić się po tylu krajach. Był to dla Gduli rozkoszny okres. Jednym z najbardziej zaufanych żołnierzy “Korda” był Gdula.jak poprzednio za współpracę z Niemcami . że za współpracę z okupantem .i należało stosownie do tego postępować.opowiadały siostry . nie miał ich akcentu.czy takie akcje nie były dostatecznie jasne. Napychany smakołykami przez matkę. Katyń i setki tysięcy ludzi wywiezionych do łagrów? Trwał stan okupacji . podstępne zwabienie szesnastu . aby zameldowały władzom. W jaki sposób uniknął śmierci w Warszawie. Kiedy odzyskał przytomność. nawet dla tych. aby grupka agentów osadzona przez Moskwę w Warszawie nie werbowała zwolenników przyciąganych chęcią zabezpieczenia swojej skóry i widokami korzyści. żeby teraz. Zapytał. i nazajutrz te lekarstwa przywiózł”. gdzie jego ojciec był urzędnikiem magistratu. zażywał względnego spokoju i popularności wśród miejscowej młodzieży. W parę miesięcy później Gdula wylądował w rodzinnym swoim miasteczku. którzy by chcieli gadać z bolszewikami.to “Kord” uważał polityków. Zdrajcy powinni byli być karani.był to początek lutego .Jaka w tym była przyszłość? . Można było mieć nadzieję. aresztowanie członków AK. że w szeptanych pogłoskach o nowej wojnie tkwiło coś z prawdy: zachodni alianci nie mogli być aż tak głupi. Tylko ten pozostawał środek oporu: zapobiegać. Mniej więcej dwa tygodnie po wejściu Rosjan . “To był dziwny Niemiec . kiedy mieli zmobilizowane armie.

a przez swoją wesołość i dowcipy podbił serca kolegów. nie miał nigdy chwil wahania. nocując nieraz. co mnie do tego”. który wyłonił się. “Szkopów do pomocy nie potrzebuję. energiczny. że “pojedzie na białe niedźwiedzie”. kim są. trzęsący się ze strachu. Niemcy pobudowali jesienią 1944 roku cały system umocnień. Jak po kampanii 1939 roku. Lasy były poryte rowami i dołami. Nie kierował się rozumowaniem . Przypadł do gustu “Kordowi”. Był to przeraźliwie chudy. Kiedy zorientował się. Na cień. . przyjął go chętnie. Przesuwali się szybkimi marszami. leżąc na zboczu lesistej góry. zostawili mu kilo boczku. W gęstwinie partyzanci natykali się czasem na trupy niemieckich żołnierzy. które nie przydały się im na nic. Nie SS. Niech żyje czy zdycha. Raz. który wyrobiły w nim lata partyzantki. “Kord” się nie zgodził. Oswojenie się z nowym rodzajem życia było dla Gduli trudne. w nocy. Co z nim należało zrobić? “Kord” poddał go badaniu. na podściółce z jedliny. “Kord” zabronił się tam zbliżać. obok których rdzewiały karabiny. brodaty i brudny Niemiec. decyzje podejmował natychmiast. które dochodziło od strony betonowych bunkrów. Wziął Gdulę i paru innych i przed świtem podpełzli tam cicho. Żywił się zmarzniętymi kartoflami. posłyszeli w pobliżu coś jakby mlaskanie. Czołgi sowieckie zachodziły ich stale od tyłu i musieli wycofywać się w pośpiechu. Gduli podobał się ten dowódca: zacięty. który właśnie grasował w pobliżu. “Kord”.był w nim jakiś szósty zmysł. czekając.Gdula sądził już. Ale wkrótce już szło mu dobrze. kiedy wioski zdawały się mało pewne. które odgrzebywał na polach. aby go przyjęto do oddziału. który odkrył w nim talenty szperacza. błagał. wszędzie dużo było porzuconego wojskowego sprzętu. spadli nagle i przygwoździli go do ziemi. ale udało mu się uciec przez ogrody. Odchodząc. Odtąd pozostawało tylko jedno: las. Wehrmacht.

pnie ukazały się w . szukam wszędzie guza? A odbywało się to dokładnie jak w kinie.wrzasnął głos. a przyszło” . Wolski zapałką oświetlał zegarek. Potykał się o korzenie. “Jak kto się czego boi.. Postanowili zatrzymać się w pierwszym miasteczku. czy nie lepiej widziałby ze zgaszonymi światłami. które koło będzie następne.Karwowski przekręcił kontakt. osiadały często i robili zakłady. z automatami. Motor samochodu odezwał się. Martyniak siedział z przodu. “Chicago. Otaczały ich cienie w chłopskich kurtkach i krótkich kożuszkach.jęknął Repko. “Ja wam się zaśmieję!” . W tej pustce lepiej byłoby nie zapowiadać na całe kilometry naokoło swojej obecności. “Jeżeli nic nie nawali. zapytał Karwowskiego. linia. “Wychodzić!”. Dalej była nagle ciemność wysokiego boru. “Kości bolą od tej trzęsionki. psiakrew” . Obmacywali go. to nie powinno przyjść. ale skaczący promień reflektorów rozpływał się w mętnej szarości między dniem i nocą. “Ręce w tyle głowy! Marsz!” Ruszyli w mrok piaszczystą drogą. “Nie da rady” . Nie ujechali więcej niż dwieście kilometrów. Nigdy nie wiadomo. wśród wrzosowisk. Zrywały się dzikie kaczki. Z motorem było pół biedy. Szosa była pusta: prosta. Tafle wody błyszczały gdzieniegdzie. żeby ich się spodziewać. że takie rzeczy nie lubią jakoś. Koła wpadały w dziury nawierzchni porozdzieranej przez gąsienice czołgów. Należało pomyśleć o znalezieniu noclegu. “Ręce do góry!” Reflektory zgasły.pomyślał. Karwowski zahamował gwałtownie i Martyniak wyrżnął się czołem. Repko z tyłu ziewał.. łata na łacie. “Co u. Miał przesąd. Bagniska majaczyły szarożółtą przestrzenią suchych trzcin. Martyniak zadał to pytanie. Człowiek by wolał nawet na ziemi. jak strzelił. długie wąskie ostrza. bo czuł się nieswój. będziemy za pół godziny”.?” Ale zobaczył nogi w długich butach na środku szosy. “Obszukać ich! Wziąć wszystko. Wolski parsknął śmiechem. poręb i sosnowych lasów. co może się zdarzyć. Karwowski zapalił światło. co mają w kieszeniach!” Lufa opierała się o jego łopatkę. byle wyciągnąć gnaty”. że nie chcąc. Co mnie do gangsterskich filmów? Czy to musi być.X Była to pora najmniej wygodna dla kierowcy. Ten spróbował. Daleko przed nimi przebłyskiwało przez zębate wierzchołki drzew niebo zachodu. Zimny metal dotykał jego szyi. najgorsze były kichy: polepione.

widział przed sobą splecione dłonie Karwowskiego i narciarską czapkę człowieka. opuścili teraz ręce. Teraz się skończy. który obciągał kaburę pistoletu. który szedł za nim. “Zdjąć mu tę bolszewicką kurtkę”. i jak kto wybrał. Jeżeli nagle kucnę? To jeden krok. nie zdałoby się na nic.świetle. żadnego oparcia. Pod jego mową schowana była inna mowa. towarzyszył jego ruchom.” Mężczyzna zawarczał: “Milczeć! Ja was nie pytam”. Zobaczył. Repko przestępował z nogi na nogę. Jakkolwiek postanowi.. Co człowiek zechce. Ogarnął go żal. przybliżając ku migającym . A już wychodzili na jakąś polankę. Stali rzędem wszyscy czterej. To było to. Twardy przedmiot szturchał go w plecy. co tłum w pociągu. wszystko jest źle. oczy i twarze tych z partii wyrażały jakieś porozumienie i groźbę: poczekaj. Igły sosnowe paliły się z trzaskiem. na ulicy. bo tam nie było nic. Młody chłopak wystąpił z ciemności. oświetlał ją na chwilę. kiedy skręcali. Jednak reflektory oświetlały teraz jasno gąszcza. dorzucano gałęzi.. nieduży czarny wąs. Zdarli mu ją i został w marynarce zapinanej pod szyję. samochód. Skoczyć w bok? Nie. A wtedy. Droga wiła się. twarz przecinała równoległa szrama idąca przez nos. Wolski zaczął mówić: “Panowie. w gromadzie. że nie wolno było przyznawać się przed nikim do należenia. w tym komunizmie było coś strasznego. Metal broni połyskiwał. Poczekaj. tym trudniej było iść. W tym nowym. w tramwaju. Ten grzebał w nich i czytał. Z drugiej strony ogniska patrzył na nich niewysoki mężczyzna w kożuszku przepasanym pasem. a starał się nie wiedzieć. Repko rozpinał guziki. Głowę miał gołą. żeby być z nimi. ukazywało się wiele par oczu ludzi siedzących kołem. Karwowski miał głowę spuszczoną. że wstyd zamykał usta. wiedział to. Potem znów to ginęło i zostawała tylko obecność. rozkazał mężczyzna. wszędzie był swój. Nic z fabryki. Pochylone twarze dmuchały w płomyk na ziemi. zobaczysz. szepty. żadnej utajonej siły. że wszyscy ludzie ich nienawidzili. musiał już z nimi tylko się trzymać. Nic z nowego życia. Ale jakby skoczyć? Postanowił szukać stosownej chwili. w latach wojny. płomieniom. Uciekł od tych od Borkowskiego. Kiedy płomień buchał wyżej. który sunął z tyłu. bo już był nie ten. krótko ostrzyżoną. zobaczysz. zasalutował i podał portfele mężczyźnie. to wszystko jest źle.

dymiła. nie na twarz: na ręce .mężczyzna odwrócił głowę .Nie. odsłaniając białe zęby. to będzie bezpieczniej. jak pies. Chłopcy . Członek PPR. Powiedział zdławionym głosem: . .Karwowski. iskry pryskały. Nagle uświadomił sobie. .Inżynier Wolski. Repko kiwał się na boki: . Był w skurczu twarzy tamtego jakiś odcień pogardy.Martyniak już zrozumiał.Jan Martyniak? Zatrudniony w zakładach “Kultura Ludu”.jak nazywa się Polak. Z rozmachem cisnął otwarty portfel w ognisko. podnosząc oczy. Ten zbierał skwapliwie z ziemi rozsypane świstki. co fabryki ze strachu będą puszczać w ruch komunistom. że jak wstąpicie do partii. który wstąpił do partii bolszewickiej i pomaga w ujarzmieniu własnego kraju? Z ciemności chór głosów odpowiedział: “Zdrajca!” Echo potoczyło się. unosiły się. że tu idzie jakiś sąd. Myśleliście. My wymierzamy sprawiedliwość. Usłyszał w sobie strzęp modlitwy. Wicedyrektor papierni. czego od niego żądają. który to? Pan dyrektor . syczała. Jesteście zdrajcą ojczyzny. że biletu partyjnego w jego dokumentach nie ma. Mężczyzna przestał grzebać w jego papierach. szofer? Przed wojną co robiliście? . wirując. Partyjny? Martyniak czepiał się nadziei ocalenia.Milczeć. kłamiąc. schował w kieszeń. Jeden z tych.skandował. Odłożył pieniądze. znów było cicho. Dyrektor personalny papierni w Eichenberg.Władysław Repko..Ja. który próbuje uchwycić. . . Rzucił na niego spojrzenie. wróciło odbite. jak palą się jego pełnomocnictwa. że robią to dla Polski. co? Ale jest sprawiedliwość.. Tamten niespodziewanie podniósł górną wargę w ironicznym uśmiechu. .. Mężczyzna zrobił ruch ręką. Skóra zwijała się. choć napinał całą uwagę. ceratowy kwadrat przeleciał nad dymem i uderzył w pierś Karwowskiego.Jeździłem na taksówce w Warszawie. Znaczenia tego uśmiechu Martyniak nie mógł odgadnąć. resztę upuścił. Martyniak przyglądał się machinalnie.

Jeszcze nie wierzył. Tak zawsze bywa. łomocąc w gałęziach. dostawał pchnięcie lufą.Ręka mężczyzny była oparta na kaburze pistoletu. czegoś mu brakowało. Z wolna oswoił się z mrokiem i zaczął nabierać otuchy. Szumiały sosny. Oddychał. Nasłuchiwał. Wyglądało. Grzązł teraz w piasku. jego palce zamykały się na mchu. Pod jego zadartym nosem otwarte usta robiły ruchy. Stał nieruchomo. Nogawki miał pełne cieczy. Siadł. Podskakiwał. Nawoływali się. ale kiedy zatrzymywał się. Ile czasu to trwało . Nic. zatrzymał się. Nie ja. .i nim Martyniak zrozumiał. Ciemność poraziła. zadyszany. jakby próbowały się zamknąć. jakby wiedział.nie mógł obliczyć. usłyszał. Zerwał się i zrobił parę kroków do tyłu. co stali za nimi.myślał. szedł na oślep. Odezwało się. kolana zrobiły mu się miękkie. a nie mogły. Potem moczar. krążek lufy. że każe odskoczyć tym. Dokąd ich prowadzą? Stąpał z trudem. Mężczyzna dał znak . Czapka spadła mu w ognisko. Śmierć. Repko przeżegnał się raz i drugi. Próbował jeszcze pojąć. co znaczył uśmiech tamtego. o cholera” .mówił przy nim. Żadnego głosu. jeszcze raz. “Cholera. Żył. “Teraz mnie kropną na uboczu” . Martyniak usłyszał za sobą: “Ręce w tyle głowy! Marsz!” Twardy przedmiot znów oparł się o jego plecy. Karwowski brnął ku niemu. Echo powtórzyło dwa strzały. daleko w ciemnym obszarze lasów. Wreszcie po cichu zawołał: “Karwowski! Wolski!” “HopHop”. Buty przemokły mu. to kropną mnie jego chłopcy. zobaczył metal. Nie było dotknięcia broni. Mężczyzna zniknął. Pod nogami było śliskie igliwie sosen. To tylko Repko leżał twarzą w dół. Jeżeli nawet tamten nie chciał. z którego wzniósł się swąd tlącej się tkaniny.godzinę czy dwie . chlupało w nich za każdym stąpnięciem.

A ja stamtąd wracam! To znaczy obaj byliśmy w kraju socjalizmu!” Frydman z żoną i dziećmi przybyli do Łodzi przed miesiącem w transporcie Żydów . że jeżeli oni i on sam żyją. ubrany był z miejska. wuj Izaak zacierał ręce. stół był zastawiony zakąskami. wywieźli. którzy chodzili w chłopskich grubych butach i dnie spędzali na wózku. Tam. nie ukrywał tego bynajmniej. Ojczyzna proletariatu dobra dla zdrowia. Frydmana. Ale kiedy jest się u kresu podróży i tam nie ma nic prócz pustki. Szeroka twarz wuja Izaaka była czerwona. dumny z nowego dobrobytu. założyli sklep. chłodu i nienawiści? Nikogo ze swoich Winter w Polsce nie znalazł. w którym podróżowali przez kilka tygodni. pochodził z kilku błyskawicznych operacji walutą. Kiedy Winter z żoną przyszli do nich tego samego wieczora na kolację.XI Myśl o jakimś normalnym życiu była tylko niepokojąca. wyszedł zza lady i oglądnął bratanka z niedowierzaniem. bo toczyła się w języku. to po co? Żeby mnie . który przedstawiał dla nich trudności. “Josele! Ty. oczy mu mrugały. Uściskali się. Winter odpowiedział niechętnie. z wyjątkiem brata swojej matki. nie nosił wąsów. Zaledwie wysiedli z towarowego wagonu. Zrzuci mundur i co dalej? Dąży się i to trzyma. Izaak Frydman był przed wojną wiejskim Żydem . . wódką i szabrem z Niemiec. Dwaj dorastający chłopcy w nowych ubraniach trzymali się sztywno. razem z masą podobnych nędzarzy. wojskowy? To może byłeś w Rosji?” Po raz pierwszy od chwili powrotu Winter był wzruszony. to tylko dlatego. Wszedłszy do małego sklepu bławatnego przy głównej ulicy w Łodzi. Wuj Izaak wypytywał go o plany na przyszłość. wypuszczonych teraz z granic Związku Sowieckiego. Aj.śmiał się. Wuj przyglądał mu się porozumiewawczo. jaka dobra dla zdrowia”. już rozglądnęli się za źródłem zarobku. czuł tylko niechęć do oglądania tego symbolu anonimowej śmierci rodziców. odzywali się mieszaniną jidysz i rosyjskiego. Ten oparł się na pięściach. “Czego ty się boisz? Jesteśmy w rodzinie.obywateli polskich. “Twój komunizm. Mnie aresztowali. skupując pierze i wełnę w okolicznych wioskach. “No. że byli w Rosji.jednym z tych. “Jak to . wydostali poniemiecki lokal. na ruinach getta. tobie tam chyba przeszło?” “Co przeszło?” Wyraz twarzy Frydmana był filuterny. spalona słońcem. Winter zobaczył wuja za ladą. który. zażenowani rozmową.

