Está en la página 1de 217

ALFRED SZKLARSKI

Przygody Tomka w krainie


kangurw

ZEMSTA
Lada chwila mia rozbrzmie dzwonek na koniec przerwy pomidzy lekcjami.
Korytarz z wolna pustosza, uczniowie znikali w klasach, cisza ogarniaa szkolne mury.
Jeszcze tylko grupka czwartoklasistw krcia si w pobliu gwnych, schodw i drzwi
pokoju nauczycielskiego.
W miar jak zblia si koniec pauzy, niemiaa nadzieja zaczynaa kiekowa
w sercach myszkujcych po korytarzu chopcw. Krasawcewa, nauczyciela geografii, nie
byo dotd ani w kancelarii, ani w pokoju nauczycielskim. Moe wic zachorowa i nie
przyjdzie w ogle do szkoy? A moe szczliwy los zdarzy, e przynajmniej si spni, jak
mu si to czsto przytrafiao.
W grupce szeptem rozmawiajcej na korytarzu rej wodzi Tomek Wilmowski, dobrze
zbudowany blondyn, ktry z oywieniem pociesza swych zdenerwowanych kolegw:
- Mwi wam, e piy" nie ma w budzie. Stwierdziem sam i rcz za to. Moe jego
gospodyni, wychodzc na miasto po sprawunki, przez zapomnienie zamkna drzwi na klucz?
To byaby heca! Czy wyobraacie sobie pi" z notesem w rku miotajcego si bezsilnie po
mieszkaniu? Och, gdybym to mg zobaczy!
Twarze chopcw rozjaniy si na sam myl o takiej wspaniaej moliwoci. Trudno si
nawet byo dziwi, e snute przez Tomka domysy napaway jego kolegw nadziej
i radoci. Zaledwie niecae trzy tygodnie dzieliy ich do wakacji letnich, a tymczasem
Krasawcew, czy te jak go uczniowie nazywali pia", zapowiedzia, e przed swym
przyspieszonym wyjazdem do Rosji pozostawi polskim buntowszczykom" tak pamitk, i
popamitaj go przez cay nastpny rok zimowania" w tej samej klasie. Mogo to tylko
oznacza zaostrzenie kursu dyrekcji gimnazjum przeciw czwartoklasistom.
Domysy te nie byy pozbawione podstaw. Mianowany przed kilkoma miesicami dyrektor
gimnazjum, Rosjanin Mielnikow, z niezwyk surowoci wymaga od swych wychowankw
lepego posuszestwa i przywizania do carskiej Rosji. Niezwyka ta opowie rozpoczyna
si bowiem w 1902 roku gdy znaczna cz Polski znajdowaa si pod okupacj rosyjsk.
Znienawidzony przez uczniw nowy dyrektor wykazywa szczegln gorliwo w dziele
rusyfikowania1 polskiej modziey. Mao mu byo tego, e wszystkie lekcje prowadzono
wwczas w jzyku rosyjskim. Mielnikow, a pod jego wpywem i niektrzy nauczyciele pilnie
przestrzegali, aby uczniowie w szkole w ogle nie rozmawiali po polsku. Dyrektor wiele
1

Rusyfikowa: wynaradawia wychowujc w duchu rosyjskim.

czasu powica rwnie badaniu stosunkw panujcych w rodzinach swych wychowankw.


Na kadym kroku wszy nieprzychylno do carskiej Rosji, co w zasadzie znajdowao
w szkole odbicie w ujemnej ocenie postpw w nauce.
Wkrtce po objciu stanowiska Mielnikow zwrci uwag na czwart klas. Wedug
jego zdania, brak byo w niej rosyjskiego ducha". Czwartoklasici nie wykazywali naleytej
gorliwoci w nauce historii Rosji, wikszo z nich miaa z wymow rosyjsk i, jak
twierdzili podstawieni donosiciele, midzy sob rozmawiaa po polsku. Dyrektor mocno
zaniepokojony tymi faktami zasign informacji w policji, gdzie stwierdzi, i niektrzy
rodzice tych uczniw notowani byli w kartotekach jako politycznie podejrzani. Wtedy to nie
namylajc si wiele postanowi rozbi gniazdo maych os" i wyda odpowiedni instrukcj
swemu zaufanemu podwadnemu, nauczycielowi geografii, szedziesicioletniemu
Krasawcewowi.
Mielnikow sprowadzi go do Warszawy na miejsce poprzedniego nauczyciela, ktry
uleg powanemu wypadkowi i ustpi ze stanowiska.
Krasawcew by zgorzkniaym czowiekiem, czsto szukajcym zapomnienia
w alkoholu. Std te w szkole bywa niezwykle roztargniony, a ca swoj uwag skupia
przewanie na wypenianiu specjalnych zarzdze Mielnikowa. Aby mc je dokadnie
wykona, waniejsze uwagi przeoonego zapisywa w notesie, do ktrego stale zaglda
podczas lekcji.
Uczniowie doskonale wyczuwali nastawienie dyrektora oraz jego poplecznika, tote
niedwuznaczna, pena groby zapowied Krasawcewa napeniaa ich obaw przed t ostatni
w roku szkolnym lekcj geografii.
Terkot dzwonka rozbrzmia na korytarzach. Czwartoklasici odetchnli z ulg. Teraz
weszli do klasy, skd przez uchylone drzwi obserwowali nauczycieli podajcych na lekcje.
Krasawcew nie nadchodzi. W tej jednak chwili Jurek Tymowski, ukryty za filarem na
korytarzu przy schodach, zacz dawa rk niepokojce znaki. Wykonywa ruch, jakby
trzyma rczk piy tncej drzewo. Tomek Wilmowski natychmiast zrozumia umwione
haso.
- A niech to licho porwie! Jednak pia" przyszed do budy - zawoa do
przyczajonych za nim kolegw.
Jurek Tymowski wsun si do klasy. Zrezygnowany machn rk mwic:
- Pia jest ju na schodach. Po drodze rozpina paszcz i sapie niemiosiernie... Ha, e
te w taki pikny, soneczny dzie czyha na czowieka sromotna klska...
- Moe tak le nie bdzie. Najwaniejsze nie tra ducha - szepn Tomek, ciskajc

okie przyjaciela.
Podnieceni chopcy zajmowali miejsca w awkach. Wyjtek wrd nich stanowi
prymus klasy Pawluk, podchlebiajcy si na kadym kroku nauczycielom, a nawet czsto
szpiegujcy swych towarzyszy. Nie okazywa on jakiejkolwiek obawy. Siedzc
wyprostowany, spoglda ze zoliwym zadowoleniem na mocno zaniepokojonych kolegw.
Tomek Wilmowski zdenerwowany zaj miejsce obok Jurka Tymowskiego.
Waciwie nie mia powodw do obaw o siebie. Uczy si doskonale, a geografia bya jego
ulubionym przedmiotem. Gdyby wrd wikszoci nauczycieli nie mia opinii polskiego
buntowszczyka", na pewno byby prymusem. Dzisiaj lka si jedynie o swego przyjaciela,
ktremu z ca pewnoci zagraao niebezpieczestwo. W szkole wszyscy wiedzieli, e
ojciec Jurka mia niedawno kopoty z andarmami. Pan Tymowski by instruktorem konnej
jazdy w ujedalni przy ulicy Litewskiej, gdzie, jak podejrzewaa policja, odbyway si tajne
schadzki Polakw spiskujcych przeciwko carskiej Rosji. Z tego powodu Mielnikow
niejednokrotnie ju szkodzi Jurkowi, nie ulegao wtpliwoci, e poleci go opiece"
Krasawcewa. Tymczasem Tomek przyjani si z Jurkiem i bardzo lubi pana Tymowskiego.
Dziki jego yczliwoci korzysta w ujedalni z pewnych przywilejw. W wolnych chwilach
Tymowski wiczy obydwch chopcw w konnej jedzie. Wedug zapewnie instruktora,
Tomek trzyma si ju na wierzchowcu bardzo dobrze. Chopiec by z tego nadzwyczaj
dumny. Skromne warunki materialne jego opiekunw nie pozwalay mu na zbyt wiele
rozrywek. Bezpatna nauka konnej jazdy stanowia dla niego z wielu wzgldw du
przyjemno. Tomek z niepokojem rozmyla teraz, ile kopotu oraz zmartwienia sprawi Jurek
ojcu, jeeli nie otrzyma promocji.
Krasawcew z dziennikiem szkolnym pod pach wkroczy do klasy. Zaraz te mona byo
pozna, e tego dnia jest w nie najlepszym humorze. Szurajc nogami usiad przy biurku,
rozoy dziennik i mamroczc co do siebie, nerwowymi ruchami zacz przeszukiwa swoje
kieszenie. Nie znajdowa w nich tego, czego szuka, marszczy wic coraz gniewniej czoo.
Jurek Tymowski widzc to pochyli si w stron Tomka.
- A to ci dopiero bdzie sdny dzie! Pia pewno znw zapomnia zabra z domu
swoje okulary... - szepn.
- Dobrze mu tak! - rwnie szeptem odpar Tomek. - A moe i notesu nie przynis
dzisiaj...
Nadzieje chopcw speniy si jednak tylko poowicznie; w tej wanie chwili nauczyciel
wydoby z kieszeni notes, pooy go przed sob i rozgniewany wzruszy ramionami okularw nie znalaz. Przez jaki czas szpera w notatniku, po czym zakrzywionym palcem

zacz wodzi po otwartym dzienniku, lecym przed nim na stole.


Lekcja rozpocza si; Krasawcew co chwila wywoywa ktrego z uczniw na rodek klasy.
Zadawa jedno lub dwa podchwytliwe pytania, a nastpnie wpisywa stopie do dziennika.
Oceny odpowiedzi byy bardzo surowe.
Tomek i Jurek w lot zorientowali si, e nauczyciel wywouje specjalnie tych chopcw,
ktrych rodzicw podejrzewano o nieprzychylno dla Rosji. Jurek siedzia pospny
z opuszczon na piersi gow. Tomek z niepokojem spoglda na drzwi wiodce na korytarz.
Moe ju niedugo do dzwonka na koniec lekcji? - rozmyla. - Co si stanie, jeli Jurek
teraz oberwie dwj z geografii?!"
Sytuacja Jurka Tymowskiego naprawd nie bya godna pozazdroszczenia. Przecie i tak ze
wszystkich przedmiotw otrzymywa zazwyczaj gorsze stopnie nie mogc opanowa
naleycie akcentu w jzyku rosyjskim.
Krasawcew gboko pochylony nad dziennikiem wci wodzi po nim palcem; obecnie
zatrzymywa go niemal wycznie przy nazwiskach rozpoczynajcych si od kocowych liter
alfabetu. Przed chwil wywoa do odpowiedzi Tatarkiewicza.
- Taka wsypa i to akurat przy kocu roku - szepn Jurek. - Czuj, e pjd nastpny...
- Zaraz powinien by dzwonek, moe nie zdy... - pocieszy go Tomek, chocia sam
nie wierzy ju w szczliwe zakoczenie lekcji.
Mimo woli spojrza na nauczyciela. Wanie stawia w tej chwili stopie Tatarkiewiczowi
niemal dotykajc nosem dziennika. To ostatnie nasuno Tomkowi szaleczy pomys.
Nauczyciel chorowa na oczy, z tego te powodu niedowidzia, a dzisiaj szczliwym
zdarzeniem losu, nie mia okularw i ca jego uwag pochania dziennik, w ktrym z takim
zapaem stawia ze noty.
Trzeba ratowa Jurka za wszelk cen, choby przez wzgld na jego ojca - z determinacj
pomyla Tomek. - Niech si dzieje co chce! Raz kozie mier!"
Krasawcew w dalszym cigu nie podnoszc gowy znad dziennika zawoa:
- Tymowski!
- Siadaj! - sykn Tomek i zdobywajc si na jak najwikszy spokj wyszed zamiast
Jurka na rodek klasy.
Uczniowie zaciekawieni poruszyli si w awkach, a potem zamarli w bezruchu.
Zalega grobowa cisza.
Wida byo, e Krasawcew szykuje si do zadania miertelnego ciosu. Ze zoliwym
umiechem na twarzy zastanawia si przez chwil, jakim pytaniem ma pogry nie
lubianego przez dyrektora ucznia, po czym nie podnoszc ani nie odwracajc gowy mrukn:

- No, powiedz, jaki jest najduszy na ziemi acuch wysp! Przytomny, zawsze
zdecydowany w niebezpiecznych chwilach Tomek dzielnie opanowa drenie gosu.
Naladujc sposb mwienia Jurka, odpar:
- Wyspy japoskie tworz najduszy na ziemi archipelag. Towarzyszy on wschodnim
wybrzeom Azji, zamykajc razem z Archipelagiem Malajskim cztery wielkie morza
przybrzene: Ochockie, Japoskie, te i Wschodnio-chiskie. Japonia obejmuje pi
wikszych wysp i okoo szeciuset mniejszych. Cztery z nich stanowi Japoni waciw.
Wyspy japoskie tworz ostatni stopie ldu w stron Oceanu Spokojnego, dlatego
Japoczycy nazywaj swoj ojczyzn Krajem wschodzcego soca".
Nauczyciel drgn niemile zaskoczony pynn, celujc odpowiedzi; zaraz te zada
drugie pytanie.
- Wymie najwaniejsze wulkany Meksyku!
- Najwaniejszymi wulkanami Meksyku s: Orizaba o wysokoci piciu tysicy
pidziesiciu metrw i Popocatepetl, czyli Popo, majcy wysoko pi tysicy czterysta
pidziesit metrw. Zamykaj one kotlin Meksyku od poudnia i nadaj jej krajobrazowi
swoiste pikno.
Krasawcew gono zasapa ze zdenerwowania. Druga odpowied bya rwnie
doskonaa jak pierwsza. Zastanowi si dusz chwil, w kocu zapyta podstpnie:
- Hm, powiedz ty mi, co uwaasz za najwiksze osignicie wiata w ostatnim
dziesicioleciu?
Tomek od razu wyczu zastawion puapk. Cokolwiek odpowie, to Krasawcew i tak bdzie
mg mu zaprzeczy.
Trzeba uy fortelu, by zagi pi - pomyla. Zaraz te przypomnia sobie artyku
w gazecie, czytany kilka dni temu przez wujka i spokojnie odpowiedzia:
- Najwikszym osigniciem cywilizowanego wiata w ostatnim dziesicioleciu jest
bez wtpienia budowa przez Rosj kolei transsyberyjskiej. Dugo linii od Moskwy do
Wadywostoku wyniesie osiem tysicy kilometrw. Tym samym bdzie ona jedn
z najduszych kolei na wiecie.
Krasawcew siedzia bez ruchu, jak raony gromem. Skd ten syn wywrotowca" mg
odgadn, o co mu chodzio? Przecie w adnym razie nie wypadao teraz zaprzeczy. I cho
stary, zapijaczony belfer nie waha si stawia zych not na polecenie dyrektora, to jednak
mimo wszystko celujce odpowiedzi sabego dotd ucznia wzbudziy w nim uznanie. Nie,
tego chopaka nie mg obla mimo najszczerszych chci.
A czort z nim! Przecie jeden taki smyk nie moe zaszkodzi potnemu carowi pomyla.

Goniej za mrukn:
- Hm, masz szczcie, przygotowae si do repetycji... Poprawie nawet nieco swj
akcent. Wierz, e mgby umie geografi, tak jak ten nicpo Wilmowski, no, wracaj do
awki.
Tylko niezwyko sytuacji powstrzymaa Tomka od wybuchnicia miechem.
Krasawcew szybko postawi dobry stopie w dzienniku, a tymczasem wszyscy uczniowie
chichotali ju w najlepsze.
Naraz staa si rzecz straszna. Oto prymus Pawluk podnis si szybko i zawoa:
- Panie profesorze, przecie to nie jest Tymowski!
Tomek zatrzyma si i przyblad. Wprawdzie w tym momencie Jurek siedzcy w awce tu za
Pawlukiem pocign go mocno za ucho, lecz byo ju za pno. Nauczyciel unis gow
znad dziennika. Spojrza na Tomka. Nie by jednak pewny, czy go wzrok nie myli.
- Podejd do mnie bliej - powiedzia. Tomek przysun si o dwa mae kroki.
- Jeszcze bliej - mrukn Krasawcew, szeroko otwierajc oczy. Tomek stan przy
samej katedrze.
- Co to znaczy, Wilmowski? - gronie zapyta nauczyciel, spogldajc na chopca. Przecie wywoaem do odpowiedzi Tymowskiego!
- Niemoliwe, panie profesorze! Syszaem wyranie moje nazwisko - odpar Tomek,
obawiajc si, czy gone bicie serca nie zdradzi go przed nauczycielem.
- Gupstwa pleciesz! Wywoaem do lekcji Tymowskiego oburzy si Krasawcew.
Pawluk chcia si odezwa, lecz Jurek pocign go za bluz mundurka szepczc: Spierzemy
ci na kwane jabko, jeli piniesz cho jedno sowo, lizusie!"
Niepewny siebie Krasawcew mierzy Tomka podejrzliwym wzrokiem. Moe jednak
przypadkowo pomyli nazwiska? Zastanawia si, czy nie warto by przeprowadzi ledztwa.
- Bardzo przepraszam pana profesora, jeli si przesyszaem - Tomek zmieni taktyk
obrony. - Tak bardzo chciaem odpowiada jeszcze przed kocem roku... Zapewne ja si
myl, bo przecie pan profesor myli si nie moe.
Pod wpywem nieoczekiwanego pochlebstwa Krasawcew rozchmurzy si nieco.
Wilmowski by doskonaym geografem, dlatego te zawsze wywoywa go do odpowiedzi
podczas wizytacji. Zgorzkniay profesor mia mimo wszystko sabo do wesoego
i roztropnego chopca. Spojrza wic na lecy na biurku zegarek. Zaraz powinien by
dzwonek. Postanowi jeszcze przepyta Tymowskiego, przy ktrego nazwisku figurowaa
w jego notesie dua, czerwona kropka.
- No, Wilmowski! Uwaaj ty lepiej na drugi raz, eby le nie wyldowa - powiedzia

surowym gosem.
Tomek odetchn gboko, jak czowiek wypywajcy na powierzchni po dugim
przebywaniu pod wod: zaraz poprawi mu si humor. Lada chwila odezwie si dzwonek
i Jurek bdzie uratowany. Dla zyskania na czasie ukoni si nisko nauczycielowi. Udajc
wielk skruch powiedzia:
- Tak mi przykro, prosz pana profesora, e sprawiem niepotrzebnie tyle zamieszania.
Serdecznie dzikuj za wybaczenie mi pomyki. Jeszcze raz bardzo przepraszam pana
profesora.
- No dobrze, ju dobrze, Wilmowski - burcza Krasawcew. - Id ju na miejsce.
Tymowski, do lekcji!
Zanim jednak Jurek zdy podej do katedry, dzwonek ostro zaterkota na korytarzu.
Krasawcew momentalnie zapomnia o uczniu. Tego dnia musia jeszcze odby wizyty
poegnalne przed wyjazdem na wakacje do Rosji.
Szybko wic schowa zegarek oraz notes do kieszeni i zatrzasn dziennik. Mruczc co pod
nosem, wybieg z klasy.
- Uratowae mnie - szepn Jurek do Tomka.
Wyszli razem na korytarz. Natychmiast otoczyli ich koledzy. Wszyscy winszowali
Tomkowi odwagi oraz przytomnoci umysu. Oczywicie byli mocno oburzeni zachowaniem
si Pawluka. Proponowali zaraz da koca" lizusowi, lecz Tomek przerwa dyskusj, mwic:
- Nie zgadzam si na adne bjki. Na pewno wyrzuciliby nas z budy, i to tu przed
samym kocem roku. Pawluk tylko mnie chcia dopiec za to, e lepiej ucz si od niego. To
midzy nami dwoma sprawa. Bdcie spokojni, zemszcz si na nim, lecz na razie to
tajemnica. Zobaczycie, jak mu za to zapac!
Rozleg si dzwonek na now lekcj. Uczniowie powrcili do klasy. Ku oglnemu
zdziwieniu Tomek rozpocz rozmow z Pawlukiem, jak gdyby midzy nimi nie zaszo nic
nadzwyczajnego. Przestraszony pocztkowo prymus rozrusza si widzc wesoo kolegi.
Tomek by naprawd w doskonaym humorze. Z cakowitym spokojem oczekiwa na
rozpoczcie si lekcji historii. Zapowiedziane przybycie inspektora usuwao od niego i Jurka
wszelkie niebezpieczestwo. Przecie wanie oporne przyswajanie sobie przez uczniw
historii Rosji budzio zastrzeenia dyrektora szkoy. Nawet taki ucze jak Tomek wola nieraz
oberwa dwj, ni na przykad wyliczy z pamici poczet, znienawidzonej przez Polakw,
panujcej rodziny carskiej. Jasne wic byo, e nauczyciel historii nie dopuci do
kompromitacji przy inspektorze. Tomek by pewny, i z tego powodu do odpowiedzi bdzie
wywoany oficjalny prymus klasy - Pawluk. W zwizku z tym obmyli pewien plan zemsty

i wesoo rozmawia z lizusem", aby upi jego czujno.


Wtem drzwi klasy otworzyy si; wszed nauczyciel historii w towarzystwie inspektora. Gdy
tylko chopcy usiedli po przywitaniu napuszonego Rosjanina, Tomek natychmiast wydoby
z tornistra tekturowe pudeeczko. Ostronie uchyli podziurawione szpilk przykrycie. Na
jego twarzy ukaza si szelmowski umiech. Olbrzymi chrzszcz jelonek2 - schwytany trzy
dni temu podczas wycieczki z wujostwem za miasto, nic nie straci ze swej ywoci, mimo
uciliwej niewoli. Zaledwie Tomek unis wieczko pudeka, owad zaraz wysun swe
ogromnie rozwinite uwaczki, usiujc odzyska wolno. Tomek wepchn chrzszcza
z powrotem do pudeeczka, po czym wsun je do kieszeni.
Na pozr lekcja odbywaa si tak jak w kady zwyky dzie szkolny. Najpierw nauczyciel
obszernie wyjani nowy, ostatni w tym roku, fragment historii Rosji nie zagldajc nawet do
ksiki. Nastpnie, czego zazwyczaj nie czyni, zacz przypomina chopcom, jakie okresy
ju przerobili; skoczy dopiero wtedy, gdy inspektor spogldajc na zegarek owiadczy, e
pragnby jeszcze przysucha si odpowiedzi ktrego z uczniw.
By to znak dla Tomka. Zaledwie nauczyciel pochyli si nad dziennikiem, niby to
zastanawiajc si kogo wywoa do lekcji, Tomek szybko wydoby z kieszeni pudeko.
Przysunwszy je do plecw Pawluka, uchyli wieczko. Wielki chrzszcz natychmiast
skorzysta z upragnionej okazji; znalaz si na konierzu mundurka prymusa akurat w chwili,
gdy nauczyciel wywoa go na rodek klasy.
Pawluk zatrzyma si przed katedr. Unienie ukoni si inspektorowi i nauczycielowi. Na
wszystkie pytania odpowiada z niezwyk pynnoci, jakby czyta z ksiki. Teraz powtarza
bezbdnie now lekcj, stojc wyprostowany jak struna. Nauczyciel z triumfujcym
umiechem spoglda na zupenie widocznie zadowolonego inspektora.
Tomek, obserwujc sukces nie lubianego kolegi, przeywa prawdziw burz niepokoju:
C to si stao z chrzszczem? - rozmyla. - Lizus boi si wszelkich owadw. Co by to
bya za wspaniaa zemsta, gdyby przestraszy si chrzszcza teraz w czasie popisowego
recytowania lekcji!"
Chrzszcz jednak, nieczuy na proby i zaklcia Tomka, w dalszym cigu nie dawa znaku
ycia. Gdy w kocu Tomek zacz czyni sobie wyrzuty, i zupenie niepotrzebnie trudzi si
zbieraniem poywienia dla niewdzicznego owada - Pawluk naraz poruszy niecierpliwie
Jelonek (Lucanus cervus) jest najokazalszym gatunkiem chrzszczw naszych krajowych lasw, przewanie
dbowych. Dugo jego ciaa moe siga 6 cm, do czego naley doliczy bardzo rozwinite uwaczki,
u samcw dochodzce do 2,5 cm dugoci.
2

gow.
Nadzieja wstpia, w serce Tomka. Pawluk po raz drugi wstrzsn gow, po czym przesun
doni po karku. Teraz wymarzone przez Tomka zdarzenia potoczyy si z szybkoci
spadajcej nienej lawiny. Oto Pawluk nerwowym ruchem cofn sw do i, zaledwie ujrza
w niej chrzszcza, wrzasn przeraliwie, odruchowo wstrzsajc rk. Potny chrzszcz
uderzy w twarz inspektora, ktry podskoczy jak oparzony.
Rozpocza si straszliwa awantura. Nauczyciel, nie mniej przestraszony od inspektora, ostro
skarci Pawluka i udzieli mu nagany. Z kolei gi si w ukonach przepraszajc
rozindyczonego zwierzchnika. Oczywicie by to ju koniec lekcji, poniewa rozgniewany
dygnitarz zaraz wyszed z klasy, a za nim pody roztrzsiony nauczyciel.
Po raz drugi tego dnia Tomek, puszc si jak paw, przyjmowa gratulacje od
rozentuzjazmowanych przyjaci. Oto za jednym zamachem zemci si na podym lizusie"
i dokuczy nauczycielowi, ktrego nadmierna gorliwo naraaa go w domu na najwiksze
przykroci.
Po zakoczeniu lekcji uradowani Tomek i Jurek razem wyszli ze szkoy.

TAJEMNICZY GO
Tomek poegna si z Jurkiem, a sam przystan przy maym zielecu na rodku placu
Trzech Krzyy. Zacz rozmyla, jak ma spdzi reszt popoudnia. Powrt do domu
bezporednio ze szkoy w tak interesujco rozpocztym dniu nie nci go zupenie.
Czerwcowa, soneczna pogoda zachcaa przecie do spaceru po miecie. Pokusa bya tym
wiksza, e z placu Trzech Krzyy wystarczyo przej jedynie przez jezdni, aby znale si
w kipicych zieleni Alejach Ujazdowskich. Jeeli nie skorzysta teraz z tak wspaniaej okazji,
to potem w domu ciotka Janina, jak zwykle, wynajdzie tysic powodw, aby go ju nigdzie
nie wypuci.
Dugo rozwaa wszystkie moliwoci, lecz nie mg jako powzi decyzji. Ciotk nieatwo
byo wprowadzi w bd. Codziennie po powrocie dzieci ze szkoy uwanie wypytywaa
o zadane lekcje i otrzymane stopnie; niemal kada taka rozmowa koczya si powiedzeniem:
Teraz prosz pokaza dzienniczki!"
Jeeli sprawozdania dzieci nie byy zgodne z notatkami nauczycieli, nastpowaa dusza
rozprawa. Spniony powrt ze szkoy by tak samo oceniany i karany jak ze stopnie.
Irena, Zbyszek i Witek, dzieci ciotki Janiny, przyzwyczajeni od najmodszych lat do
surowoci matki, atwiej przystosowywali si do jej wymaga. Tomek jednak nie umia nawet
tak jak oni udawa skruchy. Dlatego te czciej otrzymywa kary.
Ciotka miaa szczeglne powody, aby zwraca na niego baczniejsz uwag. Od chwili
mierci matki by waciwie sierot i nie wiadomo, co by si z nim stao, gdyby wujostwo
Karscy nie wzili go na wychowanie. Matka Tomka umara w dwa lata po ucieczce swego
ma za granic, ktry jedynie w ten sposb zdoa unikn aresztowania przez carskich
andarmw. Ciotka Janina, pamitajc o tragedii swej siostry, wicej ni ognia obawiaa si
wszelkich spiskw politycznych. Przecie udzia w nich, w najlepszym razie, grozi zesaniem
na Sybir.
Ku jej utrapieniu Tomek widzia w ojcu bohatera i w najskrytszych marzeniach pragn go
naladowa pod kadym wzgldem. Odziedziczy te zapewne po nim zdolnoci
i zamiowanie do nauki. Tak jak ojciec szczeglnie interesowa si geografi. Wikszo
wolnego czasu spdza na czytaniu rnych dzie, w ktrych znajdowa opisy obcych krajw
oraz zamieszkujcych je ludw, a od ksiek napisanych przez polskich podrnikw
i odkrywcw wprost nie mg si oderwa. Wicej ni jego rwienicy wiedzia rwnie

o smutnych dziejach Polski, okupowanej prawie od stu lat przez wrogie mocarstwa3 Matka do
ostatnich dni swego ycia uczya go w domu prawdziwej historii Polski, przypominaa mu
rwnie przy kadej okazji, e jego ojciec przeladowany by za walk o niepodlego
ojczyzny.
Nic te dziwnego, e Tomek nieraz otrzymywa ze stopnie z historii, ktr zna z ust matki,
inn, ni mu si jej uczy kazano w szkole. Napominany stale przez ciotk stara si ukrywa
sw niech do tego przedmiotu, lecz nie zawsze mu si to udawao. Ze wzgldu na to, e
z innych przedmiotw otrzymywa dobre noty, wychowawca klasy orzek, i chopiec wykazuje specjalnie z wol w nauce historii. Po kadej wywiadwce bojaliwa ciotka
zasypywaa Tomka wyrzutami.
Ostatnie procze byo dla niego szczeglnie niepomylne. Otrzyma nagan. Ciotka nie
szczdzia mu tym razem ostrych wymwek, a nawet w uniesieniu zawoaa:
Skoczysz tak jak twj ojciec!"
Uraony tym Tomek zapyta:
Ciociu, czy naprawd uwaasz, e mj ojciec zrobi co zego?"
Wpdzi do grobu twoj matk a moj siostr!" zawoaa w gniewie.
Wwczas to przey Tomek, na rwni z ciotk Janin, wielk niespodziank. lczcy
zazwyczaj w milczeniu nad ksigami buchalteryjnymi wuj Antoni z trzaskiem rzuci piro na
st i chyba po raz pierwszy w swym yciu odezwa si do ony podniesionym gosem:
Przestaniesz wreszcie drczy tego dzielnego chopca? Dlaczego upara si zabi to, co jest
w nim najlepsze?"
Ciotka oniemiaa, a ze wszystkich obecnych przy tym wydarzeniu Tomek zdumia si
najwicej. Cae zajcie zostao jednak szybko zaegnane, gdy wuj nerwowym ruchem
poprawi na nosie okulary i znw pochyli si nad rozoon na stole ksig. Od tej pory
ciotka zmienia cakowicie swe postpowanie w stosunku do Tomka. Przestaa napdza go
do nauki historii, lecz tym bardziej ograniczaa jego przebywanie poza domem. Dlatego te
spacery po miecie i nauka konnej jazdy w ujedalni stanowiy dla niego szczegln pokus.
Sta teraz na placu Trzech Krzyy i rozmyla. Jeeli zaraz wrci do domu, bdzie musia
natychmiast zasi do odrabiania lekcji. Pniej czeka go repetycja z modszymi brami
ciotecznymi. Same nudy! Jake przyjemnie byoby pj do Ogrodu Botanicznego! Co tu
robi? W czasie tych zawiych zmaga z sob przysza mu do gowy wspaniaa myl.
Niech los rozstrzygnie, co ma by" zadecydowa.
3

W owym czasie ziemie polskie znajdoway si pod zaborem Prus, Rosji i Austrii.

Ruszy w kierunku najbliszej latarni ulicznej, szepcc przy kadym kroku:


Spacer, dom, spacer, dom, spacer, dom", a ku wielkiej swej radoci zatrzyma si obok
latarni na sowie spacer".
Odetchn z ulg, wdziczny losowi za tak korzystne rozwizanie zawiego problemu.
Ranym krokiem ruszy w Aleje Ujazdowskie.
Wkrtce znalaz si w Ogrodzie Botanicznym i niebawem zapomnia o kopotach
oczekujcych go po powrocie do domu. Usiad w cichym zaktku. Odurzajcy zapach
kwiatw i miy wiergot ptactwa nastrajay do przyjemnych rozmyla. W takich chwilach
ogarniaa go zazwyczaj ogromna tsknota za nieznanym niemal zupenie ojcem. Przymyka
oczy... W wyobrani jego rysowa si mocno zamglony obraz wysokiego mczyzny, ktrego
twarzy nie mg sobie przypomnie. Nie wiedzia nawet, gdzie on teraz przebywa i co
porabia? Sprawy te ciotka Janina utrzymywaa w cisej tajemnicy. Listy od ojca przychodziy
bardzo rzadko, lecz za to co p roku listonosz przynosi ciotce wezwanie na gwn poczt.
Po kadym takim wezwaniu zaopatrywaa dzieci w now garderob. By to widomy znak, e
ojciec Tomka nadesa pienidze.
Karscy traktowali Tomka na rwni z wasnymi dziemi. Jedynym wyrnieniem byy lekcje
jzyka angielskiego, na ktre Tomek uczszcza prywatnie do rodowitej Angielki osiadej
w Warszawie. W stosunku do moliwoci zarobkowych wujka Antoniego opata za nauk
obcego jzyka stanowia pokany wydatek. Dlatego Tomek by przekonany, e korzysta
z tego przywileju na wyrane yczenie swego ojca. Pragn wic sprawi mu przyjemno
i uczy si bardzo pilnie. Z uporem wkuwajc swka, myla - niech wie, e go kocham".
Teraz siedzc w parku na awce, ukada w myli swoj pierwsz rozmow z ojcem, gdy go
kiedy zobaczy. Oczywicie rozmowa potoczy si po angielsku, poniewa ojciec na pewno
bdzie ciekaw wynikw tak kosztownej nauki. Zadawa wic sobie pytania, odpowiada na
nie wyszukujc trudniejsze wyrazy w sowniczku i nawet nie spostrzeg, jak miny trzy
godziny. Do ogrodu przybywao coraz wicej ludzi. W kocu nawet zamylony Tomek
zwrci na nich uwag.
Pewno ju bardzo pno - pomyla. - Ciotka Janina bdzie si znw gniewaa..."
Zaraz te zacz zastanawia si, czy otrzyma kar. Nieoczekiwanie wzrok jego zatrzyma si
na zielonych krzewach.
Ha, skoro los doradzi mi udanie si na spacer, niech wic wyjani teraz niepewno" zadecydowa i natychmiast zerwa ma gazk. Obrywajc listek po listku, powtarza:
Bdzie kara, nie bdzie, bdzie, nie bdzie..."
Zrobio mu si weselej na duszy, gdy rzuca na ziemi ostatni listek. Mwi on, e kary nie

bdzie". Z kolei zacz rozwaa, dlaczego miaaby go min? Przecie ciotka zwracaa
wielk uwag na punktualne przychodzenie ze szkoy.
Moe cioci rozbolaa gowa? - monologowa. - Jeli pooya si do ka i usna, to mog
nie otrzyma kary. A moe wysza po zakupy i nie zapyta, czy wrciem punktualnie?"
Postanowi przekona si jak najprdzej o prawdziwoci wrby; pospieszy
w kierunku domu. Z Alei Ujazdowskich na ulic Mokotowsk nie byo zbyt daleko, wkrtce
wic zatrzyma si niezdecydowanie przed bram. Co bdzie, jeli wrba zawiedzie? Mimo
wszystko nie lubi, gdy ciotka denerwowaa si na niego. Nie mg ju duej znie
niepewnoci. Przebieg przez bram i przystan na skraju podwrka. Spojrza w kierunku
mrocznych zazwyczaj okien drugiego pitra; ogarn go niepokj. W saloniku palio si jasne
wiato. By to widomy znak, e w mieszkaniu wujostwa dziao si co niecodziennego. Jake
wic moga min go kara?
Niedobrze, oj, naprawd niedobrze - zmartwi si. - Wic jednak wrba zawioda. No tak,
przecie dzisiaj jest sobota, a ciocia zawsze twierdzi, e najodpowiedniejszymi dniami do
speniania si wszelkich wrb s poniedziaki, rody i pitki. e te nie pomylaem o tym
wczeniej!"
Zrezygnowany i przygotowany na najgorsze wszed na drugie pitro. Nacisn dzwonek.
Drzwi otworzya jego cioteczna siostra Irena.
- Gdzie bye tak dugo? - zagadna podnieconym gosem. Tomek machn rk
i mrukn:
- Los wystrychn mnie na dudka. Zapomniaem, e dzisiaj jest sobota...
- Co ty bredzisz? - niecierpliwia si Irena.
- Czy ciocia bardzo si gniewa? - zapyta Tomek, nie zwracajc uwagi na jej sowa.
- Nie wiadomo, gdy ju od trzech godzin razem z ojcem siedz zamknici w saloniku
z jakim bardzo tajemniczym gociem.
Tomek odetchn pen piersi. Natychmiast odzyska humor. Wic jednak wrenie na
listkach okazao si najprawdziwsze ze wszystkich znanych mu sposobw.
- A gdzie s Witek i Zbyszek? - zwrci si do dziewczynki zaintrygowany jej
podnieceniem.
- Podgldaj przez dziurk od klucza - pospiesznie wyjania Irena.
- Oberw za to bur, jeli ciocia zauway. Tak jakby nigdy nie widzieli goci! I ty te
na pewno podgldaa?
- Ho, ho! Pan Tomasz co bardzo dzisiaj wany! - odpara z przeksem. - Wobec tego
nic wicej nie dowiesz si ode mnie!

- I tak nie wytrzymasz, wic lepiej od razu powiedz wszystko, co wiesz!


- Zaraz poprosisz o zapisanie ci w kolejk do dziurki od klucza, gdy usyszysz, e to
nie jest taki sobie zwyky go. Kiedy wszed do przedpokoju, to po prostu zapachniao
prawdziw dungl.
- Moe si poperfumowa? - zaartowa chopiec.
- Guptas jeste! - oburzya si. - Wcale nie chodzi tu o zapach. Wyglda tak, jakby
przed chwil wrci z samego serca Afryki.
- No i co byo dalej? - pyta Tomek.
- Powiedzia co mamusi, ona omal nie zemdlaa i zawoaa: Antosiu, Antosiu!
Chod prdzej, mamy niezwykego gocia!" Potem w trjk zamknli si w saloniku
i rozmawiaj do tej pory.
Twarz Tomka pokrya si bladoci. Tornister wysun mu si z rki na podog.
Nieoczekiwana myl wprawia go w wielkie wzruszenie.
- Irka, czy na pewno nie wiesz, kto to jest? - zawoa przejty.
- Przecie powiedziaam, e nie wiem. No, ale pan Tomasz te si ju zainteresowa
naszym gociem!
Tomek stumi wzruszenie. Pomyla, e gdyby to by jego ojciec, wuj i ciotka nie
zachowaliby tego w tajemnicy przed wasnymi dziemi. Popatrzy wic na Irk i z udan
obojtnoci powiedzia:
- Ciekawo ciekawoci, a podsuchiwanie i podgldanie przez dziurk od klucza nie
zasuguje na pochwa. Skoro jednak to robicie, lepiej bdzie, jeli razem oberwiemy bur.
- Obudnik! Ale nie tramy cennego czasu - rozemiaa si Irena. - Zanie tornister do
pokoju i chodmy na punkt obserwacyjny.
Na palcach weszli do jadalni. Zbyszek pochylony wpatrywa si w dziurk od klucza. Witek,
stojc, przy nim, dawa rk znaki, by zbliyli si do nich.
- Co tam si dzieje? - cicho zapytaa Irena.
- Mama pacze, a ojciec chodzi po pokoju, wymachuje rkami i mwi. Go
zasuchany siedzi w dalszym cigu w fotelu! O, teraz odezwa si - informowa Zbyszek.
Tomek stukn go w rami i da na migi do zrozumienia, e chce spojrze przez dziurk od
klucza. Zbyszek tylko machn rk, by mu nie przeszkadzano. Tomek zniecierpliwiony uj
go za ucho i odcign od drzwi. Pochyli si, przymkn lewe oko, aby lepiej widzie.
W fotelu siedzia wysoki mczyzna. W spalonej socem twarzy byszczay jasne, due oczy.
Tumaczy co zapakanej ciotce. Tomek zapragn za wszelk cen usysze, co on mwi.
Przycisn wic ucho do dziurki od klucza.

Czy nie lepiej byoby da chopcu mono powzicia decyzji?" pyta nieznajomy.
W tej chwili Tomek sykn z blu i uderzy gow o klamk. Przestraszony odskoczy od
drzwi, a Zbyszek, trzymajc jeszcze w rku szpilk, ktr go uku, pochyli si natychmiast
do dziurki. Zanim Tomek zdy si zemci, Zbyszek uderzony drzwiami w gow usiad na
pododze. W progu stan wuj Antoni.
- Co si tutaj dzieje? - powiedzia. - Irenko, zajmij si chopcami, a ty, Tomku, skoro
ju wrcie do domu, chod do nas do saloniku.
Tomek wszed niepewnym krokiem do pokoju. Co nie bardzo wygldao na to, aby miaa go
min kara. Na wszelki przypadek zatrzyma si w pobliu drzwi. Mimo obawy ciekawie
spojrza na tajemniczego gocia mwic:
- Dobry wieczr!
- To jest wanie nasz wychowanek, Tomasz Wilmowski - rzek wuj Antoni,
a zwracajc si do chopca doda: - Tomku, pan Jan Smuga, przyjaciel twego ojca, przyjecha
do ciebie w jego imieniu!
- Przyjaciel mego ojca! - zawoa Tomek i nagle odwrci gow, powstrzymujc zy
cisnce si mu do oczu.
Smuga zbliy si do niego. Nie mwic ani sowa przygarn go do siebie. Przez dusz
chwil cisza panowaa w saloniku. Potem go wzi Tomka za rk i posadzi przy sobie
w fotelu. Dopiero teraz odezwa si:
- Sprawie mi, Tomku, mi niespodziank. Ojciec opowiada o tobie, jako o maym
jeszcze chopcu. Tymczasem jeste ju niemal okazaym kawalerem, i to nawet dzielnym,
wedug zapewnie wujostwa. Twj ojciec na pewno si z tego ucieszy. Czy domylasz si,
dlaczego przysa mnie w swoim zastpstwie?
Tomek rozpromieni si syszc pochwa. Mnie zapanowa nad swym
wzruszeniem i odpowiedzia:
- Domylam si, prosz pana. Ojciec musia ucieka z kraju, aby unikn aresztowania
za udzia w spisku przeciwko carowi. Zapewne teraz rwnie nie byby tutaj bezpieczny.
- To prawda, Tomku. Gdyby powrci do Polski, zostaby aresztowany. Dlatego nie
moe przyjecha do ciebie.
- Wiem, prosz pana.
- Czy chciaby zobaczy si z ojcem?
W pierwszej chwili Tomek a zaniemwi ze wzruszenia na sam myl o ujrzeniu
wytsknionego ojca. Potem zawoa jednym tchem:
- Och, tak bardzo bym chcia! Wymyliem nawet na to sposb, tylko...

- Co tylko"? - podchwyci Smuga, pilnie go obserwujc. - Tylko al mi byo cioci


i wujka - dokoczy Tomek.
- Nie rozumiem, co masz na myli, moe. wytumaczyby mi to janiej?
Tomek niepewnie spojrza na ciotk, ktra, widzc jego niezdecydowanie, umiechna si do
niego i zachcia:
- Pan Smuga jest przyjacielem twego ojca, Tomku. Poza tym przyjecha do ciebie
w jego imieniu. Trzeba odpowiedzie szczerze, jeli pyta.
- Moe to niezbyt mdre, ale chciaem zrobi co takiego, ebym musia rwnie
ucieka za granic - szybko odpar Tomek, widzc, e ciotka wcale nie gniewa si na niego.
- No, no, to zaczyna by bardzo ciekawe. Co miae zamiar zrobi? - indagowa dalej
zaintrygowany Smuga.
- Postanowiem napisa w szkole na tablicy precz z tyranem carem". Mylaem, e
wtedy na pewno bd chcieli mnie aresztowa i ju miabym powd do ucieczki.
- I ty bye gotw to zrobi, Tomku? - zawoaa ciotka z przeraeniem.
Tomek zmieszany, z trudem zdoby si na odwag - zarumieniony wyjani:
- Nawet zrobiem, ciociu. Akurat tego dnia lizusa Pawluka nie byo w szkole. Na
nieszczcie, gdy wychowawca wszed do klasy, przestraszyem si i szybko starem tablic.
Przypomniaem sobie, e mgbym ciebie wpdzi do grobu, tak jak tatu mam...
Ciotka oniemiaa, a tymczasem Smuga zapyta powanie:
- Kto ci powiedzia, e twj ojciec wpdzi matk do grobu?
- Ciotka Janina - mrukn Tomek, czujc, e paln gupstwo. Smuga spojrza na
Karsk. Zacza paka. Dopiero po duszej chwili powiedziaa usprawiedliwiajco:
- Przecie mwiam panu, jak bardzo boj si o chopca. On jest stanowczo nad wiek
rozwinity umysowo i naprawd za wiele myli... o tym. Sam pan teraz mia dowd!
- Droga pani, Andrzej ma wiele wdzicznoci dla pastwa za opiek nad Tomkiem odpar Smuga. - Naley pamita, e ona Andrzeja gorco bya zainteresowana polityczn
dziaalnoci ma. Pod grob aresztowania susznie popara projekt ucieczki z kraju.
Przecie w najszczliwszym przypadku grozio mu zesanie na Sybir... Przed przybyciem do
pastwa widziaem si z dawnym przyjacielem Andrzeja. Potwierdzi nasze przekonanie, e
przyjazd jego do Polski jest w dalszym cigu niemoliwy. To znw, co Tomek mwi nam
o swoich planach, wydaje mi si najsuszniejszym powodem, ktry powinien pani
przekona, e lepiej i nawet... bezpieczniej bdzie przyj propozycj ojca.
Ciotka Janina zasonia twarz rkoma. Milczcy dotd wuj Antoni podnis si z krzesa
i podszed do chopca.

- Tomku, chcemy ci o co zapyta, lecz zastanw si dobrze, zanim odpowiesz. Jak


syszae, ojciec twj nie moe powrci do kraju, gdy naraziby si na przykroci. Tskni
jednak za tob i chciaby ci mie przy sobie. My znw nie mniej ci kochamy;
wychowalimy ciebie na rwni z wasnymi dziemi... Trudno nam dzisiaj pogodzi si
z myl, e masz odjecha od nas w wiat. Chcemy wszake jedynie twego dobra. Dlatego
musz doda, e nawet gdyby zdecydowa si pojecha do ojca, to zawsze moesz powrci
do nas jak do wasnego domu. Jeste ju do mdrym chopcem. Postanowilimy wic da ci
mono wyboru. Powiedz: wolisz pozosta z nami, czy te chciaby pojecha do ojca?
Myl, e wkrtce moe ujrze ojca, za ktrym tskni przez tyle dugich lat, podniecia Tomka
i napenia wielk radoci. Mimo. to przywyk uwaa wujostwo za swych rodzicw. Oni go
rwnie kochali. Przecie ciotka bez przerwy wyciera oczy chusteczk, a milczcy zazwyczaj
wujek wygasza do niego niemal przemow i to bardzo wzruszonym gosem.
Tomkowi trudno byo powzi decyzj. Co tu powiedzie? W kocu zapyta Smug:
- Czy pan jest pewny, e tatu pozwoli mi przyjecha do wujostwa, gdy zechc ich
odwiedzi?
- Jestem tego zupenie pewny - odpar Smuga z powag.
- Jeli ojciec za mn tskni, to bardzo chciabym pojecha do niego. Do wujostwa
bd stale przyjeda - zadecydowa Tomek.
Ciotka Janina ponownie si rozpakaa, potem uciskaa go i wycierajc oczy chusteczk
wysza z pokoju, aby wyda dyspozycje do przygotowania kolacji. Irka, Zbyszek i Witek
powiadomieni o wyjedzie Tomka do ojca wbiegli do saloniku. Po przywitaniu gocia
najstarsza z rodzestwa i najsprytniejsza Irka zwrcia si do Smugi:
- Prosz pana, gdzie przebywa teraz Tomka ojciec? Przecie nie wiemy nawet, dokd
braciszek wyjedzie.
- Na yczenie pani Karskiej nie poinformowaem o tym Tomka w czasie naszej
rozmowy. Wolelimy, aby nie miao to wpywu na jego decyzj. Obecnie nie ma ju potrzeby
zachowywania tajemnicy.
- Naprawd, zapomniaem zapyta o to - zawoa Tomek. - Tyle niezwykych
i wanych nowin naraz... Gdzie jest tatu, prosz pana?
- Oczekuje na nas w Triecie, nad Morzem Adriatyckim - wyjani Smuga.
- Triest znajduje si w Austro-Wgrach4 - orzeka Irenka zadowolona, e moe
Monarchia Austro-Wgierska powstaa na mocy porozumienia w 1867 roku. W skad jej weszy Austria
i Wgry zczone wspln osob panujcego. Triest nalea do Austrii od 1813 do 1918 roku.
4

pochwali si swymi geograficznymi wiadomociami.


- To my tam bdziemy mieszkali? - zdziwi si Tomek.
- Nie, nie bdziemy mieszkali w Triecie - zaprzeczy Smuga. - Musz najpierw
opowiedzie ci co nieco o przeyciach twego ojca, eby wszystko naleycie zrozumia. Po
ucieczce za granic tskni bardzo za twoj matk i tob. Mia zamiar zabra was do siebie,
lecz nim zdy zgromadzi odpowiednie fundusze, matka twoja nieoczekiwanie umara. Od
tej pory jedynie wczga po wiecie uatwiaa mu zapomnienie o nieszczciu. Przypadek
zrzdzi, e w owym czasie pozna jednego z pracownikw Hagenbecka. Musisz wiedzie, e
Hagenbeck posiada wielkie przedsibiorstwo zajmujce si sprowadzaniem zwierzt ze
wszystkich czci wiata do cyrkw i ogrodw zoologicznych. Poniewa pracownik poznany
przez ojca wybiera si na dusz wypraw po zwierzta do Ameryki Poudniowej, twj
ojciec, jako geograf, postanowi rwnie wzi udzia w tej wyprawie. Od tego czasu mino
ju sze lat. Ojciec twj sta si znanym owc dzikich zwierzt i zaprzyjani si z tym
pracownikiem Hagenbecka. Obecnie na statku specjalnie przystosowanym do przewozu
zwierzt maj wyruszy na wielkie owy do Australii. Hagenbeck zakada olbrzymi ogrd
zoologiczny w Stellingen pod Hamburgiem, gdzie najrozmaitsze zwierzta bd. yy
w warunkach najbardziej zblionych do naturalnych. Do tego wanie ogrodu ojciec twj
razem z przyjacielem zobowizali si dostarczy niektre zwierzta z Australii.
- To i ja pojad do Australii?! - zawoa Tomek niedowierzajco. - Tak. Pojedziesz
z ojcem do Australii owi dzikie kangury.
Tomek z wielkiego wraenia zaniemwi na chwil. Usyszane wiadomoci przechodziy
najmielsze jego marzenia.
Witek i Zbyszek suchali tych nowin, chonc kade sowo gocia z otwartymi ze zdziwienia
ustami. Jedynie Irka wpada na myl zadania Smudze pytania:
- Prosz pana, a kto jest tym przyjacielem ojca Tomka?
- Nie domylasz si? - odpar pytaniem Smuga.
- To pan jest nim wanie! - triumfujco orzeka Irenka. - Kiedy pan tylko wszed do
przedpokoju, od razu wydao mi si, e zapachniao u nas dungl. Tak sobie zawsze
wyobraaam wielkich podrnikw.

SPOTKANIE Z OJCEM
Przez nastpnych kilka dni Tomek pozostawa pod wraeniem, e za chwil przebudzi
si z niezwykego snu i powrci do codziennego, szarego ycia. Jake trudno byo mu
uwierzy w prawdziwo ostatnich wydarze! Mimo obaw Smuga nie znika". Z kad
natomiast chwil coraz bardziej odczuwao si jego niezawodn opiek.
Okazao si, e by nadzwyczaj przedsibiorczym czowiekiem. Dziki jego energii, ju po
trzech dniach stara Tomek mia dokumenty konieczne do wyjazdu za granic. Wymagao to
wielu zabiegw oraz znacznych kosztw, lecz penomocnik ojca nie liczy si z tym zupenie.
Na perswazje wujostwa Karskich odpowiada z umiechem, e utrzymanie w Triecie caej
zaogi statku oczekujcej tylko na nich, wicej pochania pienidzy ni dodatkowe opaty za
przyspieszenie zaatwienia formalnoci. Wpywy podrnika musiay by niemae, skoro
zdoa porozumie si nawet z dyrektorem gimnazjum, Mielnikowem. Tomek jeszcze przed
zakoczeniem roku szkolnego otrzyma wiadectwo z promocj do nastpnej klasy.
Wuj Antoni i ciotka Janina, mimo niezwykych na przyszo perspektyw Tomka, nie
taili troski o dalsze losy chopca, ktrego zwykli ju uwaa za swego syna. Szczeglnie
ciotka zaamywaa rce i popakiwaa, gdy Smuga, na proby Tomka oraz ciotecznego
rodzestwa, opowiada o warunkach istniejcych w dalekiej, tak mao jeszcze znanej
Australii.
Dla mieszczuchw wychowywanych w Warszawie relacje podrnika o pitym
kontynencie brzmiay naprawd zastraszajco.
Czym bowiem byy spokojne ulice tak dobrze znanego miasta wobec spalonych przez
ar soneczny bezmiernych stepw i pusty australijskich? Zbite chaszcze ciernistych
krzeww, gszcze dziewiczych lasw, wyschnite koryta rzek, wypeniajce si
byskawicznie szalejcym ywioem, burze piaskowe i gwatownie nastpujce zmiany
temperatury, a ponadto dzikie psy dingo, kangury, strusie emu oraz tyle, tyle innych nie
znanych w Europie dziww miao zagraa Tomkowi podczas niebezpiecznej wyprawy.
Tomek wprost pcznia" z dumy, widzc obawy ciotki i uwielbienie dla Smugi, malujce si
w oczach zasuchanego w jego opowiadania rodzestwa. Jednak w miar jak wielkimi
krokami zblia si termin wyjazdu, z coraz wikszym alem, a czasem nawet i obaw myla
o chwili rozstania.
Ostateczne poegnanie z dotychczasowymi opiekunami nastpio na dworcu warszawskim.
Z wielkim wzruszeniem uciska Tomek nadzwyczaj powanego w tym dniu wujka

Antoniego; rozpaka si, widzc zy w oczach ciotki Janiny. Dugo egna si z ciotecznym
rodzestwem i Jurkiem Tymowskim, ktry razem z ojcem odprowadzi go na dworzec. Gdy
zaj ju miejsce w wagonie, poczu si opuszczony i samotny. W pierwszych godzinach po
wyruszeniu pocigu z Warszawy z trudem mg zrozumie, co troskliwy Smuga do niego
mwi. Siedzia roztargniony i nawet nie spoglda na wsptowarzyszy podry. Oywi si
dopiero na punkcie granicznym, gdy Smuga szepn mu do ucha, e nieprdko ju ujrzy
znienawidzone mundury rosyjskich urzdnikw. Po dwch godzinach przybyli do Krakowa.
Smuga postanowi zatrzyma si tu na krtki odpoczynek. Tutaj te Tomek otrzsn si
z przygnbienia. Ze wzruszeniem zwiedza Zamek Wawelski, dawn siedzib polskich
krlw, wyniosy kopiec usypany przez rodakw dla uczczenia pamici Kociuszki, bohatera
narodowego, oraz inne zabytki miasta, stanowicego kolebk polskiej kultury.
Po dwudniowym wypoczynku wyruszyli pocigiem dalej, do Wiednia. Due, obce
miasto, wprost kipice swobodnym yciem, wprawio Tomka w radosny nastrj, odzyska
humor i pen fantazj.
Smuga ucieszony dobrym samopoczuciem modego towarzysza podry postanowi
przenocowa w Wiedniu. Dopiero wic nastpnego ranka znaleli si w pocigu dcym do
Triestu.
Tomek pocztkowo ciekawie spoglda przez okno wagonu, podziwiajc jedn
z najpikniejszych drg w Europie. Pocig wi si po serpentynach wrd gr, wspina si na
zbocza, znika) w tunelach, zawisa na wiaduktach nad przepaciami, a Tomek wci
obserwowa malownicze widoki.
Po kilku godzinach jazdy Tomek, nasyciwszy si wspaniaymi krajobrazami, zasypa
Smug niezliczonymi pytaniami. W czasie dugiej rozmowy zdoby niezwykle cenne
informacje.
Przede wszystkim upewni si, e ojciec bdzie oczekiwa na nich w Triecie, bo Smuga
powiadomi go telegraficznie o porze przyjazdu. Nastpnie dowiedzia si, e statek, ktrym
mieli pyn do Australii, by starym wglowcem o wypornoci dwch tysicy ton,
wycofanym ju z regularnej eglugi. Przedsibiorstwo Hagenbecka zakupio go bardzo tanio
na licytacji i przekazao stoczni w Triecie do przebudowy. Wntrze parowca zostao
przystosowane do przewozu zwierzt. Teraz wanie dawny wglowiec mia wyruszy w sw
pierwsz podr jako pywajcy zwierzyniec".
Tomek zdy rwnie pogbi nieco swe wiadomoci o faunie australijskiej. Dowiedzia si,

e ssaki-torbacze5, zwane rwnie workowcami, to nie tylko dugonogie, skaczce kangury.


Grupa ta bowiem obejmuje liczne gatunki, wielce zrnicowane pod wzgldem wygldu
zewntrznego i sposobu ycia. Pord torbaczy wyrniaj si gatunki ywice si misem
krgowcw, gatunki owadoerne i rolinoerne. Jedne z nich posuwaj si skaczc jak
kangury, inne biegaj, wspinaj si, jeszcze inne yj w norach ziemnych, jak nasze krety.
Jedn z charakterystycznych cech torbaczy jest wystpujca u samic torba, w ktrej ukryte s
sutki mleczne. Wszystkie torbacze nale do zwierzt yworodnych i mae swe karmi
mlekiem, wydzielanym przez otwory sutek. S wic ssakami w cisym tego sowa znaczeniu.
Torbacze6 wyginy ju dawno niemal na wszystkich kontynentach, lecz w Australii
znajdujemy je jeszcze w okoo stu szedziesiciu gatunkach.
Nie mniej zaciekawiy Tomka, tak swoiste dla Australii, stekowce, podobne pod
wzgldem budowy przewodu pokarmowego oraz narzdw moczopciowych do ptakw,
gadw i pazw. W pierwszej podgromadzie ssakw stekowce tworz jeden rzd zwierzt
podzielony na dwie rodziny: kolczatek i dziobakw.
Tomek niezmordowanie wypytywa Smug o dzikie, drapiene psy dingo, o ryby
oddychajce pucami i skrzelami, o ptaki lirogony i wiele, wiele innych ciekawicych go
kwestii.
Ju nawet oglnikowe informacje podrnika wprawiy Tomka w due podniecenie.
Zacz wic z kolei zasypywa Smug pytaniami o australijskich krajowcw, o klimat i inne
ciekawostki kontynentu. Pod lawin pyta Smuga poczu lekkie askotanie w gardle, a potem
ogarna go nieprzezwyciona senno. Zasn wkrtce, niemal w poowie sowa. Siedzia
teraz naprzeciw Tomka i, mimo niewygodnej pozycji, spa ju co najmniej od godziny.
Pocztkowo Tomek spoglda na niego ze zgorszeniem. Wprost nie rozumia, w jaki sposb
mona nieoczekiwanie zasn podczas tak zajmujcej rozmowy. Pniej zacz bawi si
doskonale, obserwujc mieszne ruchy, jakie wykonywaa gowa i cz tuowia picego.
Jeli ojciec pi tak samo twardo jak pan Smuga, to niedugo poyjemy w Australii - osdzi
w kocu Tomek - bo na przykad zaniemy gdzie na stepie, a zbudzimy si w odkach
dzikich dingo. Bd musia czuwa nad nimi."
Ssaki (Mammalia); ich podgromad I stanowi stekowce (Monotremata), za podgromad II torbacze
(Marsupalia).
6
Torbacze, poza Australi i ssiednimi wyspami, yj jeszcze obecnie w Ameryce Pnocnej i Poudniowej.
Tam reprezentuje je zreszt jedna tylko rodzina, przy czym wikszo gatunkw tej rodziny yje w Ameryce
Poudniowej. S to dydetfy (Didelphyidae). zwierzta nocne, prowadzce samotny, skryty tryb ycia. Najlepiej
znanym przedstawicielem tej rodziny jest pnocnoamerykaski opossum (Didelphys irginiana).
5

Tomek urozmaica sobie czas podobnymi rozmylaniami, nie przypuszczajc, ze to


wanie wartki potok jego pyta spowodowa senno opiekuna. Tak byo w rzeczywistoci.
owc, ktry bez wysiku potrafi przez cae tygodnie tropi dzikie zwierzta, zmg nawa
pyta czternastoletniego, ciekawego chopca i w kocu zasn ze zmczenia.
Mijaa godzina za godzin. Smuga spa bez przerwy. Tymczasem pocig zblia si do
Triestu. Pasaerowie zaczli ju przygotowywa si do wysiadania. Tomka ogarn wielki
niepokj. Widok twardo picego Smugi nasun mu straszliwe podejrzenie.
Od najmodszych lat interesowa si przeyciami sawnych podrnikw. Wiele te wiedzia
ju o niebezpieczestwach czyhajcych na obcych ldach. Smuga duo podrowa
i wspomina mu, i przebywa przez duszy czas w Afryce. Kto wie, czy przypadkiem nie
uksia go jaka zoliwa mucha tse-tse7? Moe te zachorowa na piczk? Zacz wic
wierci si i gono chrzka, lecz nie odnosio to jakiegokolwiek skutku. Smuga spa
w najlepsze. Teraz Tomek uzmysowi sobie groz wasnego pooenia. Jeeli to piczka, to
nie rozpozna ojca na dworcu. Nie zna go nawet z fotografii. Po chwili wszake twarz mu si
rozpogodzia.
Zawoam dwch numerowych i ka obnosi picego pana Smug po peronie - postanowi.
- Wtedy ojciec pozna nas na pewno!"
Tak uspokojony oczekiwa na dalsze wydarzenia. Na szczcie wszelkie obawy okazay si
zbyteczne. Zaledwie pocig zacz zwalnia bieg, Smuga otworzy oczy i natychmiast
spojrza na zegarek.
- Zaraz wysiadamy - powiedzia. - Zdrzemnem si troch. Nie nudzie si, Tomku?
Tomek spoglda powanie na Smug i dopiero po duszej chwili zapyta:
- Czy pan jest pewny, e w czasie pobytu w Afryce nie uksia pana mucha tse-tse?
Smuga potraktowa zapytanie jako dalsz cz przerwanej snem rozmowy i odpar:
- Mnie nie uksia tse-tse, ale widziaem Murzynw chorujcych na piczk.
- A czy piczka jest zaraliwa? - indagowa Tomek.
- Nie, przecie powoduje j jedynie ukszenie tse-tse.
- Czy jest pan tego zupenie pewny?
- Dlaczego o to pytasz? - zdziwi si Smuga.
- A moe jednak poszedby pan w Triecie do lekarza?
Teraz dopiero podrnik domyli si, co chopca niepokoio. Wybuchn miechem.
Ukszenie muchy tse-tse zakaonej zarazkiem piczki powoduje u ludzi chorob, przewanie koczc si
mierci.
7

- Nie obawiaj si - zawoa rozweselony - jestem zdrowy, a w stepie budzi mnie nawet
szelest trawy.
Tomek mia zamiar wspomnie o moliwoci ocknicia si ze snu w odku dzikiego dingo,
ale w tej chwili przez okna pocigu zobaczyli budynki dworca w Triecie.
Pocig wjecha na peron. Smuga zaraz otworzy okno; wychylony rozglda si za
ojcem Tomka. Wkrtce te machn rk na powitanie, a w kilka minut pniej Tomek
znalaz si w mocnych objciach wysokiego, barczystego mczyzny.
- Nareszcie jestemy razem, mj kochany synu - usysza gos i natychmiast zapomnia
o przygotowywanej przez wiele miesicy powitalnej mowie, ktr zamierza wygosi
w chwili spotkania. Zdoa tylko zawoa, tak jak to czyni przed laty:
- Mj, mj kochany tatu! - i rozpaka si jak mae dziecko.
Ojciec take wyciera zazawione oczy. Syn przypomnia mu przedwczenie zmar on,
ktr musia zostawi w kraju, oraz najcisze w jego yciu chwile rozstania z ni. Tulc
chopca w ramionach, ten silny, zahartowany przeciwnociami losu mczyzna z trudem
opanowywa wzruszenie. Dopiero po duszym milczeniu przemwi:
- Gowa do gry, Tomku! Teraz, gdy jestemy razem, mamy ju najgorsze za sob.
Smuga, cay czas obecny przy powitaniu, peen subtelnej delikatnoci, nie odezwa si dotd
ni sowem. Znajc ju troch upodobania Tomka, pragn obecnie zwrci uwag chopca na
co innego.
- Czy nasz statek jest ju gotowy do wyruszenia w morze? - zapyta.
- Cakowicie. Jutro podnosimy kotwic - potwierdzi Wilmowski.
- Czy zaraz pojedziemy na statek? - natychmiast zainteresowa si Tomek, cierajc
z policzkw lady ez.
- Dzisiaj przenocujemy w hotelu - poinformowa Wilmowski. - Na Aligatora"
przeniesiemy si jutro rano. No, a teraz zapraszam was na powitalny obiad, przygotowany dla
nas na tarasie hotelu.
W tej chwili w porcie znajdujcym si w pobliu dworca rozleg si basowy ryk syreny
okrtowej. Oczy Tomka zaiskrzyy si radoci. Chwyci ojca mocno za rk. Wyszli
z dworca na ulic. Do hotelu pojechali konn dorok.
Zaledwie Smuga i Tomek zdyli odwiey si po podry, Wilmowski poprowadzi
ich na zastawiony stolikami taras. Roztacza si std pikny widok na lazurowe wody Morza
Adriatyckiego.
Tomek z zaciekawieniem spoglda na widoczne w dali maszty statkw. Ucieszy si
bardzo, gdy zajli stolik na kocu tarasu, skd doskonale wida byo cz portu.

Oczekujc na podanie obiadu w cieniu olbrzymiego, barwnego parasola rozpitego nad


stolikiem, ojciec zacz wypytywa syna o wszystko, co dziao si w domu po jego ucieczce.
Tomek opowiada, e matka czsto bya smutna i pakaa. Udzielaa lekcji, by zarobi na
utrzymanie. Potem przysza nieoczekiwana choroba i mier. Opowiedzia rwnie, jak to
matka wtajemniczya go w przyczyny ucieczki ojca z kraju, a take pochwali si znajomoci
prawdziwej historii Polski.
Gdy Smuga powtrzy, co Tomek chcia zrobi w szkole, aby mie powd do ucieczki za
granic, Wilmowski uciska syna i powesela.
W czasie obiadu przyjaciele wymieniali uwagi o przygotowaniach do dalekiej wyprawy.
- Aligator" jest obecnie doskonale przystosowany do dalekomorskiego przewozu
zwierzt - mwi Wilmowski. - Cala zaoga znajduje si na statku; w kadej chwili moemy
wyruszy w morze.
- A kto jest kapitanem Aligatora"? - zagadn Smuga.
- Irlandczyk, kapitan Mac Dougal. Pywa on ju chyba po wszystkich morzach
naszego globu. Prcz marynarzy zabieramy rwnie piciu lodzi danych nam przez
Hagenbecka dla dogldania zwierzt.
- Czy formalnoci z wadzami australijskimi zostay ju zaatwione? - indagowa
Smuga.
- T spraw zajo si przedsibiorstwo Hagenbecka za porednictwem kierownika
ogrodu zoologicznego w Melbourne, zoologa, Karola Bentleya. Bdzie on rwnie
towarzyszy nam w wyprawie jako doradca - odpar Wilmowski. - Cztery dni temu
otrzymaem wszystkie dokumenty. Zaproponowano nam jednoczenie przywiezienie do
Australii pidziesiciu wielbdw z Afryki oraz sonia i tygrysa bengalskiego z Cejlonu.
Nie bdziemy wobec tego jechali do Australii bez adunku.
- W jakiej miejscowoci znajduj si te wielbdy?
- W Port Sudan.
- To jest we Wschodniej Afryce nad Morzem Czerwonym - zaraz doda Tomek.
- A gdzie w Australii mamy wyadowa wielbdy? - z kolei zapyta Smuga.
- W Port Augusta - wyjani Wilmowski.
- Czy i my tam wyldujemy? - zaciekawi si Tomek.
- Tak, tam opucimy statek. So i tygrys take stamtd bd odesane kolej do
ogrodu zoologicznego w Melbourne.
- Czy wielbdy nie s przeznaczone dla ogrodu zoologicznego? - zdziwi si Tomek.
- One odbd podr w innym celu. Osadnicy zamieszkujcy poudniow i zachodni

Australi wykorzystuj te zwierzta jako si pocigow, ze wzgldu na ich wytrzymao na


brak wody - odpowiedzia Wilmowski.
- Czy nie moglibymy ju dzisiaj przenie si na statek? - poprosi Tomek.
- To niemoliwe - odpar ojciec. - Przede wszystkim musimy ciebie zaopatrzy
w odpowiednie ubranie do podry i w inne konieczne drobiazgi.
Smuga i Wilmowski zaczli omawia podzia zaj poszczeglnych czonkw
ekspedycji. Tomek sucha ich rozmowy w milczeniu, odczuwajc coraz wikszy niepokj.
Smuga wkrtce to zauway i domyliwszy si przyczyn podniecenia chopca, powiedzia:
- Poniewa kady uczestnik wyprawy musi peni jaka funkcj, naleaoby i Tomka
uczyni za co odpowiedzialnym.
- Mylaem ju o tym - rzek Wilmowski, a zwracajc si do syna zapyta: - Umiesz
strzela?
Tomek poczerwienia z zadowolenia. Pochlebiao mu, e ojciec ma dla niego funkcj
zwizan ze strzelaniem. Lecz jak tu si przyzna, i prcz wiatrwki nigdy w yciu nie mia
w rku innej broni? Chrzkn wic kilka razy i mrukn:
- To zaley... z czego?
- A tak... ze sztucera?
- Oczywicie, e umiem - potwierdzi Tomek na wszelki wypadek, nie chcc
pozbawia si przyjemnej funkcji.
- To bardzo dobrze - powiedzia Wilmowski, wymieniajc porozumiewawcze
spojrzenie ze Smug. - Chcemy powierzy ci zaopatrywanie ekspedycji w wiee miso.
- To ja niby mam polowa?
- Tak! Czy to ci nie odpowiada?
- Myl, e... mog to robi - odpar Tomek, zachowujc jak najwiksz obojtno,
jakkolwiek poczu si bardzo niepewnie w nowej roli myliwego.
- Wobec tego zaatwione - zakoczy Smuga.
Wyruszyli na miasto po zakupy. Nim nadszed wieczr, Tomek mia ju odpowiedni
ekwipunek na wypraw. Wasnorcznie zapakowa do walizy flanelowe koszule, spodnie
i mocne sznurowane buty ze sztylpami, ktre miay go chroni przed ukszeniem wy,
licznie zadomowionych w Australii.
Reszt rzeczy, w myl zapowiedzi ojca, mia znale w swojej kabinie na Aligatorze".
Wieczorem wczenie pooyli si do ek, aby po raz ostatni przed dug morsk
podr wypocz naleycie na staym ldzie. Tomek mimo wrae doznanych tego dnia
zasn niemal natychmiast. Przez ca noc niy mu si polowania na kangury i dingo. Dziki

swej celnoci ratowa ekspedycj od mierci godowej w stepach Australii, a nawet jednego
upieczonego dzikiego dingo przesa do Warszawy jako upominek wujostwu Karskim.
Podczas gdy chopiec przeywa we nie tyle bohaterskich przygd, ojciec jego nie
mg zasn przez dugie godziny. Wspomnienia wywoane przybyciem syna budziy w jego
sercu al i niepokj. ycie przynioso mu zbyt wiele trosk. Musia porzuci najblisz
rodzin, utraci on i pozosta sam na wiecie. Naraz Tomek zawoa co przez sen i wtedy
Wilmowski uzmysowi sobie, e przecie jest ju przy nim ten kochany chopiec, za ktrym
tskni przez dugie lata. Jake poczu si nagle szczliwy, e ma go przy sobie! Pojad teraz
na wypraw do Australii, ktra w jego mniemaniu nie przedstawiaa szczeglnych
niebezpieczestw. Potem Tomek ukoczy szko w Anglii. Wakacje bd spdzali razem
i odbd- wsplnie niejedn wypraw. Moe syn znajdzie w yciu wicej szczcia.

NIESPODZIANKI NA ALIGATORZE"
By wczesny ranek, lecz na ulicach Triestu panowa ju oywiony ruch. Doroka,
ktr jecha Tomek z ojcem i Smug, powoli torowaa sobie drog.
Po raz pierwszy Tomek znalaz si w portowym miecie. Z zaciekawieniem spoglda
na las masztw okrtowych widoczny w duej zatoce. Skrzypienie dwigw zaadowujcych
na statki towary mieszao si z nawoywaniem marynarzy. Gwar, olbrzymi ruch panujcy
wokoo i widok potnych parowcw robiy na chopcu wielkie wraenie, a nawet w pewnej
mierze napeniay lkiem przed wielkim, nie znanym mu dotd wiatem. Tomkowi wydawao
si, e jest zaledwie malekim pykiem na drodze kroczcych olbrzymw i lada chwila musi
zgin pod ich cikimi stopami. Daleka Warszawa, kilkakrotnie wiksza od Triestu, zdawaa
mu si obecnie najbezpieczniejszym schronieniem na wiecie. Naraz zrozumia, dlaczego
ciotka Janina tak bardzo obawiaa si jego wyjazdu za granic.
Jeli tutaj jest ju tak strasznie obco - myla - to c oczekuje mnie na olbrzymim morzu,
a potem w tej dalekiej, nieznanej Australii?"
Przypomnia sobie sowa nauczyciela geografii, ktry opowiada o wielkich, nie dajcych
cienia australijskich lasach, o bezwodnych stepach, pustyniach oraz o czarnych ludziach,
uywajcych do polowania i walki gronych w ich rkach bumerangw8.
A poblad z wraenia uzmysawiajc sobie wszystkie oczekujce go niebezpieczestwa.
Kiedy wydao mu si, e nie ma ju dla niego adnego ratunku, poczu nagle na swoim
ramieniu dotknicie ciepej doni i usysza gos ojca:
- To tylko w pierwszej chwili wszystko wydaje si takie obce, Tomku.
Po kilku tygodniach przywykniesz do nowych warunkw i bdziesz si czu tak pewnie, jak
ryba w wodzie.
Ze zdziwieniem spojrza na ojca, a potem na Smug. Obydwaj umiechali si przyjanie,
jakby odgadywali wszystkie jego obawy.
Jaki jestem niemdry! - pomyla. - Przecie oni s ze mn!"
Zaraz te zrobio mu si weselej.
- W jaki sposb odnajdziemy Aligatora" w tym gszczu statkw? - zagadn.
- Aligator" zakotwiczony jest w gbi zatoki - odpar ojciec. - Za chwil ujrzysz d,
Bumerang - zakrzywiony drewniany pocisk, uywany przez australijskich krajowcw jako bro. Przy
odpowiedniej wprawie posugiwania si ni - bumerang, nie trafiwszy w cel, wraca do miejsca, skd zosta
wyrzucony.
8

ktra ju nas oczekuje.