dwa.) . obsprawić się. Tylko jak kto ma pieniądze. a jak nie wypuszczą. wypuszczą. Za chleb dawali kartofle”. Jej wąski podbródek opierał się o kołnierz wojskowego munduru. żeby wywieźć. Wyrobisz normę. że chleba nawet nie mają. A wszyscy. Tak samo jak tam. Byliśmy SO. My tam pojedziemy. że Izaak ma kiepełe. nie tak prędko. też by marzył o Palestynie? I czy rozstałby się z ojcem . co urąbie. Trzeba zarobić. “Ty sam widziałeś. nie wyrobisz. to my by tam z głodu umarli. żeby być w masie ludzi podobnych.Tu będzie to samo. nie było wagonów. ty zostaniesz. Jej rodzina . za szeroki dla jej szyi. co ścinali ten las. na Czechy i Wiedeń”. Polacy nas nienawidzą. To bandyty. to zaraz zarośnie. A jak kto zechce normę wyrobić. rabuśniki”.w imię czego? Nawiedziło go nagle pragnienie. jak nas wypuścili po amnestii. to na zieloną. Frydmanowa. i że to był wyrok dożywotni. będziesz im służyć? . tam zdechli. Nas. to ten chleb jest za mało. tacy jak my SO. Józef. Tam nasza ziemia. a enkawude żre kurczęta i żłopie wino. Kozacy z Kubania za to. . nim nas posłali. że nie chcieli iść do kołchozów. to ustrój będą obalać?” Winter napotkał spojrzenie żony. Tam leżał ścięty las. tęga. Wuj klepnął go po ramieniu i zachęcał do jedzenia. Tu wszyscy nasi mówią jak ja. co tutaj? Cmentarz. Czy gdyby żył.element społecznie niebezpieczny . co tam byli i co mieli w Polsce majątku jedną kozę.pokazał żonę . na której bawił się z dziećmi wśród zgiełku i krzyków żydowskich tragarzy. Póki handel idzie. siły nie ma. bosi. że to jest Socjalno Opasnyj Element13. Tu dla nas nie miejsce. Dowiedzieliśmy się.zrobić dobrze? I gdzie wywieźli? Do takich lasów. nie dostaniesz. Ale czy to tak można zaraz? Wróciliśmy goli. to wszystko dostanie. Oni tak żyją. Same próchno stoczone przez robactwo. dziesięć lat przed tym. To handlowaliśmy z kołchozami. tu zamkną sklepy. dostaniesz chleba. Od ich pobytu w Aszchabadzie i śmierci ich dziecka była milczącym i fanatycznym wrogiem Rosjan. o zniszczonej twarzy. Biednym nogi puchną z głodu. antysemity. A ja co im zrobiłem? Może zajmowałem się polityką? Może miałem dużo pieniędzy? Może takie Żydki jak ja. Za rok. Nikt nie wiedział. “To co. przeciągała wyrazy: “Żeby nie to. że człowiek jak mrówka. Brudna ulica dawnej Warszawy. jaki tam kraj. wróciła w pamięci jak 13 Socjalno Opasnyj Element (ros. Winter myślał o ojcu.nalegał. no. co to znaczy.w Palestynie. Żydów.

Przedtem nim mnie aresztowali. zapytaj żony. tylko handel. Ja nic nie mówię. w ministerstwach. spotkałem tego Teitelbauma. że jakby jaka zmiana. Mówi: “Czemu nie? Dwa procent żyje dobrze”. Józef wuj zniżył głos . fabryka. Zostaną. że ich kochasz. w Palestynie. to też. ty zastanów się. Język ją świerzbiał. To pytam. Kuzyn twojej stryjecznej siostry w Ameryce? Oj. Józef. niedobrze. Wyhodują nowych komunistów. do wierchuszki. Kilka razy w ostatnich czasach robił jej gorzkie wymówki za nieopatrzne odezwania się. I żaden przyzwoity człowiek tu nie zostanie. byłbyś biedny Żyd. w partii. źle.obraz ciepła.to jest prawda. jeżeli lepiej”. dlaczego tacy jak ty potrzebni? Bo innych. Tak jak tam: ciotkę masz w Palestynie? Aj. tak wielką siłą jest milczenie o pewnych sprawach. Przysięgaj. własnymi rękami. jak mówi to inny człowiek. a co innego słyszeć. I razem z nim oficjalny język odbierał materialność doświadczeniu. Czy to jest zajęcie? Trząść się. tacy. . Męczyła go pytaniami: “To co z nami będzie? Powiedz. ruchu i radości. chciałaby opowiadać o tym. czepiał się tego rodzinnego życia. krzyczy: “Tylko jak wbić się w te dwa procent?” Mówię tobie. A teraz to ty myślisz. I łapie się za głowę. Polacy wezmą za noże i ani jeden żywy nie zostanie. Powód. “Co tobie będę opowiadać. wszystko to było mu doskonale znane. Ale co innego jest wiedzieć. Frydman odgadł konflikt. które mogły zgubić ją i jego. A jak? Do enkawude pójdą służyć. co miał interes koło waszej introligatorni. co wbiją się. Wuj nie opowiadał nic nadzwyczajnego. To co ja mam tobie radzić? Każdy szuka jak lepiej. trzeba to trzeba. oskarżą nie wiadomo o co. całemu światu. Od tej wizyty u Frydmanów Winter był rozdrażniony. przydadzą się twoje nauki. ja tu tobie nie chcę rodzić dzieci”. nie mają. A co z tego będzie? Będzie to. że posadzą. jak jemu podoba się nowe socjalistyczne życie. nic więcej. co czuła. Spojrzenie żony Wintera było triumfalne. Nie zdradzała się żadnym słowem. to po cichu zrobią antysemityzm. Polaków. Nawet pętlę na szyję. które było regułą w wojsku. bij brawo. Inny wybrałbyś kraj. tfu. dla którego słowa wuja zostawiały go bez repliki. Mimo to odwiedzał ich często. nie był dla niego jasny. Ty pomyśl. za dobrą na to miała tresurę. A tam. milczenie. Tu możesz zajść wysoko. Winter napatrzył się . to co? Do kibucu poszedłbyś pracować.

przy pomocy których można przekonać nawet kogoś. Wezwali go do NKWD i rozmowa była przyjacielska. właśnie kiedy wstydził się i żałował tego. na nic nie przyda się schować. tylko chmura. Topniał z miłego poczucia. oddanego sprawie. Wuj był prostym człowiekiem. mógł uzyskać spokój. Zapytany o Piotra Kwinto. że traktują go jak swego. był niczym więcej niż jednym z milionów istnień. Rad był jednak. próbował sobie tłumaczyć. kiedy znalazł się w strefie rosyjskiej. chyba na dnie oceanu. nie. że historia nie ma sensu? Zazdrościł wujowi i jemu podobnym. Ukrywać coś przed nimi znaczyłoby zawieść zaufanie. żeby ciągle chodzić w zbroi teorii? Wuj trafiał. Winter. niż to było przewidziane? Oni wszędzie dosięgną. że to nie jest dom. czemu tak wiele poświęcił. żeby nie “przydawały się jego nauki”. Nie lubił o nich wspominać. co zrobił. A jak na złość musiał później mieć do czynienia z tym Kwinto. nie wiedząc może o tym. żeby mógł pracować jako robotnik w kibucu. Nie chciał kojarzyć tego faktu ze swoją rozmową. byle jak. gdyby swoją decyzją próbował zaświadczyć. dowiedzieliby się z czyichś innych ust. Naiwny osioł. A co by mu zostało. kto ogląda dom. Nawet te jego pierwsze doświadczenia w początku wojny. Kiedy łapał się na takich myślach. Czyż wypadki mogą potoczyć się inaczej. wolałby. pewnego. bez ideologicznych komplikacji (o. I musiał jednak uznać jakąś swoistą wartość jego zdrowego rozsądku. że jeżeli nie od niego. Dopóki był tutaj. trudno z nim było dyskutować o abstrakcjach. prędzej czy później. A także zwyczajnie bał się wobec nich kłamać. już nie nadzorca. co wiedział. że on. nie wróg. ogarniała go groza. Był wtedy głupi. w jego najczulszy punkt: tęsknotę do bezpośredniego. przez które przebiega prąd poruszający je w tym czy innym kierunku. gdzie dopełniał się triumf tego. Ale jeżeli bezosobowe siły są złudzeniem i człowiek sam musi znajdować miarę swoich czynów? Jaką miarę? Na czoło występował mu zimny pot i mimo że sam . w którym usłyszał o aresztowaniu Piotra. prostego obcowania. jeden z wielu). był dla niego ciężki. Bo kim ostatecznie był. że nie zaznali tej chwili trującego olśnienia. bez ich woli. Ranek. jego przeszłość mogła mieć usprawiedliwienie. wygarnął wszystko. Tylko przez świadomość. że Piotr wyszedł cało. gdyby zdradził Partię? Gdzie znalazłby sens.dostatecznie na sposoby. które jest jak smak jabłka zerwanego z drzewa wiadomości.

.ciągnął do wujostwa. gwałtowną przyjaźń z Frydmanami. był zły na żonę za jej nagłą.

sługusy. Miał bielmo na jednym oku. Udało się po prostu. ale nie bardzo wierzył w te zapewnienia o długo i przezornie przygotowywanej operacji: ta rzekomo była już w toku. wiodła w górę. których “Kord” napadł w ich podróży służbowej. do brzegu lasu. Ale na ogół aparat terroru będzie grupował te same co w Rosji kategorie. twarz była mu nieznajoma. kto gdzie indziej ma drogę zamkniętą z powodu niewłaściwego pochodzenia.mówił człowiek z bielmem. to . bijąc trzcinką o cholewę buta. Kiedy Wolin wysiadł z samochodu. Było ich sześć. lokaje. I jest w tym niemal biologiczny konstans. na nagiej szyi miał metalowy krzyżyk na czarnym sznurku. . gotowi popełnić każde draństwo na skinienie.to co? Też partyzant?” “Nie. żeby chłopów trzymać w posłuszeństwie? Totumfaccy. którzy nauczą się. że był to raczej przypadek. Zabity był tylko w koszuli i spodniach. Wolina naszła dziwaczna myśl. Trzeba będzie ich trochę przebrać. Na podwórzu chaty leżały rzędem długie przedmioty okryte chłopskimi chustami. jak mu się podobało. wyrafinowanych. Wypada go teraz awansować. kiedy napotkali na leśnej drodze trzech ludzi. ale nie. Ale mieliśmy informacje od naszych konfidentów. promieniejąc. stopy w zabłoconych skarpetkach były szeroko rozwarte. Rozwalił nam dwóch chłopców”. który końcem buta dotknął twarzy z małym wąsem i blizną idącą przez nos. że to jest dobry przytułek dla kogoś. obleśni i usłużni. tacy jak ten za parę lat będą za głupi na nowe potrzeby. Na znak szefa z bielmem ubowcy odsłaniali trupy. brudną robotę robi zawsze ten sam typ ludzi. Oczywiście pochwalił.XII Zaraz za wioską kamienista droga. “Nic się nie spodziewał . To bydlę byłoby wiernym wykonawcą każdego. Bronił się. to sam “Kord” . kto miałby siłę. “A ten? pokazał butem Wolin na ciało starego chłopa . czekał na niego. a także dzieci arystokracji. Na dzisiaj było tego dosyć. ten. Czy jego przodkowie nie posługiwali się wszelkiego rodzaju kanalią.pokazał Wolinowi.W tych wioskach rządził. jego tłusta twarz była rozgrzana wódką i oczekiwaniem pochwały z ust zwierzchnika. Rozbił bandę “Korda”! Wolin sądził. do akcji. Pochylił się. karbowi kręcili się przez wieki koło pańskiej klamki. Wolin szedł powoli. wypłukana deszczami. różnych garbusów i kulawców z kompleksami. że to mógłby być któryś z jego kolegów z gimnazjum. Takich oprychów jak ten.

Maszyna społeczeństwa przedstawia się im jako konieczna. jeden był oporny. Człowiek z bielmem był niespokojny. ale jego nie udało się nam złapać. Podnosząc oczy. Świat ludzi oddzielnych. Dzierżyński był renegatem. A żeby tak zapolować na słonki? Muszą tu być ciągi. Chciał . burza i jałowość gleby. A pierwszym. jak on sam. odchodząc. który to zrozumiał. Jego praszczurowie z karabelą w rękach szukali zadośćuczynienia za obrazę ich honoru. modelować je nie jest już trudno. Potem zaczęło się badanie jeńców. polski szlachcic. W oczach tego Gduli on był na pewno jakimś zbrodniarzem. można mieć takie świeże reakcje. tak jak on dla tego Gduli.to wystarczy. że nikt nie jest odpowiedzialny. osobno istniejących. był Feliks Dzierżyński. Ocierając się chusteczką. która była zarazem łożyskiem potoku. niezwyciężona. Wzięli żywcem tylko trzech. jakie w zachowaniu się ludzkim powoduje intelektualizm. Droga. za którym siedział Wolin. przypominała Wolinowi Hiszpanię. i plunął mu w twarz. że Wolin wybiera się sam na spacer. zostanie popiół. należy dojść. To jest już trudne w dwudziestym wieku. Kiedy masy zaczynają rozumieć. skłonni do gniewu przy najmniejszej okazji. Krwiści. wpadają w apatię. Syn jego był u “Korda”. “Nie trzeba . To było interesujące. Pewnie pseudonim.właściciel chaty. pochylił się nad stołem. jakie jest jego prawdziwe nazwisko.powiedział Wolin . Dla jego. dla przykładu”. tylko przerzucając wszystko na jednostkę. Jak nazywa się ten młody zuch? Gdula. równie jak dla ludzi pierwotnych niezwyciężona i tajemnicza wydawała się powódź. który stworzył aparat wzbudzający dzisiaj strach we wszystkich krajach kuli ziemskiej. zachodzące słońce pławiło się we mgłach. Chciał dać znak. A z nich wszystkich. ale nim zdążył. A konfidentów pamiętajcie nagrodzić”. gwałtowni. zanim nie wpoi się ludziom tego przekonania. Prawdopodobnie w lesie ciągle chowają się członkowie bandy “Korda”. Ale pomnik Dzierżyńskiego stanie któregoś dnia w czerwonej Warszawie. tamten dostał kolbą w głowę i przewrócił się. z ich obrażonego honoru. widział jednak drzewa pokryte jasnozieloną kaszką wiosennych pąków. Cóż za bezpośredniość odruchów. Chatę spalimy. W pewnej chwili wyrwał się trzymającym go agentom. Wolina. Niebo było różowe. Nowoczesny system rządzenia jest niemożliwy. Dwóch zmiękło pod wpływem bicia i śpiewało jak z nut. rodziców. zastanawiał się nad zmianami. żeby zostawili go w spokoju.

dotknął pistoletu i zagwizdał melodię ze starej operetki. a wykonawcami jego wyroków byli tacy jak on.to było ich .dać mu asystę. bawiło Wolina. gdzieś czekało już przeznaczenie. Zaaferowana mrówka stąpała na brzeg lejka. Wtedy nagle te. na których były setki takich lejków. że w zabiegach mrówek jest ślepota i szaleństwo. Labiche dawał mu satysfakcję pochodzącą ze znakomitej nicości spraw. w którym trwali. Wolin. które idą zawsze do zwycięzców? W sypkim piasku ścieżek miały swoje lejki larwy mrówkolwów. Wreszcie przedmiot zaczynał powoli przesuwać się. wtedy jeden ruch szczypców unieruchamiał ją i powoli zagłębiała się. przypomniawszy sobie o tym. właściwie licho wie czego. też zajęci takimi bzdurami . W niektórych oknach wioski zapalały się światła. Siedzą teraz za swoimi chropowatymi stołami. Grali to aktorzy. Zajmował się też wrzucaniem ich tym mrówkolwom. Trwały nieruchomo. Przerażeni.kobiety i mężczyźni w śmiesznych strojach ubiegłego stulecia. piasek osypywał się. Intryga osnuta była dokoła jakichś absurdalnych spraw łóżka. nadbiegały inne. które miały mniej szczęścia. jakimi byli zajęci jego drobnomieszczanie. Czy walki społeczne były tego powtórzeniem? Te masy. którzy posiedli zrozumienie praw. mimo oporu przeciwniczek. Rad był z funkcjonowania swoich lejków. Humor nicości. przy naftowych lampach. Czekające go dossiers wróciły mnóstwem nazwisk i twarzy. To. zagrzebane na ich dnie. że poza nurtem małego życia. jeżeli siły były równe. Nosiły pieczątkę spalonej biblioteki. które się opierały. przyłączały się do ciągnących. ciągnęły. publiczność . polegała na podpatrywaniu ich pełnej nieświadomości. Był zdania. Przyjemność. Dopadały źdźbła czy skrzydła chrząszcza. które udało mu się kupić w Warszawie. z których jedzą drewnianą łyżką. wystawiając tylko końce potężnych szczypców. Lubił wieczorem zaglądać w okna ludzkich mieszkań. obojętne na przeznaczenie. z jaką latem pochylał się nad mrowiskiem. jaką z tego czerpał. wciągana nieubłaganą siłą. ciągnęły w drugą stronę. że mrówki dążyły ścieżkami. Ale teraz wolał myśleć. był inny nurt i że skrzyżowanie się tych dwóch nurtów jest nieuniknione. Wiodły od niego ścieżki. Była to przyjemność podobna być może do tej. drobnych ambicji. którymi posuwały się gorączkowo miotające się owady. była na dnie. że w domu ma tomy Labiche'a. naradzający się. te zapasy trwały nieraz przez wiele minut. przy misach.

podejrzewał to. Pieśń niosła się. nie znajdując usprawiedliwienia. . obrona. te same co w jego dzieciństwie.życie . Z zadartą głową starał się zobaczyć ruch małego gardła. poddane tylko prawu wiecznego powrotu. W epoce. było dla Wolina zawsze zagadkowe. bili brawo. Turdus musicus. Wolin słyszał śpiew drozda. Niezmienne. w którym spędził wojnę. żeby nie spłoszyć. niemożliwy był już właściwie ani humor. bohaterstwo i tak dalej. gładkie. ani tragedia. w jasności nad zmierzchem na dole. niewysoko nad ziemią. Co zresztą znajdowało potwierdzenie w tamtym kraju. naturalnie tragedia była dostępna: naród uciemiężony. bez historii. I humor. Dla takich jak ten dzielny szczeniak. W gąszczach. jest gniazdo wylepione wewnątrz gliną. ekstatyczna. Samica grzeje ciałem niebieskie jajeczka nakrapiane rdzawo. podkradał się między pierwszymi olchami lasu. ale wstydliwie. jakby wypuszczone z warsztatu garncarza. Cicho. Gdula. z którego szły te tony. Jak można zbudować coś z nicości.zanosili się od śmiechu. i tragedia mogły tam istnieć prywatnie. do której należał. Widział ptaka na szczycie świerka.

Pytania. pospolity za niemieckiej okupacji. pierwszej wiosny po wojnie. przez wojnę pracowała jako kelnerka w restauracji w Warszawie. Entuzjastyczny tłum żołnierzy i dzieci otoczył ten łup wojenny. traciły ostrość . tańczyli ze sobą. lokować się w tym. wydanego przez tajną organizację aktorów. Ten rodzaj śmierci męża śmieszył. zieleni. Ludzie poruszali się. Pito wiele alkoholu. że . Przychodziła do niego często po teatrze. że kiedy wymieniali pocałunki. aby warto było ograniczać jego zachcianki normami moralności. gdzie zamieszkał. Ewę. że ciało ludzkie jest zbyt zniszczalne. pełna była humoru.nie tylko zresztą dla niego. To. Było ciepło.XIII Czas. Ci wprowadzili go przez barykady na Rynek. że prowizoria zmieniają się zwykle w stan trwały. stojąc na schodach. O swoim mężu opowiadała ze śmiechem: “Ani kawałka! Mokra plama! Podbiegł do tego czołgu. Była aktorką. nie wiadomo dlaczego. ulicznego ruchu. który jako szczególny gatunek. przestrzegając zakazu grania. urządzaniem się. zajęci zaczynaniem swoich spraw na nowo. chcąc nie chcąc. kobiety były łatwe. liście rozwinęły się. z niechęcią myśląc. jak zresztą śmieszyło ją wiele innych wydarzeń i okoliczności. filigranowa. który zabił kilkuset ludzi. jak choćby to. nie należało przez nią sięgać do wnętrza. jakie sobie zadawał. jakby zatrzymujący się nad urwiskami. było dla niego przyjemne. wstyd przeszłości i wstyd przyszłości były u wszystkich jakby owinięte miękką powłoką. Kłamstwa prasy i oficjalnych przemówień przyjmowali już jako rzeczy zewnętrzne i bez znaczenia. orkiestry grały w ogródkach kawiarń w Łodzi. nierówny. który Niemcy podrzucili w Warszawie powstańcom. odprowadzał ją do domu. jakby nauczone. interesował Piotra. który rozerwał się na Starówce!” Był to czołg wyładowany dynamitem. co dla niego było kruche i tymczasowe. głowy i ręce znajdowano na balkonach okolicznych domów i na dachach. wieczorem przeświecały przez nie światła elektrycznych lamp. zaczynał nabierać dla Piotra rozpędu. ogarnięci somnambulizmem życia. Zaczęło się to bez szczególnie długich wstępów. kiedy kierowca wyszedł i podniósł maskę motoru. Strach. Musiał. Pili w towarzystwie Bunia. Piotr poznał Ewę. nastąpił wybuch. drżały jej kolana. w których wyładowywali nienawiść nie znajdującą żadnego dozwolonego politycznego ujścia. handlem i intrygami. Mała.

garderoby z trzaskającymi drzwiami. sztuczność. miała trzyletniego synka. W godzinę później dostojny rytm wiersza w jej ustach. to uznawał siebie z “teatralnego” okresu. że drukował poważne artykuły. zawsze pełne. długie szczupłe nogi. Dzięki niemu odnajdował jakąś ciągłość . który uważał za niezły. wcale taki nie jesteś. kiedy chodził na przedstawienia. Kiedy się zobaczyli. ze względu na obecność w teatrze osoby będącej przypomnieniem o upływie lat. Prawdziwą tajemnicą teatru było dla niego połączenie tego. co hieratyczne. że był to świat osobny. albo to. Nigdy nie doświadczył tego równie silnie jak pewnego wieczoru. a na jej włosach zobaczył siwe pasmo. plotki. w który można się było schronić. a ona nalewała zupę. w którym odnajdował również sekret losu ludzkich istot. jego emocje nie były pozbawione śmiesznej samczej dumy. Kiedy siedział u niej w domu. ale piersi. rywalizacje . doznawał “dziwności istnienia”: był ten sam. ta ciągłość była raczej wątpliwa. a nie ta sama. z wysoko podwiązanym stanem. miała zmarszczki koło oczu. w których grała. wojsko dowodzone przez Rosjan nazywa się polskie. agenci nazywają się rząd.Piotr (który teraz zdemobilizował się i chodził po cywilnemu) mógł być w bolszewickiej armii. Atmosfera nierealności i magii. za którymi widać było w jaskrawym świetle nagie ramię czy gołe kolana w kalesonach. a nie ten sam. badali się nawzajem uważnie. co nieprzyzwoite: połączenie. zdolnych tworzyć poezję i filozofię wśród swoich fekaliów i menstruacji. Przyjaźń z Teresą była dla niego cenna: siostrzana a nie całkowicie . jej powolne ruchy bohaterki tragedii na scenie przychodziły jak najwyższy kontrast. były teraz obfitsze. ona była ta sama. która jest tożsama ze sztuką. można tylko tym się bawić”. Dla Piotra Ewa była właściwie środkiem zadzierzgnięcia na nowo więzów z teatrem. kochali się na metalowej balustradzie. Co prawda. Przed wojną. kiedy z powodu jakichś przeprowadzek nie mieli gdzie pójść. teraz wszyscy udają. matczyna. gospodarna. Teresa wyszła za mąż. być może dlatego.to wszystko teraz nabierało dla niego wyjątkowej wartości. zapach szminki.jeżeli wiele z własnej przeszłości chciał zatrzeć. i tego. Z ciemnej widowni śledził jej sprężysty krok w sukni królowej Szekspira czy w stroju z epoki romantyzmu. Jej sylwetka nie zmieniła się. “Ależ to są bujdy. zaprzeczenie biologii. nikt w nic nie wierzy. byli na bulwarach nad rzeką i przyciśnięci nagłą chęcią.

Rzeczą. Spostrzegł. Tęsknił do zrzucenia z siebie tego ciężaru i do poddania się pod cudzy osąd. drobne odruchy. opowieść budziła w nim teraz nowy rodzaj wstydu. bo nie było żadnych innych lekarstw. że nie mówi o tym. Od głodu ucieczka w sen. któremu mógł go powierzyć. wprowadzał go we śnie w ekstazę. która interpretowała odcień głosu. która zdawała się kryć głębię. Szedł ulicą wielkiego miasta. Tam. Nie zdecydował się opowiedzieć go matce. był pewien sen. złożona z utrwalonych w pamięci zdań. w które próbował ująć niewyrażalną dobitność wspomnienia. jak to się mówi. I od poniżenia. Sen Piotra Nieźle dotychczas oszlifowana. Nic naturalniejszego niż obsesja głodomorów i to. która męczyła Piotra w ciągu ostatnich lat. Nie. To było. “Miałem. ciągle go oskarżał. to było niemożliwe. że można w niej zaledwie zamoczyć stopę. Mógł z nią rozmawiać o wszystkim. i że ogranicza się do traktatu o leczeniu szkorbutu. i nagle okazuje się. sprowadzając sen do rzędu całkiem pospolitych majaczeń głodowych. nie mogąc go nikomu zakomunikować. choć jak najbardziej dla niego samego niepochlebny. że jego osąd. organizm daje im radę. była wtedy obojętność. śmierć w duszy. który o takich jak on nic wiedzieć nie chce. Był jak przed taflą ciemnej wody. więźniowie gotowali odwar z igliwia. jakbym leżał na dnie przepaści. a . jeżeli wie. Jąkając się. podczas gdy Ewa akceptowała jego pobłażliwe i ubawione milczenia. w obozie. Piotr jednak obrysowywał dostatecznie często jego szczegóły. Żadnej nadziei”. i sen był ciągle obecny.pozbawiona erotycznej pamięci. podejrzewając. może być błędny. opowiadał o swojej nienawiści i rozpaczy. była Teresa. co najważniejsze. wstydliwy. że pewnie to są przestępcy. w istocie zbyt ohydny. Usprawiedliwiał się też z góry. a za nimi jakiś świat. Dokoła niego. że smak kotletów z borówkami. Jedynym człowiekiem. trawiąc je niepostrzeżenie jak trucizny. to powiada. którym to się należy. którą przykryto szczelnie olbrzymimi skałami. które lubił w dzieciństwie. Nie chodziło tu o przeszłość: było to jak nosić w ciele wędrującą kulę. Takie sny się raczej zapomina. że ta któregoś dnia może dosięgnąć serca. wiedząc. układ ust. tysiąc za tysiącem kilometrów. aby go w sobie nosić.

kiedy wiedząc. powtarzał. Miejsce. zapach pomarańcz. która z siebie samej czerpała znaczenia. krzycząc: “Kwinto. że nie ma zagrożenia. niezależnie od własnej woli? Pnie drzew za oknem były czarne w słonecznym blasku. związane w tajemniczy sposób z hołdem księdza. niczego nie można . Potem były. Jazz i pieśni. Był to przede wszystkim sen doskonałego bezpieczeństwa. patrzył w twarz człowieka. być niczym więcej niż spojrzeniem. nasyca się i żyje tylko przez to! Ale był czas. że jest to Bóg Ojciec ze świetlistym trójkątem. Ten sam prefekt. na której zaczynały się nad lekko wypukłym czołem. szczęście nie mające kresu. jakie Teresie zadawał.całe trzęsawiska zmienności i ruchu. ubrany był w mundur. Głowa Teresy. na których nic nie jest uchwytną substancją. dlaczego? Gdzie jest odpowiedzialność za to. nic nie ma wyraźnych granic. A Piotr znalazł się przed zastawionymi stołami i czuł rozkosz przenikającą go całego: jadł. Stalin. który wypełniał przestrzeń. wieczny spokój. Wszystko przenikała obecność. On. biały pałac o południowej architekturze. Był to prefekt jego gimnazjum. które ogarnia. jej stopa w buciku stała na podłodze.a chodziło o niestosowne pytania o dogmatach. było naprawdę miejscem wzrostu. unosili się w powietrzu. Jej kolana wyciągały tkaninę sukni.wszyscy przechodnie ustępowali mu z drogi.uwielbia. linię. wielkie marmurowe schody. Olbrzymiał. dźwigał małego Piotra. Stojąc. który klęczał przed nim. W wielkiej sali Murzyni w kraciastych marynarkach grali w bilard. że nienawidzi . ich walce miały w sobie nieporównaną gęstość rzeczy w pełni istniejących. ty masz nieprzyzwoity wyraz twarzy” . niepewność . kłaniali się. co własne? Kto może powiedzieć: jestem sobą. który wyrzucał go za drzwi. że nikt mu kotletów z borówkami nie odbierze. Miłość do Niego. że płakał ze wzruszenia. Piotr czuł miłość taką. która siedziała z brodą opartą na pięści. miały gwałtowność protestu. I jadł ze świadomością. I nagle Piotr zrozumiał. gdzie wyrastały z płaskiej ziemi. Piotr wyrażał to wspomnienie nieudolnie. ukazywała jej gładko zaczesane włosy. strach. Słowa pieśni były zwrócone do niego. potężna i dobrotliwa. że nigdy jedzenia nie zabraknie. zdejmowali czapki. Tylko pytania. jakie Piotr w klasie zadawał. oddając się funkcji. .Dlaczego. tworzenia się formy. wziął go na kolana i obejmował ramieniem. Gdyby można było unieruchomić siebie i rzeczy tego świata. chęci.

indywidualne z powszechnym i ogólnym. ale nie dotykały jednego tabu: tego. popełniane w najlepszej wierze. zawsze dla niego wątpliwym. Nie pozwalał też sobie zastanawiać się. że tak jak w nim. Teraz pokazywał niezłą porcję “bebechów”. należy ci się to. Jej sprawą było być. . prywatne. strefy były gładko oddzielone. Nigdy nie było mu wygodnie wśród uczuć i pasji. I najbardziej podobało mu się w niej. że w całej dziedzinie. Podejrzewał. noszącej nazwę psychologii. musiał powracać. w tarcie policzkiem o policzek. proszę bardzo. co Teresa nazywała “wywlekaniem bebechów” i co według niej narażało na wszelkie możliwe kłamstwa. ale poza chwilami czystej animalności nie zostawała żadna reszta przemieniana w czułość. Przez złośliwość “wielkiej historycznej epoki”. która łączyła. ku owym. głębiom.pokazać palcem i powiedzieć magiczne słowo: To. zawarta jest jakaś nieuczciwość. Ich rozmowy były bardzo szczere. jak układał się uczuciowo jego związek z Teresą. za jej uprzejmym zezwoleniem: stąd dotąd jest twój teren. wbrew ludzkiej woli. w zdrobnienia imion. Jej ciało pracowało niezależnie. z tej strony.

I kim jestem? Chcę prawdy. czego nienawidzi. . przyglądała się Piotrowi. Nawet Bóg w tym śnie został zrabowany. Buntowałem się. Kiedy milczał. zaśmiałby się i na tym by się skończyło. rzuciła: . Tam łaska. W szkole dokuczał mi ten prefekt. Wszystkie moje bunty to było pragnienie jakiejś niemożliwej jedności. Staraj się powiedzieć. . na której to. . szyjąc. Pokręcony. Przygryzając zębami nitkę. które szyła dla dziecka.im. A może to jest bardziej ogólne. Może uda mi się coś dorzucić.Usprawiedliwiasz swój fatalizm. jest za słaba. co w tej chwili robisz? . Piotr był jej wdzięczny za to.zapytała. co mnie otaczali.Czy wiesz. Biedny jesteś. Nawlekała igłę. Ale była poważna.Co ja tu właściwie mogę? Sam musisz z tego wyleźć. to mnie zawsze trudno było istnieć jako ktoś osobny. bo tym. To się mści. Zidentyfikowany.Po pierwsze. Po drugie. brakowało tak dużej siły.dosięga granicy. jak to sam interpretujesz. . To mnie potępia. . Może tylko ja taki jestem. Nie chce się do tego przyznać. niż znaleźć się bliżej niż inni przy centrum siły. Intelektualnej czy innej .Ten sen to jest ostrzeżenie. że dawała mu okazję do dalszych egotycznych wynurzeń. Opierał głowę o chłodną ścianę za krzesłem. robiąc długie przerwy między zdaniami. Ale to razem jest ohyda. roztopienia się wśród innych.zupełnie poddany .XIV Gdyby potem. wzięła go za rękę i wybuchnęła śmiechem. kiedy opowiedział Teresie swój sen. ale kochałem go właściwie za to.to wszystko jedno. Ale nie ma wtedy innego zbawienia.Przyginają nam głowę i każą łykać świństwa. Bardzo nieprzyjemne. jeżeli człowiek jest poddany przemocy . jaką znajdę. żebym musiał ją uznać. . Teresa słuchała.mówił powoli. że taki fanatyczny. ciepło. Sięgnęła po ubranie. podejmować decyzje. A jakakolwiek prawda.Dlaczego ostrzeżenie? . .To dla mnie nie jest zupełnie jasne . to są dwie strony jednego medalu. zmienia się w przedmiot kultu. nie może stawić czoła .