Po kilkunastu minutach doroka zboczya na nabrzee.
- Jestemy na miejscu - poinformowa Wilmowski.
Obadowani pakunkami przeszli zaledwie kilkadziesit krokw, gdy rozgarniajc silnymi
rkoma mrowie ludzkie, dotar do nich wysoki marynarz
o szerokich ramionach.
- Dzie dobry, Andrzeju, dzie dobry panie Smuga! - zawoa po polsku. - Widz, e
przyby ju nasz warszawiak!
Wilmowski i Smuga przywitali si z marynarzem o osmalonej wichrem twarzy.
- Tomku, przedstaw si naszemu bosmanowi, panu Tadeuszowi Nowickiemu powiedzia Wilmowski.
Do Tomka znikna na chwil w duej, ylastej doni bosmana, ktry nie tracc czasu
odebra mu walizk, uj go za rk i poprowadzi w kierunku przystani.
- No, kochany chopie, to ty zaledwie wczoraj przyjecha z Warszawy? - rubasznie
zapyta bosman, gdy znaleli si na mniej zatoczonej ludmi czci mola.
- Tak, prosz pana - potwierdzi Tomek.
- A powiedz mi, kiedy ostatni raz bye w azienkach? Tomek zastanowi si chwil,
po czym odpar:
- Akurat pi dni temu poszedem przed odjazdem popatrze jeszcze na abdzie.
- Tak bardzo lubisz azienki i te abdzie?
- Naprawd lubi! Uciekaem z domu, aby wczy si po azienkach i Ogrodzie
Botanicznym. Obrywaem te za to od ciotki!
- To mi bliski, brachu! Chtnie posucham, co tam sycha w starej, kochanej
Warszawie. Nie byem przecie w domu adnych par lat!
- To pan take pochodzi z Warszawy? - zdziwi si Tomek.
- Z Powila, kochany brachu! I wierz mi, e chocia wiele cudw ujrzysz podczas
wczgi po wiecie, takiej rzeki jak Wisa i takiego miasta jak Warszawa nigdzie nie
znajdziesz.
Tomek sam nie wiedzia, dlaczego nagle poczu wielk sympati dla olbrzymiego
bosmana. Nie zastanawiajc si ani chwili, rzek:
- Przed odjazdem z Warszawy kupiem sobie komplet pocztwek z widokami miasta.
Podziel si nimi z panem.
- Widz, e szukalimy si w korcu maku - wesoo rzek olbrzymi bosman. - Taki
upominek uraduje mnie wicej ni butelka najlepszego rumu.

Rozmawiajc zbliali si do kraca pomostu, gdzie w duej odzi oczekiwao na nich


czterech marynarzy. Bosman usadowi Tomka obok siebie na awce przy sterze. Natychmiast
odbili od brzegu.
Tomek z uwag odczytywa nazwy statkw, szukajc Aligatora". Nie mogc go
dostrzec, zwrci si do marynarza:
- Panie bosmanie, czy std mona ju zobaczy nasz statek?
- Zerknij na ten parowiec w gbi zatoki, z ktrego komina wali dym jak
z Wezuwiusza9 - wyjani bosman. - To jest wanie, nasz Aligator".
Tomek spojrza we wskazanym kierunku. Ujrza statek niezbyt wielkich rozmiarw,
w porwnaniu z innymi dalekomorskimi parowcami zakotwiczonymi w porcie. d szybko
zbliya si do Aligatora". Z pokadu zwisay na blokach liny; do nich to zaraz
przymocowano d i opuszczono sznurow drabink.
Tomek zachcony przez bosmana pierwszy wszed po chwiejnych stopniach na pokad.
Zaledwie dotkn go stopami, ujrza niskiego, szczupego mczyzn z fajk w zbach.
- leeli si nie myl, to mam przyjemno widzie modego pogromc dzikich
zwierzt. Oczekujemy na ciebie ju od wczoraj - odezwa si mczyzna wyjmujc fajeczk
z ust - Jestem Mac Dougal.
- Dzie dobry, panie kapitanie! - odpowiedzia Tomek po angielsku, stwierdzajc
z zadowoleniem, e nauka obcego jzyka nie posza na marne. - Jestem Tomasz Wilmowski.
Kapitan dotkn dwoma palcami daszka czapki i poda Tomkowi rk mwic:
- Bosman Nowicki przygotowa dla ciebie kajut tu obok mojej, bdziemy ssiadami.
Czy chrapiesz bardzo gono w czasie snu?
- Chrapi tylko wtedy, gdy pi na wznak, panie kapitanie.
- Nie przejmuj si tym. Ja to czyni w kadej pozycji - odpar z umiechem kapitan
witajc si z Wilmowskim i Smug wchodzcymi kolejno na pokad.
- Czy wszystko przygotowane do odjazdu? - zapyta Wilmowski.
- Koty trzymamy pod par ju od witu - odpowiedzia Mac Dougal.
- Jeli pan gotw, to moemy podnie kotwic - poleci Wilmowski.
Po wskich, elaznych stopniach weszli na grny pokad, gdzie umocowano d wycignit
z morza. Mac Dougal stan na mostku kapitaskim; natychmiast zacz wydawa rozkazy.
Wkrtce te rozlega si syrena okrtowa. Tomkowi wydao si, e pokad dry pod jego
stopami. Usysza chrzst acuchw podnoszcych kotwice. Syrena po raz trzeci zahuczaa
9

Wezuwiusz - stale czynny wulkan w poudniowych Woszech nad Morzem Tyrreskim, wysoko 1186 m.

guchym basem. Statek drgn, jakby nagle oy, i nieznacznie zacz zmienia swoje
pooenie.
- No, Tomku, rozpoczlimy nasz pierwsz wspln wypraw - zagadn
Wilmowski.
- Patrz, tatusiu! Wyglda, jakby brzeg odsuwa si od nas, a nie my od niego - zawoa
Tomek.
Zaledwie wyczuwalne drenie pokadu oznajmio uruchomienie maszyn. Aligator" ruszy
naprzd, wkrtce wypyn z zatoki w morze. Tomek stojc obok ojca obserwowa ld
oddalajcy si coraz bardziej...
- Kapitan Mac Dougal powiedzia, e moja kajuta znajduje si tu obok jego - odezwa
si, kiedy domy na wybrzeu zaczy zmienia si w wski kolorowy pasek.
- Mamy na statku do duo wolnych pomieszcze - wyjani Wilmowski - wobec
tego kady z nas otrzyma wasny kcik. Jest to bardzo celowe, na Aligatorze" spdzimy
kilka miesicy.
- Czy w czasie pobytu w Australii bdziemy rwnie mieszka na statku? - zaciekawi
si Tomek.
- Aligator" jest nasz gwn baz operacyjn. Stosownie do potrzeb bdzie mg
zmienia miejsce postoju. W ten sposb zwierzta schwytane w czasie poszczeglnych
wypraw moemy odsya na statek. Wikszo z nich bardzo le znosi pierwszy okres
niewoli. W nieodpowiednich warunkach transportowych wiele zwierzt ginie niepotrzebnie.
Dlatego te Aligator" bdzie dla nich najdogodniejszym miejscem pobytu.
- Czy zwierzta choruj w czasie morskiej podry? - pyta niezmordowany Tomek.
- Niektre choruj, lecz niemal wszystkie s rozdranione. Pomwimy o tym przy
okazji. Teraz musisz urzdzi si w swojej kabinie.
Wilmowski zaprowadzi syna do nadbudwki pooonej na grnym pokadzie. Po
obydwch stronach wskiego korytarza znajdoway si drzwi opatrzone tabliczkami
z numerami. Wilmowski zatrzyma si na progu i poinformowa syna:
- Pierwsze drzwi po lewej - to kabina kapitana. Nastpne twoja, trzecie moja,
a ostatnie nale do Smugi. Drug stron korytarza zajmuj oficerowie i bosman Nowicki.
Reszta zaogi ma swoje kwatery o pitro niej. Tam te mieszcz si wsplne sale.
Wilmowski przystan przed kabin przeznaczon dla Tomka; z umiechem zaproponowa:
- Wydaje mi si, e najlepiej bdzie zacz zwiedzanie statku od twojej wasnej
kabiny. Prosz, wejd pierwszy!
Tomek otworzy drzwi. Ogarno go zdumienie, gdy rozejrza si po przytulnym pokoiku.

Nad wskim, przymocowanym do ciany kiem wisia lnicy sztucer.


- Tatusiu, czy wszystko to, co jest w kabinie, naley do mnie? - upewnia si, z trudem
hamujc ogarniajce go wzruszenie.
- Tak - odpar ojciec - znajdziesz tu cay ekwipunek konieczny na wypraw.
- Irka, Witek i Zbyszek pkn z zazdroci, kiedy im o tym napisz! - zawoa Tomek.
- Czy masz ochot zwiedzi teraz reszt statku? - zapyta Wilmowski, widzc, e
Tomek co chwila niecierpliwie spoglda na wiszcy nad kiem sztucer. - A moe wolisz
najpierw rozejrze si tutaj?
- Myl, e tak bdzie najlepiej. Pniej mog obejrze statek - orzek Tomek
zadowolony z propozycji.
- Dobrze, zosta wic w swojej kabinie, a ja pjd na narad z panem Smug
i kapitanem. Bdziemy w palarni na dolnym pokadzie. Wystarczy zej schodkami
znajdujcymi si w kocu korytarza, aby trafi do nas.
- Doskonale, tatusiu. Przyjd tam do Was.
Zaledwie drzwi zamkny si za ojcem, Tomek jednym susem wskoczy na ko;
z najwiksz ostronoci zdj sztucer z wieszaka. W skupieniu oglda na wszystkie strony
lnic bro. Wyraz niepokoju ukaza si na jego twarzy. Tak by zajty, e nawet nie
usysza wejcia bosmana.
- Ho, ho! Widz, e zafundowae sobie pikn bro na wypraw - odezwa si
bosman Nowicki.
Tomek drgn przestraszony i omal nie upuci sztucera.
- Nie syszaem, jak pan wchodzi do kabiny - usprawiedliwi si, zmieszany
widokiem marynarza.
- Nie masz si czego wstydzi, braciszku - powiedzia ze miechem bosman. - potrafi
podej nawet do picego lwa nie zwracajc na siebie uwagi. Masz pikny sztucer. Nowy
zapewne!
- Myl, e... nowy - potwierdzi Tomek.
- Nowoczesna bro. Na pewno nie widziae jeszcze takiej w Warszawie - mwi dalej
bosman. - Poka, braciszku, obejrzymy j wsplnie.
Z westchnieniem ulgi Tomek poda sztucer bosmanowi. Musia on by nie lada
znawc broni, gdy w jego rkach oya nagle, ukazujc wszystkie swe tajniki. W kilka minut
rozoy niemal cay sztucer, wyjaniajc jednoczenie przeznaczenie poszczeglnych czci.
Potem zoy go z powrotem i zaproponowa:
- No, braciszku, sprbuj teraz zrobi to samo. Syszaem od twego ojca, e masz by

naszym, dostawc wieego misa, musisz wic doskonale pozna swoj bro, aby mc na
niej polega.
Za trzecim razem Tomek ku swej wielkiej radoci samodzielnie rozebra i zoy
sztucer. Bosman zdawa si odgadywa jego najskrytsze myli, mwic:
- Jest tu na statku miejsce, gdzie nie podgldani przez ciekawskich bdziemy mogli
wyprbowa to byszczce cacko. Od jutra rozpoczniemy nauk strzelania.
- I nikt nie bdzie o tym wiedzia? - zaciekawi si Tomek.
- Chyba jaki zabkany szczur okrtowy, ktrych na pewno nie brak pod pokadem
tego starego puda. Maszyny zagusz huk strzaw, poniewa urzdzimy sobie strzelnic
w pobliu smoluchw10.
- A to wspaniale! - ucieszy si Tomek. Przecie odkd wiedzia
o funkcji wyznaczonej mu na czas wyprawy, nie zazna chwili spokoju. Tote sympatia, jak
poczu do bosmana ju w Triecie, pogbia si teraz ogromnie. Z popiechem przetrzsn
waliz. Wydoby z niej du kopert i poda j bosmanowi.
- Mielimy podzieli si widokwkami Warszawy. Prosz, niech pan wybierze te,
ktre si panu podobaj najwicej - zaproponowa zachcajco.
Bosman usiad, przy stoliczku, rozoy przed sob wszystkie pocztwki i dugo
oglda je w milczeniu. Wreszcie zacz odkada na praw stron pocztwki przedstawiajce
dzielnice miasta lece w pobliu Wisy.
- Suchaj, may brachu, o ile nie masz nic przeciwko temu, to te wanie chciabym
zatrzyma dla siebie - zwrci si do Tomka.
- Oczywicie, zgadzam si na to. Dziwi mnie tylko, e wybra pan jedynie widokwki
z samego Powila.
- Wychowaem si na Powilu. Tam mieszkaj moi staruszkowie - wyjani bosman.
- Czy pan bardzo tskni za Warszaw?
- Jak ryba za wod!
- Czemu wic nie pojedzie pan w odwiedziny?
- Czy wiesz, z jakiego powodu twj ojciec nie moe powrci do kraju? - zapyta
bosman.
- Wiem!
- Zaraz zrozumiesz, dlaczego nie jad do Warszawy, gdy powiem, e razem z nim
musiaem wia za granic. Ta jedynie bya midzy nami rnica, e on pozostawi on
10

Smoluchami bosman nazywa palaczy kotowych na statku.

i ciebie, a ja tylko moich staruszkw.


Tomek spojrza ze zdziwieniem na bosmana, ktry po krtkiej chwili milczenia doda:
- Tak, tak, po ucieczce z Warszawy nie powodzio si nam najlepiej. Trzeba byo
szuka pracy na obczynie. Mnie co pchao na morze. Udao mi si zacign na statek. Po
kilku latach dochrapaem si bosmana. Twj ojciec natomiast zacz pracowa u Hagenbecka.
Przed kilkoma miesicami spotkalimy si w Hamburgu. Wtedy wanie powiedzia mi
o Aligatorze". Czasem dobrze jest mie przy sobie starego druha, szepn wic swko
Hagenbeckowi i... pyniemy razem do Australii.
- A to wspaniale! - zawoa Tomek. - Czy pan Smuga rwnie musia ucieka z kraju?
- O nie, braciszku kochany! On jeden z caej naszej paczki jest z prawdziwego
powoania podrnikiem i owc zwierzt. Podobno jeszcze raczkujc, chwyta ju dla
wprawy koty za ogony.
- To pan Smuga tak wczenie wybra sobie zawd? - zamia si Tomek, domylajc
si w tym powiedzeniu artu.
- Tak by z tego wynikao. On ma, jak to si mwi, owienie zwierzt we krwi.
- Co to znaczy, prosz pana? - zapyta Tomek zaintrygowany sowami bosmana.
- No, tak si mwi, gdy chce si powiedzie, e kto ma specjaln yk do czego,
tak smykak, rozumiesz?
- Rozumiem, rozumiem - odpar Tomek z zadowoleniem. - To znaczy, e kto ma
specjalne zamiowanie lub uzdolnienie do czego.
- Trafie teraz, brachu, w samo sedno rzeczy - orzek bosman. Tomka ogarna
niezwyka ciekawo, czy przypadkiem i on nie posiada takiej yki" do owienia zwierzt,
tote zaraz zapyta bosmana:
- Prosz pana, ciekaw jestem, czy mona wyrobi w sobie tak yk" do wczgi
i owienia zwierzt?
Bosman spojrza na chopca spod oka. Tumic wesoo odpar:
- Mwi si przecie, e przyzwyczajenie jest drug natur czowieka, wic chyba
mona. Trzeba tylko mie dobre chci i gow nie od parady.
Tomek powesela. Nie zdradzajc si przed bosmanem, postanowi wiernie
naladowa we wszystkim pana Smug, aby z czasem sta si takim wytrawnym owc jak
on.
Bosman chowa do kieszeni bluzy pocztwki, gdy na korytarzu zabrzmia donony
dwik gongu.
- Co si chyba stao! - zaniepokoi si Tomek.

- Zgade, brachu! Kucharz ugotowa obiad - odpar powanie bosman. - Wobec tego
smarujemy szybko do jadalni.
- Hm, to tylko obiad... - mrukn Tomek.
Obszerna jadalnia miecia si na niszym pokadzie. Tomek i bosman zastali ju w niej
kilkanacie osb.
- Jestecie nareszcie - odezwa si Wilmowski na widok wchodzcych. - Tak dugo
przebywae, Tomku, w swojej kabinie, e obawiaem si, czy gong na obiad zdoa ci z niej
wywabi.
- Nie wiedziaem, e ju jest tak pno - tumaczy si Tomek, nie spostrzegajc
porozumiewawczych spojrze wymienianych przez ojca i bosmana.
Tymczasem Wilmowski mia si w duchu z naiwnoci syna, ktry nawet nie domyli
si, e ojciec przejrza na wylot jego chopic ambicj. Orientowa si doskonale, e Tomek
nie ma pojcia o polowaniu i strzelaniu. Wyznaczenie mu funkcji wielkiego owczego
wyprawy" byo artem, ktry zosta potraktowany przez Tomka z ca powag. Wilmowski
przypuszcza, e sztucznie okazywana przez, syna obojtno rozwieje si na widok
wspaniaego sztucera. Ku jego zdumieniu Tomek sprytnie ukry sw obaw i wielkie
zaciekawienie. Nie chcc mu psu przyjemnoci, poprosi bosmana Nowickiego, aby
w dyskretny sposb nauczy go obchodzi si z broni. Bosman ochoczo podj si tej misji.
Przecie Tomek by dla niego czsteczk ukochanej, dalekiej Warszawy. Tote
z powierzonego zadania wywiza si znakomicie i teraz, mrugajc porozumiewawczo do
Wilmowskiego, dawa zna. e wszystko poszo jak najlepiej.
Wilmowski przedstawi syna zebranym w jadalni czonkom zaogi, po czym wszyscy
usiedli przy stole.
Tomek spoywa obiad w wielkim roztargnieniu. Postanowi przecie solennie we
wszystkim naladowa pana Smug, spoglda wic co chwila na niego i rozmyla:
Bosman Nowicki musi wiele wiedzie, skoro z tak atwoci rozkada sztucer, jak na
przykad ja nabieram teraz na yk zupy z talerza. Zabawne to wprawdzie, ale chyba pan
Smuga, jeszcze na czworakach chodzc, rzeczywicie chwyta dla wprawy koty za ogony.
Wielka szkoda, e ciotka Janina nie lubia zwierzt i nie pozwalaa trzyma w domu nawet
kota. Ha, nie ma innej rady! Musz wiernie naladowa pana Smug. Wtedy najprdzej
zostan wielkim owc, a moe nawet i pogromc."
Szybko jad zup, mimo e wydawaa mu si niezbyt smaczna. Udao mu si nawet
wyprzedzi Smug o kilka yek, lecz rado jego zmienia si w przeraenie, gdy spostrzeg,
e podrnik nalewa sobie na talerz drug porcj.

W spaniu to moe jeszcze z czasem dorwnam panu Smudze - pomyla z gorycz - ale
w jedzeniu nie dam rady. Przynajmniej nie tak od razu. Musz przy okazji zapyta bosmana
Nowickiego, czy pan Smuga mia ju taki apetyt od najmodszych lat.
Do wyjanienia niepewnoci postanowi je umiarkowanie. Teraz zwrci sw uwag
na reszt zaogi. Skadaa si ona z przedstawicieli rnych ras i narodowoci. Szczeglnie
spodobao mu si dwch atletycznie zbudowanych Murzynw palaczy. Dlatego te
zdecydowa si rozpocz zwiedzanie statku od kotowni.
Dopiero pnym wieczorem uda si do swej kabiny na spoczynek. Szybko rozebra
si, wskoczy do ka i zgasi wiato. Przyrzek ojcu, e postara si zasn natychmiast, ale
mimo najszczerszych chci wcale nie by senny. Jake tu mona zasn, gdy w cigu
niedugich kilku godzin przeyo si tyle emocjonujcych wrae! Przymkn wprawdzie
powieki, lecz natychmiast przypomnia sobie pnagich palaczy, ktrzy wielkimi opatami
wrzucali wgiel do potnych piecw buchajcych arem. Potem przenis si mylami do
budki sternika, widzia czuwajcych oficerw i marynarzy. Wszyscy oni trudzili si po to, aby
bezpiecznie doprowadzi statek do dalekiej Australii. Nastpnie przypomnia sobie cel
podry; zacz rozmyla, ile to przygd oczekuje go w najbliszej przyszoci.
Lea w wskim okrtowym ku i przeywa w wyobrani olbrzymie polowanie na
szybkonogie kangury i krwioercze dingo. W cigu niedugiego czasu dokona w mylach
tylu nadzwyczajnych czynw, e w kocu zmczony zasn.

WRBITA Z PORT SAIDU


Bya pikna, bezwietrzna, soneczna pogoda. Aligator" pyn spokojnie po
wygadzonym jak zwierciado Morzu Adriatyckim. Tomek czu si na statku bezpiecznie jak
w domu u ciotki Janiny. ywe usposobienie oraz ciekawo nie pozwalay mu zbyt dugo
usiedzie na jednym miejscu. Cae dnie spdza w ustawicznym ruchu. Schodzi do kotowni
do palaczy, zaglda do pomieszcze przygotowanych dla zwierzt, zaprzyjani si
z kucharzem, odwiedza marynarzy w ich kwaterach i po dwch pracowicie spdzonych
dniach zna ju na pami wszystkie zakamarki pywajcego zwierzyca" na rwni
z kapitanem Mac Dougalem.
Zgodnie z przyrzeczeniem bosman Nowicki rozpocz nauk strzelania. W jednym
z pomieszcze przeznaczonych dla zwierzt urzdzi strzelnic, w ktrej spdza z Tomkiem
codziennie po kilka godzin, strzelajc do zaimprowizowanej tarczy.
Kadego ranka Tomek zachodzi do palarni i uwanie studiowa map, na ktrej
oznaczano drog przebyt przez statek w cigu doby. Sidmego dnia czarna linia nieomal
dotykaa wybrzey Afryki. Tomek wybieg zaraz na pokad. Aligator" zblia si ju do
portu. W maej grupce mczyzn stojcych na grnym pokadzie dostrzeg ojca i Smug.
Szybko podbieg do nich.
- Tatusiu, czyby to by ju Port Said11? - zagadn.
- Tak, wpywamy do Port Saidu, lecego u wrt Kanau Sueskiego - powiedzia
Wilmowski.
- Czy bdziemy mogli wysi na ld? - pyta Tomek niecierpliwie, ciekaw ujrze
miasto znane mu dotd tylko z lektury i nauki geografii w szkole.
- Uzupenimy tutaj nasz zapas wgla. Postj Aligatora" potrwa wic kilka godzin. Po
poudniu zwiedzimy miasto - odpowiedzia Wilmowski.
Przy akompaniamencie ryku syreny Aligator" ostronie manewrowa wrd setek
odzi i mniejszych statkw, przepyn obok kilku duych parowcw spokojnie drzemicych
w gbi portu i zarzuci kotwic w pobliu ldu.
Tomek z ciekawoci spoglda w kierunku miasta, nad ktrym szeroko rozcigao si
bezchmurne, wyzocone palcym socem niebo. Wysoko ponad dachy niskich domw

Port Said - miasto portowe w pnocno-wschodnim Egipcie, zaoone w 1860 roku przez budowniczego
Kanau Sueskiego, Ferdynanda Lessepsa i nazwane przez niego na pamitk wicekrla Egiptu - Saida.
11

wystrzelaa miga wiea latarni morskiej, a w dali piy si ku niebu iglice minaretw12.
Zaledwie Aligator" stan na uwizi, otoczy go rj odzi. Znajdowali si w nich
ruchliwi Arabowie i Murzyni trudnicy si przewoeniem pasaerw ze statkw na wybrzee.
Skoro jednak dowiedzieli si, e Aligator" nie jest statkiem pasaerskim, odpynli
pospiesznie. Teraz natomiast zbliyo si kilka deczek. Mali wiolarze, pnadzy chopcy
arabscy, wrzaskliwie usiowali porozumie si z zaog statku.
- Czego oni chc od nas? - zapyta Tomek zaintrygowany ich haaliwym
zachowaniem.
- Zaraz zobaczysz - odpar Wilmowski. Wyj z kieszeni portmonetk. Zaledwie
w jego doni bysna srebrna moneta, jedna z dek jeszcze bardziej zbliya si do statku.
- Teraz uwaaj dobrze - powiedzia do syna.
Moneta rzucona za burt wpada w morze. W tej chwili may Arab skoczy z odzi gow
w d, znikn w gbinie na kilka sekund i wkrtce wynurzy si znw na powierzchni,
trzymajc w zbach pieniek.
- Ale to wspaniay pywak! - zdumia si Tomek. - Daj mi tatusiu kilka monet, musz
dokadnie przyjrze si, jak on to robi.
Tomek rzuca monety zrcznym nurkom Port Saidu, a take przyglda si
magicznym sztukom" produkowanym przez starszego Araba. Dopiero po wyczerpaniu
otrzymanych od ojca srebrnych monet spostrzeg, e po przeciwnej stronie statku dzieje si
co nowego. Wychyli si za burt. Ujrza pi cikich kryp zaadowanych wglem, ktre
kolejno miay podpywa do luku otwartego w boku parowca. Jedna z nich wanie przylgna
do Aligatora". Mrowie brunatnych, pnagich Arabw zwinnie zaczo przeadowywa
koszami wgiel na statek. Chmury czarnego pyu docieray a na pokad. Swobodnie
poruszajcy si na krypach Arabowie spogldali na marynarzy stojcych na pokadzie,
ukazujc w wesoym, szczerym umiechu misistych warg przedziwnie biae zby.
Przeadunku pilnowa stary Arab w brudnym burnusie. Nie aowa grubego sznura
i najczciej bijc powietrze - niby to popdza adowaczy.
Smuga zbliy si do Tomka.
- Przygotuj si do zejcia na ld! - zawoa, a kiedy chopiec odwrci si twarz do
niego parskn miechem i doda: - Do licha! Przecie wymalowae si na Murzyna.
Teraz dopiero Tomek spostrzeg, e cay pokryty jest czarnym wglowym pyem
unoszcym si wokoo.
12

Minaret - wysoka, smuka wieyca meczetu (muzumaskiej wityni).

- A to si zagapiem! - odpar. - Zaraz pjd si przebra. To wszystko przez tego


starego Araba dozorc o wygldzie wiedmy. Niech pan spojrzy! Jak on miesznie udaje, e
popdza innych w pracy! Tymczasem wszyscy si z tego miej.
- Taki jest ju ich ceremonia pracy - powiedzia Smuga. - Bez tego starego
poganiacza przeadunek szedby na pewno rwnie sprawnie. Umyj si teraz i przebierz, gdy
zaraz wsiadamy do odzi.
Tomek pobieg do kabiny. Wkrtce umyty i w czystym ubraniu znowu pojawi si na
pokadzie. Ojciec, Smuga i bosman Nowicki ju czekali na niego. Po sznurowej drabinie
zeszli do dki. Niebawem znaleli si na ldzie. Otoczyli ich rozkrzyczani przewodnicy,
proponujc swe usugi przy zwiedzaniu miasta. Bosman Nowicki rzuci im kilka monet, po
czym odprawi ruchem rki, gdy zna ju dobrze Port Said z czasu poprzednich rejsw.
Wkrtce znaleli si na dugiej, nadzwyczaj ruchliwej ulicy, zabudowanej niskimi
domami. Wystawy sklepowe przeadowane byy najrozmaitszymi przedmiotami. Tomek co
chwila przystawa, by podziwia straszliwe, zocone smoki, misterne rzeby z koci
soniowej, przezroczyste i delikatne naczyka z chiskiej porcelany, mieszne, barwne
figurynki, przedziwne szkatuy z drzewa sandaowego, pikne materie tkane zotem oraz
srebrem i tyle, tyle rnych widzianych po raz pierwszy przedmiotw. Waciciele sklepw
natarczywie zachwalali swoje towary, namawiali do ich obejrzenia. W kocu gwar
rnojzycznych gosw oszoomi Tomka do tego stopnia, e skry si midzy swych
towarzyszy. Wkroczyli do dzielnicy europejskiej, zabudowanej wyszymi, schludniejszymi
budynkami. Tutaj mieciy si hotele, banki i przedsibiorstwa handlowe, a wrd rozlegych
ogrodw bieliy si wille bogatszych mieszkacw.
Z kolei przeszli do dzielnicy arabskiej. Wrd nielicznych murowanych domw
rozpocieray si budy sklecone z trzciny polepionej glin, pene at, dziur i brudu. Przede
wszystkim jednak na plan pierwszy wysuway si, jakby przyronite do cian domw, liczne
stragany z jarzynami oraz pontnymi wschodnimi owocami. Po ulicach spokojnie
spaceroway osioki i kozy, nie zwracajc uwagi na krzykliwych przechodniw. Kiedy nasi
podrnicy mijali jedn z lepianek, siedzcy na ziemi stary, skulony Arab zawoa:
- Przystacie na chwil, szlachetni przybysze!
Zatrzymali si, a starzec wpi w nich przenikliwy wzrok. Wycign ku nim such do
o mocno pomarszczonej skrze i zacz mwi skrzeczcym gosem:
- Kady czowiek ma wyznaczony w ksidze ycia swj los. Za kilka ndznych
srebrnikw powiem kademu z was, co go czeka w yciu.
Smuga rzuci wrbicie monet. Naladujc jego sposb mwienia odpar: - Masz, szlachetny

mu, lecz nie potrzebujesz mczy si przepowiadaniem mego losu. Rwnie dobrze jak ty
umiem czyta w ksidze ycia. Dlatego te uchyl ci rbka tajemnicy - nawet zupenie
bezinteresownie - i powiem, e nie zrobisz nigdy majtku na twoich wrbach.
Brunatna do drapienym ruchem schwycia byszczcy pieniek, ktry natychmiast znikn
w woreczku zawieszonym u pasa.
- Przestaniesz si mia, kiedy midzy tob a mierci stanie may chopiec. Moe
poaujesz wtedy, e nie chciae posucha mojej wrby - odpowiedzia Arab, po czym jego
cienkie wargi wykrzywiy si w pogardliwym umiechu.
Pomarszczona twarz starca oraz jego dziwne sowa zrobiy na Tomku pewne
wraenie. Bezwiednie wygrzeba z kieszeni srebrn monet i woy j do glinianej miseczki
stojcej na ziemi przed wrbit. Zanim chopiec zdy odej, spod brudnego burnusa
wychylia si kocista do. Niespodziewanym, szybkim ruchem wrbita chwyci go za rk
i przycign ku sobie.
- Posuchaj starego Araba - odezwa si skrzekliwym gosem, nie puszczajc rki
Tomka. - Mody jeste i dugo y bdziesz. Zapamitasz wiec i wspomnisz moje sowa.
Praw doni rozgarn piasek lecy przed nim w blaszanej misce i jakby czytajc w nim,
mwi:
- W dalekim i dzikim kraju znajdziesz to, czego inni bd szukali bezskutecznie.
Kiedy to si stanie, zyskasz najlepszego przyjaciela, ktry nigdy nie powie ani sowa...
Wilmowski wzruszy niecierpliwie ramionami. Nastpnie wzi Tomka za rk i powiedzia:
- Do ju tej gupiej zabawy! Chodmy teraz napi si czego zimnego. Odeszli od
wrbity szybkim krokiem, a on, umiechajc si zoliwie, spoglda za nimi przekrwionymi
oczyma.
Smuga i Wilmowski po drodze opowiadali zabawne historyjki o arabskich wrbitach.
Tomek i bosman Nowicki przysuchiwali si w milczeniu. Niebawem zasiedli w duej
kawiarni przy stoliku. Tomek krci si niespokojnie na krzeseku, a w kocu odezwa si do
swych towarzyszy.
- Tatu i pan Smuga twierdz, e ten stary Arab mwi same bzdury. Skd on jednak
mg wiedzie, e jedziemy do dalekiego i dzikiego kraju?
- W tak ruchliwym portowym miecie mona kademu Europejczykowi powiedzie to
bez chwili wahania - odpar Smuga. - Wrbici maj zdolno wyudzania pienidzy od
naiwnych. Nie warto zwraca uwagi na ich gadanin.
- Pierwszy pan da mu jamun - rozemia si bosman Nowicki. - Wrb nie chce
pan sucha, ale pienikw nie auje. Inaczej mwic Panu Bogu wieczk i diabu

ogarek". No, ale za t obud uraczy pana niez przepowiedni. Ja tam nie lubi, gdy taki
staruch le mi wry. Dlatego te trzymam jzyk za zbami przechodzc obok wrbitw.
- Jamun daj, bo przecie mieszny staruszek musi jako zarobi na utrzymanie broni si Smuga ze miechem. - W adne gusa nie wierzyem od najmodszych lat. Nie
przejmuj si niebezpieczestwem, gdy mam przy sobie dobr bro.
- Dziki twoim artom nakarmi nas straszliwymi, w jego mniemaniu,
przepowiedniami - wesoo wtrci Wilmowski.
- Zdaje mi si, e czas ju zwin agle i pomyle o powrocie na statek - zauway
zawsze praktyczny i punktualny bosman Nowicki. - Wieczorem podnosimy kotwic.
- Rzeczywicie czas ju na nas - potakn Wilmowski. Wyszli z kawiarni. W drodze
powrotnej kupili cae narcza soczystych, poudniowych owocw. W dobrym nastroju
przybyli na Aligatora". Na pokadzie znajdowa si ju pilot, ktry mia przeprowadzi
statek przez kana.
Zaledwie pierwsze gwiazdy rozbysny na niebie, Aligator" wpyn w Kana
Sueski. W wim tempie min jednopitrowy, jaskrawo owietlony paac Kompanii
Suezu13, mieszczcy biura przedsibiorstwa oraz liczne zabudowania, o ktrych
przeznaczenie Tomek zapomnia zapyta. Wszyscy pasaerowie przebywali na grnym
pokadzie, gdy zaduch w kabinach wprost uniemoliwia pozostawanie w zamknitych
pomieszczeniach. Korzystajc z tego, Tomek z zaciekawieniem spoglda na dug, wsk
wstg wody, cignc si midzy brzegami ujtymi w niskie, piaszczyste tamy.
Uczc si geografii w szkole, zupenie inaczej wyobraa sobie w synny Kana
Sueski, ktry odegra historyczn rol skracajc i czynic bardziej bezpieczn drog z Europy
do Indii. Tyle nasucha si o trudnociach zwizanych z budow kanau, a tymczasem
w rzeczywistoci wyglda on bardzo nieskomplikowanie. Odezwa si wic do ojca
zawiedzionym tonem:
- Nie rozumiem, dlaczego przekopywanie tak wskiego kanau musiao
trwa a tyle lat?
- Mwic cile, prace przy budowie kanau rozpoczto w 1859 roku, a zakoczono je
dopiero w 1869. Trway wic one dziesi lat - wyjani Wilmowski. - Budowa kanau
stanowia dla wykonawcw niezwykle trudne zadanie. Obecna jego dugo wynosi przecie
okoo stu szedziesiciu kilometrw. Z tego sto dwadziecia przypada na wykopane koryto,
Do roku 1958, to jest do chwili unarodowienia Kanau Sueskiego przez Egipt, zarzd nad eksploatacj Kanau
.sprawowaa w imieniu midzynarodowego towarzystwa Kompania Suezu.
13

a reszta na jeziora i cieniny czce poszczeglne odcinki kanau. Aby uzmysowi sobie
ogrom pracy, jak naleao wykona, wystarczy powiedzie, e trzydzieci tysicy ludzi przez
dziesi lat pracowao w pocie czoa nad realizacj dziea, ktre ponadto pochono
olbrzymi sum piciuset milionw frankw.
- Nigdy nie przypuszczaem, e przekopanie tego kanau wymagao tylu trudw
i pienidzy - odpar Tomek. - Jak dugo bdziemy pynli przez
kana?
- Okoo dwudziestu godzin, poniewa zgodnie z obowizujcymi przepisami przy
wymijaniu musimy dawa pierwszestwo przejazdu statkom pocztowym.
- Wobec tego bd mg jeszcze za dnia przyjrze si okolicy ucieszy si Tomek.
W najlepszym humorze uda si na spoczynek. Czu si zmczony dugim spacerem
po Port Saidzie. Nastpnego ranka znalaz sobie wietny punkt obserwacyjny. Nie zauwaony
przez nikogo wspi si do odzi ratunkowej umocowanej na grnym pokadzie, skd
roztacza si szeroki widok na obydwa brzegi kanau.
Jak okiem sign pokryway je piaski i sone jeziora. Po prawej stronie, tu przy brzegu,
wzdu toru kolejowego prowadzcego z Port Saidu do Suezu, cigny si dwa rzdy drzew.
Wrd nich gwnie przewaay tamaryndowce14, to jest tropikalne drzewa owocowe o
twardym, tawym pniu i jakby wochatych liciach. Od czasu do czasu z piaskw pustyni
wyaniay si wzorowe budynki mieszkalne lub stacyjne, a czasem statek mija pocig snujcy
za sob smug czarnego dymu. Pocztkowo Tomek chon wzrokiem wszystko dookoa, lecz
wkrtce monotonny widok wybrzea zacz go nuy. Byo bardzo gorco... zrzuci wic
koszul, usiad wygodnie na dnie odzi, potem pooy si, wsun gow pod awk
i niebawem mocno zasn ukoysany miarowym pluskiem wody uderzajcej o boki statku.
Mino sporo czasu, zanim ojciec odnalaz go upionego w odzi. Ciao Tomka
przypominao swym kolorem raka wyjtego z wrztku. Zaniesiono go czym prdzej do
kabiny, gdzie oboony kompresami musia pozosta nieomal do koca eglugi po Morzu
Czerwonym. Jedynie dziki przypadkowi, e w czasie snu w odzi gowa jego znajdowaa si
w cieniu rzucanym przez szerok awk, unikn powaniejszych nastpstw poraenia
sonecznego. Za sw nieostrono zosta ukarany przez ojca. Nie wolno mu byo przyglda
si zaadowywaniu wielbdw w Port Sudan.
Nie narzeka zbytnio na wyznaczon mu kar. Przecie nawet pociel nieznonie
Tamaryndowiec (Tarmarindus) rodzi kwane w smaku owoce, ktre znalazy zastosowanie jako rodek
przeczyszczajcy.
14

drania jego poparzone ciao i nie mg woy na siebie ubrania. Zreszt w takim stanie
wyjcie na pokad skpany w promieniach sonecznych byo i tak zupenie niemoliwe.
Urozmaica Sobie czas wygldaniem przez okrgy iluminator kabiny. W ten sposb
stwierdzi, e wbrew jego mniemaniu woda w Morzu Czerwonym wcale nie jest czerwona.
Od ojca dowiedzia si, e nazw sw zawdzicza ono rosncej w nim czerwonej morskiej
trawie. Wieczorami obserwowa byski latarni morskich, wybudowanych na przyldkach lub
pustych wysepkach, ktrych wiata uatwiay eglug, niebezpieczn z powodu pycizn i raf
podwodnych.
W czasie krtkiego postoju w Port Sudan Tomek wsuchiwa si w skrzypienie blokw, za
pomoc ktrych przenoszono wielbdy z wybrzea na statek. Kwik zwierzt oraz
obcojzyczne nawoywania poganiaczy podniecay jego wyobrani, przypominajc
przeczytane dawniej opisy wypraw Livingstona i Stanleya15 do Afryki. Obaj znani
z odkrywczych wypraw w Afryce w drugiej poowie XIX wieku.
Nastpnego dnia po opuszczeniu Port Sudan nieoceniony bosman Nowicki rozpocz
dalsz nauk strzelania. Tomek trafia ju z atwoci w sam rodek tarczy, wobec czego
bosman zaj si sporzdzaniem ruchomego celu. Mianowicie przymocowa do drewnianego
puapu zaimprowizowanej strzelnicy drut i powiesi na nim blaszan puszk wypenion
piaskiem. Za pomoc sznurka bosman wprawia j w ruch, a wtedy Tomek mierzy i strzela.
W miar jak nabywa wprawy, ruchy puszki staway si szybsze i nieregularne.
Tomek zachcony pochwaami coraz wicej czasu spdza w strzelnicy. Dopiero wiadomo,
e zbliaj si do Adenu16, najgortszego punktu na kuli ziemskiej, wywabia go na pokad.
Ujrza wynurzajcy si z morza grony skalny mur, ktry zdawa si zamyka dalsz
drog. Spitrzony, poszarpany dziko acuch ska pwyspu otaczao szafirowe, wiecznie
niespokojne morze. Nad skaami i wod rozpocierao si bezkresne, prace arem
sonecznym, bezchmurne niebo.
Aligator" zarzuci kotwic. Cikie krypy pene wgla podpyny natychmiast do statku,
zmagajc si z niezmiernie przykr, krtk fal. Wkrtce te, podobnie jak w Port Saidzie,
pojawiy si mae deczki z nurkami niezawodnie wyawiajcymi rzucane do morza monety.
Ze wzgldu na krtki postj nikt z zaogi Aligatora" nie wysiad na ld. Tomek,
Dawid Livingstone - zasuony badacz Afryki. Henry M. Stanley - dziennikarz i podrnik
Miasto Aden ley w poudniowo-zachodniej czci Pwyspu Arabskiego. Wchodzi ono w skad brytyjskiej
Kolonii Aden, obejmujcej miasto Aden z portem Steamer Point (fonet. Stimer Point), miasteczko Othman oraz
niewielkie obszary pustynne miasta Aden.
15
16

suchajc wyjanie ojca, ktry zna Aden do dobrze, spoglda zaciekawiony na doskonale
widoczny ze statku port Steamer-Point, obejmujcy dzielnic fortw, hoteli, konsulatw
i domw Europejczykw. Waciwe jednak miasto, staroytna oaza arabska, zwana Shaikh
Othman, znajdowao si o sze kilometrw dalej w kraterze wygasych wulkanw, wrd
prawdziwie dzikich ska, otoczonych skpan w socu, martw pustyni.
- Aden pod pewnym wzgldem przypomina histori Kanau Sueskiego - mwi
Wilmowski. - Aby umoliwi jego istnienie w tym najgortszym punkcie ziemi, gdzie brak
jest cienia, wody i rolin, tysice niewolnikw w krwawym pocie budowao olbrzymie
cysterny. W nich podczas wiosennych burz gromadzi si zapasy wody. Szkoda, e nie
bdziesz mg ich zobaczy. Przedstawiaj liczny widok.
Tomek nie mia czasu na dalsz rozmow. Podczas postoju na statku panowa
gorczkowy ruch, ktry wkrtce pochon jego uwag. Marynarze krztali si po pokadzie,
umocowujc linami wszystkie ruchome przedmioty. Kilku czonkw zaogi, a wraz z nimi
Wilmowski i Tomek, udali si pod pokad, do pomieszcze wielbdw. Ulokowano je
parami w maych, oddzielonych od siebie zagrodach. Wilmowski sprawdza, czy zwierzta
przywizano naleycie.
Przygotowania te byy niezbdne, poniewa Aligator" mia teraz wpyn w stref
poudniowo-zachodniego monsunu17 i naleao liczy si z moliwoci zej, burzliwej
pogody.
Przed zachodem soca wyruszono w dalsz drog. Tego jeszcze wieczoru Tomek
spostrzeg, e warunki eglugi stopniowo ulegaj zmianie. Boczne, leniwe koysanie statku
byo wprawdzie z pocztku znone, lecz mimo to Tomek zacz odczuwa niepokj. Pod
naporem olbrzymich fal statek pochyla si na lewy bok. Wizania jego niebezpiecznie
trzeszczay, a od czasu do czasu gwatowniejsze fale zaleway bryzgami piany pokad i cofay
si zaraz, jakby zawstydzone sw miaoci.
Nastpnego ranka koysanie stao si jeszcze silniejsze. Spienione fale co chwila
przeleway si przez pokad. Aby zapomnie o zym samopoczuciu, Tomek zabra sztucer
i uda si do swej strzelnicy. Bosman Nowicki nie mg mu towarzyszy, ale Tomek raczej
by z tego zadowolony: zawieszona u puapu blaszana puszka, pod wpywem silnego
koysania statku, wykonywaa samorzutnie najdziwniejsze skoki. Trafienie w tak ruchliwy cel
nie byo atwe. Chwilami Tomek z trudem utrzymywa rwnowag, lecz to wanie sprawiao
17

Monsun - okresowy wiatr wiejcy na Oceanie Indyjskim i w Poudniowej Azji.

mu najwiksz uciech. Raz po razie strzela to pudujc, to znw trafiajc. Po dwch


godzinach piasek wysypa si przez przestrzelone w blasze otwory.
Zaledwie odezwa si gong wzywajcy na obiad, Tomek wszed rozradowany do jadalni
i usiad na swoim miejscu. W czasie penego emocji strzelania zapomnia o ogarniajcej go
przedtem saboci i poczu gd.
Marynarze z uznaniem umiechali si do niego, a Smuga zawoa:
- Ho, ho! Wic przyszede na obiad?
- A dlaczego miabym nie przyj? - odpar Tomek. - Jestem godny jak wilk.
- No, jeli koysanie statku nie pozbawio ci apetytu, to bdziesz dobrym
marynarzem. Czy wiesz, e trzej olbrzymi Sudaczycy, ktrzy eskortuj wielbdy, le jak
kody w swej kabinie - mwi Smuga ze miechem.
Tomek doskonale znosi koysanie statku. Mimo to nie pozwolono mu przebywa na
pokadzie w obawie, aby przewalajce si fale nie zmyy go do morza. Rozpruwa" wic
w swej strzelnicy coraz to mniejsze blaszane puszki, trafiajc ju teraz za kadym razem.
Po kilku dniach morze stao si spokojniejsze. Nowicki, korzystajc z wolnej chwili,
uda si do strzelnicy. Tomek strzela szybko i celnie. Bosman zdziwiony postpami
powiedzia z uznaniem:
- No, braciszku, widz, e niewiele ju skorzystasz ode mnie. Teraz chyba tylko
Smuga mgby nauczy ci czego nowego.
- To pan Smuga tak dobrze strzela? - zdziwi si Tomek. - Mylaem, e nikt ju lepiej
nie potrafi jak pan.
- Ho, ho! Smuga to mistrz nad mistrzami! Nawet najmniejsze bydl
trafia midzy lepia - odpar bosman pewnym tonem, chocia wszystko, co wiedzia
o Smudze, pochodzio z opowiada ojca Tomka.
Oczywicie Wilmowski nigdy nie mwi bosmanowi o strzelaniu midzy lepia", lecz
Nowickiemu zdawao si, e taka nieciso nie sprawi chopcu rnicy.
Tomek jednak ju poprzednio postanowi we wszystkim wiernie naladowa
wielkiego owc. Zamyli si wic nad sowami bosmana. W wyniku rozmyla wyszukiwa
jak najmniejsze puszki, rysowa na nich dwa kka, ktre miay by lepiami zwierzt"
i zacz od nowa wiczenia. Robi to w najcilejszej tajemnicy nawet przed bosmanem. Dni
szybko mijay. Aligator" pyn coraz dalej na poudniowy wschd.

CEJLOSKI SO I BENGALSKI TYGRYS


Tomek z niecierpliwoci obserwowa ld wyaniajcy si z rozkoysanego morza.
Bya to wyspa Cejlon18 - kraina pere, biaych szafirw, piknych palm i rzadkich rolin.
Aligator" wolno przepyn przez szerokie wrota utworzone przez dwa potne amacze fal
i znalaz si w wielkiej, przytulnej przystani, porcie Colombo bdcym stolic Cejlonu.
- Wybieram si z panem Smug na wybrzee. Jeeli masz ochot, moesz pj
z nami - oznajmi Tomkowi ojciec, gdy opuszczono pomost na molo. - Musimy zaatwi
formalnoci konieczne do przetransportowania zwierzt na statek.
- Czy to chodzi o sonia i tygrysa? - zapyta Tomek.
- Tak, std wanie mamy przewie je do Australii - potwierdzi Wilmowski.
- A to wspaniale! leszcze nie widziaem ywego sonia ani tygrysa. Czy ten so jest
oswojony?
- Naley si spodziewa, e przeszed ju odpowiedni tresur. Zabior aparat
fotograficzny, powiniene posa wujostwu Karskim fotografi z dalekiej podry.
- Oczywicie. Ja bym tak chcia...
- Chciaby na soniu?
- Tak!
- Zobaczymy - odpar Wilmowski - Przygotuj si szybko do wyjcia na ld.
Po kilkunastu minutach Tomek powrci na pokad, gdzie ju oczekiwa na niego
ojciec z duym futeraem mieszczcym aparat fotograficzny. Po wskim, chybotliwym
pomocie zeszli na molo. Wkrtce znaleli si na rozlegym placu.
Tomek poprawi na gowie korkowy hem, aby osoni cieniem oczy i rozejrza si
wokoo. W pobliu stao kilka dwukoowych wozw, ktrych boki i pokrge budy
obcignito matami. Pojazdy te zaprzone byy w azjatyckie rogate zebu, ktre jako bydo
stepowe wywodzi si od tura19. Tomek dowiedzia si od ojca, e podobne do zebu bydo
stepowe jest take spotykane w Afryce wrd wielu szczepw murzyskich. Tam te niektre
jego rasy, jak na przykad wahuma lub watussi, odznaczaj si rogami imponujcej wielkoci,
inne wyrniaj si mniej bd bardziej wydatnym garbem utworzonym przez nagromadzony
tuszcz. Garb ten szczeglnie silnie rozwinity jest wanie u azjatyckich zebu. Dziwna
Wyspa Cejlon (o obszarze 65608 km2) ley na Oceanie Indyjskim u poudniowego wybrzea Pwyspu
Indyjskiego.
19
tur (Bo primigenius) wymar kompletnie kilkaset lat temu.
18

wydaa si Tomkowi wiadomo, i w Indiach czcz zebu jako wite zwierz, ktre
trzymane jest w wityniach, a zabicie go ciga na winowajc kar mierci. Tu na Cejlonie
posugiwano si nimi jako zwierztami pocigowymi. Stay teraz z najwiksz obojtnoci
w lejcym si wprost z nieba arze sonecznym. Dalej zauway Tomek rzd ryksz
z siedzeniami umieszczonymi midzy dwoma wysokimi koami. Przy kadej z nich czuwa
brzowy Syngalez20. Na widok biaych przybyszw wychodzcych z portu, trzech krajowcw
podbiego cignc jednoosobowe wzki. Podrnicy wsiedli do ryksz. Powiozy ich one
w gb miasta prostymi, szerokimi ulicami.
W porcie oraz w dalszych dzielnicach Colombo panowa oywiony ruch. rodkiem
ulic przebiegali, tupoczc bosymi stopami, usuni kulisi i z niezwyk zwinnoci lawirowali
rykszami w barwnym tumie przechodniw. Tomek spoglda z podziwem na smukych
Syngalezw, ktrzy zamiast spodni nosili spdnice, a dugie, czarne wosy spinali na tyle
gowy szylkretowymi grzebieniami. te, zielone i czerwone ich zapaski mieszay si
z biaymi i niebieskimi opoczami Hindusw. Od czasu do czasu Tomek dostrzega
w barwnym tumie kapanw ubranych w powczyste, te szaty. Kobiety - Syngalezki
i Tamilki - wyrniay si byszczcymi kolczykami i bransoletami. Wielu przechodniw
osaniao gowy kolorowymi parasolami. Po krtkiej, szybkiej jedzie ryksze wiozce
naszych podrnikw zatrzymay si przed murowanym budynkiem. Tutaj mieciy si biura
przedsibiorstwa transportowego. Okazao si, e sonia i tygrysa mona w kadej chwili
zaadowa na statek. Zaatwiono wic formalnoci, po czym podrnicy w towarzystwie
przedstawiciela przedsibiorstwa, wysokiego i chudego Anglika, udali si po zwierzta.
Trzymano je w podmiejskiej posiadoci angielskiego kupca. Niski mur ogradza
rozlegy park, w gbi ktrego sta obszerny dom. Nie zwalniajc biegu kulisi zatoczyli
pkole i przez otwart, ozdobnie wykonan, elazn bram wbiegli w szerok alej. Po jej
obydwch stronach wystrzelay w gr smuke pnie wysokich palm. Zielone, dugie
piropusze lici rzucay oywczy cie. Dalej roztacza si cay przepych tropikalnej zieleni.
Wrd rozrzuconych rzadko drzew: chlebowych, cynamonowych, godzikowych,
magnoliowych i wspaniaych hebanw, widniay niezliczone drzewka: oliwkowe, cytrynowe,
pomaraczowe oraz krzewy bananowe o olbrzymich liciach, ukrywajcych kicie dojrzaych
owocw.
Ryksze zatrzymay si przed jednopitrowym, biaym, murowanym domem z gbok,
dobrze ocienion werand. Anglik wysiad pierwszy i zaprosi podrnikw do siebie na
20

Cejlon zamieszkuj Syngalezi, Tamile i Hindusi.

krtki odpoczynek. Zaledwie usiedli w gbokich, bambusowych fotelach, mody Hindus


postawi przed nimi olbrzymie tace pene wschodnich doskonaych sodyczy, owocw oraz
zimnych, orzewiajcych napojw.
W czasie gdy jego towarzysze rozmawiali z Anglikiem, Tomek zjad kilka soczystych
owocw, coraz to spogldajc niecierpliwie w gb parku. Tam zapewne musia znajdowa
si so, ktrego mieli zabra do Australii. Tomek nie widzia dotd egzotycznych zwierzt.
Warszawa nie posiadaa wwczas jeszcze ogrodu zoologicznego, w ktrym byoby mona
oglda najrozmaitsze okazy fauny wiata. Nic wic dziwnego, e obok ciekawoci nurtowa
go lekki niepokj. Prawdziwy, ywy so to zupenie co innego ni malowany obrazek czy
fotografia.
Po krtkiej rozmowie mczyni podnieli si z foteli. Wraz z Tomkiem weszli do rozlegego
parku. Przy kocu wysypanej drobnym wirem alei znajdowa si starannie utrzymany
trawnik. Tam w cieniu kilkusetletniego, olbrzymiego baobabu21 sta so.
Wolno porusza duymi uszami, a dug trb zwija w wizki lece przed nim siano
i wkada je do pyska.
Podeszli cakiem blisko. Teraz Tomek spostrzeg na tylnej nodze zwierzcia szerok,
metalow obrcz. Przymocowany by do niej acuch, uniemoliwiajcy soniowi oddalenie
si od baobabu. Na widok nadchodzcych zza drzewa wyszed Hindus. Zatrzyma si
wyczekujco.
- To jest opiekun sonia - wyjani Anglik wskazujc Hindusa. So powolnym ruchem
zwrci gow w kierunku Tomka trzymajcego w rku apetyczny owoc. Wycign trb,
lecz Tomek, niepewny bezpieczestwa, przezornie schowa si za stojcego przy nim Smug.
- Nie obawiaj si, on ma jedynie ochot na co sodkiego - uspokoi go Anglik.
- Czy jednak nie schwyci mnie za rk? - nie dowierza Tomek. So, jakby zrozumia
jego obaw, jeszcze raz wycign trb, rozwierajc szeroko jej otwr. Trba zawisa
w bezruchu.
- Widzisz, nie ma zamiaru zrobi ci krzywdy - powiedzia Anglik. Tomek omielony
spokojnym zachowaniem si zwierzcia podszed do niego i woy owoc w otwr trby,
ktra powolnym ruchem wsuna smakoyk do pyska. Hindus zbliy si do sonia
i przyjanie pogaska go po trbie.
- On bardzo lubi dzieci - wyjani.
Wilmowski, pamitajc sw rozmow z Tomkiem na statku, odezwa si:
21

Baobab (Adansortia digitata) - drzewo z rodziny serecznikowatych.

- Mj syn chciaby wysa krewnym pamitkow fotografi z podry. Wydaje mi si,


e mamy w tej chwili doskona okazj do zrobienia zdjcia.
- Posad chopca na sonia - zwrci si Anglik do Hindusa. Tomek przemg obaw.
Zbliy si do olbrzymiego zwierzcia. Rka jego mimo woli dotkna dugiej trby. Hindus
wypowiedzia kilka sw w jzyku nie znanym Tomkowi; trba delikatnym ruchem owina
si wok chopca. Po chwili znalaz si w powietrzu tu przy olbrzymiej gowie. Chwyci
mocno za due ucho i wdrapa si z atwoci na grzbiet sonia.
Wilmowski umocowa aparat na statywie. Zrobi kilka zdj, po czym Tomek, stosownie do
rady uprzejmego Anglika, zsun si na ziemi po trbie sonia.
- Czy jeste zadowolony? - zapyta go ojciec.
- Oczywicie, tatusiu. To zdjcie przel wszystkim moim znajomym w Warszawie orzek Tomek, aujc w duchu, e nie mia przy sobie wspaniaego sztucera.
Nastpnie Anglik zaproponowa owcom obejrzenie tygrysa. W cieniu stokowatego dachu
pokrytego matami i wspartego na grubych balach staa bambusowa klatka. Czaio si w niej
wielkie, nadzwyczaj ruchliwe, prgowane cielsko. Na widok ludzi tygrys zbliy gow do
bambusowych krat i zmruy gniewnie lepia. Minie pyska zadrgay, zowrogo obnaajc
due ky. Rozlegy si krtkie, urywane pomruki. Tygrys, uderzajc ogonem po cielsku,
przywar do podogi klatki.
- Trzeba zachowywa przy nim jak najwiksz ostrono - uprzedzi Anglik. Zaledwie dwa miesice temu zosta schwytany i bardzo le znosi niewol.
te lepia tygrysa byskay gniewnie, szczerzy lnice, biae ky i dzikim pomrukiem grozi
natrtom.
Tomek zbliy si do Smugi, ktry przyglda si tygrysowi okiem znawcy i zapyta:
- Prosz pana, czy to prawda, e tygrys zawsze przed atakiem przywiera do ziemi
i uderza ogonem po bokach?
- To prawda, Tomku. Tygrysy maj ju taki zwyczaj objawiania swych
nieprzyjaznych uczu. Nie moglibymy sta tutaj beztrosko, gdyby ruchw jego nie
hamoway prty klatki.
- Pan na pewno polowa ju na tygrysy? - zapyta dalej Tomek.
- Polowaem, w Indiach.
- W ktre miejsce naley mierzy, aby natychmiast zabi tygrysa?
- Tygrysy wychodz na owy w nocy. W ciemnoci najdogodniejszy cel stanowi
wiecce oczy. Jeli trafisz niezawodnie midzy par byszczcych lepiw, sprawa koczy
si byskawicznie.

- A jeli si nie trafi?


- Wtedy budzi si czowiek na innym, lepszym wiecie - odpar Smuga z umiechem.
Ale ten bosman Nowicki zna dobrze pana Smug! - pomyla Tomek, przypominajc sobie
wszystko, co artobliwy marynarz opowiada mu w przystpie dobrego humoru
o zdolnociach strzeleckich wielkiego owcy. - On naprawd strzela tylko midzy oczy!"
Wolnym krokiem wracali do ryksz. Wilmowski uzgadnia z Anglikiem
przetransportowanie zwierzt na Aligatora". Tomek idc za nimi razem ze Smug, znw
zagadn owc:
- Czy ten so i tygrys pochodz z Cejlonu?
- Tygrys pochodzi z Bengalii, to jest z pnocno-wschodnich Indii, so natomiast jest
mieszkacem Cejlonu.
- Jakie jeszcze zwierzta yj na Cejlonie?
- Nawet najbardziej wybredny myliwy znajdzie tutaj dla siebie wspania zwierzyn.
yj tu, poza soniami, niedwiedzie, lamparty, hieny, dzikie koty, bawoy, jelenie, dziki
indyjskie, krokodyle, aligatory, olbrzymie okularniki, a ponadto rnorodne mapy i ptaki od
najmniejszych do najwikszych.
- Skd pan to wszystko wie?
- Kilka lat temu polowaem z przyjacimi na Cejlonie - wyjani Smuga.
- W ktrej czci Indii by pan na polowaniu?
- W ojczynie naszego tygrysa, w Bengalii. owilimy tam dla Hagenbecka
bengalskie tygrysy.
- Chciabym mie tyle wspomnie co pan.
- Nie zawsze wspomnienia s przyjemne - odpar Smuga. - Wanie w Bengalii
przeyem niezwykle przykr przygod.
- Bardzo prosz, niech mi pan j opowie.
- To smutna historia, Tomku. W okolicy, w ktrej polowalimy na tygrysy, jeden
bardzo zoliwy okaz niepokoi krajowcw. Noc w noc porywa im bydo z zagrody. Nie
pomagao kopanie dow z wbitymi w dno zaostrzonymi palami. Wszelkie prby zabicia
drapienika koczyy si le dla krajowcw. Zwrcono si do mnie z prob, abym zabi tego
tygrysa. Pewnej nocy urzdziem na niego zasadzk w pobliu zagrody.
- Dlaczego nikt wicej nie wzi udziau w tak niebezpiecznym polowaniu?
- Towarzyszy mi tylko Hindus-przewodnik. Tygrys by starym rozbjnikiem,
a krajowcy nie posiadali dobrej broni. Podkrad si on do nas w najwikszej ciszy. Gdyby nie
zaniepokojenie byda w zagrodzie, nawet bymy go nie spostrzegli. Ujrzaem grony bysk

lepiw nie dalej jak o pi krokw ode mnie. Zaskoczony niespodziewanym pojawieniem si
tygrysa, strzeliem zbyt pospiesznie. Po strzale zapanowaa cisza. Przewodnik, znajc moj
celno, zacz rozglda si za zabitym zwierzciem, chocia ostrzegaem go, e nie jestem
pewny strzau. On jednak twierdzi, e gdybym chybi, tygrys ju by si na nas rzuci. Cisza,
wedug jego zdania, oznaczaa natychmiastow mier. Rozumowanie byo logiczne, lecz
mnie jako nie trafiao do przekonania. Doradzaem cierpliwo. Niestety nie usucha i ruszy
na poszukiwanie. Po chwili usyszaem mrocy krew w yach ryk tygrysa i krzyk mego
przewodnika. Rzuciem si na pomoc z karabinem gotowym do strzau. Upyno zaledwie
kilka sekund, lecz mimo to, gdy nadbiegem, tygrys dosownie miady Hindusa. Ujrzaem
bysk lepiw bestii. Strzeliem i chocia tym razem byem zupenie pewny celnoci strzau,
tygrys nie wypuci z ap swej ofiary. Widzc, e pochyla si nad moim przewodnikiem
szczerzc ky, wepchnem kolb karabinu w rozwart paszcz. Wtedy skoczy na mnie.
Przewrciem si pod naporem cikiego cielska. Byy to ju wszake jego ostatnie chwile.
Lec na mnie, dra w agonii. W kocu znieruchomia na zawsze.
- I nic si panu nie stao? - zapyta Tomek, spogldajc z podziwem na Smug.
- Waciwie nic, porwnujc z tragicznym wypadkiem mego przyjaciela.
- Ha! Wic jednak nie wyszed pan cao!
- Tygrys rozora mi pazurami lewe rami. Przeleaem w gorczce prawie dwa
miesice, zagroony zakaeniem. Spojrzyj!
Smuga odwin krtki rkaw koszuli. Tomek ujrza gbok, nierwn blizn od ramienia do
okcia.
- Ale to straszne! - wyszepta.
- Straszna bya tylko mier mojego przewodnika. Niestety, nie zachowa tak
koniecznej ostronoci. Wiedzielimy, e bengalskie tygrysy s nadzwyczaj niebezpieczne.
Okazao si, e moja pierwsza kula ugrzza mu w czaszce troch powyej oczu. Gdybymy
cierpliwie czekali do rana, zapewne obyoby si bez wypadku.
Tomek westchn ciko. Pomyla, e trzeba mie wiele odwagi, aby polowa na takie
grone bestie. Po chwili powiedzia:
- Wydaje mi si, e w Australii nie ma tygrysw.
- Jedynym spotykanym tam drapienikiem jest dziki pies dingo. Tylko dlatego ojciec
zdecydowa si zabra ciebie na t wypraw. Nie martw si, Tomku! Bdziesz mia wspaniae
wakacje.
- Tak bardzo si ciesz! - radonie zawoa Tomek. - Cieszybym si jeszcze wicej,
gdyby pan obieca zabra mnie kiedy na polowanie na... tygrysy.

- Zabior ci na pewno, gdy podroniesz.


- Czy naprawd jest pan gotw przyrzec mi to?
Smuga pogaska go po gowie i potwierdzi z ca powag:
- Przyrzekam ci, Tomku!
Podrnicy powrcili na Aligatora". Zaadunek zwierzt odby si bez jakichkolwiek
przeszkd. Sonia przewizano szerokimi pasami, a potem za pomoc dwigu okrtowego
przeniesiono na statek. Ulokowano go w boksie obok wielbdw, natomiast klatk
z tygrysem wstawiono do oddzielnego pomieszczenia, aby swym niespokojnym zachowaniem
nie drani innych zwierzt.
Uzupenianie zapasw wgla ukoczono tu przed wieczorem. Dopiero przy srebrnym
wietle ksiyca Aligator" opuci bezpieczn przysta w porcie Colombo.

MIDZY CYKLONEM A KAMI TYGRYSA


Statek pyn ca par na poudnie w kierunku rwnika22. Upa stawa si coraz
bardziej dokuczliwy, w kabinach byo niezmiernie duszno, tote podrnicy spdzali
wieczory na pokadzie. Tomek uwanie obserwowa konstelacje gwiezdne widoczne
z poudniowej pkuli. Szczegln uwag zwrci na pi jasno poncych gwiazd. Ojciec
wyjani mu, e jest to konstelacja zwana Krzyem Poudnia, ktra na pkuli poudniowej
spenia tak sam funkcj drogowskazu jak Gwiazda Polarna znajdujca si w konstelacji
Maego Wozu nad pkul pnocn.
Trzeciego dnia po opuszczeniu Colombo pikna dotd pogoda nagle zacza si
zmienia. Na horyzoncie pojawia si maa, czarna jak smoa chmurka. W atmosferze
zapanowaa dziwna cisza, a spokojna dotd powierzchnia morza zacza si marszczy
krtk, gniewn fal.
Kapitan Mac Dougal pierwszy wypatrzy szybko rosnc chmur. Natychmiast wyda
odpowiednie rozkazy. Caa zaoga stana w pogotowiu. Gwizdki oficerw i tupot ng
marynarzy biegncych na swe stanowiska wywabiy Tomka na pokad. Zbliy si do ojca.
- Co si stao? Dlaczego wszyscy tak biegaj? - zapyta zaniepokojony.
- Kapitan sygnalizuje nadcigajc burz - odpowiedzia Wilmowski. - Smuga poszed
sprawdzi zabezpieczenie zwierzt, moemy wobec tego zobaczy, jak zacznie si taniec na
morzu. Wydaje mi si, e nie unikniemy cyklonu.
- Co to jest cyklon? Jeli dobrze pamitam, to ma on co wsplnego z cinieniem
powietrza? - przypomnia sobie Tomek.
- Cyklonem zwiemy rodek ogniska niskiego cinienia wytwarzanego przez gorce
powietrze, do ktrego wiatry wiej ze wszystkich stron. Cyklony wiej z niezwyk
szybkoci. W tych szerokociach geograficznych wywouj gwatowne deszcze, a czsto
nawet i burze - wyjani Wilmowski,
Wkrtce cae niebo zasnuy czarne chmury. Pierwsze due, ciepe krople deszczu
przemieniy si niebawem jakby w potoki wd spadajce z nieba. Powia gwatowny wiatr
i w mgnieniu oka zmci powierzchni morza. Burza rozptaa si na dobre. Lun deszcz.
Wilmowski schroni si z Tomkiem do palarni, aby przez okno obserwowa walk ywiow.
Linie poprowadzone w wyobrani po powierzchni kuli ziemskiej i czce oba bieguny nazywa si
poudnikami. Rwnik za jest to koo poprowadzone przez rodek poudnikw, dzielce ziemie na dwie rwne
pkule: pnocn i poudniow. Obwd rwnika wynosi 40 070 368 m.
22

Morze szalao we wciekym tacu. Olbrzymie fale, rozbryzgujce si pod uderzeniami


straszliwej wichury, miotay statkiem. Fale tylne, boczne i przednie mieszay si bezadnie,
tworzyy koliska i spienione wiry.
Aligator" uderzany wichrem, kpany po czubki masztw bryzgami rozszalaych fal
toczy uciliw walk o swe istnienie. Ca si rozdygotanych rub przecina wyrastajce
przed nim olbrzymie fale, kad si na boki, jakby dla wytchnienia, potem znw wspina si
mozolnie na zway wodne, ciko spada w przepastne otchanie, trzeszcza w wizaniach,
lecz nie ulega straszliwym ywioom.
Strumienie deszczu zdaway si czy cakowicie pokrywajce niebo czarne chmury
z powierzchni bryzgajcego pian morza. Pomimo peni dnia zapanowaa kompletna
ciemno. Na statku rozbysy wiata.
Tomek trzyma si kurczowo oparcia kanapy przytwierdzonej do ciany i ze zgroz
spoglda przez iluminator na zalewany tonami wody pokad. Wilmowski otoczy syna
ramieniem, statek bowiem jak pika przetacza si po morzu, przybiera najdziwniejsze,
nieoczekiwane pooenia, zagroony straszliw zagad.
Wilmowski bacznie obserwowa syna. Widzia, e Tomek ca si woli opanowuje
strach. Gwatowne skoki oraz koysanie statku przyprawiay go o zawrt gowy. Twarz jego
pokrya si bladoci.
- Tomku! - zawoa Wilmowski, starajc si przekrzycze ryk burzy. - Musisz
natychmiast pooy si do ka. Nie jeste jeszcze przyzwyczajony do tak silnego
koysania. W kabinie na pewno poczujesz si znacznie lepiej.
- Dobrze, ale co si stanie ze mn, jeeli zaczniemy ton? - odkrzykn Tomek,
czujc, e ogarnia go coraz wiksza sabo.
- Nie ma o to obawy! Chocia Aligator" jest starym statkiem, taka burza niczym mu
nie zagraa. Przeywa on ju cyklony, huragany i tajfuny, s to wiec jego dawni znajomi.
Moesz spokojnie spa, gdy na statku czuwa taki morski wyga jak kapitan Mac Dougal. Nie
ma adnego niebezpieczestwa, a tylko zmczysz si niepotrzebnie tym wariackim
koysaniem.
Z trudem przebrnli krtki korytarz. Ostronie weszli po schodkach i w kocu znaleli
si w kabinie. Tutaj Wilmowski pomg Tomkowi zdj ubranie, pooy go do ka, nakry
kocem i zapi pasy ubezpieczajce.
Wkrtce Tomek odczu znaczn ulg. Blado zacza powoli ustpowa z jego
twarzy.
- Czy ju lepiej si czujesz? - zapyta ojciec, dostrzegajc rumiece na twarzy syna.

- Lepiej, znacznie lepiej - potwierdzi Tomek.