Utrata ojca była odległą przyczyną jego słabości. których się nie poważa. którzy lgną do kolektywnej wiary. tylko ostrzeżenie? Wtedy wchodziłby do kategorii tych intuicji. Teraz ukazało mu się to z innej strony. nie byłby to wstrętny wyjątek. Piotr nie był dotychczas u niego. obcość w domu? Jeżeli prawdą było. Słowa Teresy były dla niego niespodziewane. Tak czasem czyta się jakieś zdanie. . czy też przydarzyły się podobne. ten mógł być inwigilowany. bo obawiał się. A dobrze. choć nigdy nie przyszło do głowy. walcząc przeciwko nim. Dotychczas nie plątał w to swego ojca. Grozi ci fascynacja upodleniem. choćby sieroctwa niezupełne. znów. Piotr sądził również. mędrca. takie czy inne. a ostatecznie i on sam. jeżeli nie możesz komu innemu”. tym. to pewnie ze względu na duże nazwisko zawsze lepiej unikać tworzenia męczenników . że ojciec zginął. którymi posługiwała się jego matka. co zauważyła Teresa. że opowiedziałeś ten sen . gdyby odnotowali jego kumanie się z Artymem. po prostu. Zdawało mu się tylko. że ten sen nie oznaczał potępienia. iż powinien był tym bardziej wstydzić się swego przekonania o historycznej konieczności ich zwycięstwa. Jaśniej też widział. za duży pęd wypadków.Najważniejsza jest sprawa twego ojca. do którego trudno się przyznać. rodzice. tęsknił do wielkiego drzewa. Nie chciała więcej o tym mówić: “Przestań się babrać. które ukazuje się jako oczywiste. dlaczego to ostrzeżenie. Ponieważ Piotr trzymał się z Barugą i pielęgnował. dlaczego ciągnęło go do Artyma: szukał przewodnika. który by mu pomógł w jego wątpliwościach. Twoje sieroctwo. nie bardzo sobie pozwalając w to wierzyć. do ciepła pszczelnego roju. Zastanów się. A innym. plany wyjazdu za granicę.. że dobrze zrobił. jeżeli go nie ruszono. sieroctwa.mnie. od dawna znajome. byłoby źle. więc wydają ci się najpotężniejsi. Artym należał do “nieprzejednanych” socjalistów. Artym był bardzo stary. przetrwał wojnę i nawet ocalało jego mieszkanie na przedmieściu Warszawy. Jednak po rozmowie z Teresą zdecydował się nie oglądać się na ryzyko i pojechać Artyma odwiedzić. Zabili ci ojca.i na podeszły wiek. jak w dzieciństwie. który rozdziela pokolenia.

jakie spędził pod nazistowskim terrorem. Darewicz. oddawał nagie ciało słońcu. że idzie pod nową okupację. powierzał się nurtowi. było powietrzem. Foka nie umiał określić. powtarzała koło nich bez ustanku te same długie fałdy. Pięć lat. płynął. czekając. na czym polegało nowe. wrzeszczały radia. kiedy tutaj uciekał z kolegami na wagary. jeden z socjalistycznych działaczy. resztki blach podziurawionych przez kule. szeroka. którego szczyt widzialny jest zaledwie drobnym znakiem całości. aż zaniesie go na łachy. To. dał mu dwieście dolarów. Wyciągał się na piasku. Foka nie chciał przyjąć. zawarty w tym był wyrzut sumienia. Darewicz wzruszył ramionami i powiedział. i przepowiadał. Był sam z tego powodu zagrożony i w domu nie nocował. że pieniądze nie są jego i że nie ma co z nimi teraz zrobić. że cieszył się jak dawniej światłem i wodą. tam skąd widział już tylko niebieskawą linię połamanej Warszawy. dawniej o tej porze roku leżał na nich różnobarwny tłum. Należał do grupy. z wodą zawsze mętną od piasku wyrywanego z dna i z brzegów. Dalej. szerokie plaże pod zaroślami wikliny były teraz puste. odbierało im ich nieodwracalność. Szedł teraz co dzień daleko. Odnajdował miejsca znane mu z tych lat. Powierzchnia wody.ale to tymczasem ułożyło się samo. Po powrocie zamieszkał u rodziny znajomego kolejarza na Pradze. był przekonany. pozwalało znosić myśli. którzy montowali teraz partię socjalistyczną “legalną”. jeszcze raz. że człowiek jest taki. toczonego przez prąd. Wracając. smutno skończą. i że zbytnie wymagania nie zdadzą się na nic. za ostatnim z mostów. Jak lodowiec. Foka obchodził zwały kolczastych drutów. którego spotkał. Nigdy dotychczas z tym ze Wschodu się nie zetknął. obecnością. przyzwyczaiło go do tego rodzaju .XV Wisła w ogniu pierwszych upalnych dni. Trzeba było z czegoś żyć . absurdalne pod radością nieba. kładł się na wznak. która poza swoją materialną częścią ukrywała się przed wzrokiem. Ale cieszył się naprawdę i musiał przyjmować. aurą. Nad nią stało zburzone miasto. jaki jest. było dla niego nieco wstydliwe. nawoływali przekupnie lodów. przyzwyczajona już do żelastwa zwalonych mostów. że ci. Powoli wstępował w rzekę. Słońce było wielkim szczęściem. Nowe wymykało się ujęciom. która uważała ofertę współpracy z nowymi władzami za pułapkę.

Odgrażali się. chrztu . Foka nie wiedział. Brwi . Teraz jednak już rzucali się do Partii. Usta wymawiały nieodmiennie formułę równie jak ich uczucia niejasną: “To początek”. Przymykali. w oczach wszystkich ludzi widział strach . Jąkał. ośmielone brakiem ludzi. obwarowana zakazami groza u pierwotnych plemion. Wille z oknami założonymi dyktą nurzały się w burzanach. Spotkanie odbyło się niezręcznie. Wolał swego kolejarza. że myślał. Foka spotkał paru kolegów ze swojej organizacji. że jest kolegą Joanny.życia. W Wiśle szukał oczyszczenia. przygotowując się na jakieś niewyobrażalne dni sądów. Wisła nawet w pogodę zachowywała swój charakter tragicznej scenerii: nie uregulowana. Czaple. Zdobył jego adres. Widział przed sobą wysokiego. jak dawniej. Tłumaczyli mu. że teraz praca socjalistów była bardzo ważna i że należało być z legalnymi. Co dalej ze sobą robić. Był w tym wszystkim jakiś fałsz. co było jak nieznana. W oczach spotykanych znajomych. na którego czaszce sterczały sztywno odrastające siwe włosy. nowy: nie bali się już tyle bezpośrednich niebezpieczeństw. że pokażą komunistom. że chciałby. Jako byłego żołnierza AK mogli go przymknąć. nagłe spuszczenie głowy zdradzały chaos i trzepotanie się ich intencji. W ubiegłych latach należało oczywiście możliwie się ubezpieczyć: fałszywe dowody tożsamości. Ale nie o to chodziło. czółen rybackich ni kajaków. rozlewała się kapryśnie po pustej ziemi. fikcyjna karta pracy. Było mu wszystko jedno. brodziły po rozlewiskach. Błyśnięcie białka spod powieki. barek piaskarzy. Nie było. Miał czas. kto jest prawdziwym gospodarzem kraju i kto ma za sobą masy. który pokazywał mu nowo zdobyty bilet PPR i mrugał porozumiewawczo. nagły rumieniec.i ten strach był inny. do posad. ile czegoś. przez które znów mieszkający tu ludzie wydeptali ścieżki. Skóra jego nabierała barwy brązowej i bieg rzeki trwał w nim jak płynna istota świata. co znał. drążąca nowe koryta w płowej równinie. dowiedział się. przewidując. w ruiny Starego Miasta.ku czemu? Długo odkładał swoją wizytę tam. Rozmawiając z kimś o tym. Nowe jednak mało przypominało to. co się stało z profesorami uniwersytetu. chudego mężczyznę. Być może bał się tam iść sam. Po zastanowieniu się odrzucił ich propozycję. że Gil jest w Warszawie. Było to odległe południowe przedmieście.

Ograniczył się do relacji faktów. Foka chciał opowiedzieć o Joannie.Eskimosi czy Lapończycy mieszkają w jakichś północnych lodach. ich kroki rozbrzmiewały w ciszy martwych placów. choć w ciągu tych dni zawiązało się między nimi. na których istniał już słaby zaczątek miejskiego ruchu. mimo różnicy wieku. a nie w zewnętrznych materialnych przedmiotach. usta ściągnięte w wyraz uporu. jakby wszystko miało swoje źródło w człowieku. czy oczekuje potwierdzenia. Przynajmniej Gil zapewniał. które go ciągnęły. zieleni. Gil kiwnął głową. Wspomniał o Osmanie i jej pójściu z nim na górę. że ludzie . Foka resztki tamtego domu odnalazł z trudem. cały pomysł zobaczenia Gila wydał mu się mało dorzeczny.to był mój przyjaciel. sami z siebie. że ma mało do zakomunikowania. poplątane. Gil zapytał go. swojej niechęci do księdza nie ukrywał. że to ciało jego córki. tam gdzie nie ma nic. a również o wizycie ojca Ignacego. Sam po raz pierwszy nad tym się zastanowił. bo czuł jakiś obowiązek . Żeby dostać się do tamtego miejsca.powiedział mężczyzna. co naprawdę myśli. ze swoich spraw to tworzą. ale spostrzegł. a to z kolei sprawiło mu dziwną przykrość: “Joanna. Tak. Z jego tonu nie mógł odgadnąć. było mu znane. Dziwił się kiedyś. Ale dla nich to ma jakieś barwy. Nie lubił myśleć o tej wyprawie i o ich tam pracy. klekot drewniaków dwojga dzieci. odbijały się szerokim echem od wypalonych murów. Foka kołysał się z nogi na nogę. Szukam jej grobu. kiedy już ubrania ich przesiąkły wstrętnym odorem. na próżno próbując odnaleźć podobieństwo. Nie wiedział. jasne. coś w rodzaju . Może pan coś wie?” . musieli przejść całą Warszawę.miał krzaczaste. czy też zaprzeczenia. jakąś ciekawość. żadnych roślin. Z łopatami na ramieniu przedzierali się później przez kretowisko Starówki. który nie wiedział. “Ten Bertrand .dodał. co teraz mógł uważać za rzeczywiste. czy Joanna się spowiadała. jakby niezależne od niego samego i otoczenia. co tu niegdyś widział i przeżył. Kontakt z nim był trudny. Stał na dawnym podwórzu i nie rozumiał. i tym. jaki był związek między tym. Ciało Joanny znaleźli dopiero na trzeci dzień. Kiedy minęli parę ulic. Ale spojrzenie tamtego. Joanna miała dla niego dużo szacunku”. Onieśmielał Fokę. Turkot małego wózka. Logik i pozytywista. Przemilczał konflikt między Bertrandem i ojcem Ignacym.

Swoją nagością. Foka. tak jak oni. że jest. na którym można było polegać. To całe życie. zaprosiliby go skinieniem i dali karty do ręki. Wstydliwa sprawa Gduli polegała dla Foki przede wszystkim na zejściu poniżej wyobrażenia. zadań. zdarzało mu się to. Tylko że każda droga wydawała mu się równie beznadziejna. problemów. Puszczając gałąź i wycofując się cicho.on. Starał się sobie wyobrazić. natknął się na grupę młodych mężczyzn i dziewcząt. co będzie. z jakimi oddawali się temu zajęciu w nicości zatrzymanego czasu. bezużyteczne. wśród śladów nietrwałych cywilizacji. Któregoś dnia. nie biorąc w niczym udziału. co było. siedzą. przekonanie. podnieśliby oczy. rozgarniając gąszcz. Postanowił tę swoją winę naprawić. małe stadka ludzkie. a nic z tego nie mogło wyniknąć. tak ścisły. było ich wielu. Żyli i to wszystko. zwyczajów. jakie mógł mieć o nim przyjaciel. jednym z żołnierzy tego zdruzgotanego miasta. płakał łzami samotności. Obowiązek. co wybrałby Bertrand . swoimi leniwymi ruchami. przeszłości i przyszłości. jak temu. nad brzegiem pustynnych rzek. nic o sobie nawzajem nie wiedząc. świadczyli swoją zupełną obojętność wobec społeczeństw. choć na krótko. Zaszyty w wiklinach nad wodą. jednako wrogie temu. dokonywał tymczasem ucieczki eremity. na której. Wszyscy byli zupełnie nadzy. zostawał z obrazem przestrzeni. Grali w karty. Należał do nich.milczącego koleżeństwa. Gdyby podszedł do nich i powiedział. negując. . ten. akt ofiary własnego życia były już poza nimi.

wiary w postęp. pod ścianą założoną do sufitu książkami. Artym miał białą brodę. FokaCisowski. Piotr. ale nasza wizja była bezbronna. bo każdy urząd jest urzędem miecza. czy chrześcijaninowi wolno jest sprawować publiczne urzędy. Było w nas przekonanie. A poza tym język. którego kontury były już zatarte przez mgłę oddalenia. Kwinto. Te wyspy . jak zwykle ludzie o osłabionym sercu. to dlatego. siedząc u niego. Badali się wzrokiem. . jego spalona słońcem twarz przypominała Piotrowi twarze warszawskich uliczników przed wojną. Jeżeli jednak szukał u Artyma pomocy w swoich wewnętrznych debatach przeciwko konieczności. ale nie było też nic z miarkowania pesymistycznych opinii w imię pedagogicznych celów.I to było w krwistym szesnastym wieku.mówił. Wtedy właśnie na wschodzie rosła potęga Iwana Groźnego. Od dawna walk poza czynnym życiem politycznym. znajdował się jak na wyspie. Mówił cicho. Artym były mu tak potrzebne do istnienia. My używaliśmy środków gwałtownych przeciwko policji cara. jakiego używał. że jesteście pewni. wraca z Rosji”. Spierali się o to. wąskie i ironiczne. na której obowiązywała prawda i szczerość. Możecie mieć do siebie pełne zaufanie. bił się w powstaniu. to bez świadków. nasz rusznikarz. niezgrabnie wiszące długie ręce. w nową europejską wspólnotę ludów. Młody człowiek. pomoc ta była wątpliwa. Jeżeli przyjmuję was razem. Ale czy w tym wstręcie do przemocy nie przechował się czasem ślad naszej pracy. jak tamtych humanistów. “Nasi antytrynitarianie nosili drewniane szable. Jeżeli już miał się spotykać z Artymem.XVI Za drugą swoją bytnością u Artyma Piotr zastał tam obcego. podniósł się niepewnie z fotela: plecy miał przygarbione. naszego zwyciężonego marzenia?” . Teresa. Dziś nasz lud jest przeciwko następcom Iwana. chcąc manifestować swój integralny pacyfizm . z nacjonalistycznych powodów. ale nie było w niej nic z wesołości. “Poznajcie się. która leżała płasko na piersi. pozostawał legendą: dawnych robotników przeciwko caratowi. W słowach starego człowieka nie było nic z goryczy. z przepaską żałoby na brudnawej płóciennej kurtce.matka. kto mu służy. Piotrowi było nieprzyjemnie. że lud sam rozpozna. Artym odgadł ich obawy. przenosił w świat.

młodzież nacjonalistyczna. pierwowzór Radka z “Syzyfowych prac”. przyjaciel Stefana Żeromskiego. . Jak pociąg płciowy pająka do pajęczycy. I zarazem ich straszliwa przekreślić klęska. I w tym jest ziarno prawdy. która go zjada po akcie. to znaczy naprawdę. Według niego. liźnie nauk. pójdzie na uniwersytet. czemuż tego nie chcieć. Dziś jest triumf pośmiertny tych naszych socjaldemokratów. żeby zrozumieniu faktów zapobiegać siłą. bolszewików. Artym nie oszczędzał bynajmniej socjalistów. że mieliśmy słuszność. legalnej który socjalistycznej partii. jak Róża Luksemburg. Cały obłęd rosyjskiej inteligencji. Dla mego pokolenia to był podstawowy spór między tymi. te twory dziewiętnastego wieku. wydanej po rosyjsku. uniwersytety ludowe . Czymże przed wojną byli socjaliści? Dyktatury. logiczne. Oderwały się.“Dialektyka? . którego wyzwolił”. a ich caryzm. . Masy w apatii. Ale to był nasz. I partie socjalistyczne. która szuka swego miejsca w społecznym organizmie. kiedy mówi się. tutaj w Polsce. uciekł z zesłania. obskurantyzm. co byli przeciwni odrywaniu od Rosji krajów przez carat podbitych. którzy chcieli socjalizmu i niepodległości. Gruzja została. którzy chcieli iść z Rosją. działacz socjalistyczny. w roku 1905 powrócił do Rosji i założył w Petersburgu Zmowę Robotniczą. Nie wszystkie. i tymi. samobójczy. nie realizować? Kiedy uczeń czarnoksiężnika zdumiewa się nad demonizmem. “Dla was to już jest mitologia. musi zostać sługą demona. Nie wiem. I zarazem przegrana. że robi ją inteligencja. rasizm. ale niech który tam nauczy się czytać. za mojej młodości carat go deportował na Syberię. uwięziony. sprawiał. Tak. Bo internacjonalizm został poświęcony. żeby powoli program demokracji robotniczej niepodległości. triumf. kiedy chodzi o koniec wszelkiej polityki. zgadza się na papierze. Był autorem tylko jednej małej książeczki. w której wyłożył swoją teorię. Ukraina została. który nazywał się Machajski. dożyły czasu. że proletariat robi rewolucję. ten Teraz. tych ojców komunistycznej partii.14 Nasz socjalista. Wielka pułapka dwudziestego wieku. cóż. Zgoda na jedność narodową nas rozkładała od wewnątrz. Spójrzcie na zacofane kraje Indie. Jeżeli to naukowe. Bo to wydaje mu się oczywiste. żeby ułatwić wycofanie się. zostaje stalinistą. To było dawno. ścisłe. oglądacie widowisko i nowej. a z ich strony praca nad swoimi. jest już za późno.i piękno słów. Chiny. czy słyszeliście o takim człowieku. to musi być. w 1892 r.Marks nie uczył.wzruszał ramionami. 14 Jan Wacław Machajski (1866-1926).