- Postaraj si zasn. Gdy si przebudzisz, bdzie ju po burzy. Zaledwie to
wypowiedzia, drzwi kabiny otworzyy si z trzaskiem. Bosman Nowicki wpad jak wicher.
Chcia co powiedzie, ale jedno spojrzenie na Tomka powstrzymao jego sowa. Dopiero po
chwili namysu krzykn:
- Ale to fajna hutawka! Zupenie jak na karuzeli na Bielanach!
- Cyklon! Straszliwy cyklon! - zawoa Tomek.
- Jaki tam znw cyklon - rozemia si bosman. - Wielorybszczaki bujaj si na
sznurze opasujcym dokoa ziemi dla oznaczenia rwnika i rozhutay cae morze, to
wszystko. Tomek zaraz powesela. Od razu zrozumia, e bosman artuje. Przecie na
rwniku nie byo sznura. Wiedzia ju, e marynarze maj -zwyczaj urzdza rne zabawy
lub pata figle w chwili przekraczania rwnika, tote zapomnia natychmiast o cyklonie.
- Na pewno teraz mijamy rwnik! - powiedzia, uradowany widokiem dowcipnego
przyjaciela.
- Trzymaj si, bracie, mocno swojej koi, ino patrze, jak Aligator" zaryje nosem
w wod, aby przemkn pod sznurem. Wtedy jaki rozbrykany wieloryb moe przypadkiem
machn nas ogonem i dopiero bdzie heca! -odpar bosman.
- Wieloryb to po prostu zwyky kawa - rozemia si Tomek.
- Taki cwany? To wiedz, e taki jeden zwyky kawa" way okoo dwch ton!
- Na pewno nie widzia pan wielorybw na linie!
- Tylko dlatego, e na dworze zrobio si czarno, jak u Murzyna... pod koszul!
- Zaraz wiedziaem, e to kawa! - mia si Tomek.
- miej si, niedowiarku, miej! A tymczasem przybiegem po ciebie, Andrzeju, eby
pomg nam podnie ten sznur, bo statek moe zawadzi o niego masztami - zakoczy
bosman, groc chopcu palcem.
- Sprbuj teraz usn, Tomku. Wrc niedugo - rzek Wilmowski i spokojnie opuci
kabin.
Zaledwie jednak obydwaj mczyni znaleli si na korytarzu, Wilmowski zaraz
zapyta:
- Co si stao, bosmanie?
- Fale uszkodziy iluminator w pomieszczeniu tygrysa - zameldowa. - Woda wali tam
do wntrza statku strumieniami. Tygrys rzuca si, jak optany. Trzeba natychmiast przenie
go gdzie indziej.
Nie tracc czasu na dalsze wyjanienia, pobiegli ku pomieszczeniom zwierzt,

przeskakujc po kilka stopni na raz. Sytuacja bya do grona. W pomieszczeniu tygrysa


byo ju sporo wody, ktra przy kadym przechyleniu statku oblewaa zdenerwowane
zwierz. Dwch ludzi usiowao zapcha workami otwr iluminatora. Wilmowski, widzc
bezskuteczno ich wysikw, zarzdzi:
- Pozostawcie iluminator! Przesucie drgi przez klatk. Najpierw przeniesiemy
tygrysa, a potem naprawimy uszkodzenie.
Smug wraz z dwoma marynarzami przesunli przez klatk grube bambusowe drgi,
a Wilmowski przeci noem liny, ktrymi bya przymocowana do uchwytw w pododze.
Woda ze zdwojon si wtargna przez odsonity iluminator. Tygrys, pomrukujc gniewnie,
szarpa pazurami bambusowe prty, aby wydosta si z zalewanej wod klatki. Z wielkim
wysikiem przenieli go do innego pomieszczenia. Nastpnie zajli si napraw uszkodzonego
okienka. Miny co najmniej dwie godziny, zanim zmczony Wilmowski powrci do Tomka.
Ku swemu zadowoleniu zasta go pogronego w gbokim nie.
Wczesnym rankiem burza zacza ucicha. Wprawdzie fale przeleway si jeszcze
przez statek i wiatr od czasu do czasu uderza we jak taranem, lecz niebezpieczestwo
mino. Teraz dopiero cz zaogi, a wraz z ni i Wilmowski, udali si na zasuony
odpoczynek.
Tomek przebudzi si; ze zdziwieniem spostrzeg, e jest ju dzie. Promienie
soneczne wdzieray si przez okno do kabiny. Znone ju teraz koysanie statku byo
dowodem, e burza ustaa jeszcze w cigu nocy. Tomek odpi pas ubezpieczajcy, po czym
usiad na ku.
Burzy nie ma - stwierdzi z zadowoleniem. - Najlepiej pjd postrzela troch. atwiej
zapomn o blu gowy".
Mimo odczuwanej jeszcze ociaoci umy si starannie i ubra. Do kieszeni spodni woy
dwie garcie naboi. Ze sztucerem pod pach wyszed na korytarz. Cisz na statku mci
jedynie dochodzcy z kotowni guchy stukot maszyn. Tomek zorientowa si, e musiaa to
by jeszcze bardzo wczesna pora.
Tym lepiej - ucieszy si. - Nikt nie bdzie mi przeszkadza, a na niadanie i tak nie mam
teraz apetytu".
Zszed do niszych kondygnacji statku. W pobliu pomieszcze zwierzt wydao mu
si, e gdzie obok trzasny drzwi. Przystan wyczekujco. Poza odgosem pracy maszyn
nic nie byo sycha.
Zdawao mi si zapewne" pomyla i ruszy ku strzelnicy. Dotar do poprzecznego korytarza.
Naraz ujrza, e drzwi do pomieszczenia tygrysa byy otwarte. Przy silniejszych

uderzeniach statku uderzay o futryn.


Std zapewne pochodzio to trzaniecie drzwi" mrukn Tomek.
Z oburzeniem pomyla o nieostronoci suby okrtowej. Jak mona byo nie
dopilnowa naleytego zabezpieczenia pomieszczenia tygrysa.
Musz zamkn drzwi lub powiadomi ojca albo pana Smug" pomyla.
Niezdecydowany przystan na korytarzu. Obawia si zajrze do bengalskiego tygrysa, mimo
e zwierz przebywao w klatce. atwo jednak mg narazi si na posdzenie o tchrzostwo,
oznajmiajc ojcu o niedopatrzeniu suby, ktrego natychmiast sam nie naprawi.
I tak le, i tak niedobrze - zastanawia si Tomek. - Ostatecznie nie musz tam zaglda.
Kiedy drzwi przymkn si same, wystarczy przytrzyma je i zamkn zasuw. Potem dopiero
powiem ojcu o wszystkim".
Odetchn z ulg. To byo waciwe wyjcie z kopotliwej sytuacji. Podszed do
rozkoysanych drzwi, a gdy znalazy si przy futrynie, chwyci za skobel i zamkn zasuw.
Po kopocie" powiedzia do siebie uradowany. Wydao mu si teraz, e skoro niedopatrzenie
zostao usunite, to nie ma ju potrzeby do natychmiastowego niepokojenia ojca. Powie mu
o tym po powrocie ze strzelnicy.
Postanowi zabawi si w polowanie na tygrysy. Byskawicznie uoy plan zabawy:
Ot jest sawnym owc Janem Smug. Krajowcy bengalskiej wioski bagaj go o zabicie
przeladujcego ich tygrysa. Oczywicie nie pozwala nikomu towarzyszy sobie, poniewa
wyprawa jest bardzo niebezpieczna. Zagroda odwiedzana przez przebiegego drapienika
znajduje si w strzelnicy, tygrysem bdzie blaszana puszka zawieszona, jak zwykle, u sufitu;
wymalowane na niej kka zastpi lepia krwioerczej bestii.
Tomek szybko nabi sztucer i podbieg do drzwi. Otworzy je, jednym skokiem wpad
do pomieszczenia, zatrzasn drzwi za sob i opar si o nie plecami. Spojrza, chcc zoy
si do wspaniaego strzau i nagle... zimny pot wystpi mu na czoo. Szeroko otwartymi
oczyma ogarn mrocy krew w yach widok, nie mogc z przeraenia wymwi ani sowa.
W przeciwlegym rogu strzelnicy sta blady jak ptno Smuga, a o dwa lub trzy kroki
przed nim czai si prawdziwy, olbrzymi bengalski tygrys, gronie szczerzc biae ky.
Czarne paty przesoniy Tomkowi wzrok. Nogi ugiy si pod nim. Szybko zamkn
oczy mylc, e przyni mu si straszny sen. Dopiero po chwili, ktra wydaa mu si bardzo
duga, doszy go sowa wypowiedziane przez Smug cichym, sugestywnym gosem:
- Spokojnie, tylko spokojnie, nie trzeba si denerwowa... W odpowiedzi rozleg si
guchy, zowrogi pomruk tygrysa.
Naraz myl, jak byskawica, olnia Tomka. Przecie Smuga nie pozwoli uczyni mu

krzywdy. Otworzy oczy... Tygrys zmieni pooenie. Odwrci si bokiem do Smugi,


obrzucajc teraz obydwch intruzw gniewnym wzrokiem. Sier zjeya si na grzbiecie
rozgniewanego zwierzcia. Marszczc pysk, gronie rozwiera paszcz.
Tomek zrozumia, e musiao zdarzy si co nieoczekiwanego, skoro tygrys
znajdowa si w strzelnicy, a nie tam, gdzie umieszczono go w Colombo! Teraz dopiero
spostrzeg w gbi pomieszczenia bambusow klatk, lecz o dziwo! Drzwi klatki byy
zamknite. W jaki wobec tego sposb tygrys wydosta si na wolno? Chcia zapyta Smug,
co to wszystko znaczy, nie mg wszake wydoby z siebie gosu. Smuga spostrzeg, co si
dzieje z Tomkiem i znw go ostrzeg:
- Gdyby chcia skoczy na ciebie, strzelaj! i natychmiast uskocz w bok. Potem biegnij
do ojca po ratunek; tylko teraz spokojnie...
Do wiadomoci Tomka dobrno znaczenie sowa ratunek". Wrcia mu natychmiast
przytomno umysu. Spojrza na Smug. By bez broni. Donie Tomka silniej zacisny si
na sztucerze.
Tygrys poruszy si niecierpliwie. Ogonem zacz uderza o podog. Pomruk stawa
si gwatowny i gniewny.
To tylko puszka, blaszana, dua, bardzo dua puszka" wmawia w siebie Tomek, pragnc
w tej dramatycznej chwili cakowicie opanowa zdenerwowanie.
Smuga przywar plecami do ciany. Nieznacznie przesuwa si w stron chopca,
przemawiajc bez przerwy spokojnym gosem. Postanowi ocali go za wszelk cen. Gdy
Tomek strzeli, skoczy midzy niego i tygrysa. Chocia na krtk chwil powstrzyma
rozdranione zwierz. Tym samym da Tomkowi mono ucieczki.
Tygrys musia zauway manewr Smugi. Cofn si, jakby chcia zwikszy pole
rozpdu, potem przywarowa do ziemi, kilkakrotne uderzy o ni ogonem, po czym
z wciekym pomrukiem zacz pry si do skoku.
Nawet niedowiadczony w takich sprawach Tomek nie mia ani cienia wtpliwoci, e
bestia przygotowuje si do ataku. W obliczu miertelnego niebezpieczestwa odzyska zimn
krew. Wiedzia ju, co powinien uczyni. Byskawicznym ruchem przyoy sztucer do
ramienia. Zaledwie zdoa muszk" odszuka miejsce midzy paajcymi gniewem lepiami,
nacisn spust.
Huk strzau i omot dwch cia walcych si caym ciarem na podog, zlay si
niemal w jeden odgos. Nieustraszony Smuga rzuci si bowiem na tygrysa, gdy Tomek
strzeli. Teraz czowiek i zwierz, zczeni w morderczym ucisku, przedstawiali straszliwy
widok. Przez krtki moment przetaczali si w zawrotnym tempie; to brzowe, prgowane

cielsko przyciskao czowieka do ziemi, to znw na grze zabielia si na krtk chwil jasna
koszula Smugi. Tomek odruchowo zarepetowa bro. Ruchliwy jak byskawica cel
uniemoliwia powtrny strza, Tomek chciaby pomc Smudze, lecz jaka przemona sia
sptaa mu nogi. Nie mg wykona adnego ruchu. Szeroko otwartymi oczyma spoglda na
t okropn walk na mier i ycie.
Naraz optaczo wirujcy po pododze kb cia znieruchomia. Drgajcy
konwulsyjnie tygrys przytacza Smug, ktrego ramiona opasyway kark zwierzcia tu przy
samym bie. Rozleg si jeszcze chrapliwy pomruk, a potem zwierz znieruchomiao. Smuga
wci lea na plecach przywalony cielskiem tygrysa. Podoga wok nich zaczerwienia si
krwi...
Tomek nie mg wymwi sowa. Ogarna go dziwna sabo. Caa kabina
zawirowaa mu przed oczyma. Upad zemdlony. Gdy odzyska przytomno, ujrza pochylon
nad sob twarz Smugi, ktry siedzc przy nim na pododze, trzyma jego gow na wasnych
kolanach.
- Ju wszystko w porzdku, Tomku - usysza kojcy gos owcy. -Jak si czujesz?
Tomek spojrza na olbrzymie cielsko tygrysa bezwadnie rozcignite na pododze i... dosta
torsji. Dopiero po duszej chwili poczu si lepiej. Twarz jego powoli odzyskiwaa normaln
barw. Siedzieli na pododze oparci plecami o cian. Smuga otoczy Tomka mocnym
ramieniem.
- Nigdy nie przypuszczabym, e jeste tak doskonaym strzelcem -odezwa si
Smuga. - Kto nauczy ci tak niezawodnie mierzy?
- Bosman Nowicki - odpar Tomek. Tutaj wanie urzdzilimy sobie strzelnic.
- Syszaem, e uczysz si strzela, ale nigdy nie spodziewabym si, e w tak krtkim
czasie staniesz w rzdzie mistrzw! Ale ojciec bdzie z ciebie dumny!
- Nie jestem wcale tego pewny - odpowiedzia Tomek. - Gdyby nie pan, umarbym ze
strachu. Skd wzi si tutaj tygrys i dlaczego wypuci go pan z klatki?
- Wichura uszkodzia iluminator w poprzednim pomieszczeniu tygrysa i woda
wlewaa si do wntrza. Musielimy przenie go stamtd.
- Czy to byo wtedy, gdy bosman Nowicki wczoraj przybieg po mego ojca?
Tak, posaem go po niego, poniewa nie mogem sam opanowa sytuacji.
- Bosman nawet nie wspomnia o tym - oburzy si Tomek. - Opowiada natomiast
dowcipy o rwniku i wielorybach.
- Nie chcia ci zapewne przestraszy. Jest twoim wielkim przyjacielem.
- No i co si stao dalej?

- Ulokowalimy tygrysa w innym pomieszczeniu, a potem naprawilimy iluminator.


W czasie przenoszenia klatki kto, przez nieuwag, musia wycign zatyczk rygla, czym
spowodowa ca t przykr histori. O wicie postanowiem sprawdzi, czy tygrys si ju
uspokoi. Kiedy wszedem do niego, drzwi klatki byy zamknite. Widocznie zatrzasno je
koysanie statku. Dlatego daem schwyci si w puapk. Znajdowaem si ju blisko klatki.
Wtem nieoczekiwanie ujrzaem skradajcego si za mn tygrysa. By bardzo zdenerwowany.
Prbowaem uspokoi zwierz, mwic do niego, jak to zwykle czyni treserzy. Jednoczenie
przesuwaem si nieznacznie, a dotarem do kta, w ktrym mnie zastae.
- Czy pan si nie ba?! - zapyta Tomek, spogldajc z podziwem na owc.
- Baem si, Tomku. Pamitasz, co opowiadaem ci o mojej przygodzie w Bengalii?
Od tej pory dziwnie nie lubi tygrysw. On to widocznie wyczuwa, stawa si coraz bardziej
natarczywy. Nagle ty wpade tutaj jak wicher, i wtedy bardzo si przeraziem. Byem pewny,
e zginiemy obydwaj. Spisae si naprawd wspaniale. Ocalie siebie i mnie!
- Dlaczego rzuci si pan po strzale na tygrysa?
- Nie wiedziaem, e jeste tak niezawodnym strzelcem. Obawiaem si o ciebie. Byo
to niepotrzebne, trafie besti dokadnie midzy lepia. Tygrys znajdowa si ju w agonii,
gdy usiowaem go powstrzyma.
- Wiec chcia mnie pan zasoni! - szepn Tomek gboko wzruszony.
- Prawd mwic, bardzo baem si o ciebie. Czy mogem odgadn, e zachowasz
si tak dzielnie?
- Zdobyem si na to tylko dziki panu. Umieraem wprost ze strachu - przyzna si
Tomek cichym gosem.
- Mimo woli zapolowalimy wsplnie na tygrysa - powiedzia Smuga, umiechajc
si. do Tomka. - Ten zabawny staruszek z Port Saidu nie przypuszcza zapewne, e jego
wrba urzeczywistni si tak szybko. Chodmy teraz powiadomi o wszystkim twego ojca
i kapitana Mac Dougala.

DORADCA Z MELBOURNE
Zastrzelenie tygrysa wywoao wrd zaogi due poruszenie. Przecie tylko dziki
szczliwemu zbiegowi okolicznoci obyo si bez tragicznych nastpstw. Gdyby kto mniej
od Smugi dowiadczony w obcowaniu z dzikimi zwierztami znalaz si nieoczekiwanie sam
na sam z uwolnionym tygrysem, najprawdopodobniej nie uniknby mierci. Wszyscy
jednomylnie stwierdzili, e zabicie bestii byo jedynym wyjciem z sytuacji. Spisano
szczegowy protok zajcia; zwierzta przed zaadowaniem na statek w Colombo zostay
ubezpieczone od wypadku i naleao poczyni starania o pokrycie poniesionej straty.
Tomek sta si bohaterem. Kapitan Mac Dougal osobicie powinszowa mu celnoci
strzau. Wilmowski by szczliwy i dumny z syna. Nie ulegao przecie wtpliwoci, e
Tomek uratowa ycie swoje i Smugi. Oczywicie wrd sw uznania dla chopca, nie brako
i pochwa dla bosmana Nowickiego, ktry wiczy go w strzelaniu.
Dla upamitnienia wsplnej niebezpiecznej przygody Smuga ofiarowa Tomkowi
upominek. Wrczy mu nowy rewolwer bbenkowy, systemu Colta, wraz z futeraem, pasem
i nabojami.
Tymczasem statek zblia si do kontynentu australijskiego. Celem podry by Port
Augusta, lecy w gbi zatoki Spencera, w poudniowej czci Australii. W porcie tym
owcy mieli spotka si z zoologiem Karolem Bentleyem, zarzdc ogrodu zoologicznego
w Melbourne. Stosownie do umowy z Hagenbeckiem mia on towarzyszy wyprawie w gb
ldu w charakterze doradcy.
Tomek niecierpliwie oczekiwa dnia wyldowania w Australii. Ciekaw by ujrze ten
tajemniczy najmniejszy i najpniej odkryty kontynent na kuli ziemskiej23. Doskonale
pamita, z czsto przegldanych atlasw geograficznych, prawie owalny ksztat
australijskiego ldu o sabo rozczonkowanej linii wybrzea oraz najdusz na ziemi - Wielk
Raf Koralow, zamykajc na przestrzeni dwch tysicy kilometrw dostp do pnocnowschodniego brzegu. W czasie podry wertowa uwanie szczegow map Australii;
wtedy dziwi si nieraz, ile to w niej znajduje si pusty: Wielka Pustynia Piaszczysta,
Pustynia Gibsona, Wielka Pustynia Wiktorii24... - odczytywa i w wyobrani widzia
bezkresne obszary pokryte piachem bd te inne czci ldu poronite nieprzebyt gstwin
popltanych z sob karowatych akacji i eukaliptusw, tworzcych tak zwany scrub" lub te
Powierzchnia Australii wynosi 7,7 milionw km2, co rwna si 4/5 powierzchni Europy.
24
Pustynie te znajduj si w zachodniej czci kontynentu.
23

porose bujnie krzewic si, ostr jak n traw, spinifex". Nieliczne najlepiej nadajce si
do zamieszkania dla czowieka tereny, okala od wschodu dugi acuch gr25, a od zachodu
budzce groz pustkowia. Wprawdzie ojciec tumaczy Tomkowi, i europejscy osadnicy
potrafili doskonale zadomowi si w na pozr niegocinnym kraju, lecz mimo to chopiec
zdawa si teraz lepiej rozumie, dlaczego wanie Australi najpierw wyznaczono na miejsce
zesa angielskich skazacw.
Tomek ju zna w oglnych zarysach histori pitego kontynentu. Holendrzy odkryli
go dopiero w XVII wieku. Waciwy jednak okres wielkich bada w Australii rozpoczli
Anglicy. Dotrze bowiem do jej wschodniego wybrzea udao si, jako pierwszemu,
Jamesowi Cookowi26, ktry w 1770 roku odkry Zatok Botany27 w pobliu .dzisiejszego
Sydney. W osiemnacie lat pniej kapitan Phillip28 przyby tam z pierwszym transportem
winiw i zaoy angielsk koloni karn. Australia nie cieszya si przez duszy czas zbyt
dobr opini. Ju sam ten fakt napawa Tomka pewnym niepokojem, a teraz przypomnia mu
o koniecznoci zetknicia si z krajowcami podczas oww. Polowanie miao przecie
odbywa si na terenach jeszcze nie skolonizowanych. Tomek dotychczas zna rdzennych
Australijczykw jedynie z fotografii w ksikach. Nie wygldali oni na nich przyjanie. Byli
to zawsze pnadzy, ciemnobrunatni mczyni o silnie spaszczonych nozdrzach, szerokich
ustach i bujnym, wenistym, czarnym uwosieniu. Ciaa ich pokryway blizny po tatuau
i wymalowane biae pasy, w rkach dzieryli dzidy bd bumerangi. Szczeglnie to ostatnie
nie byo zbyt zachcajce. Czy nie mwiono powszechnie, e krajowcy australijscy nale
do najbardziej dzikich i prymitywnych ludw wiata?
Ho, ho! Oni na pewno nie lubi biaych ludzi - rozmyla Tomek. - Cookowi nie
udao si nawiza z nimi kontaktu. Nie przyjli nawet ofiarowanych im przez niego
wiecideek, barwnego ptna i ywnoci! Czy to nie Cook orzek wtedy: niewtpliwie
jedynym ich yczeniem byo, abymy si czym prdzej wynieli z ich ziemi".
Nawet nie dziwi si tym krajowcom! - monologowa Tomek. - Kt mgby yczy sobie
zawojowania wasnego kraju przez najedcw?"
Gry Australijskie, zwane rwnie Kordylierami Australijskimi, cign si nieprzerwanym ukiem wzdu
wschodnich wybrzey Australii. Wrd paskich stoliw na poudniu wyrniaj si Gry Bkitne i Alpy
Australijskie z najwyszym szczytem kontynentu: Gr Kociuszki.
26
James Cook (czytaj Dems Kuk) - angielski eglarz, jedna z najwybitniejszych postaci w historii odkry
geograficznych.
27
Botany Bay (czytaj Boteny Bej) - Botaniczna Zatoka.
28
Artur Phillip (czytaj Fylyp).
25

Tak rozumujc, mia coraz wicej wtpliwoci, w jaki sposb zostan przyjci przez
tubylcw. Skorzysta z pierwszej nadarzajcej si ku temu okazji, by porozmawia na ten
temat z ojcem i Smug.
- Mam pewne obawy, czy australijscy krajowcy zechc nam pomaga w owach zagadn. - Przecie oni prawdopodobnie nigdy nawet nie syszeli o panu Hagenbecku, dla
ktrego wyruszylimy na t wypraw po dzikie zwierzta.
- Jestem tak samo pewny jak ty, e krajowcy australijscy nie znaj Hagenbecka odpowiedzia Smuga - skoro jednak zaproponujemy im naleyte wynagrodzenie, powinni
zgodzi si na udzia w polowaniu.
- Wic my ich po prostu wynajmiemy do pomocy w owach? - zdumia si Tomek.
- Tak wanie mamy zamiar postpi - wyjani Smuga. - Niewtpliwie bdzie to
mniej kosztowne ni przewoenie odpowiedniej liczby ludzi z Europy. Podczas wszystkich
naszych wypraw korzystamy z usug ludnoci miejscowej.
- Ciekaw jestem, czy Australijczycy dobrze odnosz si do biaych ludzi? - pyta
Tomek, pragnc do reszty rozwia swe obawy.
- Nigdy nie syszaem, aby prowadzili jakiekolwiek powaniejsze walki z osadnikami
- wtrci Wilmowski. - Australijczycy s na og agodni i bardzo gocinni, chocia
mieliby do powodw do znienawidzenia kolonizatorw.
- A to dlaczego? - zdziwi si Tomek.
- Naley pamita, e w pierwszych latach osadnictwa doznali wielu krzywd. Tpiono
ich bezlitonie przy kadej okazji, raczc nawet zatrut ywnoci i wdk. Szczeglnie
okrutny los spotka nieszczsnych Tasmaczykw, ktrych mordowano tak barbarzysko, e
ostatnia Tasmanka zmara ju w 1876 roku.
- To naprawd straszne - wyszepta oburzony Tomek.
- Europejczycy nigdy nie przebierali w rodkach zagarniajc nowe kontynenty.
Ludno miejscowa w kadym przypadku musiaa ustpowa im najlepsze ziemie
i podporzdkowywa si cakowicie ich woli lub gin. Krajowcw, ktrzy mieli odwag
upomina si o swe suszne prawa, mordowano bez litoci, oskarajc o dziko, wrogo
i brak kultury. Tak si dziao w Afryce, Ameryce oraz w Australii i Tasmanii.
- Jeszcze powiedz mi, tatusiu, ilu krajowcw yje obecnie w Australii? - dopytywa si
chopiec.
- Jest ich tam kilkadziesit tysicy. Mieszkaj przewanie w gbi kontynentu oraz na
terenach pnocno-zachodnich, najmniej nadajcych si do skolonizowania.
Tomek uspokojony, z tym wikszym zainteresowaniem spoglda na zarysowujce si

w dali urwiste brzegi Australii Poudniowej.


Pidziesitego szstego dnia od opuszczenia Triestu Aligator" wpyn do najgbiej
wdzierajcej si w ld australijski Zatoki Spencera. Natychmiast po zarzuceniu kotwicy
w Port Augusta, Wilmowski przyprowadzi na statek oczekujcego ju na nich zoologa
Karola Bentleya. Sprawi on Polakom uczestniczcym w wyprawie mia niespodziank.
Witajc si z Tomkiem, zapyta po polsku:
- Czy i ty, mody kawalerze, bierzesz udzia w wyprawie?
- Och, pan mwi po polsku! - zawoa Tomek uradowany.
- Tego si naprawd nie spodziewalimy - doda Wilmowski, nie mniej zdziwiony od
syna.
- Nie tylko znam jzyk polski, ale uwaam si nawet w pewnej mierze za Polaka wesoo odpar Bentley. - Zrozumiecie wszystko, gdy wyjani, e mj ojciec jest Anglikiem,
a matka Polk.
- Nic nam o tym nie wspomniano - zauway Smuga. - Hagenbeck zarekomendowa
pana jako Anglika.
- Nie uwaaem za konieczne wtajemnicza Hagenbecka w moje prywatne sprawy.
Natychmiast jednak zwrciem uwag na wasze nazwiska wymienione w licie. Poprosiem
o blisze informacje. Otrzymane wyjanienia nakoniy mnie do przyjcia propozycji.
Z niecierpliwoci te oczekiwaem na przybycie rodakw mojej matki. Musiaem jej
obieca, e po ukoczeniu oww przywioz was do Melbourne.
- Niech mnie poknie wieloryb, jeeli ta wyprawa do Australii nie pachnie coraz
przyjemniej - mrukn bosman Nowicki.
- Teraz mog spokojnie ponowi moje pytanie - powiedzia Bentley. - Czy panowie
maj zamiar zabra na wypraw tego modego kawalera?
- Oczywicie! Dlaczego pan o to pyta? - zaniepokoi si Wilmowski.
- Oczekuj nas znaczne trudy i by moe niebezpieczestwa. On jest przecie zbyt
mody - odpar Bentley.
- Ten mody chopiec zabi jednym strzaem ze sztucera paskiego tygrysa i ocali
swoje oraz moje ycie - wtrci si Smuga do rozmowy.
- Poinformowano mnie ju o koniecznoci zastrzelenia tygrysa w czasie transportu,
lecz nie wiedziaem, e dokona tego mody pan Wilmowski - zdziwi si Bentley,
spogldajc na Tomka z uznaniem. - Jeli sprawy si tak przedstawiaj, cofam moje
zastrzeenia. Chodzio mi tylko o jego bezpieczestwo.
- Panie szanowny, Polacy nie s tak bardzo wraliwi na wasne bezpieczestwo -

odezwa si bosman Nowicki. - Tomek to wprawdzie jeszcze pdrak, lecz moe pan by
o niego zupenie spokojny. Dopki ma przy sobie swoj pukawk, nie stanie mu si krzywda.
Tomek spojrza z wdzicznoci na bosmana, gdy po jego sowach Bentley
umiechn si yczliwie i nie stawia dalszych zastrzee.
- Przede wszystkim musimy omwi sposb przewiezienia sonia do Melbourne zwrci si Wilmowski do zoologa.
- Nie bdzie z tym adnego kopotu - odpar Bentley. - Oczekuje ju na niego
specjalny wagon kolejowy oraz dwch ludzi z obsugi ogrodu zoologicznego.
- Kiedy chce go pan zabra ze statku? - pyta Wilmowski.
- Jutro rano, jeeli termin ten bdzie panom odpowiada.
- Dobrze. Jutro rano wyldujemy rwnie pidziesit wielbdw, przywiezionych
z Port Sudan dla tutejszej firmy spedycyjnej. W ten sposb od razu pozbdziemy si caego
adunku.
- Wobec tego moemy omwi plan dziaania na najblisze dni. Zgodnie z umow
poczyniem ju pewne przygotowania. Powinienem panw obecnie powiadomi o nich owiadczy Bentley.
- Suchamy - rzek Wilmowski.
- Przede wszystkim naleao wybra tereny nadajce si do przeprowadzenia
zamierzonych oww - zacz Bentley. - Z otrzymanych informacji wiem, e macie zamiar
owi rne gatunki kangurw, to znaczy: rude, niebieskie, szare, skalne i wallabi.
W nadesanym spisie figuroway rwnie strusie emu, dzikie psy dingo, niedwiadki koala,
kolczatki, latajce lisy workowate, zwane tutaj kuzu, wombaty, poza tym lirogony, czarne
abdzie, zimorodki olbrzymie i ptaszki altanowe. Wydaje mi si, e powinnimy rozpocz
polowanie od chwytania kangurw i emu, bowiem owy na te szybko biegajce zwierzta
wymagaj wspdziaania wikszej liczby krajowcw. Zorganizowanie naganiaczy pochonie
nam najwicej czasu. Uoyem program oww w ten sposb, e wyprawa, posuwajc si
z zachodu na wschd przez tereny Nowej Poudniowej Walii, bdzie miaa mono
chwytania poszczeglnych gatunkw zwierzt. Jednoczenie wziem pod uwag konieczno
odsyania zowionych okazw na statek. Dlatego te marszruta wyprawy co pewien czas
przebiega w pobliu linii kolejowych.
- Bardzo susznie - pochwali Smuga. - Czciowe odsyanie zwierzt na statek uatwi
nam wykonanie zadania.
- O to mi gwnie chodzio - cign Bentley. - Z Port Augusta pojedziemy kolej do
Wilcannii, miasteczka nad rzek Darling. Stamtd udamy si wozami na pnocny zachd do

stacji hodowlanej Johna Clarka, byego pracownika transkontynentalnego telegrafu29.


W okolicy jego farmy zapolujemy na rude i niebieskie kangury oraz na emu i dingo. T cz
oww musimy przeprowadzi jak najszybciej. Tegoroczna zima jest do sucha, tote
z nastaniem lata zwierzta rozpoczn dalekie wdrwki w poszukiwaniu wody. Z farmy
Clarka powdrujemy w kierunku poudniowo-wschodnim, gdzie w lasach parkowych yj
szare kangury. Na zachodnich stokach Alp Australijskich znajdziemy wombaty, kuzu,
niedwiadki koala, zimorodki olbrzymie, czyli kookaburry, a w pobliskim Gippslandzie
lirogony i czarne abdzie. Wydaje mi si, e bdziemy mogli zakoczy owy u stp Alp
Australijskich. W naszym ogrodzie zoologicznym posiadamy tyle ptakw, e chtnie
wymieniamy je na inne okazy.
- Czy pan Clark zosta uprzedzony o naszym przybyciu? - zapyta Wilmowski.
- Oczywicie, nawet omwiem z nim ca spraw. Ponadto przed dziesicioma
dniami wysaem do niego doskonaego tropiciela zwierzt, krajowca Tony'ego. Do tej pory
na pewno rozejrza si ju po okolicy.
- Czy znajdziemy tam pomoc konieczn do przeprowadzenia oww? -dalej pyta
Wilmowski.
- W pobliu farmy Clarka zazwyczaj koczuj do liczne plemiona krajowcw.
Poleciem Tony'emu, aby stara si namwi je do wzicia udziau w polowaniu.
Tomek, syszc te sowa, natychmiast zwrci si do Bentleya:
- A co zrobimy, prosz pana, jeli krajowcy odmwi nam swej pomocy?
- Wolabym nie przewidywa tej ewentualnoci, poniewa w takim przypadku caa
nasza wyprawa mogaby min si z celem.
- Czyby to oznaczao, e bez wspudziau krajowcw nie moemy owi zwierzt?
Czy oni naprawd s a tak doskonaymi owcami? - niedowierzajco zapyta Tomek.
- Poruszye od razu dwie sprawy - odpar Bentley przyjanie. - Po pierwsze, jak ju
zaznaczyem na pocztku naszej rozmowy, owienie wikszej liczby dzikich zwierzt
najatwiej odbywa si przy udziale dobrze zorganizowanej, duej nagonki. Polowanie trwa
wtedy znacznie krcej, a wiec jest mniej mczce dla owcw i jednoczenie nie denerwuje
tak bardzo zwierzt, dla ktrych gwatowna zmiana warunkw ycia czsto oznacza zagad.
W Australii trudno jest zdoby robotnikw. Mao tu mamy biaych ludzi i dlatego
praca ich musi by drogo opacana. W takiej sytuacji, jeli w gbi ldu nie zdoamy namwi
W 1872 roku ukoczono budow linii telegraficznej o dugoci 3157 krn, przecinajcej kontynent z poudnia
na pnoc.

29

krajowcw do udziau w owach, to i nasza wyprawa moe zakoczy si niepowodzeniem.


Zapytae rwnie, czy rdzenni Australijczycy s doskonaymi owcami. Ot mog
ci zapewni, i tak jest w rzeczywistoci. Cikie warunki egzystencji wpyny na
niezwyky rozwj ich zmysu odkrywania i tropienia ladw zwierzcych. Ponadto maj
olbrzymi wpraw w organizowaniu -polowa z nagonk. Krajowcy s wietnymi znawcami
tutejszej fauny i flory. Jeeli oni nie bd mogli wytropi poszukiwanego przez ciebie
zwierzcia, to najlepiej zrobisz rezygnujc z dalszych oww. Teraz chyba zrozumiae,
dlaczego tak wielk wag przywizuj do ich udziau w polowaniu?
- Tak, tak, prosz pana. Mam nadziej, e uda si nakoni krajowcw do udzielenia
nam pomocy. Pan Smuga wspomina mi ju, e obiecamy im dobre wynagrodzenie za
poniesione trudy - gorco zapewni Tomek.
Bentley skin gow w kierunku chopca i zaraz odezwa si do Wilmowskiego.
- Ilu wasnych ludzi ma pan zamiar zabra na t wypraw?
- Przede wszystkim idzie z nami pan Smuga. Jak zwykle bdzie czuwa nad naszym
bezpieczestwem. Kapitan Mac Dougal zgodzi si na udzia w wyprawie czterech marynarzy
z Aligatora". Nie bd mu oni potrzebni w czasie przybrzenej eglugi. Wrd nich znajduje
si bosman Nowicki. Poza tym mamy piciu ludzi oddanych do naszej dyspozycji przez
Hagenbecka, specjalnie przeszkolonych w obchodzeniu si ze zwierztami. To ju wszyscy.
- Zapomnia pan o kim. Zabieramy przecie modego pogromc tygrysw - doda
Bentley.
- Tomek i ja stanowimy jedn osob, o ktrej w ogle nie mwiem.
- Wydaje mi si, e jest to wystarczajca liczba ludzi, chocia oczekuje nas niemao
pracy - powiedzia Bentley. - Naley wzi pod uwag, e z kad parti zwierzt odsyanych
na statek odjedzie kto obeznany z dozorem i hodowl.
- Oczywicie, jest to konieczne, gdy w innym przypadku kapitan Mac Dougal miaby
zbyt wiele kopotu. Musimy przecie dostarcza zwierztom pomieszczonym na Aligatorze"
odpowiedniego poywienia.
- Pierwsza partia schwytanych okazw nie bdzie zbyt dugo przebywaa na statku wyjani Bentley. - Poleciem zbudowa w pobliu Port Augusta prowizoryczne zagrody.
Zabierzemy stamtd zwierzta dopiero przed samym odjazdem.
- Bardzo susznie. Kiedy moemy wyruszy w gb ldu?
- Im wczeniej, tym lepiej. Jak ju zaznaczyem, obawiam si, e lato bdzie upalne
i suche. Wyschnicie rzek utrudni nam owy. Australia nie obfituje w nadmiar wody.
Tomek uwanie przysuchiwa si rozmowie. Spoglda na map, na ktrej Bentley

wskazywa wymieniane miejscowoci.


Zauway, e stacja hodowlana Clarka znajdowaa si na wschd od wielkich jezior.
- Czy nie moglibymy owi zwierzt w okolicy tych jezior widocznych na mapie? zapyta niemiao. - Tam mielibymy wody pod dostatkiem.
- Tak wydawaoby si patrzc na map - odpar wyrozumiale Bentley - lecz w okolicy
tych wanie wielkich jezior sawni odkrywcy i podrnicy ginli z pragnienia. Okazale
wygldajce na mapie jeziora: Torrensa, Eyre30, Gairdner, Amadeus i inne s
w rzeczywistoci szlamistymi bagnami lub sonymi botami w znacznej czci porosymi
trzcin. W zimie nie nadaj si do eglugi, w lecie natomiast, pod wpywem silnego
parowania, zmieniaj si w niecki wypenione sonaw glin. Rwnie wielu rzek
widniejcych na mapie nie mona znale w terenie, nie tylko w czasie dugotrwaej suszy,
lecz nawet podczas gorcego lata. Wdrujesz wtedy boso rodkiem koryta rzeki, a stopy nie
odczuwaj ani ladu wilgoci.
- Kiedy wyruszamy w drog? - krtko zapyta Smuga.
- Pojutrze rano, jeeli pan Bentley zgodzi si na to powiedzia Wilmowski.
- Zgoda, bo, jak ju zaznaczyem, im wczeniej, tym lepiej dla nas potwierdzi
Bentley.

Edward Jan Eyre odkry w 1840 r. wielkie jezioro w Centralnej Australii, ktre nazwano jego imieniem.
Jezioro Eyre, najwiksze z australijskich jezior, ma powierzchnie 7690 km2 i zbiera wody z obszaru
czterokrotnie wikszego od powierzchni Polski. Mimo to jezioro Eyre i rzeki do niego wpywajce wysychaj w
okresie duej suszy. Tak samo wysychaj jeziora: Torrensa (5775 km2) Gairdner (4765 km2) i inne.
30

PIONIERZY AUSTRALIJSCY
Do czasu opuszczenia statku Tomek nie mg zbyt dugo usiedzie na jednym
miejscu. Co chwila mona go byo dostrzec gdzie indziej. To przechyla si przez burt
Aligatora", by popatrze na ld, to znowu schodzi do pomieszczenia zwierzt egna si ze
soniem, ktremu solennie obiecywa odwiedziny w ogrodzie zoologicznym w Melbourne,
potem wpada do kuchni, gdzie paaszowa smakoyki podsuwane mu przez kucharza, a std
pdzi z powrotem na pokad, by przyjrze si wyadunkowi wielbdw. Przy kadej okazji
zwraca si do Bentleya z prob o rne wyjanienia oraz wypytywa kapitana Mac Dougala,
czy nie bdzie mu smutno pozosta w porcie, podczas gdy inni wyrusz na emocjonujce
owy. Uspokoi si nieco dopiero, kiedy nadesza pora opuszczenia statku. Jako ostatnie
przeniesiono na wybrzee paki ze sprztem obozowym oraz ywnoci i rnymi
przedmiotami przeznaczonymi dla czonkw ekspedycji, ktre zaraz przetransportowano na
dworzec kolejowy.
Tomek przybiera powan min, kroczc przez miasto obok ojca. Wydawao mu si,
e nie wypada by w zbyt wesoym nastroju, przecie tak jak jego doroli towarzysze szed ze
sztucerem na ramieniu, a na prawym boku czu rozkoszny ciar tkwicego w pochwie colta.
Z zadowoleniem zerka na przechodniw, ktrzy zwracali uwag gwnie na niego. Zdobywa
si wic na jak najbardziej obojtny wyraz twarzy, mylc: Jaka szkoda, e ciotka Janina,
wuj Antoni i ich dzieciarnia nie mog teraz mnie zobaczy! Hm, a co powiedziaby na to
Jurek Tymowski?!"
Ku jego zdziwieniu Port Augusta, chocia znajdowa si w tej dziwnej Australii, niczym
niemal nie rni si od widzianych uprzednio podczas podry miast portowych. Nawet
dworzec kolejowy bardzo przypomina swym wygldem takie same spotykane w Europie.
Przy wychodzeniu na peron nikt nie pyta o bilety. Bez jakiejkolwiek kontroli wsiadao si do
wagonu pierwszej lub drugiej klasy, a wszystkie bagae podrni przekazywali
konduktorowi. Tomek pocztkowo nie mg si jako z tym pogodzi. Przecie w Warszawie
kady pasaer skwapliwie pilnowa swej wasnoci. Chwila roztargnienia moga grozi utrat
walizy czy kuferka. Jake wic tu w tym dzikim" kraju mona by zapomnie o elementarnej
ostronoci? Obawy Tomka rozwiao dopiero zapewnienie Bentleya, e w Australii nikt nie
przewozi bagay w przedziaach osobowych. Codziennie praktykowanym zwyczajem
konduktor zabiera je do wagonu towarowego, a potem zwraca kademu podrnemu jego
wasno przy wysiadaniu na waciwej stacji.

Widocznie co kraj, to inny obyczaj" sentencjonalnie pomyla Tomek, sadowic si


wygodnie w wagonie naprzeciw Bentleya.
Niecierpliwie oczekiwa, kiedy kobieta naczelnik stacji da znak do odjazdu. W kocu
nadesza ta upragniona chwila. Rytmiczny stukot k wolno jadcego pocigu przyprawi go
o szybsze bicie serca. Oto rozpocz nareszcie swoj wielk wypraw w gb tajemniczego
kontynentu. Pocztkowo z zaciekawieniem obserwowa przesuwajcy si za oknem krajobraz,
wkrtce jednak, lekko zawiedziony zbyt cywilizowanym" wygldem Australii, odwrci si
do swych towarzyszy. Rozejrza si po przedziale. Smuga spa w najlepsze od wyruszenia
pocigu ze stacji w Port Augusta. Gowa olbrzymiego bosmana Nowickiego kiwaa si na
wszystkie strony. Ojciec oraz inni uczestnicy wyprawy z powodzeniem udawali si w jego
lady. Tomek zaniepokojony zacz wtpi w pomylne odbycie oww w towarzystwie tak
ospaych towarzyszy i dopiero odetchn lej spojrzawszy na Bentleya. On jeden nie spa
jeszcze, jakkolwiek wida byo, e oglna senno powoli zaczyna si udziela i jemu.
Jeeli pan Bentley rwnie zanie, to umr z nudw" pomyla Tomek. Aby te nie dopuci
do tej okropnej dla siebie ewentualnoci, zacz wierci si i chrzka, a gdy tylko Bentley
zwrci na niego uwag, zagadn:
- Moe si to wyda panu niemdre, ale zupenie inaczej wyobraaem sobie Australi.
- Czyby zawioda ona twoje oczekiwania? - zaciekawi si Bentley.
- Przyznam si, e jak do tej pory, Australia bardzo przypomina mi rodzinne strony.
Wszdzie wida pola uprawne, ogrody owocowe lub pastwiska. Tyle tylko, e wicej tutaj
owiec ni u nas i pastuchy jed na koniach.
Bentley umiechn si do chopca, a potem odpar:
- Mwisz, mj drogi, e Australia za bardzo przypomina ci Europ? Jeeli
spodziewae si zasta tutaj wicej egzotyki, to mog ci cakowicie uspokoi. Na razie
znajdujemy si jeszcze w dobrze skolonizowanym pasie przybrzenym, lecz wkrtce zmieni
si krajobraz. Jestem ciekaw, jak ty sobie wyobraae ten kraj?
- Byem przekonany, e powierzchni Australii w wikszej czci pokrywaj
bezkresne stepy i pustynie, w ktrych czyhaj na czowieka najrozmaitsze niebezpieczestwa.
Syszaem nawet, e atwo tu o z przygod z rozbjnikami!
- No, co do tych rozbjnikw, to ju obecnie nic nam od nich nie grozi. Kilkanacie lat
temu paru miakw istotnie dopuszczao si pewnych wybrykw. Byo to w okresie
panujcej tutaj gorczki zota. Natomiast nie mylie si, co do wygldu krajobrazu wikszej
czci Australii. Poczekaj tylko, a posuniemy si dalej na pnoc. Na tym olbrzymim
kontynencie znajduj si jeszcze cae poacie ziemi nie tknite stop biaego czowieka.

- Czy nie zechciaby mi powiedzie, kt to naopowiada ci o tych australijskich


rozbjnikach?
- Dowiedziaem si o tym z ksiek polskich podrnikw, ktrzy spdzili w Australii
adnych par lat.
- To zaczyna by bardzo interesujce! Jakich podrnikw masz na myli?
- Byli to Sygurd Winiewski i Seweryn Korzeliski31.
Bentley myla chwil, jakby szuka w pamici wymienionych przez Tomka nazwisk, po
czym odezwa si:
- Nie mog sobie przypomnie, abym kiedykolwiek sysza co o tych polskich
podrnikach. Chyba nie nale oni do odkrywcw na kontynencie australijskim?
- Pytaem ju o to tatusia, ktry powiedzia mi, e Winiewski nie by ani odkrywc,
ani uczonym badaczem. Wprawdzie bra on udzia w jednej ekspedycji32 w gb Australii, ale
szybko si z niej wycofa.
- Oto wanie wytumaczenie, dlaczego nic o nim nie syszaem. Winiewski zasuy
si zapewne w historii podrnictwa polskiego, chocia nie dokona przecie specjalnych
osigni na polu naukowych odkry.
- To samo powiedzia mj ojciec. Mimo to niech pan auje, e nie mg pan
przeczyta jego ksiki. Mam j na statku, jeeli tylko pan zechce, chtnie poycz.
- Dzikuj ci, Tomku, skorzystam z twej propozycji w odpowiednim czasie. Czy to
Winiewski w tak czarnych barwach przedstawi Australi?
- Wcale nie - zaoponowa chopiec. - Czy mgby przebywa tutaj a dziesi lat,
Winiewski Sygurd urodzi si w Paniowcach nad Zbruczem w 1841 r.; zmar w Koomyi w 1892 r. Zwiedzi
Bakany, w 1860 r. bra udzia w kampanii sycylijskiej pod wodz Garibaldiego, a potem przebywa duszy czas
w Australii, gdzie midzy innymi pracowa w kopalni zota. Przewdrowa wschodni cze kontynentu
australijskiego, Now Zelandi, cz wysp Oceanii i Antyle. Podczas nastpnych dwch podry przebywa w
Stanach Zjednoczonych Ameryki Pnocnej. Pod koniec ycia powrci do Polski; napisa i wyda w 1873 r.
ksik pt. Dziesi lat w Australii".
Korzeliski Seweryn urodzi si w 1804 r., a zmar w 1876 r. By oficerem w powstaniu listopadowym (183031) i bra udzia w wgierskim powstaniu (1848-49) pod komend generaa Dembiskiego; otrzyma rang
majora. Potem tua si po Francji i Anglii, skd z grup emigrantw polskich wybra si do Australii. Tam
pracowa w kopalni zota. Po czteroletnim pobycie w Australii powrci do kraju. Od 1860 r. by dyrektorem
Szkoy Rolniczej w Czernichowie pod Krakowem. W 1858 r. wyda dzieo: Opis podry do Australii i pobytu
tame od r. 1852 do 1856".
32
Bya to jedna z ekspedycji Landsborougha, ktry w r. 1861, na rwni z wyprawami prowadzonymi przez
Howitta, Walkera i Mc Kinlaya, poszukiwa zaginionej wyprawy Burkego i Willsa.

31

gdyby mu si ten kraj nie podoba?


- No, ale jak wynikao z twoich sw, musia opisa Australi jako kraj przepeniony
rozbjnikami. Wprawdzie pierwszymi kolonistami byli deportowani winiowie, lecz nigdy
nie panowao tutaj bezprawie.
- Moe si le wyraziem, prosz pana. Jak sobie przypominam, Winiowski pisa, e
w stanie Wiktoria bezpieczestwo ycia i mienia byo wiksze ni nawet w Anglii. Tym
niemniej by on schwytany przez zbjcw nad rzek Murrary.
- To prawda, bandyci grasowali przez jaki czas w Nowej Poudniowej Walii.
W naszym stanie33 nigdy nie pobaano awanturnikom - rzek Bentley zadowolony. - Czy
pamitasz, kim byli ci zbjnicy?
- Doskonale pamitam! Winiowski zosta schwytany przez Gilberta i Ben Halla,
ktrzy przedtem naleeli do bandy Gardinera.
- Znam te nazwiska. Powiedz mi, prosz, w jakich okolicznociach ten polski
podrnik zetkn si z nimi?
- Byo to w drodze do Bathurst34. Wanie kilkanacie mil przed miastem dwch
jedcw zastpio mu drog. Przedstawili si jako bandyci Gilbert i Ben Hali. Zagroziwszy
broni, zabrali Winiewskiego do obozu w lesie, gdzie czatowali na majcy nadjecha
dylians pocztowy. W obozie tym znajdowao si ju kilkanacie osb tak samo
zatrzymanych i ograbionych jak nasz rodak.
- Hm, tak mogo by! Australijscy bandyci, ktrzy urzdzali zasadzki na dylianse
wiozce zoto, mieli zwyczaj zatrzymywa wszystkich podrnych, aby nie mogli ostrzec
wonicy przed napaci - przywtrzy Bentley. - Co stao si dalej?
- Bandyci zabrali mu zegarek i kilka funtw35, ktre mia przy sobie w kieszeni.
Odnosili si nawet do dobrze do swych bracw. Karmili ich, poili wdk, a niektrym to
i rk nie wizali. W kocu doszo do napadu na dylians. Wtedy bandyci zabili konwojentw,
a wz razem z pasaerami przywiedli do swego obozu. Poniewa w dyliansie nie znaleli
duo zota, ze zmartwienia wypili wicej wdki i posnli. Wtedy to wanie Winiowski
skorzysta z okazji. Przepali wizy wgielkiem ognia, zabra torb, w ktrej bandyci trzymali
cz upu wraz z jego zegarkiem i pienidzmi, po czym czmychn z obozu. Mimo pocigu
udao mu si dotrze do miasta, gdzie natychmiast zaalarmowa policj. Z torby bandytw
Melbourne - rodzinne miasto Bentleya - ley w stanie Wiktoria.
Bathurst - miasto w Nowej Poudniowej Walii.
35
Funt - nazwa pienidza obiegowego w Anglii.
33
34

zabra tylko swoj wasno, a reszt zoy w depozycie policji.


- No, no! Widz, e ten Winiowski by nie lada ryzykantem wtrci miejc si
Bentley. - Czy Korzeliski, ktrego ksik czytae, mia take podobne przygody
w Australii?
- Korzeliski poszukiwa zota i chocia niewiele go znalaz, przey tu niejedno!
Widzia nawet biaych ludzi pozabijanych przez krajowcw. Dlatego te spodziewaem si, e
i my sami podczas naszej wyprawy bdziemy naraeni na rne niebezpieczestwa.
Tymczasem...
Tomek urwa w poowie zdania, spojrza w okno i wymownie wzruszy ramionami
widzc uprawne pola. Ubawiony tym Bentley mia si wesoo. Po chwili spowania
i odezwa si:
- Nie martw si, Tomku! Zapewniam ci, e bdziesz mia do rnych wrae
podczas oww. Wprawdzie dziki odwanym, niestrudzonym badaczom i podrnikom duo
ju dzisiaj wiemy o Australii, lecz mimo to zamieszkiwana ona jest jedynie w niektrych
czciach przybrzenego pasa. Wkrtce ujrzysz prawdziw, pierwotn Australi.
- Chciabym, eby tak byo, jak pan mwi. Wydawao mi si teraz, e tutaj nie ma ju
prawdziwie dziko wygldajcych okolic.
- To tylko zudzenie, mj drogi, poniewa wygodnie jedziemy pocigiem i nie
odczuwamy trudw podry. Jeszcze nie tak dawno temu pierwsi odkrywcy tych ziem
zmuszeni byli z naraeniem ycia pokonywa przeszkody przerastajce nieraz ludzk
wytrzymao. Wielu z nich miao sw przypacio yciem.
- Czy zna pan moe ktrego z tych podrnikw? - zaciekawi si Tomek.
- Czasy wielkich odkry skoczyy si ju przed moim przyjciem na wiat. Nie
mogem wic osobicie zetkn si ze sawnymi podrnikami australijskimi, lecz dziadek
mj towarzyszy przez kilka miesicy w wyprawie jednemu z bardzo zasuonych
odkrywcw.
- Czy bada on te tereny, przez ktre teraz przejedamy?
- Nie, mj chopcze! Obecnie znajdujemy si na pograniczu Australii Centralnej.
Tymczasem w podrnik i mj dziadek wdrowali po Nowej Poudniowej Walii i Wiktorii,
pooonych na poudniowym wschodzie. Do zbadania Australii Centralnej gwnie
przyczynili si Sturt i Stuart. Moesz mi wierzy, e wyprawy ich obfitoway
w niebezpieczestwa nie spotykane na innych kontynentach.
- Pan zapewne zna histori ich wypraw? Jakie to byy niebezpieczestwa? Przepadam
za takimi opowieciami!

Bentley skin gow. Wydoby z kieszeni fajk, nabi j tytoniem, zapali, po czym
wydmuchnwszy oboczek bkitnego dymu, zacz mwi:
- Wyprawy Sturta i Stuarta36 miay miejsce w pierwszej poowie i na pocztku drugiej
poowy dziewitnastego wieku. Sturt chcia sprawdzi suszno przypuszcze kilku
podrnikw, ktrzy mniemali, e w gbi australijskiego ldu znajduje si morze.
Organizowa wic wyprawy odkrywcze, ale straszliwe upay nie pozwalay mu dotrze w gb
ldu. W czasie pierwszej wyprawy promienie soneczne wypaliy traw na stepach, a woda
powysychaa w rzecznych korytach. Cae obszary pozbawione wilgoci staway si dosownie
spalon ziemi. Strusie emu z wycignitymi szyjami na prno biegay, jak oszalae,
w poszukiwaniu wody. Nawet wytrzymae na trudy dzikie psy dingo wychudy z braku
poywienia i wody. Sturt musia zawrci z drogi, poniewa obawia si zgin z upau
i pragnienia.
- Na pewno zrezygnowa ju z dalszych wypraw - wtrci Tomek. -mier
z pragnienia musi by chyba straszna.
- Sturt nie nalea do ludzi, ktrzy atwo rezygnuj z osignicia celu - mwi Bentley.
Jeszcze w tym samym roku wyruszy na nastpn wypraw. Tym razem pync na odziach
natkn si na kilkuset krajowcw. Ciaa ich pomalowane byy w biae pasy, co oznaczao, e
znajduj si w stanie wojny. Nie mg ich wymin, gdy zachowywali si wobec niego
bardzo wrogo. Mimo liczebnej przewagi napastnikw Sturt zamierza wyda rozkaz, aby
uyto broni palnej. Wtedy wanie nieoczekiwanie nadbiego czterech krajowcw. Jeden
z nich chwyci za gardo agresywnego ziomka, do ktrego Sturt celowa w tej chwili.
Odepchn go z caej siy i tumaczc co dugo caej gromadzie zapobieg rozpoczciu walki.
Okazao si, e ci czterej krajowcy pochodzili z plemienia zaprzyjanionego uprzednio ze
Sturtem. Dziki ich pomocy mg popyn dalej.
Wkrtce zapasy ywnoci zabrane na wypraw zaczy si wyczerpywa, wobec
czego Sturt zadecydowa powrt. Uczestnicy wyprawy ywili si ju tylko czarnym chlebem
i wod lub upolowanymi od czasu do czasu dzikimi kaczkami. Napotykani krajowcy stale ich
niepokoili. Jeden z podrnikw z przemczenia postrada zmysy i utraci zdolno
mwienia, zanim udao im si dotrze do Sydney.
Karol Sturt dokonywa wypraw odkrywczych w latach 1829-1845. Jan Mc Douall Stuart bra udzia w
ekspedycjach od 1845 r. (to jest od ostatniej wyprawy Sturta, w ktrej uczestniczy) do 1862 r. Zapad na
zdrowiu podczas przedzierania si przez tropikaln dungl na swej ostatniej wyprawie i ju jako inwalida zmar
w cztery lata pniej w Londynie.
36

Wkrtce Sturt wyruszy na now wypraw razem z Jamesem Poole i Mac Douall
Stuartem, aby dotrze do wntrza kontynentu. Nadeszo nadzwyczaj upalne lato. Cierpic
wskutek braku wody, wyprawa dotara wreszcie do rda w Rocky Glen i rozoya obz,
w ktrym przetrwaa sze cikich miesicy. Temperatura w cigu dnia dochodzia, nawet
w cieniu, do czterdziestu piciu stopni Celsjusza. Ziemia pkaa z gorca, rolinno zanikaa
zupenie. Sturt wraz z towarzyszami wykopali jamy, w ktrych chronili si przed
morderczymi promieniami sonecznymi. Upa by tak olbrzymi, e pod jego dziaaniem
pkay rogowe grzebienie. W tym czasie zmar jeden uczestnik wyprawy, a drugi, Poole,
zachorowa na szkorbut. Usiowano przenie go do najbliszego osiedla. Mimo wysikw
towarzyszy, zmar w drodze i zosta pochowany na pustyni. Ruszyli w dalsz drog. Przebyli
rzek Strzeleckiego i znaleli si nad jeziorem Blanche.
- Och, prosz pana! Wymieni pan nazw rzeki, ktra przypomniaa mi znanego
polskiego podrnika - zawoa Tomek. - Jak syszaem, dokona on wanych odkry
w Australii. Czyby Pawe Edmund Strzelecki rwnie urzdza wyprawy w gb ldu?
- Widz, e wszyscy sawni Polacy s bliscy twemu sercu - odpar Bentley. - Wiesz
rwnie niemao o ich dziaalnoci odkrywczej. Istotnie nazwa wspomnianej przeze mnie
rzeki, znajdujcej si w gbi Australii, wie si z imieniem Pawa Strzeleckiego. Musisz
jednak pamita, e odkry swych dokonywa on w poudniowo-wschodniej czci ldu. Dla
uczczenia zasug Strzeleckiego, midzy innymi, nazwano jego imieniem rzek, o ktrej
wspomniaem przed chwil. Mam nadziej, e bd mg ci w sposobnej chwili opowiedzie
wiele ciekawostek z przygd tego polskiego podrnika. Teraz powrmy do badaczy
Centralnej Australii.
Bentley przerwa na chwil opowiadanie. Wyj z paskiej skrzanej torby map
i rozoy j przed Tomkiem na awce.
- Przyjrzyj si dokadnie pooeniu rzeki Strzeleckiego i jeziora Blanche. Widzisz,
znajduj si one w pobliu terenw, na ktrych bdziemy owili zwierzta. atwiej teraz
zrozumiesz to, co ci mwiem na statku o wartoci jezior australijskich jako rezerwuarw
wodnych. W tych wanie okolicach Sturt cierpia tak straszliwie z powodu pragnienia.
- Co si stao ze Sturtem i jego wypraw? - niecierpliwie pyta Tomek, mocno
zaciekawiony niezwyk opowieci.
- Wdrujc dalej na pnoc dotarli do skalistych wzgrz. Na kamienistym gruncie nie
byo rolinnoci. Nawet kopyta koskie nie pozostawiay najmniejszego ladu. Konie paday
z braku paszy i wody. Wyprawa znw znalaza si w obliczu grozy mierci. Okoo dwustu
kilometrw zaledwie dzielio Sturta od osignicia celu, lecz chcc ratowa ycie wasne

i towarzyszy, musia zawrci.


To by ju koniec jego bada. Dopiero w kilka lat pniej wspuczestnik jego
ostatniej wyprawy, Stuart, po szeciu nieudanych prbach, przeszed przez ca Australi
z poudnia na pnoc. Obecnie drog t przechodzi linia telegrafu czca Adelajd z Port
Darwin.
- Jakie byy dalsze dzieje Stuarta? - dopytywa si Tomek; zaimponowa mu odwany
i uparty podrnik.
- Trudy wypraw powanie pogorszyy stan jego zdrowia. Grozia mu nawet utrata
wzroku. Wyjecha do Anglii, gdzie umar w kilka lat pniej - wyjani Bentley.
- Mia chocia szczcie, e nie zgin w tej okropnej pustyni - szepn Tomek
z uczuciem ulgi. - Przecie to straszne umiera samotnie w tak dzikim kraju!
- Nie wszyscy odkrywcy mieli tyle szczcia, co on - doda Bentley. - Wspomniaem
ju przecie, e wielu z nich przypacio yciem swoj odwag.
- Ktrzy podrnicy zginli podczas wypraw? - zaraz zagadn Tomek, zaintrygowany
jego sowami.
- Na przykad Leichhard i Kennedy. Pierwszy z nich zagin nawet w bardzo
tajemniczych okolicznociach.
- Bardzo prosz, niech mi pan jeszcze opowie o nich - zawoa Tomek.
- Ludwik Leichhardt37 uda si wzdu wschodniego wybrzea kontynentu w kierunku
pnocnym. Podczas pierwszej wyprawy, po wielu trudach, dotar do Zatoki Karpentaria.
Tego dnia wieczorem krajowcy, mszczc si za przejcie przez ich tereny owieckie, napadli
na podrnikw. Stoczono walk, w wyniku ktrej jeden z uczestnikw ekspedycji zosta
zabity, a dwch ciko rannych. Leichhardt powrci chory i zagodzony, lecz ju w 1848
roku zorganizowa now wypraw, aby tym razem dotrze do lecego na zachodzie miasta
Perth. Zabra wtedy z sob piset domowych zwierzt dla wyywienia wyprawy.
Z niewiadomych przyczyn zboczy z drogi i zamiast na zachd, poszed znw w kierunku
pnocnym. Na botnistych terenach, w porze deszczowej, zwierzta zabrane przez
Leichhardta szybko wyginy. Podrnik, wraz z picioma Europejczykami i dwoma
Ludwik Leichhardt. mody niemiecki uczony, odby wypraw z Brisbane na pnoc do Portu Essington nad
Zatok Van Diemena. Potem wyruszy na czele ekspedycji na zachd, zamierzajc dotrze do miasta Perth, by w
ten sposb przeci kontynent ze wschodu na zachd. Od tej pory such o nim zagin. Okres jego wypraw to
lata: 1844 do 1845.
37

krajowcami, nie zraajc si przeciwnociami, skierowa si na zachd i dotar do rzeki


Cogoon. Bya to ostatnia o nim wiadomo. Z chwil wkroczenia na tereny pokryte gszczem
nie otrzymano ju od niego adnego znaku ycia. Podrnicy, ktrzy pniej wyruszyli na
poszukiwanie zaginionych, znaleli jedynie wyryte na drzewach litery L", co mogo
stanowi pierwsz liter nazwiska Leichhardta, i kilka koskich siode, ktre prawdopodobnie
naleay do wyprawy. Niczego wicej nie dowiedziano si o jej losach. Wedug wszelkiego
prawdopodobiestwa, podrnicy zginli z godu i pragnienia bd utonli wdrujc
wyschnitym korytem rzeki, ktra nagle wezbraa, lub te zostali zamordowani przez
krajowcw.
- A jak to byo z podrnikiem Kennedym38? - zapyta Tomek.
- Zamierza on zbada pwysep York - wyjani Bentley. - Wyprawa jego natrafia na
botniste tereny, na ktrych obejcie stracia sze tygodni. Kiedy znw wkroczya w gszcz
spltanych drzew, musiaa siekierami torowa sobie drog. Wrogo usposobione plemiona
krajowcw nie daway podrnikom spokoju. Kennedy poleci uy broni palnej. W walce
pado wprawdzie piciu krajowcw, lecz pozostali bez przerwy podali za wypraw,
oczekujc jedynie na odpowiedni chwil do napaci. W trzsawiskach wozy nie nadaway
si do przewoenia adunku, Kennedy porzuci je wic, zapasami objuczajc konie. Z tego
powodu ze znacznym opnieniem dotarli do Charlotte Bay, gdzie mia oczekiwa na nich
aglowiec. Tutaj stwierdzili, e statek odpyn ju przed ich przybyciem. Kennedy rozbi
obz. Pozostawiwszy w nim ludzi niezdolnych do dalszego marszu, wraz z czterema
towarzyszami uda si w kierunku wyspy Albany, jako ostatecznego celu wyprawy.
W dalszym cigu przeladoway go niepowodzenia. Jeden z towarzyszy zabi si
przypadkowo, drugi uleg kalectwu, co znw zmusio trzeciego do pozostania, by si nim
opiekowa. Kennedy z wiernym mu krajowcem, Jackej-Jackeyem, szed dalej. Przez cay czas
nie odstpowali ich krajowcy szukajcy zemsty, a w kocu w nierwnej walce ciko ranili
Kennedy'ego. Umar, nie osignwszy celu wyprawy. Jackey-Jackey pochowa go, zabra
pamitnik i sam ruszy w kierunku wyspy Albany. Zosta spostrzeony przez kapitana
szkunera Ariel", przepywajcego w pobliu wybrzea, ktry te zabra go na statek. Zaraz
pospieszono na ratunek chorym, pozostawionym przez Kennedy'ego uczestnikom wyprawy.
Niestety, pomoc przybya zbyt pno, gdy krajowcy zabili ich. Z dwunastu ludzi powrcio
z wyprawy tylko dwch.

38

E. B. Kennedy - oficer angielski. Zgin z rk krajowcw w roku 1848.

OPR KRAJOWCW
Tomek niezwykle zainteresowany rozmow z Bentleyem i jego opowieciami
o niebezpiecznych przygodach pierwszych australijskich odkrywcw nie zwraca wcale uwagi
na to, co si dziao wok niego. Tymczasem soce chylio si ju ku zachodowi.
Towarzysze podry od dawna przestali drzema na rwni z chopcem przysuchiwali si
opowiadaniom Bentleya. Nic wiec dziwnego, e Tomek ochon dopiero wtedy, gdy zoolog
zmczony dug* rozmow zajrza do koszyczka z zapasem ywnoci.
Tomek take poczu gd. Wydoby wanie torb z owocami, lecz gdy mimo woli spojrza
w okno wagonu, natychmiast zapomnia o jedzeniu. Szerokie doliny lece midzy agodnymi
pagrkami poronite byy australijskim skrobem39, to jest wiecznie zielonymi krzewami
skarowaciaych akacji i eukaliptusw. Krajobraz by tak charakterystyczny oraz peen
dzikiego uroku, e Tomek krzykn ze zdumienia.
- Co tam ujrzae ciekawego, Tomku? - zagadn Wilmowski, podchodzc do
wygldajcego przez okno syna.
- No, nareszcie krajobraz australijski wzbudzi zainteresowanie naszego modego
towarzysza - zauway Bentley. - Przed kilkoma zaledwie godzinami narzeka przecie, e
Australia zbyt przypomina mu Europ!
- To na pewno jest ten synny skrob! - entuzjazmowa si chopiec.
- Nie mylisz si, Tomku - potwierdzi Bentley. - Ciekawsze i nie mniej
charakterystyczne dla Australii okolice ujrzysz w czasie oww.
- Tak wanie wyobraaem sobie skrob, uczc si w szkole geografii - chwali si
Tomek.
Dopiero gdy zmrok wieczoru otula step, Tomek zjad z wielkim apetytem kolacj,
a potem zadowolony wcisn si w kt awki i zasn niemal natychmiast.
Nastpnego dnia prawie wcale nie odchodzi od okna. Byszczcymi z podniecenia
oczyma wpatrywa si w szerokie pasy sawannw porosych kpkami niskich drzew, to znw
zachwyca si budzcym uczucie strachu suchym, ciernistym skrobem, ktry przewaa w tej
bezwodnej okolicy. Zdoa nawet wypatrze w pobliu toru kolejowego sawne drzewo
butelkowe, o pniu rozszerzonym w ksztacie flaszki. Bentley nie omieszka skorzysta
z okazji, by wyjani, e gromadzca si w otworach pnia i nie wysychajca nawet podczas
dugotrwaej suszy woda czsto ratowaa ycie podrnikom zabkanym w suchym jak
39

Scrub (po angielsku, fonetycznie skrob) - krzaczasta, kujca gstwina.

pieprz pustkowiu. Nie mniejsze zaciekawienie wzbudzi w Tomku inny okaz flory
australijskiej. Byo to drzewo trawiaste o grubym i na kilka metrw wysokim pniu, z ktrego
zwieszay si wskie, dugie. ostre jak noe licie. Spomidzy nich wyrasta w gr poduny
czon spowity biaym kwieciem o ksztacie gwiazd. Drzewa trawiaste, jako nadzwyczaj
odporne na susz, krzewiy si nawet w skalisto-pustynnej gbi kontynentu.
Z kad godzin pocig coraz bardziej oddala si na pnoc. Teraz od czasu do czasu
ukazyway si na zachodnim horyzoncie sinawe pasma wzgrz. W niektrych miejscach
obszary skrobu uryway si na piaszczystych wydmach. Wszdzie panoway: martwota, cisza
i spiekota... Tu przed zmierzchem za oknami pocigu rozpostar si szeroki step, pokryty
wyblak od soca traw.
By ju gwiadzisty wieczr. Bentley wanie zacz przygotowywa si do
wysiadania. Tomek zaraz wychyli si przez okno. Wkrtce te zawoa:
- Widz w dali jakie wiateka! To chyba nasza stacja?
- Dojedamy do Wilcannii - potwierdzi Bentley spogldajc na zegarek.
W wieczornej ciszy dononie rozleg si gwizd lokomotywy. Pocig, zgrzytajc
hamulcami, zatrzyma si w pobliu zabudowa. Cz uczestnikw wyprawy pobiega
dopilnowa wyadowania bagay z wagonu towarowego. Tomek tymczasem rozglda si po
maej, niemal pustej stacyjce. Na peronie znajdowao si zaledwie kilku chudych, mocno
opalonych mczyzn, ubranych w spodnie wpuszczone w dugie buty, kolorowe koszule
i mikkie, pilniowe kapelusze z szerokimi kresami.
Niezbyt wysoki, szczupy mczyzna zbliy si do Bentleya. Jego ma gow
pokryway poyskliwe, czarne wosy. Niskie czoo, szeroko rozstawione, ciemne oczy,
spaszczony nos o mocno rozdtych nozdrzach, wydatne koci policzkowe, a nade wszystko
bysk mocnych biaych zbw w rozchylonych grubych wargach nadaway jego twarzy wyraz
dzikoci, mimo europejskiego ubrania, ktre mia na sobie.
- Oto jest i Tony! - zawoa Bentley na widok nadchodzcego krajowca. - Panie
Wilmowski, to jest Tony, przewodnik oraz doskonay tropiciel, o ktrym opowiadaem w Port
Augusta.
Tony przywita si kolejno ze wszystkimi.
- Gdzie pozostawie wozy? - zapyta Bentley.
- Czekaj przed stacj - odpar Tony aman angielszczyzn. - Czy moemy zaraz
odjecha?
- Zaadujemy bagae na wozy i natychmiast wyruszamy do farmy pana Clarka.
Chcemy jak najprdzej stan na miejscu - potwierdzi Bentley.

Wyszli przed dworzec. W mdym wietle rcznych latar ujrza Tomek dwa wozy na
wysoko osadzonych osiach, o duych tylnych i mniejszych przednich koach. Do kadego
pojazdu zaprzgnite byy po trzy pary jednogarbnych wielbdw. Jak si pniej Tomek
dowiedzia, zaprzg z omiu wielbdw mg cign bez zbytniego wysiku wz
z adunkiem trzech ton, nawet przez piaszczyst pustyni.
Czterech niskich krajowcw o ziemistym kolorze skry i gowach pokrytych
wenistymi wosami szybko zaadowao bagae. owcy wsiedli na drugi wz. Ruszyli
w drog. Nieliczne zabudowania osiedla szybko znikny z pola widzenia. Jechali przez step
porosy wysok traw. Tomek na prno wypatrywa drogi. Nie mg zrozumie, w jaki
sposb mona tu utrzyma waciwy kierunek? Ciemno wieczoru uniemoliwiaa
rozgldanie si po okolicy. Wielbdy, kierowane wprawnymi rkami krajowcw, posuway
si szybko naprzd, a owcy urozmaicali sobie czas rozmow. Wilmowski wypytywa
Bentleya o waciciela farmy, u ktrego mieli zatrzyma si w czasie pierwszych oww.
- Wspomnia pan, e Clark zatrudniony by przez pewien czas na stacji
transkontynentalnego telegrafu. Dlaczego porzuci t prac? - zagadn Wilmowski.
- Po prostu sprzykrzy mu si samotniczy i monotonny tryb ycia, jaki zmuszona jest
prowadzi zaoga stacji telegrafu - odpar Bentley. - Poszczeglne posterunki oddalone s od
siebie przecitnie o dwiecie pidziesit kilometrw. Jeeli wemie si pod uwag, e linia
telegrafu przebiega przez pustynny, bezludny obszar Australii Centralnej, atwo zrozumie,
dlaczego zaogi nie mog si odwiedza.
- Z ilu ludzi zazwyczaj skada si zaoga takiej stacji? - pyta Wilmowski.
- Przewanie stanowi j dwch telegrafistw i czterech mechanikw. W przypadku
stwierdzenia uszkodze z obydwch posterunkw, midzy ktrymi nastpio przerwanie linii,
wyruszaj natychmiast mechanicy z instrumentami i materiaem koniecznym do naprawy.
Sprawdzaj lini tak dugo, a jedna z ekip odnajdzie i usunie uszkodzenie. Wiadomo
o naprawieniu linii telegrafu podawana jest drugiej ekipie, po czym powracaj one
natychmiast do swoich posterunkw nawet si nie spotykajc.
- Skd pan wie to wszystko tak dokadnie? - zdziwi si Tomek.
- Clark jest moim przyjacielem - odpowiedzia Bentley. - Kiedy by jeszcze
pracownikiem suby telegraficznej, zaprosi mnie do siebie z wizyt. Cay miesic spdziem
z nim w Peak Overland Telegraph Station40, znajdujcej si troch na zachd od jeziora Eyre.
Miaem wtedy okazj przyjrze si Martwemu Sercu Australii, jak to niektrzy nazywaj
40

Fonetycznie: Pik Overlend Telegref Stejszen.

rodkow cz tego kontynentu.


- Dlaczego wntrze kontynentu nazywane jest Martwym Sercem Australii? zaciekawi si Tomek.
- Obdarza si je czsto t nazw, poniewa Centraln Australi pokrywa bezwodna,
niegocinna dla ludzi i zwierzt pustynia. W okolicy jeziora Eyre nawet ptaki pojawiaj si
bardzo rzadko. Opowiadaem ci przecie, o olbrzymich trudnociach, jakie napotykali
podczas swych wypraw badawczych Sturt i Stuart.
- Wspomina pan uprzednio o koniecznoci czstego naprawiania uszkodze linii
telegraficznej - wtrci si do rozmowy Smuga. - Jakie s przyczyny powstawania szkd?
- Najwicej ich wynika z dzikiego charakteru kraju. Z tego powodu budowa linii
telegraficznej bya niezmiernie utrudniona i bardzo mozolna. Drzewo, drut, izolatory, a nawet
ywno i wod dla budowniczych musiano przywozi na jucznych zwierztach. Przez dwa
lata karawany wdroway po pustyni. Niebawem te stwierdzono, e przy budowie nie mona
posugiwa si drewnianymi supami, poniewa w krtkim czasie niszczyy je aroczne
termity. Gdyby w por nie zastosowano stalowych supw, cay trud poszedby na marne.
Poza tym prosz wzi pod uwag czsto nawiedzajce te okolice burze piaskowe.
- Przypominam sobie, e rozpoczta w 1878 roku, a wic ju w sze lat po zaoeniu
telegrafu, budowa linii kolejowej, ktra rwnie miaa przeci kontynent z poudnia na
pnoc, zetkna si z tymi samymi trudnociami - doda Wilmowski.
- I do dzisiejszego dnia nie ukoczono cakowicie jej budowy, bowiem tor wiodcy
z poudnia urywa si w Alice Springs, a na pnocy koczy si w Daly Waters. Obydwie te
stacje oddziela pas pustyni dugoci omiuset kilometrw - dokoczy Bentley. - Taniej nawet
kosztuje pooenie nowego toru ni odkopanie starego, zasypanego przez piach niesiony
przez burze.
- Nieatwe tu macie ycie. Mylaem, e to krajowcy przerywaj lini telegrafu zauway Smuga.
- Nie, oni nie niszczyli linii - zaprzeczy Bentley. - Jeszcze w czasie budowy pomylano
o niezbyt przyjemnej dla krajowcw lekcji. Namawiano ich do dotykania przewodw i w ten
sposb obdarzano" hojnie bezpatnymi wstrzsami elektrycznymi. Robiy one na
Australijczykach niesamowite wraenie, tak e pniej ostrzegali swych ziomkw. Od tej
pory nazywaj telegraf diabem biaych ludzi". Chocia zdarzay si niekiedy przypadki
atakowania, a czasem nawet zabijania obsugi, to jednak przewody zawsze pozostaway
nietknite.
- Czy krajowcy jeszcze teraz niepokoj pracownikw telegrafu? - dopytywa si

Smuga.
- Mwiono swego czasu o napadzie na stacj w Barow Creek. Krajowcy zaatakowali
jej pracownikw, ktrzy szli wykpa si w Strumieniu. Pod gradem wczni musieli
wycofywa si do budynku. Telegrafista Stapleton i jeden mechanik zostali zabici, a dwch
innych dotkliwie poraniono.
- Nie syszaem, aby krajowcy australijscy byli kiedykolwiek zbyt agresywni powiedzia Smuga. - Przecie nie byo tu wikszych walk miedzy nimi a kolonistami?
- W zasadzie s to spokojni ludzie, lecz pamitaj krzywdy wyrzdzone im przez
osadnikw - przyzna Bentley.
- To prawda! Najlepiej wiadczy o tym liczba pozostaych przy yciu krajowcw oraz
ndza, na jak ich skazano - doda Wilmowski.
- Smutne to, lecz prawdziwe - odpar Bentley i zmieni nieprzyjemny dla niego temat
rozmowy.
Nocna jazda po stepie szybko znuya Tomka. Zasn oparty o ramie, ojca. Zbudzi si
dopiero o wicie, gdy przystanli, aby da wytchnienie zmczonym wielbdom. Wok
rozpociera si step poronity wysok, pok od soca traw. Pod podmuchem wiatru
falowaa ona jak powierzchnia olbrzymiego oceanu. Tylko gdzieniegdzie wystrzelay w gr
kpki drzew. Daleko na zachodzie rysoway si agodne pagrki.
Krajowcy wyprzgli wielbdy, a owcy rozoyli namiot i sporzdzili naprdce
niadanie. Po krtkim wypoczynku ruszyli w dalsz drog. Niemal przed zachodem soca
ujrzeli zabudowania. Niskie ogrodzenie otaczao parterowy domek z ocienion werand oraz
reszt budynkw gospodarskich. Tu za farm rosy gste kpy krzeww, dochodzce
szerokim pasem do linii pagrkw.
- Jestemy na miejscu - poinformowa Bentley, kiedy wozy zbliyy si do maego
osiedla.
Na werandzie domku ukaza si wysoki mczyzna. Ujrza nadjedajce wozy i wybieg na
spotkanie goci.
- Oto pan Clark we wasnej osobie! - zawoa Bentley na jego widok. - Jak si masz
41
Johnny ?
- Oczekuj was co najmniej od trzech godzin - odpowiedzia Clark. - Obawiaem si,
e przygotowana na wasze przyjcie zupa z ogona kangura wygotuje si cakowicie.
Schodcie z wozu i rozgocie si jak u siebie w domu.
41

Johnny (fonetycznie Doni) po angielsku zdrobniale od John (Don) - Jan.

owcy otrzymali do swej dyspozycji trzy najwiksze izby. Zaledwie zdyli


rozpakowa si, Clark poprosi ich do stou. Gospodarstwo domowe prowadzi Chiczyk
Watsung. Wedug opinii Clarka mia by doskonaym kucharzem, lecz zachwalana przez
niego zupa z ogona kangura wcale Tomkowi nie smakowaa. Obiad jednak by obfity
i urozmaicony. Szybko zaspokoili pierwszy gd. Mczyni zapalili fajki.
- Musz was niestety powiadomi o sytuacji, jaka od kilku dni wytworzya si
w naszym osiedlu - zagadn Clark. - Ot wrd krajowcw koczujcych w okolicy rozesza
si wie o zamierzonych wielkich owach. Dowiedzieli si o tym od Tony'ego, ktry
proponowa im wzicie udziau w obawie. Wiadomo o owach wywoaa wrd krajowcw
nieoczekiwane wzburzenie. Odmawiaj podobno swej pomocy. Ze wzgldu na to, e
przebywaj w okolicy w znacznej liczbie, powinnimy zachowa pewn ostrono. Nie
radz wychodzi pojedynczo z osiedla. Oczywicie naley rwnie pamita o zabieraniu
z sob broni.
- Tony, czy syszae, co mwi pan Clark? - zwrci si Bentley do tropiciela.
- Syszaem! Pan Clark dobrze mwi - odpar Tony.
- O co im chodzi? - pyta Bentley.
- Nie chc wielkiego polowania biaych ludzi w tych okolicach.
- Dlaczego? Przecie zapacimy za pomoc!
- Oni boj si, e po tych owach zniknie caa zwierzyna.
- Czy wyjanie, e mamy zamiar schwyta tytko kilkanacie sztuk ywych zwierzt?
- Wanie to im si nie podoba - odpowiedzia Tony. - Mwi, e chwytanie ywych
zwierzt jest jakim nowym podstpem biaych ludzi. Nie godz si na to. Oni mwi tak:
najpierw biali zabior zwierzyn, a potem zagarn ca ziemi i wybuduj miasto". Mwi,
e biali zawsze tak postpuj.
- Tony, przecie ju brae udzia w tylu wyprawach i wiesz najlepiej, o co nam chodzi
- zafrasowa si Bentley.
- Wiem, ale oni mi nie wierz, bo jestem z wami.
- Co pan powie na to? - rzek Bentley spogldajc na Wilmowskiego.
- W czasie wypraw niejednokrotnie spotykaem si z nieprzyjaznym przyjciem przez
krajowcw - spokojnie odpowiedzia Wilmowski. - Postaramy si przekona ich, e s
w bdzie.
- W kadym razie naley zachowa konieczne rodki ostronoci - doradza Clark.
O wypadek nietrudno.
- Zgadzam si z panem cakowicie - potwierdzi Wilmowski, a zwracajc si do

Smugi, doda: - Suchaj, Janku, ty odpowiadasz za nasze bezpieczestwo. Musisz wyda


odpowiednie zarzdzenia, Ja natomiast postaram si jako uoy z krajowcami.
Smuga natychmiast zwoa wszystkich uczestnikw wyprawy i powiadomi ich
o koniecznoci zachowania daleko posunitej ostronoci. Na zakoczenie powiedzia:
- Od tej chwili nikomu nie wolno wychodzi z domu bez broni ani te wydala si
poza obrb stacji bez mego pozwolenia. Jeeli zajdzie potrzeba, bdziemy wystawiali przed
domem warty. Przede wszystkim jednak uprzedzam, e broni naley uy jedynie w razie
napaci grocej utrat ycia. Jestem pewny, e Wilmowski, jak zwykle, opanuje sytuacj
i przekona krajowcw o bezpodstawnoci plotek.
Wkrtce wszyscy udali si na spoczynek. Cisza zapanowaa w maym osiedlu.
Wilmowski dugo nie mg zasn. Jako kierownik wyprawy odpowiedzialny by za
pomylne przeprowadzenie oww. Plotka krca wrd krajowcw moga spowodowa
wiele kopotu. Jeli odmwi udziau w owach, sytuacja stanie si naprawd cika. Nie
bdzie mona urzdzi obawy na szybkonogie kangury i strusie emu. W pewnej chwili jego
rozmylania przerwa szept Tomka:
- Nie pisz jeszcze, tatusiu?
- Nie pi - cicho odpar Wilmowski. - Widz, e i ty nie moesz usn. Pno ju...
- Myl o tym, co powiedzia pan Clark. Dlaczego krajowcy nie wierz Tony'emu?
- Nie wierz mu, poniewa przebywa wrd biaych ludzi. Maj mu to za ze.
- Przecie on nie robi nic zego - zdziwi si Tomek.
- To nie jest takie proste, Tomku. Oni uwaaj, e Tony pracuje dla nas na ich
niekorzy.
- W jaki sposb przekonamy krajowcw o naszych dobrych zamiarach?
- Musz im to jako po przyjacielsku wytumaczy, by przeama nieufno, a teraz
pij, jest ju bardzo pno.
- Dobrze, postaram si usn. Dobranoc, tatusiu! Tomek odwrci si do ciany.
Wilmowski wkrtce zasn, nie powziwszy jakiegokolwiek postanowienia. By to
bardzo niespokojny sen. Przynia mu si afrykaska wyprawa, w czasie ktrej przey wiele
kopotw z krajowcami. Niepokojce obrazy pojawiay si w jego podwiadomoci. Sysza
ostrzegawcze bbnienie tam-tamw, a z gszczu dungli co chwila wychylali si uzbrojeni
Murzyni. Naraz kroczcy obok niego Smuga szybko podnis karabin do ramienia.
Nie strzelaj" krzykn Wilmowski, lecz Smuga nie sysza woania i naciska spust raz za
razem. Krajowcy grozili wczniami. Teraz dopiero Wilmowski spostrzeg, e to nie Smuga,
lecz Tomek strzela do kryjcych si za drzewami Murzynw. Wilmowski nagle zbudzi si

pod wpywem silnego wzruszenia. Uspokoi si; w izbie byo ju zupenie jasno. Uzmysowi
sobie, e to wszystko byo jedynie przykrym snem. Wtem usysza wyranie suche trzaski
strzaw karabinowych.
Raz, dwa, trzy" liczy cicho zastanawiajc si, co ma oznacza ta kanonada. Powoli
ogarnia go coraz wikszy niepokj. Odruchowo spojrza w kierunku posania Tomka. Byo
puste. Nie ujrza rwnie uoonych wieczorem przez syna przy posaniu sztucera
i rewolweru. W dali wci rozlegay si strzay. Zimny pot pokry czoo Wilmowskiego.
Zerwa si na rwne nogi, chwyci spod poduszki rewolwer i krzykn:
- Alarm!
owcy porwali si z posa, chwytajc za bro. Wilmowski przeraony zawoa:
- Tomek wyszed z domu! To odgos strzaw jego sztucera! Mczyni, tak jak
zerwali si ze snu, wybiegli z domu z broni w rkach.
Rzucili si w kierunku, z ktrego dochodziy odgosy strzaw. Zanim wyminli
domek zamieszkiwany przez Watsunga, wyszed ku nim Clark cakowicie ubrany.
- Stjcie, do wszystkich diabw! - powiedzia stanowczo - Chwyci Wilmowskiego za
rami i zatrzyma na miejscu.
- Tomek wyszed z domu! - wyrzuci z siebie Wilmowski jednym tchem. - To on
strzela!
- Wiem o tym - odpar Clark - ale niech si pan uspokoi, z Watsungiem obserwujemy
go przez lornetk. Nic mu nie grozi.
Wilmowski wolno opanowa wzburzenie. Otar rk pot spywajcy z czoa.
- Zapomnielimy o nim wczoraj - westchn ciko, spogldajc na Smug. - Naley
mu si lanie za samowol.
- Moe lanie naleaoby si komu innemu... to jeszcze rzecz do dyskusji - mrukn
Clark. - Wejdcie do domu. Zobaczycie co ciekawego.
Po chwili znaleli si w maej izbie. Przy oknie ujrzeli Watsunga spogldajcego
w dal przez lornetk. Obok niego sta karabin oparty o cian.
- No i co? - krtko zapyta Clark.
- Bez zmiany - pada odpowied.
Clark poda lornetk Wilmowskiemu mwic:
- Niech pan sam zobaczy, co porabia paski syn.
Wilmowski spojrza przez lornetk i zdumia si. Ujrza Tomka popisujcego si celnoci
strzaw przed grupk zaintrygowanych Australijczykw.
- Zwariowa chopak! - orzek gniewnie.

- Co on robi? - zaciekawi si Smuga.


- Urzdzi popis strzelecki dla modych krajowcw - wyjani Clark. - Przedtem za
zjad niadanie w towarzystwie nowych znajomych.
- Co pan mwi? - nie dowierza Wilmowski.
- To, co pan syszy. Od kilku dni, na skutek wzburzenia krajowcw, zachowujemy
du ostrono. Czuwamy na zmian. O wicie nadesza moja kolej. Spostrzegem zaraz tych
modych Australijczykw. S oni na pewno wywiadowcami koczujcych w okolicy plemion.
Kiedy zobaczyem Tomka idcego do nich z torb konserw i sztucerem na ramieniu, omal nie
uczyniem tego, co i wy w pierwszej chwili chcielicie zrobi. Ju miaem wybiec, by
zatrzyma go, gdy przysza mi pewna myl do gowy.
- Ju wiem - domyli si Wilmowski. - By pan ciekaw, czy uda mu si zaprzyjani
z krajowcami.
- O to mi wanie chodzio! Zawoaem Watsunga, po czym, trzymajc bro
w pogotowiu, obserwowalimy go nie widziani przez nikogo. Jako musia dogada si
z Australijczykami, wkrtce bowiem wsplnie zjedli niadanie. Potem Tomek rozpocz
popisy, strzelajc do pustych blaszanek i bawi w ten sposb krajowcw do tej pory.
- Czy to na pewno s zwiadowcy? - zapyta Smuga.
- Z ca pewnoci! - potwierdzi Clark. - Przypuszczalimy, e usyszycie strzay.
Byem gotw pj powiadomi was o wszystkim, ale tymczasem sami ju wybieglicie
z domu.
- Ciekawe, co z tego wyniknie? - zastanowi si Smuga.
- Jedno jest pewne - odezwa si milczcy dotd Bentley - jeeli
Tomek nic pomoe nam w tej gupiej sytuacji, to na pewno nie przyniesie szkody. Trzeba,
mimo wszystko, zwraca na niego baczniejsz uwag. Wilmowski powtrzy im teraz nocn
rozmow z synem.
- Nigdy nie przypuszczaem, e taki bdzie jej skutek - zakoczy. - Co wypada nam
uczyni w tej chwili?
- Obserwujmy Tomka i czekajmy cierpliwie - zaproponowa Clark. -Wydaje mi si, e
zabawa dobiega koca. Australijczycy wygaszaj ogie.
Po chwili odoy lornetk.
- Tomek powraca do domu. Zrobimy mu ma niespodziank - oznajmi.
Tomek szed wolnym krokiem, a grupa krajowcw oddalaa si ku skalistym
wzgrzom. Kiedy chopiec przechodzi obok domku, Clark wychyli si oknem.
- Dzie dobry! Widz, e lubisz poranne spacery! - powita Tomka.

- Dzie dobry panu! Owszem, lubi. Nie byem jednak na spacerze -odpar Tomek.
- Moe wstpisz na niadanie - zaproponowa Clark.
- Musz pj do domu. Ojciec na pewno zbudzi si zaraz i bdzie o mnie
niespokojny.
- Wstp chocia na chwil. Powiesz mi przy okazji, o czym rozmawiae tak dugo
z tymi modymi Australijczykami - nalega Clark, tumic ogarniajc go wesoo.
- Jeli chodzi tylko o to, wstpi na chwil - zgodzi si Tomek. Wszed do
mieszkania; zaraz te stan zdumiony nieoczekiwanym widokiem. Ubrani cakowicie Clark
i Watsung otoczeni byli gromad pnagich mczyzn. Tomek powid wzrokiem po ich
bosych stopach oraz owosionych ydkach, spojrza na donie zacinite na karabinach
i rewolwerach. Powany, skupiony wyraz twarzy stojcych w milczeniu mczyzn stanowi
tak wielki kontrast z ich ubiorem", e Tomek po prostu nie wytrzyma i parskn gonym
miechem.
Dopiero teraz owcy zaczli przyglda si sobie wzajemnie. Zrozumieli komizm
niecodziennej sceny. Pierwszy rozemia si bosman Nowicki, po nim Bentley, Smuga,
a w kocu wszystkich ogarna wielka wesoo.
Wilmowski nie uleg oglnemu nastrojowi. Rozgniewany by na syna za lekkomylne
oddalenie si z farmy. Poprosi wic wszystkich o spokj, a potem zwrci si do chopca:
- Co ty wyprawiasz, do licha? Wytumacz si, i to natychmiast! Tomek zdziwiony
spojrza na ojca, po czym odpar uraonym gosem:
- Co ja wyprawiam? Nic! Jeli chcielicie mnie przestraszy przebierajc si za
krajowcw, to nie udao si wam! To s naprawd bardzo mili ludzie, a poza tym
zapomnielicie pomalowa si na czarno! - zakoczy triumfujco.
Wilmowski spojrza bezradnie na reszt towarzyszy z trudem tumicych wesoo.
Znw przybra surowy wyraz twarzy i powiedzia ostrym tonem:
- Dlaczego wyszede poza obrb farmy bez pozwolenia pana Smugi? Syszae chyba
wyranie wydany wczoraj rozkaz?
Dopiero teraz Tomek zorientowa si w sytuacji. Spowania natychmiast i odpar:
- Rozkaz syszaem, ale...
- Ale uwaae, e on ciebie nie dotyczy? - przerwa mu Wilmowski.
- Wcale tak nie uwaaem!
- Wytumacz si ze swego postpowania - gniewnie poleci ojciec.
- Musiaem wyj na chwil - zacz Tomek niepewnym gosem. - Ubraem si wic
i wyszedem. Wracajc do domu, spostrzegem w pobliu grupk chopcw. Byli to krajowcy.

Spogldali na mnie z zaciekawieniem. Wtedy wanie przysza mi do gowy wspaniaa myl,


eby z nimi porozmawia i wytumaczy, po co tu przyjechalimy. Wrciem do domu, aby
poprosi pana Smug o pozwolenie, ale wszyscy jeszcze mocno spali. Zabraem troch
konserw i sucharw. Wydawao mi si, e o tak wczesnej porze ci chopcy mog. by godni.
Nie zapomniaem rwnie o koniecznej ostronoci. Zabraem sztucer i dopiero wtedy
udaem si w kierunku Australijczykw. Nie chciaem oddala si zbytnio od domu.
Usiadem wic na ziemi, otworzyem puszk z konserwami. Zaczem je. Wtedy oni powoli
zbliyli si do mnie i obstpili koem. .Poprosiem, aby zjedli ze mn niadanie. Niektrzy
z nich znali sporo sw angielskich, wic wkrtce wywizaa si midzy nami pogawdka.
- O czym rozmawialicie? - zapyta Bentley, gdy Tomek przerwa sprawozdanie dla
nabrania tchu.
- Zapytaem ich najpierw, czy widzieli sonia? - odpar Tomek. - Bo tak naprawd to
nie wiedziaem, co mam mwi, eby ich nie obrazi. Okazao si, e oni nie wiedzieli, co to
jest so. Pokazaem im moj fotografi na soniu: oni bardzo si dziwili. Poniewa wydao
mi si, e to ich ciekawi, pokazaem im rwnie zdjcie zastrzelonego tygrysa. Zapytali mnie,
gdzie mona obejrze takie dziwne zwierzta. Wyjaniem, e sonia przywielimy do
ogrodu zoologicznego w Melbourne. Potem opowiedziaem take o zastrzeleniu tygrysa. To
im si bardzo podobao. Zapytali mnie, dlaczego chcemy jedne zwierzta zabiera, a inne
przywozimy. Wtedy odrzekem, e ludzie w Europie lubi oglda rne zwierzta
w specjalnych ogrodach i pac nawet za to pienidze. Wydawao im si to bardzo dziwne
Mwili, e tacy ludzie mog przecie tu przyjecha i bez opaty przyglda si kangurom.
Wytumaczyem wtedy, e wielu Europejczykw nie moe pozwoli sobie na podr do
Australii, tak jak wikszo Australijczykw nie moe pojecha do Europy. Dlatego te
przywielimy sonia, ktrego kady moe obejrze w Melbourne, a std chcemy zabra kilka
ywych kangurw i emu, ktre potem bdziemy pokazywali u nas w ogrodzie zoologicznym.
- Jak krajowcy na to zareagowali? - ywo zapyta Clark.
- Najpierw bardzo si z tego miali - odpowiedzia Tomek. - Potem orzekli, e jest to
bardzo zabawny sposb zdobywania pienidzy; nawet o wiele lepszy, ni cika praca
wykonywana w miastach przez biaych ludzi. Wyjaniem im wwczas, e mog rwnie
otrzyma pienidze, jeli pomog nam schwyta par kangurw i emu. Nie rozumiaem, co
oni mwili midzy sob, ale potem jeden z nich oznajmi, e przed zachodem soca
powiadomi nas, czy wezm udzia w chwytaniu zwierzt. W kocu zapytali mnie, czy
zawsze trafiam do celu z mego sztucera? Zrobilimy prb. Podrzucali w gr puste
blaszanki, a ja, ku ich wielkiej uciesze, trafiaem za kadym strzaem. To ju byo wszystko.

Poegnalimy si i wrciem do domu.


- Czy jeste pewny, e obiecali powiadomi nas, co postanowi w sprawie polowania?
- indagowa Clark.
- Na pewno tak powiedzieli - potwierdzi Tomek.
- To dobrze - ucieszy si Clark, - A teraz moi panowie przestamy mczy naszego
modego owc i czekajmy cierpliwie do zachodu soca. Kto wie, czy przypadkiem nie odda
nam wszystkim duej przysugi?
- Co mylisz o tym Tony? - zwrci si Bentley do tropiciela.
- Myl, e Maa Gowa jest bardzo mdra! - mrukn Tony z uznaniem.
- Wobec tego zapraszamy teraz pana Clarka i Watsunga na niadanie - zaproponowa
Wilmowski - a Maa Gowa niech wicej nie robi takich niespodzianek.
Jeszcze raz wszyscy wybuchnli miechem.
Przez cay dzie owcy oczekiwali na odpowied krajowcw. Dopiero tu przed
zachodem soca do farmy przybyo kilku Australijczykw. W imieniu trzech plemion
wyrazili zgod na udzia w polowaniu. Obdarzeni rnymi podarunkami odeszli zadowoleni.
- Wic dobrze postpiem nie przeszkadzajc Tomkowi w zetkniciu si z krajowcami
- powiedzia Clark po ich odejciu. - Jestem przekonany, e pomys przywoenia
jednych zwierzt, a wywoenia innych wyda im si bardzo zabawny i przekona zarazem
o braku ukrytych zamiarw z naszej strony.
- Musz przyzna, e tym razem Tomek naprawd spisa si dobrze - orzek
Wilmowski. - Obawiaem si tych pertraktacji z krajowcami. - Jedno nieostrone sowo moe
popsu wszystko. Tomek na pewno zasuy na pochwa - przyzna Clark.

WIELKIE OWY NA KANGURY


Wieczorem tego dnia dwaj pracownicy Clarka powrcili z duszego objazdu
pastwisk. Sama hodowla owiec, z wyjtkiem okresu postrzyyn, nie wymagaa zbyt wielkiego
nakadu pracy. Clark bowiem nie szczdzi znacznych wydatkw pieninych na ogrodzenie
potem z drucianej siatki najlepszych obszarw, aby w ten sposb zabezpieczy owce przed
napaciami dzikich psw dingo i jednoczenie zapobiec inwazji krliczej. Drapiene dingo
atwiej byo utrzyma w ryzach, urzdzajc na nie od czasu do czasu polowania. Gorszym
natomiast wrogiem od nich oraz czstej posuchy byy mae krliki, ktre z piciu sztuk
przywiezionych po raz pierwszy do Australii w 1788 roku, rozmnoyy si w milionowe stada
i wyjaday najlepsz traw. Oczywicie Clark ze swymi pracownikami kontrolowali
systematycznie stan ogrodzenia, by natychmiast naprawi spostrzeone szkody. Ponadto
pomysowy hodowca skupowa od krajowcw koczujcych wok farmy skrki krlicze,
ktre potem, z pewnym nawet zyskiem, odsprzedawa handlarzom. Dziki temu do
skutecznie zapobiega rozprzestrzenianiu si plagi szkodliwych maych gryzoni. Urzdziwszy
si praktycznie, nie musia powica hodowli wiele czasu. Obecnie powrt pracownikw
z objazdu z pomylnymi wieciami umoliwi mu wzicie udziau w przygotowaniach do
wielkich oww, ktre dla niego stanowiy przyjemn rozrywk.
Przede wszystkim opracowano plan dziaania. Wilmowski zakupi od Clarka kilka
koni do jazdy wierzchem oraz inne do cignienia wozw podrnych. Tomek otrzyma
australijskiego kuca, zwanego tutaj pony". Wedug zapewnie Clarka, by to mdry
i wytrzymay wierzchowiec. W myl uoonego planu owcy postanowili jak najszybciej
rozejrze si w okolicy, wybranej przez tropiciela na teren polowania.
Nazajutrz o wschodzie soca Wilmowski, Smuga, Bentley i Tomek gotowi byli do
wyruszenia na wycieczk rozpoznawcz. Wanie koczyli niadanie, gdy usyszeli ttent
i parskanie koni. Tomek natychmiast podbieg do okna. Przed domem Tony przywizywa
wierzchowce do drewnianej poprzeczki umocowanej na dwch supkach.
- Tony ju przywid nasze konie! Moemy wyruszy na wywiad - radonie
poinformowa towarzyszy.
- Wobec tego nie tramy czasu, panowie. Potem soce wicej da si nam we znaki powiedzia Wilmowski, powstajc od stou.
Szybko objuczono jednego konia sprztem obozowym oraz zapasem ywnoci, po
czym owcy dosiedli wierzchowcw. Tomek we wszystkim stara si naladowa dorosych

mczyzn. Nie okazywa wic swego niezwykego podniecenia. Z jak najwiksz powag
przytroczy do ku sioda sztucer, a nastpnie wskoczy na pony.
Sztuczna powaga Tomka bawia owcw. Wilmowski i Smuga wymieniali
porozumiewawcze spojrzenia, obserwujc jego zachowanie. W tej chwili bosman Nowicki
wyszed przed dom. Zaledwie ujrza nienaturaln min modego przyjaciela, zaraz schwyci
kuca za uzd. Prawdopodobnie nie dostrzeg ostrzegawczych znakw Wilmowskiego, ktry
od razu wyczu, co artobliwy marynarz ma zamiar uczyni, gdy odezwa si, udajc wielk
powag:
- Suchaj no, brachu, chyba nie od parady zabierasz na t wycieczk. swoj pukawk?
Mj bosmaski odek dopomina si gwatownie o piecze z modego kangura. Wprawdzie
Watsung gada, e suche i ykowate miso torbiastych skoczkw jest do niczego, ale myl, i
bdzie ono lepsze od tych chiskich przysmakw, ktrymi uwzi si nas karmi. Poka teraz.
co potrafisz!
- Postaram si, panie bosmanie odpar Tomek pewnym tonem.
- Mgby sam zamieni si w kangura, ty... morska foko - mrukn Wilmowski. Nie
by bowiem zadowolony z podsuwania Tomkowi pomysw mogcych grozi mu jakim
niebezpieczestwem.
Ruszyli w bezdrony step. Wypoczte konie rway rczo, tote wkrtce zabudowania
farmy znikny za zakrtem. W dali przed nimi, na zachodzie, widnia rozlegy acuch
niezbyt wysokich wzgrz, poprzerywanych dolinami; w kierunku wschodnim rozciga si
szeroki, suchy step, porosy kniejc traw. Co pewien czas Tomek unosi si
w strzemionach, aby ujrze kraniec olbrzymiej rwniny, lecz chocia jechali ju okoo trzech
godzin, step nadal siga linii horyzontu. Gdzieniegdzie napotykano rosnce samotnie, skpo
ulistnione, pokryte tym kwieciem drzewa akacjowe lub eukaliptusy o skrzastych liciach,
nie dajce niemal zupenie cienia.
Soce przygrzewao do mocno. Jechali teraz stpa, aby niepotrzebnie nie forsowa
koni. Tomek nie zwraca uwagi na rozmow swych towarzyszy. Pilnie rozglda si po stepie.
W pewnej chwili wydao mu si, e wrd zielonotej trawy spostrzega jakie nieforemne,
czerwone ksztaty.
- Uwaga, panowie! Widz dzikie zwierzta! Patrzcie, patrzcie tam! -krzykn stajc
w strzemionach.
Jedcy spojrzeli we wskazanym kierunku. W odlegoci okoo dwustu metrw ujrzeli
toczerwone sylwetki zwierzt, ktrych powolny chd sprawia wraenie cikiego,
niezdarnego utykania. Dziwne stwory jeszcze nie zwietrzyy zbliajcych si pod wiatr ludzi.

Bentley ruchem rki nakaza towarzyszom milczenie. Za jego przykadem przynaglili


konie: ruszyli galopem. Wkrtce znacznie przybliyli si do erujcego stada. Wida ju byo
wyranie charakterystyczn budow zwierzt, ktrych tuowia staway si od przodu ku
tyowi coraz grubsze. Od razu te spostrzegao si silny rozwj tylnych ng, w porwnaniu
z piersiami i szczup gow.
Naraz jedno zwierz stano supka" na tylnych nogach. Odwrcio swj ebek,
przypominajcy nieco gow jelenia, a jednoczenie gow zajca, w kierunku jedcw po
czym byskawicznie zaczo ucieka duymi skokami. Na to jakby haso wszystkie zwierzta
pomkny w step. Teraz uwidoczniy dalsze charakterystyczne cechy swej budowy
i oryginalnego poruszania si. Gdy eroway, opieray si na doniach" przednich koczyn,
a nastpnie podcigay ku przodowi tyln cz ciaa jakby podskokiem, przy czym nogi tylne
wyrzucay przed przednie, omijajc je. W biegu natomiast ich sabe przednie koczyny
przestaway odgrywa jakkolwiek rol; posugujc si jedynie potnie zbudowanymi
tylnymi nogami oraz dugim, mocnym ogonem skakay opisujc w powietrzu wielkie uki
i umykay z du szybkoci.
Tomek nie mia ju adnych wtpliwoci. Zbyt wiele sysza przecie o tych
zwierztach, aby nie pozna ich teraz po tak znamiennych cechach.
- Kangury! To s kangury! - zawoa podniecony. - Pdmy!
- Niepotrzebnie straszylibymy je tylko, poniewa nie jestemy w tej chwili
przygotowani do oww - zaoponowa Bentley.
owcy zwolnili bieg wierzchowcw. Tomek posmutnia. Bentley zaraz go pocieszy:
- Nie auj, mj drogi, zmarnowanej okazji. Bdziesz mia mono przyjrze si
dokadnie podczas oww rnym gatunkom kangurw.
Tomek zaraz oywi si i odpar:
- Syszaem od pana ju na statku, e mamy chwyta kangury czerwone, szare
i skalne. Czyby jeszcze istniay i inne gatunki?
Bentley zawsze chtnie gawdzi z roztropnym Tomkiem, a poza tym zoologia bya
jego ulubionym tematem rozmw, wic te. skwapliwie wyjani:
- Oczywicie, mj chopcze! Przecie rodzina zwierzt workowatych skaczcych
obejmuje szereg podrodzin. Pierwsza z nich stanowi przejcie od torbaczy acych po
drzewach do skaczcych. Reprezentantami jej s: najlepiej znany kangur pimowy o dugoci
do czterdziestu paru centymetrw, yjcy w Queenslandzie42, szczur kangurowy, zasiedziay
42

Patrz na map zamieszczon w ksice.

w Nowej Poudniowej Walii, Wiktorii, Australii Poudniowej i Tasmanii oraz szczur


oposumowaty spotykany na caym naszym, kontynencie z wyjtkiem jego czci pnocnej.
Podrodzina kangurw waciwych liczy wiele gatunkw do rnicych si pod wzgldem
wielkoci. Obok olbrzymw wiata torbaczy spotkasz gatunki zaledwie wielkoci krlika. To
zapewne wiesz, e ojczyzn kangurw jest Australia i ssiednie wyspy, a ulubionym ich
rodowiskiem - obszerne stepy trawiaste. Niektre gatunki yj w lasach obfitujcych w due
polany, inne na krzaczastych rwninach, a jeszcze inne w najwikszych gszczach lenych.
S te gatunki skalne, a nawet gniedce si na drzewach.
Gatunkiem najbliszym szczurom kangurowym jest kangur prgowany
i spokrewniony z nim kangur zajcowaty. W grupie kangurw skalnych, na ktre bdziemy
polowali, mamy kangura tonogiego i poudniowoaustralijskiego kangura skalnego. Z kolei
kangury drzewne rni si od swej podrodziny tak sposobem poruszania si, jak i trybem
ycia.
Kangury naziemne s najbardziej znan grup caej podrodziny. yj gwnie
w Australii, a tylko mniejsze gatunki spotykamy we wschodniej czci Nowej Gwinei i na
ssiednich wyspach. Do kangurw naziemnych zaliczamy: kangura olbrzymiego czerwonego
- stadko ich przed chwil napotkalimy
- kangura olbrzymiego szarego, kangura czarnogowego, kangura wesoego i kangura
Benneta. Ten ostatni gatunek jest szczeglnie poszukiwany przez myliwych ze wzgldu na
cenne futro.
Czas szybko upywa na ciekawej dla wszystkich rozmowie. Ani spostrzegli, jak
zbliyli si do skalistego pogrza, rozcitego na wprost nich szerokim wwozem. Tony tam
wanie skierowa swego wierzchowca. owcy udali si za nim. Musieli przyzna, e
krajowiec wywiza si doskonale z powierzonego mu zadania. Szeroka u wylotu na step
gardziel wwozu zwaa si w gbi, a w kocu wychodzia na do obszern kotlin
otoczon ze wszystkich stron stromymi skalnymi cianami. Wystarczyo tam zagna
zwierzta, aby znalazy si w naturalnej puapce.
- To jest naprawd wietne miejsce na puapk - z uznaniem odezwa si Wilmowski. Zbudowanie ogrodzenia zamykajcego dokadnie wylot wwozu nie sprawi nam zbyt wiele
kopotu.
- Tony jest mistrzem, jeeli chodzi o wybr miejsca na owy - doda Bentley. - Par
mocnych supw i kilkanacie metrw drucianej siatki wystarczy do uwizienia kangurw
w kotlinie.
Zsiedli z koni zmczonych kilkugodzinn jazd. Smuga i Tony zajli si natychmiast

przyrzdzeniem posiku. Wkrtce zapachniaa gotowana kawa. Wszyscy zjedli z apetytem


drugie niadanie, po czym mczyni zapalili fajki. Tony, zanim zapali swoj, wygasi
starannie ognisko, aby nie spowodowa w suchym stepie poaru.
- Kiedy rozpoczniemy owy? - niecierpliwie zapyta Tomek, ogarnity dz czynu od
chwili spotkania stada migych kangurw.
- Nie prdzej ni za dwa lub trzy dni - odpar Wilmowski.
- Nie rozumiem, dlaczego zwlekamy z rozpoczciem polowania, skoro mamy ju
wspaniae miejsce, do ktrego moemy wegna kangury - zyma si chopiec.
- owca musi by cierpliwy i przewidujcy - tumaczy mu ojciec. - Bd pewny, e
nie tracimy czasu na prno. Podczas gdy my bdziemy organizowali nagonk, nasi
towarzysze pozostawieni w farmie sporzdz skrzynie do przewozu zwierzt i zmontuj wozy
przywiezione w czciach na statku. Musimy przygotowa si odpowiednio. Transport
zwierzt na Aligatora" sprawi nam najwicej trudnoci.
- Zapomniaem o tym wszystkim - rzek udobruchany Tomek, siadajc na trawie przy
ojcu.
Z kolei Wilmowski zwrci si do tropiciela:
- Tony, teraz musimy uda si do obozowiska krajowcw, ktrzy wyrazili zgod na
wzicie udziau w polowaniu.
- Za trzy godziny moemy znale si w obozie plemienia czowieka-kangura" odpowiedzia Tony.
- Och Tony, Tony! - zawoa Tomek ze zgorszeniem. - Tyle to ju nawet ja wiem, e
w Australii nie ma adnych ludzi-kangurw!
- A co si z nimi stao? - zdziwi si Tony. - Przecie byli na farmie pana Clarka
i mwili z nami?
Rozmowa Tomka z krajowcem rozweselia Bentleya. Rozemia si ubawiony, po czym
wyjani:
- Plemiona australijskie dziel ci na klany, a kady-z nich przybiera nazw od
rodzaju swego zajcia. Na przykad krajowcy trudnicy si polowaniem na kangury
przybieraj nazw ludzi-kangurw, owcy emu nazywani s ludmi emu, inni znw znani s
jako ludzie-woda. W tych przypadkach kangur, emu czy te woda staj si ich symbolami
i totemami. Krajowcy nalecy do danej grupy totemicznej staraj si o powikszenie,
trwao i uywanie rzeczy bd te zwierzcia, ktrego imi nosz. Tak wic plemi
czowieka-kangura" zaopatruje w kangurze miso i skry plemiona czowieka-emu",
czowieka-wody" i inne, a w zamian otrzymuje od nich jaja emu, wod itd.

- Teraz zrozumiaem, co Tony mia na myli - orzek Tomek. - Musimy zwrci si


o pomoc do plemienia krajowcw, ktrzy za swj totem obrali kangura.
- O to wanie chodzio Tony'emu, gdy uy wyraenia plemi czowieka-kangura" potwierdzi Bentley.
- Pan Bentley dobrze mwi - przytakn Tony. - Maa Gowa ju teraz wie, co to jest
czowiek-kangur.
- Poniewa wszystko zostao wyjanione, moemy ruszy na poszukiwanie plemienia
czowieka-kangura" - zakoczy rozmow Wilmowski.
Dosiedli koni i wyjechali z wwozu. Posuwali si w kierunku pomocnym wzdu
niskiego pasma skalistych wzgrz. Upa stawa si coraz wikszy, trzeba wic byo zwolni
tempo jazdy. Dopiero po dwch godzinach Tony zboczy w jar gboko wcity w pasmo.
Wierzchowce nie przynaglane ruszyy kusem.
- Ju niedaleko. Konie poczuy wod - poinformowa Tony. Wkrtce u wylotu jaru
ukazaa si obszerna polana. Wrd krzeww akacjowych widniay prymitywne szaasy
krajowcw, czyli pojedyncze cianki zbudowane z kory i gazi, oparte na erdziach od strony
nawietrznej. Skromne obozowisko rozoono obok maego zagbienia wypenionego metn
wod. Z koliska szaasw unosia si smuka dymu z poncego ogniska. Szczekanie psw
powitao nadjedajcych owcw.
Tony zatrzyma si o kilkanacie metrw od obozu i zeskoczy z konia. Spta go
zaraz i poleci swym towarzyszom, aby uczynili to samo. Konie wycigay gowy w kierunku
wody, lecz Tony nie pozwoli ich napoi. Za przykadem przewodnika owcy usiedli na
trawie.
- Dlaczego czekamy tutaj zamiast wej do obozowiska? - niecierpliwi si Tomek.
- Taki jest ju zwyczaj wrd australijskich plemion - wyjani Bentley. - W Europie,
jeli chcesz zoy komu wizyt, pukasz do drzwi jego mieszkania. Tutaj siadasz w pobliu
obozowiska i cierpliwie czekasz na zaproszenie.
- Dziwny to zwyczaj, lecz zupenie ju nie rozumiem, dlaczego Tony nie pozwala
napoi naszych koni? - odpar Tomek, spogldajc na wierzchowce wycigajce gowy
w kierunku wody.
- Plemi krajowcw obozuje nad doem wypenionym wod. Tym samym, wedug
tutejszych obyczajw, stanowi ona w pewnym sensie jego wasno. Woda konieczna jest
krajowcom do utrzymania si przy yciu, dlatego wypada poczeka, a uzyskamy pozwolenie
na ugaszenie wasnego pragnienia i napojenie naszych koni. Jeeli chcemy naprawd y
w zgodzie z krajowcami, musimy zawsze przestrzega ich zwyczajw - odpowiedzia

Bentley.
owcy, w milczeniu przysuchiwali si tym wyjanieniom, przecie powodzenie polowania
w duym stopniu zaleao od pomylnego uoenia si stosunkw z krajowcami. Tomek
krytycznym wzrokiem obserwowa obozowisko, po czym znw si odezwa:
- Ci Australijczycy s bardzo prymitywnymi ludmi, skoro nie potrafi nawet
zbudowa odpowiednich szaasw! Przecie te ich niby-domki maj tylko jedn ciank,
przypominajc pochyy potek.
- Ale Tomku! Nigdy nie naley wydawa sdu o pierwotnych mieszkacach
jakiegokolwiek kraju bez zastanowienia si nad warunkami, w jakich oni zmuszeni s
przebywa - oburzy si Bentley. - Czy ty na przykad woyby w lecie futro?
- A po c miabym wkada w lecie futro? - mrukn Tomek wzruszajc ramionami.
- A wic widzisz, w lecie nikt z nas nie wkada futra. Australia jest gorcym i bardzo
suchym krajem. Dlatego pierwotni jej mieszkacy chodz niemal nago, nie musz jak my
budowa domw, ktre by chroniy ich od zimna bd niepogody. Ponadto nale oni do
ludw zbieracko-owieckich, to znaczy ywi si wygrzebanymi z ziemi korzonkami rolin
i upolowan zwierzyn. Jeeli w danej okolicy nie mog ju znale poywienia, przenosz
si w inne, bardziej obfitujce w pokarm miejsce. Po c wic mieliby budowa trwae
domostwa, skoro ani klimat, ani warunki bytowania nie zmuszaj ich do tego?
- Wszystko to, co pan powiedzia, wydaje mi si suszne, mogliby wszake budowa
sobie wygodniejsze szaasy.
Rozmowa urwaa si na chwil. Z obrbu obozu wyszed stary Australijczyk
o pomarszczonej twarzy. Tony powsta z ziemi, a nastpnie bez popiechu ruszy ku
posacowi. Spotkali si mniej wicej w poowie drogi, usiedli na ziemi i rozpoczli
rozmow.
- O czym oni mwi tak dugo? - ciekawi si Tomek.
- Plemi czowieka-kangura" przez posacw wyrazio zgod na wzicie udziau
w polowaniu, lecz grzeczno wymaga teraz oficjalnego poinformowania starszego rodu
o celu naszego przybycia. Zaraz zobaczysz skutek tej rozmowy - poinformowa Bentley.
Wkrtce krajowiec oddali si w kierunku obozowiska, a Tony powrci do swych
towarzyszy. Oznajmi, e starsi plemienia przyjd na narad.
W tej chwili niemoda kobieta pojawia si nad doem z wod. Postawia obok niego
blaszank, robic wymowny ruch rk. Teraz Tony napoi kolejno konie, a gdy ugasiy
pragnienie, powrci do owcw spogldajc wyczekujco w kierunku szaasw. Niebawem
kilku krajowcw zbliyo si do biaych myliwych.

Omwienie wynagrodzenia dla krajowcw za udzia w owach nie zajo wiele czasu.
Wilmowski zobowiza si da im pewn ilo zapasw ywnoci, a ponadto kilka siekier,
noy i innych przedmiotw codziennego uytku. Odmwi jedynie dostarczenia alkoholu,
ofiarowujc w zamian ywe kangury, ktre pozostan w kotlinie po dokonaniu selekcji.
Ostatecznie krajowcy zgodzili si na t propozycj. Obiecali, e szedziesiciu
mczyzn i chopcw wemie udzia w nagonce. Jednoczenie zobowizali si natychmiast
wysa tropicieli w poszukiwaniu wikszego stada kangurw. Ustalono, e polowanie
rozpocznie si za dwa dni.
Po powrocie do farmy owcy zastali ju zmontowane dwa dugie, lekkie wozy
przywiezione w czciach ze statku. Byy one kryte brezentem, obcignitym na
bambusowych pakach. Zaprzg kadego z nich miay stanowi cztery konie. Jeszcze przed
nadejciem wieczoru zaadowano przewiewne skrzynie-klatki, przeznaczone do przewozu
kangurw oraz odpowiedni ilo ywnoci i sprztu obozowego.
Przed rozpoczciem oww naleao wwz wskazany przez tropiciela przemieni
w puapk, w ktr powinny wpa kangury. Nastpnego dnia po powrocie z wywiadu
karawana wozw i jedcw opucia farm Clarka pnym popoudniem, aby najciszy
odcinek drogi przez step odby po zachodzie soca. Dziki temu, zaledwie po jednym
krtkim odpoczynku, owcy znaleli si o wicie w okolicy wwozu. Wybranie miejsca na
obz nie zabrao wiele czasu. W pkolu utworzonym przez wozy rozstawiono namioty,
a konie po sptaniu puszczono na traw.
Niebawem owcy rozpoczli prace przygotowawcze w wwozie. W najwszym
miejscu, to jest u jego wylotu w kotlin, wkopali mocne supy z odpowiednimi zaczepami na
drucian siatk. Po kilku prbach zamykania gardzieli wwozu, supy zamaskowano zieleni.
Byo to wskazane ze wzgldu na pochliwo kangurw, aby zbyt wczenie nie spostrzegy
niebezpieczestwa. Wkrtce wszystkie przygotowania zostay ukoczone. Teraz naleao
jedynie oczekiwa na krajowcw biorcych udzia w polowaniu. Nie sprawili zawodu.
Przybyli ca gromad i rozoyli si obozem w pobliu wwozu.
Tomek przyczy si do swych towarzyszy idcych powita Australijczykw w ich
obozowisku. Pragn bliej przyjrze si wspaniaym australijskim myliwym, przed ktrych
wzrokiem, wedug powszechnie panujcej opinii, adne nawet najmniejsze stworzenie yjce
w pustynnych stepach nie potrafio ukry swoich ladw.
W pierwszej chwili wszyscy krajowcy wydali si Tomkowi podobni do siebie jak
dwie krople wody. Ich ziemistoczarne ciaa pokryway szerokie blizny pochodzce
z prymitywnego tatuau. Pomalowani byli w biae pasy na znak gotowoci do walki i oww.

Najwicej upodabniay ich lekko wyduone gowy pokryte czarnymi, poyskliwymi, gstymi
wosami, nosy wskie u nasady, a szerokie w nozdrzach oraz mae oczy i grube wargi.
Ubranie krajowcw stanowiy wizki traw przymocowane do sznurkw opasujcych
biodra. Myliwi uzbrojeni byli w dugie dzidy, bumerangi oraz tarcze. Wygldali wojowniczo
i dziko, czego nie agodziy nawet przyjazne umiechy, pojawiajce si na ich twarzach na
widok biaych.
Myliwi przyprowadzili z sob kilka starszych kobiet. Te, zgodnie z przyjtym wrd
tubylcw obyczajem, zajy si urzdzeniem obozowiska oraz przygotowaniem posiku.
Wilmowski, chcc dobrze usposobi krajowcw do polowania, ofiarowa im dwa
barany, znaczn ilo puszek z konserwami i suchary. Okazao si, e Australijczycy
doskonale potrafi dawa sobie rad w tak nieprzystpnym dla czowieka terenie. Znanym
tylko im sposobem szybko wyszukali odpowiednie miejsce, po czym wykopali niezbyt gboki d, w ktrym pojawia si woda 43.
Wdz plemienia poinformowa biaych owcw, i rozesa ju w okolic tropicieli na
poszukiwanie wikszego stada kangurw. Spodziewa si ich powrotu z odpowiednimi
meldunkami jeszcze przed zachodem soca.
Przez reszt dnia Tomek przebywa wrd Australijczykw. Niektrzy z nich ju
wiedzieli o nim z opowiada zwiadowcw, wysanych uprzednio do farmy Clarka. atwo
wic nawizywa nowe znajomoci. Podczas uczty czarownicy odtworzyli taniec
przedstawiajcy polowanie na kangury. Wedug ich wierze, miao to zaskarbi myliwym
przychylno ducha", ten bowiem cieszy si widzc zwinno czowieka i nasya mu potem
stado tustych zwierzt. Oczywicie nie obyo si bez popisw sprawnoci myliwskiej.
Tomek strzela do celu ze sztucera, a Australijczycy rzucali bumerangami i dzidami. Tomek
zdziwi si niezmiernie, widzc niezwyk si i zrczno tych na pozr wto zbudowanych
mczyzn. Ich cienkie rce z niezawodn celnoci rzucay na du odlego cikie dzidy
i bumerangi; na swych nogach, pozbawionych niemal ydek, potrafili biega z wiatrem w
zawody. Na jedzeniu oraz wsplnych popisach czas upyn do wieczora. Zgodnie
z przewidywaniem wodza krajowcw, zwiadowcy zjawili si w obozie jeszcze przed
zachodem soca. Wedug ich relacji, w odlegoci okoo p dnia drogi na pnocny wschd
od obozu, popasao due stado kangurw w pobliu maego rdeka, nie naleao si wic
43

Australijscy krajowcy potrafi odszukiwa miejsca, w ktrych znajduj wod na maych gbokociach.
Zazwyczaj kopi tam doy i posugujc si dugimi somkami, wysysaj wilgo.

obawia, aby zbyt szybko zmienio miejsce erowania.


Po otrzymaniu tej wiadomoci Wilmowski natychmiast zwoa narad w celu
omwienia planu oww. Wwz puapka, .do ktrego zamierzali zagna kangury, lea
w acuchu skalistych wzgrz, cigncym si z pnocy na poudnie. Na zachd od niego
znajdowaa si martwa i bezwodna pustynia. Tam kangury nie mogy szuka schronienia
przed obaw, naleao je wobec tego osaczy tylko z trzech stron: z poudnia, wschodu
i pnocy, a potem gna w kierunku wwozu.
W myl rady Bentleya jedna grupa krajowcw, pod wodz Wilmowskiego, miaa
pieszo rozcign si dugim szeregiem na poudnie od wwozu puapki. Zadaniem jej byo
zastpi z tej strony drog uciekajcym kangurom. Reszt pieszych krajowcw i jedcw
podzielono na dwa oddziay. Jeden z nich, dowodzony przez Bentleya, mia zatoczy szeroki
uk ze wschodu na pnoc, by sposzy kangury w kierunku poudniowym, podczas gdy drugi
oddzia, ze Smug na czele, otrzyma polecenie zamknicia kota nagonki od wschodu. W ten
sposb owcy, zwajc coraz bardziej piercie obawy, powinni zmusi kangury do
schronienia si w wwozie.
Tomek, ku swemu zadowoleniu, zosta przydzielony do grupy Bentleya. Miaa ona
najdusz drog do przebycia i pierwsza rozpoczynaa owy. Wyruszya te w drog zaraz po
pnocy, aby o wicie znale si ju na wyznaczonym miejscu. Grupa ta skadaa si
z dwunastu jedcw i kilkunastu pieszych krajowcw.
Na czele oddziau jechao dwch tropicieli, zaraz za nimi podali Bentley i Tomek.
Noc bya bardzo jasna. Na czystym niebie usianym gwiazdami wyrazicie pon Krzy
Poudnia. Olbrzymi ksiyc zalewa cay step srebrzyst powiat.
- Czy nie jedziemy zbyt wolno? - zagadn Tomek, ktry pragn jak najszybciej
znale si na wyznaczonym miejscu.
- Musimy jecha powoli, aby przedwczenie nie zmczy koni - odpar Bentley. Mamy przecie spory szmat drogi do przebycia. Z chwil rozpoczcia nagonki wierzchowce
nasze powinny by w jak najlepszej formie.
- Prosz pana, czy kangury mog przerwa acuch obawy?
- Wszystko zaley od naszej sprawnoci oraz szybkiej orientacji.
W niebezpieczestwie kangury pdz jak wicher. W normalnych warunkach skoki ich
wynosz okoo trzech metrw, lecz gdy s przeraone, przebywaj za jednym skokiem nawet
ponad dziesi metrw.
- Co bdziemy robili w czasie nagonki?
- To, co si robi zawsze w takim przypadku - wyjani Bentley. - Jak najwicej

haasu...
Po kilkugodzinnej jedzie ujrzeli pasmo wzgrz, zarysowujce si w dali na tle
jasnego nieba. Wkrtce przewodnicy jadcy na przedzie zatrzymali konie. Oznajmili, e
wedug ich oblicze powinni ju byli wymin wytropione stado kangurw. Wobec tego
Bentley zarzdzi wypoczynek. Konie uwizane na arkanach puszczono na traw. owcy
usiedli na ziemi, aby posili si i odpocz przed polowaniem.
Tomek nie mg wprost doczeka si koca nocy. Bentley zachca go do drzemki,
lecz mimo kilkakrotnych usiowa nie zdoa zasn. Po raz pierwszy mia wzi udzia
w wielkich owach na dzikiego zwierza. Nie mg opanowa podniecenia, a na domiar zego
denerwowao go zachowanie si Bentleya. Przykucn on na ziemi i palc sobie najspokojniej
w wiecie fajk, rozmawia z krajowcami o jakiej uroczystoci, ktr nazywa korro-bori".
Jak wynikao z rozmowy, podczas takich uroczystoci krajowcy przyjmowali chopcw do
grona mczyzn. Poczone to byo z wieloma tajemniczymi ceremoniami, w czasie ktrych
wybijano modziecowi zb, lewy grny siekacz, na znak uznania go za dorosego. Caa
uroczysto przeplatana bya zabaw, tacami i uczt, a brali w niej udzia sami mczyni.
Ale ten Bentley to dziwny czowiek - myla Tomek ze zoci. - Akurat teraz, przed
rozpoczciem polowania zachciao mu si rozmawia o tacach i piewach!"
Odwrci si plecami do Bentleya i niecierpliwie spoglda w niebo. Nie mg
wypatrze najmniejszych oznak nadchodzcego dnia. Zapomnia nawet o tym, e na tej
szerokoci geograficznej przed wschodem soca panuje taka sama ciemno jak w peni
nocy. Dlatego te ogarna go nieopisana rado, gdy nie poprzedzone witem olbrzymie
soce pokazao si na niebie. Wrd owcw zapanowao oywienie. Bentley zaraz wyprawi
trzech tropicieli na zwiady. Lekkim krokiem szybko oddalili si w step i w krtkim czasie
zniknli zupenie wrd wysokiej trawy. Bentley wydoby z torby podrnej dymn rakiet,
za pomoc ktrej mia powiadomi myliwych z grupy poudniowej" i wschodniej"
o rozpoczciu nagonki. Niebawem cay oddzia ruszy w trop za zwiadowcami.
Okoo trzech godzin wolno posuwali si po stepie. Zwiadowcy nie dawali znaku
ycia. Tomka ogarnia ju niepokj, czy przypadkiem nie rozminli si z nimi, gdy naraz
jeden z nich wychyn z zieleni.
- Znalelicie kangury? - zapyta Bentley, podjedajc do niego.
- Tak, znalelimy. W nocy odeszy od wody wicej na pnoc - powiedzia krajowiec
aman angielszczyzn. - S teraz tam!
Miejsce popasu kangurw znajdowao si na wprost skalistych wzgrz.
- To niedobrze - zauway Bentley. - Obawiam si, e w takiej sytuacji grupa, ktra

miaa osaczy je od wschodu, znajduje si za daleko od nas.


- Niech pan nie dopuci do tego, aby kangury nam ucieky! - zawoa Tomek.
- Postaramy si zaradzi zemu, lecz przede wszystkim naley zachowa spokj stanowczo odpar Bentley.
Pomyla chwil, po czym rzek:
- Zbyt mao mamy ludzi, aby rozdziela si teraz na dwie grupy. Jeeli natychmiast
nie zaczniemy nagonki, to kangury mog oddali si jeszcze bardziej na pnoc. Wobec tego
trzech z nas musi wyruszy na poudnie, aby zawrci stado, gdyby usiowao przemkn si
midzy nami a grup dc ze wschodu.
Zastanawia si chwil nad doborem tej trzyosobowej osony, majcej zaj stanowisko na
poudniu. Nieatwo mu jako byo powzi decyzj. W kocu swj badawczy wzrok
zatrzyma na chopcu.
- Tomku, wemiesz dwch krajowcw i jadc jak najwolniej, ruszysz w kierunku
poudniowym - postanowi. - Kiedy ujrzysz wypuszczon przeze mnie dymn rakiet, gnaj
naprzd, jakby gonio ci sto bengalskich tygrysw. Trzymaj si kierunku rwnolegego do
wzgrz dopty, dopki nie napotkasz grupy nadcigajcej ze wschodu. Wwczas dopiero
poczysz si z ni i razem zamkniecie acuch obawy.
- Och, prosz pana, czy nie moe kto inny pojecha zamiast mnie? - aonie poprosi
Tomek.
- Czy obawiasz si, e z tego powodu ominie ci polowanie? - zapyta Bentley. - Ale
chopcze, przecie bdziesz trzyma gwn ni oww w swoim rku. Czy wiesz, dlaczego
wybraem ciebie?
- Wanie, e nie wiem, ale myl...
- Widz ju po twojej minie, e nie odgade. Zaraz ci to wyjani. Ot gdyby
kangury usioway przelizn si midzy nami a grup nadcigajc ze wschodu, naley je
zawrci za wszelk cen. Jeli raz przerw acuch obawy, rozwiej si po stepie jak wiatr.
Czy wiesz, co moe zmusi kangury do zmiany kierunku ucieczki?
- Nie wiem, prosz pana!
- W razie koniecznoci trzeba zabi przewodnika prowadzcego stado. Dlatego te
mj wybr pad na ciebie. Z tego wszystkiego, co opowiadano o tobie, uwaam ci za
najlepszego strzelca w naszej grupie. Gdyby z nami by tutaj pan Smuga lub bosman
Nowicki, posabym jednego z nich.
Tomek poczerwienia z radoci i dumy. Przez dusz chwil nie odzywa si, aby nie
pokaza wielkiego wzruszenia. W kocu powiedzia niby to zupenie obojtnym tonem:

- Ha, jeli tak przedstawia si caa sprawa, to rusz na poudnie. Krajowcy musz mi,
o ile zajdzie potrzeba, wskaza przewodnika stada, ebym si nie pomyli.
Bentley z niepokojem spojrza na chopca.
Ile to zarozumiaoci w tym pdraku - pomyla. - On gotw jest zepsu nam cae owy!"
Nie byo wszake czasu na dusze rozwaania. Bentley. wybra dwch krajowcw
i wytumaczy im krtko, na czym polegao ich zadanie. Tomek na swoim pony ruszy na
poudnie, tymczasem Bentley z reszt grupy oddali si w kierunku zachodnim.
Zaledwie Tomek pozosta sam z krajowcami, jego pewno rozwiaa si jak dym gasncego
ogniska. Co bdzie, jeli zmyli kierunek? Czy w razie koniecznoci naprawd potrafi
zawrci kangury? Z ukosa spojrza na jadcych obok niego Australijczykw. Zaniepokoi
si, ujrzawszy dwie pary to nakrapianych oczu badawczo wpatrzonych w niego.
- Czy dobrze jedziemy? - zagadn dla dodania sobie odwagi.
- Dobrze jecha, tylko wolniej - potwierdzi krajowiec. Powcign pony cuglami.
Jechali noga za nog. Tomkowi czas zacz si duy niezmiernie. Coraz czciej spoglda
na wschd, czy te przypadkiem nie ujrzy nadcigajcej drugiej grupy jedcw. Nie byo ich
jednak wida.
A to wpadem! - pomyla. - Zostaem dowdc grupy krajowcw i licho chyba wie, co mam
dalej z nimi robi? Na pewno ojciec ani pan Smuga nie postpiliby ze mn w ten sposb!
A jeli ci Australijczycy s zdrajcami i uprowadz mnie w step?"
W tej chwili brunatna rka chwycia pony za uzd i osadzia go w miejscu.
Tomek szybko zamkn oczy, oczekujc na zdradziecki cios, lecz zamiast uderzenia usysza
wysoki gos krajowca:
- Patrze, prdko patrze! Znak wida!
Otworzy oczy. Australijczycy wskazywali rkoma na zachd. W dali wzbijaa si rakieta,
snujc za sob ciemny ogon dymu. Nagonka ruszya! Tomek natychmiast zapomnia o swych
obawach. W myli powtrzy polecenie Bentleya:- Kiedy ujrzysz wypuszczon przeze mnie
dymn rakiet, ruszaj naprzd jakby gonio ci sto bengalskich tygrysw".
- Jedziemy, ile tylko koniom si starczy - krzykn do krajowcw. Uderzyli
wierzchowce pitami. Z miejsca ruszyli galopem. Trawa zacza umyka spod koskich
kopyt. Daleko na zachodzie rozlegy si gste strzay i przecigy krzyk nagonki.
Tomek chwyci rkoma za wysoki k sioda, ponagli pony do szybszego biegu.
Wyprzedzi krajowcw o kilka metrw, gdy nie byli oni zbyt dobrymi jedcami. Zapomnia
niemal o nich. Gna, nie ogldajc si za siebie. W pewnej chwili usysza krzyki:
- Strzelba! Strzelba! Strzelba!

Czego oni chc ode mnie?" pomyla i obejrza si.


- Strzelba! Strzelba! - w dalszym cigu woali krajowcy.
Teraz dopiero Tomek uzmysowi sobie, e odgosy obawy przybliyy si znacznie. Spojrza
w prawo. Ogarno go ogromne podniecenie. Ukosem przez step mkny kangury olbrzymimi
susami, oddalajc si coraz bardziej na wschd od skalnego acucha. Due stado rozcigno
si szerokim ukiem. Silniejsze sztuki wysforoway si mocno do przodu. Dopiero w
odlegoci kilkuset metrw za pierwszymi kangurami galopowali jedcy, krzyczc jak
optani.
- Strzelba! Strzelba! - woali krajowcy, wskazujc na szybko zbliajce si kangury.
Tomek zmierzy wzrokiem odlego dzielc go od nadbiegajcych kangurw. Byy one
znacznie szybsze od pony. Wedug oblicze Tomka, zbliajc si ukosem mogy wymin go
o jakie trzysta metrw.
Nie trafi na tak odlego" pomyla. Uderzeniem pit ponagli pony do biegu.
Wytrzymay, silny kuc wycign krtk szyj i ruszy naprzd ze zdwojon energi.
Trzymajc si mocno jedn rk grzywy konia, Tomek ostronie przygotowywa sztucer.
Pony zdobywa si na najwikszy wysiek. W kocu zbliy si znacznie do pierwszych
umykajcych kangurw. Krajowcy zrwnali si z Tomkiem. Jeden z nich mijajc go zawoa:
- My krzycze, a ty strzela! Tylko prdko, prdko!
Wyprzedzili Tomka, ktry szarpn cuglami i zatrzyma pony. Unis si w strzemionach,
ciskajc w rkach sztucer. Kangury znajdoway si ju bardzo blisko. Pierwszy gna
olbrzymi samiec, wykonujc znacznie dusze skoki ni pozostae zwierzta. Przycisn do
piersi przednie krtkie apy, wycign do tyu ogon i ca si potnych mini ud uderza
o ziemi dugimi, smukymi, sprystymi tylnymi koczynami, odbija si do gry, migajc
wrd trawy brunatnym cielskiem.
To jest na pewno przewodnik stada" pomyla Tomek.
Zacz mierzy, lecz nawet na najkrtsz chwil nie mg naprowadzi muszki sztucera na
poruszajce si byskawicznie cielsko zwierzcia
Nic z tego" skonstatowa zasmucony, opuszczajc bro.
Krajowcy ju go wyprzedzili o kilkadziesit metrw. Zwrcili teraz konie wprost na kangury,
wydajc jednoczenie przeraliwy okrzyk. Przewodnik stada przystan na sekund, prostujc
si na tylnych apach na ca wysoko ciaa. To go zgubio. Tomek szybko podnis sztucer
i mierzc krtko, nacisn spust. Huk strzau rozpyn si po stepie. Kucyk przysiad niemal
na zadzie. Niewiele brakowao, aby Tomek znalaz si na ziemi. Odzyskujc utracon na
chwil rwnowag, ujrza olbrzymiego kangura walcego si ciko w traw.

- Hurra! - wrzasn Tomek; przerzuciwszy sztucer przez rami, wydoby colta.


Strzela w gr wrzeszczc z krajowcami, ile tylko mia si. Przeraone mierci swego
przewodnika kangury zawrciy na poudnie. Zupenie nieoczekiwanie Tomek ujrza
wyaniajc si z wysokiej trawy dug lini jedcw. Hukny nowe strzay i ozwa si
wrzask kilkunastu gardzieli. To Smuga nadciga ze swoj grupa, by zamkn acuch
obawy od wschodu.
- Hurra! - krzykn Tomek po raz drugi, po czym pogna za uciekajcymi kangurami.
Pdzone z dwch stron stado pomykao na poudnie. Wkrtce drog zagrodzi mu acuch
pieszych krajowcw. Zwierzta rzuciy si z powrotem na wschd, lecz rozgrzana owami
grupa Smugi powstrzymaa je krzykiem i strzaami. Bieg stada na pnoc znw uniemoliwi
oddzia Bentleya. W ten sposb przeraone, zdezorientowane ju zupenie kangury pomkny
na zachd w kierunku skalnego acucha wzgrz. Oczekiwa tam na nie cichy w tej chwili
wwz puapka.
Bez wikszych trudnoci oraz niespodzianek zagnano kangury do wwozu, ktrego
gardziel zamknito natychmiast drucian siatk.
Wilmowski, zabezpieczywszy zwierzta w Wwozie, zacz si rozglda za Tomkiem.
Nigdzie nie mg go dojrze.
Zapytany o chopca Bentley odpar z miym umiechem:
- Niech pan przestanie niepokoi si o niego. To naprawd zuch. Dziki niemu
kangury nie zdoay wymkn si z piercienia obawy. W nocy odeszy dalej na pnoc,
zachodzia wic obawa, e powstanie dua luka midzy moimi ludmi a grup Smugi. Wobec
tego postanowiem wybra najlepszego spord nas strzelca, aby w razie koniecznoci
zastrzeli przewodnika stada i zawrci je na poudnie. Wybraem Tomka, poniewa wedug
mego zdania, chopak ma specjalne zdolnoci do posugiwania si broni. Przyj moj
propozycj. W najkrytyczniejszym momencie obawy spisa si znakomicie. Pojecha teraz
z krajowcami po zabitego przez siebie kangura.
- auj, e nie widziae Tomka skadajcego si do strzau - wtrci Smuga. - Byem
o jakie sto metrw od niego. Jednym strzaem powali przewodnika stada. Bdzie
znakomitym strzelcem.
- Opinia pana Smugi, znanego z celnoci strzau, jest najbardziej miarodajna - doda
Bentley - bo ja... przyznam si... nigdy nie zabiem adnego zwierzcia. Lubi chwyta ywe
okazy, lecz nie potrafibym pozbawia ich ycia.
- Bezmylne zabijanie dzikich zwierzt jest zwykym barbarzystwem - orzek Smuga.
- Wielka to jednak zaleta, jeli owca posiada celne oko.

- Oczywicie, ma pan racj! Tomek zasuy na szczegln pochwa za wykazanie


w czasie oww wiele rozsdku. Wykona najcilej moje polecenie - przyzna Bentley.
Wilmowski z duym zadowoleniem przysuchiwa si tej rozmowie. Z niecierpliwoci
oczekiwa powrotu syna. W cigu niecaej godziny Tomek zjawi si w obozie. Zaledwie
zdy uciska ojca, natychmiast zapyta o bosmana Nowickiego. Wilmowski poinformowa
go, e marynarz rozdziela ywno krajowcom.
- Wobec tego musz odszuka bosmana, aby wrczy mu przyobiecanego kangura powiedzia Tomek i otoczony gromadk krajowcw ruszy w gb obozu, prowadzc konia
objuczonego olbrzymim zwierzciem.

WYPRAWA NA DZIKIE DINGO


Przez kilka dni caa gromada zajta bya wyawianiem z wwozu kangurw
przeznaczonych do przetransportowania na statek. W tym czasie zdarzy si Tomkowi
zabawny przypadek. Mianowicie postanowi on przyjrze si bliej olbrzymiej samicy, ktra
w worku swym na brzuchu nosia modego kangura wychylajcego co pewien czas ma,
mieszn gwk z duymi uszami. Tomek wiedzia ju, e dugo dopiero co urodzonego
zwierztka nie przekracza trzynastu centymetrw. Przychodzi ono na wiat niezupenie
jeszcze uksztatowane, zaledwie z zacztkami koczyn. Dalszy ich rozwj nastpuje w worku
matki. Natychmiast po urodzeniu potomstwa kangurzyca umieszcza je w worku na swoim
brzuchu, gdzie malestwo przysysa si cile domykajcymi si, a nawet zrastajcymi po
brzegach wargami do sutek gruczow mlecznych matki i przez duszy czas jakby wisi na
nich. Dopiero po omiu miesicach uksztatowany ju kangurek opuszcza bezpieczne
schronienie, jakie stanowi dla niego matczyna torba.
owcy nie chcieli, aby kangurzyca zbyt dugo przebywaa w ciasnej klatce, odczyli j
przeto od stada i trzymali w oddzielnej zagrodzie. Dopiero przed samym odjazdem z farmy
miano zamkn kangurzyc w duej skrzyni.
May kangurek interesowa si ju wiatem zewntrznym. Wychyla ebek, porusza
zabawnie mordk i uszami, a kiedy Tomek macha do niego rk, znika natychmiast,
wystraszony, w worku matki.
Pewnego dnia Tomek wszed do zagrody. Kangurzyca stana w rogu wyprostowana,
opierajc si na dwch tylnych apach i grubym ogonie. Przekrzywiajc gow, widrujcymi
oczkami spogldaa na chopca. Zachowywaa si bardzo spokojnie, wic bez obawy podszed
do niej. Wkrtce te cakowit uwag zwrci na maego kangurka, ktry wychyliwszy
z worka matki ebek przyglda si mu ciekawie. Tomek wycign rk, by pogaska go po
gwce. Nagle poczu silne uderzenie w kark. Wyprostowa si natychmiast, lecz kangurzyca,
jak wytrawny bokser, zacza uderza go przednimi krtszymi apami w piersi i gow.
Pocztkowo Tomek by zaskoczony t napaci, ale gdy wok rozlegy si miechy owcw,
zacisn donie do obrony. Po chwili w zagrodzie rozgorza mecz bokserski. Rozgniewana
kangurzyca zadawaa krtkie ciosy, chwytaa Tomka ap za kark, bijc rwnoczenie drug.
a w kocu tyln nog kopna go w kolano. W tej chwili do zagrody wkroczy olbrzymi
bosman Nowicki.
- Nie tak ostro, siostrzyczko! - krzykn do kangurzycy i zasoni Tomka.