żeby zachować trochę przyzwoitości. Jego zdaniem. Cisowski. Przez szereg lat może udać się .wielu prowadzić grę. że to go musi doprowadzić wreszcie do pełnej ortodoksji stalinizmu. Kiedy wracali razem od Artyma. . Obowiązuje mnie moje przeszłe życie. każdy dziś musi nie tylko dokonywać wyboru. co sami robili. Każdy musi rozstrzygnąć w swoim sumieniu. Czas . jest zawsze niewinny. Znam historię Ukrainy. sędziów. to powinien naśladować rosyjskich arystokratów. “Jeżeli jawnie jestem tym. ten. i tak mi niewiele czasu zostało. z socjalistami czy chłopami. którzy zostali szoferami w Paryżu? Albo tych naszych oficerów. Jeżeli będą mieli świadomość. Nie będę prorokować.to dlatego. który potępia jakikolwiek kompromis socjalistów z nimi . “Czy można zmierzyć barwę indywidualnego losu? . Ja. jeżeli będzie grzeczny.obowiązywał dotychczas. bądźcie pewni. Nie. do tego nie będę przykładał ręki”. adwokatów. kto troszczy się tylko o swoje pieniądze. jeżeli będzie nieposłuszny?” Piotr oponował. żeby uważać się za czystych. którzy w Londynie czy New Yorku będą zmywać w hotelach talerze. “Może. Również wyboru w wyborze”. Rad żadnych od Artyma nie należało oczekiwać.jeżeli proces przekształceń miał być tak powolny. Niech zamykają mnie. A raczej czego nie robili .zapytywał. stwierdził. z roku na rok. Ale to nie jest norma. PPR była wzięta w ten . dygnitarzy. jak powinien postąpić.Czy normą obowiązującą wszystkich chrześcijan jest chwytać za broń i komunistów zabijać? Czy jeżeli ktoś kocha swój kraj.mógł przynieść nieprzewidziane prąd oczekiwania. Artym kręcił przecząco głową. ważny był czynnik czasu. tam z początku było zupełnie to samo”. czekając. wymierzając słowa gdzieś w przestrzeń: “Na nikogo liczyć nie formy. że te nowe formy są niczym więcej niż taktycznym wybiegiem. Postarają się zapomnieć.ich zdaniem. jak się zapowiadał . gdyż proklamując wolę wynalezienia tych nie wypróbowanych form. Cała reakcja na emigracji będzie miała oczywiście monopol. Jego długie dłonie leżały na kolanach. do więzienia. prokuratorów. jeżeli chcą. kiedy z góry wiadomo. Wierzcie mi.mówił Artym . budząc ich nadzieję w ludziach. że inaczej nie mogę. na nieziszczalny powrót do dawnych stanowisk? Czy można zalecić komuś: pracuj tu. który prawie się nie odzywał.

bo bezład na ziemiach zachodnich ułatwiał dotarcie do Niemiec. Foka również pozostawiał na uboczu wiele swoich spraw osobistych. a na wzmiankę o powstaniu milkł. Foka zwierzył mu się. upoważniające do poruszania się w strefie granicznej. jeździć karetą w epoce samolotów. co chcą wiedzieć. przenika w tajemniczy sposób do uszu tych. bo miał wyjechać nad Odrę dla pisania reportaży. Piotr słyszał dużo o odwadze Darewicza pod hitlerowską okupacją. Potrzebne były możliwie dobre dokumenty . Nie był chętny do demaskowania się. które akurat dostał.możemy. sam był jak człowiek. “Weź to.gdyby kiedyś nastąpiło w nim to olśnienie. Piotr odnajdował w nim pochmurną żarliwość. który go gnębił. że nie było dla niego ważne. którzy wydali do niego rozkaz. nie mógł przezwyciężyć nałogu milczenia i odpowiadał półsłówkami. że ma kłopoty: chodziło o zorganizowanie ucieczki za granicę Darewicza. który szuka rękami po omacku w ciemnym pokoju. było to u schyłku lata. godna pochwały czy godna potępienia. nie znajdując u Artyma. Piotr zrozumiał. Od tego dnia zaprzyjaźnił się z Foką. Wyciągnął swoje przepustki. że był u Artyma z Foką i brał udział w rozmowie. Pamiętaj zmienić . nie wspominał nigdy o żonie. a tamten był od niego o ileż bardziej bezradny. wypowiedzianych nawet w gronie najbliższych przyjaciół. mógłby stać się fanatycznym zwolennikiem wschodniej doktryny . choć to nie było dla niego łatwe. Zadawał pytania. Na sceptyczne uwagi Piotra odpowiadał. kiedy słuchał Artyma: było to. a jeżeli sięgały do jego doświadczeń rosyjskich. nie oglądając się na to. Ale Foka. wyciągał wniosek: że powinien odrzucać wszystko. że Foka.na wszelki wypadek. Któregoś dnia. bo jego towarzysz wyrażał ten sam dotkliwy zawód. Zdawał się wierzyć. czy taka negacja jest głupia czy mądra. nie on. Jednak fakt. jak długo taka akcja mogła się utrzymać. Jesteśmy sami”. że istnieją sposoby jakiejś podziemnej akcji. zacinał się i czasem tylko rzucał pogardliwe słowo pod adresem tych. które Piotr znał z obserwacji innych i które porównywał do olśnienia kokainomana widzącego w zwykłej ścianie czy gwoździu niebywałą harmonię jakiejś nadlogiki wszechświata. które Piotr oceniał jako naiwne. czynił ich sprzysiężonymi. że prędzej czy później wiadomość o opiniach. jak by powiedział Julian Halpern. Nie bardzo umiał obcować z młodszymi od siebie. co się działo. czego szukał. zduszoną potrzebę entuzjazmu i myślał. Wiedział.

że zgubiłem. Zrobiwszy to. że niebezpieczeństwa przychodzą zawsze z powodu posiadania przyjaciół. ocenił zaraz swój krok jako nieostrożny. Nie darmo . że Rosjanie z nimi nie bardzo się liczą. . Tylko uprzedzam. W razie czego powiem.tam mówiło się. Lepiej nie przeceniać ich szacunku dla legalności”.nazwisko.

. Ocenił przeciwnika i wpijał palce w krawędź krzesła. Wolał raczej przesadzić rolę. Był faszystą? Tak. który promieniował gdzieś w środku ciepłem. aby nie zamącić jednolitości swego spokoju. to z trzaskiem. Rozmowa toczyła się później przez tłumacza. Ruchy. Teraz miał naprzeciwko siebie tego eleganta.sennego krążenia dokoła świetlistego punktu. a to podszeptywało. Szare oczy tamtego były podniesione ku niemu. że po rosyjsku nie umie.z wyjątkiem smrodu. który trwał gdzieś w brzuchu. Powiedział. które jest zagrożone przez strach. Wciągał zapach wody kolońskiej. w której Michał.Michał Kamieński. siedział spokojny. Światło skierowane w twarz Michała nie było ostre. Michał zakołysał się na boki. Z pierwszego i drugiego wyszedł zwycięsko . jaką odgrywał.choć wynik też był dobry. nie wolno mu było kluczyć i przyznawać tamtemu wyższość. Powierzał się swemu wyczuciu sytuacji. Niezależnie od wyniku . jakimi przesuwał lampy na stole. wydawał pisma. przyzwyczaił się znosić niemal wszystko . Michał postanowił jechać na całego. Toczył z nim po niemiecku długą dyskusję polityczną. raczej agresywnie. Było to w ciągu wielu miesięcy zaledwie trzecie badanie. przedstawiał mu. jakie dotychczas zwiedził.tak uważał.pomyślał Michał. im bardziej jego sprawa mogła się wyodrębnić. trudności. Wydawał pisma? Tak. bezbarwnym głosem.XVII Michał w więzieniach. . w sercu czy może w przestrzeni nad jego głową.Wiemy o was . z którymi mieli do czynienia. że jedynym środkiem było zaskoczenie. bijący od człowieka. że pierwszą rundę wygrał: nowy enkawudysta zdawał się wyższy stopniem od poprzedniego. były harmonijne. A równocześnie zgadywał. kiedy naprzeciwko niego gruby Rosjanin wrzeszczał przekleństwa. odnajdując w sobie swój rytm . nieporównanie egzotyczny. faszystą. tym lepiej. którego gładko zaczesane włosy błyszczały w świetle lamp. Drugie badanie stanowiło dla niego dowód. Udało mu się wtedy nie rozluźnić ani na chwilę swego wewnętrznego napięcia. Wpatrzony w punkt. jakie napotka panowanie Rosjan w połowie Europy. Jeżeli miał przepadać. roztaczając obraz świadomie demoniczny. Ta pierwsza próba była próbą dwóch różnych atmosfer ludzkich. “Zimny drań” . .Ręka Wolina otwierała grube dossier. że im dalej od masy wypadków.

Michał zaplótł sobie ręce na kolanach. i niechlujstwo zarośniętych policzków. Ojciec Ignacy.A potem? .Mieszkałem w Podkowie. Nie możemy nic zyskać. . . Ani na prawach jeńca. Wasze oddziały NSZ wycofały się razem z niemiecką armią. Spod kołnierza kurtki khaki u tamtego wyglądała biel jedwabnej koszuli. gdyby zapytał go o to. Nie byłem nigdy zwolennikiem ich kupieckiej demokracji. bliskiej wojny. że zginął na Starym Mieście. Ogarnęła go tęsknota do kąpieli i czystej bielizny. W jaki sposób po powstaniu uniknęliście niemieckiej niewoli? . który wbrew pogłoskom. Bardzo pięknie. Być może nadejdzie z najmniej spodziewanej dla was czy dla mnie strony. Prawa kupców nie są już prawami naszego czasu. że sprzeciwiałoby się to mojej ocenie wypadków. wiara mistyczna. Sam wyruszał na Pragę i Wiedeń. Szewc . Ład.wszystko. Ja wiem. nim przesunie się front.A. też się odnalazł. Tamten. zamknięty w zgniecionym ubraniu. Absolutna konsekwencja równi pochyłej. Jego polityczni przyjaciele próbowali go namówić do wyjazdu na zachód.Wasza przegrana nadejdzie.Dlaczego? Michał zataczał swoje wewnętrzne koła. . pod słowami. Michał wciągał chciwie idący ku niemu dym. Wyszedłem z tłumem cywilnej ludności.tak jak inne narody. Mężczyzna za światłem zapalał papierosa. przed tym. Katedra. Tylko w ten sposób można myśleć o wskrzeszeniu Średniowiecza. licząc na Anglosasów. Michał trzymał głowę prosto. . należało przygotowywać się do nowej.Dlatego.Nie chciałem być wywieziony do Niemiec. . a dokoła niej małe domki. To wynik waszej działalności. Każdy na swoim miejscu. Jego zdaniem. Czuł odór swego niemytego ciała. Emigrować to nie dla mnie. To była prawda. Patrzyli sobie w oczy.Więc przyznajecie się do przegranej? Próba prądów. w których siedzą rzemieślnicy. Dziedzicznie. Odpowiedział powoli: . zarzucał mu brak realizmu. Z obozu rozdzielczego wydostali mnie znajomi lekarze. Jesteśmy dla nich przedmiotem handlu . Przygotowywał fikcyjne nazwiska. gasząc zapałkę. na wypadek. powiedział: .

Nie jestem marksistą. .Wyście głosili potrzebę wyzwolenia się od obcego kapitału. Tym samym mówicie. Usta ułożyły mu się w uśmiech łobuzerski.a to.Wasza tęsknota do porządku jest nie mniej fantastyczna niż nasza. . . jakich my zechcemy. na waszych rękach. miejscowych kapitalistów. Michał odczekał chwilę. Nie zaciągał z rosyjska. będą mieli? Akcent czysty.Jesteście znienawidzeni. Tu. My odzyskaliśmy ziemie zachodnie. A jeżelibyście mieli udzielić rady człowiekowi. Kim był ten człowiek? zastanawiał się Michał. Trochę T. To wiecie. w getcie.Tylko że cena takiego sięgania wstecz jest wysoka. jeżeli dobrze rozumiem? Michał potrząsnął głową.To znaczy. które szły za granicę. to co byście doradzili? Konspiracja przy naszym systemie jest niemożliwa. które kiedyś były słowiańskie aż do Berlina . Trochę Bierdiajewa.tamten oparł twarz na rękach . Wstręt do prawa wymiany.S. politykowi. że odnajdujecie między nami i wami podobieństwo. Więc? Michał zagłębiony w swoim krążącym świecie czuł twardość krzesła. Ilu takich. Tamten zasyczał ku niemu przez zęby: . Nie stawiacie teraz na Anglosasów. i przez tych. który w jakiś sposób poczuwa się do odpowiedzialności za los kraju. I krew. I te ziemie mogą być tylko przez nas utrzymane. że tutaj będą odbywać się przekształcenia takie. Żyd z Żydami.Aha .Na pewno nie . biorąc pieniądze od swoich. .z szewcami. . A my jednym dekretem skończyliśmy z wysysaniem kraju przez dywidendy.wyskandował ironicznie Wolin. .stawiacie na opór wewnętrzny. Eliota. Tamten wyglądał na ubawionego tą odpowiedzią. Krew. Zachęcanie do morderstw jest tylko mnożeniem ofiar. Milusie. . Czy tak? . wiernie sobie służących. co was popierali. Jakakolwiek wola plus opór nie jest tym samym co wola. My puszczamy w ruch koleje i fabryki. Do władzy pieniądza. jeżeli się nie mylę. był wasz program w latach wojny.

Michał. Zdawało się wam. . choć o użytku. nie. Jeśli zaakceptujecie nasze warunki. Wyciągnijcie teraz wnioski. Zamykając szybkim ruchem dossier i usuwając się na oparcie krzesła. nawiązując kontakty.Nawet pomagaliście ukrywać się Żydom. w której widział chwiejące się szale: tak. tak. Damy wam możność wydawania pisma.Jakie są wasze warunki? Głos Wolina dosięgał go w jego czujności. że tam. jaki z niego będzie zrobiony. powiedział: .Morderstwa samiście spowodowali. Na twarzy Michała leżało ciepłe światło. jest odpowiedzialność za konsekwencje słów. w Niemczech i we Włoszech. I w tym napotkacie opór. abyście uznali istniejący stan rzeczy i abyście nam pomogli zmniejszyć ilość ofiar.Wasz proces zapowiada się nieźle. Według nas. tak? Ale według nas. Przed wojną jeździliście do Hamburga. Naszym warunkiem jest. Zapytał ledwo słyszalnie: . nie ekonomia. Dobrze. Przymknął oczy. jest kierunek historii. Ogłaszaliście pochwały Mussoliniego. . A waszym celem jest filozofia.Nie jesteśmy tak nierozważni. nie wiedział. jest ścisłym minimum. . co byli w służbie londyńskiego rządu. Nawet niektórych z tych. Równocześnie posługując się nimi do likwidowania Żydów i podejrzanych o lewicowość.Mówcie. żeby nauczyć. Nie chcieliście iść na emigrację. . że droga faszyzmu jest drogą narodowej zdrady. Znamy waszą wartość. z podniesionym podbródkiem. czego oczekujemy. nie.Jeżeli zaakceptujecie moje warunki.Uznanie istniejącego stanu rzeczy nie jest z mojej strony fałszem. . żeby żądać za wiele. powiedział nagle: . My potrafimy to odpowiednio połączyć. Później walczyliście przeciwko Niemcom. Zachęcanie do nich uważam za absurd.Nigdy nie pochwalałem zabójstw popełnianych przez ludzi głupich. Wolin przewracał stronice dossier. Wolin powiedział chłodno: . nawet Nietzsche jest odpowiedzialny.. To od was należy.W tonie Wolina była jakby ciekawość. Pozornie. Pokazowy. Jest . . nie otwierając oczu. To.Mimo to skłonni bylibyśmy wypuścić was na wolność.