Krtka przednia apa wyldowaa na jego karku, a jednoczenie otrzyma solidnego kopniaka
w kolano. Zakl po marynarsku. Wok rozbrzmiewaa ju burza miechu. Bosman
z Tomkiem szybko wycofali si z zagrody.
- Dwa zero dla kangurzycy - ze miechem wola Bentley.
- Szanowny pan nie byby tak wesoy, gdyby poczstowaa go tgim kopniakiem jak
mnie - odpar bosman z kwan min. - Widziaem wprawdzie w Hamburgu tresowane do
boksu kangury, ale kto tutaj t diablic tego nauczy, to ju naprawd nie wiem.
- Kangurw nie trzeba uczy boksowania, to jest ich normalny sposb walki - wyjani
Bentley. - Tak wanie walcz midzy sob i podobnie broni si przed ludmi.
- Wic uwaasz pan, e i te, ktre widziaem boksujce si w Hamburga, nie byy
specjalnie tresowane? - zdziwi si bosman.
- Jestem tego pewny - potakn Bentley. - Caa sztuka polega jedynie na oswojeniu ich
z widokiem ludzi i wiate.
Zawstydzeni zabawn przygod bosman i Tomek przestali interesowa si kangurami
zamknitymi w wwozie. Dla odmiany rozpoczli natomiast poszukiwania za strusiami. Raz
nawet zapucili si z Bentleyem i Tonym daleko w step.
Byo wczesne, gorce przedpoudnie. Grupka owcw wolno posuwaa si po
wyboistym paskowyu porosym do wysok traw. Tony pierwszy wypatrzy stadko
erujcych ptakw.
- Emu, tam, z prawej strony pagrka! Szybko zsiada z koni i nic nie mwi - ostrzeg
pgosem.
Pierwszy zsun si z wierzchowca. Reszta owcw natychmiast uczynia to samo.
Tony poprowadzi ich w kierunku pagrka o kopulastym wierzchoku. U stp wzniesienia
szybko wbili w ziemi paliki, do ktrych przywizali konie, po czym, zachowujc ostrono,
wczogali si na pagrek. Bentley wydoby polow lornetk. Wysunwszy gow z trawy,
zacz rozglda si za emu. Wkrtce wskaza rk kierunek.
Bosman i Tomek kolejno przygldali si przez lornetk oryginalnym ptakom. Stadko skadao
si z piciu dorosych okazw i czterech modych. Wysoko jedynego w stadku samca
wynosia okoo stu siedemdziesiciu centymetrw, natomiast samice byy nieco nisze.
Posiaday matowobrunatne i tawe upierzenie.
Tomek uwanie przyjrza si emu. Miay szyj krtsz ni bardziej znane mu z ilustracji
strusie afrykaskie i krtsze, opierzone od stawu skokowo-goleniowego nogi. Bardzo mae
skrzyda przylegajce do tuowia, byy zupenie niewidoczne. Boki gowy oraz gardziel
ptakw nie miay upierzenia. Do tych spostrzee Tomka, Bentley jako zoolog, doda, e nogi

emu zakoczone s trzema palcami, z ktrych najkrtszy jest zewntrzny, a wszystkie kocz
si silnymi pazurami.
Najwicej zaciekawienia wzbudziy w Tomku mode pisklta. Musiay by bardzo
aroczne, poniewa bez przerwy buszoway wrd trawy za poywieniem. Upierzenie ich
byo oryginalniejsze ni dorosych okazw. Pokrywaa je bowiem jeszcze pierwsza puchowa
szata, znaczona szecioma szerokimi, podunymi pasami.
Niestety owcy niezbyt dugo mogli obserwowa australijskie emu. Bosman, ktrego
rwnie niezmiernie zainteresoway pstrokate pisklta, nieopatrznie podnis si na nogi, aby
lepiej widzie, wtedy czujny samiec wypatrzy go i wszystkie strusie szybko umkny w step.
owcy pobiegli wprawdzie do koni i przez jaki czas cigali emu, lecz, mimo i ptaki
uciekay wolniej z powodu pisklt, pogo okazaa si bezskuteczna, wierzchowce bowiem
obawiay si dziwnego dwiku wydawanego przez pira pierzchajcych emu.
- Ale te z pana niezdara - oburzy si Tomek na bosmana. - Gdyby przez
nieostrono nie sposzy pan emu, moe udaoby si nam podkra do nich i chocia
pisklta schwyta.
Bosman zmarkotnia, bo i jemu wydawao si, e okazja naprawd bya ku temu
doskonaa, lecz Bentley wyprowadzi z bdu obydwch przyjaci wyjaniajc:
- Nie martwcie si, moi drodzy. Nie jestemy przygotowani do oww, a emu, chocia
nie s specjalnie bojaliwe, poznay ju, e ich najwikszym wrogiem jest czowiek. Nie tak
atwo je podej. Poza tym emu jednym uderzeniem swej potnej nogi moe zama
czowiekowi ko biodrow lub te zabi atakujcego psa.
- No, no, kto by si spodziewa takiej siy po ptaszysku - zdziwi si bosman. Ciekawe, czy ich jaja i miso dobre s do jedzenia? Bo przyznam si, e nawet apetycznie
wyglday te pisklaki.
- Pan tylko o jedzeniu mwi - mrukn jeszcze nachmurzony Tomek.
- Mczyzna susznego wzrostu, to nie maoletni pdrak, co byle czym si zaspokoi odparowa bosman. - Powiedz pan, panie Bentley, czy nadaj si one do jedzenia?
- Miso modych jest nawet bardzo smaczne - potwierdzi zoolog. -Z tuszczu za
starych okazw przygotowuje si olej, skuteczny podobno na rozmaite dolegliwoci.
- Nie przekonasz mnie pan, e prawdziwy rum jamajka nie jest najlepszy na wszelkie
chorbska i zmartwienia - zaoponowa bosman. - Sprawdziem to przecie na sobie nie raz!
- Znw pan zaczyna po swojemu - wtrci Tomek. - Prosz pana, ile maych wysiaduje
emu?
Bentley, jak zwykle to czyni w takich razach, obszernie wyjani:

- Samiec emu wykopuje niewielkie wgbienie w ziemi, ktre wyciea traw


i chwastami. Samica zazwyczaj skada tam okoo siedmiu lub omiu jaj. Jeeli wiksza ilo
jaj jest w gniedzie, to moesz by pewny, i znioso je tam kilka samic. Wysiadywanie trwa
szedziesit dni, przy czym wysiaduje tylko samiec, ktry rwnie z wielk pieczoowitoci
opiekuje si potomstwem. Dla informacji pana bosmana dodam, e jaja emu s jadalne,
a pojemno jednego z nich wynosi okoo p litra masy. Starczyoby takie jedno jajeczko dla
pana na niadanko, co?
- Nie mw pan teraz o tym z aski swojej, bo ciut godny jestem - aonie odpar
bosman ku uciesze Tomka.
- Jeeli ma pan ochot na jajecznic, to mgbym panu poleci jajo strusia
madagaskarskiego - cign dalej rwnie rozbawiony Bentley. - Jego jajeczko" bowiem jest
znacznie wiksze od jaja emu.
- To ju chyba niemoliwe - zaprzeczy bosman, oblizujc si na sam myl
o smacznej jajecznicy.
- Zapewniam pana, e zostao to naukowo stwierdzone, chocia strusie
madagaskarskie dawno ju wymary. Pojemno jednego ich jaja wynosia prawie dziewi
litrw, co rwnao si szeciu jajom strusia afrykaskiego, siedemnastu jajom emu lub stu
czterdziestu omiu kurzym.
- To to zwyke drastwo pozwoli wymrze tak poytecznym ptakom! - zawoa
marynarz, poruszony do gbi sowami zoologa.
Bentley i Tomek wybuchnli miechem. Bosman wcale si tym nie przej. Jak zwykle
praktyczny, postanowi zasign jeszcze wicej informacji o tak poytecznych dla czowieka
ptakach.
- Ciekawe rzeczy pan opowiada - zacz rozmow. -Ja mylaem, e na wiecie s
tylko strusie afrykaskie i emu, a tu tymczasem sysz o innych gatunkach. Kto wie, gdzie
jeszcze mog rzuci mnie losy, skoro zwizaem si przyjani z takimi wiercipitami? Warto
wic wiedzie, jakie ptaszyska znoszce jaja dobre do jedzenia yj na rnych kontynentach.
Powiedz pan z aski swojej, jak to jest z tymi strusiami? Wida istnieje jeszcze wiele
dziwade, o ktrych nie syszaem!
- Chtnie to panu wyjani - odpowiedzia Bentley. - Zdolno latania jest tak
charakterystyczn cech ptakw, e gatunki pozbawione jej wydaj si nam zawsze jakim
osobliwym tworem. Takimi dziwnymi stworami wydaway si ludziom bezgrzebieniowce.
Przedstawiciele ich nale do najwikszych ze wszystkich znanych ptakw, a niektre

gatunki s prawdziwymi olbrzymami wiata pierzastego. Do bezgrzebieniowcw44 nale


cztery rzdy yjce i dwa ju wymare. S to bez wyjtku ptaki ldowe. Tuw ich osiga
u wszystkich gatunkw znaczn wielko, gow natomiast maj bardzo ma, szyj
niezwykle dug, a nogi nadzwyczaj silnie rozwinite. Uwstecznione skrzyda pokryte s
u nich mikkimi, zupenie nieprzydatnymi do lotu pirami, w zamian za to wszystkie gatunki
odznaczaj si doskonaoci biegu. Ich poywienie skada si przede wszystkim z drobnych
zwierzt oraz rolin. Maj wietny wzrok oraz lepszy ni inne ptaki such i wch.
- Bardzo prosz, niech pan wyliczy wszystkie rodzaje strusi - wtrci Tomek, pilnie
przysuchujcy si sowom Bentleya.
- S to wic: strusie waciwe45, czyli dwupalczaste, obejmujce tylko jedn rodzin.
Szereg jej gatunkw rni si gwnie ubarwieniem nagich czci ciaa. Stru zwyczajny
zamieszkuje Afryk Pnocn, poudniow Palestyn i Arabi a po Eufrat. Inne gatunki
gnied si wycznie w Afryce.
Drugi z kolei rzd bezgrzebieniowcw tworz amerykaskie nandu46 zwane inaczej
strusiami pampasw". Ten trzypalczasty ptak przebywa na trawiastych przestrzeniach,
pooonych midzy Oceanem Atlantyckim i grami Andami, poczwszy od puszcz Brazylii,
Boliwii i Paragwaju a po Patagoni. Nazwa nadana temu ptakowi przez Indian, jest
naladowaniem dononego okrzyku samca nandu, wydawanego w czasie tokowania.
Trzeci, najbogatszy w gatunki rzd, stanowi kazuary. Wszystkie one nale do jednej
rodziny. Z czternastu nam znanych - trzy tworz rodzaj emu47, a jedenacie zaliczamy do
kazuarw waciwych48. Ojczyzn wszystkich kazuarw s wyspy Oceanu Spokojnego,
poczwszy od Ceram i Amboiny poprzez Now Gwine po Now Brytani oraz Australi.
Warto tu wyjani, e australijskie emu maj szyj i nogi znacznie krtsze od strusia
afrykaskiego. Podczas gdy emu trzyma si trawiasto-pustynnych stepw, kazuary waciwe,
o wyksztaconym wydatnie na szczycie dzioba oraz wierzchu gowy hemie, zbudowanym
z tkanki cznej, zamieszkuj gstwiny lasw, gdzie prowadz skryty i tajemniczy tryb ycia.
W przeciwiestwie do emu nie biegaj kusem, lecz poruszaj si drobnym truchcikiem. Jako
owcw powinno was zaciekawi, e prcz soczystych owocw poeraj one ryby, jaszczurki

Ratitae.
Struthio.
46
Rhea americana.
47
Dromaeus.
48
Casuarius.
44
45

i aby. W ogrodach zoologicznych ywi si przewanie chlebem, ziarnem oraz drobno


pokrajanymi jabkami.
Oddzielny rzd stanowi wymare ju nowozelandzkie moa49. Wiele opowiadali
o nich Maorysi zamieszkujcy Now Zelandi. My, niestety, znamy je tylko ze znalezionych
szkieletw i jaj, ktrych rozmiary tak przypady do gustu panu bosmanowi.
Jeszcze bardziej skpe wiadomoci zebrano o wymarych czteropalczastych strusiach
madagaskarskich. Ostatnie z bezgrzebieniowcw s kiwi50 yjce wycznie w Nowej
Zelandii.
- Trzeba przyzna, e pami szanowny pan ma doskona - pochwali bosman. Prosz, jak to czas szybko schodzi na suchaniu ciekawych rzeczy o wiecie! Oto ju
zbliamy si do obozowiska. Tylko patrze, jak Watsung uraczy nas swoimi chiskimi
specjaami!
Tym razem ju nikt nie artowa na wspomnienie obiadu. Wszyscy porzdnie
wygodnieli podczas jazdy przez step, tote popdzili konie arkanami i wkrtce znaleli si
w krgu wozw okalajcych obz.
Przez nastpnych kilka dni Tomek z bosmanem samotnie wypuszczali si na
poszukiwanie emu. Wyprawy ich jednak nie zostay uwieczone sukcesem. Wilmowski,
Smuga i Bentley zajli si przetransportowaniem kilkunastu kangurw do farmy. Mimo
zakoczenia oww na kangury nie zlikwidowali obozowiska w pobliu wwozu puapki,
poniewa mieli zamiar wykorzysta je w czasie pniejszych polowa.
Wanie Tomek, bosman i Tony powrcili z codziennej, porannej przejadki. Zaledwie
zsiedli z wierzchowcw, wybieg ku nim Watsung i poda im list od Wilmowskiego,
przyniesiony z farmy przez posaca.
Bosman otworzy kopert i przeczyta na gos:
Zdoalimy ju urzdzi jako nasze kangury. Uprosilimy rwnie pana Clarka, aby wraz ze
swymi pracownikami wzi udzia w owach na emu. Poluje on na nie od czasu do czasu ze
wzgldu na ich cenne skrki, z tego te wzgldu posiada konie oswojone z dwikiem, jaki
powoduj pira uciekajcego ptaka. Odkadamy chwilowo owy na emu, poniewa nadarza
si okazja schwytania dingo. Od kilku dni nachodz one pastwisko, na ktrym pan Clark
trzyma swoje owce. Jeli chcecie wzi udzia w zasadzce na dzikie psy przyjedajcie
natychmiast".
49
50

Dinornites.
Apteryges.

- Co ty na to, braciszku? - zapyta bosman po przeczytaniu listu.


- Jedmy jak najprdzej - z entuzjazmem odpar Tomek. - Nie mog przecie pomin
polowania na dingo.
- Wobec tego zbieramy swoje manatki zaraz po obiedzie i jedziemy - zadecydowa
bosman.
- Dingo wyruszaj na owy w nocy - zauway Tony uspokajajco. Przybyli na farm
w chwili, gdy Clark przygotowywa ju konie do drogi, Wilmowski, Smuga, Bentley i dwaj
pracownicy Clarka od samego rana urzdzali puapki na dingo. Owce pasy si na
kilkukilometrowym pastwisku, ogrodzonym dla bezpieczestwa drucian siatk. Tego
wanie dnia wykryto w niej trzy uszkodzenia, w pobliu ktrych znaleziono na ziemi wiee
lady dzikich psw. W tych wanie miejscach owcy zastawili na nie puapki.
Tomek i bosman razem z Clarkiem wyruszyli ku rozlegemu pastwisku. Byo jeszcze
do czasu do zachodu soca, wic wolno jechali gawdzc.
- Syszaem, e uprawiasz pan polowania na emu - zagadn bosman.
- Owszem, jeeli tylko czas mi na to pozwala - odpar Clark. - Polowanie jest tutaj dla
nas jedyn rozrywk.
- Powiedz pan, w jaki sposb trzeba je apa? - zaciekawi si bosman, pamitajc
wasne niepowodzenia. - Uganialimy si z Tomkiem za strusiami przez par godzin i tyle
byo z tego poytku, e przyjrzelimy si tylko ich ogonom. Konie nasze bay si dwiku,
jaki wydaj pira tych dziwnych ptakw.
- Najwaniejsz rol w polowaniu na emu odgrywa ko - wyjani
Clark. - Musi by rwnie migy jak ptaki i przyzwyczajony do tego piekielnego szelestu.
Mam kilka koni ujedonych do tego rodzaju polowania. Skry emu s bardzo poszukiwane
na rynku, tote polujemy na nie przy kadej okazji.
- Jeli panu chodzi jedynie o zdobycie skrek, to moe pan przecie strzela do emu
z pewnej odlegoci - odezwa si Tomek.
- Skra porozrywana kul straciaby swoj warto - odpowiedzia Clark, - Poza tym
emu posiada niezwyk wprost ywotno. Jeeli nie padnie natychmiast, ugodzony kul, to
mimo rany i tak zdoa uciec.
- No dobrze, ale przecie ostatecznie musi pan zabi strusia - doda Tomek.
- Masz suszno, ale potrzebny mi jest do tego jedynie dobry ko i bat rozemia si Clark.
- Nie rozumiem pana!
- Ot wystarczy jecha za strusiem i tuc go batem, a padnie martwy ze zmczenia.

To najlepszy sposb.
Tomek spojrza z oburzeniem. Clark, nie spostrzegajc, jego miny, mwi dalej:
- Emu szybko opada z si i w kocu biegnie ciko, niezgrabnie, niemal jak kaczka.
Mimo to ucieka dopty, dopki nie padnie martwy.
Bosman Nowicki wyd usta pogardliwie i rzek:
- No, askawy panie, taka zabawa nie dla mnie. Niech te ptaszyska biegaj sobie ze
swymi skrkami.
- Ja rwnie nie wezm udziau w takim polowaniu - doda Tomek. - Biedne emu...
Rozmowa urwaa si i w milczeniu dojechali do pastwiska. Nastrj Tomka poprawi si
natychmiast na widok ojca oraz pana Smugi, ktrzy przywitali ich serdecznie.
- Oto jest i Maa Gowa - zawoa Smuga na widok chopca. - Byem pewny, e nie
opucisz polowania na dingo.
- Dlaczego by pan pewny, e nie opuszcz polowania?
- Odziedziczye po ojcu yk do wczgi i przygd. Wystarczy choby szepn
polowanie", a pjdziesz nawet w najwikszym skwarze, aby wzi w nim udzia.
- Czy pan naprawd jest pewny, e ja mam tak yk"? - zapyta Tomek
podnieconym gosem.
- Z kadym dniem -coraz wicej jestem o tym przekonany.
- Wic mgbym zosta tak wielkim owc jak pan?! - zawoa uradowany Tomek.
- Jak ja? - zdziwi si Smuga, spogldajc z zaciekawieniem na chopca.
- Tak, tak! Musz z czasem zosta takim owc jak pan.
- A kt to naopowiada ci, e jestem takim wielkim owc? - indagowa Smuga,
ubawiony sowami Tomka.
- A kt by mg mi to powiedzie, jak nie bosman Nowicki? On zna chyba pana
najlepiej! - mwi Tomek z entuzjazmem. - To bosman wanie poinformowa mnie, e
w caym naszym gronie jest pan jedynym mczyzn, ktry ma wrodzon yk do owienia
zwierzt. Jake chciabym by rwnie takim odwanym owc!
- Nic o tym nie wiedziaem - powiedzia Smuga serdecznym tonem. - Chciabym mie
takiego syna, jak ty. Zobowizae mnie bardzo swoimi sowami. Myl, e tak jak tu
jestemy, bdziemy stanowili czwrk wyprbowanych przyjaci.
- Tak jak trzej muszkieterowie, o ktrych czytaem w powieci Dumasa - zawoa
Tomek z radoci.
- Co w tym rodzaju - potwierdzi Smuga.
- A to naprawd wspaniaa myl! - ucieszy si Tomek i kolejno ucisn wzruszonych

towarzyszy.
- Co tu si dzieje? - zaciekawi si Clark, ktry podczas tej rozmowy rozkulbacza
konie.
- Maa uroczysto familijna... tylko dla wtajemniczonych - mrukn niechtnie
bosman Nowicki. - No, a teraz, co tam sycha z naszymi dingo?
- Chodcie, pokaemy wam przygotowane puapki - odpar Wilmowski i ujwszy
Tomka za rk, ruszy pierwszy w gb pastwiska.
Tomek nie mg powstrzyma okrzyku podziwu, ujrzawszy niezmierzone mrowie
australijskich merynosw. Sprawiay one wraenie wielkich kbkw weny toczcych si
wrd trawy. Nawet zakrzywione rogi baranw niemal kryy si w gstej, puszystej, jakby
fryzowanej wenie.
- Ale tu musz by ich tysice! - zawoa.
- Kilkadziesit tysicy - poprawi go Clark. - Jeeli przez najblisze dwa lub trzy lata
nie nawiedzi tych okolic dugotrwaa susza, bd posiada kilkadziesit tysicy owiec.
- Co by si stao, gdyby zapanowaa dugotrwaa susza? - zapyta Smuga.
- Wwczas zamiast kilkudziesiciu tysicy merynosw miabym kilkadziesit tysicy
szkieletw bielejcych na spalonej piekielnym arem ziemi -odpar Clark. - Aby unikn tego
nieszczcia, musz zdoby si na wybudowanie studni artezyjskich. Na razie zadowalam si
tym, e w okolicy pastwisk znajduje si kilka niecek, w ktrych nad ranem zawsze mona
znale troch wody.
- Czy ma pan jakie dane, e tutaj teren nadaje si na budow studni artezyjskich? wtrci si do rozmowy Wilmowski.
- Krajowcy s tego pewni, a oni jakim, po prostu nie znanym nam, zmysem
wyczuwaj obecno wd artezyjskich.
- Ojcze, co to s wody artezyjskie? Wiem z geografii, i w Australii osadnicy buduj
studnie artezyjskie, ale nie syszaem o takich wodach" - zagadn Tomek.
- Widzisz, mj kochany, woda przesika przez przepuszczalne warstwy ziemi. Jeeli
w gbi natrafi na warstwy nieprzepuszczalne, spywa po nich i gromadzi si w pewnych
miejscach. Zdarza si, i woda trafia midzy dwie warstwy nieprzepuszczalne. atwo wtedy
odgadn, e znajduje si pod cinieniem powstaym z rnicy poziomu dna i powierzchni
warstwy przepuszczalnej. Wystarczy przewierci otwr przez nieprzepuszczalny strop, aby
woda sama wypyna, a czasem nawet wytrysna na powierzchni.
- U nas woda jest prawie tak cenna jak zoto - doda Clark. - Kiedy w 1879 roku
hodowca byda w Nowej Poudniowej Walii, kopic zwyk studni, przypadkowo natrafi na

podskrn wod w wielkiej obfitoci, zdarzenie to. poruszyo umysy wszystkich


Australijczykw.
- W jaki sposb dokonuje pan postrzyyn? Jak zaobserwowaem, na farmie znajduje
si razem z panem i kucharzem zaledwie czterech ludzi - Wilmowski poruszy nowy temat.
- Oczywicie, e sami nie dalibymy rady - wyjani Clark. - W Wilcannii
organizowane s specjalne grupy postrzygaczy. Wyruszaj one w okrelonym czasie do
poszczeglnych farm i wykonuj ca prac. U nas robotnik jest drogi i trudny do zdobycia.
Tak rozmawiajc, zbliyli si do drucianej siatki odgradzajcej pastwisko od stepu.
Wilmowski oznajmi, e tutaj wanie zaoyli pierwsz puapk. Zatrzymali si przed kp
zaroli. Na prno Tomek wypatrywa ladw zamaskowania zapaci na dzikie psy. Wrd
kp krzeww nic nie byo wida prcz trawy.
- Nie rozumiem, w jaki sposb mamy tutaj schwyta dingo? - odezwa si
zawiedzionym gosem.
Wilmowski ostronie rozgarn traw. Tomek ujrza rusztowanie misternie uplecione
z cienkich gazi, a pod nim wykopany gboki d o prostopadych cianach.
- Ju wiem teraz! - zawoa uradowany. - Przy siatce znajduje si zamaskowany d.
- Tak, powikszylimy otwr w uszkodzonym przez dingo ogrodzeniu i wykopalimy
du jam po wewntrznej stronie siatki: Dingo wpadnie w puapk, jeli bdzie chcia
przedosta si na pastwisko - doda Wilmowski.
- Czy nie lepiej byo wykopa d po drugiej stronie ogrodzenia? - zatroszczy si
bosman Nowicki.
- Nie, poniewa wtedy pozostawilibymy po sobie zbyt wiele ladw, co mogoby
wzmc ostrono nawet godnych dingo - odpar Wilmowski.
- W jaki sposb wydostaniemy psy z puapki? - dopytywa si Tomek.
- Na dnie dou rozoylimy siatk, ktr nastpnie przysypalimy lekko ziemi. Do
kracw sieci przywizalimy grube sznury. Wydobdziemy dingo spowite jak niemowl
w pieluchy - odpowiedzia Wilmowski.
- Pomylane pierwszorzdnie - pochwali bosman.
- Przed zapadniciem nocy pooymy w tych zarolach kawa surowego, wieego
misa - wtrci Clark. - Dla godnych dingo bdzie to najlepsza zachta do zaniechania
ostronoci. Chodmy dalej!
Przy trzeciej puapce zastali Bentleya i Lorenca, pracownika Clarka. Bentley koczy
maskowanie dou kpkami trawy, a Lorenc obdziera ze skry wieo zabite jagni.
- Halo! Jeli dingo bd tak godne jak ja, to o wicie zastaniemy nasze doy

przeadowane nimi - z humorem powita ich Bentley.


- Zaraz zjemy kolacj - pocieszy go Smuga. - Widz, e pomyla pan ju o przyjciu
dla nieproszonych goci.
- Tak, pan Lorenc przygotowuje smakowite kski. Zapach krwi podrani apetyt dingo
i przytpi ich czujno - odpar Bentley.
Lorenc powiartowa jagni. Poda ociekajcy krwi kawa misa Bentleyowi, ktry
pooy go na rusztowaniu maskujcym puapk. To samo uczyni przy dwch pozostaych
doach, po czym owcy udali si do zbudowanego w pobliu szaasu.
Na kolacj Tony przygotowa prawdziw uczt. Nie zabrako na niej nawet dwch
butelek dobrego wina. W jak najlepszych humorach owcy rozoyli si na trawie i palc
fajki, oczekiwali nadejcia nocy.

OPOWIE O PAWLE STRZELECKIM


Tomek pooy si na wygodnym posaniu w cieniu przewiewnego szaasu. Dugo
bdzi wzrokiem po bezchmurnym niebie, rozmylajc jednoczenie o zadzierzgnitej w tym
dniu przyjani z tak niezwykymi towarzyszami wyprawy. Puszy si nawet nieco,
monologujc po cichu:
Nikt z moich kolegw w Warszawie nie moe nawet poszczyci si znajomoci
z prawdziwym podrnikiem. A tymczasem taki wytrawny owca dzikich zwierzt jak pan
Smuga, sam zaproponowa mi swoj przyja! Poza tym pan bosman Nowicki rwnie nie
jest pierwszym lepszym marynarzem. A jaki mir ma u zaogi Aligatora! Na wszystkie jego
polecenia majtkowie subicie odpowiadaj: Ay, ay sir51! i speniaj je bez szemrania.
Takich to ja mam przyjaci! Ponadto przecie jestem synem dowdcy owieckiej
ekspedycji..."
Przyjemne rozmylania sprawiy, i w kocu zmorzony sennoci zasn z bogim
umiechem na ustach. Spa kilka godzin. Gdy si przebudzi, byo ju ciemno, na niebie
migotay gwiazdy. Jednoczenie dobiegay go gosy towarzyszy gwarzcych przy ognisku.
Zaniepokojony natychmiast podnis si i szybko podszed do nich.
- Dlaczego nie zbudzilicie mnie? - zagadn z wyrzutem. - Niewiele brakowao,
a przespabym cae polowanie!
Mczyni umiechnli si do niego. Ojciec, robic mu miejsce obok siebie, uspokoi go:
- Nie obawiaj si! Mamy jeszcze czas. Dopiero co zapad wieczr. Dingo zwykle
wychodz na owy koo pnocy.
Tomek przysiad przy ojcu.
- Pikne s tutaj noce na stepie, tylko mogoby by troch chodniej - zagai Smuga
przerwan rozmow.
- Zgadzam si z panem, ale jednoczenie zapewniam, e i inne okolice Australii maj
wiele swoistego uroku - gorco stwierdzi Bentley. - Gdybycie, panowie, znali ten kraj tak
jak ja, moe pozostalibycie u nas na zawsze.
- Bajki pan opowiadasz, za przeproszeniem! - nieoczekiwanie wybuchn bosman
Nowicki. - Nie mwiby pan takich bzdur, gdyby chocia raz w yciu ujrza nasz rodzinn
ziemi! Jakie to cudne u nas pola, lasy! A nad nasz rzek Wis, ile to piknych miast!

51

Ay sir - tak panie (po angielsku: czytaj: Aj syr).

Kochana Warszawa, grd krakowski, ho, ho! a al serce ciska, e ich widzie nie mona.
Co mi tam przy naszej Polsce wasza Australia z jej piekielnym upaem, suszami, powodziami,
stadami owiec i Bg tam jeszcze wie z czym! Przemierzyem ju prawie cay wiat, ale wierz
mi pan, e koci moje chciabym zoy tylko w polskiej ziemi...
Bentley umilk zaskoczony gwatownoci sw bosmana. Dopiero po duszej chwili
znw si odezwa:
- Nie chciaem urazi niczyich uczu. Powiedziaem jedynie, e pokochaem
Australi. Jak syszaem, nie moecie powrci teraz do wasnego kraju. Po co tua si po
wiecie? Moe tutaj moglibycie znale schronienie a do lepszych dla was czasw?
- Nie ma mowy o jakiej tam obrazie, prosz szanownego pana - pospiesznie zapewni
wzruszony marynarz. - Wybacz mi pan moe zbyt szorstkie sowa. Ot, prostak jestem, to
i pewno le si wyraziem, a pan przecie nigdy nie by w Polsce. Ach, szanowny panie, co za
widok przedstawiaj warszawskie ulice, czy te krakowski rynek, na przykad
w Noc Wigilijn! Biae patki niegu padaj na dworze, a w oknach domw jarz si wieczki
na choinkach... Poow ycia oddabym, eby mc to teraz ujrze...
Tomek westchn i przysun si do wzruszonego marynarza.
- Poczciwy bosman uwielbia nasz Warszaw - cicho powiedzia Wilmowski. Prawd mwic, to i ja rwnie odczuwam tsknot za rodzinnym miastem...
- Musi pan koniecznie odwiedzi Polsk - porywczo rzek Tomek. - Zaprowadz pana
w Warszawie do parku w azienkach i poka paac, w ktrym dawniej mieszkali polscy
krlowie. Tu przy nim pywaj w stawie pikne, biae abdzie. Ile to naobrywaem kar od
cioci Janiny za wczenie si po azienkach.
- Skorzystam z twego zaproszenia, gdy Polska odzyska sw niepodlego - zapewni
Bentley. - Warszawa musi by naprawd pikna, skoro j tak bardzo kochacie.
- Tak, tak, przyjedzie pan do Warszawy i zorganizuje nam wspaniay ogrd
zoologiczny - fantazjowa Tomek. - My za urzdzimy specjaln wypraw owieck, by
zowi jak najwicej ciekawych zwierzt do naszego ogrodu. Prawda, tatusiu?
- Prawda, kochany zapalecze! - przytakn Wilmowski miejc si. - Skoro
przygotowae posad dla pana Bentleya, to musimy postara si o zwierzta.
- Uczynibym to z wielk przyjemnoci - przyzna Bentley. - Powinnicie jednak i wy
zwiedzi najpikniejsze okolice Australii. Bdziemy przecie polowali w pobliu Alp
Australijskich, warto by wic obejrze Gr Kociuszki.
- Gr Kociuszki? - przerwa mu bosman Nowicki. - Czy to ta najwiksza gra
w Australii odkryta przez polskiego podrnika?

- Nie myli si pan. Polak, Pawe Strzelecki52, midzy innymi odkry na tym
kontynencie Alpy Australijskie i najwyszy ich szczyt nazwa Gr Kociuszki.
- Widzisz pan sam, kto wicej wart! - triumfowa marynarz. - Polak musia wam
nawet odkry najwiksz gr! Tacy my ju jestemy: do taca i do raca!
- Nigdy nie odwaybym si ujmowa zasug Strzeleckiemu, ktry dokona tutaj
wicej ni niejeden jego rodak - wyjani Bentley, umiechajc si do przekornego
marynarza.
- Czyby pan specjalnie interesowa si dziaalnoci Strzeleckiego? - zapyta
Wilmowski, zaintrygowany sowami zoologa.
- Od najmodszych lat nasuchaem si o nim niezwykych historii. W domu moich
rodzicw wiele mwiono o Strzeleckim. Musz zaznaczy, e mj dziadek, jako Polak po
upadku powstania listopadowego opuci Polsk i przywdrowa do Nowej Poudniowej
52

Polski podrnik, odkrywca i badacz Pawe Edmund Strzelecki urodzi si w Guszynie pod Poznaniem
24 czerwca 1797 roku.
W czasie dwunastoletniej wdrwki pozna niemal wikszo kontynentw wiata. Bada Ameryk Pnocn
i Poudniowa, wiele wysp Pacyfiku, Now Zelandi, skd przyby do Tasmanii i Australii. W drodze
powrotnej do Europy zwiedzi Japoni, Chiny i Pwysep Malajski, Filipiny, Indonezj i Egipt. W samej
Australii i Tasmanii przeby pieszo ponad czternacie tysicy kilometrw. Wszystkie podre odbywa na
wasny koszt.
Strzelecki w Australii przebywa w latach 1839-1844. Przedmiotem jego szczegowych bada bya Nowa
Poudniowa Walia. Jako geolog, Strzelecki stwierdzi istnienie tam wielu wanych dla rozwoju kraju mineraw,
odkry zoa zota i srebra. Na prob wczesnego gubernatora Australii Gippsa, Strzelecki zachowa
w tajemnicy wiadomo o znalezieniu zota. Podczas podry badawczych rodak nasz odkry Alpy Australijskie,
ktrych najwysze wzniesienie nazwa Gr Kociuszki. On pierwszy wskaza najbogatsz na kontynencie
krain i nazwa j na cze gubernatora - Gippslandem. Z Alp Australijskich przedar si na poudniowy zachd
do Port Phillip (dzisiejszego Melbourne), przechodzc z naraeniem ycia przez tereny pokryte gstym,
ciernistym skrobem, ktre dotd byy uwaane za nie do przebycia.
Podczas bada kontynentu dokona wielu" rnych pomiarw; po powrocie do Europy wyniki swych podry
i bada opisa w dziele o Australii i Tasmanii (dzieo pt. Physical Description of New South Wales and Van
Diemen's Land" wyda w Londynie w 1845 roku - polski przekad tego dziea ukaza si w Polsce drukiem po
raz pierwszy w roku 1958 nakadem PWN).
Za wybitne osignicia naukowe w Australii oraz za ujawnienie istnienia zota, krlowa Wielkiej Brytanii nadaa
Strzeleckiemu wysokie odznaczenie pastwowe. Strzelecki zmar w Londynie 6 padziernika 1873 roku. Do
dzisiaj istniej w Australii nazwy polskie nadane przez Strzeleckiego: Gra Kociuszki oraz miasto i dystrykt
Czarnogra, przekrcone przez Anglikw na Tarngulla"; nazwa Gry Adyny" nie przyja si. Na mapie
zamieszczonej w niniejszej ksice znajdzie Czytelnik nazwy miejscowoci zwizane z imieniem Strzeleckiego,
a nadane przez innych podrnikw i geografw dla uczczenia wanych odkry Polaka.

Walii. Tutaj zetkn si. ze Strzeleckim. Towarzyszy mu nawet w jednej z niebezpiecznych


wypraw. Matka moja przypuszcza, e Strzelecki powiedzia dziadkowi o znalezieniu zota.
Prawdopodobnie wydobywali je razem przez krtki czas. Strzelecki musia zapewne
zobowiza dziadka do zachowania tego w tajemnicy, gdy ten nigdy nie chcia rozmawia
na temat pochodzenia naszego majtku.
- Ale to prawdziwie romantyczna historia! - zawoa ze zdziwieniem Wilmowski. Jeszcze jest do wczenie, a w stepie cicho, jakby kto makiem zasia. Moliwe, i przebiege
dingo zwszyy nasz obecno. Wobec tego bardzo prosimy o opowie o tej wsplnej
wyprawie paskiego dziadka ze Strzeleckim. Niezwykle nas to ciekawi, prosimy!
- Prosimy, bardzo prosimy, niech pan opowie - doczy si Tomek. - Obieca mi pan
nawet jeszcze w pocigu, e opowie o Strzeleckim!
- Mw pan, szanowny panie, to co naprawd dla nas - doda bosman.
Bentley nie da si duej prosi. Zapali fajk, po czym rozpocz:
- Po odkryciu Alp Australijskich i Gry Kociuszki Strzelecki ruszy na poudniowy
wschd. W wyprawie tej, oprcz mego dziadka, towarzyszy mu rwnie Mac Arthur, jeden
z pionierw Nowej Poudniowej Walii. Midzy barier Alp Australijskich a Motzem
Tasmaskim ujrzeli yzn i bogat krain pokryt licznymi rzekami i jeziorami.
Strzelecki cieszy si piknem i bogactwem nowo odkrytej ziemi. Na cze
gubernatora Australii nazwa j Gippslandem. Przekonany by, e stanie si ona w przyszoci
najbogatsz czci kontynentu. Nie pomyli si w swoich przewidywaniach. Naszkicowa
dokadn map Gippslandu, sporzdzi plan przyszych robt melioracyjnych, po czym
wdrujc w gr rzeki La Trobe, dotar do jej rde lecych w grach.
Pewnego dnia Mac Arthur sprawujcy funkcj administratora obozowego oznajmi, e
kocz si zapasy ywnoci i wobec tego naley pomyle o odwrocie. Strzelecki nie chcia
o tym nawet sysze. Postanowi i na poudniowy zachd w kierunku zaoonego niedawno
Port Phillip, aby wytyczy kolonistom drog do Gippslandu.
Bez dalszej zwoki przekroczyli pokryty lasami acuch grski i znaleli si w stepie
parkowym. Z gbi ldu wia gorcy wiatr wysuszajcy ziemi. Okoo stu kilometrw dzielio
wypraw Strzeleckiego od Port Phillip, lecz z kadym dniem marszu okolica stawaa si coraz
dziksza, trudniejsza do przebycia. Z powodu olbrzymich upaw powysychay okresowe
rzeczki i strumyki. Podrnicy nie mogli wic uzupenia zapasw wody.
Rzadki las parkowy zacz ustpowa coraz czciej napotykanym przez wypraw
terenom pokrytym skrobem. W kocu doszo do tego, e Strzelecki wraz z towarzyszami
musia przedziera si przez, gszcz, utworzony przez skarlae akacje i eukaliptusy oraz

wysok, traw zwan spinifex. Cakowity brak jakichkolwiek czworonogw i ptakw


najlepiej wiadczy o dzikoci okolicy.
Jeszcze okoo szedziesiciu kilometrw dzielio wdrowcw od celu wyprawy, gdy
dalsz drog zagrodzi im naturalny ywopot z krzeww. Mac Arthur doradza zawrci, lecz
Strzelecki nie chcia zgodzi si na to ze wzgldu na brak zapasw ywnoci i wody. Wedug
niego, jedynie nieustanny marsz na poudnie mg uratowa ich od zagady w morderczym
skrobie. Dziad mj popar zdanie Strzeleckiego, poniewa wierzy w jego, nieomylny
dotychczas, instynkt podrniczy. Brak paszy oraz wody zmusi ich do zabicia koni
i porzucenia tym samym cennych zbiorw kompletowanych przez polskiego podrnika
podczas dugiej wdrwki.
Bez dalszej zwoki szli na poudnie. Niemal pene trzy tygodnie przedzierali si przez,
twardy, suchy skrob, kujcy jak kolce cierni. Oprcz godu i pragnienia zacza drczy ich
niepewno, czy obrany przez nich kierunek, jest waciwy. Mimo najwikszego wysiku, na
jaki zdobywali si w obliczu miertelnego niebezpieczestwa, posuwali si zaledwie od
trzech do piciu kilometrw na dob, powicajc na odpoczynek jedynie kilka godzin
w czasie upalnego dnia. Konieczno wyrbywania drogi przez gszcz wyczerpywaa ju i tak
bardzo nadwtlone siy podrnikw. Kolczaste krzewy bolenie raniy ciaa, niszczyy
odzie. Rany nie chciay si goi, z ubra pozostay tylko strzpy.
Dwudziestego czwartego dnia marszu z trudem ju mogli torowa sobie drog. Niskie
krzewy nie daway cienia, a spieczona przez soce, spkana ziemia tworzya niezliczon
ilo puapek dla utrudzonych ng wdrowcw. Czonkowie wyprawy byli tak osabieni, e
niektrzy z nich prosili, aby pozostawiono ich wasnemu losowi. Strzelecki zmusza
wszystkich do najwikszego wysiku, twierdzc, e skrob skoczy si wkrtce.
Rankiem dwudziestego szstego dnia marszu jeden z krajowcw zatrzyma si nagle.
Wycign sw wychudzon szyj, otwartymi szeroko ustami zacz wdycha suche, palce
powietrze. Strzelecki chwyci go pod ramiona. Wydawao mu si, e krajowiec jest ju
w agonii, lecz wtedy usysza szept:
Wdychaj, mocno wdychaj..."
Ku swej wielkiej radoci Strzelecki stwierdzi, e gorcy i suchy dotd wiatr zawiera
teraz wicej wilgoci. Zbliali si do wybrzea. Zabjczy skrob koczy si. Natychmiast
poinformowa o tym towarzyszy. Pokrzepieni nadziej znw ruszyli na poudnie.
Skrob stawa si rzadszy, lecz byli zbyt wyczerpani, aby przyspieszy kroku. Gdy
nadesza noc, pooyli si na spieczonej arem ziemi. Gd i pragnienie nie pozwoliy im
zasn. Leeli obok siebie w grobowej ciszy pustkowia, wpatrujc si zamglonym wzrokiem

w gwiazdy byszczce na niebie. Wwczas, po raz pierwszy od kilku tygodni, usyszeli wycie
dingo...
Bentley przerwa opowiadanie. W tej chwili na stepie, w pobliu ogrodzenia
pastwiska, rozleg si dziwny gos, ktry brzmia jak skarga upiora. Niskie pocztkowo tony
staway si coraz wysze, a w kocu przeszy w przeraliwe skowyczenie. owcy drgnli
mimo woli, a Tomek przestraszony chwyci Bentleya za rami.
- Co to? - wyszepta. - Co to moe by?
- Dingo nadchodz - cicho odpar Tony.
- Tak, to gos dingo - potwierdzi Clark.
- Ale to realistyczne zakoczenie wspaniaej opowieci! - szepn Smuga.
- Niech pan powie jeszcze, co si stao z wypraw Strzeleckiego - poprosi
Wilmowski.
Bentley pgosem koczy opowiadanie:
- Dzikie psy przebywaj tam, gdzie mona, znale co do zjedzenia. Gos dingo
oznajmi wic podrnikom, e zbliaj si do kraca morderczego skrobu. Tak te byo
w rzeczywistoci. Wkrtce dotarli szczliwie, jakkolwiek bardzo wyczerpani, do Port
Phillip.
- Setny chop by z tego Strzeleckiego. Z takim mona by nawet pj do pieka
z uznaniem powiedzia bosman Nowicki. - Gdy usyszaem nieoczekiwanie to piekielne
wycie, mrowie przeszo po moim grzbiecie. Do licha z takim krajem, w ktrym dzikie psy
wyj po nocach jak upiory!
Przecigy skowyt rozleg si znacznie bliej. Jak echo odpowiedziay mu dalsze
gosy.
Na pastwisku zapanowa oywiony ruch. Owce zaczy si zbija w zwarte gromady.
Tupot racic miesza si z bekiem przestraszonych zwierzt. Krtki, urywany skowyt
rozbrzmiewa tu przy ogrodzeniu.
- Rozzuchwaliy si bestie - mrukn Clark. - Od dawna naley si im solidna porcja
oowiu...
- Chyba jest ich wicej ni jeden - szepn Tomek.
- Wydaje mi si, e trzy lub cztery dingo przebywaj w tej chwili w pobliu pastwiska
- odpar Smuga, wsuchujc si w skupieniu w gosy rozbrzmiewajce na stepie.
Przerwali rozmow. Rozleg si trzask amanych gazi. Pobliska kpa krzeww
zapada si w d. Niemal jednoczenie rozlego si skowyczenie dingo wewntrz ogrodzenia.
O kilkadziesit metrw od owcw zakotowao si na pastwisku. Ciemna masa owiec

zafalowaa w ucieczce.
- Przeklte dingo! Przedary si do stada! - zawoa Clark. - Pan Wilmowski i Tomek
niech pozostan tutaj, a my biegnijmy na odsiecz!
Clark, Lorenc, Smuga i Tony chwycili bro. Pobiegli wzdu ogrodzenia, aby odci odwrt
grasujcym na pastwisku dingo.
- Tomku, na wszelki przypadek przygotuj sztucer - poleci Wilmowski repetujc
karabin. - Dzikie psy przedostay si na pastwisko.
- Wydaje mi si, e do naszego dou rwnie wpad jaki dingo - doda Tomek.
- Prawdopodobnie, chocia zachowuje si zupenie cicho - potakn Wilmowski.
W odlegoci kilkudziesiciu metrw hukny strzay. Powstao nieopisane
zamieszanie. Owce rozbiegy si we wszystkich kierunkach, uciekajc jak najdalej od
ogrodzenia, a owcy strzelali bez przerwy.
- Uwaaj! - krzykn Wilmowski.
Zanim Tomek zorientowa si w sytuacji, jego ojciec strzeli trzykrotnie w kierunku
cienia pomykajcego tu przy ogrodzeniu. Inny ciemny ksztat przemkn o kilka metrw od
nich. Wilmowski strzeli jeszcze raz.
- Trafiony! - cieszy si Tomek.
- Na pewno mylisz si, lecz dingo chyba wpad do puapki - stwierdzi Wilmowski.
- Zabie go? - pyta Smuga, nadbiegajc na czele grupki mczyzn.
- Wcale nie miaem tego zamiaru - odrzek Wilmowski. - Dingo wystraszony bieg tu
przy ogrodzeniu prosto na nasz puapk. Strzelaem jedynie na postrach, aby go
zdezorientowa. Jeeli si nie myl, wpad do dou.
- Zaraz sprawdzimy - powiedzia Lorenc.
Pobieg do szaasu. Wrci po chwili z rczn latarni. Zapali j; wszyscy zbliyli si do
zapadni trzymajc bro w pogotowiu. Lorenc wysun rk z latarni poza krawd dou.
Wrd poamanych gazi resztek rusztowania byszczay dwie pary lepi.
- S! S, a dwa na raz! - zawoa Tomek.
Chwyci! ojca za rk i pochylony nad puapk ciekawie przyglda si dzikim psom.
Dingo olepione wiatem latarni wcisny si pod gazie lece na dnie dou. Po chwili
duy, powy eb wychyn z zieleni. Para tych lepi bysna zowrogo. W nocnej ciszy
rozbrzmiao przecige wycie... Tomek mimo woli cofn si za ojca.
Brr! Nie chciabym spotka si z nim w stepie pomyla.
Noc mina ju bez dalszych niespodzianek. Z nastaniem dnia sprawdzono reszt
zapadni. Na jednej z nich znaleziono zniszczone czciowo rusztowanie, lecz d by pusty.

owcy starannie zbadali lady pozostawione wok i stwierdzili, e przebiegy drapienik


zdoa omin zamaskowan zapadni i przedosta si na pastwisko, a potem dopiero,
zupenie przypadkowo, wpad w inn puapk, w ktrej ju siedzia uprzednio zowiony
dingo.
Rano owcy przywieli z farmy skrzynie, aby uwizi w nich schwytane psy. Na
widok ludzi dingo rzucay si gniewnie i jeszcze bardziej pltay sie.
Tomek nie mg nadziwi si, e caa praca posza tak sprawnie. Najpierw wydobyli
sie z omotanymi ni drapienikami. Potem Wilmowski ostronie rozchyli rzemienie, wtedy
Smuga byskawicznie opasa arkanem pysk szczerzcy ky. Ptla zacisna si na grubej szyi
psa. Mimo gwatownego oporu wpakowano go do klatki. Potem wystarczyo zluni sznur,
aby oszoomione zwierz strzsno go z siebie. Taki sam los spotka jego towarzysza niedoli.
Take przez nastpne dwie noce ponawiano owy na dzikie psy. Schwytano tylko jeszcze
jednego dingo. Wiksza ich liczba krya ostronie poza ogrodzeniem, niepokojc owce. Na
prob Clarka postanowili urzdzi obaw. Wedug jego zdania pojawienie si tylu dingo
w pobliu pastwiska oznaczao, e okres duej posuchy zblia si wielkimi krokami.
Kangury odbiegay w okolice lepiej nawodnione, zgodniae psy poszukiway atwego
eru na pastwiskach owiec. Clark radzi jak najszybciej urzdzi owy na strusie emu, zanim
i one oddal si na inne tereny.
Wilmowski pragn odwdziczy si Clarkowi za gocinne przyjcie. cign wic
na pastwisko na polowanie wikszo swych ludzi. W cigu jednej nocy, owcy przyczajeni
na stepie zabili cztery dzikie psy. Nastpnego dnia rozpoczli gorczkowe przygotowania do
polowania na emu.

W BURZY PIASKOWEJ
Bosman Nowicki wyszed przed dom i zacz rozglda si po obejciu farmy. Po
pewnej chwili spostrzeg Tomka przypatrujcego si umieszczonym w klatkach dingo.
Szybko podszed do chopca i powiedzia:
- Suchaj no, brachu! Nasze cae towarzystwo przygotowuje si do oww na emu.
Niezbyt mi pachnie to polowanie, poniewa Clark bdzie tam gra pierwsze skrzypce. Ciebie
te chyba nie zabior. Clark ma tylko pi szkap wytresowanych do tego rodzaju oww.
Przeznacz je na pewno dla Clarka i jego dwch pracownikw oraz, twego ojca i Smugi. Co
bdziemy robili wobec tego?
- Moemy sprbowa oswoi dingo. Bardzo chciabym mie takiego psa zaproponowa Tomek.
- Caa gra niewarta wieczki - odpar bosman niechtnie. - Syszaem, jak Bentley
mwi, e krajowcy oswajaj tylko szczeniaki, ktre i tak s potem do niczego. Podobno
trzeba je krzyowa z domowymi psami, aby mie pociech z ich potomstwa.
- Hm, szkoda! C wic bdziemy teraz robili?
- A co rzekby, brachu, na to, gdybymy tak na wasn rk wybrali si na emu?
- Czy tylko my dwaj? - zapyta Tomek zaintrygowany propozycj.
- Dwch, a dobrych, bracie, starczy czasem za setk. Zmajstrujemy sobie lassa kubek
w kubek podobne do tych, jakie zrobi Bentley i jeszcze raz sprbujemy szczcia.
- Jak sporzdza si takie lasso?
- Jest to zwyky dugi drg ze sznurow ptl na kocu, ktr zarzuca si emu na
szyj. No, co mylisz o tym?
- wietna myl! Zrobimy wszystkim nie lada niespodziank, jeli szczcie nam
dopisze.
Zaraz te, nie mwic o tym nikomu, zrobili sobie dwa lassa i przygotowali may
zapas ywnoci. Po wyjedzie wyznaczonej grupy na owy natychmiast osiodali swoje konie.
Nim soce zaszo, byli ju daleko na stepie.
W doskonaym nastroju jechali niemal ca noc, aby jak najbardziej oddali si od
obozu, gdzie obecnie przebywali ich towarzysze. Tomek nie powiadomi ojca o zamierzonej
wyprawie. Uwaa to za zbyteczne, przecie przed odjazdem z farmy ojciec poleci go opiece
bosmana.
W miar jak upywa czas na bezskutecznych poszukiwaniach emu, humory

obydwch przyjaci zaczy si pogarsza.


- Jake mocno grzeje soce - zagadn Tomek, rozgldajc si po stepie. - Nawet
kangury nie pokazuj si w taki upa.
- Tak, tak brachu! Tylko taka zasuszona mumia jak ten Bentley moe zachwyca si
Australi - utyskiwa bosman. - Spkana z gorca ziemia, poka trawa, a drzewa nie
umywaj si nawet do naszych krzakw...
- Albo ta zupa z ogona kangura... - doda Tomek wykrzywiajc twarz. - Na pewno pan
Bentley nie jad nigdy bigosu z kapusty.
- Ani chybi zdzicza tutaj - mrukn bosman. - Co te si dzieje z ludmi w dalekich
krajach!
- Strasznie tu nudno! Siodo mnie ju parzy z gorca - narzeka Tomek.
- Zwimy lepiej agle i wrmy do obozu - zaproponowa bosman. - Emu maj za
wiele oleju w epetynach, aby wczy si po tym suchym jak pieprz stepie.
- To ju nie bdziemy owili emu? - zmartwi si Tomek. - Warto by jednak
wyprbowa nasze lassa.
- Ha, ostatecznie moemy tu przenocowa, ale jeeli rano nie zobaczymy strusich
ogonw, to para w ty" i wracamy do obozu - po duszej chwili owiadczy marynarz.
Na nocleg zatrzymali si przy maej kpie akacjowych drzew. Nacinali suchej trawy,
aby urzdzi sobie mikkie posania. Zjedli puszk konserw i kilka sucharw, popijajc
herbat, ktrej zabrali po dwie pene manierki dla kadego. Wierzchowcom wydzielili skpe
porcje wody ze skrzanego wora, po czym przywizali je na noc do drzewka, wok ktrego
mogy skuba traw.
Rankiem nastpnego dnia zaledwie siedli na konie, bosman Nowicki zawoa wesoo:
- Jestem wielorybem, jeli to nie szanowne emu paraduj przed nami. Spjrz tylko!
- Emu, to naprawd s emu! - ucieszy si Tomek. - Widz dwie pary!
- Najmdrzej byoby pogna je na poudnie do naszego wwozu puapki - powiedzia
bosman.
- One zupenie nie zwracaj na nas uwagi - stwierdzi Tomek obserwujc strusie.
- Sprbujmy je okry - zaproponowa marynarz. - Nigdy nie mona przewidzie, co
zrobi takie gupie ptaszysko.
Pognali konie.
- Syszaem, e w obliczu niebezpieczestwa strusie zazwyczaj chowaj
gow w piasek. Moe i te tak uczyni. A w jaki sposb wwczas zarzucimy im ptl na
szyj? - kopota si Tomek.

- Zapomniae braciszku, e tu nie ma piachu - pocieszy go bosman.


- To prawda, ale mog pochowa gowy w traw, co na jedno wychodzi.
Przez jaki czas jechali galopem. Wysokie okoo dwch metrw ptaki wycigay swe
dugie szyje i wystawiwszy mae, upierzone na czubku gowy, spoglday na zbliajcych si
jedcw. Obydwaj owcy przygotowali lassa. Zaledwie jednak przybliyli si do strusi na
kilkadziesit metrw, ptaki z popiechem ruszyy na pnoc.
- Szkoda, e nie zabralimy soli! - zawoa bosman.
- Do czego przydaaby si nam sl? - mrukn Tomek pochylajc si na szyj pony.
- Moglibymy posypa j emu na ogony! - rozemia si marynarz. - Popatrz, jak
uciekaj!
Strusie z wycignitymi szyjami biegy w kierunku pnocnym. Odlego midzy
nimi a owcami zwikszaa si z kad chwil.
- Jedmy jeszcze za nimi, moe si w kocu zmcz - zachca Tomek. - Przecie pan
Clark mwi, e emu umykaj szybko jedynie na pocztku pocigu.
- Tak, tak, a potem biegn niezgrabnie i ociale jak kaczki. Wystarczy bat i dobry
ko - ironizowa bosman. - Nie dogonimy ich na tych szkapach!
- Mamy przecie duo czasu, warto wic prbowa, moe uda nam si je docign prosi Tomek.
Okoo dwch godzin pdzili za emu, ktre ogldajc si na owcw, umykay na
pnoc.
- Chyba zawrcimy - odezwa si Tomek zniechconym gosem. Zmczony jestem.
Robi si coraz gorcej.
- Grzeje jak w parwce - przyzna bosman - ale i ptaszyskom musiay ju spoci si
grzbiety? Widzisz? Jeden z nich pozostaje nieco w tyle.
- Nareszcie, nareszcie! - triumfowa Tomek. - To na pewno samiec. Pan Bentley
mwi mi, e samce s mniej wytrzymae. Jedmy szybciej!
Uderzy pony pitami po bokach, lecz kuc wstrzsn tylko gniewnie grzyw. Bosman
mign arkanem, zmusi swego konia do przyspieszenia biegu. Pony pody za nim. Udao
im si nieco przybliy do emu. Ptaki spostrzegy, e przeladowcy s ju blisko, w panice
znw pognay przed siebie.
- Gupie ptaszyska! Wol ugania si po stepie, dopki Clark nie zatucze ich batem,
ni da zapa si przyzwoitym warszawiakom - rozgniewa si bosman. - Skoro jednak my,
jadc na koniach, odczuwamy tak wielkie zmczenie, to i z nimi nie musi by najlepiej.
Emu usioway zboczy na wschd. Jedcy z atwoci zagrodzili im drog, pobiegy

wic dalej na pnoc.


- Uf, jak gorco! - sapa Tomek.
- Bo te grzeje coraz lepiej! - doda bosman.
- Hm, nie jest to zbyt dziwne. Przecie zbliamy si do rwnika.
- Co te ty pleciesz, brachu? - zniecierpliwi si bosman. - Ten gorcy wiatr wali na
nas z zachodu.
- To znaczy, e wieje z wntrza kontynentu.
- Teraz trafie w sedno rzeczy - pochwali marynarz. - ar bucha, jakby
z rozpalonego pieca. Nawet koniom si to nie podoba. Ju niemal ustaj.
- Emu zatrzymay si! - krzykn Tomek. - Teraz schwytamy je na pewno!
- Co mi to wszystko kiepsko pachnie - zafrasowa si bosman. - Patrz, brachu,
powietrze drga z gorca!
- Tak jako dziwnie si zrobio. Sprbujmy jeszcze zbliy si do emu. One nie mog
ju chyba ucieka zbyt dugo.
Konie przynaglone ruszyy szybciej, lecz w tej chwili gorcy wiatr przybra na sile. Na
zachodnim widnokrgu ukaza si czerwony obok. Odlego midzy jedcami i strusiami
zmniejszya si do kilkunastu metrw.
- Zapiemy je! - cieszy si Tomek.
Emu, jakby wstpiy w nie nowe siy, ruszyy nagle w kierunku bliskich ju wzgrz.
Po kilku minutach pozostawiy zdumionych owcw daleko za sob.
- Wystrychny nas na dudkw - powiedzia gniewnie bosman. - Nigdy ich nie
zapiemy. Czy wiesz, co to wszystko znaczy? Te, niby gupie, ptaszyska uciekaj po prostu
przed nadcigajc burz piaskow.
Bosman nie myli si. Od zachodu nadchodzia gsta mga. Olbrzymim pksiycem
szybko zbliaa si do jedcw. To gorcy wiatr gna z gbi ldu cae chmury
drobniutkiego, czerwonawego pyu. Zaledwie burza piaskowa dopada obydwch
niefortunnych owcw, natychmiast pojli groz swego pooenia. Drobny py olepia
wierzchowce, zasypywa jedcom oczy, wdziera si do nosw, uszu, przenika przez
ubranie do ciaa. Konie zaczy chrapa z przeraenia i wysiku. Czerwonawe chmury pyu
zasnuy cae niebo. Mrok spowi step, stao si naraz bardzo duszno. Teraz gwatowny wicher
uderzy w konie i jedcw.
- Uciekajmy za emu, jeli mamy wyj std cao! - krzykn bosman i pochylajc si
na szyj konia, uderzy go mocno arkanem.
Byo to wszake niepotrzebne. Konie, jakby zrozumiay ogrom niebezpieczestwa,

rzuciy si pdem w kierunku wzgrz, wrd ktrych znikny szybkonogie emu.


Bosmana ogarn straszny niepokj. Na morzu czu si, jak u siebie w domu.
Wiedzia, co naley czyni w czasie sztormu, potrafi walczy z cyklonami i tajfunami, lecz
nie orientowa si zupenie, w jaki sposb uchroni siebie i chopca przed straszliwym pyem
niesionym przez wiatr z Centralnej Australii.
Tymczasem konie z wielkim trudem zbliay si do wzgrz. Gryzcy py wirowa
w powietrzu, zmusza ludzi i zwierzta do zamykania powiek, tote wierzchowce potykay si
co chwila na twardej, popkanej z gorca ziemi. W kocu jednak bieg koni sta si rwniejszy
i szybszy. Bosman otworzy oczy. Ku swej radoci stwierdzi, e znajduje si ju w maym
parowie, ktry osania ich troch przed natarczywym pyem niesionym przez wiatr. Zaraz
pocieszy swego towarzysza:
- No, brachu, gowa do gry! Chyba przycupniemy tu gdzie pod ska i przeczekamy
burz. e te nie ma z nami twego ojca lub choby Bentleya. Oni wiedzieliby przynajmniej,
jak trzeba zachowa si w takiej sytuacji.
- A pan Smuga? - zapyta Tomek drcym gosem, dotykajc doni obolaych oczu.
- A co chcesz od pana Smugi? - zniecierpliwi si bosman.
- Chciaem jedynie zapyta, czy pan Smuga rwnie wiedziaby, co naley teraz
uczyni.
- Och, ten na pewno zwchaby od razu, co w trawie piszczy - odpar bosman
markotnym tonem.
- A pan nie wiedzia?
- Ano, bracie, co tu wiele gada! Nie wiedziaem! Najlepiej chyba zrobimy, jeli
przeczekamy burz w tym parowie.
- Oczywicie, e musimy przeczeka tutaj burz - przytakn Tomek. - Syszaem, e
na Saharze burze piaskowe zasypuj niekiedy cae karawany. Najlepiej byoby znale jak
pieczar. Mam wszdzie peno pyu. Tak gorco i duszno. To prawdopodobnie tutaj Sturt
gin z pragnienia i upau.
Bosman przerwa wycieranie oczu chusteczk i zapyta z niepokojem:
- Co to by za jegomo ten Sturt?
- To jeden z odkrywcw australijskich. Opowiedzia mi o nim pan Bentley. Sturt nie
mg si nawet uczesa, gdy rogowe grzebienie popkay z gorca. Na szczcie ja mam
blaszany grzebyk!
- A co si stao z tym podrnikiem?
- Grozia mu lepota i umar pniej wskutek duego wyczerpania - wyjani Tomek.

- Tfu, do licha! adna mi pociecha!


- Szkoda, e nasz sawny podrnik ju nie yje - cign chopiec. - Ten na pewno
potrafiby doprowadzi nas bezpiecznie do obozu.
- Kogo znw tam wymylie?
- Mwi o Pawle Strzeleckim.
- Nie wspominaj teraz wszystkich umarlakw - rozgniewa si troch przesdny
marynarz. - Moesz tym cign na nas nieszczcie.
- Nie ma obawy, nic si nam nie stanie!
- Taki tego pewny?
- Czy zapomnia pan o tym wrbicie z Port Saidu? Nie ostrzega mnie przed burz
piaskow, wic nic nam si nie stanie. Jestem tylko ciekaw, co mia na myli mwic, e
znajd to, czego inni bd szukali bezskutecznie?
- Troch sprawdzia si ta wrba - wtrci bosman z umiechem. - Prorokowa ci
jednego przyjaciela, a masz ju a trzech.
- To prawda! Widz, e pan pamita wrb. Wedug niej, ten przyjaciel mia nigdy
nie wypowiedzie ani sowa. Gdyby pan teraz wskutek burzy piaskowej straci gos, wrba
sprawdziaby si cakowicie.
- Sen mara, Bg wiara, brachu. Pamitani tylko dobre wrby, a w ze nie wierz odpar bosman silc si na wesoo, jakkolwiek zupenie nie by zachwycony pomysem
swego towarzysza.
Rozmawiajc rozglda si po wskim parowie w poszukiwaniu bezpiecznego
schronienia. Dojrza wreszcie gbok wnk w stromej cianie.
- Tutaj zarzucimy kotwic i przeczekamy burz piaskow - powiedzia, zatrzymujc
zdroonego konia.
Szybko rozkulbaczyli wierzchowce i przywizali je arkanami do rosncych tu
krzeww. Po chwili, rozebrani niemal do naga, siedzieli na gorcej ziemi, przytulajc si do
skay, ktra chronia znonie od gorcego wichru i gryzcego pyu. Olbrzymi upa oraz
zmczenie gonitw za emu sprawiy, e Tomek usn wkrtce z gow opart na siodle. Teraz
przynajmniej poczciwy bosman Nowicki nie musia ukrywa swego niepokoju. Wytar
starannie chustk obolae oczy, po czym owin koszul wasny karabin i bro Tomka, aby
zabezpieczy je w ten sposb przed wszdzie wdzierajcym si czerwonym pynem. Po
dokonaniu tego leg na rozgrzanej ziemi. Zacz rozmyla o nieprzyjemnej sytuacji, w jakiej
znalaz si razem z chopcem, powierzonym jego opiece.
Czas mija. Chmury pyu niesione przez gorcy wiatr rozsnuway nad stepem szaro,

ktra powoli przesza w zupen ciemno. Ledwo widoczne gwiazdy wydaway si mdymi
ognikami.
Nastpny dzie nie przynis zmiany. Bosman rozdzieli resztk wody miedzy
spragnione wierzchowce. Uspokoio je to na pewien czas. Uoyy si na ziemi przy cianie
parowu, chronic gowy przed natarczywym pyem. owcw rwnie drczyo pragnienie.
Manierki Tomka byy ju dawno oprnione, a bosman mia w swojej zaledwie
szklank herbaty z rumem. Od czasu do czasu nakania chopca do wypicia kilku kropel, lecz
sam nie zaglda do niej ju od wielu godzin.
Tomek okaza si dobrym towarzyszem w zej przygodzie. Sam rozdziela resztki
prowiantw, nie narzeka na, gd ani pragnienie i nie zgadza si, aby opiekun odstpowa
mu wasne mikroskopijne racje.
- Zawarlimy przyja i nie zgodz si na to, aby pan cierpia gd oraz pragnienie
przeze mnie - mwi z powag. - Ja nawet mog je mniej ni pan, gdy jestem o wiele
mniejszy.
Znw nastaa mczca, parna noc. Obydwaj przyjaciele dugo nie mogli zasn. Konie
coraz wicej drczone pragnieniem zachowyway si bardzo niespokojnie. Leeli wic,
rozmylajc, ile to zamieszania musiaa spowodowa ich niefortunna wycieczka. Obydwaj
byli przekonani, e burza piaskowa zmusia rwnie i Wilmowskiego do przerwania
polowania. Do tej pory z pewnoci powiadomiono go ju o ich nieobecnoci na farmie. Nie
ulegao wtpliwoci, e natychmiast zarzdzi poszukiwania. Przygnbieni smutnymi
mylami zapadli w kocu w niespokojn drzemk.
Kwik koni i tupot kopyt wyrway ich ze snu. W tej chwili rozlego si przecige
skowyczenie. owcy natychmiast porwali si z ziemi.
- Dingo! Przeklte dingo! - krzykn bosman chwytajc za karabin. Zanim zdoali odwin
zabezpieczon przez bosmana bro, w parowie
rozegraa si krtka, gwatowna walka. Konie przeraone napaci zgodniaego dingo
wyrway z ziemi krzewy, do ktrych przywizano je arkanami. W chwili gdy bosman
i Tomek podbiegli do nich, zaczy ucieka w panice. Naraz silna byskawica rozdara czarne
sklepienie nieba. Bosman ujrza dugi cie suncy za komi. Szybko przyoy karabin do
ramienia i strzeli. Przecige skowyczenie odbio si echem o skalne ciany.
- Trafiony! Trafiony! - krzykn Tomek.
Pobiegli w kierunku wyjcego dingo. Bosman natychmiast dobi go nastpnym
strzaem. Udali si zaraz na poszukiwanie koni. Po pgodzinie uciliwej wdrwki znaleli
si u wylotu parowu na step. Gorcy wiatr ze zdwojon si sypn im w twarze pyem. Nawet

w wietle byskawic nigdzie nie mogli dostrzec wierzchowcw.


- Wracajmy do parowu - odezwa si bosman chrapliwym gosem. Nic tu po nas, szkap i tak teraz nie znajdziemy, a te byskawice nie pachn niczym dobrym.
W milczeniu powrcili do parowu. Strata koni bardzo przygnbia bosmana. Okoo
dwch dni jazdy dzielio ich od obozu. W jaki sposb zdoaj powrci tam bez koni,
poywienia i wody? Co si stanie z chopcem? Przecie jego siy zostay nadwtlone
ostatnimi przeyciami. Obydwaj nie wytrzymaj pragnienia, nawet gdyby burza piaskowa
wkrtce ustaa. Zmartwi si wic bosman niezmiernie, nie wiedzc, w jaki sposb mgby
pocieszy swego modego towarzysza.
Tomek wszake nie oczekiwa pocieszenia, W czasie, gdy bosman zastanawia si nad
moliwoci podtrzymania go na duchu, sam postanowi doda odwagi swemu opiekunowi.
Wkrtce te pierwszy przerwa milczenie mwic:
- Mam doskonay pomys. Zamiast martwi si ucieczk koni, bawmy si
w Strzeleckiego.
- A tobie, co si stao, braciszku? - zaniepokoi si bosman, poniewa pomyla, e
chopiec bredzi w gorczce.
- Nic mi si nie stao - odpar Tomek. - Jeeli zajmiemy si czymkolwiek, to
przestaniemy myle o naszym pooeniu.
- Jak tu o tym nie myle! - westchn bosman.
- Mona, mona, tylko trzeba chcie - stanowczo powiedzia Tomek. - Bawmy si
w Strzeleckiego!
- Co to ma by za zabawa? - zapyta bosman, aby w tej cikiej chwili nie pozbawia
chopca przyjemnoci.
- Ja bd Strzeleckim, a pan dziadkiem pana Bentleya. Jestemy teraz w gstym
skrobie, jak to opowiada pan Bentley. Zabilimy konie, aby nie mczyy si z powodu
pragnienia.
- Dobra, mj panie Strzelecki. Szkapy ju zarnite i co dalej?
- Przeczekamy burz, a potem ruszymy na poudnie do Port Phillip. Obz bdzie
naszym Port Phillip.
- A czy dojdziemy tam bez wody i na godnego? - smutno zapyta bosman.
- Bardzo dobrze, e nie mamy wody. Musimy mczy si z pragnienia i godu. Inaczej
caa zabawa na nic. Wyrzuc nawet zaraz ostatni, ma puszk konserw, ebymy nie mieli
adnej pokusy. Jak gd, to gd!
- Nie tak ostro, brachu! - energicznie zaoponowa bosman. - Bawmy si, ale bez tego

wyrzucania puszki!
- Ostatecznie niech puszka zostanie. Teraz kadmy si spa. Moe prdzej
doczekamy si koca burzy piaskowej - zaproponowa Tomek.
- Dobra nasza! Kto pi, ten nie myli i si nabiera - pochwali bosman, uradowany
dobrym samopoczuciem chopca.
Uoyli gowy na siodach. Przymknli obolae oczy. Marynarz cieszy si, e jego
mody przyjaciel nie zdaje sobie sprawy z grozy pooenia, a tymczasem Tomek, kryjc twarz
przed przyjacielem, w milczeniu poyka zy. Ba si okropnej mierci z pragnienia i godu.
Rozmyla ze smutkiem o ojcu, ktry na pewno wyruszy ju na poszukiwania mimo burzy
piaskowej.
Gdy tylko ustanie ten gorcy wiatr, pieszo pjdziemy do obozu - postanowi w myli. - Och,
eby tutaj znajdowa si ojciec lub pan Smuga!"
W kocu zmczenie wzio w nim gr nad smutnymi mylami. Sen sklei mu
powieki, ale nawet wtedy nie zazna spokoju. Przynia mu si straszna burza na morzu.
Olepiajce byskawice rozdzieray niebo, biy pioruny... Aligator" znika co chwila pod
olbrzymimi falami przelewajcymi si przez pokad. Tomek sta na pomocie. Wydawa
rozkazy przeraonej zaodze. W pewnej chwili potna fala przewalia si przez pokad
i pogrya go w odmtach morskich. Chcia woa o ratunek, lecz woda zalewaa mu usta...
Zbudzio go silne szarpnicie za rami. Straszny sen pierzchn natychmiast. Szum fal
nie ustawa. Nawet siodo zastpujce poduszk byo mokre, a po twarzy Tomka spywaa
woda.
Boe, oszalaem z pragnienia!" pomyla przeraony.
Naraz usysza podniesiony gos bosmana:
- Wstawaj, brachu! To przeklty kraj! Dopiero co jzyki zasychay z pragnienia,
a teraz grozi nam utonicie. Jestemy w korycie jakiej wyschnitej rzeki. Wiejmy std, jeli
nie chcemy utopi si jak szczury!
Tomek otrzsn si z resztek snu. Wic to woda szumiaa naprawd! Maj nawet ca
rzek wody. Nie byo czasu na zbdne sowa; bosman wcisn mu w rce sztucer i swj
karabin.
- Zabieraj pukawki! Ja wezm sioda! - krzykn. - Wiejmy std czym prdzej!
Syszysz, jak woda wali parowem?
Tomek porwa swe ubranie. Natychmiast ruszy za obadowanym siodami bosmanem.
Woda chlupotaa pod ich stopami. Strumienie deszczu przyjemnie obleway rozpalone
ciaa. Niebezpieczestwo powikszao si z kad chwil, poniewa stan wody wzrasta

z zastraszajc szybkoci.
- A niech to...! - zakl bosman przekrzykujc szum wody. - Nie zdymy wydosta
si z parowu!
- Sprbujmy moe wspi si na wzgrze - doradzi Tomek.
ciany parowu byy bardzo strome, a ciemno nie pozwalaa na wyszukanie
odpowiedniego miejsca. Woda sigaa ju Tomkowi do pasa. W kocu bosman znalaz
agodniejszy stok. Najpierw pomg Tomkowi wspi si na bezpieczne miejsce, a potem
pomyla o sobie. Teraz rzuci sioda na ziemi. Usiadszy przy Tomku, zapyta:
- No i co, panie Strzelecki? Rozsychalimy si bez wody, jak stare beczki, a teraz
omal nie utonlimy w rzece.
- To prawda, w Australii nie mona nawet bawi si bez przeszkd. Wszystko dzieje
si na odwrt. Kto to mwi, e tutaj nie ma wody pod dostatkiem? - mrukn Tomek. Dziwny to kraj... Na wszelki wypadek niech pan lepiej nie nazywa mnie wicej imieniem
zmarego podrnika.
Przesdny bosman umilk natychmiast. Groz pooenia pogbiay byskawice
rozdzierajce czarne chmury. Guche grzmoty przetaczay si po stepie. Deszcz lat bez
przerwy strumieniami. Gorcy pnocno-zachodni wiatr zmaga si z nawanic nadcigajc
z poudnia.
Niefortunni owcy byli pocztkowo uradowani ulew. Strugi deszczu przynosiy
ochod, pozwalay ugasi pragnienie. Wkrtce jednak bryzgajcy potokami wody, silny wiatr
stawa si trudny do wytrzymania. Naleao poszuka odpowiedniejszego schronienia.
Po omacku ruszyli przed siebie, lizgali si po nagle rozmikej ziemi, przewracali, a
w kocu przycupnli za duym gazem, ktry chocia troch osania od bezporednich
uderze nawanicy. Burza z byskawicami i grzmotami trwaa a do rana. Tu przed
wschodem soca zapanowaa chwila ciszy. Tomek i bosman z uczuciem ulgi powitali
olbrzymie, palce soce, ktre wyonio si zza horyzontu.