Wy dajecie swoje . Michał milczał. Zamiast rozpaczy i samobójstwa znajdą cel i nadzieję. . zachowując prywatne poglądy. że można akceptować rewolucję.Ale nie będziemy się spierać. . Dobre przyjmowanie upadku jest ostatecznie też męstwem.to realna ocena.. To jest kwestia wierności. W istocie to z waszych rachunków politycznych wyprowadzaliście potrzebę katolicyzmu.powiedział Wolin. Uratujecie życie wielu młodych ludzi. Droga życia? Własne nazwisko? Tamten.To wychodzi na jedno. Z katolicyzmu. Osaczały go nieskończone komplikacje decyzji. Podsunął mu zapałkę. to dla was. Czy sądzicie. . .Ale tacy jak ja będą wśród katolików znikomą mniejszością. .. przynajmniej tu. Michał widział siebie dawnego. Katolicyzmu nie mamy zamiaru tykać. żyje tylko fizycznie. a naród. . przemawiającego na wiecach. że zależy nam na tym. Zaciągając się papierosem.Grajmy w otwarte karty .Michał patrzył spod półprzymkniętych powiek. powiedział: . Już nie może. Żebyście zostawili mi carte blanche w ramach mego uznania stanu rzeczy.W niedocenianiu elementów mało uchwytnych zawarta jest wasza słabość. jestem realistą . . . Wasza działalność powinna udowodnić.Powiedzmy.Znaczenie tego słowa nie jest dzisiaj bynajmniej jasne .powiedział inkwizytor. Wolin wyciągnął ku niemu papierośnicę. żebyście ogłaszali się jednym z naszych? Wręcz przeciwnie. w tym kraju. tylko dopóki człowiek mógł umieścić dogmaty w swoim obrazie świata. Jestem katolikiem. Życie innych.Michał pochylił swoje wielkie plecy. Moim warunkiem jest też. który zaprzeczy swojej tradycji. .Było jasne. . wyprowadzaliście wasze koncepcje polityczne. chrześcijanina. Starał się je zmierzyć i przeniknąć w czas przyszły. Czysto pragmatyczne uzasadnienie religii. co wykręcają się od jasnego widzenia.Tu było tysiąc lat katolicyzmu. jakby zgadując. Natomiast nie będę uznawać waszej filozofii i będę przeprowadzać rozróżnienie.Kwestia tak zwanej czystości jest dzisiaj atrybutem tych. bo z metafizycznego sposobu myślenia zostaje. Kto działa. żebyście nie zmuszali mnie do wypowiedzi kompromitujących mnie wobec innych katolików. nie jest czysty. .Wolin dmuchnął w dłoń. chyba się liczy? .

miecza.Wyście pojęli.Dobrze. I my będziemy grać na czas. poprą ekonomiczną odbudowę kraju. Co do reszty. Trójca Hegla urodziła się z waszej katolickiej Trójcy.To. którzy nie będąc marksistami. Czy to dosyć? Człowiek rodzi się. później o odległych epokach trucizny. Świadomy lat ciemności przed nim. Możemy się spróbować. . . Naszym celem jest. aby znaleźli się ludzie. . Za kilka dni wyjdziecie na wolność. że Bóg umarł. I to było ważniejsze niż ataki antytrynitariuszów. wy będziecie grać na czas. .Wolin patrzył na niego poważnie. Michał powiedział: . Wasz Nietzsche zrozumiał z opóźnieniem. On da wam papier i drukarnię. Organizowaniem prasy zajmuje się teraz redaktor Baruga. nie może posługiwać się fałszem parlamentaryzmu i że liberalne zabawy kupców były krótkotrwałą pianą w rozwoju ludzkości. jakie gorycze gotuje mu jego stulecie. W zamian za to będziecie mogli legalnie praktykować duchowy opór. nie jest przypadkowe. W naszym interesie jest dać wam carte blanche. że kto chce zmieniać świat. że możemy się porozumieć. My w tej chwili i tak jesteśmy pewni zwycięstwa.nazwisko. czyta o Indianach. nosi krótkie majtki. przetargów i intryg. nie wiedząc.

Pod nimi wielki kraj. Zataczając łuki ostrzem miecza. Pochodzenie. poetes maudits. zatrzymują się. nad bezsensem ich fizjologicznego życia. teraz odrzucał go w przeciwną stronę. w jasnych pokojach napowietrznych zamków. że możność wyjazdu przyszła w fazie Juliana. wskazują sobie miejsca. wspaniałe budowle. Na okrągłych górach zamki. który popchnął Piotra do Artyma. przychodziła zapłata. że wystarczy im skinąć.XVIII Jeźdźcy ściągają cugle. Wyciągnięte w rozpaczliwym geście ramiona chłopki. będzie trwała myśl. kierująca. gdzie. spokojne w niebieskiej mgle. raczej na fluidzie. co nieuniknione. Ruch wahadłowy. Z tych zamków będą rządzić. będą dźwigać belki i bloki kamienia. oglądany z dystansu. Nad ich codziennym trudem. potężne. nie był przypadkiem: jedno łączyło się z drugim. apelował do feudalnej przeszłości rodziny Piotra. areny igrzysk. nieświadomi losu. przez starość. w rytmicznym wysiłku. nad wykonawcami. zdobyty. Kraj przyszłości leżał przed nimi w słońcu. I wtedy właśnie zdarzyło się to. na ruiny spustoszonych miast. półnagie. Patrzą na rzeki błyszczące w słońcu. zakończony. Drobni ludzie poruszają się w dolinach. a ruszą tłumy ludzkie. że ma wyjechać do Paryża. wznoszące ku górom pięści swoich baszt. powinno chronić jego umysł od sentymentalizmu. Fakt. staną nowe grody. zaprawiona w dyspucie. Zapytywał siebie. Julian. tamy. tam gdzie. jak powiadał. Nieszkodliwi łowcy chimer. egzekucję czy wypadek. jakimi bourgeois obrzucał tych. bladł indywidualny los. których powołaniem była intelektualna pasja. teraz mieli dłoń w żelaznej rękawicy. Tę wizję budziły w Piotrze słowa Juliana. Ogłosił kilka artykułów mniej niż dotychczas wstrzemięźliwych. więzienie. według ich planów. że ocena czyjejś “pewności” opiera się w systemie na oznakach ledwie uchwytnych. który dany człowiek wydziela. Wiedzą. na co już stracił nadzieję: Baruga zakomunikował mu. nowe. obojętne. oddalały się w dół. oddany ich władzy. Piotr był świadomy. w obszary tego. rad z odzyskanego wpływu. której zabrano syna. grupka intelektualistów miała realizować marzenie Fausta. czy nie działał tu . Nad oprawcami. przenikliwa. Za zniewagi.

Należeć do kasty . Julian go uspokajał. jak czasem podejrzewał. Chcesz podróży. Przeciwnie. Pieniądze. chciał uciekać nawet pod niemiecką okupację. na Zachodzie. książki. w innej sytuacji. Ale już nadzieja burzyła wątłą równowagę Piotra. To ci posłuży. W spuszczonych oczach nowych urzędników. od 1939 roku nie był po prostu chory. Powtórzenie konstansów życia. chodzili nerwowym krokiem po brudnych korytarzach. “Oczywiście wyjedziesz. Nie mógł sobie wyobrazić siebie chodzącego ulicami Paryża: czym tam będzie. Sam widzisz. Sprawa paszportu Piotra wlokła się. grali rozpaczliwie. znalazłszy się w strefie sowieckiej w 1939 roku. nie ma już o co zaczepić rąk ni umysłu. Ten strach spotęgował się. podróże. przywoływała zbyt wiele zduszonych pragnień. że tam. Należało sprawdzić. Wtedy. kiedy Piotr zaczął odwiedzać Ministerstwo Spraw Zagranicznych. I strach miał swoje źródło w tamtym aresztowaniu: gdyby była powtarzalność. Wiadomości o Paryżu nie przyjął spokojnie.znów jego instynkt. co w wyrazie twarzy dziwacznie poubieranych indywiduów czekających godzinami na audiencję. można odnieść zwycięstwo nad . która go otoczy. do której zgłaszał się co tydzień. rachunek. aby kupić czas i zrobić wielki. w przerażającym świecie. było to dostatecznie widoczne. odnajdujący swoje miejsce wśród zdobywców. dzięki któremu już tyle razy grał przed sobą komedię. Baruga robił wielkoduszne gesty. Strach. był zadowolony sceptycyzm.czyż poza tym. Jesteś z nami. I tam to zobaczysz wyraźniej niż tu”. W zdawkowych obietnicach sekretarki. będzie miał wszystko. co było w nim samym prawdziwe. w ich latających spojrzeniach było to samo. Nikt nie wyrzeka się królestwa za miskę soczewicy. jak i drudzy. jak mu się zdawało. poczuł nagle strach. istnieje inne zażegnanie niebezpieczeństw? Czyż inaczej. każdy na swój sposób. Kto jest z nami. stawkę wydostania się z pułapki. teraz. czy może inna aura ludzka. łamiąc sobie palce. Zarówno jedni. Nie jesteś idiotą. ostatnio już niemal pogodzony. które dla takich jak my się nie liczą. Zobaczysz. mogłoby się zdarzyć coś podobnego. ale od tego do uzyskania paszportu było jeszcze daleko. w ostatniej chwili. czy. zedrze nagle jakieś zasłony kryjące rzeczywistość? Wyjazd był próbą. niż stojąc na górze nad królestwami tego świata i mówiąc: “to nasze”. jest ci to udzielone. największy.

czyjąś zgryźliwą uwagę. który nie chce powziąć decyzji w dniu. Ale jeszcze odkładał powiedzenie “tak”. w którym ma gorączkę. przypominając sobie złośliwy uśmiech. że Winter otrzymał nominację na drugiego sekretarza ambasady w Paryżu. jak człowiek. które mogły świadczyć.czasem? Piotr nie odrzucał pokusy. że paszportu nie dostanie. Czekał i przewracał się w nocy z boku na bok. . Dowiedział się.

pełen strzępów myśli o skarbonce czy ołowianym żołnierzu. widocznym. po wielu wysiłkach. siedząc w zimnym jesiennym wietrze z innymi.XIX Ludzie w podartych ubraniach zarzucali przy pomocy tyk liny stalowe na ostre występy murów. Ze znawstwem dyskutowali o tym. Ściana. że Darewiczowi się udało. które mogą łatwiej przetrwać niż istnienia ludzkie i miasto. Jakkolwiek było. gdzie razem. tajemnicze lampki kina. o Rosjanach. ho. aby kiedyś powstały tam nowe domy. ale to był jedyny człowiek. gdzie w dzieciństwie co dzień oglądał witrynę z ołowianymi żołnierzami. pili. Wszystko inne zawodziło. Wiele przemilczali z przeszłości i ze swoich myśli o przyszłości. wśród których wyrósł na ubogiej ulicy Powiśla. o pracy bez samochodów i bez maszyn. nie wymagające wielu słów. która dla nich ciągle kryła dawne i przyszłe życie. za oszczędzone pieniądze. wybijał korek uderzeniem dłoni w dno. ładując. Dni Foki upływały teraz na pracy w ruinach Warszawy. zgarniając łopatą. ich miasto powinno było być odbudowane. dogrzebując się do jezdni zasypanych ulic. W południe. Było mu dobrze z tymi ludźmi. Swojski dla niego był ich cyniczny humor i porozumienie w wiedzy o sprawach tego świata. padała. o śmiesznych przedmiotach. Czasem któryś z robotników wyjmował “ćwiartkę”. ciągnęli. uczepieni lin. pomagając sobie rytmicznym ho-oop. że z nimi powinien zostać. Może w tym codziennym fizycznym trudzie w imię użytecznego ludziom celu było okupienie win. Rad był. odkładając na bok zachowane cegły. co było zadaniem wymiernym. o Bezpiece. jadł zabrane rano śniadanie. W miejscach. ho-oop. którędy da się uruchomić pierwsze tramwajowe linie. kupowali dla niej ciepłą kurtkę pochylał się. aby nowy rząd objął władzę i rozpoczął odbudowę. cukiernię. Mówił sobie. a resztki których muszą być zrównane z ziemią. Chwytali się tego. które musiało się dokonać po to tylko. który starał się grupować resztki ich organizacji. Potem. Do wywożenia gruzu służyły jednokonne wózki z długich desek ułożonych na kołach. Gromadki kobiet i mężczyzn z łopatami uwijały się wśród rumowisk. Splunięciem wyrażali swój sąd o absurdzie zniszczenia. Od . patrioci pustyni. gdzie później kupował Katarzynie kwiaty. wzbijając tumany pyłu. podając sobie butelkę. które dzielnice otrzymają wodę i elektryczność.

Artym był za stary. . którą mu podawała żona jego kolejarza.czy obywatel Cisowski? Pozwoli pan z nami”. mimo że tak potrzebował jego przyjaźni. że ktoś tam stoi. Foka robił sobie wyrzuty. wchodząc na ciemne schody. “Przepraszam . każdy poszedł w swoją stronę. wiatr łopotał flanelowym szalikiem Foki. Ruszyli. że Piotr nagle przestał się pokazywać. i w łóżku próbował czytać podręcznik botaniki. To. Latarka zaświeciła mu w twarz.powiedział gruby głos . Było ich dwóch. Któregoś wieczora.jego wyjazdu więzy się zerwały. w cywilu.pomyślał. przypisywał swojej złej gwieździe. . że był zbyt powściągliwy wobec Piotra. Chciał wyminąć. O zmierzchu wracał piechotą na Pragę przez pontonowy most.A może wszystko jedno”. jadł kolację. poczuł. ale zasypiał po pierwszych zdaniach. “Może to i lepiej . płatki chłodziły mu twarz. O kilka domów dalej czekał jeep ze zgaszonymi światłami. Z jego nadziei zdobycia ludzi sobie bliskich nic wyjść nie mogło. padał pierwszy śnieg.

Dając swoje placet na wyjazd tego Kwinto. Jedźcie na lotnisko i zatrzymajcie paszport Piotra Kwinto. Wywołał Ministerstwo Spraw Zagranicznych.XX Wolin przewracał papiery. nic. .Piotr Kwinto? To potwierdza moją niechęć do wypuszczania takich ludzi. bo burza śnieżna. Warto sprawdzić. Aha. jak na personel.powiedział garbusek. Opierał się też na dobrej opinii wystawionej przez Juliana. Chciałbym wiedzieć. Zamykać go nie ma powodu. towarzyszu. Stefan Cisowski. Gabinet Wolina mieścił się w pobliżu gabinetu ministra bezpieczeństwa. Powinniście zdążyć. która odlatuje do Paryża .Jest w ekipie. Przyjaźnił się z tym Cisowskim. w gmachu. Wolin przeczytał uważnie. który Wolin nazywał “kliniką” . nie mogą odlecieć. Na razie nam niepotrzebny. AK. podał mu świstek papieru. Dziękuję. Tymczasem niech siedzi. Dyskretnie. . Wolin rysował w zamyśleniu gwiazdkę. to ucieczka Darewicza. kiedy odlatuje wasza ekipa do Paryża. Przyda się kiedyś. Kiedy tamten wyszedł. . . żeby uciec? Informator wygląda na inteligentnego. Telefony w mieście jeszcze nie działały. ustąpił Barudze. który dostarczał mu interesujących psychologicznych obserwacji. mały garbusek w okularach. Wolin wziął słuchawkę.zarówno ze względu na pacjentów. .Te rozbitki opozycyjnych socjalistów są dziś chwastem najbardziej szkodliwym. . Dziś? Są na lotnisku? Zła pogoda? Nie. wyjeżdża za granicę.To jest. Ściągnąć zeznania.Weźcie samochód. . w związku z tym Cisowskim. donos.Tu Wolin. Jeszcze jeden minus dla tego błazna Barugi. ale sieć Bezpieczeństwa funkcjonowała już jako tako. Jego pomocnik. Nie dodzwonimy się tam do nich. Naturalnie.