IDCIE STD PRECZ NATYCHMIAST


Po penej niespodzianek nocy nasta gorcy, soneczny dzie. Obydwaj wyczerpani
z si owcy odbyli waln narad. Przede wszystkim postanowili zaniecha wszelkich
poszukiwa zbiegych wierzchowcw. Nie mogli przecie przewidzie, co si z nimi stao.
Moe poary je na stepie aroczne dzikie dingo, a moe te konie same powrciy do
obozu? W ostatnim przypadku mogliby spodziewa si pomocy od przyjaci, ktrzy na
pewno natychmiast rozpoczliby poszukiwania zaginionych towarzyszy.
- Tak czy inaczej, na razie musimy liczy tylko na siebie - mwi bosman. - Najlepiej
zjedzmy teraz t ostatni puszk konserw, a potem, przed wyruszeniem w drog, kimnijmy
si nieco, by mie siy do dalszego marszu.
- Myl, e musimy tak uczyni, jak pan mwi - zgodzi si Tomek. - Rozmy
ubrania na socu, aby wyschy podczas naszego odpoczynku. Strasznie jestem picy
i zmczony...
Uoyli si do snu w cieniu skalnego zaomu. Zbudzili si jeszcze przed poudniem.
Chocia soce prayo niemiosiernie, zaraz przygotowali si do drogi. Bosman zwiza
obydwa sioda arkanem i zarzuci je sobie na plecy, Tomek natomiast podj si nie bro.
Tak obadowani wyszli z parowu na step. Bez chwili wahania udali si wzdu acucha
pagrkw na poudnie.
Wdrowali kilka godzin niemal nie odpoczywajc. Nie napotkali ladu swych koni ani
te jakichkolwiek dzikich zwierzt. Jak okiem sign, lea przed nimi poky step, a na
niebie przesuwao si coraz bardziej ku zachodowi palce soce. Zgodniali Tomek i bosman
odczuwali zmczenie. Z trudem powczyli nogami, potykali si o kpy trawy bd zapadali
w wykroty, a w kocu bosman rzuci sioda na ziemi i przysiadszy na nich wysapa:
- Musimy odpocz! Spociem si draujc w tym upale.
- Chyba nie zaczli jeszcze nas szuka - markotnie powiedzia Tomek, siadajc obok
niego. - Nogi mam pokaleczone przez ostr traw, a tu nic nie wida tylko step i step.
- Kiszki marsza graj z godu, to i si nie ma - odpar bosman - Poza tym kochane
soneczko znw bawi si w parwk.
- Czy daleko jeszcze musimy wdrowa?
- Wedug mojej kalkulacji, okoo ptora dnia marszu dzieli nas obecnie od obozu. Na
godnego jednak nie dojdziemy tak szybko.
- Gdzie te mog znajdowa si nasze konie? .

- Kto je tam wie! Ulewa zmya wszelkie lady. C nam pomoe biadolenie?
Odpoczniemy do zachodu soca, a na noc ruszymy w dalsz drog. Krzy Poudnia bdzie
naszym drogowskazem.
- Jak to dobrze, e pan zna astronomi - pocieszy si Tomek. - Przynajmniej nie grozi
nam zabkanie. Sam nie mgbym odnale drogi do obozu.
Bosman zacz wyjania mu zasady ustalania w nocy kierunku na podstawie
obserwacji gwiazd oraz soca w czasie dnia. Dopiero przed zmrokiem wyruszyli w drog.
Poczciwy bosman z cikim westchnieniem zarzuci sioda na plecy. Z niepokojeni
obserwowa zmczenie malujce si na twarzy chopca. Wiele kilometrw dzielio ich jeszcze
od obozu. Czy zdoaj przeby t drog, zanim Tomek zupenie opadnie z si?
Znw szli na poudnie wzdu skalistego pasma wzgrz. Od czasu do czasu bosman
wspina si na wysze wzniesienia w nadziei, e ujrzy blask ognia poncego w jakim
obozowisku krajowcw. Byy to wszake prne wysiki. Ciemno nocy rozjaniay jedynie
gwiazdy byszczce na niebie. Dwukrotnie rozlegay si w pobliu wycia dingo, lecz teraz
bosman i Tomek witali je z uczuciem ulgi. wiadomo, e na tym pustkowiu znajduj si
jakie ywe istoty dodawaa im odwagi.
- Jeli dingo nie zdychaj tu z godu, to i my na pewno znajdziemy co do jedzenia mwi bosman. - Trzeba tylko bdzie za dnia wspi si na jaki wyszy pagrek i rozejrze
po tych wertepach. Moe uda si nam upolowa kangura? Nawet ykowata, jak postronek,
piecze jest lepsza ni nic.
- Taka piecze jest bardzo dobra, gdy... nie mona jej zje od razu - doda Tomek.
Toczc podobne rozmowy, wdrowali przez ca noc. Rankiem bosman stwierdzi, e
Tomek jest ju u kresu si. By najwyszy czas, aby zdoby poywienie. Zaraz te zacz
rozglda si w poszukiwaniu najdogodniejszego punktu obserwacyjnego. Wkrtce spostrzeg
do wysoki pagrek. Natychmiast ruszyli ku niemu. Zaledwie znaleli si na szczycie,
Tomek wyda okrzyk radoci.
- Jestemy uratowani! Oto wioska krajowcw! - zawoa.
- Ano, dobilimy jako do portu - ucieszy si bosman. - Na pewno najemy si tu
i wypoczniemy. Rozwimy teraz agle na caego.
Nadzieja na szybkie zaspokojenie godu dodawaa im si. Ranym krokiem schodzili
z pagrka do maej kotlinki, w ktrej znajdowao si kilkanacie szaasw. Wewntrz koliska
utworzonego przez nie tlio si ognisko. Byli ju w pobliu obozowiska, gdy naraz Tomek
zatrzyma si mwic:
- Omal nie zrobilimy gupstwa!

- A to niby dlaczego? - zdziwi si bosman.


- Zaraz panu wszystko wyjani. Nie wolno nam wej bezporednio do obozu
Australijczykw, jeeli nie chcemy ich obrazi.
- Wic co mamy zrobi? - zapyta bosman, spogldajc na Tomka.
- Wiedziaby pan, gdyby pan by z nami z wizyt u plemienia czowieka-kangura".
Pan Bentley wyjania wtedy zwyczaje tubylcw. Ot naley zatrzyma si przed obozem
i oczekiwa zaproszenia.
- Suchaj brachu, czy jeste tego pewny?
- Tak, tak! Pamitam wszystko dokadnie.
- Czy Bentley robi to samo? - upewnia si bosman, znajc bowiem wesoe
usposobienie Tomka, podejrzewa, e nawet teraz chce mu spata figla.
- Oczywicie! Powiedzia wwczas, e nie wolno ama zwyczajw krajowcw, jeli
chce si zyska ich przyja.
To ostatecznie przekonao bosmana. Przypomnia sobie, e to Tomek przecie
przeama nieufno krajowcw, ktrzy z pocztku odmwili swego udziau w polowaniu na
kangury. Poniewa sam nie mia zdolnoci dyplomatycznych, postanowi powierzy
Tomkowi zaatwienie formalnoci.
- Gadaj z nimi, brachu, a ja bd mia na nich. oko, eby nam jakiego kawau nie
urzdzili - zadecydowa.
- Dobrze, ale co mam im powiedzie?
- Mw, e konie nam ucieky. Popro o jedzenie i powiedz, e chcemy odpocz
w obozie.
- Tutaj usidziemy i zaczekamy, a kto do nas wyjdzie - zaproponowa Tomek,
siadajc na ziemi w nieznacznej odlegoci od obozu.
Upyno kilka minut. Bosman Nowicki pooy niedbale karabin na kolanach.
Z ukosa spojrza w kierunku szaasw. Przekona si zaraz, e wiele par oczu uporczywie
wpatruje si w nich. Wkrtce z obozu wysza kobieta niosca ponc ga. Rzucia j
w pobliu owcw i powrcia do swoich.
- Co to ma znaczy, brachu? - zapyta bosman.
- Nie wiem, pan Bentley nic nie mwi o poncych gaziach.
- Hm! Moe to znak, ebymy rozpalili ogie? - zastanowi si marynarz. Sprbujmy! We t australijsk zapak, a ja zbior troch chrustu.
Nie wypuszczajc z rk karabinu uama par gazi. Po chwili siedzieli przy
poncym ognisku. Teraz kobieta ofiarowaa im blaszan bak z wod, ktr postawia

w poowie drogi midzy obozowiskiem a owcami. Tomek przynis j natychmiast. Bosman


ulokowa bak przed sob mwic:
- Ha, ogie i wod ju mamy. Ciekaw jestem, czym oni nas poczstuj? Kobieta
ponownie wysza z krgu szaasw. Tym razem daa podrnikom na duym liciu dwa
okrge przedmioty. Byy to wielkie jaja, na obu kocach prawie jednakowo zaokrglone,
o szorstkiej, ziarnistej, biaawotej skorupie.
- Mgbym zaoy si o butelk rumu, e s to jaja strusia emu - domyli si
bosman. - Bentley mwi, e nadaj si do jedzenia. Chyba ugotujemy je na twardo?
- Tak, moemy ugotowa je w bace - przytakn Tomek.
Bosman odla cz wody do manierek. Potem woy jaja do baki i umieci j na
kamieniu pooonym w ognisku. Tymczasem kobieta znw przyniosa dwa licie, a na nich,
jak na talerzach, leay paski suszonego kangurzego misa oraz jadalne korzenie rolin.
Obydwaj przyjaciele podzielili si jednym jajem emu, zjedli troch suszonego,
twardego misa, na deser za zabrali si do ucia korzonkw. Kiedy zaspokoili gd, zbliy
si do nich stary Australijczyk. Tomek rozpocz rozmow, lecz porozumie si z krajowcem
byo nadzwyczaj trudno. Zna on bardzo mao sw angielskich, z tego powodu rozmowa,
uzupeniana gestami trwaa dugo, zanim bysk zrozumienia pojawi si w jego oczach.
Z zaciekawieniem obejrza zdjcie zabitego tygrysa i Tomka na soniu, z uwag
przysuchiwa si opowiadaniu o ucieczce koni w czasie burzy. Na zakoczenie rozmowy
Tomek poprosi o zapas ywnoci oraz o pozwolenie na odpoczynek w obozie.
Krajowiec odszed do grupki mczyzn uzbrojonych w dzidy, bumerangi oraz grube
maczugi. Wrzaskliwym gosem powtrzy im sowa Tomka, po czym zapanowaa gboka
cisza. Po duszej chwili starzec powrci do owcw. Zatrzyma si przed nimi i rzek:
- Biali s li ludzie. Nawet konie wolay i z dingo ni z wami i ucieky. My rwnie
nie chcemy was tutaj widzie. Idcie std precz, natychmiast!
To powiedziawszy wycofa si zaraz do obozu.
- I co teraz zrobimy? - zafrasowa si Tomek. - On na pewno mnie nie zrozumia.
- Zrozumia, czy nie zrozumia, to jedno licho - odpar bosman. - Nie spodobalimy si
im, wic nie chc si z nami zadawa.
- Zupenie niepotrzebnie wygadaem si o ucieczce naszych koni - powiedzia Tomek
rozalonym gosem. - Przecie gdyby nie napad dingo, konie nie uciekyby od nas. Widocznie
le poprowadziem rozmow.
- Nie przejmuj si, brachu! I tak nic na to nie poradzisz. Oni po prostu nie lubi
biaych, ludzi.

- Co teraz zrobimy?
Bosman nieznacznie spojrza w kierunku obozowiska krajowcw. Kilkunastu krajowcw
z broni w rkach przygldao si im wyczekujco. Zowrbne milczenie byo bardzo
wymowne.
- Co zrobimy? - powtrzy bosman. - Zwijamy manatki i ruszamy w dalsz drog.
Gdzie ci nie prosz, tam kijem wynosz". Zerknij tylko, jak oni nam si przygldaj. Ale to
nie s li ludzie. Nakarmili nas, a dopiero potem kazali odej. Pakuj resztk niadania do
torby, ja natomiast wygasz ogie. Im szybciej wyniesiemy si std, tym lepiej!
Bosman, nie odkadajc karabinu, starannie zadepta ognisko, po czym zacz
przeszukiwa swe kieszenie. W kocu wydoby skadany scyzoryk. Trzymajc go przed sob
kilkakrotnie otwiera i zamyka ostrza. Ruchy jego byy powolne i wykonywane w ten sposb,
aby widziano je dokadnie w obozie.
- Co pan wyrabia? - zapyta Tomek zdziwiony jego zachowaniem.
- Trzeba im zostawi co na pamitk - wyjani bosman, - Niech przynajmniej
wiedz, jak si z tym obchodzi.
Bosman owin scyzoryk w li i woy go do stojcego na ziemi blaszanego
kocioka. Bez dalszej zwoki zarzuci na plecy sioda i wraz z Tomkiem oddali si od obozu.
Wkrtce znaleli si na stepie.
Po zaspokojeniu godu wdrwka staa si troch mniej uciliwa. Na skutek nocnej
ulewy ziemia rozmika, spalona przez soce trawa niemal w oczach nabieraa ywej,
zielonej barwy. Bosman Nowicki zatrzymywa si co pewien czas. Uwanym wzrokiem
spoglda na przebyt ju drog. Wydawao mu si, e w pewnej odlegoci dostrzega kilka
czarnych postaci postpujcych za nimi. Przypieszy wic kroku, z niepokojem rozmylajc
o nadchodzcej nocy.
W godzinach popoudniowych zarzdzi krtki wypoczynek na maym pagrku, skd
wygodniej byo rozejrze si po okolicy. Bosman mia doskonay wzrok. Tote szybko
wypatrzy wrd wysokiej trawy kilka przyczajonych postaci. Nie chcc niepokoi chopca,
nie powiedzia mu do tej pory o ledzcych ich krajowcach. Teraz doszed do wniosku, e
naley przygotowa Tomka na ewentualne niebezpieczestwo.
- Suchaj brachu, licho wie, co to ma znaczy, ale wydaje mi si, e kilku krajowcw
poda za nami - powiedzia.
- Czy jest pan tego pewny? - zaniepokoi si Tomek.
- Jak tego, e ciebie widz. Specjalnie przystanem na tym pagrku, aby dokadnie
rozgldn si po stepie.

- Co zrobimy, jeli napadn na nas?


- W dzie nic nam nie grozi. Mamy karabiny, wic damy sobie rad. Gorzej natomiast
bdzie w nocy. Trzeba pokombinowa, co naley zrobi.
Tomek poczu dreszcz przebiegajcy po plecach. Przyszy mu na myl opowiadania
Bentleya o napadach urzdzanych przez krajowcw na wypraw Sturta i pracownikw suby
telegrafu. Przypomnia je te zaraz bosmanowi.
- Stare to bajki, brachu - odpar marynarz z pozornym spokojem. - Nic im zego nie
zrobilimy, wic nie mog mie do nas alu.
- Wobec tego, dlaczego niepokoj pana? - zapyta Tomek.
Bosman zapali fajk, by zyska na czasie. Wcale nie by pewny, czy krajowcy ich nie
napadn. Obawia si takiej chwili ze wzgldu na Tomka. Chopiec spoglda na niego
zaniepokojonym wzrokiem.
- Hm, braciszku! Lepiej mie zawsze oczy otwarte na wszystko - mrukn wreszcie.
- Ja rwnie tak uwaam, lecz nie mog zrozumie, o co panu chodzi? Najpierw mwi
pan, e krajowcy postpuj za nami i naley zastanowi si, co mamy zrobi w nocy, potem
znw twierdzi pan, i nie napadn na nas.
- Widzisz brachu, bo te i nie wiem, czego oni chc od nas? Moe id tylko
z ciekawoci?.
- Mam doskonay pomys! - zawoa Tomek z oywieniem.
- Ce wymyli?
- Niech pan strzeli z karabinu na postrach.
- Dobra rada zota warta - pochwali bosman.
Niewiele mylc, przyoy karabin do ramienia i strzeli. Czarne postacie
byskawicznie skryy si w trawie.
- Strzelajmy razem - zaproponowa Tomek.
Zaledwie huk rozbrzmia szeroko po stepie w dali, jak echo, odezway si odgosy
palby.
- Panie bosmanie, czy syszy pan? Moe to nasi daj znaki? Biegnijmy w tamtym
kierunku! - zawoa Tomek.
- Czekaj brachu, zaraz si przekonamy - szybko odpar bosman. - Strzelmy obydwaj
jeszcze raz!
W dali znw odpowiedzia im huk strzaw.
- To nasi! To nasi! - krzykn uradowany Tomek.
- Koo ratunkowe za burt! Gowy do gry! Dalej w drog! Ruszajmy im naprzeciw!

- Bdziemy strzelali co pewien czas, aby wskaza naszym waciwy kierunek! - doda
Tomek.
Zapomnieli o zmczeniu. Ranym krokiem ruszyli na poudnie. Od czasu do czasu
odzyway si ich karabiny, ktrym odpowiaday coraz blisze wystrzay. Niebawem ujrzeli
galopujcych jedcw. Pierwszy z nich znacznie wyprzedzi ca grup i gna jak wicher.
- C to za wspaniay jedziec pdzi tak do nas? - zdumia si Tomek.
- A kt by to mg by, jak nie twj ojciec albo Smuga? - odpar bosman.
By to Smuga. Ostro osadzi okrytego pian konia, zeskakujc na ziemi zawoa:
- Dokd to panowie si wybrali?
Bosman rzuci sioda na ziemi, usiad na nich i nie odzywajc si ni. sowem, zacz
nabija fajk tytoniem. Tomek widzc jego zmieszanie odpowiedzia:
- Chcielimy urzdzi samodzielne mae polowanie na emu.
- Och, teraz wszystko rozumiem - zacz Smuga wesoo. - W tym zapewne celu
zastosowalicie stary owiecki fortel Indian pnocnoamerykaskich.
- O jakim to fortelu pan mwi? - zapyta Tomek niepewnie.
- Indianie podchodz bizony ubrani w skry zwierzt, aby upi ich czujno. Wy, jak
widz, postanowilicie tropi emu, udajc konie. Prawdopodobnie z tego wzgldu pan
bosman Nowicki nosi sioda na plecach. No, jak uday si owy?
- Burza przeszkodzia nam w schwytaniu czterech emu - markotnie odpowiedzia
Tomek. - Szkoda, e nie wiedzielimy o tym indiaskim fortelu! Bosman nis sioda,
poniewa dingo sposzyy nasze konie. Pan Nowicki zaraz zabi jednego.
- Kogo zabi, konia? - zdziwi si Smuga.
- Nie konia, tylko dzikiego dingo, ktry bieg za komi - wyjani Tomek. - Potem
zacz la ogromny deszcz i omal nie utopilimy si w parowie.
W tej chwili nadjechaa reszta towarzyszy Smugi. Byli to marynarze z Aligatora".
Radosnymi okrzykami przywitali Tomka i bosmana. Gdy zsiedli z koni. Smuga zapyta
chopca:
- No i co byo dalej?
- Szlimy przez step, bardzo godni i zmczeni. Napotkalimy obozowisko krajowcw,
ktrzy dali nam troch jedzenia, nie zgodzili si jednak, abymy u nich odpoczli. Pniej
tropili nas. Obawialimy si ich i zaczlimy strzela na postrach. Wtedy usyszelimy wasze
strzay.
- Spisalicie si piknie, nie ma co - zgani Smuga. - Przejrzyjcie si w lusterku!
Wygld wasz na pewno zdziwi krajowcw, szli wic za wami prawdopodobnie powodowani

ciekawoci.
Obydwaj niefortunni owcy przejrzeli si w podanym przez Smug lusterku. Wybuchnli
miechem. Umazani byli zaschym botem, a twarz bosmana ponadto pokrywa trzydniowy
zarost.
- Gdzie jest Wilmowski? - zagadn bosman niezbyt pewnym tonem.
- Wilmowski i Bentley przetrzsaj wschodni poa stepu w poszukiwaniu was uspokoi go Smuga i zaraz poleci jednemu z marynarzy wystrzeli kilka dymnych rakiet.
Niebawem w dali ukazaa si ciemna smuka dymu.
- Spostrzegli nasz sygna! - odrzek Smuga. - Moemy wraca do obozu. Nasi
towarzysze przybd tam za nami.
Bosman i Tomek dosiedli koni, ktre zabrano w rezerwie. Ruszyli natychmiast
w drog.
- Skd wiedzielicie, e postradalimy konie? - zapyta Tomek, podjedajc do
Smugi. .
- Dzisiejszej nocy wasze wierzchowce powrciy bardzo zmczone do obozu.
Rozpoznalimy twego pony. Natychmiast posalimy goca do Watsunga, aby sprawdzi, co
oznacza wasanie si kuca po stepie. Wwczas dopiero dowiedzielimy si, e cztery dni
temu wyruszylicie na polowanie. Watsung nie niepokoi si o was, gdy by przekonany, e
przebywacie z nami. Obawialimy si, czy przypadkiem nie spotkaa was jaka przygoda
podczas burzy piaskowej, ktra nas zmusia do przerwania oww. Podzielilimy si na dwie
grupy i rozpoczlimy poszukiwania.
- Czy ojciec jest bardzo zagniewany na mnie? - dopytywa si Tomek niespokojnym
gosem.
- Nie, przecie wiedzielimy, e jeste razem z bosmanem Nowickim. Po prostu
obawialimy si, czy przypadkiem nie spotkao was co zego. Australijskie burze piaskowe
powoduj wiele szkd i nieraz stwarzaj niebezpieczne sytuacje. Na szczcie gorcy wiatr,
ktry nis z wntrza kontynentu chmury pyu, natrafi na prdy powietrzne napywajce
z poudnia. Spowodowao to gwatown ulew i burz.
- Dziki niej przepukiwalimy nasze garda, ktre byy suche jak wiry - wtrci
bosman. - Tak, tak, niech mi nikt nie gada, e tutaj brak urozmaicenia oraz rnych
niespodzianek.
- Mielicie duo szczcia - doda Smuga. - Burza piaskowa trwa niekiedy kilka dni
i do rzadko koczy si w taki sposb, jak ta ostatnia.

POLOWANIE W POBLIU FARMY ALLANA


Konie szy rano po stepie. Obydwaj niefortunni owcy emu skwapliwie korzystali
w czasie jazdy z zapasw zabranych z obozu przez ich towarzyszy. W miar jak zaspokajali
pierwszy gd, nabierali lepszego humoru. Wiedzieli ju przecie od Smugi, e Wilmowski
nie mia im za ze samodzielnej wyprawy. Wesoo pokpiwali z siebie, wspominajc niepokj,
ktry ogarn ich na widok podajcych za nimi krajowcw.
- Ho, ho, pan bosman ledwo ju powczy nogami, ale gdy tylko spostrzeg
tropicych nas krajowcw, to maszerowa tak szybko, e nie mogem za nim nady dogadywa Tomek marynarzowi.
- Dobrze pamitasz! Tak byo naprawd, obawiaem si, eby przypadkiem nie
popsu panu Clarkowi interesu - mrukn bosman, zerkajc na chopca.
- Co te pan opowiada? Teraz prbuje si pan wykrci sianem - oburzy si Tomek,
nie podejrzewajc podstpu.
- Niech si zmieni w wieloryba, jeli kami! Przypomniaem sobie histori piciu
krlikw przywiezionych przez pierwszych osadnikw do Australii.
- A co krliki maj wsplnego z tym wszystkim?
- Wanie, e maj! Bo wbrew intencjom kolonistw tak si rozmnoyy, i zaczy
wyjada traw konieczn dla hodowli owiec. Jakby teraz ty, brachu, ze strachu zgubi na
stepie troch cykorii", to znw mogoby si sta nowe nieszczcie. Czy wyobraasz sobie,
co by nastpio, gdyby twoja cykoria rozplenia si tutaj i wypara, traw? Przecie owce
pozdychayby z godu...
- Jak pan moe tak mwi? - oburzy si Tomek. - A kogo to musiaem pociesza tam
w parowie podczas burzy piaskowej?
- A to wykrtne chopaczysko! - mia si bosman. - No, pal ci licho! Krcisz
jzykiem jak koowrotkiem. Ale my tu gadu gadu, a nie zapytalimy nawet, jak te uday si
naszym kumplom owy na emu?
- Uwaga panowie! Nasi przyjaciele zabieraj si obecnie do nas - zawoa Smuga. Jeeli jestecie bardzo ciekawi wynikw naszego polowania, to mog was pocieszy, e i nam
z pocztku szczcie nie dopisywao. Mielimy za mao wierzchowcw nadajcych si do
pocigu za emu. Wikszo jedcw moga uczestniczy jedynie w nagonce. Czarownicy
australijscy robili, co mogli, aby nam pomc. Pamitacie chyba ich tace przed owami na
kangury, ktrymi pragnli zapewni sobie przychylno duchw? Ot podczas polowania na

emu najstarszy czarownik codziennie przed wschodem soca rysowa na piasku


australijskiego strusia. Dopiero trzeciego dnia pierwszy bysk soca musn wcale udany
rysunek, co miao oznacza, e duch askawie sprzyja naszym zamierzeniom. Krajowcy
zaledwie to usyszeli, zaraz wpadli w doskonay nastrj. Z wielk werw zabrali si do
oww, wskutek czego jeszcze tego samego dnia schwytalimy jedn par ptakw. W pocigu
za nimi znacznie oddalilimy si na pnoc. Zaadowywalimy ju emu na wz, gdy Tony
uprzedzi nas o nadcigajcej burzy piaskowej. Natychmiast ruszylimy w powrotn drog,
lecz mimo to nawanica przychwycia nas w stepie. Jechalimy wzdu skalistego pasma
wzgrz, ktre osaniao troch przed uderzeniami gorcego wichru. Wtedy wanie, zupenie
nieoczekiwanie, z bocznego wwozu wybiegy prosto na nas cztery strusie. Musiay ucieka
z daleka, poniewa osaczylimy je bez wikszych trudnoci. W ten sposb zakoczylimy
owy schwytaniem szeciu emu. Obecnie znajduj si one w naszym obozie.
- Zaoybym si o butelczyn rumu, e byy to te strusie, ktre skryy si przed nami
w pagrkach imitujcych gry - wtrci bosman.
- A to wspaniay zbieg okolicznoci - przytakn Tomek. - W ten sposb mimo woli
przyczynilimy si do pomylnego zakoczenia polowania.
- Jak z tego wynika, nie ma tego zego, co by nie wyszo na dobre - sentencjonalnie
doda bosman.
- Moe i tak byo. Wedug wszelkiego prawdopodobiestwa znajdowalimy si
w pobliu wwozu, ktry posuy wam za schronienie przed burz piaskow - potwierdzi
Smuga.
- Wszystko dobre, co si dobrze koczy - rezonowa bosman. - Pognajmy szkapy,
wkrtce bdzie wieczr.
Po zapadniciu zmierzchu wierzchowce zwolniy tempo biegu. Szy teraz stpa.
Tomek, koyszc si w siodle, by coraz bardziej senny. Zacz pochyla si w kierunku szyi
konia, jakby bi pokony przed wschodzcym ksiycem.
Do obozu dotarli pn noc. Tomek, pokrzepiony drzemk w czasie jazdy na koniu,
postanowi nie ka si spa przed powrotem ojca. Nie musia dugo czeka. W nieca
godzin pniej wrci do obozu Wilmowski wraz z Bentleyem. Wilmowski cieszy si
szczliwym zakoczeniem niebezpiecznej przygody syna. Wszyscy zasiedli wok ogniska
do wieczerzy. Tomek jeszcze raz opowiedzia przebieg niefortunnego polowania na emu.
Rozweselili si, suchajc zabawnych komentarzy Smugi, tote nic dziwnego, e niemal
o wicie udali si na zasuony odpoczynek.
Tomek przebudzi si dopiero okoo poudnia. Usysza oywione gosy w obozie.

Wyjrza z namiotu. Towarzysze jego zaadowywali skrzynie z emu na wozy. Natychmiast


zapomnia o zmczeniu. Pobieg przyjrze si strusiom. Zajrza do jednej z klatek. Olbrzymie
ptaszysko spojrzao na niego wielkimi, wyupiastymi oczami, przebierajc jednoczenie
nogami jak baletnica.
Za chwil wozy wyruszyy w drog do farmy. Tomek oczywicie pocieszy si myl,
e na statku bdzie jeszcze mia okazj obserwowa emu. Z zapaem zacz pomaga
w zwijaniu obozu.
Jeszcze tego samego dnia wszyscy uczestnicy wyprawy powrcili do farmy Clarka.
Nie tracc czasu, rozpoczli przygotowania do przetransportowania schwytanych zwierzt na
Aligatora". Do stacji kolejowej w Wilcannii kangury, emu i dingo miano przewie na
wozach, a stamtd kolej bezporednio do Port Augusta.
Od powrotu do farmy Tomek niecierpliwie oczekiwa odjazdu. Tskni za zmian
i nowymi przygodami. Z entuzjazmem przyj rozkaz wyruszenia w drog. Chcc jak
najwicej dowiedzie si o okolicach, do ktrych zdali, podjecha na swym pony do
Bentleya.
- Na jakie zwierzta bdziemy teraz polowali? - zagadn.
- Postaramy si wytropi szare kangury, ktre s bardziej wojownicze od dotychczas
schwytanych czerwonobrunatnych. yj one w lesistych okolicach, w pobliu strumieni.
Znajdziemy tam rwnie niedwiadki koala. lisy workowate, kolczatki, jadowite we,
tygrysy oraz jaszczurki molochy, ktrych ciaa okryte s wyrostkami skry sterczcymi na
gowie jak rogi. W grach cigncych si wzdu caego wschodniego wybrzea zakoczymy
owy polowaniem na skalne kangury - odpar Bentley.
- Jak z tego wynika, poegnalimy si ju ze stepem - stwierdzi Tomek nie bez
pewnej satysfakcji.
- W kadym razie pas stepu oddzielajcy Wilcanni od terenw zalesionych
przebdziemy pocigiem. W ten sposb unikniemy dugiej, mczcej jazdy komi. Dopiero
przez stepy parkowe i rozlege przestrzenie buszu ruszymy dalej wozami.
- Co to jest busz? - zaciekawi si Tomek.
- Jest to swoisty rodzaj lasu, bardzo charakterystyczny dla Australii. Nie ma on nic
wsplnego z lasami caej kuli ziemskiej. Wrd wysokich drzew ronie niezmierne bogactwo
wiecznie zielonych, maych drzewek i krzeww. Do buszu przylegaj zazwyczaj obszary
pokryte skrobem, ktry, jak ju wiesz, stanowi skarowaciae eukaliptusy i akacje. Cisz
panujc w buszu przerywa jedynie krzyk papug lub szelest pezajcych gadw.
- Taki las na pewno nie bdzie mi si podoba - orzek Tomek.

- Nie bd tego zbyt pewny. Zwaszcza noce s tam pene niezwykego czaru.
Niektrzy ludzie z wasnej woli spdzaj w buszu wiksz cze swego ycia. Zwiemy ich
tutaj buszmanami. Znajdziesz wrd nich zawiedzionych w swych nadziejach poszukiwaczy
zota oraz ludzi, ktrzy co pewien czas wyjedaj z miast w poszukiwaniu przygd na onie
natury.
- Czym oni znw tak zachwycaj si w tym lesie? - zapyta Tomek.
- Nie jest to atwe do wytumaczenia. Pocztkowo trudno przyzwyczai si do buszu.
Przeraaj w nim niezmierzone przestrzenie, brak ludzi, trudnoci i niebezpieczestwa ycia
na pustkowiu. Po pewnym jednak czasie ten wanie bezkresny gszcz zaczyna przyciga
czowieka do tego stopnia, e trudno mu y bez niego i pragnie stale w nim przebywa. Jest
to jakby zew buszu.
- Wydaje mi si to bardzo dziwne - powtpiewajco odezwa si Tomek.
- Ju pierwotni mieszkacy Australii ulegali czarowi buszu. W zwizku z tym
powstaa wrd nich pewna legenda. Ot wedug poda krajowcw, w obokach yje
czarodziejka, ktra niekiedy przybywa na ziemi, niesiona na liciach przez powiew wiatru.
Czarodziejka ta nad obszarami, buszu zwouje narad duchw. W tym czasie, snujc
niewidzialn ni, przywizuje ni do siebie coraz wicej ludzi. Gdy czowiek omotany
przdziwem opuci busz, odczuwa nieukojon tsknot, dopki do nie powrci. Musisz
uwaa Tomku, aby i ciebie nie spotkaa podobna przygoda. Nie chciaby ju wtedy opuci
Australii.
Tomek spojrza na Bentleya powanym wzrokiem i odezwa si cicho:
- Kto wie, moe takie czarodziejki istniej naprawd. I to nie tylko w Australii.
W kadym razie bosmanowi Nowickiemu, mojemu ojcu i mnie nic tu od nich nie grozi.
Czarodziejka unoszca si nad Warszaw dawno ju omotaa nas swoj nici.
Bentley zaduma si.
- Jestem ciekaw, czy spotkamy buszmanw? - przerwa Tomek milczenie.
- Bdziemy wdrowali w pobliu zotodajnych terenw - odpar Bentley.
- Wielu niefortunnych poszukiwaczy zotego runa przedzierzgno si w buszmanw.
Jest wic moliwe, e zetkniemy si z nimi.
- Chciabym tak jak Strzelecki znale w Australii zoto - szepn Tomek.
- A co by z nim zrobi? - zapyta Bentley z umiechem.
- Zaraz zaoybym w Warszawie pikny ogrd zoologiczny - powiedzia Tomek bez
namysu.
Na podobnych rozmowach szybko schodzi im czas. Zanim Tomek zdy znudzi si

jazd przez step, ujrza domy Wilcannii.


W cigu dwch nastpnych dni zwierzta wraz ze swoj eskort odjechay do Port
Augusta. Pozostali owcy wsiedli do pocigu odchodzcego na poudniowy wschd.
Tomek mg do woli przyglda si krajobrazowi, ktrego malowniczo wci
zmieniaa si, im dalej jechali na poudnie. Rzadko rozsiane kpy drzew i krzeww
pokryway rozlegy step, rolinno bya tutaj jednak bujniejsza i bardziej rnorodna.
Czciej te mona byo zaobserwowa wielkie stada owiec i rogatego byda pasce si
spokojnie na rwninie.
Po trzydziestoszeciogodzinnej jedzie owcy wysiedli z pocigu na stacyjce
w Forbes, maej grniczej miecinie, pooonej jakby na linii stanowicej podstaw trjkta,
utworzonego przez rzek Murrumbidgee i jej dopyw Lachlan. Na wschd od miasteczka,
u stp wysokich pagrkw porosych lasem, rozcigay si zielone pola; w kierunku
zachodnim leaa kraina mirau53 i wielkiej posuchy, a zarazem bezmiernych pastwisk,
ktrych warto zaleaa od obfitoci kaprynych deszczw. Na tych wanie pastwiskach
australijscy hodowcy wypasali swe stada, bogacc si w cigu kilku lat, jeeli deszcze nie
skpiy wody, lub te tracc wszystko w przypadku posuchy.
owcy bez zwoki ruszyli na poudniowy zachd od Forbes. Wkrtce zagbili si
w step przerywany od czasu do czasu skrobem lub buszem. W pobliu maego strumyka Tony
wypatrzy lady lenych, szarych kangurw. Wobec tego Wilmowski poleci rozbi obz nad
strumyczkiem pyncym wrd rozlegego buszu, ktry w tej okolicy czciowo zmienia si
w niski skrob. Przed rozoeniem namiotw owcy uwanie przeszukali okoliczne krzewy,
aby uchroni si od jadowitych ww, majcych tam czsto swoje legowiska.
Tego jeszcze dnia Tony ustali miejsce wodopoju szarych kangurw. Tomek
z zadowoleniem przyglda si przygotowaniom do polowania. Ze wzgldu na to, e kangury
eruj w nocy, miao ono rozpocz si o wicie. Byo jeszcze ciemno, a tymczasem w obozie
ju siodano konie. Przy wietle ksiyca Wilmowski podzieli jedcw na dwie grupy.
Jedna z nich, jadc skrajem buszu, miaa dotrze do wodopoju, druga otrzymaa polecenie
przeprawienia si na ssiedni brzeg strumyka, by po zatoczeniu koa, osaczy kangury
i uniemoliwi im ewentualn ucieczk.
Tomek, wraz z ojcem, nalea do drugiej grupy. Zaledwie znaleli si na przeciwlegym
Mira, w znaczeniu fatamorgana; zjawisko optyczne wystpujce przewanie na pustyniach lub na obszarach
o jednostajnym krajobrazie. Wskutek zaamania i odbicia wiata w warstwach powietrza o rnej gstoci mog
ukazywa si zudne obrazy przedmiotw czy pejzay ukrytych za horyzontem.
53

brzegu pognali galopem, chcc rwnoczenie z pierwsz grup dotrze na wyznaczone


stanowisko. Wkrtce Tony jadcy na czele zatrzyma konia.
- Wodopj jest ju blisko - oznajmi. - Pjd pieszo sprawdzi, czy s teraz przy nim
kangury.
Dopiero po godzinie bezszelestnie wynurzy si z krzeww i oznajmi, e kilka szarych
kangurw eruje na brzegu strumyka.
- Musimy poczeka do wschodu soca, poniewa przy zwodniczym wietle ksiyca
nie mona liczy na powodzenie - powiedzia Wilmowski, a po chwili doda z niepokojem: Czy kangury nie oddalaj si przed witem od wodopoju?
- Nie bdzie tak le. Zaraz dzie - odpar Tony.
Zsiedli z koni. Wokoo panowaa bezmierna cisza. Wydawao si, i caa natura
pogrona bya w gbokim nie. Naraz rozlego si ciche uderzenie dzwonka.
- Bydo pasie si w pobliu - szepn Tony. - Przodownik stada zawsze ma dzwonek
na szyi.
- Dziwne, e kangury przebywaj w pobliu domowego stada - zauway Wilmowski.
- Czy widziae je na pewno?
- Kangury lubi dobr, son traw - upewnia Tony. - Bydo ich nie poszy.
W pobliskich krzewach rozbrzmia przeraliwy krzyk, jakby gincego zwierzcia.
Tomek odruchowo przytuli si do kolby swego wierzchowca.
- To pelikan - wyjani Tony. - Zaraz bdzie dzie.
Do wschodu soca aden gos ju wicej nie zakci martwej ciszy. Wkrtce wit
zarowi niebo na horyzoncie. Zaledwie bysk dnia rozproszy mrok nocy, jakby na dane
haso papugi wszczy w pobliu buszu oszaamiajcy wrzask.
- Teraz prdko na konie! - zawoa Tony.
Dosiedli wierzchowcw. Z miejsca ruszyli z kopyta w kierunku wodopoju.
W przecigu kilku minut byli ju przy strumyku, na ktrego przeciwlegym brzegu pasy si
trzy due kangury. W porwnaniu z uprzednio schwytanymi mogy uchodzi za olbrzymy.
Zaskoczone widokiem jedcw stany na tylnych apach w niemym zdziwieniu. Wilmowski
wystrzaem w gr dal haso do rozpoczcia polowania. Od strony buszu rozleg si donony
krzyk. To druga grupa jedcw ruszya w kierunku kangurw, ktre w tej chwili zaczy
panicznie ucieka. Biegy ociale po nocnej, obfitej uczcie, podczas gdy wypoczte konie
mkny jak strzay wypuszczone z uku. owcy szybko zbliyli si do kangurw, osaczajc je
pkolem. Wilmowski, Smuga oraz pracownicy przysani przez Hagenbecka, umieli
posugiwa si lassem, tote trzymali w rkach przygotowane do rzutu arkany. Smuga

wysforowa si na czoo pocigu. Szybko zbliy si na kilkanacie metrw do jednego


z kangurw, podnis do gry praw rk z lassem i zataczajc nim nad gow koa, nabiera
rozmachu. Arkan mign w powietrzu. Ptla opasaa zwierz. Silne szarpnicie omal nie
przewrcio konia i jedca. Trzech najbliszych owcw pospieszyo Smudze z pomoc,
a reszta pomkna za uciekajcymi kangurami.
Dwa olbrzymie szare kangury w obliczu gronego niebezpieczestwa wykazay wiele
odwagi. Kiedy ujrzay klsk swego towarzysza, pierzchy w przeciwne strony, zmuszajc
tym samym pocig do rozdzielenia si rwnie na dwie grupy. Bentley, Wilmowski i Tomek
pognali razem za wspaniaym kangurem. Pierwsi dwaj zaczli osacza go z bokw, podczas
gdy Tomek pdzi tu za nim. W kocu kangur zorientowa si, e nie zdoa umkn
przeladowcom. Wilmowski z rozmachem rzuci lasso. Czujne zwierz pochylio si w tej
chwili w olbrzymim skoku, zdradziecka ptla przelizna si tylko po jego grzbiecie. Teraz
kangur mign przed koniem Wilmowskiego i pobieg w kierunku pobliskiego lasu.
Przystan przy duym drzewie gumowym, ktrego pie w dolnej czci wypalony by niemal
do poowy przez dawny poar buszu.
owcy zatrzymali konie tu przed zwierzciem. Z podziwem spogldali na
wspaniaego kangura, ktry mimo beznadziejnej sytuacji nie rezygnowa z walki.
Wyprostowany na tylnych apach, opar si plecami o pie gumowca, obrzucajc
przeciwnikw czujnym wzrokiem. Jego przednie, krtsze apy drgay nerwowo, gotowe do
odparcia lub zadania ciosu.
Tomkowi zaimponowaa odwaga oryginalnego wojownika. Gdyby to od niego
zaleao, pozwoliby mu w nagrod za mstwo skry si w pobliskim gszczu. Dowiadczony
w takich sytuacjach Bentley nie podda si nastrojowi swych towarzyszy. Zeskoczy z konia
z arkanem w rku i przywoa Wilmowskiego do pomocy. Poda mu jeden koniec sznura,
a nastpnie sam obiega drzewo dookoa, opasujc w ten sposb zwierz, daremnie usiujce
zrzuci wizy. Po kilku minutach kangur sta przywizany do drzewa.
- Dobrze si zoyo, e w pobliu nie ma jeziora lub wikszego bajora wypenionego
wod. W czasie pocigu szare kangury potrafi chroni si w wodzie, wynurzajc na
powierzchni jedynie gow i przednie apy. Wtedy nawet psy uywane do polowania s
wobec, nich bezsilne. Kangur, dziki swemu potnemu wzrostowi, na znacznej gbokoci
przystaje na tylnych apach i uderzeniami przednich ap skutecznie broni si przed kilkoma
pywajcymi wok niego psami - wyjania uradowany Bentley.
W tej chwili nieznany jedziec zbliy si do owcw. By to wysoki mczyzna,
ubrany jak wikszo australijskich osadnikw. Uchyli kapelusza o szerokich kresach

i odezwa si uprzejmie:
- Witam panw i winszuj zrcznoci. Radz zaoszczdzi sobie wszelkiego trudu i po
prostu zastrzeli tego szkodnika.
- Nie mamy zamiaru zabija tak wspaniaego zwierzcia - oburzy si Wilmowski. Zabierzemy je z sob do Europy.
- Czyby panowie trudnili si owieniem zwierzt? - zdziwi si nieznajomy.
- Odgad pan - potwierdzi Wilmowski. - owimy zwierzta do ogrodw
zoologicznych. Mj towarzysz, pan Bentley, jest dyrektorem ogrodu zoologicznego
w Melbourne.
- Bardzo mi przyjemnie pozna panw - odpar nieznajomy. - Jestem Allan. Moja
farma hodowlana znajduje si nie opodal. Zrobi nam panowie wielk przyjemno,
odwiedzajc nas na tym pustkowiu. ona moja ucieszy si wizyt panw.
owcy przywitali si z.Allanem, a Tomek nie omieszka zaraz zada mu pytania:
- Dlaczego nazwa pan tak odwane zwierz szkodnikiem?
- Nie przecz, e szare kangury s bardzo wojownicze i odwane, lecz tym niemniej
mno si tutaj zbyt szybko. One zjadaj moim stadom doskonal traw. Od kiedy krajowcy
i dingo wynieli si dalej na zachd, kangury pojawiaj si jak grzyby po deszczu. Tote
midzy osadnikami a kangurami toczy si stale zaarta walka. Jeeli my ich nie wytpimy, to
one wygnaj nas std w krtkim czasie - wytumaczy Allan.
- No, ten schwytany przez nas kangur nie bdzie panu wicej szkodzi - wtrci
Wilmowski.
- Wydaje mi si, e nadjedaj towarzysze panw - zauway Allan. By to bosman
Nowicki i Smuga. Zeskoczyli z koni. Wilmowski przedstawi ich Allanowi, ktry zaraz
ponowi zaproszenie.
- Teraz musimy zaj si zowionymi kangurami - poinformowa go Wilmowski. Nasi towarzysze rwnie schwytali jedno zwierz. Naley przetransportowa je do obozu
znajdujcego si w pobliu. Nazajutrz jednak odwiedzimy pana z prawdziw przyjemnoci.
- Oczekujemy panw. Moja farma ley w dole strumienia, tu na skraju zaroli - doda
Allan, po czym odjecha w kierunku domu.
Niebawem przyby wz z duymi klatkami. Kangur broni si z uporem przed
zamkniciem, lecz owcy wsplnymi siami umiecili go w skrzyni i zaadowali na wz. Taki
sam los spotka kangura schwytanego przez Smug. owcy powrcili do obozu. Reszt dnia
spdzili na omawianiu planu na najblisze dni.
Wieczorem, wkrtce po uoeniu si do snu, usyszeli ttent konia. Wszelkie

odwiedziny na australijskich bezdroach nale do rzadkoci, tote zaintrygowani zerwali si


z posa. Dorzucili chrustu do gasncego ogniska. Jedziec ostro osadzi konia tu przy
namiotach. By to Allan. Wzburzenie malujce si na jego twarzy uprzedzio owcw, e
przyby z jak nieprzyjemn wiadomoci.
- Przeszkodziem panom w odpoczynku, lecz niestety jestem zmuszony prosi
o pomoc - powiedzia Allan jednym tchem. - Moja dwunastoletnia creczka, Sally54, jeszcze
przed poudniem wysza z domu i nie powrcia do tej pory. Bawia si w pobliu zaroli.
Zapewne zabdzia w skrobie. Musimy przetrzsn rozlegy teren, by j odnale.
owcy, nie czekajc dalszych wyjanie, zaczli szybko ubiera si; Allan powstrzyma ich
mwic:
- Poszukiwania rozpoczniemy dopiero o wicie. W tej chwili moi pracownicy
powiadamiaj najbliszych ssiadw o wypadku. Dopiero nad ranem zbierze si tylu
mczyzn, aby mona byo skutecznie przeszuka okoliczny skrob. Po ciemku nie
zdoalibymy odnale dziecka. Prosz panw o przybycie do farmy przed samym witem.
- Tony orientuje si w tej okolicy do dobrze, pomog razem z nim w powiadamianiu
osadnikw - zaproponowa Smuga.
- Jeeli jest pan pewny, e nie zabdzicie, to mogliby panowie uda si do farmy pastwa
Brown, ktrzy mieszkaj w odlegoci pitnastu kilometrw od mego domostwa - odpar
Allan. - Wikszo drogi do nich cignie si wzdu skrobu. Wyjani to panom w czasie
jazdy do mojej farmy. Reszt panw prosz o przybycie przed witem.
Tony i Smuga ubrali si szybko, dosiedli koni. Odjechali razem z Allanem. Bosman
Nowicki zdziwiony postpowaniem farmera zapyta:
- Czy on ma dobrze poustawiane w epetynie wszystkie klepki? Jak mona odkada
poszukiwanie zaginionego dziecka do rana?!
- Postpowanie Allana nie jest pozbawione susznoci - zaoponowa Bentley. Zaginicia dzieci zamieszkaych w pobliu buszu lub skrobu zdarzaj si u nas do czsto.
Z tego powodu osadnicy maj dowiadczenie w prowadzeniu poszukiwa. Moe pan by
pewny, e Allan sam przetrzsn ju pooone najbliej farmy zarola, zanim zwrci si
o pomoc. W tym czasie wiadomo o zaginiciu podawana jest z osiedla do osiedla. Wszyscy
mczyni natychmiast przerywaj wszelkie zajcia, by wzi udzia w poszukiwaniach.
aden mieszkaniec Australii nie uchyliby si od udzielenia pomocy ssiadowi w takiej
sytuacji. Do witu cign licznie farmerzy i wsplnymi siami przeszukaj zarola. W nocy
54

Zdrobnienie od Sara.

na pewno nie udaoby si odnale dziewczynki. Co najwyej jeszcze kilka osb mogoby
zabdzi w gstwinie.
- Przecie ta Sally musi by bardzo przeraona swoim pooeniem - denerwowa si
Tomek.
- Oczywicie, e nie jest to dla niej przyjemne - przyzna Bentley. - Mimo to naley
wzi pod uwag, e dzieci zamieszkae od urodzenia w pobliu buszu przyzwyczajaj si do
niego. Noce w lesie nie s znw tak straszne, od chwili gdy dingo wyniosy si z tych okolic.
- Co ona uczyni, jeli w podpeznie do niej? - zapyta Tomek, ktry sam obawia si
ww.
- To prawda, e jest ich tutaj bez liku - odpar Bentley. - Na szczcie wypadki
uksze nie zdarzaj si zbyt czsto. Nawet dzieci osadnikw wiedz, e jedynym ratunkiem
po ukszeniu jest wycicie noem miejsca zakaonego jadem.
- No, szanowny panie! Moliwe, e australijskie pdraki nie przestrasz si w lesie
byle krzaka - ostro powiedzia bosman Nowicki. - Ale nie gadaj pan takich gupstw, za
przeproszeniem. Nigdy nie uwierz, aby dwunastoletnia dziewczynka wyrna sobie sama
kawaek ciaa. Jeli natomiast teraz nie moemy w niczym pomc tej bieduli, to kimnijmy si
troch.
- Bosman ma suszno, gadanin nic nie zwojujemy - popar go Wilmowski. - Lepiej
nabierzmy si przed poszukiwaniami.
Po raz drugi tego wieczora owcy udali si do namiotw. Tomek dugo nie mg
zasn. Rozmyla o zaginionej Sally. Przypomniaa mu si opowie Bentleya o sawnym
podrniku Strzeleckim, ktry omal sam nie zagin w morderczym skrobie. Zaraz te poczu
zimne mrowie wdrujce po plecach na sam myl o straszliwym losie biednej dziewczynki.
Usn bardzo pno, lecz zerwa si z posania przed witem razem z towarzyszami.
Natychmiast zacz sioda swego pony.
- Tomku, lepiej pozosta w obozie - zwrci si do syna ojciec, widzc jego
podniecenie.
- Jestem tego samego zdania - popar go Bentley. - Nie znasz okolicy, Tomku atwo
moesz straci orientacj w rozlegym skrobie.
Po nie przespanej nocy Tomek nie mia zbyt wielkiej ochoty do wczgi w gstwinie,
ale uwagi opiekunw podraniy jego dum. Odpar wic zaraz:
- Ostatecznie mog z wami nie wchodzi w skrob. Przydam si chyba jednak na
farmie, skoro wszyscy doroli wyruszaj na poszukiwania.
- Moe masz i suszno - przyzna Wilmwski. - Musisz mi przyrzec, e nie zrobisz

adnego gupstwa. Do ju bdzie kopotu z odszukaniem maej Sally.


- Och, z ca pewnoci nie zrobi gupstwa - mrukn Tomek niechtnie, poniewa
nie lubi, gdy dano od niego podobnych przyrzecze.
Wilmwski wyznaczy dwch marynarzy do pilnowania obozu, po czym reszta
czonkw wyprawy dosiada koni i pognaa do farmy Allanw. Zastali tam ju Smug
i Tony'ego oraz okoo dwudziestu mczyzn zamieszkaych w okolicy. Natychmiast omwili
wsplnie plan poszukiwa. O wicie obawa ruszya w gstw skrobu rozcigajc si w dugi
acuch.

ZAGUBIENI W SKROBIE
Tomek pozosta w domu z matk nieszczsnej dziewczynki. Pani Allan krztaa si
w kuchni przygotowujc obiad dla uczynnych ssiadw. Bya przemczona, podenerwowana
i prawie zrozpaczona zaginiciem creczki. Tomek zachowywa si cichutko, wreszcie
wyszed przed dom. Usiad na awce stojcej pod rozoystym drzewem.
Nawoywania mczyzn biorcych udzia w poszukiwaniach dawno ju ucichy
w gstwinie.
Tomkowi czas wolno pyn na rozmylaniach. Oczywicie pocztkowo przedmiotem
tych rozmyla bya zaginiona Sally. Wkrtce jednak uwag jego zwrciy papugi
napeniajce wrzaskiem pobliskie zarola. Fruway swawolnie z gazi na ga, byskajc
pomidzy listowiem rnokolorowymi pirkami. Tomek przyglda si barwnym krzykaczom
fruwajcym wrd krzeww. Z alem powraca myl do przyrzeczenia danego ojcu. Mae
i due papugi byy takie wesoe, wyglday tak licznie, e zacz si zastanawia, w jaki
sposb mgby obejrze je z bliska, nie amic danego sowa. Rozgldajc si dokoa,
zupenie nieoczekiwanie ujrza opodal zabudowa farmy psi bud, a przed ni lecego
modego psa patrzcego w jego kierunku.
Wyglda zupenie jak schwytany przez nas dingo" mrukn Tomek.
Przez dusz chwil chopiec i zwierz przygldali si sobie wzajemnie. Nagle pies
powsta na cztery apy, machajc przyjanie ogonem. To wanie podsuno Tomkowi pewn
myl. Przecie mgby z nim pospacerowa obok zaroli. Wtedy przyjrzaby si miesznym
papukom, a jednoczenie byby bezpieczny majc przy sobie takiego opiekuna. Pobieg do
domu, aby uzyska zgod pani Allan. Zatrzyma si w progu niezdecydowany, albowiem
zatroskana i zmczona po nocnym czuwania kobieta usna siedzc w fotelu.
Nie mog przecie budzi jej teraz - pomyla Tomek. - Wyglda na bardzo wyczerpan. Nic
si nie stanie zego, jeli pospaceruj z psem w pobliu domu. Wystarczy mi kilkanacie
minut na przyjrzenie si papukom".
Nie namyla si duej. Zabra swj sztucer z werandy, po czym wybieg na
podwrze. Pies powita go machniciem ogona, jak dobrego znajomego. Tomek odwiza
smycz. Obydwaj pobiegli ochoczo w kierunku zaroli.
Zaledwie znaleli si na skraju buszu, Tomek zaraz przesta rozmyla o danym ojcu
przyrzeczeniu. Pstrokate, zabawne ptaki pochony go cakowicie.

W pierwszej chwili uwag jego przycigny papuki faliste55, ktrych park ju


widzia w Warszawie u Jurka Tymowskiego. Musia przyzna, e na swobodzie miay one
jeszcze wicej swoistego wdziku ni tamte w niewoli. Stadko skadao si z kilkudziesiciu
sztuk. Papuki nie wykazyway obawy na widok chopca. Przekrzywiay siarkowote ebki,
przyglday mu si wypukymi lepkami, trzepotay zielono-niebieskimi skrzydami i z dum
puszyy swe zielonote pirka, okrywajce je jak paszcze. Tomek wyciga do nich donie,
wtedy ptaszki przeskakiway na ssiedni gazk wdziczc si przymilnie. Jake Tomek
aowa, e nie mia przy sobie troch prosa, konopi lub cukru, ktre tak chtnie jady Jurka
ulubienice!
Gdybym zabra przynt, pewno schwycibym teraz jedn lub moe nawet i dwie papuki frasowa si Tomek. - Miabym pikn pamitk z wyprawy. Mgbym potem ofiarowa je do
ogrodu zoologicznego w Warszawie, gdy go tam zaoy pan Bentley.
Pikne papuki wci wdziczyy si do niego. Raz udao mu si musn doni jedn
z nich po mikkich, pirkach. Wprawdzie ptak zrcznie mu si wymkn, lecz Tomek nabra
nadziei, e nie wrci do domu z prnymi rkami. Z coraz wiksz pasj ugania za
ptaszkami. Podczas gonitwy zagbi si nieco w gszcz. Niebawem spostrzeg inne odmiany
papug. Na gumowym drzewie wysysaa z kwiatw sok papuga wielkoci gobia. Bya to
lora56. Jej zielone i czerwone pira mieniy si w socu, gdy zrcznie azia po gazi od
kwiatu do kwiatu. Lotem szybkim jak strzaa przelatywaa na inne drzewa obsypane co
pikniejszym kwieciem. Uganiajc si za ni, Tomek zauway kilka lor modrogowych57
o liliowoniebieskich gowach i kryzach, ciemnozielonym grzbiecie, oraz
cynobrowoczerwonych piersiach. Skrzeczay do niego, jakby wymieway si z jego
prnego wysiku.
- Och, gupi, mylae, e zapiesz papug - rzek gono sam do siebie, zy, e mu si
te szczeglne owy nie udaj.
Och gupi, mylae, e zapiesz papug!" ozwa si za nim czyj gos.
Tomek zaczerwieni si jak sztubak schwytany na niemdrej psocie. Wic kto
podpatrywa jego pogo za papugami i teraz wymiewa si z niego. Zawstydzony obejrza
si, nie dostrzeg nikogo. Zdziwiony zacz przeszukiwa rzadkie w tym miejscu krzewy,
zaglda za drzewa, lecz nie znalaz artownisia. Poza tym pies, ktrego opodal przywiza do
Melopsittacus undulatus.
Lorinae.
57
Trichoglossus novae-hollandia.
55
56

krzewu, by mie wolne rce, sta spokojnie spogldajc w jego kierunku.


- Chyba si przesyszaem - mrukn niechtnie. Nagle tu nad jego gow znw
odezwa si gos: Och, gupi, mylae, e zapiesz papug!"
Tomek natychmiast spojrza w gr. O metr nad nim na gazi siedziaa wspaniaa kakadu58.
Przekrzywiaa ebek, zabawnie opuszczajc i podnoszc na przemian duy czub na gowie.
- A to znw co za licho? - krzykn zdumiony Tomek.
Och, gupi, mylae, e zapiesz papug!" odkrzykna kakadu i zaraz dodaa: A to znw
co za licho?"
Tomek zachwycony swym odkryciem, a przysiad na ziemi. Spoglda na
czerwonoczubat kakadu, ktra przekornie patrzya na niego. Kakadu wstrzsna czubem
i zawoaa:
A to znw co za licho?"
- Jaka ty liczna i mdra! - odezwa si Tomek, nie wierzc, e naprawd widzi
rozmawiajcego ptaka.
Jaka ty liczna i mdra" powtrzya papuga.
Od tej chwili Tomek zapomnia o wszystkim. Mia tylko jedno, jedyne pragnienie:
musi schwyta gadajcego ptaka! Ostronie wspi si na drzewko, ale kakadu w ostatniej
chwili przefruna na ssiednie, przemawiajc zoliwie:
Och, gupi, mylae, e zapiesz papug!"
Tomek goni za ni od drzewa do drzewa. Przypomnia sobie sowa pana
Tymowskiego, ktry wyjania mu, i niektre papugi z atwoci ucz si gwizda pewne
melodie, podczas gdy inne gatunki posiadaj zdolno naladowania mowy ludzkiej. Nawet
bosman Nowicki wspomina o jednym marynarzu, ktry mia rozmawiajc papug. Tomek
nie skpi trudu, by zapa gadajc kakadu. C by to bya za wspaniaa pamitka
z wyprawy!
Przecie papugi nale do dugowiecznych ptakw - monologowa. - Syszaem, e nawet
w niewoli mog y po sto lat i wicej... Nigdy nie mylaem, e w Australii znajduje si tyle
gatunkw tych ptakw"59.

Cacatuinae.
Papugi zamieszkuj wszystkie czci wiata z wyjtkiem Europy. Znamy ich przeszo 6000 gatunkw,
a wszystkie swym rozmieszczeniem zwizane s cile z lasem. Szczeglnie bogato s one reprezentowane
w Ameryce i Australii oraz na ssiednich wyspach; mniej licznie wystpuj w Afryce i Azji poudniowej.
Oglnie odrniamy dwie rodziny papug: szczecinko jzyczne i gadko jzyczne.
58
59

Tak rozmylajc, bieg za kakadu od drzewa do drzewa, prowadzc psa na smyczy.


Tymczasem nie mniej rozbawiona papuga odfruwaa coraz gbiej w busz. Po wielu prbach
udao mu si schwyci piknego gadajcego ptaka za ogon, lecz mocno uderzony dziobem
w rk, puci go zaskoczony. W tej chwili smycz wynikna mu si z doni.
Pies, jakby pragnc pomci niepowodzenie swego towarzysza, natychmiast rozpocz
szaleczy pocig za ptakiem.
A to znw co za Ucho?" wrzeszczaa papuga, zrcznie unikajc pogoni.
Tomek pobieg za psem. Papuga odlatywaa coraz dalej w gszcz, a w kocu Tomek
doszed do wniosku, e jej nie schwyta. Zy na siebie i zmczony zaprzesta bezskutecznego
pocigu. Zacz teraz przywoywa psa, lecz ten ani myla wraca. Wprawdzie i on poniecha
polowania na kakadu, ale dla odmiany bieg coraz dalej w krzewy, wszc nosem przy ziemi.
- Chod tu zaraz, niesforny psiaku! - woa Tomek, z niepokojem j rozgldajc si po
gstwinie.
Nie wiedzia ju, w ktrym kierunku znajdowaa si farma. Jedynie pies mgby go
chyba do niej doprowadzi. Przestraszy si nie na arty i zdwoi wysiki, aby schwyta
uciekiniera. Ten za, jakby na przekr, bieg wci naprzd z nosem przy ziemi. Kiedy
Tomek zatrzymywa si zmczony, pies rwnie przystawa i spoglda niecierpliwie. Wtedy
zdawao si chopcu, e wreszcie go schwyta. Rusza zaraz z wycignitymi rkoma, lecz pies
natychmiast znw bieg dalej.
On oszala, a ja... zrobiem gupstwo nie dotrzymujc przyrzeczenia - pomyla Tomek
z rozpacz. - Nie trafi z powrotem do farmy i zgin w skrobie jak... ta Sally".
Wystraszony, zmczony gonitw usiad na ziemi i zapaka. Naraz poczu, e co
ciepego, wilgotnego dotyka jego twarzy. Odsoni oczy. Tu przy nim siedzia na dwch
apach pies i wilgotnym jzorem liza go po policzku. Odetchn z ulg.
- Wic jednak nie opucie mnie? - rozczuli si chopiec. Pies przekrzywi gow,
spogldajc mu w oczy.
- Tak, ale teraz nie wiem zupenie, w ktrym kierunku naley pj do domu poskary si Tomek drcym gosem.
Rowy jzyk znw dotkn jego policzka. Tomek wycign rk i pogaska
psotnika po gowie. Zwierz poderwao si natychmiast na cztery apy, odbiego kilka
krokw, po czym przystano ogldajc si wyczekujco.
Mazgaj ze mnie - pomyla Tomek. - Pies na pewno nie zbdzi, a poza tym mam przecie
sztucer. Nic mi si nie stanie!"
Powsta szybko, przerzuci sztucer przez rami, a pies, jakby tylko na to oczekiwa,

ruszy przed siebie wszc przy ziemi. Byo ju pne popoudnie. Pies nie przystawa ani na
chwil; kluczy w gszczu, ale w zachowaniu jego nie byo wida niepewnoci. Gdy Tomek
przywoywa go do siebie, przybiega na chwil, poszczekiwa radonie, lecz zaraz rusza
dalej, wszc bez przerwy. Tomek ju nie mia wtpliwoci, e by on na czyim tropie
i zachca do poszukiwa.
Kogo on szuka? - zastanawia si. - Moliwe, e trafi na lady jedcw przetrzsajcych
skrob w poszukiwaniu dziewczynki, a moe te..."
Serce zaczo bi ywiej w jego piersi. Przecie pies mg natrafi na lad zaginionej Sally.
- Szukaj piesku, szukaj - zawoa zachcajco.
Pies machn ogonem. Pobieg pewnie przed siebie. Tomek zapomnia o strachu.
Jeeli mczyni biorcy udzia w poszukiwaniach nie znaleli Sally do tej pory, to na pewno
bd przetrzsali gszcz w dalszym cigu. Wczeniej czy pniej powinien natkn si na
nich. Wobec tego postanowi sprawdzi, czyim ladem dy pies. Bieg szybko za pewnym
siebie zwierzciem. Naraz krzykn radonie. Skrob stawa si rzadszy. Midzy drzewkami
przewitywaa wolna przestrze.
Tomek zatrzyma si na skraju polany. Nie opodal pyn strumyk, na brzegu ktrego
schwytano w dniu poprzednim dwa szare kangury. Lecz co to? Pies podbieg do sporej kpy
zaroli. Poszczekujc cicho, spoglda na Tomka.
Czego on tam szuka?" gowi si chopiec.
Zbliy si ostronie do krzeww. Pies da nura w gstw zieleni.
Oho, nie ma gupich! - pomyla Tomek. - Nie mam zamiaru znw zabdzi, wol pozosta
na polanie".
Przystan przed zarolami. Po duszej chwili pies wybieg z gstwiny. Skomlc
aonie, otar si o nogi chopca, kilka razy to zblia si do krzakw, to zawraca, jakby
zaprasza go w ten niezbyt zachcajcy gszcz.
Tomek zamyli si. Przecie Sally z pewnoci nie moga znajdowa si w tych
krzewach, poniewa z tego miejsca atwo byo trafi do farmy.
Nagle przyszo mu do gowy straszliwe podejrzenie. Moe jadowity w uksi Sally
i teraz biedna dziewczynka ley martwa w tym pustkowiu?
Najlepiej zrobi uciekajc std czym prdzej - pomyla. - Jeli uksi j w, to i mnie moe
spotka ten sam los."
Zaraz zawstydzi si wasnego tchrzostwa. Co powiedziaby o takim zachowaniu
bosman Nowicki? Czy mgby spojrze w oczy Smudze lub ojcu? aden z nich na pewno nie
zawahaby si w takiej sytuacji.

Ha, choby ze wzgldu na nich musz zaryzykowa! Sprawdz, co znajduje si w tych


krzakach" postanowi odwanie.
Nachyli si i powiedzia kategorycznie do swego czworonogiego towarzysza:
- Dobrze, pjd za tob, ale daj ci sowo, e wicej ni dwadziecia krokw nie
zagbi si w te krzewy.
Pies pobieg w zarola. Tomek ruszy za nim trzymajc w rkach odbezpieczony
sztucer. Ostronie idc w gstwinie, liczy kroki. Naraz pies znik za rozoystym krzewem.
Tomek pochyli si i pody za nim liczc dalej.
Siedemnacie, osiemna..." urwa w poowie sowa. Ziemia osuna mu si pod stopami
i run w d, upuszczajc bro. Wywin koza, po czym twarz upad w traw. Oszoomiony
troch unis gow i spojrza. Tu przed nim leaa na ziemi drobna skulona posta. Dugie
wosy opaday w nieadzie na jej ramiona.
Czarodziejka zwabia mnie do buszu. A to wpadem! Zaraz owinie mnie swoj nici..."
przemkno mu przez myl.
Lea bez ruchu, oczekujc na spenienie si losu, gdy naraz poczu ciepe, szorstkie
linicie na policzku.
Czarodziejka, czy te... pies?" pomyla, ostronie unoszc gow. Odetchn z ulg. By to
pies. Przywarowa przy nim, a gdy Tomek spojrza na niego zaskomla aonie. Teraz
dopiero chopiec obrzuci wzrokiem nieruchomo lec na ziemi posta.
To... jest prawdopodobnie zaginiona Sally. Dlaczego ley tak cicho i bez ruchu? Boe, ona
na pewno ju nie yje!"
Zimny pot wystpi mu na czoo, ogarn go lk, lecz czas mija, a nie dziao si nic
nadzwyczajnego. Omielio go to troch. Podnis si i spojrza z bliska na dziewczynk.
Spostrzeg teraz, e pier jej nieznacznie unosia si w oddechu.
Sally, to jest na pewno Sally - szepn. - Dlaczego pi tutaj, zamiast pj do domu?"
Przyklkn przy jej gowie. Pies przysiad przy nim na dwch apach. Przekrzywiajc
eb spoglda na upion. Tomek dotkn jej ramienia zrazu ostronie, a potem potrzsn ju
nim zdecydowanie i mocno. Dziewczynka otworzya oczy. Westchnienie pene blu wyrwao
si z jej piersi.
- Kto ty jeste? - zapytaa cichutko. Pies zaszczeka radonie.
- Och, i Dingo jest tutaj! - dodaa.
- To jest pies, ktry przyprowadzi mnie do ciebie, a nie dingo - sprostowa Tomek.
- Tak, ale on wabi si Dingo. To jest mj pies - odpara dziewczynka, usiujc usi.
Opada jednak z jkiem na ziemi.

- Wic ty jeste Sally, ta zaginiona dziewczynka, ktrej wszyscy szukaj od wczoraj? niedowierzajco rzek Tomek.
- Jestem Sally Allan - odpara. - Czy naprawd wszyscy mnie szukaj? Bo ja
mylaam, e zapomnieli o mnie.
- Oni szukaj ciebie w skrobie, a tymczasem ty znajdujesz si w kpie zaroli
w pobliu strumienia - wyjani Tomek. - Dlaczego nie wrcia do domu? Przecie std
bardzo atwo trafi do farmy.
- Nie mog wydosta si z tego okropnego dou. Noga, moja noga, spojrzyj tylko na
ni! - odpowiedziaa i zy ukazay si w jej duych oczach. - Och, jak boli!
Tomek spojrza na jej lew nog. Bya mocno spuchnita w kostce ponad stop.
- Moe w ci uksi? - powiedzia zaniepokojony.
- Nie, to nie w. Wpadam niespodziewanie do tego dou i wtedy co strasznego
zrobio si z moj nog. Nie mog oprze si na niej, nie mog w ogle wyj std. Gdyby nie
ty, umarabym tu chyba z blu i... godu.
Tomek poczerwienia z przejcia.
- Ju nie masz si czego obawia. Mam tu sztucer, tylko... upuciem go staczajc si
w t jam.
- To ty ju umiesz strzela? - zaciekawia si ocierajc rk zy. Tomek poda jej
wasn chusteczk.
- Zabiem nawet tygrysa, ktry wydosta si z klatki na statku - odpar Tomek niby to
obojtnie.
- Naprawd?
- Mam jego fotografi. Zastrzeliem rwnie duego kangura! owi z moim ojcem
dzikie zwierzta.
- Jeste bardzo odwany - przyznaa Sally. - Tatu mj opowiada mi o was.
Postanowiam pj do waszego obozu. Wyobra sobie, e do tej pory nie widziaam owcw
zwierzt Wymknam si z domu i przybiegam na polan. Gdy przechodziam w pobliu
tych krzeww, ujrzaam mae wallabi60. Chciaam schwyta je dla was na pamitk. Wtedy
wanie wpadam do tego okropnego dou. Krzyczaam z blu, pakaam, ale nikt nie
przychodzi na pomoc. Czekaam ca noc, a potem usnam i ty przyszede. Nie zostawisz
mnie na pewno tutaj samej?
Wallabi - nazw t obejmuje si szereg drobnych gatunkw zwierzt zblionych do najwikszych kangurw
budow dugich tylnych i krciutkich przednich koczyn.

60

- Nie obawiaj si o to - upewni j Tomek.


- Jak ci na imi? - rezolutnie zagadna panienka.
- Tomek. Jestem Tomasz Wilmowski.
- Bardzo adne imi. Bd mwia na ciebie Tommy.
- Dobrze. Teraz obwi twoj nog.
Zdj wasn koszul, poci j noem na szerokie pasy i zacz bandaowa nog
Sally.
- Och, jak strasznie boli - woaa paczc, lecz gdy Tomek skoczy zakadanie
opatrunku, poczua si znacznie lepiej.
- Teraz musimy wydosta si jako z tego dou zanim nastanie noc - orzek Tomek.
Zaraz rozpocz przygotowania do wyprowadzenia Sally z gbokiej jamy. Przede
wszystkim wspi si na gr i odnalaz sztucer. Potem rozrywa ziemi noem i spycha j
w d. Po godzinie cikiej pracy wyobi kilka stopni, ktre powinny uatwi Sally
wydostanie si z jamy. Nie moga powsta o wasnych siach, wic wzi j na rce. Zacz
wspina si po zaimprowizowanych schodkach. Dingo poszczekiwa radonie, idc za nimi.
Sally popakiwaa z blu. Na szczcie dziewczynka bya szczupa i tak lekka, e
Tomek wynis j na gadk k, a potem wzi na barana". W ten sposb dobrnli a na
brzeg strumienia.
- Daj mi troch pi - prosia Sally. - Zaraz nabior si.
Tomek wyj z kieszeni skadany kubek. Obydwoje zaspokoili pragnienie, po czym
Sally zanurzya spuchnit nog w strumyku.
- Naprawd czuj si lepiej - rzeka.
- Pobiegn do domu po pomoc - zaproponowa Tomek.
- Och, tylko nie to! Zaraz bdzie wieczr. Nie zostawiaj mnie samej - powiedziaa
prdko i chwycia go kurczowo za rk. - Zrozum, e nie mog zosta sama. Czuj si tak
jako dziwnie.
- Wobec tego ponios ci na plecach.
- Naprawd zrobisz to? - ucieszya si Sally.
- Zrobi, musz to nawet zrobi. Nie moemy przecie pozostawia twoich rodzicw
tak dugo w niepewnoci.
- Tommy, jeste... bardzo dobry!
- No tak, takimi musz by owcy.
- Gdybym bya chopcem, rwnie zostaabym owc, tak jak ty - odpowiedziaa Sally.
- Wobec tego teraz siadaj na moje plecy i jako to bdzie.