jak wtedy. nie należało odwlekać. Czekali już kilka godzin. zdawało mu się równie dziwaczne. pomyślał. Na skraju stepu suchych traw ustawiono mały barak. kiedy podnosiła do ust papierosa. że wystarczyłoby kilku godzin na przeniesienie się do jakichś żywych. pili w baraku herbatę.XXI Na wypukłej nawierzchni szosy wiodącej do lotniska wiatr obracał wiry suchego śniegu. w czarnym niezgrabnym palcie. na której portret Stalina otaczały czerwone bibułki. Dawne tory startowe nie nadawały się do użytku. że ma zgłosić się następnego dnia rano. ponurej przestrzeni. w starych kapeluszach wierciły się nerwowo. do końca życia będzie wlec się za mną?” Piotr odwracał się ku oknu. aby odjechać na lotnisko. “Czy wszędzie. za każdym razem. Z wyrazu ich twarzy można było odgadnąć. “Ja wrócę. samotny w płaskiej. Winter. cienkie ostrza bagnetów na ich karabinach nikły w białej kurzawie. Piotr patrzył na żonę Wintera w płaszczu z ufarbowanego wojskowego koca. “Nie wrócisz. Jej ręce trzęsły się. patrzył w ziemię osowiałym wzrokiem. żeby pożegnać się z matką. Nie bierz mnie .komendant lotniska. Miejsce w samolocie Piotr dostał nagle. “Ty się uratujesz”. kiedy miał dokoła siebie bezmiar Euro-Azji. To. mówiła. za którym gwizdał wiatr. Dano mu paszport i powiedziano. że stopniowe tracenie nadziei na odlot było dla nich tragedią. Znalazłszy się tutaj. normalnych miast. Przed nim monotonny opad drobnych płatków zasypywał samolot. Z rzadka wymieniali między sobą parę zdań półgłosem. “Ta się przejmuje”. siedząc przy żelaznym piecyku z ludźmi w polskich mundurach. ożywiając się co kwadrans. Pasażerowie trzymali się sztywno na ławkach. którego nie można było połączyć z wyobrażeniem ruchu. Dwaj sowieccy piloci w płaskich czapkach i ich zwierzchnik . Zdążył tylko wpaść. “Moje modlitwy zostały wysłuchane”. Stałej komunikacji z zagranicą nie było. W zamieci słabo widzialne były resztki zwalonych hangarów. Nie myśl o mnie. Kobiety w chustkach. kiedy trzej Rosjanie zaczynali ze sobą głośny spór o treści meteorologicznych komunikatów. mamo”. Sowieccy wartownicy w kożuchach stali pod drewnianą bramą. Był to krajobraz. Piotr przestał wierzyć w prawdopodobieństwo odlotu.

widział białe bryzgi spod kół jak płetwy. Ktoś. Zbliżało się południe. Czy ten pilot potrafi na oślep oderwać się od ziemi? “Józef!”. Ani wola bez litości. dbając o to.znika czas. Lecieli. które były i które będą. Piotr wyszedł z baraku i szybko maszerował w kółko. indywidualny. można odtworzyć ruchy rąk lamentującej ateńskiej kobiety. tłumek skierował się pospiesznie do samolotu. malała za tylną platformą podmiejskiego pociągu. Jeżeli mocno. krzyknęła przenikliwie Winterowa siedząca przed nim. kto umiałby podołać losowi człowieka. zbierałby krew w misę. ani historia ludzkiego rodzaju nie są złudzeniem. Gil starał się zobaczyć tych ludzi w czasie epidemii dżumy. Wynosili swoje chude walizki. wyraz twarzy mężczyzny. Policzki miał mokre od jej łez. palców trzymających czarę z winem . Śledził urywki ich rozmowy. “Nad Niemcami już się przejaśnia”. Dokoła była tylko biel. szef lotniska nie chciał go puścić. “Byleby udało się wystartować”. jeszcze nie wierzył. Jej figurka. Żyj uczciwie”. kiedy patrzy na martwego syna. o co się kłócą Rosjanie. która była ostatecznie mało ważnym zdarzeniem w kronikach przeszłości. Był świadomy pokusy. widoczność prawie żadna. ani litość bez woli nie były rozwiązaniem. kształt. z własnej przegranej czyniąc ogólne prawo. Douglas ruszył. Podrzucany i wstrząsany. że jeżeli teraz nie odjedzie. zaprzeczać im znaczy pogrążać się w kwietyzm przegranej. pułap był niski. całą siłą wyobraźni. płużąc w śniegu. jego ziemia rodzinna. zostawała gdzieś na dnie.” Wiatr przewracał kartki na stole. Śnieżyca gęstniała. “Nikt nie sądził. zostawał ze smakiem zdrady. ktoś komuś tłumaczył. próbując rozgrzać przemarznięte stopy. Drzwi od baraku otworzyły się. Pasażerowie uderzali nogą w nogę. Pilot chciał lecieć. komunikujących sobie nawzajem tę samą skargę. dla której czuł. Piotr. z podniesioną za nim ręką. niepowtarzalny. ale ta rozpływała się w przekleństwach. by zdawać rachunek ze swoich win. nie odjedzie nigdy. przyciskając twarz do szyby. w pluciu na podłogę i w rozcieraniu plwocin butem. przysypana na wieki śniegiem. pozostaje wielka równoczesność niezliczonej liczby ludzkich istnień. Ziemia.pod uwagę. Starał się zrozumieć. aby nie . że będzie żył dostatecznie długo. brnąc w śniegu. To pośpieszne rozstanie było najbliższą dostępną mu przyczyną. A przecież ani czas.

prasa nie podawała. Zawsze podziwiał misterność. że spotykając się. wypowiadać przepisowe slogany. Oni. miał swoje źródła w ich upartym przekonaniu. Pierwsza strona była zajęta przez wielki proces “zdrajców narodu. który padł ofiarą swego programu “narodowej drogi do socjalizmu” . Daty. był przecież tutaj z nimi. Nauczył się ostatnio przeglądać ją uważnie. Przy wprawie można było jednak z porządku. zachowałby dar oburzenia i nigdy niepokonanej wiary. że każdego dnia mógł dostać. Nie chodziło przecie o słowa. aby stwierdzać. ale nie po to. jak sądził. która nauczyła się milczeć. najbardziej niewinne i przypadkowe dane składały się na obraz zbrodni. właśnie w tej masie. z długich i pełnych oficjalnego optymizmu przemówień dawało się zgadywać. czytając gazetę. kiedyś. w odległej przyszłości prawdziwi gospodarze hut. Gil bał się. bał się. i może przede wszystkim. ale strajk głodowy.uronić ani kropli. zdarzenia. nikczemnych sługusów anglosaskiego wywiadu”. przeciwnie. jakie grożą niebezpieczeństwa. Jak powiadał złośliwy anonimowy poeta: “Z małego nasienia . jak wielu innych. jakim było życie ludzkiej masy. że poza tym niemiłym miastem z jego fabrykami jego izolacja zostałaby pozbawiona tła. Pił ją. Była to nie tylko obawa utracenia możności korzystania z uniwersyteckiej biblioteki i znalezienia się gdzieś w zapadłej wsi o błotnistych drogach. osłonią rękami niepewne światło już bez uroszczeń posiadania absolutnej prawdy dziejów. Najważniejszych wiadomości . i swój jęk powoli przemieniać w uśmiech obojętności: nie. których uznano za nieprodukcyjnych. kopalń i fabryk. w jakim były umieszczane komunikaty. Tak czy inaczej. Sztuka polegała na takim ich opracowaniu. z urywkowych przyznań się do “trudności” dość wiernie rekonstruować sytuację. zakaz mieszkania w mieście. nie tylko milczeć.jak na przykład o uwięzieniu sekretarza generalnego Partii. który zdarzył się ostatnio. Poszedł do kuchni i przyrządził sobie herbatę. na ogół prawdziwe. Chociaż nie był jednym z nich. z jaką procesy tego rodzaju były przygotowywane. które tylko niepełnie wyraża ludowe słowo protestu: “niesprawiedliwie”. Robotnicy w mieście milczeli. że wszystko już było. Również. spotkania były. stłumiony przez masowe areszty. z intonacji. co sprawiedliwe i niesprawiedliwe. trwała wiedza o tym. a przede wszystkim z procesów.

Przewracając gazetę. Wyznacza sobie zadanie i wykonując je.nie umiał sobie przypomnieć dokładnie. rozumie. Cisowski? Kolega Joanny? Ale on był przecie aresztowany dawno. Kiedy? cztery czy pięć lat temu . Kilka dni temu przeczytał na tej samej stronie krótki nekrolog. które pochodziły z Londynu. co mu zarzucano: że za hitlerowskiej okupacji należał do tajnej grupy będącej na usługach Anglosasów. Cisowski przyznawał się. Niebo lata było błękitne. . napisanego w Nowym Jorku w 1946 roku. Podniósł brwi. Darewicza. Dźwięk trąb orkiestry odezwał się gdzieś daleko. osiem lat. a które zostają odrzucone w śmieszność. poza to. co warte jest nazwania dziedzictwem? Zamiast zastanawiać się nad tym . Ale kiedy pióro zawisa w powietrzu i jest do rozwiązania problem interpretacji czy syntaksy. jak świadczyło o tym skromne miejsce udzielone na wzmiankę o jego śmierci. jego nazwisko nie było wymienione. i jeżeli zdrowie wytrzyma.”15: Jedno nazwisko było mu znajome. co kłamią. jak należy. co już odsiedział. Zresztą rola jego w procesie była podrzędna. lekceważąc rzeczywistość. pieniądze. Gil obliczał . wszyscy ci. łącząc fakty. I wspólnota z nimi przynosi spokój. cztery lata wyjdzie. którzy zasłużyli się jako organizatorzy. że później otrzymywał od swego zwierzchnika. Któż będzie na tyle zarozumiały. że jest ono nie znaczące. Gil porządkował na stole zapisane kartki. że ten potentat wpadł w niełaskę. Otrzymał jedną z łagodniejszych kar. donoszący. jeżeli zaliczą mu to. na trzeciej stronie natrafił na artykuł o rozwoju prasy. Ułożył je i dłonią zrównał ich brzegi. są przy nas. że pomagał Darewiczowi w ucieczce i przesyłał mu za granicę szpiegowskie raporty. którzy kiedyś dawno posługiwali się myślą i językiem. Nie wiedział. że towarzysz Baruga zmarł na raka. zagubione wśród mnóstwa ludzkich krzątań się i zabiegów. które czyny łączą się i wspierają wzajemnie.prawdy wyprowadzaj roślinę kłamstwa@ Nie naśladuj tych. w zapomnienie. Pomimo wszystko człowiekowi dane są środki uzyskania spokoju. że wie. aby zapewniać. że za trzy. zmieszany ze zgrzytem tramwaju. Zdziwił się wtedy.to znaczyłoby. do wszystkiego. dotyka się misternych rzeźb ogrzanych ich oddechem. wśród tych.lepiej jest stawiać jedynie ważne pytanie: czy umie się być wolnym od 15 Fragment wiersza Czesława Miłosza “Dziecię Europy”. z obłokiem i strzałą jaskółki. Teraz. wiersz wszedł w skład tomu “Światło dzienne”. Pokiwał nad nim głową.

.smutku i obojętności.

usiłując jednocześnie .jako odosobniony epizod swojej literackiej kariery. jak rozchwytywana była w Polsce ta powieść. gdy w roku 1980 wznowiła ją jedna z niecenzurowanych oficyn wydawniczych. Świadczy o tym choćby jej rosnąca w ostatnich latach popularność. przesadą) w jednym z ostatnio opublikowanych wywiadów.jako eseista i powieściopisarz .taka.w większym jeszcze stopniu niż “Dolinę Issy” . że książka powstała ponad trzydzieści pięć lat temu i że powieść polityczna jest gatunkiem. najprościej w świecie. jak i krytyka odkrywały “Zdobycie władzy” na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych jako powieść polityczną o nieoczekiwanej aktualności. że jestem lepszy. “Moje powieści? Ale ich nie ma!” . który starzeje się szczególnie szybko . Piotr Kwinto). Geneza powieści . dodajmy. okolicznościach. Dokonał tego przede wszystkim poprzez . Sam pisarz skłonny jest do pomniejszania jej znaczenia. Jeśli zauważyć. Myślę jednak. jak łatwo zauważyć. traktując ją . jakie na jej temat napisali krytycy młodszego pokolenia.przekazać zachodniemu czytelnikowi swoją interpretację pokus i zagrożeń totalitaryzmu. że “Zdobycie władzy” pozostaje wciąż jednym z sukcesów pisarskich Miłosza. kiedy wypowiadam się wierszem. Z subiektywnego punktu widzenia poety sąd taki jest oczywiście zrozumiały. że “Zdobycie władzy” to książka o znacznie większym ciężarze gatunkowym.wiąże się do pewnego stopnia z przełomowym momentem jego biografii: decyzją emigracji. Zarówno polska publiczność literacka. niż kiedy wypowiadam się prozą”. dodając: “Myślę. w jakich czyni to główny bohater powieści.wypadnie przyznać. niż to sam autor przyznaje. Pamiętam. Przez parę lat następnych Miłosz zmagał się z kryzysem twórczym jako poeta. pamiętam też parę przenikliwych esejów. zajmuje w jego dorobku miejsce dosyć szczególne. powziętą w początkach roku 1951 (w dość podobnych. jaką znamy ze wspomnień i wywiadów samego pisarza . jedna z dwu powieści napisanych przez Czesława Miłosza.Przedmowa do szwedzkiego i amerykańskiego wydania Stanisław Barańczak “Zdobycie władzy”.wykrzykuje (z pewną.

cząstkowych szczegółach rzeczywistości. która przekładała je na francuski. Fakt. książka jednak. W wersji francuskiej powieść zdobyła jedną z dwu głównych nagród w konkursie i ukazała się drukiem w roku 1953. że Miłosz w połowie lat pięćdziesiątych zarzucił zupełnie twórczość powieściopisarską na rzecz poezji i eseju. czy raczej . naszkicowanymi oszczędnie i wyrywkowo. tylko garstka .Miłosz.notuje jedna z postaci powieści i zdanie to wyraża istotę metody pisarskiej Miłosza. Prawie w tym samym czasie pisane było “Zdobycie władzy” . Myślę tu nie tyle nawet o przyznanej Miłoszowi Nagrodzie Nobla. stosowanej przez niego z równym powodzeniem tak w poezji. Powieść powstała w tempie błyskawicznym i w pewnym sensie na zamówienie . której zadaniem było ukazać rzeczywistość Europy Wschodniej lat 1944-#1950 nie drogą eseistycznej syntezy. lecz zbyt dotąd “drażliwych”. o innych. “Nic nie można wyrazić inaczej niż poprzez szczegół” . Dramaty historii i paradoksy bytu ukazywane są w jego twórczości zawsze metodą pars pro toto. powstanie “Solidarności” i wymuszone na władzach ograniczenie zasięgu cenzury spowodowały gwałtowny wybuch zainteresowania najnowszą historią Polski. Podobnie i w “Zdobyciu władzy” mamy do czynienia nie z ogólną panoramą historycznych wydarzeń. jak i w prozie.kazały odczytywać tę powieść w dwóch porządkach naraz.wydany w roku 1953 “Zniewolony umysł”. ale z kilkoma indywidualnymi biografiami. przez skupienie uwagi na drobnych.a nie. W ten sposób również masowy czytelnik . że o “Zdobyciu władzy” w latach późniejszych stopniowo coraz mniej pamiętano. osiągając sukces czytelniczy i duże nakłady. znanych powszechnie. ile o przełomowych wydarzeniach politycznych. świeżo napisane rozdziały dyktując od razu tłumaczce Jeanne Hersch. Przede wszystkim.książka również adresowana wprost do zachodniego odbiorcy. spowodował. dokonujących się w Polsce od roku 1980. Dopiero wydarzenia ostatnich dekad ożywiły na nowo zainteresowanie tą książką. lecz poprzez konkretną wizję powieściową. Opublikowana też została w oryginalnej wersji polskiej i w przekładach na inne języki. jak sam wspomina. pisał ją z myślą o udziale w konkursie literackim Prix Litteraire Europeen i ukończył w ciągu dwóch miesięcy. zaczęto mówić i pisać publicznie. jak dotąd. Wydarzenia te wpłynęły na odbiór “Zdobycia władzy” w sposób dwojaki. Wiele faktów po raz pierwszy ujawniono.

ostrą.na przykład z emigracyjnej perspektywy widzieli komunistyczną rzeczywistość jako teren walki wyraźnych. którzy skłonni byli uwierzyć w dobrodziejstwa nowego ustroju. przywódcy przedwojennej młodzieżowej grupy faszystowskiej i wieloletniego szefa powojennej organizacji prokomunistycznych katolików PAX (nawet rozmowa Michała z Wolinem jest powieściową wersją rzeczywistych pertraktacji. w ogólnej świadomości odbiorców istniał już pewien zasób wiedzy historycznej. Postać Michała. który pozwalał dostrzec pod fikcyjnymi z pozoru postaciami ich rzeczywiste pierwowzory. fundamentalne zło totalitaryzmu polega właśnie na zacieraniu i unieważnianiu tradycyjnego systemu wartości: na tym. którzy . Miłosz wydaje się na tym tle twórcą. że największe. Podobnych konkretnych odpowiedników można by wskazać jeszcze wiele. ale o analizę ukrytych mechanizmów dwudziestowiecznej historii. Organizator prasy partyjnej Baruga to z kolei portret Jerzego Borejszy. które tę rezygnację usprawiedliwią. . że jednostka musi w imię własnego przetrwania nie tylko z nich zrezygnować. to dość wierny portret Bolesława Piaseckiego. mam na myśli zarówno iluzje pisarzy. szarej eminencji kultury polskiej w pierwszych latach po wojnie. wielu bohaterów powieści ma swoje odpowiedniki w realnej historii Polski lat okupacji i okresu stalinowskiego. jednoznacznych wartości (patriotyzm przeciw obcej agresji. który najwcześniej zrozumiał.zyskiwał możność odczytywania “Zdobycia władzy” jako “powieści z kluczem”. ważniejszy powód dzisiejszego zainteresowania tą książką bierze się z faktu. Gdy książkę zaczęły rozpowszechniać niezależne oficyny. Istotnie. że w latach pięćdziesiątych “Zdobycie władzy” było jedyną powieścią. Drugi. Jest to powieść sięgająca głębiej: chodzi w niej nie o powierzchowne aluzje do rzeczywistych osób i wydarzeń. jakie uwięziony po wejściu sowieckich wojsk Piasecki toczył podobno z generałem NKWD Sierowem). Mówiąc o złudzeniach.wtajemniczonych . pozbawioną wszelkich złudzeń analizę dokonującej się wtedy tragedii środkowowschodniej Europy. Formuła “powieści z kluczem” nie wyczerpuje jednak wszystkich znaczeń “Zdobycia władzy”.). wolność przeciw uciskowi itd. którą stać było na trzeźwą. jak i iluzje tych autorów. ale dodatkowo wykoncypować sobie rozmaite przemyślne racjonalizacje. na przykład.

nie taka odległa. “Zdobycie władzy” wciąż jeszcze uderza swoją bezlitosną uczciwością w stawianiu politycznych pytań. kopalń i fabryk. Znamienne.podobnie jak cały świat cywilizacji zachodniej . że “odległa przyszłość” okazała się . osłonią rękami niepewne światło”. z tymi. zwłaszcza epilog. z których każda jest w istocie klęską.i to z kolei różni Miłosza od pisarzy przeciwnego obozu. Czy jednak naprawdę takie są intencje książki? Przeczytajmy uważnie jej prolog i epilog. że system komunistyczny został wniesiony do Polski na ostrzach sowieckich bagnetów .odsunięty od życia publicznego reprezentant humanistycznych wartości. Jedyne. która byłaby w stanie przeciwstawić jakąkolwiek ideologię miażdżącemu walcowi “historycznej konieczności”. jak śmierć. Miłosz nie ma wątpliwości. w odległej przyszłości prawdziwi gospodarze hut. którzy w latach pięćdziesiątych popierali “nową rzeczywistość”. . Bohaterowie Miłosza mają przed sobą jedynie takie możliwości.wizja ta mogła się wydawać szczególnie przygnębiająca. ucieczka lub kolaboracja z systemem . Czytelnikowi. “Oni. kiedyś. skłonnych do idealizowania Polski i polskiej tradycji jako ostoi oporu przeciw sowietyzmowi.mogło zarazem wtedy właśnie odbierać wszelką nadzieję.nie przygotowana do stawienia totalitaryzmowi skutecznego oporu.Nawet i dzisiaj. zarabiający na życie tłumaczeniem Tukidydesa . to fakt. To. co nie sprawdziło się w tym dalekowzrocznym wyznaniu nadziei.bezstronność i trzeźwość widzenia. izolacja. po trzydziestu latach.możliwości. w którym profesor Gil . Zarazem jednak dostrzega w postaciach swoich bohaterów całą złożoność psychologicznych motywacji. W oczach autora “Zdobycia władzy” Polska roku 1944 była . który brał powieść do ręki tuż po kolejnej polskiej tragedii po Grudniu 1981 . Znajduje je w poczuciu solidarności ze zwykłymi ludźmi. podsuwać obraz Polski jako kraju skazanego na wieczne szamotanie się w klatce pozbawionej wyjścia. w których “wiedza o tym. które powodują. zmuszających ich w ten czy inny sposób do ugięcia karku przed totalitarną potęgą . że ta powieść polityczna w żadnej mierze nie jest powieścią tendencyjną . W dalszym ciągu nie jest to książka łatwa do zaakceptowania.mimo swej bezsilności znajduje jednak jakieś oparcie. trwa mimo wszelkich triumfów bezprawia i zakłamania.tym różni się od pisarzy. co sprawiedliwe i niesprawiedliwe”. że nie ma w książce ani jednej postaci. co stanowi o sile “Zdobycia władzy” .

1982, 1989

Nota wydawcy
“Zdobycie władzy” powstało w ciągu dwóch letnich miesięcy 1952 roku. Czesław Miłosz wspomina, iż do napisania powieści namówiła go - poznana dzięki Józefowi Czapskiemu - Jeanne Hersch (ur. 1910), filozof, uczennica Karla Jaspersa, w przyszłości profesor Uniwersytetu Genewskiego, autorka m.in. “L.illusion philosophique” oraz “L'etre et la forme”. Hersch, której ojciec wywodził się z Wilna, została jednocześnie autorką przekładu na język francuski - powieść otrzymała tytuł “La prise du pouvoir”. (Sam Miłosz, kilka lat później, przetłumaczył “Politykę i rzeczywistość” Jeanne Hersch [Instytut Literacki, Paryż 1957], do jej postaci odwołuje się wiersz “Rozmowa z Jeanne” z tomu “Dalsze okolice”, poeta pisze też o niej obszernie m.in. w “Roku myśliwego” [zapisy z 22 i 23 maja 1988]). Książka powstawała z myślą o Europejskiej Nagrodzie Literackiej, Prix Litteraire Europeen, ufundowanej w 1952 roku z inicjatywy Centre Europeen de la Culture przez Communaute des Guildes du Livre. Do 1 października 1952 roku na konkurs mający wyłonić laureata nagrody nadesłano 356 utworów literackich. Wstępnej selekcji dokonali jurorzy narodowi, jury międzynarodowemu przedstawiono osiem prac (trzy w języku niemieckim, dwie w hiszpańskim, dwie we włoskim i jedną we francuskim, opatrzoną adnotacją “traduit du polonais”). Spośród nich jury w składzie: Gottfried Benn, Elisabeth Bowen, Hagmund Hansen, Salvador de Madariaga, Gabriel Marcel, Hans Oprecht, Denis de Rougemont oraz Ignazio Silone, na posiedzeniu w Genewie 24 marca 1953 roku, wybrało dwie książki. Nagrodę otrzymali ex aequo: niemiecki pisarz Werner Warsinsky (ur. 1911) za osnutą na doświadczeniach wojennych powieść “Kimmerische Fahrt” oraz Czesław Miłosz. Nagroda przyniosła zwycięzcom pięć tysięcy franków szwajcarskich oraz opublikowanie ich książek w kilku językach, z czym wiązały się oczywiście honoraria autorskie. “Suma 2500 franków szwajcarskich (wtedy spora) mniej znaczyła niż wydania przez kluby książki w Szwajcarii i Francji. W ten sposób mogłem jakoś utrzymać się z pióra i sprowadzić do Francji rodzinę” - wspomina Miłosz w “Roku myśliwego” (zapis z 23 maja 1988). Pierwszym efektem Nagrody były więc trzy edycje francuskojęzyczne z roku 1953, które ukazały się

nakładem wydawnictwa Gallimard (Paryż), Le Club Francais du Livre (Paryż) oraz La Guilde du Livre (Lozanna). Wydanie polskie ukazało się dwa lata później. “Zdobycie władzy” opublikował w 1955 roku paryski Instytut Literacki, jako IX tom Biblioteki “Kultury”. Edycja ta została powtórzona w roku 1980 (tom IV “Dzieł zbiorowych” Czesława Miłosza) oraz w roku 1987. Powieść stopniowo docierała do czytelników krajowych. Część nakładu pierwszego wydania przemycano do Polski (na miesiąc przed rozpoczęciem normalnej dystrybucji) pod fikcyjną kartą tytułową, informującą, iż jest to książka Zygmunta Kornagi “Wyzwolenie”, opublikowana nakładem Stowarzyszenia Budowniczych Polski Ludowej im. Wandy Wasilewskiej w Paryżu. Pierwszym jej fragmentem ogłoszonym w Prl-u były trzy rozdziały opublikowane w krakowskim “Życiu Literackim” (1956, nr 528#53); publikacji towarzyszył artykuł Włodzimierza Maciąga. Liczne edycje “Zdobycia władzy” poza zasięgiem cenzury ukazały się w latach 80. Wydawcami byli m.in.: NOWa, Warszawa 1980, KOS, Kraków 1980, Oficyna Wydawnicza NSZZ “Solidarność”. Region Pojezierze, Suwałki 1981, Wydawnictwo Recto, Warszawa 1989. Pierwsze krajowe wydanie oficjalne ukazało się nakładem Wydawnictwa Pojezierze (Olsztyn) w roku 1990. Wybrane edycje w językach obcych: W języku angielskim: “The Usurpers”, [przeł.] C. Wieniewska, London 1955, wyd. nast. New York 1955; “The Seizure of Power”, [przeł.] C. Wieniewska, New York 1955, wyd. nast. New York 1982, London 1983; francuskim: obok wcześniej wymienionych także “La prise du pouvoir”, [przeł.] J. Hersch, Paris 1980; niemieckim: “Das Gesicht der Zeit”, [przeł.] A. Loepfe, Zurich 1953, wyd. nast. Stuttgart 1953; hiszpańskim: “El poder cambia de manos”, [przeł.] R. Vasquez Zamora, Barcelona 1955, wyd. nast. tamże: 1980, 1981, Panama 1981, Barcelona 1985; norweskim: “Erobringen av makten”, [przeł.] I. Lunde, Oslo 1983; serbsko-chorwackim: “Osvajanje vlasti”, Beograd [ok. 1983]; szwedzkim: “Makt overtagandet”, [przeł.] M. von Zweibergk, Stockholm 1982.

węgierski. malajski. japoński. telugu. marathi.Ponadto ukazały się przekłady na języki: gudżarati. indonezyjski. (Andrzej Franaszek) . koreański.

getto. Tytuły książek oraz wyrazy obcojęzyczne na wyróżniono spację. Yale University w New Haven (lokalizacja w zbiorach: Czesław Miłosz Papers. Natomiast zgodnie z wolą Autora zachowano formy dawne. zamiast “Romana Podlewskiego” . jezuita. osobliwe bądź indywidualnie przezeń stosowane.np. zamiast “jest dla nikogo z uczniów niezrozumiałe” .samoloty sztukasy. zamiast “miejsce na samolocie” . Uncat MS Vault 489. poprawiając zauważone omyłki i niejasności. Box 2. Peloponeskiej” Tukidydesa. porównując go z pierwodrukiem. Trzech mężczyzn i dwie dziewczyny” . Paryż 1987 (reprint pierwodruku z roku 1955) oraz Wydawnictwa Pojezierze. Wydawnictwo Znak posiada kserokopię . i zwroty Autora nawet jeżeli odbiegają od współcześnie używanych. zamiast “dobrze widzianym” “dobrze widocznym”. nie odnaleziono (wyjątek stanowi dołączona do autografu s. detektywne powieści. sten.“Było nas pięć osób. zamiast ghetto . Atlantyckie morze. Uporządkowano zapis cudzysłowów i pauz.“Stanisława Podlewskiego”.“nie jest dla nikogo z uczniów zrozumiałe”. zamiast samoloty Stukas . gestapo.zawsze małą. Murzyni zawsze dużą literą. na której zaczyna się rozdział “Sen Piotra”). Zmodernizowano ortografię i interpunkcję. Poprawiono widoczne pomyłki druku. nazi.Tekst niniejszej edycji oparto na wydaniach: Instytutu Literackiego. w którym dokonano nieznacznych korektur w stosunku do wydania paryskiego.“miejsce w samolocie”. goliat . Przejrzano także autograf utworu.jidysz. Folder 2). np.. Ujednolicono pisownię słów . zamiast yidish . kursywę kursywą. Partia.. które uległy spolszczeniu. 147 maszynopisu. Euro-Azja. wydaniach z “Wojny cudzysłowy. kursywę zastosowaną w pierwodruku do wyróżnienia podkreśleń zamieniono natomiast w poprzednich zachowano dłuższych cytatach. a także dialogów bohaterów powieści. a także pisownię wyrazów obcych. tytuły czasopism ujęto w podobnie jak w np. np. Wersji maszynopisowej. która stanowiła podstawę pierwodruku. Autor osobiście wykonał korektę. zamiast “Było nas pięciu. “Tamci czterej poszli i zginęli” .”. Olsztyn 1990. Autograf “Zdobycia władzy” znajduje się w archiwum Czesława Miłosza zdeponowanym w zbiorach Beinecke Rare Book and Manuscript Library. np.“Tamta czwórka poszła i zginęła”.

125 następuje brudnopisowa wersja s. 29. a także poszczególnych scen i całych akapitów (np. i odwrotnie: rozdział VI autografu jest w książce rozdziałem V. Po s. 59b. w rękopisie jest: “w zonie wschodniej”. pismem drobnym. “które marszcząc uważali brwi.Jak morale?”). w rękopisie miało jeszcze pominięte później zakończenie: kiedyś komunistycznych pisemek”.Jak nastroje?”. maszynopisową kopię strony o paginacji 147 z początkiem rozdziału Piotra”. początek rozdziału X części “Lato 1944 roku”. Brulion zapisany jest ciemnoniebieskim atramentem. ale niektóre z nich warte są przytoczenia. czterech kolejnych wersjach. Rękopis nosi ślady intensywnej pracy nad tekstem. a nawet poczwórną (123a. epigraf z Jeremiasza “Sen (w języku cztery francuskim).). Poza tym brulion zawiera 10 kart niepaginowanych.autografu. w pierwodruku: “w strefie wschodniej”. skreślony został cały. w rękopisie: “. Rozdział V części “Aż do Elby” autografu w wydaniu książkowym jest rozdziałem VI. w pierwodruku: “.”. 123c). 125b itp. 125a. 139. strony brudnopisową. wprowadzone zapewne na etapie korekty i ostatecznej redakcji. Wiele stron zawierających poprawki lub uzupełnienia posiada paginację podwojoną (84a. 118a itp. liczne są poprawki i skreślenia zarówno pojedynczych słów. zmiany. czy w rozdziale IV i XVII części “Aż do Elby”). paginowanych od 1 do 149a. Autograf liczy 171 jednostronnie zapisanych kart o wymiarach 21”277cm. dotyczących wcześniejszą wersję s. a wśród nich: stronę tytułową (Zdobycie władzy). za starając zabawny się żargon przyswoić nowe dla nich sformułowania. XXI. potrojoną (59a. Zasadniczo autograf odpowiada pierwodrukowi. liczący pół strony rękopisu. zawierająca przekreśloną. Oto. na ogół czytelnym. jak słuchacze reagują na przemówienie Barugi w rozdziale XXI części “Lato 1944 roku” . zanim uzyskały kształt ostateczny.). jak i zdań. Niektóre zdania zapisane są i skreślone w trzech. XX. podobnie . wcześniejszą wersję pierwszego akapitu rozdziału XVIII. choć zdarzają się całe strony względnie czyste. . są stosunkowo nieliczne i drobne (np. notatek historycznego tła wydarzeń opisanych w powieści (na dwóch u góry inskrypcja ręką Autora: “ne pas copier!”) oraz dwie strony zawierające ostateczne wersje ustępów przeredagowanych. 123b.zdanie brzmiące w pierwodruku: “Teraz słuchali uważnie.w rozdziale XII.

ale tamto musiało być zatarte.” Nieco dalej w pierwodruku został także pominięty fragment: “Było dozwolone mówić o okupacji niemieckiej. życie zaczynało się na nowo. 91) ustęp brzmiący w pierwodruku: “Ale o tych wszystkich. którzy znikli gdzieś bez wieści w początku wojny w strefie rosyjskiej. 223). do kogo należy zwycięstwo. informację o tłumaczeniach w “Nocie wydawcy”. przeredagowaną przez Autora w roku 1989 i opublikowaną w polskiej edycji Wydawnictwa Pojezierze. o nich wspominać nie należało. 3 autografu pozostawiono wolne miejsce na cytat z “Wojny Peloponeskiej” Tukidydesa. W obecnej edycji. nie wspominano o własnych tam przygodach. 77 i 79 autografu (początek części drugiej). a także na s. s. nielegalnym przechodzeniu granic. aresztowaniach. 147.Podobnie w opisie dalszego ciągu uczty (w tym wydaniu na s.” . co znikli bez śladu tam. sygnalizując go tytułem: “Rewolucja na wyspie Korkyra”. którzy mieli mniej szczęścia niż Piotr? Nie. 76. (Jerzy Illg) .w rękopisie wyglądał następująco: “Ale omijano starannie jakiekolwiek wzmianki o tych.” Na s. w “Aneksie”. teraz kiedy już jasne było. natomiast na s. zamieszczono przedmowę Stanisława Barańczaka do szwedzkiego i amerykańskiego wydania “Zdobycia władzy” z roku 1982 (por. która stanowi podstawę mniejszego przedruku. wypisy z tego dzieła przytoczone są w przekładzie francuskim.

Intereses relacionados