Z pocztku wszystko szo jak najlepiej. Wkrtce jednak Sally zacza stawa si"
coraz cisza. Tomek musia urzdza czstsze odpoczynki. Nastaa noc. Tomek wydobywa
ju z siebie resztki si, gdy na szczcie ujrzeli ognisko ponce przy farmie.
- Spjrz! Na pewno zebrao si wielu ssiadw! Wszyscy czuwaj przy ognisku zawoaa Sally.
- Doszlibymy wczeniej do domu, tylko staa si dziwnie cika. Zapewne napia
si za duo wody - zrzdzi Tomek.
- Wcale nie piam duo wody - oburzya si. - To noga puchnie coraz wicej i przez to
staj si cisza.
- Moe masz suszno. Nie pomylaem o tym.
Dwigajc Sally, zblia si do ogniska, przy ktrym siedziaa gromada mczyzn.
Dingo szed obok dzieci strzygc uszami.
- Tatusiu! Mamo! - krzykna Sally. Mczyni przy ognisku znieruchomieli,
nasuchiwali.
- Na lito bosk, to gos Sally! - krzykn Allan, zrywajc si na rwne nogi.
- Sally, najdrosza Sally, gdzie jeste? - woaa matka.
W krg wiata rzucanego przez ognisko wszed pnagi Tomek, uginajc si pod
ciarem siedzcej mu na plecach dziewczynki. Wszyscy oniemieli na ten widok. Nie byli
pewni, czy nie ulegaj zudzeniu. Chopiec opad na kolana. Zsadzi Sally na ziemi. Potem
powid wzrokiem po zaskoczonych farmerach.
- Ja... znalazem... Sally... - powiedzia rwcym si z wyczerpania gosem.
Trudno byoby opisa wszystko, co nastpio pniej. Mczyni na czele z pani
Allan podbiegli do dzieci. Pani Allan omal nie udusia Tomka tulc go mocno do piersi, a pan
Allan bardzo wzruszony uciska serdecznie jego do.
Tomek z trudem panowa nad wasnym podnieceniem. Ogromna rado i duma
rozpieray mu piersi. Modzi i starzy farmerzy podchodzili do kolejno i z powag
winszowali sukcesu. Dzikowali, jakby uratowa ich wasne dziecko. Na samym kocu
zbliyli si przyjaciele. Smuga pierwszy wycign prawic mwic:
- Niewielu modych ludzi w twoim wieku moe pochwali si zabiciem tygrysa;
Wszake dzisiaj dokonae znacznie wikszego czynu. Dla uczczenia tego dnia zapraszam ci
na nastpn wypraw do Afryki.
Drugim z kolei by Bentley. Trzymajc w mocnym ucisku ma do Tomka,
powiedzia:
- Wrd krajowcw australijskich istnieje zwyczaj urzdzania uroczystoci, w czasie

ktrych modzi chopcy uznawani s za dorosych. Ot podczas wtajemniczania w obrzdy


religijne i sprawy plemienia, kademu wstpujcemu w grono starszych wybija si jeden
z przednich zbw na znak, e sta si ju mczyzn. My nie uznajemy podobnych
zwyczajw. Uwaamy, e przeradzanie si chopca w dentelmena zostaje udowodnione jego
czynami. Dzisiaj pokazae, e jeste prawdziwym mczyzn.
Bosman Nowicki nie wygosi okolicznociowego przemwienia. Ucisn Tomka
z tak si, e a zatrzeszczay mu koci i mrukn: Warszawiaka poznasz nawet
w Australii." W kocu ojciec przytuli syna do swej piersi mwic:
- Nie mog teraz przypomina ci o niedotrzymanym sowie, ale nie pozostawiaj mnie
wicej w tak wielkiej niepewnoci i... obawie. Czy wiesz, co dziao si ze mn, gdy nie
zastalimy ciebie ani tutaj, ani w obozie?
- Naprawd nie chciaem zrobi gupstwa. To tak jako samo wyszo, a potem znalazem Sally - cicho usprawiedliwia si Tomek.
- Nie ulega wtpliwoci, e zachowae si po msku - przyzna ojciec. - Musisz
opowiedzie nam jak to si wszystko stao.
- Czy nie mgbym najpierw dosta czego do zjedzenia? Jestem bardzo godny poprosi Tomek.
Podczas gdy owcy wraz z farmerami myli, ubierali i karmili Tomka, Allanowie
troskliwie zajli si ma Sally. Okazao si, e miaa zwichnit nog. Praktyczni osadnicy
potrafili radzi sobie w podobnych wypadkach. Wkrtce dziewczynka leaa ju w swoim
pokoiku z usztywnion nog. Zaledwie wypia poywny bulion, natychmiast zasna.
Allanowie przyczyli si do swych uczynnych goci, ktrzy w skupieniu suchali
opowiadania Tomka. Naley przyzna, e nie zatai on zasug Dingo w odnalezieniu Sally.
Wychwala jego niezwyk mdro, a tymczasem pies nie odstpowa go ani na chwil.
Pooy si przy nim na ziemi i wywiesiwszy rowy ozr, spoglda na niego.
- Zrobilimy gupstwo nie zabierajc Dingo na poszukiwanie Sally - odezwa si
Allan, gdy Tomek zakoczy opowiadanie. - Kupiem go dla Sally zaledwie tydzie temu.
Przypuszczaem, e musi min pewien czas zanim przyzwyczai si do nas. Dlatego te
trzymaem go na uwizi.
- Jakiej rasy jest ten pies? - zapyta Smuga. - Wydaje mi si, e wygldem przypomina
australijskiego dzikiego psa.
- Nie myli si pan - odpar Allan. - Pochodzi on ze skrzyowania psa domowego
z czystej krwi dingo.
Wkrtce farmerzy zaczli egna Allanw. Na kadego z nich czekay w domach

zaniepokojone rodziny i pilne prace. owcy rwnie musieli powrci do obozu. Przed
odjazdem obiecali Allanom, e odwiedz ich nastpnego dnia.

NIEMY PRZYJACIEL
Caodzienne bdzenie po skrobie oraz niezwyke przeycia zmczyy Tomka tak
bardzo, e po przybyciu do obozu, zaledwie przyoy gow do poduszki, zasn natychmiast
twardym snem. Nastpnego dnia, dopiero okoo poudnia, obudzio go lekkie askotanie po
twarzy. Nie otwierajc oczu machn rk, aby opdzi si, jak przypuszcza, od jakiego
natrtnego owada. Po chwili znw poczu askotanie. Nacign koc na gow i usiowa spa
dalej. Mimo to nie zazna spokoju. Oto jaka dziwna istota wtargna pod przykrycie. Tego
byo ju Tomkowi za wiele. Rozgniewany, energicznie odrzuci koc, siadajc jednoczenie na
posaniu.
- A skd ty si tutaj wzie? - zawoa zdumiony, ujrzawszy, kto by sprawc
wytrcenia go z bogiego snu.
Dingo, pupil Sally, przywarowa obok niego. Zawzicie macha puszystym ogonem,
a w psich mdrych lepiach czaiy si byski wesooci, jakby wiedzia, e spata chopcu
figla.
- Skd si tu wzie? - Tomek ponowi pytanie.
Dingo dwign si. Otar eb o piersi chopca, lizn go szorstkim jzorem po brodzie,
po czym pobieg do otworu w namiocie. Teraz odwrci si i spoglda wyczekujco.
- Aha, chcesz zapewne, abym wyszed z tob? - domyli si Tomek. Pies
odpowiedzia szczekaniem. Gos jego brzmia inaczej ni zwykych psw. Chrapliwe
szczknicia przemieniay si w cichy, urywany skowyt.
- Co tu si dzieje, Tomku - zapyta Wilmowski, zagldajc do namiotu.
- Spjrz tatusiu! Dingo przybieg za nami z farmy do obozu. askota mnie po twarzy.
Jakie to mie psisko!
- Chod do mnie, Dingo! - zachca Wilmowski, wycigajc rk. Pies najwidoczniej
nie mia ochoty do zawierania dalszych znajomoci. Pooy si na ziemi, zjey na karku
sier i w milczeniu szczerzy ky.
- Ho, ho! Widz, e on tylko ciebie uzna za swego przyjaciela - zauway
Wilmowski.
- Dingo, tak nie mona, to przecie jest mj ojciec - skarci Tomek psa.
Podbieg do ojca i zarzuci mu rce na szyj. Dingo ciekawie przyglda si tej scenie. Tomek
przywoa go, a kiedy podszed do nich, powiedzia:
- Dingo! Taki mdry piesek jak ty na pewno przywita si z moim ojcem!

Pies machn ogonem. Otar si o nogi Wilmowskiego, spogldajc przyjanie.


- Widzisz teraz sam, ojcze, jaki on jest rozsdny - puszy si Tomek.- Bez jego
pomocy na pewno nie znalazbym Sally. Moe nawet sam zaginbym w skrobie?
- Wyglda na roztropne stworzenie - przyzna ojciec.
- Bardzo chciabym mie takiego psa. Mgbym wszdzie z nim chodzi i nie
zabdzibym nawet w nieznanej okolicy.
- Jeli tylko nadarzy si ku temu okazja, kupi ci psa - pocieszy syna Wilmowski. Ubierz si teraz szybko, poniewa wypada zoy wizyt pastwu Allan. Musimy zapyta
o zdrowie maej Sally. Przy sposobnoci odprowadzimy Dingo.
Wkrtce gromadka owcw dosiada wierzchowcw, Dingo pobieg przy pony, na
ktrym jecha Tomek. Allanowie przywitali goci z wielk radoci. Zaraz zaprowadzili ich
do pokoiku Sally. Dziewczynka czua si znacznie lepiej. Na widok owcw klasna w donie
i zawoaa:
- Och, jak to dobrze, e przyjechalicie do nas! Obawiaam si, e Tommy po
powrocie do obozu zaraz o mnie zapomni. On na pewno woli zabija tygrysy i kangury, ni
rozmawia ze mn.
Tomek zarumieni si, nie wiedzc, co odpowiedzie. Ojciec wybawi go z kopotu
zwracajc si do Sally:
- Widzisz sama teraz, e obawy twoje byy zupenie niepotrzebne. Tomek odoy
wszystkie swe zajcia, aby upewni si, czy wracasz do zdrowia.
- Tommy! Naprawd chciae wiedzie, czy ju si dobrze czuj? - nie dowierzaa
Sally.
Tomek spojrza niepewnie na ojca, po czym odpar:
- Hm, oczywicie! Nie mogo by inaczej, skoro tak tatu mwi.
- Czy nie przyniose przypadkiem fotografii zastrzelonego przez ciebie tygrysa? ciekawia si dziewczynka.
Gdy Sally zapytaa o jego ulubion fotografi, Tomek natychmiast poczu si o wiele
pewniej. Teraz przynajmniej mia o czym mwi. Odpar te szybko:
- Tak, mam j wanie przy sobie. Przyniosem rwnie dla ciebie moje zdjcie na
soniu cejloskim, ktrego przywielimy z Colombo do ogrodu zoologicznego w Melbourne.
- Tommy, nie mog wprost uwierzy, e chcesz ofiarowa mi tak liczn pamitk?!
- Taki mam zamiar, jeeli ci oczywicie na tym zaley - odpowiedzia
Tomek niby to obojtnym gosem, lecz w rzeczywistoci czu si bardzo dumny, e
Sally poprosia go o fotografi, ktr uwaa za nadzwyczaj interesujc.

Nie tylko maa Sally bya zachwycona darem Tomka. Matka jej bowiem przez cay czas
spogldaa wzruszona na dzielnego chopca, teraz za wtrcia si do rozmowy:
- Jak si ciesz, e bdziemy mieli twoj fotografi, Tommy. Naprawd sprawie nam
wielk przyjemno. Bardzo ci dzikujemy! Sally, kochanie! Ty rwnie powinna ofiarowa
co Tommy'emu dla upamitnienia tak cennej dla nas znajomoci. Przecie Tommy odda
nam wielk przysug!
- Masz racj, mamusiu! Musz da co Tommy'emu na pamitk. Nie wiem tylko, co zafrasowaa si Sally.
- Najlepiej zapytaj, co sprawioby Tommy'emu najwiksz przyjemno - doradzia
matka.
- Powiedz zaraz, co chcesz mie ode mnie na pamitk? - zwrcia si Sally do
Tomka. - Niestety nie mam tak piknej fotografii jak ty!
Tomek coraz bardziej zakopotany milcza uparcie. W ogle nie by pewny, czy
wypada prosi o jakkolwiek pamitk. Wprawdzie chcia zaimponowa dziewczynce
ofiarowujc jej fotografi, na ktrej tak wspaniale wyglda na prawdziwym soniu, lecz nie
przewidzia, e taki w rzeczywistoci drobiazg sprawi mu tyle kopotu. C mia teraz
odpowiedzie? Zafrasowany spojrza proszco na ojca, lecz ten, rozweselony zmieszaniem
zawsze rezolutnego syna, wcale nie mia zamiaru przyj mu z pomoc. Wszyscy tumili
miech patrzc na niego.
A to wpadem straszliwie - pomyla Tomek. - Ju chyba nikomu nie podaruj w przyszoci
swojej fotografii."
Sta zaczerwieniony, nic nie mwic. Natomiast maa Sally nie czua oniemielenia.
Zupenie widocznie, na rwni ze starszymi, bawia si zmieszaniem chopca, a poza tym
naprawd chciaa ofiarowa mu jak pamitk. Przecie to by owca dzikich zwierzt, ktry
sam zabi tygrysa i kangura! adna z jej przyjaciek nie moga pochwali si tak
znajomoci. Gdyby tylko zechcia pisywa do niej listy...
Podniecona nadziej usiada na ku i odezwaa si stanowczo:. - Tommy, musisz
natychmiast powiedzie, co chciaby otrzyma ode mnie!
Tomek westchn cichutko. Z niezmiernym alem pomyla, dlaczego to w Australii
nie ma na przykad trzsienia ziemi? Gdyby w tej chwili dom zadra w posadach, Sally
i wszyscy inni na pewno zapomnieliby o upominku. Dom jednak nie mia zamiaru zapada si
w ziemi, natomiast uparta Sally wpatrywaa si w niego byszczcymi z podniecenia
oczyma.
Naraz co wilgotnego dotkno doni Tomka. Machn niecierpliwie rk, lecz w tej chwili

dozna jakby nagego olnienia. Spojrza, by si upewni. Tak, to Dingo sta przy nim
i patrzc na niego macha ogonem.
- Sally, czy ty naprawd chcesz mi da jak pamitk? - zapyta Tomek, zapominajc
o przyjacioach i pastwu Allan.
- Oczywicie Tommy! Czekam przecie na twoj odpowied, co mam ci ofiarowa potwierdzia Sally.
- I... naprawd nie bdziesz pniej aowaa? - upewni si jeszcze. Sally rozemiaa
si dononie, klaszczc z uciechy w donie.
- Och, Tommy, Tommy! Jeste zupenie taki sam, jak mj kochany tatu, ktry zawsze
myli, e mamusia nie wie, czego on chce.
Pan Allan chrzkn zakopotany sowami crki, a reszta towarzystwa wybuchna
gonym miechem. Tomek, zbity ju zupenie z tropu, przezornie zacz wycofywa si ku
drzwiom, lecz Sally zawoaa:
- Tommy! Nie musisz ju nic mwi! Naprawd nie bd nigdy aowaa i... bierz go
sobie na pamitk ode mnie. ON JEST TWJ!
- Kto niby jest mj? - wybka zaskoczony Tomek.
- Dingo! Przecie to o niego wanie miae zamiar mnie prosi - odrzeka Sally
tumic miech.
- To prawda, chciaem, ale skd ty o tym moga wiedzie? - zapyta ogromnie
uradowany takim obrotem sprawy.
- Tylko chopcy s tak niedomylni. Kada dziewczynka patrzc na ciebie wiedziaaby
od razu, o czym mylisz - triumfowaa Sally.
- Bardzo ci dzikuj, Sally - powiedzia Tomek z powan min, poniewa wcale nie
by zachwycony jej opini o chopcach. - Dziewczynkom zawsze wydaje si, e wszystko
lepiej wiedz. Irka jest taka sama, jak ty. - Kto to jest ta Irka? - zaraz zagadna Sally.
- To moja cioteczna siostra w Warszawie - wyjani Tomek.
- Chod tu bliej do mnie. Musisz opowiedzie mi o niej wszystko - poprosia Sally. Ciekawa jestem rwnie w jaki sposb zabie tego tygrysa.
Tomek natychmiast odzyska humor. Teraz okae si, kto naprawd jest waniejszy.
Trzymajc Dingo za obro, zbliy si do Sally. Sznurkiem wydobytym z kieszeni
przywiza psa do nogi krzesa, na ktrym usiad obok ka dziewczynki.
- O czym mam najpierw opowiedzie: O Irce, czy te o tygrysie? - zwrci si do
Sally.
Sally naprawd bya roztropn dziewczynk. W oczach Tomka odczytywaa

z atwoci jego najskrytsze myli, odpowiedziaa wic bez chwili wahania:


- Przede wszystkim chciaabym usysze o tygrysie. Tomek chrzkn i zacz mwi:
- W porcie Colombo na Cejlonie zaadowalimy na statek...
- Zostawmy ich teraz samych - zaproponowaa pani Allan. - Na pewno nie bd si
nudzili. Prosz panw na obiad. Dla Tommy'ego i Sally przynios jedzenie tutaj, do pokoju.
- Kobiety zawsze wiedz, co myl mczyni - doda pan Allan, naladujc gos
Sally. - Domyliy si wic, e jestemy godni. Prosimy panw do stou.
Tomek z najdrobniejszymi szczegami opowiada Sally przygod z tygrysem, pniej
szeroko mwi o Warszawie, o Irce i braciach ciotecznych, a skoczy na miesznych
kawaach, jakie pata w szkole razem z kolegami. Dziewczynka suchaa z wielkim
zaciekawieniem, wypytywaa o szczegy.- W kocu owiadczya, e zaraz po wakacjach
podrzuci chrzszcza nie lubianej i zarozumiaej koleance.
- Wkrtce tatu odwiezie mnie do Bathurst do prywatnej szkoy pani Wilson - mwia
Sally. - Wyobraam sobie, jak bd mi zazdrociy koleanki, gdy poka im twoj fotografi
na soniu. adna z nich nie widziaa jeszcze prawdziwego owcy dzikich zwierzt
- Jeeli naprawd lubisz takie fotografie, to poprosz ojca przy okazji o inne zdjcia ze
zwierztami i przyl ci je w licie - zaproponowa Tomek, ktremu pochlebiao uznanie
Sally.
- Czy moesz mi przyrzec, Tommy, e bdziesz pisa do mnie listy? - dopytywaa si
uradowana propozycj.
- Musz nawet pisywa do ciebie, bo na pewno bdziesz ciekawa, co si dzieje
z Dingo.
- Och tak, tak! Bd bardzo ciekawa! Wiesz, Tommy, naprawd ciesz si, e
podarowaam go tobie. Musz przyzna si, e to ja namwiam dzisiaj Dingo, aby poszed do
ciebie do obozu. Obawiaam si, e zapomnisz przyjecha do nas. A chciaam ci
podzikowa!
- Niemoliwe, eby pies zrozumia twoje namawianie". Dziwne to, bo on naprawd
przyszed do mnie.
- Nie mw tak o Dingo - oburzya si; - On wszystko rozumie, co si do niego mwi.
Powiem mu zaraz, e ma by twoim wiernym przyjacielem.
Rozpocza dug przemow do psa; Tomek tymczasem rozmyla o dziwnym zbiegu
okolicznoci. Wrbita z Port Saldu powiedzia mu przecie, e znajdzie przyjaciela, ktry
nigdy nie przemwi sowa. Czyby mia na myli wanie Dingo? Zaraz te podzieli si
swymi przypuszczeniami z Sally. Dziewczynka wysuchaa go uwanie, a gdy skoczy,

powiedziaa:
- Pani Wilson czsto stawia sobie kaba. Ona mwia nam, e wrby niekiedy
speniaj si, jeeli czowiek im troch pomaga.
- Nie rozumiem, jak mona pomaga w spenianiu si wrb? - powtpiewa Tomek.
- Czyni si to w bardzo prosty sposb. Mianowicie naley tak postpowa, eby si
speniy - wyjania Sally. - Jeli ci kto wywry, e dostaniesz w szkole dwj, to po prostu
wystarczy nie nauczy si lekcji i ju wrba si spenia.
- To rzeczywicie bardzo prosty sposb - przyzna ze miechem Tomek.
- Szkoda tylko, e nie bdziesz mg go wyprbowa. Taki owca nie musi chyba
chodzi do szkoy?
- Nie martw si, Sally, wyprbuj go na pewno - uspokoi j. - Niestety, nawet i owcy
musz si uczy. Po zakoczeniu oww w Australii ojciec odwiezie mnie do szkoy
w Anglii. Tylko wakacje bd mg powica na wyprawy.
- Mylaam, e masz ju wszystkie kopoty szkolne poza sob...
- Wanie owca powinien mie duo wiadomoci i to z wielu dziedzin. Nie mona
przecie wdrowa po rnych krajach nie znajc geografii, ani chwyta zwierzt nie umiejc
odrni sonia od mapy.
- To prawda, mieszna jestem, e tak niekiedy rozumuj - rozemiaa si Sally. Dokd wybierasz si w czasie nastpnych wakacji?
- Pan Smuga zaprosi mnie na wypraw do Afryki. Nie wiem tylko, czy bdzie j
mona zorganizowa ju w przyszym roku.
- A zabierzesz ze sob Dingo?
- Tak, przecie nie mgbym rozsta si z przyjacielem.
- To doskonale! Wobec tego bdziesz musia pisywa do mnie z Afryki.
- Na pewno bd pisa - przyrzek Tomek.
W tej chwili do pokoju wszed pan Allan, niosc tac zastawion naczyniami
z dymicymi potrawami.
- Jak to dobrze, kochany tatusiu, e pomylelicie o nas - powitaa go Sally okrzykiem
radoci. - Tommy na pewno jest godny, a ja mogabym zje caego kangura! Co przyniose
dobrego?
- Samie przysmaki, droga creczko: ros z misa modych papuek, baranin w sosie
z ziemniakami, pudding61 i kompot z brzoskwi - odpar Allan, stawiajc tac na stoliku przy
61

Pudding (angielski, fonetycznie puding), budy - deser robiony z maki, mleka, jaj, cukru itd.

ku.
- Ho, ho, to prawdziwa uczta! - zawoa Tomek, ochoczo przysuwajc si do stou. Odwykem ju w obozie od domowych obiadw. Jestem ciekaw, jak te smakuje ros
z papug? Nie wiedziaem, e te ptaki s jadalne.
- Miso papug raczej rzadko si je, natomiast ros z niego jest doskonay i poywny odpar Allan. - Osobicie zrezygnowabym ze smakowitej potrawy, byle tylko wstrtne
ptaszyska wyniosy si std raz na zawsze!
- Jak te pan moe nazywa wstrtnymi ptaszyskami" te liczne i mdre papugi? oburzy si Tomek, przypominajc sobie barwn, rozmawiajc kakadu.
- Pomieszkaj tylko tak jak my, w ich pobliu, a przestaniesz si nimi zachwyca.
aden plon nie ostoi si w polu przed ich arocznoci. Podobnie jak mapy, wicej zawsze
zniszcz, ni zjedz. Ponadto niektre gatunki, na przykad kakadu, maj jakie przedziwne
zamiowanie do niszczenia wszelkich przedmiotw. Czy wiesz, e przegryzaj one grube
deski, cienk blach, tuk szko i prbuj nawet dry dziury w murze?
- Nigdy bym tego nie przypuszcza - zdumia si Tomek. - No, prosz! A ja miaem
zamiar schwyta sobie gadajc kakadu!
- Musz przyzna, e w niewoli kakadu s tak agodne, jak adne inne papugi.
Oswajaj si atwo i szybko przywizuj si do swych opiekunw. S te bardzo pojtne.
Z du atwoci ucz si mwi, a nawet wykonywa pewne sztuczki, ale sprbuj tylko
puci kakadu swobodnie w mieszkaniu, a zobaczysz, jak ci urzdzi!
- To zapewne dlatego nie spostrzegem wok farmy uprawnych pl - domyli si
Tomek. - Skd wobec tego macie pastwo jarzyny?
- Hodowcom owiec nie opaca si tutaj uprawa jarzyn - odpowiedzia Allan. - atwiej
jest sprowadza jarzyny z odlegych okolic, ni utrzymywa drogiego robotnika.
- Przypominam sobie teraz, e pan Bentley wspomnia nam ju o tym. Jeli papugi s
tak aroczne, jak pan mwi, to naley dzikowa naturze, i ywi si wycznie owocami
i rolinami. C bowiem staoby si w innym przypadku z pana owcami?
- Rozumowanie twoje jest tylko w czci suszne - powiedzia Allan. - Wprawdzie
poywienie papug skada si przede wszystkim z nasion oraz owocw, lecz niektre gatunki,
waciwe tylko Nowej Zelandii, to jest tak zwana przez Maorysw62 zielono-brunatna kaha63
Maorysi - Polinezyjczycy - Maori s pierwotnymi mieszkacami Nowej Zelandii, skadajcej si z dwch
wielkich wysp.
63
Kaha - (Nestor meridionalls) papuga nadrzewna.
62

i oliwkowozielona kea64, s wszystkoerne. Uderzaj nawet na due zwierzta, a w potrzebie


jedz take padlin. Szczeglnie z saw cieszy si kea. Zauwaono mianowicie, e owce na
pastwiskach grskich, w nieznanych okolicznociach, kto ciko rani na grzbiecie.
Z powodu ran, wielkoci ludzkiej doni, nierzadko nastpowaa mier zwierzcia. Wyobra
sobie, jak wielkie byo zdziwienie hodowcw, gdy blisze obserwacje przeprowadzone przez
pastuchw wykazay, i rany te zadaway owcom papugi kea. Jest to dowodem atwoci
przystosowania si papug do nowych warunkw ycia. Kea bya dawniej rolinoerna i na
ssaki nigdy nie napadaa, choby dlatego, e tych zwierzt w Nowej Zelandii nie byo. Po
sprowadzeniu owiec na wyspy kea staa si typowym ptakiem drapienym, jedzcym miso.
Allan byby si rozgada jeszcze bardziej, lecz wywoaa go ona:
- Mj drogi, pan bosman Nowicki wznis toast za zdrowie gospodarzy, a ty
rozprawiasz tutaj o papugach - powiedziaa mrugajc nieznacznie okiem do crki, ktra take
znaa niech ojca do .pstrych, ptasich mieszkacw Australii.
Sally zachichotaa wesoo i rwnie mrugajc okiem do matki, zawoaa:
- Tommy nie wie jeszcze, e kangury i papugi strasz naszego tatusia nawet w nocy
podczas snu! Id ju, id, tatusiu, do naszych goci. Opowiem Tommy'emu, jak to krajowcy
zrcznie poluj na papugi za pomoc bumerangw.
Allan z on odeszli do jadalni. Dzieci znw rozpoczy ciekaw dla nich rozmow.
Czas szybko schodzi. Dopiero pnym wieczorem owcy powrcili do swego obozu.
W cigu nastpnych dwch dni Tomek jeszcze dwukrotnie odwiedzi Sally, ktra tak
go polubia, e gdy nadesza w kocu chwila poegnania, rozpakaa si serdecznie.
Oczywicie Tomek wzruszy si rwnie, ale bdc dzielnym chopcem, potrafi zapanowa
nad sob. Pocieszy nawet Sally, solennie obieca bowiem pisa do niej listy z podry.

64

Kea - (Nestor notabilis) papuga naziemna.

POSZUKIWACZE ZOTA I BUSZRENDERZY65


Po zakoczeniu oww na szare kangury Bentley powid ekspedycj w kierunku
poudniowo-wschodnim ku acuchowi gr, u podna ktrych rozciga si szerokim pasem
australijski busz. Niebawem owcy zagbili si w gszcz zieleni. By to las nie spotykany
w innych czciach wiata. Z przyziemnych krzeww wysoko w niebo wystrzelay supowate
eukaliptusy66, ktre podobnie jak amerykaskie sekwoje w Kalifornii, osigay tutaj
olbrzymie rozmiary67. Do ich szarych, surowych pni tuliy si kilkumetrowej wysokoci
drzewa paproci, smuke araukarie i palmy, mimozy o kwieciu wydajcym dranic wo,
dzikie oliwki oraz bukszpany. Gdzieniegdzie wida byo wspaniae cedry i sosny, a w ich
ssiedztwie drzewa trawowe, najrozmaitsze odmiany akacji i kazuaryny o dugich splotach
gazek. Uciliwa dla karawany wdrwka przez busz przecigaa si z dnia na dzie.
Tomek poczu si jako nieswojo w tym dziwnym dla Europejczyka lesie. Tak jak
pierwsi odkrywcy spoglda zdumiony na potne eukaliptusy prawie wcale nie dajce cienia.
Teraz zrozumia, dlaczego tak si dziao. W penym blasku gorcych promieni sonecznych
licie eukaliptusw odwracay swe blaszki brzegami do soca, chronic si w ten sposb
przed nadmiernym parowaniem. Drzewa te nie zrzucay ha zim swych lici, natomiast
corocznie odpadaa z nich martwa kora, ktra zwisaa z pni dugimi, jasnymi patami;
poruszana podmuchami wiatru wydawaa niepokojcy szelest. Tomek powesela nieco, gdy
wrd nie znanych mu rolin umiechna si do niego czerwieni zwyka lena poziomka.
W kocu owcy zboczyli w pytki parw, ukosem wiodcy do zalesionych stokw
grskich. Po kilkugodzinnej jedzie znaleli si na skraju duej polany. Z bujnej trawy
wychylay si rnokolorowe kwiaty, a wrd nich krlowa waratak, narodowy kwiat Nowej
Poudniowej Walii. Polana owa wydawaa si idealnym miejscem na rozoenie obozowiska.
Z jednej strony otacza j gsty busz, z drugiej pitrzyy si gry o stokach porosych
niebotycznymi eukaliptusami i drzewami gumowymi. May strumyk wijcy si wrd zieleni
zapewnia dostatek wody. Bentley musia zapewne ju zna t okolic, gdy zaledwie ujrza
urocz polan, zaraz zatrzyma ekspedycj i oznajmi:
- W tych stronach bdziemy mogli znale bardzo ciekawe okazy fauny australijskiej.
Buszrenderzy - australijscy bandyci napadajcy podrnych na gocicach.
Eukaliptus (rozdrb) - jedna z najbardziej charakterystycznych dla Australii rolin, ktr znajduje si tam
w okoo 360 odmianach.
67
Sekwoja amerykaska osiga wysoko 150 m.
65
66

Tutaj rozbijemy obz.


Przez najblisze dni owcy starannie przygotowali si do polowania na maego
zwierza. Podczas gdy inni budowali odpowiednie klatki i sporzdzali sprzt owiecki, Tony
rozpoznawa w najbliszej okolicy obozu tropy rnych czworonogw. Australijczyk
przedzierzgn si w prawdziwe dziecko natury: zrzuci europejskie ubranie, ktre, jak
twierdzi, przeszkadzao mu w swobodnych ruchach i przez cae dnie myszkowa po buszu;
czyta w nim jak w otwartej ksidze. Tak jak wszyscy australijscy krajowcy Tony potrafi
doskonale radzi sobie w surowych warunkach tamtejszej przyrody. W pierwszym rzdzie
wykaza w peni swe niezwyke zdolnoci owieckie. Z atwoci odnajdywa niewidoczne dla
innych tropy zwierzt, wskazywa cieki, ktrymi zazwyczaj chodziy. Przed jego bystrym
wzrokiem nie mogy ukry si nawet lady pozostawione na korze drzewnej przez malek
paank australijsk68. Ponadto Tony'ego cechowaa niezwyka wprost cierpliwo, dziki
ktrej nie zniechca si adnymi przeszkodami. Sw zrcznoci zaimponowa wszystkim
uczestnikom wyprawy. Skaka jak kangur bd peza jak w. Za pomoc sznura oraz
siekierki mg pi si na pnie wysokich eukaliptusw, a palcami ng z najwiksz atwoci
podnosi z ziemi wszelkie przedmioty.
Tony doskonale zna zwyczaje rnych zwierzt. Wiedzia rwnie, w jaki sposb
naley urzdza na nie puapki. Chtnie wtajemnicza towarzyszy w arkana owieckie.
Wilmowski przysuchiwa si uwanie jego relacjom, potem notowa wszystko, co dotyczyo
zwierzt, ktre miay by zabrane do Europy. Tomek zaciekawi si, w jakim celu ojciec
zbiera te wiadomoci. Poprosi o wyjanienie. Wtedy dowiedzia si, e poznanie zwyczajw
oraz sposobu ycia rnych zwierzt konieczne jest dla stworzenia im w ogrodzie
zoologicznym warunkw najbardziej zblionych do naturalnych. Od tej pory wdrowa za
Tonym jak cie. Chodzi za nim na dugie wycieczki rozpoznawcze, uczy si trudnej sztuki
tropienia zwierzt i przy kadej okazji zasypywa go pytaniami. Tony polubi polskich
owcw, poniewa traktowali oni australijskich krajowcw na rwni z biaymi ludmi.
Szczegln sympati otacza Tomka, od chwili gdy ten zdoa przeama nieufno plemienia
czowieka-kangura". Nie skpi mu rwnie wszelkich wyjanie, dziki czemu chopiec
wiele si nauczy. Po kilkunastu wypadach, w czasie ktrych wynajdywali legowiska
zwierzt, Tomek umia ju obra waciwy kierunek orientujc si po ukadzie lici drzew
i rozrnia nawet lady niektrych zwierzt. Z kadym dniem coraz bardziej przywyka do
Paanka australijska - zwierztko futerkowe (Pseudochirus peregrinus) zamieszkuje poudniowo-wschodni
Australi.
68

buszu, miejc si z swych uprzednich obaw przed zabdzeniem. W miar monoci


naladowa we wszystkim Tony'ego, sprawiajc tym krajowcowi wiele zadowolenia. Zywali
si te obydwaj coraz bardziej.
owy na maego zwierza nie wymagay jednorazowego udziau wikszej liczby
myliwych. Za rad Bentleya utworzono cztery grupy owieckie, dla ktrych Tony ukada
oddzielne plany polowa. Poszczeglne wyprawy wyruszay na owy tak w dzie jak
i w nocy, poniewa niektre zwierzta wychodziy na er dopiero po zapadniciu zmroku.
Dziki starannym, drobiazgowym przygotowaniom niemal kady wypad koczy si
pomylnie. Zbudowane zawczasu klatki zapeniay si stopniowo rnymi okazami fauny
australijskiej.
Byy to dla Tomka wymarzone owy. Nie spotykane na innych kontynentach
czworonogi przewanie nie stanowiy dla czowieka wikszego niebezpieczestwa. Tomek
mg polowa na nie nawet w pojedynk, co sprawiao mu najwiksz przyjemno.
Wilmowski z zadowoleniem obserwowa, jak Tomek mnieje z dnia na dzie,
nabiera dowiadczenia i rozwagi. Niemal nie ogranicza teraz jego swobody. Pozwala mu ju
na samodzielne decydowanie, co do udziau w owach, a trzeba przyzna, e Tomek prawie
zawsze wybiera najbardziej interesujce wyprawy.
Pewnego dnia po poudniu Tomek obserwowa zamknite w klatkach trzy kolczatki69,
ktre zostay schwytane ostatniej nocy. Te zagadkowe, pierwotne ssaki tworzyy razem
z dziobakami70 rzd stekowcw.
Kolczatka australijska (Echidna aculeata).
70
Dziobak (Ornithorhynchus anatinus), zwany przez kolonistw australijskich kaczo-kretem". jego niezwyka
budowa dugo budzia spory zoologw europejskich, w jakie miejsce wiata zwierzcego naley wczy
stekowce. Nie mona byo przeledzi trybu ycia dziobakw, poniewa w niewoli giny ju po kilkunastu
dniach. Dopiero w 1798 r. nie znany z nazwiska kolonista z Nowej Poudniowej Walii przesa do Brytyjskiego
Muzeum w Londynie ca skr dziobaka z sierci, ogonem i z najprawdziwszym dziobem kaczki. W cztery
lata pniej nadesano do Londynu nieywe, cae okazy dziobakw, na ktrych dokona sekcji Everard Home.
W ten sposb uwierzono wreszcie, e takie zwierzta istniay naprawd. W 1884 r. Wilhelm Haacke stwierdzi,
e kolczatka naleca do ssakw skada jaja, a niemal jednoczenie Australijczyk W. H. Caldwell stwierdzi to
samo odnonie do dziobakw. Tak wic spr zosta ostatecznie rozstrzygnity.
Mimo e ycie dziobaka cile uzalenione jest od wody, spdza on w niej w cigu doby tylko okoo dwch
godzin, o wicie i zmierzchu, by zaopatrzy si w poywienie w botnistym dnie rzeki. Do tej pory wysano
z Nowej Poudniowej Walii zaledwie siedem ywych okazw, i to wszystkie do Bronx ZOO w Nowym Jorku.
Ostatni z nich zdech w 1959 r. Prawdopodobnie prby adaptowania si dziobakw na innych kontynentach nie
bd ju powtarzane. Kolczatki natomiast mona spotka w kilku ogrodach zoologicznych w rnych krajach.
69

Kolczatki, typowe naziemne stworzonka,71 szeroko rozpowszechniy si w Australii,


Nowej Gwinei72 i Tasmanii, gdzie z wyjtkiem obszarw pustynnych, wszdzie mona byo
je spotka. Wwczas jednak byy mao znane, gdy nie udawao si przeprowadzi
obserwacji trybu ich ycia.
W przeciwiestwie do kolczatek dziobaki przystosowane do ycia podwodnego
i naziemnego byy znacznie mniej liczne i yy jedynie na botnistych brzegach spokojnych
i czystych rzek w poudniowo-wschodniej Australii i Tasmanii. Schwytane do niewoli giny
po kilkunastu dniach.
Ju sam wygld kolczatek budzi ciekawo Tomka. Byy one nadzwyczaj niezdarne.
Miay stosunkowo dugi, wski, rurkowaty dzib, utworzony ze zrogowaciaej skry. Pysk
oraz okolice uszu pokrywaa gadka szczecina, podczas gdy cay grzbiet by poronity
sztywnymi i mocnymi kolcami, dochodzcymi do szeciu centymetrw dugoci. Kolce
u nasady byy koloru bladotego, porodku pomaraczowe, a na kocach czarne. Supowate
nogi oraz cay brzuch i podbrzusze pokrywao ciemnobrunatne futerko, gsto usiane gadk
szczecin. Dugo zwierztka wynosia okoo czterdziestu centymetrw wraz
z centymetrowym ogonkiem.
Polowanie na kolczatki odbyo si w nocy, kiedy swoim zwyczajem wyszy z nor na
poszukiwanie eru. Zasadzk na oryginalne zwierztka urzdzono przy odnalezionych przez
Tony'ego mrowiskach oraz przy kopcu termitw. Mrwki, termity oraz poczwarki tych
owadw s prawdziwym przysmakiem dla kolczatek, ktre wycigaj je z labiryntu mrowiska
swoim dugim jzykiem, pokrytym lepk lin.
Tomek z zapaem bra udzia w polowaniu na kolczatki. Przekona si przy tej okazji,
e nie s one zupenie bezbronne. W chwili niebezpieczestwa zwijay si w kbek jak nasze
jee, wystawiajc jednoczenie sterczce pord sierci dugie, grube kolce. Jeli tylko
starczyo im czasu, potrafiy silnymi nogami, zakoczonymi duymi, mocnymi pazurami,
szybko wykopa d, by skry si pod ziemi. Donie Tomka, a take i pysk jego ulubieca,
Dingo, nosiy lady uku ostrych kolcw. Mimo to wypad owiecki zakoczy si pomylnie.
Kolczatki byy bardzo poszukiwane, tak przez ogrody zoologiczne, jak i przez
europejskich zoologw, ze wzgldu na to, e wykluway si ze skadanych przez samic jaj,
a karmiy si mlekiem, wypywajcym na powierzchni brzucha matki dwoma otworami.
71

Stekowce (Monotremata) - nazwa oznacza zwierzta posiadajce jeden otwr do wydzielania kau, moczu,
nasienia i potomstwa, jak to jest u gadw i ptakw, a nie jak u innych ssakw.
72
Now Gwine zamieszkuje kolczatka czarnokolczasta (Proechidna riigroacu-leata).

Samica skadaa jedno jajo, ktre umieszczaa w podobnej do worka fadzie, utworzonej przez
skr na brzuchu. Moda kolczatka rosa w tej fadzie i wychodzia z niej wwczas, gdy w jej
sierci zaczynay si pojawia ostre kolce.
Wrd schwytanych trzech kolczatek znajdowaa si, jedna samiczka. Tomek wanie
rozwaa, w jaki sposb mgby przekona si, czy w jej fadzie na brzuchu nie przebywa
przypadkiem mody potomek, gdy naraz obok niego przystan Tony, ktry w tej chwili
powrci z buszu. Tomek spojrza na tropiciela. Krajowiec mrugn okiem i da mu znak
gow, aby oddali si z nim poza obz. Tomek natychmiast zapomnia o kolczatkach.
Zachowanie si przyjaciela wskazywao, e musia odkry co ciekawego, co pragnie zatai
przed innymi.
Zaledwie znaleli si poza obozem, Tomek zaraz zapyta:
- Czyje lady wytropie. Tony?
- Widziaem dwa koala73 - poinformowa krajowiec szeptem.
- Czy mwie ju komu o tym? - gorczkowo indagowa Tomek.
- Nie trzeba mwi innym, my sami je zapa - uspokoi go Tony.
- Kiedy wyruszamy na polowanie?
- Jeszcze czas. W dzie gorco, one spa ukryte w liciach na gaziach wysokie
drzewa. Dopiero pod wieczr one szuka je. Koala mdre, nie mczy si w upa. Dlaczego
czowiek miaby by gupszy od nich?
- One mog oddali si z miejsca, w ktrym je widziae? - niepokoi si Tomek.
- Nie bj si, koala chodzi bardzo wolno, my znale je na pewno.
- Dobrze, Tony, zrobimy tak, jak radzisz...
Cae popoudnie Tomek unika towarzyszy. Obawia si zdradzi przed nimi
podnieconym wyrazem twarzy. C to bdzie za niespodzianka, jeli z Tonym przynios do
obozu koala, zwanego te niedwiedziem workowatym! Koala yje wprawdzie w Australii
wschodniej od Queenslandu po Wiktori, lecz ze wzgldu na ma liczb dotd zapanych
okazw, niewiele wiedziano o jego sposobie ycia. Tomek doskonale orientowa si, jak
bardzo zaleao uczestnikom ekspedycji na schwytaniu niedwiadka.
Po nocnych owach Wilmowski zazwyczaj zarzdza krtk przerw w polowaniu.
Tego wanie wieczoru wszyscy mieli wczeniej uda si na spoczynek. Mimo to nikt si nie
zdziwi, gdy tu przed zmierzchem Tony owiadczy, i ma zamiar rozejrze si za nowymi
ladami zwierzt. Tomek natychmiast wyrazi gotowo wyruszenia z nim i wkrtce obydwaj
73

Koala (Phascolarctus cinercus) naley do rodziny torbaczy.

znaleli si z dala od obozu.


Tony szed pewnie, jakby kroczy ulicami dobrze mu znanego miasta. Po p godzinie
dotarli do miejsca, gdzie wrd buszu wyrastay wysokie drzewa eukaliptusowe. Krajowiec
przez chwil penetrowa wzrokiem korony drzew, potem wycign rk i wskazujc
kierunek, odezwa si:
- Koala ju si zbudziy! Czy widzisz je?
- Widz, widz, Tony! Och, jakie liczne - zawoa Tomek, z upodobaniem
przygldajc si niedwiadkom.
Na dobrze ulistnionej gazi drzewa siedzia koala, a pod nim drugi wspina si po
grubym konarze. Nie przejmujc si niczym, niedwiadki australijskie, podobnie jak
wiewirki, przednimi apkami przytrzymyway gazie i odgryzay poszczeglne licie.
Poruszay si na drzewie tak wolno, e czsto uywana dla nich nazwa australijskie leniwce"
wydaa si Tomkowi bardzo uzasadniona.
Obserwowanie niedwiadkw sprawiao chopcu du przyjemno i ani si
spostrzeg, jak mrok wkrad si midzy drzewa. Tony pierwszy zwrci na to uwag mwic:
- Pniej przyglda si, teraz my zapa koala. Zaraz wieczr, wtedy nic nie widzie.
- Masz racj, ale w jaki sposb schwytamy niedwiadki?
- Ty wej na drzewo.- Zarzucisz ptl sznura na koala i opucisz go do mnie na
ziemi.
- Czy przypuszczasz, e one nie bd si broniy?
- Nic si nie ba. Koala bardzo agodny. To nie kolczatka! - z humorem odpar Tony.
Tomek przewiesi sznur przez rami, po czym szybko zacz si wspina na drzewo.
Koala na niszej gazi wcale nie zwraca uwagi na Tomka, ktry bez przeszkd dotar blisko
do niego. Teraz zdj z ramienia sznur i zgrabnym ruchem zarzuci ptl na kark koala.
Pocztkowo niedwiadek opiera si apami o pie drzewa, lecz gdy mody owca zacisn
ptl, da si uj bez dalszego sprzeciwu. Donie Tomka zagbiy SI w puszyste futerko
pachnce limi eukaliptusowymi, czyli gwnym poywieniem zwierztka. Tomek opasa
misia sznurem i wolno opuci na ziemi. Tam odebra go Tony. Z kolei Tomek zacz
wspina si wyej na konar drzewa w pogoni za drugim koala. Ten rwnie po krtkim
i niezbyt zacitym oporze zosta wzity do niewoli.
Byo ju zupenie ciemno, gdy obydwaj owcy powracali do obozu. Uszczliwiony
Tomek pospiesza za Tonym. Kady z nich dwiga jednego koala. Ku zdziwieniu Tomka
niedwiadki szybko pogodziy si ze swoim losem.
Na wie o schwytaniu koala wszyscy uczestnicy ekspedycji powybiegali z namiotw.

Chcieli jak najprdzej przyjrze si puchatkom, ktre do zudzenia przypominay dziecice


pluszowe misie-zabawki.
Dugo ciaa kadego niedwiadka osigaa okoo szedziesiciu centymetrw,
a wysoko w kbie dochodzia do trzydziestu. Miay mocne, krpe tuowia pozbawione
ogona. Na duej gowie, o tpo citym pysku widniay wielkie uszy pokryte puszystym
wosem. Ciao ich porastao wspaniae, mikkie futerko, z wierzchu rdzawoszare, podczas
gdy na brzuchu miao odcie tawobiay. Obie pary ng opatrzone byy picioma palcami
o silnych pazurach i stanowiy doskonale wyksztacone narzdy chwytne. Jak ju pniej si
przekonano, ich przednie apy miay po dwa palce wewntrzne przeciwstawne trzem
pozostaym, a na tylnych silny, pozbawiony pazura jeden palec wewntrzny przeciwstawiony
czterem innym. Tony umiecha si i rad by obserwujc dum Tomka, z jak przyjmowa on
powinszowania od starszych towarzyszy.
W cigu nastpnych dni przewidziane byy zasadzki na szczury kangurowe74, zwane
tutaj potoru. owiono take wombaty75 podobne do naszych wistakw i tropiono lisy
workowate76, yjce na drzewach.
W przerwach pomidzy poszczeglnymi wypadami owcy musieli wykonywa wiele
pilnych prac. Rnorodno chwytanych zwierzt wymagaa przygotowania odpowiednich
pomieszcze, umoliwiajcych im pomylne przetrwanie najgorszego dla nich pierwszego
okresu niewoli.
Dotychczasowy wynik oww wprawia uczestnikw wyprawy w doskonay nastrj,
mimo e upay staway si coraz bardziej dokuczliwe. Nawet podczas nocnych polowa nie
zaznali ochody. Nic wic dziwnego, e wszyscy niecierpliwie oczekiwali na wypad
w pobliskie gry, o znacznie niszych temperaturach dnia i nocy. Tote, kiedy w kocu
rozpoczli przygotowania do polowania na skalne kangury, Wilmowski by przekonany, e
Tomek z radoci przyjmie t wiadomo. Ku jego zdziwieniu chopiec owiadczy, e woli
pozosta w obozie.
- Bd pilnowa zwierzt - tumaczy ojcu. - Niektre z nich le czuj si w niewoli,
a s przecie takie mie i zabawne.

Szczury kangurowe (Potoroina) stanowi najmniejsze gatunki rodziny zwierzt workowatych skaczcych.
Wombaty (Phascolomyidae) nale do torbaczy. Znamy ich obecnie trzy gatunki, mao rnice si wygldem
i obyczajami. Wszystkie zamieszkuj gste lasy. Ich geograficzne rozmieszczenie: Tasmania i wyspy Cieniny
Bassa oraz poudniowa Australia.
76
Lis workowaty (Trichosurus vulpecula) zwany rwnie kuzu.

74
75

Wilmowski zgodzi si na propozycj syna. Wydawao mu si, e osaczanie skalnych


kangurw w rozpadlinach grskich mogo przedstawia pewne niebezpieczestwo dla
impulsywnego oraz przedsibiorczego chopca. Tomek pozosta w obozie, pozwalajc
towarzyszom zabra Dingo na polowanie. Oprcz Tomka wyznaczono jeszcze dwch ludzi
dla dogldania zwierzt.
Wilmowski nie opuszczaby obozu z takim spokojem, gdyby w chwili odjazdu zwrci
na syna baczniejsz uwag. Przymruonymi oczyma chopiec spoglda na jedcw i juczne
konie obadowane maymi klatkami na kangury. Na jego ustach czai si wiele mwicy
umiech.
Dwaj marynarze pozostawieni w obozie mieli zbyt duo zajcia, aby mogli powici
wicej uwagi chopcu, korzystajcemu zawsze z duej swobody. aden z nich nie oponowa,
gdy Tomek owiadczy, e zamierza urzdzi ma wycieczk. Wkrtce ze sztucerem pod
pach opuci obozowisko. Szybkim krokiem pody w gr strumyka, wypywajcego
z gbokiego parowu.
Tomek od wielu ju dni mia ochot na samodzieln wycieczk. Dowiadczenie
nabyte podczas wdrwek z Tonym po buszu wyrobio w nim pewno siebie, czeka wic
jedynie okazji, by zrealizowa swj plan. Wedug zapewnie Bentleya znajdowali si teraz na
terenach badanych kilkadziesit lat temu przez Strzeleckiego. Tomek marzy o tym, aby jako
upamitni swj pobyt w Australii. Najprostsz drog do osignicia celu wydawao mu si
dokonanie jakiego niezwykego czynu. Dlatego te postanowi nie wzi udziau
w wyprawie na skalne kangury, a czas nieobecnoci opiekunw wykorzysta na samotny
wypad.
Bez jakichkolwiek obaw zagbi si w krty, poronity wysokimi drzewami parw.
Pody w gr strumienia, ktry spywajc po skalnych stopniach tworzy strome,
malownicze wodospady. Skaliste ciany szerokim pkolem ogarniay gboki parw,
napeniajc go przyjemnym cieniem. Okoo poudnia Tomek znajdowa si ju daleko od
obozu. Okolica wydawaa si dzika i nie zamieszkaa nawet przez czworonogi, lecz chopiec
miao szed naprzd. Nie mg zabdzi idc wzdu strumienia. Parw zwa si coraz
bardziej. Tu przed ostrym zakrtem zagrodzi Tomkowi drog skalny blok. Zniechcony
ponur dzikoci miejsca ju mia zawrci, gdy naraz wydao mu si, e za poblisk ska
rozlegy si ludzkie gosy.
C to za ludzie mog znajdowa si na takim pustkowiu?" pomyla. Wydawao mu si, e
nie tracc czasu powinien zawrci do obozu, lecz ciekawo przykuwaa go do miejsca.
Nasuchiwa chwil. Nie mia wtpliwoci. Jacy ludzie rozmawiali za skaln cian.

Spojrz na nich z daleka i wracam do obozowiska" zadecydowa. Ostronie wdrapa si na


olbrzymi gaz. Podpezn na brzuchu do krawdzi. Teraz mg spojrze poza zakrt parowu.
Wychyli gow i zaraz zamar w bezruchu. Skaliste ciany za zakrtem rozszerzay si
pkolisto, zamykajc parw. Strumie spywa w d gbok rozpadlin i rozlewa si
szeroko, tworzc do duy zbiornik wody, zatrzymywanej w tym miejscu przez wysoki
skalny prg.
Tu nad brzegiem strumienia rozoone byo mae obozowisko. Dwch mczyzn
toczyo gwatown rozmow siedzc przy tlcym si ognisku. W pierwszej chwili obydwaj
wydali si Tomkowi ogromnie do siebie podobni. Dugie jasne brody opaday im na piersi,
a cae ich twarze pokrywa gsty zarost. Wkrtce jednak zorientowa si, ze jeden z nich by
znacznie modszy.
- Twoja to bdzie wina, jeli spotka nas nieszczcie - mwi modszy podniesionym
gosem. - Jak mona tak lekkomylnie ryzykowa.
- Jedno ryzyko mniej lub wicej nie gra ju roli w naszym pooeniu - odpar starszy. Czy mamy jakiekolwiek inne wyjcie?
- Gdyby on by na naszym miejscu, dawno skoczyby z nami - zawoa modszy. Podo patrzya mu z oczu od pierwszej chwili.
- Nigdy nie splamiem rk ludzk krwi. Skd te podejrzenia, e Tomson chce
pozbawi nas naszego udziau? - zapyta starszy.
- Dlaczego nie powraca tak dugo? - odpowiedzia modszy pytaniem.
- Ju sze razy wyprawia si do osiedla po zapasy i wszystko byo w porzdku.
Dlaczego teraz miaoby by inaczej? - zastanowi si starszy. - Wydaje mi si, e zbyt dugo
przebywamy na tym bezludziu. Nerwy odmawiaj nam posuszestwa.
- To prawda, czas koczy z tym wszystkim - odezwa si ju spokojniej modszy
mczyzna. - Widok zotego piasku niezbyt dobrze dziaa na umys czowieka. Trzeba byo
nam od razu zwin manatki, gdy licho przynioso tu tych owcw zwierzt.
- Wygldaj na przyzwoitych ludzi - uspokoi go starszy. - Zgadzam si wszake
z tob, e we wasnym interesie musimy unika wszelkiego rozgosu.
- O to mi wanie chodzi, ojcze - potwierdzi modszy mczyzna. - Im wczeniej
rozstaniemy si z Tomsonem, tym lepiej dla nas. Wzrok, jakim spoglda na zoty piasek, daje
mi wiele do mylenia.
- Po powrocie Tomsona podzielimy zoto na trzy czci i rozejdziemy si w swoje
strony - zadecydowa starszy.
- le zrobilimy, pozwalajc mu teraz i po zapasy.

- Nie byo innego wyjcia - pada odpowied. - Stanowimy si dwch na jednego.


Ojciec i syn nie posprzeczaj si przecie o zoto. Gdyby natomiast ktry z nas pozosta
z Tomsonem sam na sam... nie obyoby si bez walki i mordu. Tylko przewaga naszych si
powstrzymuje go od jawnej zaczepki.
Tomek sucha tej rozmowy z zapartym tchem. Zrozumia, e w parowie rozgrywa si
dramat, ktrego podoeni byo zoto. Dwaj brodacze rozmawiali zapewne o nieobecnym
w obozie trzecim swoim wsplniku. Tomek nie mg zrozumie, dlaczego ci trzej mczyni
nie mogli si pogodzi? Dlaczego rozmawiaj o walce i zabijaniu? Przecie powinni by
zadowoleni, jeli naprawd udao im si znale zoto w tym dzikim parowie.
A wic tak wygldaj ludzie, ktrzy znaleli zoto? - rozmyla. - Jakie to szczcie, e nie
mam z tym nic wsplnego. Musz ucieka std jak najszybciej, zanim nadejdzie ten trzeci
poszukiwacz, ktrego dwaj brodacze tak si obawiaj".
Jeszcze raz spojrza w parw, aby przyjrze si obozowisku poszukiwaczy zota. Obok
blaszanego koryta leay na brzegu strumienia jakie paskie naczynia i sita. May namiot sta
tu pod skaln cian. To byo wszystko. Brr, jak tu ponuro i smutno" mrukn Tomek
cofajc si powoli na czworakach.
Nagle tu nad jego gow rozleg si gony, przecigy miech. Tomek przerazi si
ogromnie, wyobraajc sobie, e to trzeci poszukiwacz zota nadszed niespodziewanie
i odkry jego obecno. Porwa si na nogi gotw do ucieczki, lecz w tej chwili przecigy
miech zabrzmia po raz drugi. Zdumienie ogarno Tomka. Zamiast ponurego poszukiwacza
zota ujrza ptaka o potnym dziobie, ktry, przekrzywiwszy epek, wydawa gos tak
udzco przypominajcy ludzki miech.
To jest na pewno kookaburra"77 pomyla Tomek.
Zanim zdy ochon, w parowie rozleg si donony krzyk. Gony chichot
kookaburry zwrci uwag obydwu brodaczy na skalny blok. Promienie soneczne odbiy si
o byszczc luf sztucera, gdy Tomek przestraszony miechem porwa si na nogi. Brodacze
ujrzeli msk gow i bysk broni. Jeden z nich chwyci star flint, a drugi rewolwer.
Dodajc sobie krzykiem odwagi, zaczli szybko wspina si na ska.
Krzyki poszukiwaczy zota niemal sparalioway chopca. Dopiero gdy ujrza blisko
siebie kosmat rk i brodat twarz mczyzny, nieopisany strach przywrci mu siy.
Kookaburra - nazwa nadana przez krajowcw najwikszemu z zimorodkw - owcy olbrzymowi (Dacelo
gigas). Ze wzgldu na wydawany przez niego gos, przypominajcy gardowy miech, zyska sobie nazw
miejcego Jasia".
77

- Ratunku...! Ratunku, mordercy! - krzykn rozpaczliwie i rzuci si do ucieczki.


Echo powtrzyo wielokrotnie jego bezskuteczne woanie o pomoc. Brodacze ujrzeli
umykajcego chopca. Pobiegli za nim olbrzymimi susami. Ktokolwiek to by, naleao go
unieszkodliwi. Nie mieli wtpliwoci, e podsucha ich rozmow. Na szczcie stary
poszukiwacz zota zapanowa nad swym zdenerwowaniem. W ostatniej niemal chwili podbi
luf flinty synowi, ktry mierzy do Tomka. Rozleg si wprawdzie huk strzau, lecz kula
przeszya powietrze, przelatujc wysoko nad gow umykajcego chopca!
- Durniu, to nie jest Tomson! - krzykn gniewnie stary poszukiwacz. - Zatrzymaj go
tylko, to wystarczy!
Mody brodacz odrzuci bro i pogna za chopcem. wist kuli podziaa na Tomka jak
smagniecie batem. Ucieka, ile tylko starczyo mu si, i chyba zdoaby umkn szczliwie,
gdyby nie zawadzi stop o wystajcy z ziemi korze drzewa. Gwatowne szarpnicie za nog
powalio go na ziemi. Nim zdoa si podnie, brodacz - sapic jak miech kowalski chwyci go elaznym chwytem za kark.
- Ratunku! - krzykn Tomek.
- Milcz, jeli ci ycie mie! - gniewnie sykn poszukiwacz zota.
- Niech mnie pan nie zabija, ja... nic nie syszaem - powiedzia Tomek drcym
gosem.
Owiadczenie to upewnio brodacza, e chopiec podsucha jego rozmow z ojcem.
- Czego tu szukae, mw prawd? - zapyta gronie.
- Wybraem si na wycieczk...
- Nie kam! Tomson nasa ci na nas.
- To nieprawda! Skd mgbym zna takiego strasznego czowieka?
- Wic syszae, co mwilimy o Tomsonie - mrukn poszukiwacz zota.
Tomek spostrzeg teraz, e paln gupstwo, lecz byo za pno na dalsze
zaprzeczanie. Zamilk przestraszony, a poszukiwacz zota zarzuci go sobie na plecy i ponis
z powrotem do obozu. Wkrtce te zbliy si do starszego mczyzny.
- Podsucha nasz rozmow - poinformowa go krtko, sadzajc Tomka na ziemi.
- Jak si nazywasz i kim jeste? - zapyta starszy mczyzna, obrzucajc Tomka
badawczym wzrokiem.
- Jestem Tomasz Wilmowski. owi z ojcem zwierzta do ogrodw zoologicznych odpar Tomek.
- Zaraz tak pomylaem. Jeste z obozu na polanie?
- Tak jest, naprawd. Pan mi wierzy, e nie znam adnego Tomsona? Wybraem si na

wycieczk. Ju miaem wraca do obozu, a naraz usyszaem wasze gosy.


- Dlaczego podsuchiwae?
- Byem ciekaw, kto to rozmawia na tym pustkowiu. Pniej przestraszyem si.
W kocu ten ptak ze swoim miechem...
- Ha, nie ma rady! Musimy zatrzyma ci w obozie a do chwili wyniesienia si std powiedzia starszy poszukiwacz zota. - Gdzie jest twj ojciec?
- Wyruszy na polowanie na skalne kangury. Prosz mnie puci do obozu. Naprawd
nie powiem nikomu ani sowa.
- Kiedy powraca, ojciec z polowania? - pyta dalej poszukiwacz, nie zwracajc uwagi
na prob chopca.
- Za dwa lub trzy dni. Pan przecie pozwoli mi odej, prawda?
- Ilu ludzi pozostao w obozie?
Tomkowi wydao si, e jeeli powie prawd, to brodacze urzdz napad na obz. Odpar
wic szybko:
- W obozie pozostao kilku marynarzy, oni widzieli, w ktrym kierunku udaem si na
wycieczk.
- No, tylko nas nie strasz - mrukn modszy.
- Nie ma co duej gada. Zwijamy natychmiast manatki i wiejemy bez wzgldu na to,
czy Tomson powrci - stanowczo powiedzia starszy. - Chopiec ma racj. Oni na pewno bd
go szukali.
- Jestem pewny, e bd szukali - szybko potwierdzi Tomek.
- Przywi go do drzewa! - rozkaza starszy poszukiwacz.
Tomek nie opiera si. Tymczasem drugi brodacz nie traci czasu. Wydoby z namiotu duy
worek, po czym zacz pakowa skromny dobytek. Przyrzdy do pukania zota powrzuca
w krzewy. Ju skada namiot, gdy nagle rozleg si chrapliwy gos:
- Do gry apy, przeklte szczury!
Obydwaj brodacze znieruchomieli spogldajc na skalny blok. Tomek spojrza tam rwnie.
Ogarno go przeraenie. Piciu rosych drabw stao na skale. Donie ich zaciskay si na
rkojeciach rewolwerw wymierzonych w poszukiwaczy zota.
- Co to ma znaczy, Tomson? - zapyta starszy brodacz, nieufnie spogldajc na
napastnikw.
- Bezczelno twoja rwna si twej gupocie, Johnie O'Donell - odpar Tomson. Ptaszki przygotoway si do opuszczenia gniazda, pozostawiajc starego kompana na lodzie?!
No, no! Ojciec wart swego podstpnego synalka!

- Gupstwa pleciesz, Tomson! - rzek stary O'Donell. - Zaraz si o tym przekonasz!


Tomson rozemia si cynicznie i odpowiedzia:
- Od dawna przeczuwaem, e bdziecie chcieli wystrychn mnie na dudka! Haruj
z nami przez sze dugich miesicy, gupi Thomsonie, a potem podzielimy si sprawiedliwie
wydobytym zotem. Zaledwie jednak wyruszyem z obozu po prowianty dla nas wszystkich
na drog, zaraz przygotowalicie si do odlotu. Oj, wy gupcy! Trafilicie na mdrzejszego od
siebie. Oto moi kompani, ktrzy s teraz wiadkami waszej zdrady i dopilnuj podziau zota!
Mia niespodzianka dla was, co?
- Kamiesz Tomson! - zaoponowa stary O'Donell. - Gadasz nieprawd i dobrze wiesz
o tym!
- Kami? A manatki spakowane do czmychnicia?!
- Likwidujemy obz jedynie dlatego, e jacy obcy owcy zwierzt wyledzili nas
w parowie i teraz wiedz, po co tu siedzimy - wyjani stary O'Donell. - Oto dowd!
Do starego wycigna si w kierunku Tomka przywizanego do drzewa.
- Co widz? Porwalicie i uwizilicie chopca? - obudnie zdziwi si Tomson. - No,
no! Taka zabawa nie ujdzie wam na sucho. apy do gry!
- Ej, Tomson! Widz, e szukasz z nami zwady! - krzykn modszy O'Donell.
Tomson zmierzy przeciwnikw przenikliwym, czujnym wzrokiem, po czym powiedzia:
- Zawsze znajduj to, czego szukam! Porwanie chopca stawia was obydwch poza
prawem. apska do gry!
Tomek przeraony z zapartym tchem przyglda si tej penej dramatycznego napicia
scenie.
Tymczasem w oczach modego poszukiwacza zota przewin si bysk gniewnej
determinacji. Nagym ruchem wydoby z pochwy rewolwer.
Tomson bez chwili wahania nacisn spust trzymanego w doni rewolweru. Hukn strza.
Twarz modego O'Donella wykrzywia si w bolesnym grymasie, lecz mimo to bro jego
pluna ogniem.
Tomson pochyli si, twarz jego pokrya si bladoci. Po chwili wolno stoczy si ze
skay i z rozkrzyowanymi ramionami leg bez ruchu niemal u stp poszukiwaczy zota.
- Nie strzelajcie! - krzykn ostrzegawczo stary O'Donell do kompanw Thomsona. Zoto jest dobrze schowane, nie znajdziecie go bez nas!
Czterech napastnikw stao niezdecydowanie z broni gotow do strzau. Naraz szans
na zwycistwo nieoczekiwanie przechyliy si na ich stron. Oczy ranionego przez Thomsona
modego O'Donella zaszy mg, ciko osun si na martwe ciao przeciwnika.

- Przegrae, stary! - rozemia si jeden z drabw. - Jest nas czterech, a ty moesz


liczy tylko na siebie. Trzymaj apy wysoko do gry! Schodzimy do ciebie!

POMOC NADCHODZI
Czterej buszrenderzy pozbierali bro znajdujc si w obozie, zoyli j pod skaln
cian, po czym pozwolili staremu O'Donellowi zaj si rannym synem. Mia on
przestrzelone na wylot lewe rami, ale na szczcie rana nie bya zbyt grona. Wkrtce
odzyska przytomno. Zaledwie ojciec naoy mu opatrunek, buszrenderzy zwizali
obydwch jecw powrozami. Teraz rozpoczli gorczkowe poszukiwania zota.
O'Donellowie przygldali si im w ponurym milczeniu. Byli przekonani, e napastnicy nie
znajd ich skarbu, lecz rwnie zdawali sobie spraw z beznadziejnoci swego pooenia.
Tyle trudu woyli w wydobycie zotego piasku, na ktry przypadkiem natrafili na dnie
grskiego strumienia, a teraz musieli wszystko utraci za cen ycia. Jeli dobrowolnie nie
oddadz swej wasnoci, bandyci zabij ich bez skrupuw. Nie mieli nawet pewnoci, czy nie
zgin po zaspokojeniu da buszrenderw.
- Dobrze schowalicie zoto - pochwali jeden z bandytw siadajc przy O'Donellach. Szkoda traci czas na poszukiwania. Jeli dojdziemy do porozumienia, nic wam si nie stanie.
- Czego chcesz? - krtko zapyta O'Donell.
- Zabilicie naszego kompana. No, pal go licho! Pierwszy pocign za cyngiel.
Podzielimy zoty piasek na sze czci i kady z nas wemie po jednej dla siebie. Zgoda?
- Tomson mia otrzyma trzeci cz. Tyle damy wam bez wahania, bo to bya jego
wasno. Pracowa na ni.
- Nie tak ostro, staruszku. Jeli przypieczemy ci pity, wypiewasz szybko, gdzie
ukrylicie skarb.
- Nie odwaycie si na to!
Bandyta rozemia si chrapliwie. Pochyli si do O'Donella i zapyta:
- Czy nie poznajesz mnie? Przypatrz mi si dobrze!
Twarz buszrendera wydaa si O'Donellowi dziwnie znajoma. Naty pami. Te
oczy o zimnym wyrazie... Gdzie ju je widzia. Nagle uprzytomni sobie wszystko.
Oczywicie, widzia t twarz i to nie jeden raz. Znajdowaa si ona na goczych listach
rozwieszonych we wszystkich waniejszych osiedlach.
- Carter! - zawoa O'Donell.
- No, nareszcie! Czy jeszcze jeste pewny, e zawaham si przypiec ci pity? Wiesz
ju teraz, e wyznaczono nagrod za dostarczenie wadzom mojej gowy.
O'Donell straci do reszty wszelk nadziej. Wpadli przecie w rce Cartera, postrachu

wszystkich drg Nowej Poudniowej Walii. Tak, ten czowiek nie zawaha si przed niczym
dla zdobycia zota.
- Widz, e dojdziemy do porozumienia - odezwa si Carter, obserwujc sw ofiar. Konna policja deptaa nam troch po pitach ostatnimi czasy. Musiaem podzieli band na
mniejsze oddziay, aby przelizn si przez oczka sieci". Tomson by moim czowiekiem.
Od dwch miesicy oczekiwaem w pobliu, a ukoczycie sw prac.
- Krtko mwic, Tomson by twoim szpiegiem - mrukn O'Donell.
- Do niego wanie naleao powiadamianie nas o terminach odsyania zota z kopal
do miasta. Po ostatnim napadzie, dla zmylenia ladu, przyczy si do was. Wtedy wanie
odkrylicie tutaj zoto. Tomson nie yje i nie ma co paka po nim. Pozwalam wam na
zatrzymanie czci zota, poniewa dusze wasze i tak nie wymkn si diabu - odpar Carter.
- C moemy pocz? Jestemy przecie w waszej mocy. Dzisiaj wszake nie
zdoam ju wydoby zota z kryjwki. Musimy poczeka do rana - powiedzia zrezygnowany
O'Donell.
- Gdzie je schowae? - nalega Carter marszczc brwi.
- Ley zakopane na dnie strumienia. Wydobd je o wicie i przystpimy do podziau.
- Myl, O'Donell, e cenisz wasne ycie...
- Tak bdzie, jak powiedziaem. Co zrobimy z tym chopcem? Lepiej chyba puci go
na wolno.
- Kto to jest? - zaciekawi si Carter, spogldajc na modego jeca.
Tomek przymkn oczy pod bezlitosnym spojrzeniem bandyty. Tymczasem O'Donell
udziela niezbdnych wyjanie. Wynikao z nich, e wdrujc razem z Thomsonem
przypadkowo znaleli zoto w strumyku. Nie by to rodzimy pokad cennego kruszcu. Po
prostu kawaki zota, przez wiele lat spyway z wod z gr i zatrzymyway si przy skalnym
progu. Trjka odkrywcw tego naturalnego skarbca nie powiadomia wadz o znalezieniu
zota. Przez sze miesicy wydobywali je sami w ponurym, bezludnym parowie. Pojawienie
si w pobliu owcw zwierzt nakonio ich do przerwania dalszych poszukiwa. Na dnie
strumyka byo ju tak mao zotych drobinek, e nie opacao si ryzykowa zetknicia
z ludmi i tym samym rozgoszenia tajemnicy. Na swe nieszczcie Tomek podsucha
rozmow O'Donellw, co zmusio ich do zatrzymania go oraz do natychmiastowego
zlikwidowania obozu. Chcieli czmychn, zanim mgby opowiedzie wszystko swoim
towarzyszom. Carter w milczeniu wysucha wyjanie, po czym zbliy si do Tomka.
- Hm, wic ten mody kawaler tak was przerazi? Otwrz oczy chopcze i powiedz, jak
ci na imi? - zagadn.

Tomek powoli otworzy oczy. Pot wystpi mu na czoo. Usiowa odpowiedzie na


pytanie, lecz nie mg wydoby z siebie ani jednego sowa. Carter przyklkn przy nim.
Wydoby zza pasa n o cienkim, dugim ostrzu. Twarz Tomka pokrya si niemal trupi
bladoci. Carter tymczasem przeci wizy krpujce jego rce i odezwa si karccym
tonem:
- O'Donell! Dorosy mczyzna nie postpuje w ten sposb z chopcem.
Potraktowalicie go jak dzikusa. No, kawalerze, teraz chyba powiesz mi swoje imi?
Tomek odetchn lej. Wzrok bandyty wyda mu si mniej grony
- Jestem Tomasz Wilmowski - odpar drcym gosem.
- Czy to prawda, e naleysz do wyprawy owcw zwierzt?
- Tak, prosz pana, chwytamy dzikie zwierzta do ogrodw zoologicznych w Europie.
- Dzisiejszego ranka spotkalimy grup jedcw, ktrzy wieli klatki na koniach. To
zapewne twoi towarzysze?
- Wanie pojechali owi skalne kangury.
- Dlaczego nie zabrali ciebie?
- Bo ja... ja chciaem urzdzi samodzieln wycieczk i dlatego zostaem w obozie.
- Lubi zuchw, ktrzy pal si do samodzielnoci. Taki sam byem
w twoim wieku.
- Niech pan pozwoli mi odej do obozu. Na pewno wszyscy mocno niepokoj si
o mnie.
- Tym wicej uciesz si, gdy zobacz ciebie zdrowego jutro rano. Takie mae smyki
jak ty potrafi pata rne figle dorosym. Musz wynie si z tej okolicy na jaki czas, a do
tego potrzebne mi jest zoto O'Donellw i kilka koni. Twj ojciec na pewno ofiaruje mi je za
ciebie. Rozumiesz teraz, e jeste mi potrzebny?
- Och, wic chce pan zada za mnie okupu?
- Trafnie to okrelie, mj chopcze, pienidze le na gocicach, trzeba tylko umie
je zbiera. Nazywaj mnie Krwawym Carterem, poniewa zabiem siedmiu gupcw, ktrzy
deptali mi po pitach lub chwytali za bro. kiedy prosiem ich o rne drobiazgi. Twoje ycie
na pewno warte jest dla ojca wicej ni kilka koni. Moesz wic spa spokojnie.
Carter odszed do swych towarzyszy, ktrzy przygotowywali si do przenocowania
w parowie. Nazbierali chrustu, i gdy tylko zapad zmrok, rozpalili ognisko. Sporzdzili sobie
posania, po czym zasiedli do kolacji. O'Donellom rozwizali rce przy posiku. Zaledwie
skoczyli wieczerz, natychmiast skrpowali ich znowu.
Tomek z trudem przekn kilka kawakw suszonego misa. Carter poleci mu uoy

si w pobliu ogniska. Lea wic pod niskim drzewkiem, rozmylajc ze zgroz o swej
sytuacji. By w niewoli u niebezpiecznych przestpcw. Na pewno mieli jak najgorsze
zamiary w stosunku do O'Donellw, a za niego chcieli zada okupu. W obozie pozostao
tylko dwch marynarzy. Co si stanie, jeli Carter dowie si o tym?
Tomek ba si ogromnie Cartera, ktry z tak obojtnoci mwi o morderstwach.
Dra rozmylajc o swym strasznym pooeniu.
Czas pyn bardzo wolno. Buszrenderzy uoyli si do snu. Mieli czuwa na zmian
i podsyca ogie. Pierwszy peni wart drab o ospowatej twarzy. Usiad na skalnym bloku.
Czujnym wzrokiem przepatrywa obz oraz ciemn gardziel parowu. Tomek obserwowa go
uwanie, nie wykonujc najmniejszego ruchu. Nastpny wartownik by rwnie czujny. Trzeci
natomiast, zaledwie zdy obj posterunek, dorzuci wiksz wizk do ognia, po czym
natychmiast pooy si na ziemi. Ziewajc potnie, spoglda na gwiazdy migocce na
niebie.
Serce w piersi Tomka zaczo bi szybciej, bowiem po chwili gowa bandyty opada
na ziemi. Wkrtce stranik spa w najlepsze pochrapujc z cicha.
Jeeli nie wrc do obozu przed witem, na pewno stanie si co strasznego - rozmyla
Tomek. - Gdyby tak udao mi si teraz uciec..."
Postanowi t myl natychmiast zrealizowa. Rce przecie mia wolne. Carter
skrpowa mu tylko nogi, poniewa nie sdzi, by przeraony chopiec mg odway si na
ucieczk. Tomek mia swj n myliwski. W czasie utarczki z O'Donellem bluza wysuna
mu si ze spodni, zasaniajc bro tkwic za paskiem. Rka chopca szybko namacaa
rkoje. Powolnym ruchem wydoby n i przeci wizy krpujce nogi.
Gdybym zdoa wspi si na skalny blok, miabym ju otwart drog do ucieczki rozwaa. - Lecz c si stanie ze mn, jeli ktry z nich przebudzi si nieoczekiwanie? Och,
lepiej nie myle o tym! Gdybym mia chocia moj bro!"
Rozejrza si uwanie. Jego lnicy sztucer sta oparty o ska obok karabinu Cartera, tu przy
gowie picego bandyty. Tomek podnis si z ziemi. Krok za krokiem skrada si ku
picemu Carterowi, nie spuszczajc z niego wzroku. Przenika go dziwny chd;
wstrzymywa oddech, ale serce omotao mu w piersi. Zaledwie trzy kroki dzieliy go od
Cartera.
Nagle...
Pssst!"
Tomek znieruchomia.
Pssst!" rozbrzmiao po raz drugi.

Tomek spojrza w kierunku, skd rozleg si dziwny syk. O'Donell przywoa go teraz ruchem
gowy. Tomek waha si. Przez O'Donellw znalaz si przecie w tej strasznej sytuacji. Jeli
nie zbliy si do brodacza, ten gotw zbudzi wszystkich swoim psykaniem. Wykona wic
dwa kroki i przystan tu przy starym O'Donnellu, pochyli si nad nim.
- Czy masz n? - szeptem zapyta poszukiwacz. Tomek potwierdzi ruchem gowy.
- Przetnij moje wizy - szepn brodacz.
Tomek cofn si przeraony. Za nic na wiecie nie uwolni czowieka, ktry wtrci go
w t okropn sytuacj. Bo c uczyni O'Donell? Na pewno rzuci si na Cartera. Rozpocznie
si mordercza walka. Oczywicie O'Donellowie ulegn przewadze bandytw, a wtedy cay
ich gniew spadnie na niego. Nie, nie moe i nie powinien miesza si w porachunki tych
strasznych ludzi i O'Donell ujrza jego wahanie. Kiwn gow, aby pochyli si nad nim.
Tomek speni prob.
- Na lito bosk, czy nie rozumiesz, e oni zamorduj mnie i mego syna, gdy ujrz
zoto? - szepn O'Donell.
- Pobiegn do obozu po pomoc - cicho odpar Tomek.
- Nie zdysz... Bagam ci, nie wydaj nas bezbronnych na up tym... mordercom...
Pozwl mi zgin jak przystoi mczynie.
Tomek waha si. Czy mg odmwi pomocy nieszczliwemu poszukiwaczowi
zota? W odblasku arzcego si ogniska zobaczy jego bagajce oczy, z ktrych teraz, na
zoran bruzdami zmarszczek twarz, spyway zy. Zrozumia, ze widok tych oczu
przeladowaby go do koca ycia.
Szybko powzi postanowienie. Przyoy palec do ust, nakazujc O'Donellowi
milczenie. Wydoby n, przeci wizy krpujce jego rce, a potem wsun go w praw
do brodacza. O'Donell ucisn mocno do chopca i leg nieruchomo na ziemi. Tomek
zrozumia: O'Donell chce mu da czas na ucieczk. Lecz to niemoliwe... bez broni...
Tomek idzie ostronie w kierunku sztucera. Ju jest przy nim. Wystarczy sign rk.
Wolno Wyciga praw do ku lnicej lufie, a wzrok wlepia w twarz upionego Cartera. C
to? Carter spoglda na niego spod lekko przymknitych powiek. Rka Tomka nieruchomo
zawisa w powietrzu. Zudzenie czy rzeczywisto? Carter patrzy na niego? Czuje na sobie
jego zimny, bezlitosny wzrok...
On nie pi!" stwierdza Tomek. Czuje, jak wosy je mu si na gowie. Myli przebiegaj
niczym byskawice. Musi porwa sztucer. Bro jest nabita, lecz czy zdoa strzeli do
czowieka? Nie, nie! Na to nie potrafi si zdoby.
Nagle rozlega si zachrypy gos Cartera:

- Kad si spa szczeniaku, albo ukrc ci gow jak kurczakowi!


Dziwny chd przenika Tomka. Przecie O'Donell jest przekonany, e ten straszny
morderca dotrzyma sowa. Co stanie si z nim, gdy zgin obydwaj poszukiwacze zota? Co
stanie si z jego towarzyszami w obozie? Nagle rozumie, e Carter jest znacznie mniej wart
od wspaniaego tygrysa, ktrego trzeba byo zabi w nadzwyczajnych okolicznociach. Do
Tomka schwycia sztucer.
Carter powsta szybko, zwinnie jak kot. - Chod tutaj! Musz ci zwiza... - warkn.
Gos bandyty obudzi wartownika. Zerwa si z ziemi, gono klnc i natychmiast dorzuci
chrustu do ognia. Porwali si rwnie pozostali czonkowie bandy.
- Chod tu w tej chwili, ty... - mwic to, Carter ruszy ku Tomkowi.
- Carter! Nie zbliaj si do mnie...! - krzykn Tomek piskliwie. - Nie zbliaj si!
Strzel! Naprawd strzel!
Cofa si krok za krokiem, a plecami opar si o ska. Carter wolno postpowa za
nim, wpijajc w niego zimne spojrzenie. Nie powstrzyma go nawet metaliczny trzask
repetowanego sztucera.
Palec Tomka ju dotkn spustu. W tej chwili co ciepego otaro si o jego nogi. Guche,
gniewne warknicie przeszo w skowyt. Zaledwie Tomek ujrza swego Dingo, ktry odgrodzi
go od bandyty, nadzieja wstpia w jego serce. Pojawienie si psa byo dowodem, e pomoc
musiaa by ju blisko. Tymczasem Dingo przysiad na tylnych apach. Sier zjeya si na
jego grzbiecie. Szczerzc ky gotowa si do skoku.
Carter przystan. Jego prawa do wolno opadaa na biodro ku rkojeci rewolweru.
Nie zwraca uwagi na to, e lufa sztucera uniosa si na wysoko jego piersi.
Nagle rozleg si przecigy wist. Jaki ciemny przedmiot upad na ziemi tu obok
ogniska, odbi si od niej i zatoczywszy krtki uk w powietrzu, uderzy Cartera w skro.
Bandyta ciko osun si na ziemi. Zanim zdumieni buszrenderzy zdoali chwyci za bro,
dwch ludzi zeskoczyo z bloku skalnego w sam rodek obozowiska. Tomek pozna ich
natychmiast. Byli to Tony i Smuga. Tony rzuci si na wartownika dobywajcego rewolweru.
Zwarli si w ucisku, potoczyli na ziemi. Smuga bez chwili wahania zaatakowa dwch
pozostaych bandytw. Lewa pi owcy wyldowaa na podbrdku buszrendera, ktry
zatoczy si, wyszarpujc zza pasa n. Smuga uderzy jeszcze raz. Bandyta ciko upad
z rozkrzyowanymi ramionami. W tej chwili hukn strza. Smuga przyklkn oszoomiony;
kula otara si niemal o jego gow. Natychmiast jednak porwa si znw do walki. Czwarty
buszrender nie zdy ponownie nacisn spustu. Stary O'Donell skoczy mu na plecy
i powali swym ciarem na ziemi. Smuga podbieg do walczcych, nog wytrci rewolwer

z rki napastnika. Z pomoc Tony'ego i O'Donella obezwadni bandyt.


- Co si stao z twoim przeciwnikiem. Tony? - zawoa Smuga. - Ju zwizany - pada
krtka odpowied.
Podbiegli do Tomka. Sta oparty o ska, przyciskajc do piersi sztucer. Przed nim, naprzeciw
powalonego Cartera, warowa przy ziemi Dingo.
- Tomku, kochany Tomku, ju po wszystkim! - mwi Smuga, a zwracajc si do
Tony'ego doda:
- Zajmij si Carterem.
- Nie trzeba - lakonicznie odpar Tony.
O'Donell pochyli si nad przywdc bandy. Po chwili rzek:
- Do licha! Nigdy nie przypuszczaem, e kawaek drewna moe uderzy z tak
precyzj. Carter nie yje!
- Carter, zy biay czowiek. On chcia zrobi krzywd mojemu maemu
pappa78. Ju nie podniesie wicej rki na niego - potwierdzi Tony, gronie spogldajc na
buszrenderw.
- Za gow Cartera wyznaczona jest dua nagroda - poinformowa O'Donell.
- Nic mnie to nie obchodzi. Tommy, co tutaj zaszo? - zapyta Tony, obrzucajc
O'Donella przenikliwym spojrzeniem.
agodnym ruchem otoczy chopca ramieniem i poprowadzi ku ognisku. Urywanymi
zdaniami Tomek opowiedzia wydarzenia minionego dnia. Tony spoglda na O'Donella
przymruonymi oczami, kiedy Tomek mwi o schwytaniu go przez poszukiwaczy zota.
- aujemy swego zachowania, chopcze - odezwa si stary O'Donell.- Nie mielimy
zamiaru uczyni ci krzywdy. Jestemy biednymi ludmi. Obawa, e stracimy wszystko, co
zdobylimy z takim trudem, doprowadzaa nas do rozpaczy.
- Bieda wygnaa nas w wiat, w poszukiwaniu pracy dotarlimy a tutaj - doda mody
O'Donell. - Znalelimy troch zota, chcielimy powrci do Irlandii, by rozpocz nowe
ycie. Czulimy, e nasz przygodny towarzysz, Tomson, knuje jak podo. Nigdy nie
mielimy zamiaru go oszuka.
- Przeczucie nie zawiodo nas. Tomson nasany by przez Cartera, ktry potrzebowa
zota, aby ucieka dalej przed policj - - tumaczy stary ODonell. - Nie ulega adnej
wtpliwoci, e uratowalicie nam ycie. Ha, jestemy prostymi ludmi. Nie potrafimy
sowami wyrazi naszej wdzicznoci. Powiem wic krtko: cz zota naleca do
78

Pappa - brat w narzeczu krajowcw.

Thomsona jest teraz wasz wasnoci...


- Tylko zoty piasek pozbawi nas rozsdku - gorco powiedzia mody ODonell.
- Jeli chodzi o mnie, to nie chc nic sysze o waszym zocie. Pomgbym wam,
gdybycie prosili o to. Szkoda tylko, e nie mielicie zaufania do naszego modego
przyjaciela, ktry w zamian za ze potraktowanie... przeci wam wizy, nie zwracajc uwagi
na wasne niebezpieczestwo - zauway Smuga suchym tonem.
- Maa Gowa" ma wielkie serce, dlatego te nazywam go moim pappa, czyli bratem.
Jego wrg jest moim wrogiem - wtrci Tony. - Mj bumerang leci jak ptak i dosignie
kadego, kto wyrzdzi Tommy'emu krzywd.
- Tony, czy ty naprawd chcesz by moim przyjacielem? - zawoa Tomek, chwytajc
krajowca za rk.
- Tony ma tylko jedno sowo. Jestem twoim bratem - powanie odpar krajowiec,
ciskajc do chopca. - Ty nie strzeliby do krajowca jak do dzikiego dingo...
- Och, Tony! Nie .potrafibym strzela do czowieka. Nie mogem nacisn cyngla,
mierzc do Cartera, chocia baem si go wicej ni tygrysa.
- Bardzo si ciesz, e nie doszo do ostatecznoci - stwierdzi Smuga. - Osobicie
wolabym odda Cartera w rce policji. Na pewno nie minaby go zasuona kara, tak jak
i nie minie jego kompanw, ktrych przekaemy wadzom.
ODonellowie w milczeniu przysuchiwali si tej rozmowie. Poczucie bezpieczestwa
napeniao ich radoci. Starszy z nich, chcc wyrazi jeszcze raz sw wdziczno,
powiedzia:
- Prosz ci, chopcze, nie miej do nas urazy. Masz dugie lata ycia przed sob.
Pienidze na pewno przydadz ci si w czasie podry po wiecie. Przyjmij cz zota. Rano
dokonamy podziau.
- Nie, nie! Zatrzymajcie sobie wasze zoto! Tomson i Carter niliby mi si po nocach,
gdyby ono byo przy mnie! - zawoa Tomek. - Chciabym tylko jak najprdzej opuci ten
okropny parw.
- Tommy dobrze mwi. Zoty piasek przynosi niepokj biaym ludziom - pochwali
Tony.
- Niestety, Tomku, musimy tutaj przenocowa - wyjani Smuga. - Rano zabierzemy
buszrenderw do obozu i oddamy ich policji. Zasuyli na kar.
- Chodno tu si zrobio i... jako tak dziwnie... Na pewno nie usn - odpar Tomek,
tulc do siebie Dingo.
- Wkrtce bdzie wit. Posiedzimy przy ognisku do rana pocieszy go Smuga.

- Nie powiedzia mi pan jeszcze, w jaki sposb znalelicie si tutaj? - zapyta Tomek.
- Jadc na polowanie na skalne kangury, spotkalimy po drodze piciu mczyzn
o podejrzanym wygldzie. Podali si za postrzygaczy owiec. Twierdzili, e id na pnoc
w poszukiwaniu pracy. Pojechalimy dalej, kiedy znalelimy si na wysokim pagrku, skd
przebyt drog byo wida jak na doni, stwierdzilimy, e zamiast na pnoc, udali si oni na
poudnie prosto w kierunku naszego obozu. Obserwowalimy ich przez lornetk, dopki nie
znikli w buszu. Ojciec twj zacz niepokoi si o ciebie i ludzi pozostawionych w obozie.
Zaproponowaem, e pojad do was i uprzedz o przebywaniu w okolicy podejrzanych
wczgw. Tony postanowi mi towarzyszy, abym nie zmyli drogi. Wzilimy Dingo
i ruszylimy do was. W obozie zastalimy naszych dwch towarzyszy zaniepokojonych twoj
nieobecnoci. Przypuszczali, e udae si za nami. Tony wpad na myl, by twoje lady
odszuka Dingo, on te doprowadzi nas a tutaj. Wspilimy si na skalny blok, ujrzelimy
powizanych ludzi i picych wczgw. Zanim ochonlimy ze zdumienia, podniose si
z posania. Musielimy trzyma Dingo, poniewa wyrywa si do ciebie. Czekalimy jedynie
na odpowiedni chwil, aby unieszkodliwi twoich przeladowcw. Widzielimy, jak
rozcinae wizy O'Donellowi. Potem jeden z wczgw przebudzi si, powiedziae gono
jego nazwisko, Tony zaraz mi wyjani, e jest to grony bandyta. Obawiaem si strzela.
Carter sta zbyt blisko ciebie, Dingo podenerwowany twoim gosem wyrwa si z rk
Tony'ego. Nie mielimy chwili do stracenia. Tony unieszkodliwi Cartera bumerangiem.
Reszt wydarze ju znasz.
- Czy ojciec nie bdzie si niepokoi wasz dug nieobecnoci? - zafrasowa si
Tomek.
- Uprzedziem go, e moemy przenocowa w obozie ze wzgldu na wasze
bezpieczestwo.
- Och, jak to dobrze, e przybylicie na czas! Baem si bardzo i... nawet teraz tak tu
jako strasznie...
- Masz najlepszy dowd, e pustkowia australijskie nie s zbyt bezpieczne dla maych
chopcw. Z tego wzgldu nie urzdzaj wicej samotnych wycieczek bez uzyskania uprzednio
zgody ojca. Czy wyobraasz sobie, ile sprawiby mu zmartwienia, gdyby ci si staa
krzywda? Musisz wykaza wicej zdyscyplinowania wobec ojca, ktry darzy ci duym
zaufaniem.
- Naprawd nie chciaem zrobi nic zego. To tak jako samo dziwnie si ukada usprawiedliwia si Tomek.
- Jestem o tym cakowicie przekonany. Musisz jednak zrozumie, e posuszestwo

nie oznacza ograniczenia samodzielnoci. Wszystkich uczestnikw wyprawy obowizuje


pewna dyscyplina wobec twego ojca, jako naszego kierownika. Czy moglibymy zabra ci
na owy do Afryki, gdybymy nie mieli pewnoci, e zachowasz si rozsdnie?
Tomek zmarszczy brwi rozmylajc nad sowami Smugi. Nie zdawa sobie dotd
sprawy, e postpowaniem swoim naduywa zaufania. Smuga na pewno pragn jedynie jego
dobra. Nie, nie wolno mu byo dopuci do tego, aby ojciec i tacy przyjaciele jak Smuga
i bosman Nowicki przestali mu wierzy. Spojrza Smudze prosto w oczy i powiedzia:
- Daj sowo, e od tej pory bd powiadamia ojca o wszystkich moich planach.
- Oczywicie przed ich zrealizowaniem - doda Smuga.
- Tak, na pewno bd tak robi. Czy pan mi wierzy?
- Wierz ci, Tomku. Na dowd tego ponawiam moje zaproszenie na wypraw do
Afryki.
- Kiedy tam pojedziemy?
- Prawdopodobnie w przyszym roku. Mam nadziej, e przyoysz si w szkole do
nauki, aby zasuy na zgod ojca.
Tomek westchn ciko na myl o szkole, lecz pocieszy si zaraz przypominajc
sobie wypraw do .Afryki.
- Ha, nie ma rady! Jestem gotw zamieni si nawet w mola ksikowego powiedzia. - Ciekaw jestem, na jakie zwierzta bdziemy polowali w Afryce?
- Bd to owy na grubego zwierza. Kangury oraz dzikie dingo s agodnymi
stworzeniami wobec mieszkacw stepw i dungli afrykaskich. Znajdziemy tam: sonie,
lwy, bawoy, hipopotamy, nosoroce, yrafy, antylopy, goryle i co tylko dusza owcy moe
zapragn. Afryka jest dla nas prawdziw kopalni zota.
- Czy afrykascy Murzyni s tak samo agodni jak rdzenni mieszkacy Australii? zapyta Tomek nieufnie zerkajc na zwizanych buszrenderw.
- Krajowcw afrykaskich nie mona porwnywa z Australijczykami. Wystarczy
choby wspomnie olbrzymich, wojowniczych Masajw lub karw-Pigmejczykw
uywajcych do walki zatrutych strza, aby stwierdzi zasadnicz rnic.
- Czy to znaczy, e nastpna nasza wyprawa owiecka do Afryki bdzie
niebezpieczniejsza od obecnej, australijskiej? - zapyta Tomek.
- Oczywicie i to nie tylko ze wzgldu na wojowniczo niektrych plemion
murzyskich - odpar Smuga.
- Zapewne ma pan na myli drapiene zwierzta - wtrci chopiec.
- Tak, to wanie chciaem powiedzie - potwierdzi Smuga. - Naley dobrze pozna

zwyczaje rnych zwierzt i to nie tylko tych drapienych, aby unikn grocych yciu
sytuacji.
- Sdziem, e niebezpieczestwo moe nam grozi jedynie ze strony drapienikw.
- Mylie si, bo na przykad podstpny i na pozr ociay baw afrykaski czsto
staje si o wiele groniejszy od drapienego lwa - wyjani Smuga. - Jeli nie trafisz celnie za
pierwszym strzaem i on umknie jedynie raniony, wtedy sam zaczyna i ladami za
myliwym, a jego nieoczekiwany atak przewanie koczy si mierci owcy.
- Prosz, niech mi pan wicej opowie o rnych afrykaskich zwierztach!
Tomek z zaciekawieniem przysuchiwa si wyjanieniom. Wkrtce zapomnia
o walce z buszrenderami. Dopiero tu przed witem opar gow na Dingo, z zacinit
doni na lufie sztucera zasn, marzc o niezwykych przygodach na Czarnym Ldzie.
Smuga z umiechem spoglda na picego chopca. Przypomniay mu si jego mode
lata, kiedy to gd przygd pchn go do wczgi po wiecie. Od tej pory tak si jako
dziwnie skadao, e gdzie si tylko pojawi, niebezpieczestwa wyrastay jak grzyby po
deszczu. Przywyk wic do nich i traktowa je jak chleb powszedni. owienie dzikich
zwierzt najbardziej odpowiadao jego naturze. Stanowczoci i agodnoci ujarzmia
najdziksze bestie. Chocia by niezawodnym strzelcem, zabija zwierzta jedynie
w przypadku ostatecznej koniecznoci. Smuga dojrza al w oczach Tomka po zastrzeleniu
tygrysa na statku. Tym gwnie zyska chopiec jego zaufanie i przyja.
Wytrawny owca wyczuwa w Tomku pasj poszukiwania przygody. Dowodem tego
byy przeycia w czasie australijskiej wyprawy. Powtpiewa wic, czy Tomek zdoa
dotrzyma przyrzeczenia, ktre zoy pod jego silnym naciskiem. Przecie chodzio jedynie
o bezpieczestwo Tomka. Uczestnicy ekspedycji uwaali chopca niemal za amulet
przynoszcy wszystkim szczcie. To on uratowa Smug, zabijajc tygrysa, on nakoni
krajowcw do wzicia udziau w obawie na kangury i strusie emu, to Tomek odnalaz ma
Sally zagubion w buszu, a teraz wybawi poszukiwaczy zota od niechybnej mierci. Za
Tomkiem kroczya przygoda w najszlachetniejszym znaczeniu tego sowa. Najtrafniej okreli
go Tony: Tomek mia wielkie serce i ono zjednywao mu wszdzie przyjaci.
Chopiec spa gbokim snem; Smuga przerwa swe rozmylania. Postanowi
oszczdzi Tomkowi przykrego widoku rozrachunku z buszrenderami, dlatego te
zdecydowa si pozostawi picego chopca w parowie pod opiek rannego modego
poszukiwacza zota i powrci po niego ju po odwiezieniu bandytw do najbliszego
osiedla. Bezszelestnie powsta z ziemi. W jego wzroku nie byo ju agodnoci.
- Tony! Tomek zasn nareszcie - zawoa cicho. - Teraz moemy zaj si bandytami.

Odstawimy ich do najbliszego osiedla.


Nie tracc czasu rozwizali buszrenderw, polecajc im sporzdzi nosze z gazi,
ktre byy potrzebne do przeniesienia dwch zabitych bandytw do osiedla. Wkrtce
buszrenderzy umiecili martwych towarzyszy na noszach. Pod eskort Smugi, Tony'ego
i starszego O'Donella wyruszyli do obozu owcw. Stamtd mieli dalej uda si wozem.

NA GRZE KOCIUSZKI
Co pewien czas Tomek niecierpliwie spoglda w kierunku pasma grskiego.
Oczekiwa powrotu ojca z polowania na skalne kangury. Nie opuszcza obozu od chwili
wyjazdu Smugi i Tony'ego. Dotrzymywa danego przyrzeczenia, skracajc sobie czas
dogldaniem zwierzt. W wolnych chwilach bada przez lornetk pobliskie gry, aby
wczeniej wypatrze powracajcych.
Dwa dni upyny od niebezpiecznej przygody z buszrenderami. Smuga osobicie
odwiz ich do najbliszego osiedla, gdzie przypadkowo natrafi na patrol konnej policji.
Przedstawiciele prawa spisali protok stwierdzajcy mier Cartera, po czym pochowali
obydwch zabitych bez jakichkolwiek ceremonii. Pozostaych przy yciu bandytw zabrali
zakutych w kajdany do miasta, nie byo wic obawy, aby mina ich zasuona kara. Smuga
po spenieniu obowizku powrci do obozowiska poszukiwaczy zota. O'Donell pragn jak
najszybciej opuci parw, lecz byo to niemoliwe ze wzgldu na syna. Smuga przywiz
podrn apteczk i pomg w opatrzeniu rannego. Nie tracc ju wicej czasu odprowadzi
Tomka do obozu na polance, a sam powrci do polujcych na skalne kangury. Tony nie bra
udziau w odwoeniu buszrenderw do osiedla. Na polecenie Smugi mia odszuka w grach
Wilmowskiego, by go powiadomi o tych niezwykych wydarzeniach.
W ten sposb chopiec znw pozosta w obozie z dwoma marynarzami i oczekiwa powrotu
ojca. Cierpliwo jego bya wystawiona na dug prb. Polowanie przecigao si; owcy
przebywali poza obozem sze dni. Tomek pierwszy dojrza powracajcych. Dosiad pony
i wyruszy im na spotkanie. Wkrtce mocno uciska ojca. Ze skruszon min czeka na
suszn nagan. Tymczasem Wilmowski, poinformowany przez Smug o przebiegu
wydarze, nie mia zamiaru gniewa si na niego.
- Jak te czuje si twj ranny poszukiwacz zota? - zapyta po przywitaniu.
- Nie wiem, tatusiu, lecz mam nadziej, e jest ju zdrowszy - odpar Tomek
ucieszony, e ojciec nie robi mu wyrzutw.
- Dlaczego nie odwiedzie go przez tyle dni?
- Hm, prawd mwic, miaem ochot to uczyni, ale przyrzekem panu Smudze, e
wicej nie bd opuszcza. obozu bez twego zezwolenia. Wobec tego dogldaem zwierzt
oczekujc na wasz powrt.
- Wydaje mi si, e powiniene zajrze do nich, aby dowiedzie si, czy nie potrzebuj
naszej pomocy,

- Moe udalibymy si tam razem? - zaproponowa Tomek.


- Jestem przekonany, e oni pragn unikn wszelkiego rozgosu. Lepiej sam wybierz
si do nich i zapytaj, czy przypadkiem nie potrzebuj czego od nas.
Tego dnia Tomek nie zdy odwiedzi O'Donellw. Ogldanie zowionych przez
towarzyszy zwierzt wypenio mu czas do zachodu soca. Oprcz maych, zwinnych
skalnych kangurw schwytali oni dwie jaszczurki paszczowe79. Gady te, dochodzce do
dugoci jednego metra, miay na gowie oraz szyi fad skrny, do zudzenia przypominajcy
duy konierz. Biegay na tylnych apach jak kangury. Zowiono rwnie kilka molochw80,
o ciaach okrytych kolczastymi wyrostkami skrnymi, wa-tygrysa, usko-noga oraz par
ptakw zwanych zimorodkami olbrzymimi lub kookaburrami. Te ostatnie przypomniay
Tomkowi O'Donellw. Przecie to kookaburra swoim denerwujcym chichotem zdradzia
wtedy poszukiwaczom zota jego obecno. Niestety, byo ju zbyt pno na wycieczk do
parowu. Tomek postanowi uda si tam nastpnego ranka. Miaa to by jego poegnalna
wizyta u O'Donellw, poniewa owy na zwierzyn australijsk dobiegay koca. W zamian
za niedwiadki koala oraz kilka skalnych kangurw Bentley zobowiza si dostarczy
owcom szereg gatunkw ptakw australijskich, ktre w nadmiarze mnoyy si w ogrodzie
zoologicznym w Melbourne.
Nazajutrz w godzinach przedpoudniowych Tomek osioda pony i razem z Dingo
wyruszy do parowu. Bez przeszkd dotar do skalnego bloku zagradzajcego drog, za
ktrym znajdowa si obz poszukiwaczy zota. Przywiza pony do drzewa, po czym wspi
si na ska. Jednoczenie z Dingo wychyli gow, spogldajc ciekawie za zaom parowu.
O'Donellowie siedzieli przy ognisku. Smayli ryby zowione w strumieniu. Tomek zsun si
ze skay i podbieg do nich.
- Oho, mamy miego gocia! - zawoa starszy O'Donell na jego widok. - Mylaem, e
pogniewae si na nas. Ciesz si mogc poegna si z tob przed wyjazdem z Australii.
- Przyjechaem dowiedzie si, czy nie potrzebujecie od nas pomocy. Widz, e syn
pana czuje si znacznie lepiej - odpar Tomek.
- Rana goi si dobrze. Jutro wyruszamy do Sydney, skd odpywaj
statki do Europy. Wracamy w rodzinne strony, do Irlandii. Dziki tobie powrcimy tam
zaopatrzeni w pienidze konieczne do rozpoczcia nowego ycia.
- My rwnie wkrtce opucimy Australi - wyjani Tomek. O'Donellowie okazywali
79
80

Chlamydosaurus kingi - yje przewanie na drzewach.


Moloch horridus.

mu sw wdziczno na kadym kroku. Spoy z nimi niadanie, a pniej czas szybko mija
im na rozmowie. Dopiero po dwch godzinach Tomek zacz zbiera si do powrotu do
obozu. W czasie poegnania stary O'Donell by bardzo wzruszony. Przytrzyma duej do
Tomka i powiedzia:
- Przygotowaem dla ciebie skromn pamitk. Zaciekawi ci ona na pewno jako
swego rodzaju osobliwo. Ot w parowie tym znalazem oryginaln glin zmieniajc swj
kolor po zanurzeniu w morskiej wodzie. Poznasz po jej ciarze, e nie jest to zwyka ziemia.
O'Donell wygrzeba z plecaka kawa gliny wielkoci pici dorosego mczyzny. Owin j
dokadnie w kraciast chustk.
- Przyrzeknij mi, e nie pokaesz jej nikomu do chwili zanurzenia w morskiej wodzie.
Sprawisz tym sobie niespodziank, a mnie wielk przyjemno. Dobrze? - poprosi ODonell.
- Jeli panu na tym zaley, to mog obejrze ten podarunek dopiero na statku, gdzie
bd, mia morskiej wody pod dostatkiem.
- Jestem przekonany, e taki dentelmen jak ty zawsze dotrzymuje sowa.
Tomek z trudem tumi wesoo. Jaki mieszny by ten staruszek! Dlaczego mwi
z tak powag o bryle gliny? Nie mia zamiaru pozbawia go przyjemnoci. Wzi wic
zawinitko i z trudem wepchn je do kieszeni spodni.
- Nie zgub tylko - upomina O'Donell. - Sprawi ci ona nie lada niespodziank.
- Bardzo dzikuj. Na pewno nie zgubi - przyrzek Tomek, egnajc poszukiwaczy
zota.
Ruszy w powrotn drog. Ciki kawa gliny zawadza mu w kieszeni. Zaledwie
przyby do obozu wrzuci zawinitko do walizy i natychmiast o nim zapomnia.
Najblisze dni owcy spdzili bardzo pracowicie. Przygotowywali klatki dla zwierzt
i gromadzili zapasy poywienia. W kocu przygotowania do drogi zostay ukoczone.
Pewnego dnia o wicie zwinli obz i ruszyli na poudnie. Ze wzgldu na du liczb
zowionych zwierzt mogli posuwa si naprzd bardzo powoli. Zatrzymywali si co pewien
czas na dusze wypoczynki. Czste oczyszczanie klatek oraz gromadzenie ywnoci
pochaniao wiele czasu, lecz dbao o higien zwierzt przynosia dobre wyniki.
Czworononi winiowie czuli si w niewoli prawie znonie. Niektre zwierzta zdyy si
ju nawet zaprzyjani z owcami.
Nadchodzi koniec listopada. Upa dawa si podrnikom mocno we znaki.
Wilmowski z niepokojem czeka na najgortszy w Australii miesic lata, ktry mia
rozpocz si ju za kilka dni. Nieliczne rzeczki napotykane u podna wzgrz wysychay
coraz bardziej, trawa ka niemal w oczach, a ziemia twardniaa i pkaa z gorca. Obawy

Bentleya, e lato bdzie suche, sprawdzay si w peni.


W kocu, po nadzwyczaj mczcej jedzie, wyprawa dotara do brzegu rzeki. Wedug
Bentleya bya ona jednym z dopyww Murrayu. O dwa dni jazdy w d rzeki znajdowaa si
stacja kolejowa. Tym samym zaopatrzenie w wod byo ju zabezpieczone. Ze wzgldu na
zmczenie koni cigncych wozy Wilmowski zarzdzi kilkudniowy postj. Rozbicie obozu
i wyadunek klatek ze zwierztami zajy owcom prawie cae popoudnie.
Tu przed wieczorem Tomek postanowi wykpa si w rzece. Zrzuci ubranie i razem
z Dingo pawi si w ciepej wodzie. Brodzili przy brzegu. Naraz gniewne warknicie psa
zwrcio jego uwag. Dingo wypatrzy jakie dziwne zwierztko i pyn teraz ku niemu
z caych si. Tomek pobieg za nim. Ujrza wynurzajc si z wody cz grzbietu pokryt
sierci i gow zakoczon dziobem zupenie podobnym do kaczego. Przypomnia sobie
zaraz, e Smuga w drodze z Warszawy do Triestu opowiada mu o podobnych zwierztkach
zamieszkujcych Australi.
- Na pomoc! Dziobak! - krzykn na wszelki wypadek, gdy nie by pewny, czy
nieznane zwierztko nie zrobi mu krzywdy.
Zanim owcy nadbiegli, dziobak da nura przy samym brzegu, machnwszy ogonem tu przed
pyskiem Dingo. Pies znikn za nim pod wod, lecz po chwili wypyn gono prychajc.
- Co si stao? - zawoa z niepokojem Wilmowski, zatrzymujc si na brzegu rzeki.
- Widziaem dziobaka! Dingo chcia go chwyci, ale schowa mu si pod wod przy
samym brzegu - wyjani Tomek podnieconym gosem.
- Jak wygldao to zwierz? - zapyta Bentley.
- Miao taki sam dzib jak kaczka.
- Moliwe, e by to dziobak. O zmroku zazwyczaj wychodz z nor w poszukiwaniu
poywienia. Gdzie on si schowa? - dopytywa si Bentley.
- Tutaj, przy samym brzegu.
- Pomacaj rk, czy przypadkiem nie natrafisz na otwr prowadzcy do jego nory doradzi Smuga.
Tomek zbliy si do brzegu. Po chwili zawoa:
- Tak, tak! Jest jaka dziura w ziemi!
- Nieza okazja! Czy nie uwaacie, e warto by zapolowa na dziobaki? - zagadn
Bentley.
- Nie syszaem, aby nadaway si one do chowu w niewoli - zauway Wilmowski.
W kadym razie aden ogrd zoologiczny nie moe poszczyci si dotychczas takim ywym
okazem.

- To prawda, e dziobaki bardzo le znosz niewol. Nie znamy prawdopodobnie


odpowiednich sposobw umoliwiajcych ich hodowl. Jedynie krajowcy chwytaj je dla ich
misa i futerek, z ktrych sporzdzaj sobie czapki - doda Bentley.
- Byby to nie lada sukces przewie ywego dziobaka do Europy - wtrci Smuga.
- Sprbujmy, skoro nadarza si okazja - zadecydowa Wilmowski.
- Wobec tego zaraz przynios odpowiedni sprzt - powiedzia Bentley.
Powrci wkrtce z sieci przypominajc wygldem dugi rkaw przymocowany do
drewnianej obrczy. Razem ze Smug umocowali obrcz pod wod przy otworze
prowadzcym do nory. Zaoywszy sie, owcy powrcili do obozu.
Wieczorem przy ognisku Wilmowski omwi z Bentleyem warunki wymiany
niektrych schwytanych zwierzt na ptaki australijskie, licznie reprezentowane w ogrodzie
Towarzystwa Zoologicznego w Melbourne. Uzgodnili ostatecznie, e za kilka skalnych
kangurw i dwa niedwiadki koala Bentley, jako dyrektor ogrodu zoologicznego, dostarczy
Wilmowskiemu okazy pierzastego wiata Australii. Byo to korzystne dla Wilmowskiego,
umoliwiao mu bowiem znacznie wczeniejsze zakoczenie oww. Tym samym ostatnim
etapem dugiej wdrwki po Australii miao ju by miasto Melbourne, stolica stanu
Wiktoria. Stosownie do umowy kapitan Mac Dougal powinien przyby tam na Aligatorze"
w cigu najbliszych dni.
Po dokonaniu zamiany oraz zaadowaniu na statek zwierzt schwytanych w cigu
ostatnich tygodni wyprawa miaa wyruszy z Melbourne do Europy.
owcy musieli jaki czas zatrzyma si w Melbourne, rodzinnym miecie Bentleya. Zoolog
cieszy si z tego. Polubi swych nowych polskich przyjaci i pragn ich przedstawi swej
matce. Podczas dalszej rozmowy wspomnia, e obecne ich obozowisko znajduje si
w odlegoci zaledwie osiemdziesiciu kilometrw od Gry Kociuszki. Wilmowski, gdy
tylko to usysza, zapyta natychmiast, ile czasu zajaby im wycieczka w Alpy Australijskie.
- Wydaje mi si, e pi dni powinno wystarczy na wypraw na Gr Kociuszki odpar Bentley. - Moemy sobie chyba na to pozwoli, gdy i tak postj nasz, ze wzgldu na
zmczenie zwierzt, musi potrwa okoo tygodnia.
- Och tak, tak! Musimy ujrze gr odkryt przez Strzeleckiego - prosi Tomek.
- Warto wykorzysta okazj - popar go bosman Nowicki.
- Uczcimy chocia w tak skromny sposb pami naszego zasuonego rodaka - doda
Smuga.
- Tony zna dobrze najkrtsz drog, to jego rodzinne strony - wyjani Bentley.
- Nie ma si co zastanawia. Jutro w poudnie wyruszamy na wycieczk na Gr

Kociuszki - zgodzi si Wilmowski ku uciesze syna.


Zaraz te uoyli si do snu, aby naleycie wypocz przed drog. Zaledwie zajania dzie,
Tony zacz pakowa sprzt obozowy, a Wilmowski, Smuga, Bentley i Tomek udali si nad
rzek, aby sprawdzi wynik oww na dziobaki. Po wydobyciu sieci z wody ujrzeli w niej
dwa dziwne zwierztka poronite gst brzow sierci. Kade z nich nie przekraczao
dugoci szedziesiciu centymetrw cznie z krtkim ogonkiem. Tomek stwierdzi, e
zamiast pyskw miay one, tak jak ju sysza uprzednio od Smugi, szerokie, skrzaste dzioby
podobne do kaczych, a palce ich bardzo krtkich ng poczone byy dobrze rozwinit bon
pywn. Bentley wyjani, e obserwacje ycia, odywiania si i rozmnaania dziobakw byy
dotychczas zupenie jeszcze niewystarczajce. Zaledwie przy kocu dziewitnastego wieku
stwierdzono, e dziobaki skadaj mae jaja w skorupie podobnej do jaj ww. Mode, jak
wszystkie ssaki, karmi si mlekiem matki, ktre wypywa z sutek na jej brzuchu.
- W jaki sposb bdziemy przewozili dziobaki? - zapyta Tomek, przygldajc si
oryginalnym zwierztkom.
- Umiecimy je w koszach wymoszczonych rzecznymi wodorostami - odpar ojciec. Na Aligatorze" urzdzimy im may basen z wod.
- Nie miejcie zbyt wielkich nadziei na dowiezienie ich do Europy - odezwa si
Bentley. - Na pewno zdechn, zanim ujrz ogrd zoologiczny.
- Moe si nam poszczci - wtrci Tomek.
- Zrobimy wszystko, co bdzie w naszej mocy, aby podr jak najmniej daa si im we
znaki - powiedzia Wilmowski.
Powrcili z dziobakami do obozu i zajli si przygotowaniem dla nich odpowiedniego
pomieszczenia. Okoo poudnia gotowi byli do wyprawy na Gr Kociuszki. A do zachodu
soca jechali prosto na wschd. Nastpnego dnia o wicie ruszyli w dalsz drog. Upa
stawa si coraz dotkliwszy. Odetchnli z ulg, gdy okoo poudnia poczuli oywczy, chodny
wiatr, wiejcy od pobliskiego ju, wysokiego acucha grskiego. Wkrtce wjechali w dolin
wijc si midzy agodnymi wzgrzami. Tony zna doskonale okolic i bez wahania
wybiera coraz to dziksze, krte cieki. Po kilku godzinach drogi dotarli do dosy rozlegej,
gbokiej kotliny otoczonej wysokimi szczytami. Tony zatrzyma konia nad brzegiem wartko
pyncego strumienia.
- Ale to niespodzianka! W grach Australii nieg pada w lecie - zdziwi si Tomek
spogldajc na ubielone szczyty.
- Byem pewny, e widok niegu w tym gorcym kraju sprawi wam nie mniejsz
przyjemno ni Gra Kociuszki - powiedzia Bentley. - W Alpach Australijskich nieg pada

od maja do listopada, co stanowi nie lada urozmaicenie dla mieszkacw wschodniego


wybrzea. Tote Gra Kociuszki jest dla Australijczykw ulubionym miejscem wycieczek.
- Czy wida ju std Gr Kociuszki? - zagadn Tomek.
- Spojrzyj na znajdujcy si przed nami ostry szczyt cakowicie pokryty niegiem. To
jest wanie Gra Kociuszki - wyjani Bentley.
Skalisty, pokryty wiecznym niegiem szczyt dominowa nad kilkoma innymi
wzniesieniami masywu. Bya to Gra Kociuszki odkryta i nazwana przez Strzeleckiego
imieniem polskiego bohatera narodowego. Grupka Polakw w milczeniu spogldaa na zrb
grski. Ze wzruszeniem uzmysawiali sobie, e to wanie ich rodak odkry te nie znane przed
nim gry na australijskim kontynencie. Bentley musia odgadn uczucia przeywane przez
swych towarzyszy. Opar do na ramieniu Tomka i odezwa si:
- Szedziesit dwa lata temu Strzelecki rozpocz najwiksz swoj wypraw.
Z doliny rzeki Murray dotar z zachodu do Alp Australijskich. Kto wie, czy wanie z tego
miejsca, na ktrym stoimy, nie spoglda wwczas na Gr Kociuszki? Z jednym tylko
przewodnikiem odby trudn i niebezpieczn wspinaczk na najwyszy szczyt, niosc
przyrzdy pomiarowe na wasnych plecach.
- Dlaczego Strzelecki sam nis przyrzdy? - zapyta Tomek.
- Przed przybyciem Strzeleckiego kolonici nie znali tych okolic - wyjani Bentley. Nie byo tu wtedy drg ani cieek. Dzisiaj mona dotrze komi niemal na sam szczyt Gry
Kociuszki81, lecz kilkadziesit lat temu Strzelecki wspina si w najtrudniejszych warunkach.
By przecie pierwszym biaym czowiekiem, ktry dotkn stop nieznanych gr.
Wspinaczka nie bya atwa, tym bardziej, e sam .nis przyrzdy, aby uchroni je przed
ewentualnym uszkodzeniem. Ten wanie ostry szczyt wyda mu si najdogodniejszym
miejscem do dokonania pomiarw. Przekonamy si sami, jak rozlegy widok roztacza si
z Gry Kociuszki.
Nasi podrnicy zatrzymali si na nocleg na brzegu strumienia. Przy obozowym
ognisku dugo jeszcze rozmawiali o wybitnym polskim podrniku, badaczu Nowej
Poudniowej Walii. Pnym wieczorem, ukadajc si do snu, otulili si szczelnie kocami,
poniewa noc bya chodna.
Wczesnym rankiem znowu dosiedli koni. Tony kluczy, aby dotrze do szczytu gry
od wschodniej strony. Wreszcie odnalaz do szerok ciek, po ktrej konie mogy ju pi
si bez trudu. Zaledwie kilkaset metrw od szczytu zsiedli z wierzchowcw. Pozostawili je
81

Wysoko Gry Kociuszki wynosi 2245 m.

pod dozorem tropiciela. Bentley poprowadzi Polakw na sam szczyt. Kiedy dotarli do
ostatecznego celu, zatrzymali si zdumieni. Roztacza si std wspaniay, niczym nie
zmcony widok, obejmujcy rozleg przestrze okoo osiemnastu tysicy kilometrw
kwadratowych. W dali na wschodzie, mimo odlegoci osiemdziesiciu kilometrw, widoczne
byo morskie wybrzee. Bezporednio pod nimi cigny si nisze pasma, krte, przepaciste
doliny rzeki Murray oraz jej dopywu Murrumbidgee.
- Wic to tutaj musia zapewne Strzelecki rozmyla o Kociuszce, skoro ten szczyt
nazwa jego imieniem - odezwa si Tomek do stojcego obok niego Bentleya.
- Dla cisoci musz ci co wyjani, Tomku - odpar Bentley. - Strzelecki nada
miano Gry Kociuszki temu ssiedniemu szczytowi, uznajc go za najwysze wzniesienie
Australii. Dopiero w kilkadziesit lat pniej zoolog austriacki Lendenfeld, badajc te okolice
i dysponujc nowoczeniejszymi przyrzdami, stwierdzi, e ten wanie szczyt jest wyszy
o kilka metrw od gry uznanej przez polskiego podrnika za najwysz. Najwiksz wic
gr nazwa na cze austriackiego geodety Mount Townsend, a Gr Kociuszki
przemianowa na Mount Muller dla upamitnienia niemieckiego przyrodnika. Mimo to
mieszkacy Australii, po stwierdzeniu susznoci pomiarw Lendenfelda, przenieli nazw
Gry Kociuszki na najwyszy szczyt, a nazw Mount Townsend nadali grze odkrytej
uprzednio przez Strzeleckiego, waciwego odkrywc tych gr. W ten sposb Australijczycy
uszanowali intencj Polaka 82.
- No tak, szanowny panie! Takiemu Lendenfeldowi nie w smak byo, e jaki tam
Polak odway si uprzedzi Niemiaszkw w odkryciu najwyszej gry w tym kraju 82

W 1939 roku Polacy osiedleni w Australii utworzyli komitet do przygotowania uroczystych obchodw
z okazji setnej rocznicy odkrycia Gry Kociuszki przez Polaka Pawa Strzeleckiego w Alpach Australijskich.
Do komitetu tego rwnie przystpi rzd Nowej Poudniowej Walii oraz szereg osobistoci australijskich.
17 lutego 1940 roku podczas uroczystoci centralnej na Grze Kociuszki, w obecnoci przedstawicieli
rzdu Nowej Poudniowej Walii, nastpio odsonicie pamitkowej tablicy, ufundowanej ze skadek modziey
szkolnej. Tablica wykonana z brzu zostaa umieszczona na granitowym cokole. Napis na tablicy w jzyku
angielskim podaj w caoci poniej we wasnym przekadzie polskim:
Z Doliny Rzeki Murray
Polski Badacz Pawe Edmund Strzelecki
wspi si na te Alpy Australijskie 15 lutego 1840.
Szczyt skalisty i nagi przewyszajcy kilka innych" wspomina Strzelecki wywar na mnie tak wielkie
wraenie przez podobiestwo do kopca wzniesionego w Krakowie nad grobem patrioty Kociuszki, e cho
w obcym kraju, na obcej ziemi, lecz wrd wolnego ludu, ktry ceni wolno i jej atrybuty, nie mogem
powstrzyma si od nadania grze nazwy Gra Kociuszki."

odezwa si ironicznie bosman Nowicki. - Dobrze to wiadczy o Australijczykach, e nie


zapomnieli, co uczyni dla nich nasz rodak.
- Zapomnie o zasugach Strzeleckiego byoby czarn niewdzicznoci - gorco
powiedzia Bentley. - Pomijajc ju to, e wszystkie swe badania przeprowadza wasnym
kosztem, naraa si on przecie dla dobra mieszkacw tego kraju, ryzykujc wielokrotnie
ycie. Badanie Gr Bkitnych, ktre przez przeszo wier wieku uniemoliwiay poznanie
wntrza kontynentu, byo bodaj wicej niebezpieczne ni przebycie Alp Australijskich
i przebijanie si pniej w kierunku Melbourne przez morderczy skrob.
- Nie wyobraam sobie, aby w Grach Bkitnych mogo grozi tak odwanemu
podrnikowi jeszcze wiksze niebezpieczestwo ni podczas tego okropnego przedzierania
si przez skrob, o ktrym pan opowiada nam w czasie polowania na dingo - powiedzia
Tomek z niedowierzaniem.
Bentley umiechn si do czupurnego chopca i wyjani:
- A jednak tak byo, drogi Tomku! Midzy poszczeglnymi pasmami Gr Bkitnych
le bezdenne rozpadliny, gbokie wwozy i straszne przepacie, otoczone potnymi
skalnymi cianami. Zejcie do tych wwozw jest nawet i dzisiaj pene niebezpieczestw. Dla
poparcia mych sw powiem ci, e jeden z mierniczych australijskich, Dixon, chcia dotrze
do gry Hay w Grach Bkitnych. W tym celu odwanie zagbi si w dolin rzeki Grose,
ktra wwczas nie bya jeszcze przez nikogo zbadana. Po czterodniowym bdzeniu po
wwozach z najwikszym trudem, i to zupenie przypadkowo, wydosta si ze zwodniczych
labiryntw, wyczerpany do ostatnich granic wytrzymaoci ludzkiej, nie docierajc w ogle
do zamierzonego celu. Strzelecki zna straszne niebezpieczestwo, na jakie narazi si Dixon,
a mimo to bez wahania rozpocz badania w dolinie rzeki Grose i dokona tego, czego nie
udao si osign dzielnemu mierniczemu. Wtedy wanie omal nie straci ycia wraz
z towarzyszcymi mu krajowcami. Ju u stp gry Hay zaskoczya ich burza deszczowogradowa. Niewiele brakowao, eby zamarzli na mier. Nawet zaprawieni w takich
wdrwkach krajowcy stracili orientacj i padali z wycieczenia. Jedynie nieomylny
podrniczy instynkt Strzeleckiego wybawi ich wszystkich od mierci. Strzelecki znalaz
w najtragiczniejszej chwili wyjcie z labiryntu. Kiedy zdawao si, e nic ju nie uchroni ich
od zamarznicia, natrafili na osiedle samotnego hodowcy owiec.
- Nie ulega najmniejszej wtpliwoci, e Strzelecki by nadzwyczaj odwanym
i penym powicenia czowiekiem - odezwa si Wilmowski. - Uczcijmy teraz chwil
milczenia pami naszego zasuonego rodaka.
Podrnicy odkryli gowy. Stali w skupieniu na onieonym skalnym szczycie. Dopiero po

duszej chwili Wilmowski pierwszy naoy kapelusz, po czym wolno ruszy ku ciece.
Reszta mczyzn wraz z Tomkiem udaa si za nim w d zbocza.
Po krtkiej wdrwce odnaleli Tony'ego pilnujcego wierzchowcw i jeszcze wieczorem
dotarli do strumienia, przy ktrym, jak poprzedniego dnia, zatrzymali si na nocleg.
O wschodzie soca wyruszyli rano w drog powrotn do obozu, dokd przybyli bez
wikszych przeszkd.

TAJEMNICA STAREGO O'DONELLA


W obozie powitao owcw radosne szczekanie Dingo. Zaledwie Tomek zeskoczy
z pony, pies ju asi si u jego ng. Machajc puszystym ogonem domaga si
zadouczynienia za nud w czasie rozki. Tomek nie zabra swego ulubieca na forsown
wycieczk w gry. Uradowany teraz gorcym przyjciem postanowi zabawi si z nim na
brzegu strumienia. Zaraz te rozpoczli weso gonitw. Wkrtce Tomek rozgrzany
bieganiem zrzuci ubranie i razem z psem wskoczy do wody. Dopiero po dwch godzinach
hasania, zmczeni, lecz zadowoleni z siebie, legli na ziemi w pobliu zaroli. Tomek wyj
may srebrny zegarek, ktry otrzyma na pamitk od wujostwa Karskich w dniu wyjazdu
z Warszawy. Bya dopiero trzecia po poudniu.
Przepi si troch" postanowi, kadc zegarek obok siebie na ubraniu.
Niebawem zasn zmczony. Po jakim czasie zbudzio go gwatowne ujadanie Dingo.
Rozgniewany pies biega opodal zaroli spogldajc w gr, szczeka bez przerwy. Tomek
chcia sprawdzi, jak dugo trwaa jego drzemka, sign po zegarek. Zdziwiony nie mg
znale go tam, gdzie przed zaniciem pooy. Przeszuka kieszenie, rozejrza si po ziemi,
lecz zegarek znikn jak kamfora. Wtedy dopiero zwrci uwag na dziwne zachowanie
Dingo.
Na pewno kto podkrad si w czasie mego snu i zabra zegarek - pomyla Tomek. Zodziej zapewne czmychn w busz i dlatego Dingo tak si denerwuje."
Zaniepokojony pobieg do obozu. Po chwili powrci z przyjacimi.
- Kto mgby zabra twj zegarek na tym pustkowiu - zastanawia si Bentley,
obserwujc Dingo. - Nie ulega wtpliwoci, e pies widzia zodzieja. Dlaczego pozwoli mu
odej?
Tony nie traci czasu na rozmowy. Lustrowa ziemi, wypatrujc tropw domniemanego
sprawcy kradziey.
Wkrtce przerwa poszukiwania mwic:
- Widz tylko lady chopca i psa.
- Wic kto zabra mj pamitkowy zegarek? - denerwowa si Tomek. - Przecie
Dingo biega bez przerwy przy zarolach. Tam te prawdopodobnie skry si zodziej!
- Tomek dobrze mwi - potwierdzi Tony. - Zodziej na pewno ukry si w buszu.
- Tony, ktokolwiek zabraby zegarek, musiaby pozostawi jakie lady na ziemi powiedzia Wilmowski. - Tymczasem, jak sam mwisz, poza Tomkiem i Dingo nie byo tutaj

nikogo.
- Gdyby zodziej chodzi po ziemi, Dingo nie pozwoliby zabra zegarka - odpar
tropiciel.
- Tony, czy podejrzewasz ju kogo? - dopytywa si Tomek podniecony sowami
tropiciela.
- Myl, e may zodziej mia skrzyda i Dingo go widzia - wyjani Tony.
owcy zdziwieni spojrzeli na tropiciela, Bentley pierwszy zorientowa si w sytuacji.
- Czy posdzasz o kradzie ptaki altanowe83? - zapyta.
- Tak wanie myl - odpowiedzia Tony.
- Dingo naprawd denerwuje si na widok ptakw - wtrci Wilmowski. - Czyby one
mogy zabra zegarek?
- Jest to bardzo prawdopodobne - rzek Bentley. - Ptaki te buduj w zarolach mae
ogrdki z altankami, ktre przyozdabiaj kwiatami, pirkami, muszelkami oraz wszelkimi
byskotkami. Tubylcy dobrze znaj ich upodobania. Jeeli zginie im jakikolwiek byszczcy
przedmiot, przede wszystkim szukaj go w pobliskich ogrdkach ptakw altanowych.
- Zdaje mi si, e brak ladw oraz zachowanie si Dingo potwierdza przypuszczenie
Tony'ego - wtrci Smuga.
- To jest moliwe - doda Bentley. - Ptak porwa zegarek i wznis si ponad zarola.
W ten sposb Dingo straci lad. Denerwuje si, e nie moe ciga zodzieja.
- Jeli tak jest w rzeczywistoci, to ju nigdy nie odzyskam mego zegarka, do ktrego
tak bardzo si przyzwyczaiem - powiedzia Tomek z alem.
- Nie tra nadziei - pocieszy go Bentley. - Krajowcy australijscy potrafi tropi nawet
ptaki i pszczoy w locie, a przecie Tony jest naprawd mistrzem w swoim zawodzie.
Obserwuj tylko jego zachowanie.
Tony sta wyprostowany, ledzc przez pewien czas czujnym wzrokiem ptaki
fruwajce nad zarolami, po czym, spogldajc stale na nie, pocz zagbia si powoli
w niski busz. Szed naprzd, przystawa, zbacza, zawraca, a w kocu pochyli si i znik
wrd krzeww. Dopiero po duszej chwili powrci na polan. Zaproponowa owcom, aby
udali si za nim. Wilmowski mocno uj Dingo za obro; wszyscy .ruszyli za Tonym. Uszli
nie wicej ni pidziesit krokw, bowiem tropiciel zatrzyma si przed du kp krzeww.
Ruchem rki nakaza milczenie, pochyli si i rozsun gazie. Tomek popiesznie zajrza
w gb zieleni. W kolisku utworzonym przez krzewy znajdowa si miniaturowy ogrdek
83

Altanniki (Ptilonorhynchus yiolaceus) zamieszkuj znaczn cz Australii.

otoczony kilkucentymetrowej wysokoci potkiem uplecionym z gazek i trawy. W ogrdku


tym, przy piknie wygracowanych ciekach, stay budki-altanki o dwustronnych wejciach
zbudowane z gitkich gazek. Tak altanki, jak i cieki ozdobione byy barwnymi pirami
papug bd kwiatami. W rodku ogrdka, otoczony kamykami, zbielaymi kostkami i pirami
lea srebrny zegarek. Gromada ptakw nieco wikszych od wrbli wesoo hasaa po
ciekach. Niektre kryy si w altankach, jakby bawiy si w chowanego, inne urzdzay
gonitwy, napeniajc ogrdek gonym wiergotaniem.
- Widzisz, jak prdko Tony odnalaz twoja, zgub - szepn Bentley do Tomka.
owcy z zaciekawieniem obserwowali zabaw ptasich budowniczych oryginalnych
ogrodw. Wreszcie Tony wycign rk w kierunku zegarka. Ptaki rozpierzchy si
z piskiem, trzepoczc skrzydami. Tropiciel zwrci chopcu zegarek, po czym rozbawieni
przygod powrcili do obozu. Jedynie Dingo by bardzo niezadowolony. Gniewnie spoglda
na wszelkie unoszce si w powietrzu ptaki.
Bya to ju ostatnia przygoda Tomka na ldzie. Trzeciego dnia po powrocie z Gry
Kociuszki owcy wyruszyli do najbliszej stacji kolejowej w miasteczku lecym na
pograniczu stanw - Nowej Poudniowej Walii i Wiktorii. Tam te zaadowali klatki ze
zwierztami do pocigu odchodzcego do Melbourne, odlegego o okoo trzysta kilometrw.
Pocig przejeda przez tereny pokryte buszem, mija gospodarstwa hodowlane, lecz
Tomka nie ciekawiy teraz widoki roztaczajce si z okna wagonu. Siedzia w kcie
przedziau i rozmyla z alem, e oto skoczyy si ju emocjonujce przygody owieckie.
W Port Phillip, przystani morskiej odlegej o kilka kilometrw od rdmiecia Melbourne,
oczekiwa na nich Aligator"' przygotowany do wyruszenia w morze. Po powrocie do Europy
Tomek mia rozpocz w Anglii dalsz nauk. Oznaczao to dla niego now rozk z ojcem
oraz yczliwymi, starszymi przyjacimi.
Obdarzony by jednak zbyt wesoym usposobieniem, aby mg smuci si przez dugi
czas. Wkrtce przypomnia sobie, e osamotnienie jego nie potrwa dugo.
Najprawdopodobniej w nastpnym roku wyrusz na wypraw do Afryki. Smuga z pewnoci
dotrzyma przyrzeczenia i wyjedna, e i on bdzie mg pojecha. Na samo wspomnienie
nowych przygd twarz Tomka wypogodzia si; w jak najlepszym nastroju wysiad z pocigu
na dworcu w Melbourne.
Bentley, Tony, Smuga i Tomek zajli si wyadowaniem klatek ze zwierztami
przeznaczonymi do wymiany w ogrodzie Towarzystwa Zoologicznego. Natomiast
Wilmowski z pozostaymi uczestnikami wyprawy uda si dalej tym samym pocigiem a do
nabrzea Port Phillip, poniewa przywiezione zwierzta naleao jak najszybciej umieci na

statku. Wilmowski, jako kierownik wyprawy, musia rwnie sprawdzi, czy kapitan Mac
Dougal wypeni waciwie wszystkie polecenia. Przede wszystkim chodzio o odpowiednie
rozmieszczenie zwierzt na, Aligatorze" i zaopatrzenie ich w dostateczn ilo ywnoci na
dug podr morsk. Dopiero nastpnego ranka Wilmowski mia powrci do rdmiecia
Melbourne w celu dokonania wymiany w ogrodzie zoologicznym.
Jeszcze przed przybyciem do Melbourne Bentley nalega, aby owcy rozgocili si
w jego domu. Nie chcc sprawia mu kopotu, nie skorzystali z propozycji. Wobec tego
Bentley poleci im wygodny hotel na ulicy Bourke, gdzie Smuga i Tomek mieli oczekiwa na
przybycie Wilmowskiego.
Po poudniu obydwaj odwieeni i przebrani po podry wyszli rozejrze si po
miecie. Ulica Bourke bya zabudowana dwupitrowymi domami z gbokim. podcieniami
wychodzcymi na chodniki. W domach tych przewanie mieciy si teatry, sale koncertowe,
cyrki, restauracje i hotele. W porze popoudniowej ruch tu znacznie si oywia. By to okres
popularnych w Australii wycigw konnych, na ktre przybywao wielu farmerw, nawet
z bardzo odlegych okolic. atwo ich byo rozpozna w barwnym tumie przechodniw po
niezbyt modnych ubiorach.
Tomek i Smuga zatrzymali si u wylotu szerokiej ulicy, by przyjrze si biaemu
gmachowi Parlamentu oraz Paacowi Wystawy Powszechnej84 z jego olbrzymi kopu
dominujc nad miastem. Potem szybko minli opustosza o tej porze dzielnic handlow
i zagbili si w ulic Little Bourke zamieszkiwan przewanie przez Chiczykw.
Powiewajce nad sklepami szyldy z niebieskiego materiau ze zotymi napisami chiskimi
zachcay do ogldania egzotycznych wystaw. Podobnie jak w Port Saidzie tak i teraz Tomek
z upodobaniem zatrzymywa si przed sklepami.
Podczas wdrwki po miecie dwaj przyjaciele wstpili do kawiarni na podwieczorek.
Tomek skorzysta z wolnej chwili i napisa do Sally Allan list, w ktrym wspomnia
o wycieczce na Gr Kociuszki oraz przesa jej pozdrowienia Od siebie i Dingo. Po
przyjemnie spdzonym dniu podrnicy udali si na przedstawienie do cyrku, po czym
powrcili do hotelu.
Nastpnego ranka Bentley przyby po nich jeszcze przed godzin dziewit, a wkrtce
po nim zjawi si rwnie Wilmowski. Oznajmi z zadowoleniem, e kapitan Mac Dougal
wywiza si doskonale z powierzonego zadania. Wszystkie zwierzta przywiezione z Port
Augusta czuy si zupenie dobrze. Po uzupenieniu zapasw odpowiedniego dla nich
84

Wystawa Powszechna odbya si w Melbourne w 1880 r.

poywienia, statek mg bez przeszkd wyruszy w powrotn drog. Bentley natychmiast


zaofiarowa si uatwi zaopatrzenie w prowiant.
Grupa Polakw razem z Bentleyem udaa si powozem do ogrodu Towarzystwa
Zoologicznego dla dokonania wymiany zwierzt. Podczas jazdy podrnicy z podziwem
przygldali si piknie zabudowanemu, rozlegemu miastu, lecemu na obydwch brzegach
rzeki Yarra. Handlowe oraz przemysowe rdmiecie byo otoczone szerokim wiecem
wspaniaych ogrodw, za ktrymi rozcigay si rwnie pene zieleni przedmiecia. Tutaj
wrd drzew bielay wygodne domki mieszkacw miasta. Kierujc si na pnoc minli
ogrody Carltona, przebyli skwer Lincolna i zagbili si w Park Krlewski. W parku tym,
midzy wieloma atrakcjami, mieci si ogrd Towarzystwa Zoologicznego, ktrego zarzdc
by Bentley. Zwierzyniec udostpniano dla publicznoci jedynie w cile okrelone dni.
Z tego wzgldu zwierzta korzystay z do duej swobody. Niektre z ruch przebyway tam
niemal cakowicie na wolnoci, nie zdradzajc chci ucieczki.
Tomek po raz pierwszy ujrza ogrd zoologiczny, mona wiec sobie wyobrazi,
z jakim zaciekawieniem przyglda si wszystkim zwierztom. Najwiksz rado sprawi
mu widok sonia przywiezionego na Aligatorze" z Cejlonu. Wspaniae zwierz
przyzwyczaio si ju do nowych warunkw bytowania, a ze wzgldu na sw wielk
agodno stao si ulubiecem najmodszych mieszkacw miasta. Tomek twierdzi, e so
musia go pozna, gdy bez zachty pomg mu trb wspi si na swj grzbiet. Wilmowski
wskazywa, ktre okazy ptakw chciaby otrzyma w zamian za skalne kangury i niedwiadki
koala. Bentley nie robi adnych trudnoci, ponadto poleci obsudze ogrodu dostarczy ptaki
w klatkach na statek.
Z ogrodu owcy udali si do Muzeum Narodowego zaopatrzonego w bogate zbiory
fauny z caego kontynentu. Tutaj Wilmowski i Smuga spdzili kilka godzin na ogldaniu
oryginalnych eksponatw. Oprowadza ich dyrektor muzeum, ktry nie szczdzi im swych
rad w zwizku z organizowanym dziaem fauny australijskiej w ogrodzie zoologicznym
w Europie.
Dopiero pno po poudniu wracali do hotelu. Ku ich zdziwieniu powz zatrzyma si
przed pikn will otoczon duym ogrodem.
- Musicie mi panowie wybaczy, lecz na prob matki dokonaem na was zamachu.
Znajdujecie si przed moim domem. Dopiero nazajutrz wieczorem odzyskacie wolno. Nie
moecie odmwi nam tej przyjemnoci - powiedzia wesoo Bentley.
- To ju moje drugie porwanie w Australii - zawoa Tomek.
Wrd oglnej wesooci wysiedli z powozu, a gdy weszli do domu, zastali w salonie

bosmana Nowickiego zajtego oywion rozmow z matk Bentleya.


Okazao si, e gocinny zoolog, odsyajc klatki z ptakami na statek, zaczy zaproszenie
dla bosmana, zapewniajc go z gry o zgodzie kierownika wyprawy na opuszczenie
Aligatora". W ten sposb wszyscy Polacy uczestniczcy w wyprawie znaleli si w domu
Bentleyw.
Wieczr i nastpny dzie miny nadzwyczaj szybko. Pani Bentley okazaa si bardzo
mi i gocinn kobiet. Wypytywaa rodakw o Warszaw, interesowaa si przeyciami
Tomka w czasie wyprawy i nawet namawiaa go usilnie, aby pozosta w Australii. Poegnalny
obiad by prawdziw uczt. Zaproszono na niego Tony'ego, ktry szczegln sympati darzy
Ma Gow". Kiedy podrnicy przygotowywali si ju do powrotu na statek, Bentley
ofiarowa Tomkowi na pamitk prawdziwy bumerang, dzid i tarcz.
- Ofiarowanie bumerangu przez Australijczyka ma u nas specjalne znaczenie powiedzia Bentley, wrczajc pikny dar. - Ma to oznacza: wr do nas, Jak powraca
bumerang. Bdziesz zawsze naszym najmilszym gociem.
Chopiec wzruszony uciska Bentleya i jego matk, obiecujc napisa do nich po
przybyciu do Europy. Po serdecznym poegnaniu owcy udali si wprost na dworzec, gdzie
wsiedli do pocigu, ktry dowiz ich do Port Phillip.
Powrt na statek uradowa Tomka do tego stopnia, e ojciec z trudem nakoni go do udania
si na spoczynek. Oczywicie Dingo zamieszka z nim w jednej kabinie, gdy chopiec nie
chcia rozsta si ze swym ulubiecem. Zaledwie zajania dzie, Tomek zerwa si z ka.
Razem z Dingo rozpocz wdrwk po wszystkich zakamarkach statku, spdzajc najwicej
czasu w pomieszczeniach zwierzt. Z wyjtkiem dziobakw, ktre mimo najwikszych stara
zaogi nie dojechay ywe do Europy, zwierzta czuy si znonie.
May kangurek oswoi si ju z widokiem ludzi. Wychodzi nawet z klatki, w ktrej
przebywa z wojownicz matk i bra poywienie z rk obsugi. Tomek gorliwie pomaga
w karmieniu zwierzt i dopiero basowy ryk syreny okrtowej wywabi go na pokad.
Nadesza chwila odjazdu. Aligator" zwolniony z uwizi wolno oddala si od brzegu.
Zadudniy maszyny. Wkrtce statek wypyn z zatoki w otwarte morze. Brzegi Australii
roztapiay si w dali.
Tomek uda si teraz do kabiny, poniewa po powrocie z wyprawy nie zdy nawet
rozpakowa swych rzeczy. Przede wszystkim zawiesi nad kiem, obok wasnej broni
palnej, otrzymane od Bentleya: dzid, bumerang oraz tarcz. Nastpnie rozoy na pododze
wyprawion skr tygrysa, po czym z zadowoleniem rozejrza si po pokoju. Wydawao mu
si, e gdyby Irka moga przypadkowo znale si w jego kabinie, to na pewno orzekaby, i

pachnie" w niej prawdziw dungl.


Z kolei Tomek otworzy walizk, aby umieci swe ubrania w ciennej szafie. Na samym dnie
walizy ujrza, ju zapomniany, dziwny dar starego O'Donella. Ciki kawa gliny lea
owinity w niezbyt wie kraciast chustk. Tomek umiechn si biorc do rki
zawinitko. Zgodnie z przyrzeczeniem danym poszukiwaczowi zota mg obecnie przekona
si o waciwoci tej cikiej gliny.
A to dziwak z pana ODonella - pomyla. - Na pewno spata mi jakiego figla. Trzeba
sprawdzi, na czym w figiel polega".
Wybieg do azienki po morsk wod, w ktrej O'Donell poleci mu zanurzy swj oryginalny
dar. Powracajc z kabiny z misk napenion do poowy zielonkaw wod spotka na
korytarzu ojca i Smug.
- Czy rozpakowae si ju? - zapyta ojciec.
- Wanie uporzdkowaem moje rzeczy. Wstpcie na chwil do mnie, a zobaczycie
co zabawnego - odpar Tomek.
Weszli razem do kabiny. Dingo przywita ich machniciem ogona. Tomek postawi misk na
stole mwic:
- Pamitasz, tatusiu, e po powrocie z polowania na skalne kangury polecie mi uda
si do obozu poszukiwaczy zota z zapytaniem, czy nie potrzebuj naszej pomocy. Ot
podczas poegnania starszy pan O'Donell wrczy mi dziwny upominek. Mianowicie by to
kawa gliny znalezionej w parowie. Ma ona nabiera specjalnych waciwoci po zanurzeniu
w morskiej wodzie. Pan O'Donell poleci mi nie mwi nikomu o podarunku i prosi, abym
go obejrza dopiero na statku. Prawd mwic, zapomniaem o nim. Dopiero teraz, podczas
rozpakowywania bagau, znalazem bry gliny na dnie walizy. Na pewno pan O'Donell
zaartowa sobie ze mnie mwic, e ten upominek sprawi mi wielk niespodziank. Mimo to
przyniosem zgodnie z jego poleceniem troch morskiej wody i zaraz sprawdzimy, co miay
znaczy jego sowa.
Tomek rozsupa wze chustki i wrzuci nieforemny kawa gliny do wody. Po chwili
pochyli si nad misk. Ojciec i Smuga zdziwieni opowiadaniem chopca rwnie pochylili
si, aby lepiej widzie.
- Ha, zaraz w parowie pomylaem, e pan O'Donell zaartowa ze mnie - odezwa si
Tomek. - Glina nie zmienia wygldu pod wpywem morskiej wody. Najlepiej zrobi
wylewajc za burt wod razem z tym miesznym darem.
- Poczekaj chwil - zatrzyma go Smuga. - Moe si myl, lecz... Zanurzy rk
w wodzie i wyj bry. Wac j na doni jak na szali wagi, doda:

- Za cika jak na ziemi...


Znw zanurzy donie w wodzie i zacz rozgniata glin. Cienka, czerwona warstwa ziemi
rozkruszya si teraz. Po chwili poda Wilmowskiemu ciemnot bry mwic:
- Oto niespodzianka zapowiedziana przez O'Donella.
- Do licha, przecie to wyglda jak brya zota! - zawoa Wilmowski ogldajc
podarunek.
- Bo te jest to prawdziwy duy nuget - potwierdzi Smuga. - Syszaem, e
kilkanacie lat temu znajdowano w Australii potne bryy zota. No, Tomku, nie. moemy
powiedzie, e ODonellowie nie byli warci tego, co zrobie dla nich. Pody czowiek nie
zdobyby si na taki krlewski dar.
- Czy to naprawd zoto? - nie dowierza Tomek zdziwiony odkryciem Smugi.
- Nie ma wtpliwoci Tomku. To jest prawdziwe zoto - odpar nie mniej zdziwiony
ojciec. - Wydaje mi si, e jest to istotnie wspaniay dar.
- Co ja mam z tym zrobi? - zafrasowa si chopiec.
- Moesz sprzeda zoto, a otrzymane za nie pienidze zoysz w banku. Bdziesz
mia do dyspozycji adn sumk, gdy podroniesz - doradzi ojciec.
Tomek zastanowi si przez chwil, po czym zawoa z oywieniem:
- Ju wiem, co zrobimy ze zotem. Urzdzimy za nie samodzieln wypraw do Afryki.
Obydwaj mczyni spojrzeli na siebie zaskoczeni tym pomysem.
- Co mylisz, Janie, o tej propozycji? - zagadn Wilmowski.
- Maa Gowa" nie jest pozbawiona rozsdku - odpar Smuga. - Warto zastanowi si
nad tym projektem.
- Porozmawiamy na ten temat w odpowiednim czasie - powiedzia Wilmowski.
- To wspaniale tatusiu, lecz nie chc wicej widzie zota, ktre przypomina mi to
straszne wydarzenie w parowie - zawoa Tomek, a po chwili zastanowienia zapyta: Tatusiu, pan Smuga zaprosi mnie na wypraw do Afryki. Czy pozwolisz, abym pojecha
z wami?
- Jeli bdziesz uczy si dobrze, to pojedziesz do Afryki - odpar ojciec. - Zaraz po
powrocie do Europy odwioz ci do szkoy. Mam nadziej, e nadrobisz opnienie w nauce.
Prdzej jak w maju przyszego roku i tak nie bdziemy mogli wyruszy na now wypraw.
- Niektrych przedmiotw mog uczy si ju teraz na statku - mwi Tomek
z zapaem. - Na pewno nadrobi wszystkie zalegoci.
Ojciec i Smuga z radoci suchali tych zapewnie. Wierzyli, e Tomek potrafi
dotrzymywa przyrzecze. Nie zawiedli si na nim. Ju od nastpnego dnia ambitny chopiec

zamyka si w kabinie na kilka godzin dziennie, lczc nad ksikami, w ktre zaopatrzy go
przewidujcy ojciec. Wierny Dingo kad si na skrze tygrysiej i nie odrywa wzroku od
swego pana.
Dni szybko mijay, a do Tomka umiechaa si ju nowa, tajemnicza przygoda.